Dodaj do ulubionych

Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy...

    • Gość: jennifer Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.wola.net.pl / *.is.net.pl 20.09.05, 12:48
      To zalezy jak dlugo ze soba juz jestescie.
      Bylam w podobnej sytuacji,kompletnie nie rozumialam zachowania mojego chlopaka a on mojego.Przez pierwsze 2 miesiace spotykalismy sie ale zawsze konczylo sie klutnia.Wracalam do domu i plakalam:(:(Chcialam powiedziec za kazdym razem 'zegnaj' ale tak jak Ty nie potrafilam odejsc i wiem teraz ze dobrze zrobilam nie mowiac tegoz,ze wierzylam ze bedzie dobrze.Teraz jest zupelnie inaczej:)Wiem juz gdzie byl blad,nie mowilam co tak naprawde czuje i czego oczekuje,wszystko dusielam w sobie i mialam nadzieje ze sam dojdzie do tego o co kolejny raz sie obrazilam.Teraz wiem ze najlepszym lekarstwem jest rozmowa i wyrazenie wszystkiego co sie czuje i oczekuje od drugiej osoby.Nie poddawaj sie.Zycze Wam jaknajlepiej i mam nadzieje ze bedzie tak jak w naszym przypadku,bo obok Niego jestem bardzo szczesliwa, i wierze w to ze Ty takze bedziesz!!Powodzenia!!
    • Gość: neli Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: 81.219.225.* 20.09.05, 16:59
      Najgorzej jest gdy pomyślę sobie, że on jest teraz razem z nią. Że siedzą sobie
      razem przytuleni i np. ogladaja film, że on patrzy na nią tak jak kiedyś na
      mnie, że planują razem kolejny dzień, tydzień, miesiąc... I że on nie myśli już
      o mnie, że nie obchodzi go to, że cierpię, że jest mi źle... Nie mogę uwierzyć,
      że tak łatwo mógł ze mnie zrezygnować... że tak łatwo zamknął drzwi....

    • Gość: nika rozstanie... a ja nadal cierpie... pomocy IP: *.internetdsl.tpnet.pl 24.09.05, 20:10
      czesc, wiecie co....... rozstałąm sie z facetem 1.5 miesisca temu i..... jeszce
      cierpie, to jest juz niedozniesiena, zaraz coraz lepiej to ja płacze jeszce
      czesciej niz kiedys... to jest chyba nienormalne.... zaraz coraz lepiej sie
      czuc to ja czuje sie coraz gorzej.... :((( brakuje mi go, tesknie, a najgorsze
      ze jak jestem z innym to i tak mysle o moim eks... :( i boli tak jak dzien po
      roztsaniu
      • elamodela Re: rozstanie... a ja nadal cierpie... pomocy 26.09.05, 14:14
        jej współczuję...
        Ale przecież kiedyś musi Ci się polepszyć.
        I właśnie tego bólu się boję.
        Jeśliby się później okazało, że to rozstanie to był błąd, a będzie za późno.. :(
    • neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 26.09.05, 15:09
      Nika a co było powodem Waszego rozstania? To on podjął decyzję o rozstaniu czy
      Ty, a może była to wasza wspólna decyzja? Qurcze, jak pomyślę, że za miesiąc
      nadal tak będzie mi go brakowało i nadal będę cierpiała jak dopiero co po
      rozstaniu to aż mi się wszystkiego odechciewa:((
      Teekanne a co u Ciebie? Nadal przed decydująca rozmową???
      • Gość: teekanne Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.05, 15:19
        Ano nadal przed rozmowa... Najprawdopodobniej w ten weekend sie spotkamy. Jakas
        taka wypalona sie czuje. Chcialabym, zeby to juz bylo za mna, bo bardzo mi
        ciezko :(
        • Gość: nika do neli23 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.05, 15:22
          on stwierdził ze chyba uczucia sie w nim wypaliły:), plany na przyszłość
          mielsimy pikene, jego rodzina mnie uwielbiała i nagle, koniec pieknej bajki,
          juz chyba z nikim nie bede, 3ci rok studiów idalej sama:(
          • malina71 Re: do neli23 26.09.05, 15:39
            Dziewczyny, ja płaczę za moim ex juz piąty miesiąc i jest coraz gorzej. Chodzę
            do psychologa, ale to dopiero poczatek terapii tak więc na efekty muszę jeszcze
            poczekać. Najgorsze jest to, że nie potrafię powstrzymac się przed pisaniem
            smsów czy telefonem do Niego, bo zawsze rano budzilismy sie ciepłymi słowami, a
            teraz???? Powiedziałam mu, żeby nie reagował na moje telefony,żeby zaczął mnie
            ignorować bo to moje postępowanie to tylko walka z wiatrakami, a jest coraz
            gorzej. Nie mam na tyle sił, żeby się od niego uwolnić, tym bardziej że bardzo
            często sie widujemy. Kurczę, mam już ponad 34 lata i ciągle tak nieforunnie się
            zakochuję. Mój związek trwał prawie 6 lat tak więc wspólnych planów na
            przyszłość było wiele, niestety. Mam nadzieję, że Wam uda się znacznie szybciej
            stanąć na nogi. Trzymam i za Was i za siebie kciuki.
            • Gość: aka Re: do maliny IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.05, 15:51
              Współczuje! Mam nadzieje że terapia ci pomoże! będe trzymała kciuki z całego
              serca....i wierze że jeszcze twoja wielka miłość nadejdzie!
              Dziewczyny spójrzcie w lustro i powiedzcie sobie że to nie koniec świata, że
              jesteście atrakcyjne młode piękne i zdolne...i że potraficie!!! Uwierzcie we
              własne możliwości...to już będzie jakiś dobry początek
              • malina71 Re: do aki 26.09.05, 16:13
                Bardzo dziękuję za słowa otuchy. Ja również głęboko wierzę, że sesje z
                psychologiem pozwolą mi się do tego wszystkiego zdystansować i stanąć po tych
                cięzkich miesiącach na nogi. Najgorsze jest jednak to, że przed moim ostatnim
                związkiem byłam przez ponad 5 lat mężatką i zostałam potwornie skrzywdzona
                fizycznie, a teraz spotkał mnie kolejny zawód. W ostatni związek włożyłam całe
                swoje serce bo głęboko wierzyłam, że to właśnie ten mężczyzna uszczęsliwi mnie
                na całe życie. Być może popełniłam zbyt wiele błędów, być może zbyt mocno
                pragnęłam czegoś nieosiągalnego, że to w końcu runęło. Próbuję znaleźć
                odpowiedź na wiele pytań ale to i tak już teraz nie ma chyba sensu. W nim
                uczucie wypaliło się i teraz twierdzi, że już nigdy nie będziemy razem, choć
                jeszcze wczoraj mówił mi że ma mętlik w głowie. No ale nie zamierzam dłużej
                czekać. Muszę sie w końcu pozbierać i jakoś pomalutku zacząć układać sobie
                życie bez Niego, choć na chwilę obecną to ciężko jest mi uwierzyć w to, że będę
                kiedyś szczęśliwa.
                • Gość: nika do malina21 IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.05, 17:08
                  bedzie dobrze zobaczysz, pozbierasz sie i dasz rade.zaczznij tylko wychoidzic
                  do ludzi, zapisz sie na jakas siłownie czy tenisa, i pojdzie gładko, qrcze ja
                  zes woim byłam tylko kilka miesicy i boli, wiec wyobrazam sobie jak musis byc
                  zle Tobie, ale dasz rade, i znajdziesz szcesie zobaczysz!!! a zazdroszcze Ci
                  tego ze miałas slub wesele, i wogóle.... bo mi to sie wydaje ze juz nigdy
                  białes sukni nie załoze....
                  • malina71 Re: do niki 26.09.05, 17:18
                    Niko, cały czas wierzę, że pozbieram się i będę mogła żyć własnym życiem. Mam
                    10-letnią córcię, która też przez te moje zawirowania miłosne wiele przeszła.
                    Teraz całą swoją uwagę skupiam własnie na niej bo o sobie tak do końca nadal
                    nie myślę i byc może popełniam kolejny błąd. No ale trzeba być dobrej myśli i
                    myśleć o tym co przed nami, choć te wspomnienia dobijają mnie. Wczoraj miałam
                    potwornego doła i tak bardzo pragnełam znaleźć się w ramionach mojego
                    ukochanego, no ale popłakałam sobie i dzisiaj z podkrążonymi oczami poszłam do
                    pracy. Ech to życie, wiecznie takie pokręcone, no ale gdyby nie wiara w to że
                    wszystko się ułoży to byłoby kiepsko, oj bardzo kiepsko. A suknia ślubna to
                    zamierzchłe czasy, no i z perspektywy czasu był to jeden z gorszych dni w moim
                    życiu, bo później mój ex małżonek okazał się zupełnie kims innym. Przed Tobą na
                    pewno tez piekne chwile i suknię ślubną tez zapewne założysz.pozdrawiam
                    • elamodela Re: do maliny 26.09.05, 17:48
                      Ale pozbierałaś się po tym pierwszym piekle, więc i teraz dasz radę.
                      Tymbardziej, że nie jesteś sama, masz dla kogo żyć:) Trzymam kciuki.
                      Może to zabrzmi szokująco, ale mi osobiście chyba łatwiej by było gdyby to on
                      zadecydował o nas, nawet gdyby ta decyzja była taka smutna. Samemu baardzo
                      ciężko jest wziąć wszystko w swoje ręce jeszcze licząc się z konsekwencjami..
                      Oj, cholernie ciężko.
                      A wiecie co jest najlepsze? Każda z nas odpisuje następnej: <na pewno się
                      ułoży, zobaczysz> ale nie wiem czy wierzymy, że tak właśnie będzie z nami..
                      • Gość: nika ojjjj, nie wiem IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.05, 19:27
                        ja juz zwatpiłam co chwial to nieywapał, co prawda jeszce studiuje, ale juz
                        watpiłam mnie sie wydaje ze wszysa ew tym wieku juz maja kogos na serio... a ja
                        co chiałabym ale jakis pech mnie przesladuje:(
                        • Gość: teekanne Re: ojjjj, nie wiem IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.09.05, 20:27
                          Tez tak mam - nagle wydaje sie, ze wszystkie kolezanki z roku w stalym,
                          swietnie rokujacym zwiazku. Jak one to robia, ze praktycznie od razu spotykaja
                          faceta dojrzale podchodzacego do damsko-meskich relacji, sa z nim przez lata,
                          zakochane i szczesliwe, wychodza za niego za maz itd.? Tez tak chce, a czuje
                          sie, jakbym dostala od zycia niewlasciwy scenariusz... Albo scenariusz moze i
                          wlasciwy, tylko inni aktorzy sie go nie pilnuja i wszystko bierze w leb...
                        • Gość: Justyna Re: ojjjj, nie wiem IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 27.09.05, 19:54
                          Nika jestem w identycznej sytuacji,właśnie skończyłam trzeci rok sudiów i
                          rozstałam się z chłopakiem po 6 latach.Patrze teraz na te wszystkie pary i
                          czuję się taka samotna.A najgorsze jest to że wydaje mi się że ja już nigdy
                          nikogo sobie nie znajdę,że nikt mnie nie zechce.Nie wiem zupełnie jak mam wyjść
                          do ludzi i jak cieszyć się życiem bez niego:/ Ciągle mam nadzieje ze to się
                          jeszcze ułoży ale zdrowy rozsądek mówi:TO KONIEC.Na szczęście jeszcze go mam...
                          • Gość: nika do Justyna IP: *.internetdsl.tpnet.pl 27.09.05, 20:31
                            popatrz mamy dopiero 22 lata, i całe zycie przed nami, ja tma wierze ze Ci sie
                            ułoży, ze spotkasz odpwoedniego faceta, tylko zacznij sie ciesyc zyciem, wiem
                            ze na poczatku trudno........ale potem idzie z górki czas leczy rany... bedzie
                            dobrze zobaczysz!!!!!!!!!!
      • Gość: magda1525 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 16:32
        ja nie rozumiem tych facetów,byłam z moim eks rok, cały tan czas utwierdzał mnie w przekonaniu że mnie kocha. Ja mu wierzyłam ale w pewnym momencie tzw,,kobieca intuicja''podpowiadala mi że coś jest nie tak.Nasze spotkania byly coraz rzadsze, on tak jakby się odsuwał...a po pewnym czasie oznajmił mi ze to koniec...dla mnie to był silny wstrząs mimo tych wczesniejszych przeczuć.Najgorsze jest to,że gdy teraz spotykamy sie na ulicy on udaje że mnie nie zna,i to mnie najbardziej boli... bo cóz fajnie by było sie od czasu do czasu spotkac i pogadac,tak na stopie przyjacielskiej...Ehhh jakie to wszystko pogmatwane:(a mówią że kobiety sa skomplikowane...
    • Gość: nika do tekanee IP: *.internetdsl.tpnet.pl 26.09.05, 21:57
      a na którym roku jestes?? tak z ciekawosci pytam:)
      • Gość: teekanne Re: do tekanee IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.09.05, 12:06
        wlasnie studia skonczylam
    • neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 29.09.05, 13:55
      Cześć dziewczyny! Jak Wasze sprawy sercowe???
      U mnie niestety bez zmian. Ostatnio postanowiłam dać sobie z tym wszystkim
      radę, nie załamywać się, zająć się tym co lubię, odświeżyć stare znajomości-
      wszystko byleby tylko o nim zapomnieć:( Niestety wszystko na nic... Wciąż nie
      moge zapomnieć, wciąż tęsknie, resztkami sił staram się jeszcze powstrzymać
      przed napisaniem do niego. Ale to bardzo trudne. Przestaję panować nad swoim
      życiem, nad swoimi emocjami, wszystko dzieje się jakby poza mną. Rodzina,
      znajomi, współpracownicy unikają mnie, aby nie narazić się na mój wybuch, z
      pracy pewnie niedługo mnie zwolnią, bo zawalam obowiązki i juz kilkakrotnie w
      ciągu zaledwie dwóch tygodni wpadłam w histerię... ja, która zawsze byłam
      opanowana i zawsze można było na mnie polegać. Wiem, że robię źle wyżywając się
      na innych, ale nie kontroluje tego, poczucie winy przychodzi dużo później:((
      Sama siebie już nie poznaje... Napiszcie czy to "normalne"?? Czy tez tak
      macie?? Jak sobie z tym poradzić??
      Pamiętam jak kiedys dziwiłam się jak można tak byc zależnym od jakiegokolwiek
      faceta, uważałam, że tylko ludzie strasznie słabi mogą z powodu nieszczęsliwej
      miłości marnować swoje życie, młodość. Zawsze myślałam, że mnie to nigdy nie
      spotka, bo byłam pewna, ze potrafię podnieść się i iść dalej, nie oglądając się
      za siebie... okazuje się, że jednak nie potrafię;((
      • Gość: teekanne Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.09.05, 14:41
        Neli, ja mam podobnie. Tzn. moze nie wpadam az w histerie, ale rodzinie sie
        troche dostaje. Z byle powodu burcze na nich, w jednej chwili
        jestem "normalna", w nastepnej reaguje na byle co z duza przesada. A swoj zal i
        lek o to, co bedzie, powinnam przeciez skierowac na zupelnie kogos innego...
        Coraz bardziej boje sie tej rozmowy. Tyle mysli mi sie w glowie kotluje, tyle
        rzeczy chcialabym mu powiedziec - nie dlatego, ze to by cos mialo zmienic, ale
        zeby nie dusic tego w sobie, zeby on wiedzial, przez co przechodzilam i
        przechodze. Ale nie wiem, czy powinnam mowic mu az wszystko, bo po fakcie moge
        zalowac. Tobie tez radze dalej powstrzymywac sie przed napisaniem "do niego".
        To normalne, ze jesli nas boli, to chcemy zeby osoba nam bliska o tym
        wiedziala. Tylko pytanie, czy ta osoba nadal jest tak bliska, jak nam sie
        wydaje i czy przejmie sie tym tak, jakbysmy chcialy? Mnie przed popelnieniem
        glupstw w rodzaju smetnego smsa powstrzymuje przyjaciolka. Ech... to takie
        pokrecone...
        A co do marnowania zycia z powodu nieszczesliwej milosci: jestesmy silne i do
        tego nie dopuscimy, trzeba najpierw dac sobie czas na "przetrawienie" tego, co
        sie stalo; potem zamknac ten rozdzial i spojrzec przed siebie. Mam nadzieje, ze
        mi sie uda i Tobie tez tego zycze.
        • Gość: do neli 23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.09.05, 19:38
          Moija dobra radaopsanuj sie!!!! On Ci nie bedzie dawał pioeniedzy jak stracisz
          prace!!! nie pisz do niego, wiem zeto ciezko ale pomysl jak Ty bus odebrała smsa
          od osoby, z która byłąs ale za bardzoCi juz nie zalezy(sory za prawde) , bo ja
          mało entuzjastycznie,opanuj sie i pomysl ze On nie jest wart zawalanbia
          wszystkiego, bo nie jest!!!!!!!!!!!!!!! nie zxasługuje na to,na jedyna na co
          zasługuje z Twojej strony to na zemste( chociaz nie jestem z osósb które lubią
          się mscic) ale taka jest prawda!!!!!!! wiem ze boli i ze ciezko, ze myslisz,
          tesknisz i w ogóle!!! chcesz płakac płacz, ale nie zawalaj obowiązków!!!!
    • Gość: teekanne Rozmowa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.10.05, 15:37
      Za jakies 2,5 h mam ta ostateczna rozmowe z moim facetem. Czuje sie strasznie,
      jak klebek nerwow... Obym miala dosc sily, by sie nie rozkleic, kiedy nastapi
      koniec i "zamkniemy drzwi".
      • elamodela Re: Rozmowa... 01.10.05, 21:54
        Napisz koniecznie, co dalej. Jest już dziewiąta więc albo nadal gadacie, albo
        jest wielki comeback, albo nie jesteś w stanie o tym teraz pisać.
        Ja osobiście mam wzloty i upadki, taka sinusoida i nie wiem jak długo to zniosę
        jeszcze i po co w ogóle takie coś ciągnąć.
        • teekanne Re: Rozmowa... 02.10.05, 13:23
          Ano nie bylo wielkiego come back, tak jak sie spodziewalam, nastapilo
          rozstanie. W zasadzie bardzo cywilizowane i mozna nawet powiedziec, ze po
          przyjacielsku. Ale tak naprawde to tragedia dwoch osob, ktore chca byc razem,
          wszystko wskazuje, ze swietnie do siebie pasuja, tylko, ze czegos brakuje i
          oboje nie moga juz tak dalej. Mimo wszystkiego, co on do mnie czuje, nie jest
          zakochany i tego mu brakuje, dreczy sie tym i wszystko wskazuje na to, ze
          dreczylby sie dalej, gdybysmy mieli wciaz byc razem. Ja z kolei, mimo
          wszystkiego, co czuje do niego, nie jestem w stanie dluzej znosic tej
          sinusoidy, jak to nazwalas. Bycie dalej z nim i odczuwanie jego watpliwosci
          wyniszczyloby mnie. A wiec rozstanie. Nie wiem, co bedzie dalej. On deklaruje,
          ze nie wyobraza sobie, ze mialoby mnie zabraknac w jego zyciu, nawet jesli juz
          nie jestesmy para, bo chce wiedziec, co sie ze mna dzieje, jak sie mam itd. Ja
          tez nie wyobrazam sobie, ze ktos tak mi bliski mialby byc dla mnie jak obcy.
          Wiele waznych rzeczy i spraw nas przez te miesiace laczylo i jestesmy sobie
          naprawde bliscy. Na razie musimy dojsc do siebie, ale za jakis czas moze
          bedziemy w stanie kontakt ze soba miec. Myslisz, ze to mozliwe?
          • neli_23 do Teekanne 03.10.05, 10:41
            Bardzo mi przykro z powodu Waszego rozstania... Choć sama zdawałaś już sobie
            sprawę że to nieuknione, to mimo wszystko domyślam się jak bardzo teraz boli.
            Jedyną pocieszającą myślą może być to, że przynajmniej masz sprawę jasno
            postawioną, że wiesz juz napewno:(
            Choć brzmi to dziwnie to teraz może być juz tylko lepiej. Najgorsze masz za
            sobą - niepewność, rozstanie, pierwsze tygodnie "żałoby" przecież również...
            Daj sobie jeszcze kilka dni rozpaczy i smutku, a potem zajmij się czymś innym,
            może zacznij robić coś na co od dawna miałaś ochotę, a np. nie starczało Ci
            czasu, spotykaj się z przyjaciółmi, może zmień coś w swoim wygladzie ( ja
            radykalnie zmieniłam kolor włosów ), bądź dobra dla siebie, a z dnia na dzień
            napwno będzie lepiej... Oczywiście chwile "słabości", gdy największym Twoim
            marzeniem będzie go ujrzeć, przytulić się do niego i tak trwać wiecznie są
            nieuniknione, ale z czasem coraz łatwiej będziesz sobie z nimi radzić.
            p.s. i przecież zawsze możesz liczyć na słowa otuchy forumowiczów;)
            • Gość: teekanne do Neli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.05, 10:51
              Dziekuje.
              A jak Ty sobie radzisz? Jest juz choc troszke lepiej?
              • neli_23 Do Teekanne 03.10.05, 16:03
                o dziwo radzę sobie całkiem nieźle:)) ostatnio tyle się dzieje w moim życiu, że
                nie bardzo mam nawet kiedy o nim mysleć i rozpaczać...
                Po pierwsze w weekend zaczęły mi się studia, a co za tym idzie spotkania z
                dawno nie widzianymi ludźmi i wspólne imprezowanie. Poza tym robię to co od
                dawna odkładałam: wspólne zakupy z koleżankami, fryzjer, seanse w kinie,
                basen,wieczory w pubach, etc. W zasadzie każdy dzień mam szczelnie wypełniony,
                wszystko po to aby głupoty nie przychodziły mi do głowy ( typu: zadzwonić do
                niego, napisać że tęsknie,...). Do tego znajomi, gdy tylko zaczynam rozwodzić
                się nad tym dlaczego mnie zostawił, dlaczego wrócił do byłej, etc., każą mi się
                zamknąć i nie pozwalają więcej o nim mówić:) Wszystko razem przynosi pozytywne
                efekty, choć wcale nie oznacza to że nie tęsknie i nie marzę by cofnąć czas....

                p.s. a jak u Ciebie?? Jak Ty sobie radzisz??
                • Gość: teekanne do Neli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.10.05, 17:27
                  Jak sobie radze? Sama juz nie wiem... Niby jakos funkcjonuje, ale nie umiem
                  nazwac tego, co teraz czuje. Teraz to glownie smutek, zal za tym, co by moglo
                  byc, "zaloba" za tym, co bylo i lek przed tym, co bedzie. I tesknota, czasem
                  rozdzierajaca.
                  Jak na ironie od kilku tygodni zaczyna sie przy mnie mocno krecic taki jeden
                  chlopak. Sprawia wrazenie milego, widac, ze mu sie podobam i chcialby mnie
                  lepiej poznac, ale na slowo "randka" robi mi sie niedobrze. Trzymam go wiec na
                  dystans, bo w tej chwili nie jestem w stanie pozwolic komukolwiek na zblizenie
                  sie do mnie. Bo tak naprawde jedyna osoba, co do ktorej czuje, ze ma prawo byc
                  blisko mnie, jest On. Musze popracowac nad tym, by sie od tego uwolnic -
                  inaczej juz nigdy nie bede w stanie byc z kims innym.
                  • neli_23 do Teekanne 06.10.05, 12:43
                    Cześć Teekanne, jak sobie radzisz?? Utrzymujesz z nim kontakt? No i co z tym
                    chłopakiem, tym który się koło Ciebie kręci??

                    Jeśli o mnie chodzi to sytuacja jest zagmatwana. Nadal bardzo tęsknie, ale
                    zaczynam też sobie uświadamiać pewne sprawy. Zauważam, że wiele było w tym
                    mojej winy, zbyt wiele chyba od niego wymagałam, chciałam by był idealny,
                    brakowało mi cierpliwości a przede wszystkim chyba za bardzo go sobie
                    wyidealizowałam. No i zaczynam wątpić w jego miłość, bo gdyby naprawdę kochał
                    nie stałoby się to co się stało:(
                    Ale na tym etapie wiem już, że najgorsze za mną, że dam radę. Choć w mym sercu
                    zawsze będzie zajmował szczególne miejsce!

                    Poza tym tak jak u Ciebie, też koło mnie kręci się pewien chłopak. Poznałam go
                    przez znajomych już wtedy, gdy jeszcze byłam z tamtym. Ja mu się spodobałam,
                    ale ja oczywiście nie zwracałam na niego uwagi, bo przecież nie dostrzegałam
                    nikogo anoi niczego poza tym ex. Ostatnio ten chłopak znów zaczął o mnie
                    zabiegać. Widuję go dość często z racji wspólnych znajomych. I powiem Ci, że po
                    każdym spotkaniu coraz częściej pojawia się on w moich myslach... Po co to
                    piszę??? Żeby powiedzieć Ci, że mimo iż teraz zastrzegasz się że już nie chcesz
                    żadnego faceta, że albo ten albo żaden, etc to i tak kiedyś to się zmieni.
                    Ja jeszcze jakiś czas temu mówiłam to samo, twierdziłam, ze nie potrafię bez
                    niego żyć, a teraz juz wiem, że jednak potrafię...
                    Oczywiście jeszcze dużo czasu minie zanim będę potrafiła znów się z kimś
                    związać i co ważniejsze komuś zaufać, ale teraz już wiem, że kiedyś to
                    nastąpi...
                    Mam nadzieję, że wkrótce Ty też w to uwierzysz:))

                    • Gość: teekanne do Neli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 06.10.05, 19:23
                      Czesc Neli. Dzis mam akurat dobry dzien. Moze pomaga to, ze od kilku dni mam
                      troche pracy i mniej czasu na rozmyslania. Ide tez za Twoja rada i sprawiam
                      sobie rozne przyjemnosci, poswiecam sobie czas. Faktycznie wreszcie moge myslec
                      o sobie, a nie o tym wszystkim, co mnie dreczylo, kiedy bylam z eks. W jakis
                      sposob to ulga. Nie kontaktowalam sie z eks i na razie nie mam zamiaru, moze za
                      jakis czas, jak poczuje sie do tego gotowa i bede tego chciala. Nic na sile.
                      Zainteresowanie ze strony tego krecacego sie przy mnie chlopaka troche mnie
                      przytlacza. Jak w Twoim przypadku, mial na mnie oko juz od wielu miesiecy
                      (niedawno sie o tym dowiedzialam), ale "uaktywnil" sie w ostatnim czasie, a jak
                      uslyszal, ze jestem singlem z odzysku, to juz na maxa. W pelni mozna to
                      okreslic jako zdobywanie. Pisze mi, ze jestem wyjatkowa, piekna, inteligentna
                      itp - wszystko, co dziewczyna chcialaby uslyszec od faceta. Pisze, ze teskni; a
                      kiedy go gdzies spotkam, widze, ze najchetniej ciagle bylby obok. Nie zraza go
                      nawet moje zachowanie, a z racji rozstania jestem ostatnio dosc czesto
                      rozdrazniona i czasem zlosliwa. Sklamalabym mowiac, ze nie zastanawiam sie nad
                      jego osoba. Obiektywnie rzecz ujmujac, powinnam byc na "tak". Najwyrazniej ten
                      egzemplarz ;) jest wytrwaly i mu zalezy. A patrzac prawdzie w oczy, po ostatnim
                      razie potrzebuje, zeby ktos otoczyl mnie uwaga i opieka. Ale potrzebuje tez
                      czasu, zeby nie robilo mi sie strasznie smutno, ze on to nie tamten. Kolega
                      powiedzial mi madra rzecz: ze powinnam szukac kogos nowego, a nie kogos na
                      zastepstwo. No i mam swiadomosc, ze nie moge tak po prostu wpakowac sie w cos,
                      co mi zapewni co prawda poczucie bycia adorowana i wreszcie "zaopiekowana", bo
                      moge przy tym kogos mocno zranic.
                      W tej chwili wciaz jestem wewnetrznie wypalona, nie bardzo mam co dac z siebie
                      drugiemu czlowiekowi, nawet chyba nie mam ochoty sie teraz przed jakims facetem
                      otwierac, bo ostatnio przyplacilam to sporym bolem. Potrzebny mi czas, ale moze
                      nie zaszkodzi rzeczywiscie na jakas kawe sie zgodzic? Jak myslisz?
                      • neli_23 do Teekanne 07.10.05, 12:40
                        Cześć, ciesze się, że u Ciebie jest ok!

                        Uśmiałam się dzisiaj czytając to co napisałas:) A to dlatego, że mam prawie
                        identyczną sytuację jak Ty!
                        Ten chłopak, o którym pisałam też usilnie o mnie zabiega, wciąż pisze, dzwoni,
                        prawi mi komplementy, etc. Chciałby każdą chwile spędzać ze mną i wogóle ma
                        wiele zachowań, których brakowało mi u eks. I też go nie zraża moje zimne
                        zachowanie w stosunku do niego i to, że też często mi się zdarza być straszną
                        złośnicą;)
                        No i wszystko byłoby ok, gdyby własnie nie te momenty, kiedy jest mi przykro,
                        że ten to nie tamten:((
                        I własnie dlatego też narazie postanowiłam się nie angażować, bo nie chcę by
                        ktoś inny cierpiał przeze mnie i przez to, że zaczynam coś nowego gdy jeszcze
                        niestety tkwie w starym!!!
                        Choć z drugiej strony... Ehh, sama juz nie wiem które rozwiązanie tak naprawdę
                        jest lepsze!!!

                        p.s. myślę, ze kawa nie zaszkodzi:)
                        • Gość: teekanne do Neli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.10.05, 18:40
                          No to wyglada na to, ze faktycznie nasze sytuacje sa bardzo zblizone. To
                          dobrze, bo bede miala z kim poforumowac o tym, co przechodze i bede w 100%
                          rozumiana.
                          Na razie u mnie bez znaczacych zmian, moze zdecyduje sie pojsc na ta kawe w
                          przyszlym tyg i wtedy doniose, jakie wrazenia. Bo faktycznie - smutek smutkiem,
                          ale nie chce cierpiec nie wiadomo jak dlugo i zakopac sie w tym, co bylo,
                          zamykajac sie na to, co moze jeszcze mi sie w zyciu przytrafic. Nikt mi nie
                          kaze od razu wchodzic w nowy zwiazek, zreszta nie jestem na to w tej chwili
                          absolutnie gotowa. Po prostu postaram sie nie zamykac przed ludzmi tylko
                          dlatego, ze mi ciezko.
                          Pozdrawiam Cie Neli :)
                          • neli_23 do Teekanne 12.10.05, 15:48
                            Hej Teekanne, co u Ciebie?
                            Skusiłaś się na tą kawę?? Miałaś jakąś wiadomość od eks?
                            Ja coraz częściej spotykam się z tym nowym chłopakiem... jest fajnie, ale daje
                            mu do zrozumienia, że narazie nie chcę się angażować...
                            Boję się! I stałam się strasznie przewrażliwiona:(
                            Ale trzeba przyznać, że jest już dużo dużo lepiej. I co najdziwniejsze- dość
                            szybko się pozbierałam. Hmm...przecież nawet jeszcze nie minął miesiąc od
                            rozstania... a ja normalnie funkcjonuje i wcale mój świat się nie zawalił...
                            • Gość: teekanne do Neli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.05, 09:36
                              Czesc Neli,
                              wiadomosci od eks zero i tak jest dobrze. Sa jeszcze sprawy, w kwestii ktorych
                              chce sie z nim skontaktowac, ale to jeszcze nie teraz. Na kawie z tym drugim
                              bylam wczoraj i bylo bardzo milo. Zachowywalam sie normalnie :), tzn. ani nie
                              prezentowalam postawy obronnej, ani nie flirtowalam. Widze, ze jest
                              zainteresowany moja osoba, ale na szczescie nie natarczywy. Moze bede sie co
                              jakis czas z nim spotykac, ale tak jak Ty, na angazowanie sie nie mam poki co
                              ochoty.
                              Po wczorajszym wieczorze ku mojemu zaskoczeniu nie czulam smutku pt. "on to nie
                              tamten". Staram sie patrzec na tego jako osobe sama w sobie, i nie zestawiac
                              jego z tamtym. Euforii tez nie bylo, ale najwazniejsze, ze milo spedzilam czas.
                              I moze otwieranie sie na zwykle nawet relacje z innymi pomoze mi przejsc ten
                              trudny okres.
                            • Gość: teekanne do Neli 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.10.05, 19:22
                              I jeszcze tylko takie cos mnie meczy - jak delikatnie dac do zrozumienia, ze na
                              razie nie chce sie angazowac? Powiedziec wprost? Czy moze raczej byc mila, ale
                              zachowywac pewien dystans? Jak Ty to rozwiazalas? Pytam, bo ten chlopak sie
                              dosc mocno nakreca i poki co moj dystans tylko go mobilizuje do zwiekszania
                              wysilkow w zdobywaniu mnie. Nie chcialabym, zeby blednie pomyslal, ze skoro raz
                              czy drugi gdzies z nim wyjde, to zaraz "sie spotykamy" itp. Aha, on wie, ze
                              bylam z kims i ze jestem swiezo po rozstaniu, ale najwyrazniej go to nie
                              zniecheca.
                              • neli_23 do Teekanne 14.10.05, 11:32
                                Hmm...mam ten sam problem. Ten chłopak odrazu zaczął mieć jakies plany wobec
                                mnie, planował zwiazek. Delikatne sugestie, że narazie nie chcę się angażować,
                                etc. niewiele pomagały. Więc powiedziałam mu o tym, że jeszcze nie jestem
                                gotowa by cokolwiek budować, że najpierw musi mi minąc po rozstaniu, że narazie
                                nie potrafię się z nikim związać i że traktuje nasze spotkania czysto
                                koleżeńsko. Niby przyjął to do wiadomości, ale tak naprawde liczy na to, że
                                będziemy się spotykać jako para. Choć trochę przystopował, nie narzuca mi się,
                                więc narazie jest ok.
                                Najgorsze jest to, ze tak naprawdę i Ty i ja wiemy, ze Ci chłopacy maja wobec
                                nas inne plany niz koleżeństwo i oczywiste jest, że po kilku, kilkunastu
                                spotkaniach będziemy musiały sie wreszcie na coś zdecydować. Ale z drugiej
                                strony nie wiadomo jak to jeszcze bedzie i bezensu się wszystkim zamartwaić na
                                zapas i wszystko analizować...
                                Miłego dnia :)
                                • Gość: teekanne do Neli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.05, 12:14
                                  Ech, sama widzisz, nie jest latwo. Kochamy kogos, kto nie potrafi w pelni
                                  kochac nas, z tego powodu marzymy, zeby ktos w koncu obdarzyl nas miloscia,
                                  zaopiekowal sie, szanowal i tesknil, a jak juz ktos chce nam to dac, to nie
                                  wiemy, co z tym zrobic. Zaczynam nawet dostrzegac pewna prawidlowosc w swoich
                                  relacjach z facetami (choc jakos strasznie wiele to ich nie bylo): na przemian
                                  albo kocham, albo jestem kochana. Bo jak w jednym zwiazku jestem strona
                                  bardziej zaangazowana, to w nastepnym nie mam ochoty dawac az tyle z siebie,
                                  potem jak juz nabiore sil bedac kochana, to w kolejnym zwiazku znow jestem
                                  zaangazowana na maxa. Wsrod znajomych zauwazam cos podobnego. Wiec moze recepta
                                  na szczesliwy zwiazek to byc z kims, kto niedawno kogos zostawil i samej tez
                                  byc po rozstaniu z wlasnej inicjatywy? Bo wtedy w nowa relacje wchodzi sie
                                  bardziej swiadomie, a nie szukajac pocieszenia i uwagi.
                                  Dzis mam marny nastroj. Najchetniej zwinelabym sie w klebek, zasnela i obudzila
                                  po paru miesiacach, gdy juz caly ten bol minie, a ja nie bede sie szamotac,
                                  probujac zrozumiec, dlaczego to wszystko tak sie potoczylo...
                                  • neli_23 do Teekanne 14.10.05, 14:29
                                    Masz rację- pokręcone to wszystko. Czasem zaczynam się zastanawiać czy ja
                                    wogóle wiem czego tak naprawdę chcę??!
                                    W poprzednim związku brakowało mi np. tego , ze on ma dużo zajęć, przez co nie
                                    możemy widywac się codziennie albo że nie wysyła mi sms-a co godzinę:), za to
                                    teraz właśnie takie zachowanie wkurza mnie u tego chłopaka. Taki głupi
                                    przykład, ale świadczący o tym, ze chyba sama nie wiem czego chcę:(
                                    Natomiast co do Twojej prawidłowości to całe szczęście czegoś takiego nie
                                    zaobserwowałam. Za to dostrzegam inną: długo długo gdy jestem sama nikt mi nie
                                    odpowiada, żaden chłopak nie wzbudza we mnie aż takich emocji bym mogła się
                                    zakochać, etc., jestem wybredna i jakiekolwiek moje wątpliwości dyskwalifikuja
                                    go jako ewentualnego partnera. Trwa to trwa, aż nagle wielkie bum! Zakochuję
                                    się bez pamięci, "najczęściej" w osobie, która ma więcej wad niż zalet, ale
                                    jestem w stanie to wszystko zaakceptować i ładuje się wtedy w tzw. toksyczny
                                    związek, który z góry skazany jest na niepowodzenie! Miałam tak dwa razy, tak,
                                    że to miałabyć ta miłośc na całe życie, że dla tej osoby byłam w stanie zrobić
                                    wszystko i nie miałam chwili zawahań typu: czy to napewno ten, czy z nim chcę
                                    spędzić życie. Oba przypadki mają wiele wspólnego... ehh, chyba jestem
                                    emocjonalnie nieprzystosowana do życia w społeczności, albo jak to mi ktoś
                                    kiedyś powiedział: niedojrzała emocjonalnie :D

                                    Nie dołuj sie Teekanne, bo i tak przecież to nic nie da. A pytanie: dlaczego
                                    tak się stało??? mimo, iż samo ciśnie się na usta i jest niezwykle nurtujące -
                                    nie ma sensu, bo przeciez tak naprawdę nikt tego nie wie, nie ma jednoznacznej
                                    odpowiedzi:(

                                    Hehe, a teraz zdanie pocieszenia, które najbardziej "uwielbiam":
                                    widocznie nie był Ciebie wart;)

                                    Pozdrawiam i życzę mimo wszystko udanego dnia :-)
                                    • Gość: teekanne do Neli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.10.05, 15:00
                                      Mi tez w tamtym zwiazku brakowalo wielu rzeczy: ze nie bylo go fizycznie na
                                      wyciagniecie reki, kiedy tego potrzebowalam (przez dzielace nas km); ze
                                      widywalismy sie wlasciwie w weekendy (czasem nie w kazdy); ze to ja tesknilam
                                      bardziej i gorzej znosilam oddalenie; ze czasem bylismy jak malzenstwo z
                                      kilkuletnim stazem - wspaniale porozumienie, dopelnienie we wszystkim, tylko
                                      tak jakos szalonych uczuc i tesknoty z jego strony brak... Kiedy pomysle o tym,
                                      co mi przeszkadzalo i czego nie dostawalam, troche latwiej jest utwierdzic sie
                                      w przekonaniu, ze moze lepiej tak jak teraz.
                                      Tylko tak czy inaczej kolacze sie mysl: to co trzeba zrobic, zeby znalezc
                                      szczescie, skoro nie wystarcza, ze znajdzie sie wspanialego faceta,
                                      uwazajacego, ze jestem swietna i wartosciowa, i da mu cala siebie? Nie moge
                                      zniesc mysli, ze zalezalo i zalezy mu na mnie, ale w pogoni za blizej
                                      nieokreslonym "czyms lepszym" zrezygnowal z "tylko dobrego", ze mnie...
                                    • Gość: teekanne do Neli 2 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.10.05, 19:35
                                      Autentycznie nie wiem, co mam robic. "Kolega" coraz czesciej daje mi odczuc, ze
                                      jestem dla niego b.wazna. Pisze, ze teskni za mna, ze mu bardzo zalezy i nie
                                      chcialby tego zepsuc itd. Dobrze chociaz, ze uwzglednil moja prosbe i przestal
                                      zwracac sie do mnie pieszczotliwie. Moj zdystansowany, kolezenski stosunek do
                                      niego tylko bardziej go nakreca i motywuje do dzialania. Dzis wieczorem bedzie
                                      do mnie dzwonil i juz nie wiem, czy dalej stosowac umiarkowany dystans czy
                                      zaczac rzucac jakimis uwagami, ze ja sie nie angazuje tak jak on w to, co sie
                                      dzieje? Nie chce go ranic, jest sympatyczny itd, i wlasciwie zadnego zwiazku
                                      wprost nie proponuje, jedynie chcialby miec ze mna kontakt i czasem spedzac
                                      razem czas. Co mam zrobic? Mam sobie napisac na czole, ze jestem po rozstaniu,
                                      zeby o tym nie zapomnial ?!?
                                    • Gość: teekanne do Neli 3 IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.10.05, 17:27
                                      Ech, wczoraj podczas rozmowy okazalo sie, ze caly czas byl przekonany, ze to ja
                                      zdecydowalam sie na zerwanie ze swoim facetem, ze to ja "odeszlam". Wiadomosc,
                                      ze bylo odwrotnie bardzo go zaskoczyla i zbila z tropu. Caly czas powtarzal, ze
                                      czuje sie dziwnie, ze w takim razie chyba bardzo mi sie narzuca, i ze niesmak
                                      budzi w nim mysl, ze tak do mnie uderza, a ja pewnie wciaz mysle o tamtym. No i
                                      teraz mam cisze w eterze... Lepiej, ze to sie wyjasnilo teraz, niz za miesiac
                                      czy dwa, ale teraz z kolei mi nieco dziwnie i nie wiem, czego sie spodziewac.
                                      • neli_23 do Teekanne 18.10.05, 09:48
                                        Ale czy to oznacza, ze w takim razie on przestał o Ciebie zabiegać, ze się
                                        wycofał? A Tobie chyba nie o to chodziło? Jak to w końcu jest: chciałabys się z
                                        nim spotykać, tylko tak aby wszystko rozwijało się powoli, etc. czy jednak mimo
                                        wszystko chcesz narazie mieć spokój z facetami i z nim też nie chcesz się
                                        spotykać?
                                        Ja mam tak, że sama nie wiem. Z tym chłopakiem niby się spotykamy, ale on
                                        oczywiście ma świadomośc tego, że jestem po rozstaniu i wszystkich
                                        komplikacjach z tym zwiazanych. Najgorsze, że on naprawdę jest "fajny" i gdyby
                                        nie ta wciąż niezagojona rana w moim sercu ( hehe, ale sentymentalny romantyk
                                        ze mnie:)) to nawet mogłabym kiedys w nim się zakochać... chyba... A tak to
                                        mimo, że obiecałam sobie, że nie b ędę tego robić to mimo wszystko czasem
                                        porównuje jakies zachowanie tego z tamtym i niestety wtedy mam załamkę. Bo mimo
                                        wszystko ten wypada blado na tle tamtego:( Sama juz nie wiem co robić. Jak
                                        zapomnieć o tamtym??!
                                        A Ty miałaś jakis kontakt z byłym? Wiesz, co u niego?

                                        Pozdrawiam :)
                                        • Gość: teekanne do Neli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.10.05, 18:57
                                          Nie, z bylym zadnego kontaktu. Tak zreszta mialo byc dopoki oboje nie dojdziemy
                                          do siebie, a to jeszcze potrwa.
                                          Z tym drugim moglabym i chyba chcialabym sie widywac co jakis czas, na razie
                                          niezobowiazujaco i byc moze cos mogloby z tego za jakis czas sie rozwinac - bo
                                          chlopak wydaje sie byc ciekawy i sympatyczny. Na razie nie wiem, czy sie
                                          wycofal calkowicie, czy tylko potrzebuje czasu, zeby ochlonac po tamtej
                                          informacji. Ja na jego miejscu tez poczulabym sie co najmniej dziwnie, gdybym
                                          przez kilka tygodni tak mocno zabiegala o kogos, odslaniala swoje uczucia i
                                          nagle dowiedziala sie, ze ten ktos wciaz z duzym prawdopodobienstwem ma w
                                          glowie i sercu kogos innego (nawet jesli stara sie go stamtad pozbyc). On
                                          pewnie zastanawia sie teraz, czy pakowac sie w cos, co moze mu przyniesc bol,
                                          bo ja nie jestem w stanie niczego obiecac czy zagwarantowac. Nie startuje
                                          przeciez w tej chwili z jakiegos neutralnego nastawienia do zwiazkow, jestem
                                          raczej "pod kreska", wiec "obolala" i ostrozna. Jesli taki jest powod
                                          milczenia, to ja to rozumiem, zreszta jest w tej chwili dla mnie tylko kolega,
                                          wiec jesli juz zadnego kontaktu wiecej nie bedzie, to ja to przezyje, choc
                                          troszke smutno moze bedzie.
                                          Wierze, ze bycie z kims wartosciowym i brak presji w odczuwaniu od razu milosci
                                          moze z czasem wlasnie takie uczucia przyniesc. Tylko problem w tym, ze nie
                                          mozemy wymagac od tej drugiej strony, zeby czekala na nas i kochala nas nie
                                          oczekujac zupelnie nic w zamian. Takich facetow to moze da sie znalezc w
                                          romansidlach, ale w zyciu milosc mezczyzny do kobiety lub odwrotnie rzadko jest
                                          altruistyczna. Jak kochamy, to chcemy odwzajemnienia naszych uczuc. Mozemy
                                          poczekac troche, ale nie wieki... No i chcemy widziec przynajmniej cien
                                          nadziei, ze dostaniemy to, na co czekamy.
                                          A zapomniec o eks nie da sie w sposob "aktywny". Zreszta ja nie chce zapominac
                                          w sensie "wymazac z pamieci". Ja chce moc wreszcie myslec o roznych rzeczach z
                                          nim czy z nami zwiazanych bez bolu, zazdrosci, zalu i tesknoty. A to moze
                                          przyniesc tylko czas, ktory, UWAGA :)- teraz banal ode mnie dla Ciebie - "leczy
                                          rany".
                                          Pozdrawiam i pisz, jak sie u Ciebie sprawy tocza
                                          • neli_23 do Teekanne 19.10.05, 13:24
                                            U mnie bez większych rewolucji. Dzisiaj z kolei ja mam jakiś taki beznadziejny
                                            dzień. Smutno mi, że nie jest tak jakbym chciała. Ze nie moge mieć tego,
                                            którego najbardziej pragnę i na którym najbardziej mi zależy... ;((
                                            • Gość: teekanne do Neli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 16:24
                                              Mimo gorszego nastroju nie trac ducha - zauwaz, ze z czasem takie dni zdarzaja
                                              sie w coraz wiekszych odstepach. Wycisz sie, zrob sobie goraca kapiel, poczytaj
                                              albo posluchaj muzyki, moze idz wczesniej spac - mi to troche pomaga przejsc
                                              takie nastroje. U mnie bywa roznie - czasem dno, a czasem pelna przekonania
                                              wiara, ze bedzie lepiej, bo po prostu nie ma innej opcji. Trzymaj sie, jestem z
                                              Toba.
                                              PS. Kolega jednak napisal. A jak sie kontakty teraz uloza, to zobaczymy.
                                              • neli_23 do Teekanne 21.10.05, 12:48
                                                Hej Teekanne, i jak sprawy się układają z kolegą??
                                                Jak tam z Twoim samopoczuciem?

                                                U mnie lepiej. "Mały kryzys" już za mną:) Zajęłam się pracą i teraz ona jest
                                                dla mnie priorytetem. Nawet podejrzewam, że wkrótce mogę zawalczyć o awansik:)
                                                Z T. ( ten drugi, teraźniejszy )ostatnio przestałam się widywać. Trochę za
                                                bardzo on się zagalopował i musiałam trochę to zastopować. Narazie nie myślę
                                                jak to wszystko się ułoży, jakoś brak mi sił i żal czasu na rozmyślania, które
                                                i tak do niczego nie prowadzą...

                                                Napisz co u Ciebie..
                                                Pozdrawiam!!!
                                              • neli_23 do Teekanne 2 21.10.05, 12:49
                                                p.s. a tak z ciekawości to z jakiej części Polski jesteś???
                                                • Gość: teekanne do Neli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.10.05, 17:19
                                                  Z kujawsko-pomorskiego jestem :).
                                                  Jesli chodzi o kontakty z kolega, to znowu sa (maile, smsy), ale spasowal
                                                  nieco. Zadnych zbyt osobistych pozdrowien, zadnych "tesknie za toba" - bardziej
                                                  po kolezensku sie zrobilo, aczkolwiek zdarza sie, ze miedzy wierszami widze
                                                  jakies uwagi pod moim adresem - ale nie mowie tu o komplementach, tylko o czyms
                                                  w typie np. "moze napisze do ciebie jeszcze raz dzisiaj, ale wlasciwie po co :
                                                  (" itp. Co to za sygnaly maja byc? Wiem, ze jest zainteresowany, wiec jesli
                                                  przetrawil okolicznosci i zdecydowal sie kontynuowac znajomosc na kolezenskich
                                                  warunkach, to chyba nie powinien, no wlasnie - jak to nazwac? Brac mnie na swoj
                                                  smutek? Nie wiem, jak mam reagowac. Chyba najlepiej na te teksty nie reagowac,
                                                  bo inaczej wciagnie mnie w poczucie winy i niekonczace sie pasmo tlumaczenia,
                                                  co kto czuje i co z tym zrobic. Tak tez juz kiedys mialam, dziekuje bardzo. Co
                                                  Ty bys zrobila?
                                                  A praca bardzo pomaga - jak czlowiek ma za duzo czasu na myslenie, to za czesto
                                                  przebywa w przeszlosci, zamiast w terazniejszosci.
                                                  pozdrawiam
                                                  • neli_23 do Teekanne 24.10.05, 15:36
                                                    Witaj Teekanne:)
                                                    Wiem o co Ci chodzi - niby nic nie znaczące słowa, ale z oczywistym podtekstem.
                                                    Ale w zasadzie nie ma się co chłopakowi dziwić. Każdy chce wiedzieć na czym
                                                    stoi, on nie pyta wprost, bo wie jaka u Ciebie jest sytacja, aczkolwiek
                                                    chciałby chociaż trochę wyczuć jakie jest Twoje podejście do jego osoby.
                                                    Całkiem to normalne. Jeśli choć trochę Ci zależy na tej znajomości to powiedz
                                                    mu to, ale zaznacz że potrzebujesz czasu i że musi uzbroić się w cierpliwość,
                                                    tak byś mogła sama się z tym pozbierac i uzmysłowić sobie czego naprawdę
                                                    chcesz. Ale myślę, że powinnaś choć trochę dać mu do zrozumienia, że go lubisz,
                                                    albo że nie chcesz urywac tej znajomości, etc. ( sama już najlepiej będziesz
                                                    wiedziała co mu powiedzieć :))

                                                    U mnie znów różnie. Ogólnie nastrój pozytywny, ale chciałabym juz tak często
                                                    nie myśleć o eks. Poza tym z tym teraźniejszym coraz bardziej zaczyna sie coś
                                                    więcej niż koleżeństwo i mam dodatkowo poczucie winy wobec niego.
                                                    Najgorsze jest to, że nadal uważam, że on był moją największa miłość i więcej
                                                    już mnie to w życiu nie spotka!!!
                                                    Hmm....fajnie byłoby gdyby okazało się, że się mylę:))

                                                    Pozdrawiam, pisz co u Ciebie...
                                                  • Gość: teekanne Re: do Teekanne IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.05, 19:52
                                                    Hej Neli!
                                                    Znow schylkowy nastroj. Bylam dzis na 2-godzinnym spacerze z "kolega". I mam
                                                    coraz mocniejsze wrazenie, ze z tej maki chleba nie bedzie. On jest wciaz mozno
                                                    zainteresowany, chce mnie widywac, byc blisko, slyszec moj glos itp. A ja? Juz
                                                    nie chodzi nawet o to, ze jestem po rozstaniu i chwilowo mam angazowania sie po
                                                    dziurki w nosie. Po prostu "kolega" wydaje mi sie byc swietnym materialem na
                                                    kolege wlasnie, ale nie na faceta dla mnie. Jest mily, sympatyczny, ale zero
                                                    pociagu fizycznego do niego. Wiem, wiem, nie mozna stwierdzic tak od razu, bo
                                                    czesto jest tak, ze facet zaczyna nas krecic jak go poznamy blizej, a poza tym
                                                    ja na razie mam byc moze spaczone podejscie (on to nie tamten), ale czuje to
                                                    coraz bardziej. Ten jest w typie chucherka (b.szczuply), a mnie pociagaja
                                                    faceci, przy ktorych moge poczuc sie jak mala dziewczynka i zawsze z takimi
                                                    wlasnie bylam. Dzis mialam okazje zobaczyc niechcacy fragment jego klatki
                                                    piersiowej i az mnie odrzucilo. Pewnie uznasz, ze strasznie powierzchowna
                                                    jestem, ale oprocz charakteru liczy sie dla mnie takze to, zeby facet
                                                    przynajmniej niektore pozadane przeze mnie cechy fizyczne mial. A dodatkowo
                                                    zauwazylam, ze mimo niedawnego rozstania umiem spojrzec na obcego faceta,
                                                    zauwazyc jego atrakcyjnosc i miec ochote sprawdzic, jak by to bylo z nim. Wiec
                                                    nieczula na meskie wdzieki sie nie zrobilam.
                                                    Sama zla chyba na siebie jestem. Powinnam sie cieszyc, ze mily chlopak jest mna
                                                    zainteresowany, ale nie, ja nie umiem postepowac wedlug zasady "darowanemu
                                                    koniowi nie patrzy sie w zeby". Chce faceta, ale takiego dwa w jednym:
                                                    przyjaciela i kogos, kto mnie kreci. Czy to zle? Do tego dochodzi depresja
                                                    pt. "mam 24 lata, mieszkam pod miastem, studia juz skonczylam, przyjaciele sie
                                                    rozjezdzaja, wiekszosc w stalych zwiazkach - gdzie i jak ja kogos znajde?"
                                                    Czuje sie dzis jak jakas polska wersja Bridget Jones :( . Mam dola, dola, dola.
                                                    Jestem zla na mojego eks, ze byc moze za malo sie staral, ze rozstal sie ze mna
                                                    i ze oprocz bolu nie-bycia z nim musze dodatkowo radzic sobie z zaczynaniem od
                                                    nowa.
                                                    Powiedz, bardzo pokrecone jest to, co napisalam? Potrzebuje wsparcia, chce
                                                    wierzyc, ze nie robie bledu, decydujac sie na nie pakowanie sie w cos z
                                                    tym "kolega".
                                                    I jak Ty tak samo mam nadzieje, ze gdzies tam jest facet, ktory faktycznie
                                                    okaze sie tym jedynym.
                                                  • neli_23 do Teekanne 26.10.05, 11:44
                                                    Witaj Teekanne, szczerze Ci się przyznam, że Twój post znów rozbawił mnie do
                                                    łez;)
                                                    A to dlatego, że oprócz śmiesznych sformułowań typu: chucherko, Twoja sytuacja
                                                    jest podobna do mojej.
                                                    Bo tak: ja też wolę gdy facet jest trochę większy, taki typu misio, do którego
                                                    można się przytulić, a nawet podobają mi się takie "grubaski";) Taki był ten
                                                    eks i bardzo mi się to podobało. Natomiast ten teraźniejszy jest też bardzo
                                                    szczupły i początkowo trudno było mi się do tego przyzwyczaić. Tym bardziej, że
                                                    różnica między jednym a drugi to jakieś kilkadziesiąt kilo:)

                                                    Z drugiej strony patrząc- nie to przecież jest najważniejsze. Natomiast jeśli
                                                    chodzi o pociąg fizyczny to uważam, ze w "związku" jest on niezbędny. Musi Ci
                                                    się przeciez w jakiś tam sposób podobać i Cię pociagać. Jeśli z tym teraz tak
                                                    nie jest to chyba rzeczywiście bezsensu jest w to się pakować i na siłę
                                                    próbować coś stworzyć. Poza tym nic musisz tylko dlatego, że miły i sympatyczny
                                                    chłopak zwrócił na Ciebie uwagę i jest Tobą zainteresowany. Jeśli nie chcesz
                                                    się z nim spotykać jako cos więcej niż kolegą i koleżanka to tego nie rób!!! I
                                                    nie myśl kategoriami: ehh, mam juz tyle lat, powinnam juz mieć męża i dzieci,
                                                    wszyscy wokół łączą się w pary a ja nic!!, bo mimo iż wiem, że to dołujące
                                                    (mam 23 lata, większość znajomych ma stałych partnerów, najl. przyjaciółka
                                                    szczęsliwie zakochana, niedługo bierze ślub) to nic dobrego nie przynosi,
                                                    jeszcze wpakujesz się przez takie myślenie w jakiś pierwszy lepszy związek, w
                                                    którym nie będziesz szczęśliwa:(
                                                    Soory, za troche chaotyczną odp. ale jestem w pracy i co jakiś czas dopisuje
                                                    jakiś fragment:)
                                                    p.s. czemu tak Cię odrzucił widok jego klaty??? :D

                                                    Pozdrawiam, pa pa
                                                  • Gość: teekanne do Neli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.10.05, 22:18
                                                    Nie wiem, co mnie podkusilo, zeby pokontaktowac sie dzis troche ze znajomymi ze
                                                    studiow, zeby nie stracic kontaktu. No i mam za swoje - garsc informacji, ktore
                                                    zepsuly mi nastroj. Jedna kolezanka znalazla sobie dosc ciekawy staz i
                                                    przeprowadza sie do swojego faceta, druga (szczesliwa do obrzydzenia mezatka od
                                                    kilku miesiecy) jest w zaawansowanej ciazy, trzecia sie zareczyla, a moje
                                                    przyjaciolki w wiekszosci maja kogos i do tego zgrabnie ukladaja sobie swoje
                                                    zycie zawodowe/naukowe. Na tym tle cala moja, i tak krucha, pewnosc siebie i
                                                    poczucie wlasnej wartosci pekaja jak banka mydlana. Bo nie sposob sie nie
                                                    porownywac. I nie pytac: co ze mna jest nie tak, skoro robie wszystko, co moge,
                                                    a i tak nie wychodzi?
                                                    Mam wrazenie, ze ilekroc zaczyna byc w moim zyciu ok, kiedy mam wrazenie, ze
                                                    wszystkie klocki zaczynaja wskakiwac na swoje miejsce w ukladance, dzieje sie
                                                    cos, co totalnie temu zaprzecza i ukladanke diabli biora. Wiec nauczylam sie
                                                    juz, ze nawet w chwilach szczescia nie powinno sie tracic do konca czujnosci. A
                                                    tak bardzo chcialabym w koncu odetchnac, pozwolic, zeby ktos sie
                                                    mna "zaopiekowal", przejal choc na chwile moje obawy i problemy, dal poczucie
                                                    bezpieczenstwa i nie zniknal za moment z mojego zycia z tego czy innego powodu.
                                                    A poki co widze, ze faktycznie jak chce na kogos liczyc, to powinnam liczyc na
                                                    siebie. Tyle, ze juz nie chce, nie umiem byc silna. A jednoczesnie wiem, ze
                                                    musze, bo nie wolno mi odpuscic, zrezygnowac z walki o to, by moje zycie bylo
                                                    takie, jak pragne. I znow nasuwa mi sie pytanie: jak inni to robia, ze "tak po
                                                    prostu" maja fajna prace, fajnego faceta, dzieci. Nie zebym uwazala swoje
                                                    dotychczasowe zycie za pasmo niepowodzen, tak na pewno nie bylo, tyle ze na to,
                                                    na czym mi najbardziej zalezy, musialam zawsze bardzo zapracowac, a koniec
                                                    koncow albo mi to odbierano, albo nawet mimo swoich wysilkow tego nie
                                                    dostawalam. Jak w takich okolicznosciach miec jeszcze nadzieje? Jak odrzucic
                                                    wszelkie obawy wchodzac w kolejny zwiazek, jak uwierzyc, ze tym razem naprawde
                                                    bedzie inaczej? Jak wykrzesac z siebie chec, by cokolwiek dawac z siebie innym?
                                                    Wiem, ze smece. Moze to wyjatkowo gleboki dol mnie dzis dopadl, nie wiem.
                                                    Zaczynam traktowac to forum jak pamietnik. Siedze przed kompem, pisze i placze.
                                                    Moze takie chwile tez sa potrzebne, by, jak pisze Elamodela, "odrodzic sie jak
                                                    feniks". Tylko ze na razie do feniksa mi chyba daleko...
                                                  • neli_23 do Teekanne 03.11.05, 13:18
                                                    Hej Teekanne,
                                                    raczej Cię dzisiaj nie pociesze, bo sama mam wisielczy humor i jakoś trudno mi
                                                    dzisiaj dojrzeć światełko w tunelu.

                                                    Nienawidze wszystkich facetów, wzystkich bez wyjątku! Zawsze trafiam na jakiś
                                                    dupków, którzy sami nie wiedzą czego chcą. Bo widzisz, wkońcu po tygodniach
                                                    zastanawiania się postanowiłam jednak dac szansę T. (ten drugi). Pomyślałam, że
                                                    nie moge wiecznie porównywać go do eks i powinnam raczej skupić się na tym, że
                                                    jest miły, kochany, że chce ze mną być i ze coraz bardziej go lubię, a wkońcu
                                                    kiedyś pewnie pokocham. Że nieistotne jest to, że nie jest on wogóle w moim
                                                    typie (jeśli chodzi o wygląd ), że nie mamy wspólnych zainteresowań i że nie
                                                    jest on tym wymarzonym. Że daleko mu do ideału. Nie wiem chyba nie potrafię już
                                                    być sama i na siłę przymykam oczy na różne sprawy po to by wreszcie byc kochaną:
                                                    ( Ale wracając do tematu, ten chłopak juz od jakiegos czasu truł mi, że mnie
                                                    kocha, że chce ze mną być, że bardzo mu zależy na mnie, że największym
                                                    szczęściem byloby dla niego gdybym została jego dziewczyna, a w niedługim
                                                    czasie nawet żoną!!! W rozmowach jeśli cos planował to w planach było jako my,
                                                    etc. Jednym słowem uwierzyłam ( choć przecież tak długo sie broniłam przed tym
                                                    i nie chciałam tego cholernego angażowania ) w to, że mnie kocha, że chce ze
                                                    mną być, zaufałam mu! Więc postanowiłam spróbowac bycia z nim w związku. I
                                                    momentalnie od czasu kiedy dałam mu to do zrozumienia, zmieniło sie jego
                                                    postępowanie. Dodam, ze w weekend wyjechalismy razem na taki romantyczny wypad
                                                    i przespalismy sie ze soba po raz pierwszy! Przez cały wyjazd było ok, nie
                                                    kłóciliśmy się i ogólnie stwierdzilismy, że wkraczamy juz w prawdziwy związek.
                                                    Po powrocie ładnie się pożegnalismy. Niedługo po tym otrzymałam sms-a że było
                                                    cudownie, że dziekuje za mile spędzony czas i że następnym razem też tak
                                                    będzie. Juz zaplanował że w przyszły weekend możemy wyskoczyc w górki. Aha,
                                                    dodał jeszcze sformułowanie: jeśli tylko będziesz chciała. Odpisałam dopiero po
                                                    kilku godzinach, że też dziekuje i że fajnie było. I od tej chwili nagle on
                                                    zaczął jakies mieć watpliwości, ze on sam nie wie czego chce, że ja też tego
                                                    nie wiem, że mieszam mu w głowie i że on nie potrafi być sobą, aha i jeszcze
                                                    coś tam o jego wadach, że sa bolesne i że nie będzie mi o nich teraz pisał. Ja
                                                    mu napisałam, że dziwnie jakoś zmienia swoje zdanie, ze w takim razie po co
                                                    zawracał mi w głowie, mówił, że kocha skoro niczego nie jest pewien i że jeśli
                                                    nie chce to wcale nie musimy się spotykać, etc. Trochę mnie poniosło i się
                                                    pokłócilismy przez te sms-y. To było w ponidziałek w nocy i od tamtej pory
                                                    cisza z jego strony. Rozumiesz cos z tego??? Bo ja juz zgupiałam, naprawdę nie
                                                    wiem co myśleć, co się stało, że on nagle zmienił zupełnie swoje zdanie. Czuje
                                                    się jakoś tak beznadziejnie, taka oszukana, bo wyglada mi na to, ze on poprostu
                                                    chyba chciał zaliczyc kolejną panienkę i skoro juz mnie "zdobył" to już mu
                                                    przeszła cała miłość. Najgorsze jest to, że komuś znów zaufałam, uwierzyłam w
                                                    jego piękne słówka, bo tak bardzo pragnę byc kochana i znów ktoś bezczelnie to
                                                    wykorzystał!!!

                                                    Nie mam juz sił;((
                                                  • Gość: teekanne do Neli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.11.05, 14:08
                                                    Mowe mi odjelo :O
                                                    Nie wiem, co Ci napisac. Teoretycznie albo faktycznie chcial tylko "zaliczyc",
                                                    ale to raczej malo prawdopodobne, z tego co piszesz o jego dlugim wytrwalym
                                                    zdobywaniu (no i zreszta chyba bys cos nieuczciwego wyczula); albo nagle
                                                    ogarnely go watpliwosci, czy Ty dasz mu to, czego szuka (psychicznie, nie
                                                    fizycznie). No nie wiem.
                                                    A co do tego zranienia przez kolejnego faceta - wlasnie dlatego ja przez jakis
                                                    czas nie chce sie angazowac, zeby, jak juz znajde kogos odpowiedniego, zwiazek
                                                    byl dlatego, ze chce, a nie ze potrzebuje za wszelka cene. Ja bym sie pewnie
                                                    tak szybko nie przespala, ale to Twoja, nie moja decyzja. Ja bym sie obawiala,
                                                    ze znow daje cala siebie komus, kto byc moze nie jest tego wart, albo kogo nie
                                                    jestem pewna.
                                                    Daj znac, czy cos sie wyjasni.
                                                  • neli_23 do Teekanne 07.11.05, 14:32
                                                    Witaj Teekanne,
                                                    co u Ciebie, jak sprawy sercowe???

                                                    Jesli o mnie chodzi i tą kolejną feralna znajomość to juz po niej:) Co prawda
                                                    zadzwonił w czwartek i chciał porozmawiać, ale to juz było bezsensu, ja nie
                                                    miałam ochoty z nim rozmawiać, zresztą nie mogłam bo byłam w pracy i jednak nic
                                                    sobie nie wyjaśniliśmy. Potraktowałam go bardzo chłodno i więcej już nie
                                                    zadzwonił. Troche mi przykro, ale w zasadzie gdy wszystko sobie przemyślałam,
                                                    to zdałam sobie sprawę że może i lepiej, że teraz się przekonałam jaki on jest,
                                                    a nie np. za dwa miesiące, gdy zaangażowałabym się juz bardzo i wtedy cięzko by
                                                    mi było o tym zapomnieć. Czuję jednak mimo wszystko taki niesmak i
                                                    rozczarowanie.
                                                    A najbardziej wkurzam się na siebie, ze właśnie w porę nie dostrzegam
                                                    oczywistych spraw i wszelkie alarmujące mnie sygnały odkładam na bok.
                                                    Przynajmniej mam teraz nauczkę. Poza tym "życzliwi znajomi" dość szybko mnie
                                                    oświecili i jeśli wierząc w ich słowa to wiem już dlaczego tak się zaczął
                                                    dziwnie zachowywać. I jeśli to prawda to rzeczywiście jego wady są bolesne.
                                                    Kolejny niezrównoważony facet w moim życiu!!!

                                                    Na dzień dzisiejszy trwam w silnym postanowieniu że daje sobie spokój z
                                                    facetami! Można być szcześliwym również będąc singlem. Prawda?!

                                                    Pozdrawiam, napisz co u Ciebie.
                                                    Neli

                                                  • Gość: teekanne do Neli IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.05, 20:26
                                                    Ano w sprawach sercowych nic nowego. Staram sie nie myslec o eks, choc to
                                                    trudne. Wciaz zdarzaja mi sie chwile, kiedy glupia piosenka mnie roztkliwia i
                                                    pokazuje tym samym, ze jeszcze nie doszlam do siebie, mimo, ze czasem tak mi
                                                    sie wydaje. Z "kolega" kontakt mam, ale nieco rozluzniony - i dobrze. W tym tyg
                                                    wybieram sie na cos w rodzaju randki/spotkania z kims poznanym przez neta, ale
                                                    traktuje to tylko jako forme rozrywki, a nie polowanie na Mr Right ;) No wiesz,
                                                    zeby nie zatracic umiejetnosci kontaktu z plcia przeciwna, ale bez rzucania sie
                                                    na pierwszego lepszego jej przedstawiciela :). Wiem, ze musze sama poczuc, ze
                                                    chce z jakims konkretnym facetem byc - i wiem, ze to troche potrwa. Ale w tym
                                                    czasie nie musze sobie odmawiac niezobowiazujacych spotkan raz na jakis czas,
                                                    prawda? Bo jak sie zamkne w schemacie dom-praca-dom, to nawet nie dam sobie
                                                    szansy na poznanie kogos sympatycznego.
                                                    A co to za wady tego Twojego feralnego? Dlaczego sie tak zachowywal?
                                                    Tak sie zastanawiam, czy kiedykolwiek bedziemy w stanie naszych
                                                    bylych/obecnych/przyszlych facetow zrozumiec. Normalnie jak jakis inny gatunek
                                                    sa...
          • elamodela Re: Rozmowa... 11.10.05, 14:10
            Nie wiem, naprawdę nie wiem czy to mozliwe, żeby zostać "tylko przyjaciółmi".
            My tak właśnie zawsze próbujemy się rozstać i nigdy nam to nie wychodzi, bo ta
            przyjacielska atmosfera za bardzo nas rozczula. I koło się zamyka. Z drugiej
            strony nie wyobrażam sobie, że miałabym całkowicie zniknąć z jego życia. Never.
            Chociaż nigdy nie mów nigdy. To wszystko jest za bardzo poplątane.
            • Gość: bedzie_dobrze Re: Rozmowa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.05, 14:44
              Może to trochę nielegalne i będzie reklama, ale przeczytaj sobie "Mężczyźni są z
              Marsa, a kobiety z Wenus"... Przez dlugi czas z chlopakiem tez sie czesto
              klocilismy, probowalismy sie dopasowywac i w ogole, bo strasznie sie od siebie
              roznimy. Bylam bliska zerwania, zastanawialam sie nad tym wlasciwie codziennie,
              bo mialam dosyc tych roznic dzielacych nas. Ale dopiero kiedy przeczytalam ta
              ksiazke (i zamierzam Jemu tez ja podsunac) zrozumialam dlaczego i skad biora sie
              te roznice. Oczywiscie samo przeczytanie niewiele da, jesli nie wyprobuje sie
              zrozumiec i zastosowac w zyciu rad tam opisywanych. Mi pomoglo... Mam nadzieje,
              ze i Tobie pomoze! Pozdrawiam! A Tu link na stronke z ksiazka (jesli nie ufasz i
              wolisz sprawdzic czy warto) Moim zdaniem naprawde warto to przeczytac! Jak nie
              przyda sie teraz, to moze w nastepnym zwiazku...
              www.imp.addtek.pl/files/John.Gray-Mezczyzni.sa.z.Marsa.a.kobiety.z.Wenus.html
              • Gość: bedzie_dobrze Re: Rozmowa... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 11.10.05, 14:47
                Ale jesli stwierdzisz, ze naprawde nie jestes szczesliwa z Nim, to uwierz mi...
                nie warto sie meczyc i oszukiwac sama siebie! Bo doroslego czlowieka nie da sie
                tak latwo zmienic, a roznice zawsze byly, sa i beda. Jedyne co pozostaje, to
                dopasowac do siebie te roznice tak, aby nie przeszkadzaly a uzupelnialy sie
                nawzajem. To jest mozliwe! Ale tylko jesli obie strony sprobuja cos dzialac. Buzka!
                • Gość: smoczyca1005 Złamane serce IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.10.05, 23:28
                  Mam nadzieję, że to co tu napiszę pomoze mi się pozbierac. Byłam z chłopakiem
                  blisko trzy lata, 28 pażdziernika minęłyby gdyby nie odszedł ode mnie ponad
                  tydzień temu. Obecny mój stan można nazwać tragicznym, jestem w strasznym
                  dołku. Wszystko wywróciło się do góry nogami, nie ma już tej stabilizacji,
                  tego, że zawsze jak sie dzieje źle jest ktoś do kogo można przyjść, do kogoś
                  kto Cię zrozumie, przytuli, powie, że kocha.. Nasz związek wydawało mi się, że
                  był wyjątkowy, głęboko wierzyłam, ze będziemy razem do końca zycia. Był to mój
                  1. prawdziwy związek,w który zaangażowałam się calą sobą, całe moje serce i
                  myśli oddałam Jemu. Chciałam być dla niego oparciem, przyjaciółką, kimś
                  najważniejszym. Pokłociliśmy się niedawno, on nie wytrzymał i powiedział, ze to
                  koniec. Nie umiem tego pojąć, jak ktoś kto przez 3 lata zapewnia o swoim
                  wielkim uczuciu, o tym, ze chce być ze mną dońca życia z dnia na dzień zrywa??
                  Zawiodłam się okrutnie, cierpię, bo serce mówi mi, że chce do Niego, że to nie
                  koniec, że wszystko się ułozy, a rozum odpowiada, że On się zmienił, że nie
                  jest tym człowiekiem, którego tak mocno pokochałam. Zmienił towarzystko, stał
                  sie zimny, a zawsze był roześmiany, pełen miłości. Jestem na niego wściekła, że
                  po wszystkich naszych wzlotach i upadkach zostawił mnie samą. Moje przyjaciółki
                  rozmawiają o tym ze mna, rodzina tak samo, siostra, ale to pomaga mi tylko na
                  chwilę, zapominam i to wszystko znowu wraca. Poznałam ostatnio super chłopaka,
                  starszy ode mnie o 3 lata, dojrzalszy, bardziej doświadczony, a przy tym czuły,
                  skromny i taki ciepły, widać, że potrzebuje miłości. W innych okolicznosciach
                  sama bym się o niego starała, ale teraz? Tak jak i Wy dziewczyny boję się
                  zaufac, boję sie, że ktos znowu złamie mi serce, a wtedy już się nie pozbieram..
                  To tak strasznie boili, wspomnienia, ta głupia nadzieja, bezsensowne
                  zadręczanie się. Zawsze byłam wesołą dziewczyną, ale teraz straciłam Go i boję
                  się jak będzie wyglądało moje życie bez niego, jak sobie poradzę. Dlatego chce
                  zerwać wszelkie kontakty z nim, bo on mnie rani, ostatnio powiedział mi w
                  drodze rewanżu za nowo poznanego kolegę, że umówił sie z jakąś panienką do
                  herbaciarni, gdzie razem bywaliśmy. Nie chce zeby jakaś inna dziewczyna go
                  dotykała, kochała, była traktowana przez Jego rodzinę tak dobrze jak ja... Nic
                  nie będzie jak kiedyś, boję sie tych zmian, tego, że sie poddam i ominie mnie
                  coś ważnego. Muszę się jakoś pozbierać tylko jak? Na to nie ma lekarstwa..nawet
                  czas nie jest w stanie mi pomóc. Serca nie wyrwę, myśli nie zaprogramuję na
                  inny tok myślenia. Czuję się osamotniona i bezsilna.
                  Wybaczcie mi ten przygnębiający monolog, ale mam nadzieję, że dzięki niemu
                  jakoś mi ulży. Płakać już nie mam sił, nie mogę wiecznie obarczać przyjaciółek
                  swoimi problemami. Zostaje mi moje samozaparcie i wiara w siebie. Czego i Wam
                  wszystkim kochane szczerze życzę. Może jednak jeszcze trochę w poduszkę
                  popłaczę... Miłość strasznie boli, rani serce i duszę, zmienia ludzi. Ale
                  podobno wszystko trzeba w życiu przeżyć. Jestem osobą niewierzącą, ale dzisiaj
                  obiecałam sobie, że się pomodlę o wiecej rozumu dla siebie, o więcej siły..
                  Wszystkiego dobrego Wam życzę, bo kurde tak na prawdę ŻADEN facet nie jest
                  wart naszych łez i slutków. ŻADEN!!
    • Gość: nacia:-) Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.autocom.pl 11.10.05, 18:41
      Taak... Nie ulega wątpliwości, że sztuka odchodzenia jest bardzo trudna. Ale
      czy trzeba się takiej sztuki uczyć? Ja nie chciałabym ani się jej uczyć, ani
      umieć. Róźnicie się - to dobrze. Nie znudzicie się sobą. Przynajmniej nie tak
      szybko. W końcu przeciwieństwa się przyciągają. Więc zamiast myśleć o rozstaniu
      trzeba spróbować jeszcze raz. Nie poddawać się. Skoro się kocha - nic nie
      powinno stać na drodze. Prawdziwa miłość przetrwa wszystko. Prawdziwa miłość to
      przeciwnik, a może raczej przyjaciel, nie do pokonania, nawet jeśli różnicie
      się tak bardzo...
      • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 13.10.05, 12:39
        A to dobrze powiedziane:)
        Pokonać jej za cholerę nie mogę chociaż próbuję i próbuję... ;) Pozdr.
    • gori25-80 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 17.10.05, 23:04
      ja zamknełam drzwi dwa tygodnie temu...
      zraniłam Go okrutnie i to niepierwszy raz, teraz bardzo za nim tęsknie.powodem
      do odejscia nie byl On, ale mój egoizm.Na szali położyłam z jednej strony
      miłość a z drugiej wolność. wybrałam tę drugą.Teraz czuje że to
      błąd.zastanawiam sie czy tak po prostu nie wsiaść w samolot i zapukać do jego
      drzwi.Ale to cholerny egoizm.Nie boje sie że mnie nie zechce,ale tegoże może
      wtargnę w jego życie z butami i zranie go jeszcze bardziej...
      jedno wiem napewno im dłużej zwlekacie z odejściem tym bardziej kogoś
      krzywdzicie.życie wam potem zato odpłaci...
      ja jestem tego dobrym przykładem.Siedzę sama i kompletnie nie wiem co robić:(
    • Gość: xaxa Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.devs.futuro.pl 19.10.05, 23:41
      znam ten problem, nie odszlam i wyszlam za niego teraz jest lepiej ale czasami
      zaluje, OGOLNIE JEST OK
    • elamodela Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumieją. 24.10.05, 15:49
      Odeszłam.
      Odeszłam.
      Odeszłam.
      Nie mogę tak dalej. Po nieustających wzlotach i upadkach, dźwięczy mi w głowie
      zdanie przyjaciółki: "też mi było cholernie ciężko, ale przeważyło to, że nie
      chciałam się do końca życia męczyć w ten sposób". Odeszłam. A raczej uciekłam.
      Do mojegop Wrocka, do szkoły. I nawet jak wrócę na weekend, to będę udawała, że
      mnie nie ma. Gdybym go zobaczyła, może jeszcze zmieniłabym zdanie.. Mam
      wyłączony telefon, chociaż on nawet nie próbował dzwonić..
      Mam 20 lat. On 25. Jestem optymistką. On ciągle marudzi. Jestem wariatką. On
      perfekcjonistą. Ciągle mu się coś we mnie nie podobało. A to nie ubieram
      szpilek, a to nie umiem gotować, nie interesuję się prawdziwym życiem, na pewno
      bym nie umiała tego czy tamtego. I nieważne już czy zawinił jego perfekcjonizm,
      czy jakieś ukryte kompleksy, różnice charakterów, czy to ja się zmieniłam i
      przestałam starać. Ja nie dam rady cały czas się starać, żeby ktoś mnie kochał.
      Ja chcę akceptacji. Ja nie chcę się czuć ciągle nie dość dobra. Zamykam te
      głupie drzwi za sobą. Mam nadzieję, że kiedyś spojrzę na to wszystko z
      perspektywy czasu i nie okaże się to wielkim błędem. Teraz jest niedobrze.
      Jestem nieprzytomna, mam doła, męczą mnie wyrzuty sumienia, że sama to wszystko
      skreślam. Wszystko mi się kojarzy. Miejsca, ludzie, rzeczy.. Ta cholerna
      piosenka "I will always love you".. Najgorzej jest rano, kiedy pierwszą rzeczą
      po obudzeniu jest uświadomienie sobie jaki jest aktualny stan rzeczy. Chcę spać,
      chcę płakać, chcę się obudzić w nowym związku, z nowymi wspomnieniami, chcę żeby
      ktoś mi obiecał, że będe miała jeszcze jakieś wspomnienia. Idę ryczeć. Błagam,
      jeśli napiszę kiedyś, że chcę wrócić do niego, to nie pozwólcie mi na to.
      • Gość: teekanne Re: Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 24.10.05, 16:17
        Jestem z Toba. Domyslam sie, co teraz czujesz i wierze, ze Ci ciezko. Za kazdym
        razem, kiedy przebiegnie Ci w glowie mysl, ze zle zrobilas odchodzac, powiedz
        sobie glosno i wyraznie, ze dobry zwiazek nie polega na tym, ze musisz sobie na
        czyjas milosc zasluzyc. Powtarzaj to jak mantre. Kocha sie "pomimo", a
        nia "za". Milosc polega na akceptacji drugiego czlowieka w jego calosci, a nie
        dawkowaniu uczucia w zaleznosci od tego, ktore pozadane cechy lub umiejetnosci
        posiada. Jesli chcial Cie zmienic i dawal odczuc, ze wciaz cos jest z Toba nie
        tak, to odejscie jest najlepsza rzecza, jaka w tej sytuacji moglas zrobic.
        Swiadczy to o tym, ze szanujesz siebie. Tak trzymaj. Podziwiam Cie i wspieram.
        • neli_23 Re: Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumi 24.10.05, 16:50
          Dołączam się do tego co powiedziała Teekanne. Nie warto byc z kimś kto Cie nie
          akceptuje. Zasługujesz na faceta, który będzie Cię kochał za to jaka jesteś...

          I choć domyślam się jak jest Ci teraz ciężko, jak bardzo to boli i jakie
          bezsensowne wydaje Ci się teraz życie to uwierz mi- wkrótce będzie lepiej.
          Najtrudniejsze - odejście - już za Tobą. Narazie pozwól sobie na smutek, żal za
          tym co odeszło. Nie tłum tego w sobie... Daj sobie czas.

          Trzymam kciuki i życze powodzenia:)
          • elamodela Re: Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumi 25.10.05, 13:14
            Dziękuję. Naprawdę Wam dziękuję.
            Nie wiem czy dam radę. Tak mi żal tego co było, co już nigdy nie wróci. Z
            drugiej strony, nie chcę tak dalej. Chciałabym, żeby było tak jak na początku.
            Może to moja wina? Może za mało się starałam? Może jakbym nie dawała upustu
            mojemu niezadowoleniu z tego związku, to on by mnie widział w innym świetle?
            Może nie jest jeszcze za późno? I wiem, że jak teraz będę chciała coś jeszcze
            ratować, to będe się tak męczyć dalej. Cały czas. Dlaczego dwoje dorosłych
            ludzi, którzy się kochają (?) nie mogą się zrozumieć, pójść na jakieś
            kompromisy.. Wszystko jest nie tak jak być powinno. I być może sama to wszystko
            zepsułam. A może on mnie po prostu nie kochał:(
            • Gość: teekanne Re: Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 25.10.05, 19:15
              Spojrz jeszcze raz na to, co wlasnie napisalas: "Może to moja wina? Może za
              mało się starałam? Może jakbym nie dawała upustu mojemu niezadowoleniu z tego
              związku, to on by mnie widział w innym świetle?"
              Po pierwsze: nie staralas sie za malo - nie znam szczegolow, ale obserwowalam
              na forum Twoje rozterki. Za malo to bys sie starala, gdybys odpuscila sobie
              ten zwiazek bez zastanowienia. Ale Ty przez dluzszy czas rozwazalas za i
              przeciw, analizowalas problem i wyszlo Ci, ze dalej juz tak nie dasz rady.
              Podjelas trudna, ale wlasciwa decyzje.
              Po drugie: w zwiazku masz calkowite prawo rozmawiac o tym, co Ci nie pasuje.
              Zwiazek polega na tym, ze obu osobom jest dobrze, a nie ze jedna sie
              gimnastykuje, by dogodzic drugiej i ukrywa swoje potrzeby i uczucia, by nie
              zostac uznana za zbyt wymagajaca. W dobrym zwiazku mozesz sie facetowi pokazac
              nawet w gorszym swietle, a on i tak bedzie Cie kochal i akceptowal. Masz czuc
              sie soba i byc kochana taka, jaka jestes - masz do tego prawo, kazda z nas ma.
              Wiem, ze latwiej jest mowic niz tak poczuc - sama tak mam. Mi tez bylo i jest
              bardzo trudno z powodu mojego rozstania. Ale kiedy ogarnia mnie tesknota za tym
              co bylo i mysli "co by bylo, gdyby jednak...", to powtarzam sobie, ze zrobilam
              wszystko, co sie dalo. Przebiegam w myslach chwile, kiedy nie dostawalam tego,
              czego potrzebowalam, kiedy On nie darzyl mnie takim uczuciem, jak ja Jego,
              wszystkie te chwile, kiedy mi tak wiele z Jego strony brakowalo - i wtedy
              (przynajmniej rozumowo) dociera do mnie, ze innej drogi jak rozstanie nie bylo.
              Ja bym tego dluzej nie wytrzymala. Tez drecza mnie mysli, ze przeciez bylismy
              sobie tak bliscy, ze wrecz nie moge zrozumiec, czemu nie wyszlo, czemu nie byl
              w stanie mnie kochac, skoro, cytujac go, "bylam dla niego wrecz idealna, mialam
              to, czego zawsze szukal". Tez byl dla mnie Tym Pierwszym, przez to kims jeszcze
              bardziej szczegolnym. Przesladuje mnie wyraz jego twarzy, kiedy kochal sie ze
              mna. Jak uwierzyc, ze to nie byla milosc?! Ale kiedy sie rozklejam, powtarzam
              sobie, ze nie moglam tkwic w zwiazku, ktory wyssysal ze mnie sily. Nie na tym
              to polega.
              Trzymaj sie, wiem, co czujesz i jestem z Toba.
              • elamodela Re: Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumi 26.10.05, 13:46
                Masz rację. Nie można tkwić w związku z kimś, kto jest wampirem energetycznym.
                My ze sobą rozmawialiśmy. Ja wiem, że nie ma innej rady, żeby związek trwał,
                jak tylko mówić co gra, a co nie. Mam wyrzuty sumienia, że jednak często byłam
                dla niego wredna, a to przecież może zniechęcać. Ale może gdybym czuła się
                kochana tak, jak tego potrzebowałam, to może bym tych wszystkich pretensji nie
                miała.
                Poza tym ostatnia nasza rozmowa nawet polegała na tym, że ja mu wyśpiewałam
                wszystkie moje żale, a on przyznał mi rację, po czym pogodziliśmy się z
                zamiarem pracowania nad tym i dalej było dokładnie tak samo. Potem ja
                pojechałam do siebie, na pożegnanie żałosne cześć, więc myślałam, że sprawa
                jest jasna. Ryczałam trzy dni, a wczoraj weczorem dostaję od niego
                rozczulającego smsa. Czuję to w środku, że nie dam rady, że jeśli on będzie
                znów dobry i kochany, to nie dam rady.
                Ale po co tak mieć w koło? Zresztą nie wiem czy ktoś taki jak on mógłby się
                naprawdę zmienić, nawet jeżeli sam tego pragnie. Albo się jest wpatrzonym w
                swoją dziewczynę, albo nie, no nie?
                Po dziesiąte, nie wyobrażam sobie, że on znika z mojego życia całkowicie. Chyba
                ktoś mnie tu już pytał wyżej, czy to możliwe po wszystkim się przyjaźnić. No
                nie wiem. Jak mam się rozstać, to chyba nie dam rady się z nim widywać.
                Dzięki Teekanne. Moje wcześniejsze rozterki, które tu wypisywałam, były chyba
                głównie po to, żeby ktoś mi jasno powiedział: w dobrym związku nie powinnaś się
                tak czuć.
                Obojętnie co się teraz zdarzy, czy damy sobie jeszcze szanę, czy nie, ja już
                nigdy więcej nie pozwolę się dołować. Trzeba mieć szacunek do siebie, to jest
                fakt. Każdy z nas zasługuje na dobry relationship, taki fifty-fifty, a nie na
                jakąś namiastkę związku, w którym trzeba się poświęcać.
                Ja teraz to właśnie mu powiem. Że potrzebuję czasu dla siebie, żeby osiągnąć
                samozadowolenie, zrealizować się jakoś, osiągnąć jakiś sukces. Oj, to na pewno
                był toksyczny typ, skoro muszę sobie teraz udowadniać, że nie jestem Peggy
                Bundy...
                Nie wiem, czy toksycznemu facetowi warto dawać jakąś szansę? Czy myślisz, że
                można mu pomóc? Że to jest możliwe, żeby się zmienił? Może on dla każdej laski
                będzie taki sam, a może jakby trafił na swoją, to by przestał być toksyczny? To
                wszystko jest bardzo trudne i przykre. I najgorsze jest to, że wszystko zależy
                ode mnie..
                • neli_23 Re: Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumi 26.10.05, 14:26
                  Hej Elamodela, nie sądze by on kiedykolwiek się zmienił, np. będac z inną
                  dziewczyną i pod jej wpływem, podejrzewam, że szybciej mógłby trafić na
                  dziewczynę, której by tak to wsazystko nie przeszkadzało, nie brałaby tak
                  bardzo tego do siebie i wtedy taki związek miałby szanse.
                  Musisz zadać sobie pytanie: czy go kochasz na tyle, by zaakceptoewać jego
                  charakterek, czy naprawdę chcesz nadal tkwić w takim związku??? I przede
                  wszystkim musisz dać mu jasno do zrozumienia że nie życzysz sobie by on w ten
                  sposób traktował Ciebie, bys nie musiała cuć się za mało "dobra" do tego by z
                  nim być. Przede wszystkim radze wam szczera rozmowę, ale nie na zasadzie,że
                  wykrzyczysz mu wszystkie żale, a on powie, że rozumie i postara się zmienić i
                  na tym konieć, ale szczerze, poważnie porozmawiajcie i spróbujcie znaleźć
                  rozwiązanie. Oczywiście jeśli tylko tego chcesz i jesteś gotowa podjąć tą walkę.

                  P.s. Mój wcześniejszy "związek" tez można nazwać toksycznym, nawet bardzo,
                  wszyscy wokoło powtarzali mi, że i tak z tego nic dobrego nie będzie, że
                  predzej czy póżniej on mnie zrani. A jak się rozstaliśmy ( jego inicjatywa!)to
                  powtarzali, że to najlepsze rozwiązanie. I mimo, że wtedy się też z nim
                  męczyłam to powiem Ci, że gdyby mogło to wrócić to naprawdę byłabym
                  niesamowicie happy.
                  To właśnie wszystko jest takie poj....ne: NIEKTÓRZY NIE POTRAFIĄ ŻYĆ ZE SOBĄ, A
                  TYM BARDZIEJ NIE POTRAFIĄ ŻYĆ BEZ SIEBIE:(
                  • elamodela Re: Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumi 27.10.05, 12:17
                    No, a on mi teraz wysyła na dobranoc smsy, tak jakby się podlizywał.. I nie
                    wydaje mi się, żebym dała radę wytrwać z dala od niego, jeśli będzie się
                    starał. Bo najgorsze jest to, że on się stara. Nie mogę go jednoznacznie
                    określić: czarny albo biały. Może mu się oczy otworzyły, bo czuje, że może mnie
                    naprawdę stracić. Ale jedno wiem na pewno: nie pozwolę się więcej źle
                    traktować. Banał ode mnie: życie jest za krótkie, żeby być kiepskie wino..
                    Pozdrawiam. I dziękuję.
                    • Gość: Justyna Re: Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumi IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 27.10.05, 13:23
                      Hej!Słuchaj Elemodela,wiele razy doradzałaś mi na tym forum w tej samej
                      sprawie.Wiem jak się czujesz,wiem co przeżywasz,wiem dlaczego on teraz się
                      stara.Mnie mój facet przytrzymał tak przy sobie 6 lat.Nigdy nie pozwolił mi
                      odejść gdy tego chciałam,były bukiety róż,kosze z prezentami,czuły listy i
                      smsy.A teraz tak bardzo żałuje że nie odeszłam,że zabrakło mi siły.On sie
                      zmienił tak bardzo że z trudem mówie do niego po imieniu.Wydaje mi sie że to
                      zupełnie obcy facet,zupełnie go nie obchodze.Ciężko mi,płacze,chce zasnąć i sie
                      nie obudzić żeby o nim nie myśleć.Wiem że 6 lat w takim związku to
                      patologia,dotarło to do mnie.On teraz dzwoni,pisze,kupuje prezenty,kupił mi
                      nawet obrączke bo poprzednią wyrzuciłam.A ja dzieki znajomym zrozumiałam że on
                      zwyczajnie na mnie nie zasługuje.Piszesz o mnie,moim związku,jego
                      pretensjach,różnicach między nami-wszystko jest tak samo jak u Ciebie!I dla
                      Twojego dobra prosze Cie wytrwaj w swojej decyzji!!!Nie ładuj się w takie coś
                      jak ja bo naprawde nie warto!!!Pozdrawiam i odezwij sie co u Ciebie!
                    • Gość: teekanne Re: Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.10.05, 16:04
                      I tak zrobisz tak, jak sama zdecydujesz. Mozemy Ci tylko podpowiadac, mowic,
                      jak to wyglada dla nas. A moim zdaniem on "stara sie", bo odstwilas go od
                      siebie, a nie dlatego, ze mu rzeczywiscie mocno zalezy. Jak wrocisz, to znow
                      przestanie zabiegac o Twoje wzgledy. A zwiazek powinien polegac na tym, ze dba
                      sie o siebie nawzajem i swoje uczucia, kiedy jest sie razem, kazdego lepszego
                      czy gorszego dnia, a nie dopiero kiedy czujemy noz na gardle.
                      Moja sytuacja byla wzglednie latwiejsza, bo moj facet z roza w zebach nie
                      przybiegal. Widzialam wiec, ze nie darzy mnie takimi uczuciami jak ja jego.
                      Latwiej bylo zrozumiec, ze nie moge z nim byc. U Ciebie, wedlug tego, co
                      piszesz, uczucia niby sa, ale bardziej wyniszczajace niz budujace.
                      Pomysl co bedzie, jesli wrocisz, a on sie nie zmieni, nic miedzy wami sie nie
                      poprawi. Pomysl, o ile wiecej sily niz teraz bedziesz potrzebowac, by znow
                      odejsc. Jak bardzo to bedzie trudniejsze niz teraz, kiedy czesc drogi juz
                      pokonalas. Pomysl o nim jak o uzywce, ktora Ci szkodzi. Wytrzymalas juz jakis
                      czas, jesli teraz wrocisz, to zaprzepascisz to. I raczej nie ludz sie, ze
                      wrocisz i bedzie wedlug Twoich zasad. Bylo juz chyba wiele okazji, by zaczal
                      Cie inaczej traktowac.
                      • elamodela Re: Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumi 28.10.05, 13:36
                        Masz rację, tylko, że mój problem polega na tym, że ja już jestem od tej
                        pigułki uzależniona:((
                        Może łudzę się, że coś sie zmieni. Ale wiem, że nie będzie mi już w ogóle żal,
                        jeśli się nie zmieni. Jestem wyczerpana i z każdym dniem bez niego jest mi
                        lepiej. Dochodzę do siebie i jeśli znów mam lecieć na dno, to odejdę na serio.
                        Ale co będzie dziś wieczorem czy jutro, nie umiem wam powiedzieć. Jestem tylko
                        zdeterminowana, żeby nie dać się więcej traktować niewystarczająco dobrze.
                        Buziaki.
                        • Gość: teekanne Re: Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 28.10.05, 18:46
                          Dobrze, ze chociaz masz sily walczyc o dobre traktowanie. Mam nadzieje, ze na
                          przekonaniu sie nie skonczy i w razie czego faktycznie zawalczysz o siebie.
                          Swoja droga, sama zobacz - jak bardzo musi nam byc zle, jak daleko musi to
                          wszystko zajsc, zebysmy zaczely znowu dbac same o siebie, o swoje uczucia.
                          Dopiero jak jestesmy skrajnie wyczerpane, mowimy facetowi "dosc". Wczesniej tak
                          nam zalezy, ze za cene swojego zdrowia wyrzekamy sie tego, czego potrzebujemy
                          od tej drugiej strony, lapiemy kazdy skrawek uczucia.
                          Pisz na biezaco, co sie u Ciebie dzieje. Pozdrawiam
                          • elamodela Re: Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumi 28.10.05, 23:32
                            Dzisiaj siedzę sobie spokojnie w domku, nie odbieram telefonów i w ogóle udaję,
                            że mnie nie ma. Masz rację, trzeba upaść bardzo nisko, żeby się zacząć
                            podnosić. Wydaje mi się, że w zwiazkach pierwsza chwila, kiedy nie chce nam się
                            pracować nad relacją, to początek końca. Potem jest już tylko gorzej. Z drugiej
                            strony bardzo lubię(!) ten stan na krawędzi, kiedy uświadamiam sobie, że mam
                            dość. Zawsze wtedy umieram ze trzy dni, by w końcu się odrodzić. Kurcze jak to
                            romantycznie brzmi;) Tak czy siak, co mnie nie zabije - wzmocni mnie. A jak
                            jest u was? W końcu też najcięższe chwile już chyba za wami?
                            • Gość: teekanne Re: Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumi IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.10.05, 17:37
                              Piszesz: "Wydaje mi się, że w zwiazkach pierwsza chwila, kiedy nie chce nam się
                              pracować nad relacją, to początek końca." Zgadza sie, jesli to nam
                              uczucie "przechodzi". Ale wedlug mnie, jesli to nam bardziej zalezy, to
                              poczatkiem konca jest chwila, kiedy dociera do nas, ze czego bysmy nie robily,
                              nie probowaly albo jak bardzo bysmy sie nie staraly, to i tak sytuacja sie nie
                              zmieni na lepsze. Gdy po dlugiej walce o zwiazek nadchodzi moment, kiedy trzeba
                              sobie powiedziec, ze to koniec, ze juz wiecej zrobic sie nie da, bo druga
                              polowa z takich czy innych powodow "nie wspolpracuje". Tak bylo w moim
                              przypadku.
                              Pytasz, jak u nas z tymi najgorszymi chwilami. Te zdecydowanie najgorsze, kiedy
                              czlowiek zaczyna rozumiec, dlaczego niektorzy uciekaja od psychicznego bolu
                              samobojstwem, chyba juz za mna. Teraz raz jest lepiej, raz gorzej. Czasem czuje
                              sie, jakby to rozstanie bylo snem, jakby wszystko bylo ok, a On mialby lada
                              chwila zadzwonic czy wpasc, jakby wciaz byl blisko mnie. A czasem tak, jakby
                              ten prawie rok z Nim byl tylko marzeniem, czyms co wydarzylo sie tylko w mojej
                              glowie i teraz sie rozmywalo. Nie widuje go, nie nawiazuje kontaktu, schowalam
                              rzeczy, ktore od niego dostalam. O wielu sprawach wciaz nie jestem w stanie
                              myslec, nie jestem gotowa na zastanawianie sie, co bedzie, jak dowiem sie, ze
                              kogos ma i jest szczesliwy, szczesliwszy niz ze mna, bo zaraz ogarnia mnie
                              zazdrosc i straszna tesknota. Na razie staram sie radzic sobie ze swiadomoscia,
                              ze juz przestal byc "moj". Emocjonalny stosunek do jego osoby tez
                              mam "nieuregulowany". Raz czuje, ze moglabym zwykly kontakt z nim miec, innym
                              razem zastanawiam sie, jak mozna miec kontakt z kims, kto ci powiedzial, ze
                              zalezy mu na tobie, ale chyba szuka czegos wiecej. Komu wszystko, co dalas, nie
                              wystarczalo. Jako jego przyjaciolka rozumiem go, byc moze postapilabym
                              podobnie, ale jako jego dziewczyna, obiekt tych wszystkich watpliwosci, czuje
                              sie porzucona i skreslona.
                              Tez mam nadzieje, ze co nie zabije, to wzmocni. Tylko, cholera, milo by bylo,
                              zeby nie dostawac kopa od zycia tak czesto. Az tak mocna byc nie potrzebuje...
                              • Gość: elamodela Re: Do Neli, Teekanne, do wszystkich które rozumi IP: *.legnica.cvx.ppp.tpnet.pl 30.10.05, 01:36
                                Co racja to racja. Mnie się wydaje, że najlepsze co by Cię teraz mogło spotkać,
                                to jakiś inny facet, ale taki w Twoim guście. Żebyś poczuła, że nie Twój były
                                jedyny..
                                Mamy podobną sytuację, z tym, że Twój facet powiedział coś w stylu: <<kocham
                                Cię, ale to chyba nie jest to>> a mój mówi: <<to raczej nie to, ale chcę z tobą
                                być>> Nie wiem, to wszystko jest zbyt pogmatwane. Dlatego, choć Twój były facet
                                bardzo Cię zranił, to jednak powinnaś być mu wdzięczna za szczerość, za to, że
                                Cię nie oszukuje.. Chciałabyś po dwóch latach usłyszeć: <<zawsze mi się
                                podobałaś, ale nigdy nie miałaś dla mnie czegoś szczególnego>>. Zapewniam Cię,
                                że to jest gorsze. Zwłaszcza, jeżeli tak naprawdę nie chcesz żyć bez niego i
                                musisz żyć ze świadomością, że jesteś tylko fajna. No to fajnie. Chyba
                                wolałabym, żeby jednak nosił spodnie..
    • Gość: andzia Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.orange.pl 28.10.05, 21:00
      bardzo trudno jest odejsc od ukochanej osoby
      ja sama nie potrafie zerwac z chłopakiem,zawsze mi go szkoda i naprawde nie
      wiem jak mam to zrobic,co powiedziec zeby go nie zranic
      nie wiem co ci poradzic.mówia ze wazna jest szczera rozmowa ale własnie to jest
      najtrudniejsze
      powodzenia
      • szczurza_mama Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 02.11.05, 20:11
        Hej dziewczyny! To ja sie przyłącze do was :D Ja zerwałam ze swoim facetem po
        ponad 4 latach bycia razem. Stało sie to 13 października. Juz raz z nim
        zrywałam, w kwietniu, jednak wróciłam do niego po miesiacu. Teraz już nie
        wytrzymałam i odeszłam. Z tego co czytam to widzę, że nasi eks faceci mają jedna
        współną ceche, lubią sobie "przeczekać". Moje rozstanie z chłopakiem wyszło
        właśnie po tym jak na mój list o tym co mnie boli w zwiazku przestał sie do mnie
        odzywać na kilka dni. Ja w tym czasie rozmyślałam bardzo nad tym wszytskim i
        byłam coraz bardziej wkurzona. Na dodatek w tym czasie musiałam uśpić jednego ze
        swoich szczurków i on wiedział o tym, jednak nawet nie zadzwonił spytać jak sie
        czuję. A jak chciał porozmawiać to ja już wiedziałam, ze tak dłuzej byc nie moze
        i wiece jtego tolerować nie będę. Przeczekałam jeszcze tydzien żeby na pewno
        wiedziec co robie a potem z nim zerwałam. Nawet mu nic specjalnie nie
        tlumaczyłam a on o nic nie pytał i wogóle nie walczył. Kilka dni później
        powiedziałąm mu, ż emożemy porozmawiać jesli chce, ale nie o naszym zwiazku
        tylko porozmawiac po prostu żeby atmosfere oczyscici i wyjaśnic sobie kilka
        rzeczy. On powiedział, że dobrze, i że sie odezwie do mnie. mijają własnie 3
        tygodnie i on siedzi cicho. W sumie to całkiem dobrze. Mam go z głowy.

        Momentami jest mi ciężko samej, bo 4 lata to nie w kij dmuchał. Jednak jak sobie
        przypomne jego zachowanie wobec mnie, jego brak wyczucia, taktu i totalny zanik
        empatii to od razu wracam na ziemie. To takie dziecko we mgle. Mały chłopczyk,
        który uważa, że jest super dorosły, ale z niczym sie nie deklaruje, nie potrafi
        rozmawiac tylko obraza sie i krzyczy i pokazuje światu jaki jest skrzywdzony. No
        i ma przerost ambicji i jego nadrzędnym celem jest zarobienie kupy kasy (np.
        grając w Totolotka) oraz zakup wymarzonego samochodu. Może kiedyś sie zmieni ale
        w to raczej wątpię. i pewnie jak sie zmieni to ja juz będę chodzic z balkonikiem
        na spacery w domu spokojnej starości.

        A jak sobie radze? Zapisałam sie na fitness dwa razy w tygodniu, kupuję sobie
        kwiaty, pijam wieczorem wino, spotykam sie z przyjaciółmi, chodze do kina i
        generalnie na nowo odkrywam siebie. Bo juz dawno zapomniałam jaka jestem
        kobietą. Zawsze byłam wesoła dowcipna i bardzo silna psychicznie. A stałam sie
        rozlazłym babolem z masą pretensji. Oj... dosć tych wrednych facetów. Trzeba
        walczyć o swoja godnosć i prawo do szczęścia. :)
        • elamodela Do szczurzej mamy! 03.11.05, 14:56
          Brawo, brawo i jeszcze raz brawo Sister! Tak trzymać.
          • szczurza_mama Re: Do szczurzej mamy! 03.11.05, 19:34
            A dzisiaj kupiłam sobie super kaszkiecik. Jak wracałam do domu to mnie tkneło i
            poszłam sobie przebić uszka, bo mi zarosły dziurki. :) No i dzisiaj poszedł
            przelew na boskie kolczyki z allegro :)

            A własnie, dziewczyny, słyszałyście nowa piosenkę Madonny? Tą z muzyką Abby w
            tle. Słowa są może i proste ale za to bardzo dla nas na czasie. :)

            Time goes by so slowly
            Time goes by so slowly
            Time goes by so slowly
            Time goes by so slowly
            Time goes by so slowly
            Time goes by so slowly

            Every little thing that you say or do
            I'm hung up
            I'm hung up on you
            Waiting for your call
            Baby night and day
            I'm fed up
            I'm tired of waiting on you

            Time goes by so slowly for those who wait
            No time to hesitate
            Those who run seem to have all the fun
            I'm caught up
            I don't know what to do

            Time goes by so slowly
            Time goes by so slowly
            Time goes by so slowly
            I don't know what to do

            Every little thing that you say or do
            I'm hung up
            I'm hung up on you
            Waiting for your call
            Baby night and day
            I'm fed up
            I'm tired of waiting on you

            Every little thing that you say or do
            I'm hung up
            I'm hung up on you

            Waiting for your call
            Baby night and day
            I'm fed up
            I'm tired of waiting on you

            Ring ring ring goes the telephone
            The lights are on but there's no-one home
            Tick tick tock it's a quarter to two
            And I'm done
            I'm hanging up on you

            I can't keep on waiting for you
            I know that you're still hesitating
            Don't cry for me
            'cause I'll find my way
            you'll wake up one day
            but it'll be too late

            Every little thing that you say or do
            I'm hung up
            I'm hung up on you
            Waiting for your call
            Baby night and day
            I'm fed up
            I'm tired of waiting on you

            Every little thing that you say or do
            I'm hung up
            I'm hung up on you
            Waiting for your call
            Baby night and day
            I'm fed up
            I'm tired of waiting on you

            Dziewczyny, nie marnujmy się dla takich facetów!!!!
            Najważniejszą osobą, któą musicie kochać jesteście wy same. Spójrzcie na siebie
            jak na swoją najlepszą przyjaciółkę. Czego sobie życzycie? Zróbcie wszytsko co
            wam poprawi humor i pokażcie tym facetom jednego wielkiego fucka. Potem zróbcie
            wszytsko by sobie dogodzić. On tego nie umiał? nie wiedział czego pragniecie?
            Nie miał ochoty sprawiac wam roadosci? No to kurcze samej trzeba sie za to
            zabrać. Kto o was zadba jak nie wy same?

            Do boju siostry! Do boju! :D
        • Gość: iwonka1234 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 16.12.06, 17:17
          oj kolezanko!!!! chyba byłam z twoim byłym!!!!:)
          wszystko to samo jota w jote ja taka jak ty i oni tacy sami, uffff.
          GONIĆ DZIADÓW!!!!!!!!!!!!!!!!!
          my kobiety mamy w sobie siłę tylko trzeba ją z siebie wykrzesać!!!
    • Gość: soimmature Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.11.05, 20:25
      Kocham i chcę być kochana czy jest w tym coś złego ? Nie ma sie 3cich szans ;(
      Nie chcę nikogo innego, tylko jego . boje sie, ze juz nigdy nie bede z nim.
      • 0misia0 Zajebiste urodziny............jak dzieci;/ 05.11.05, 08:56
        Ja też sie dopisze do tego wątku..
        Wczoraj miałam urodziny poszlismy z moim chlopakiem do kina i łazilismy po
        starowce..
        Spotakalismy 2 dziewczyny Ktore sie do niego podwalaja (zawsze sie zanjdą tam
        gdzie on!)pozatym poszły nawet na ten sam seans... i siedziły przd nami 2 rzędy:/.
        Ale jak by tego bylo malo, on zawsze jest z nimi na czesc itp choc wczesniej z
        czego wiem wysyłaly mi smsy z grozbami.. a teraz (czuje sie cholernie nie
        zrecznie jak on ich broni mowią: ze to nie moglybyc one.. :/)
        i do tego poklóciłam sie z chłopakiem dość mocno...
        Wie ze mam ostatnio klopoty i choc go wolałam gdy szedł nawet nie reagowal
        ..teraz mowi ze klamie i wcale tak nie bylo ze jakby mi zalezało to bym poszła
        za nim a on mial szanse 2 wystarczylo podejsc
        miał to gdzies teraz siedze zdołowana..nie chce pamietac tego nie udanego dnia.

        -----------------------------------------------------------
        "Czasami zastanawiam sie jest sens ranienia się tak
        czy lepiej odejśc czy pozostaiwc wszytsko poprostu " od tak.."
        • Gość: elamodela Re: Zajebiste urodziny............jak dzieci;/ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.11.05, 14:55
          Moim zdaniem nie ma sensu ranienia się, lepiej odejść i zostawić to wszystko.
          Przekonałam się sama, że jeśli to jednak jest to, samo do Ciebie wróci.

          Daj sobie na luz z tym facetem, nie bierz tego tak do siebie, spróbuj skupić
          się na tym co dobre w związku, w końcu to Ty z nim jesteś, pracuj nad waszą
          relacją póki nie jest za poźno.
          • Gość: teekanne A co u Ciebie Elamodela? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.11.05, 20:27
    • neli_23 co robić??! 09.11.05, 15:52
      Hej dziewczyny!

      Dzisiaj po prawie dwóch miesiącach przerwy i braku jakiegokolwiek kontaktu
      odezwał sie do mnie ON!

      Gdy zobaczyłam sms-a od niego nie mogłam w to uwierzyć. Dostałam palpitacji
      serca, trzęsawki rąk, etc. Poczatkowo pomyślałam, że zignoruję tą wiadomość,
      ale nie mogłam przestać o nim myśleć, nie potrafiłam skupić się na niczym
      innym! Odpisałam. Ogólnie "rozmowa" zwyczjana: typu co słychać, jak leci...

      Teraz siedzę i myślę: co robić. Jeśli zaproponuje spotkanie - zgodzić się czy
      nie? Momentalnie odżyły wszystkie uczucia, które tak bardzo starałam się
      stłamsić. Jednocześnie boje się,że znów wtargnie on w moje życie, a po drugim
      odrzuceniu podejrzewam, że nie potrafiłabym się już tak łatwo podnieść.
      Ale z drugiej strony nie wiem czy potrafię oprzeć się chęci ujrzenia go
      ponownie!!!

      Co Wy byście zrobiły. Większość jest po podobnych przejściach, więc napewno
      doskonale rozumiecie moje rozterki. Proszę o radę i opinie z Waszego punktu
      widzenia.

      Z góry dziękuje. Pozdrawiam
    • marakesz13 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 09.11.05, 18:31
      Nie wiem co jest lepsze. Nie jestem pewna, czy wolałabym pierwsz zamknąć drzwi.
      Za bardzo kocham mojego faceta. Zawsze chyba wyrzucałabym sobie, że odeszłam a
      być może mogłam jeszcze mieć wpływ na związek. Mimo wszystko chyba wolałabym
      być opuszczoną. Miałabym czyse sumienie. Ale nie wiem. Na prawdę. Z moimi
      kilkoma poprzednimi partnerami bywało różnie. Oni odchodzili albo ja, ale to
      nie było TO uczucie, o którym mówi się, że jest miłością życia. Terz od 9 lat
      jestem we wspaniałaym związku. Nie ma takich miejsc gdzie są nieporozumienia.
      wyczuwamy sie telepatycznie, mamy takie same pragnienia, to smo cieszy nas i
      smuci. Kocham i jestem kochana. Z tego związku chyba nie umiałabym odejść
      pierwsza. Jeśli Twoje uczucia sa równie mocne walcz do końca. Życzę z całego
      serca powodzenia!
    • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 11.11.05, 19:10
      A u mnie ostatnio dobrze słychać. Daliśmy sobie szansę i jesteśmy teraz dla
      siebie lepsi. Powiem Wam, że już znam odpowiedź na to pytanie ze łzami. Jak
      jest źle to trzeba sobie powiedzieć dość. Związek MA BYĆ dobry. Nie ma tkwienia
      w czymś co nas unieszczęśliwia. Poza tym moje hasło:
      Jak coś kochasz, pozwól mu odejść. Jeśli wróci, jest twoje. Jeśli nie, nigdy
      nie było twoje..
      Także życzę Wam dziewczyny przede wszystkim szacunku dla siebie.

      Do Nelki:
      Zawsze chyba tak jest, że jak już się pozbierasz, jak już dojdziesz do siebie,
      to to wraca jak bumerang. Ten facet już raz Cię potraktował nie fair. Jest
      szansa, że jeśli znów zaczniesz o nim myśleć, spadniesz na samo dno. A jak to
      pisała Teekanne, trudniej Ci będzie wtedy się pozbierać. Nie wiem. Zależy
      jeszcze czego on od Ciebie chce. Ale wydaje mi sie, że jakikolwiek kontakt z
      nim to będzie dla Ciebie maltretowanie się. Znam taką parę, która nie może ze
      sobą wytrzymać, ale nie może też zerwać ze sobą całkowicie. Efekt jest taki, że
      dziewczyna ma ciągle doła. Bardzo chciałabym móc jej pomóc, ale dopóki ona sama
      nie zrozumie, że on jest dla niej jak pigułka, z którą trzeba walczyć, a nie
      jej ulegać, to ja nic nie mogę zrobić. Ach naprawdę, ze też kobiety muszą
      kochać tak za mocno..
    • elamodela A jednak.. 06.12.05, 15:44
      Ten wątek jednak nie skończy się stwierdzeniem, że będzie ok. Jak pisałam
      wcześniej jeśli nic się nie zmieni, nie pozwolę by to trwało. No i nie trwa.
      Jeśli kolejny raz z oczu płyną łzy, warto w końcu... przestać płakać.
    • neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 14.12.05, 15:01
      Cześć dziewczyny, co u Was słychać???
      Jak tam sprawy sercowe???

      Pozdrawiam :*
    • ania_188 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 14.12.05, 15:23
      Dziewczyny to jest apel! Przestancie płakac za facetami, oni nie sa tego warci!
      Najlepszy sposob zeby o nim zapomniec to znaleść drugiego -->podobno :) Ale ja
      bym proponowała skupienie sie na sobie zakupy, spotkania z kolezankami
      siłownia...wtedy każda kobieTa pocZuje sie bardziej dowartosciowanA. I nic tu
      nie zdzaiłaja wizyty u psychologa drogie panie :)
      • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 16.12.05, 13:43
        No właśnie, u mnie to słychać. Skupiam się na sobie i jest mi coraz lepiej.
        Wreszcie dojrzałam do tego rozstania i jak narazie nie żałuję. Nabrałam
        dystansu i wiem już czego na pewno nie chcę zaakceptować. Wszyscy mi mówią: daj
        sobie trochę czasu, jak macie ze sobą być, to i tak będziecie. Zaczynam w to
        wierzyć. Co ma być to będzie, grunt, żeby nie akceptować toksyn. Zgadzacie się?
        • Gość: teekanne Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 17.12.05, 10:36
          Zgadzam sie.
          Tez skupiam sie na sobie, znalazlam fajna prace, spedzam czas z przyjaciolmi,
          czasem wyskocze na jakas kawe z jakims facetem (choc na razie z zadnym drugi
          raz). Pewnie, ze moglabym sie czuc jeszcze lepiej, bo brakuje mi faceta obok
          mnie, ale przynajmniej nie siedze w czterech scianach, nie rozpamietuje, tylko
          staram sie po prostu zyc, znajdywac rozne przyjemnosci w zwyklych rzeczach.
          Znajac mojego eks, prawdopodobnie znowu sprobuje skontaktowac sie przed
          Swietami i pewnie znowu na jakis czas skopie mi nastroj, ale wlasnie: na jakis
          czas, a nie ciagle. Grunt to nie godzic sie na te, jak to nazwalas, toksyczne
          sytuacje.
          • Gość: Iwa Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.chello.pl 29.01.06, 22:42
            Hej Dziewczyny,ja po raz pierwszy odzywam się na tym forum,ale chcę Wam
            powiedzieć,ze od dawna czytam to piszecie i poniewaz moja sytuacja jest bardzo
            podobna do Waszych- jestescie mi bardzo bliskie! Ja jestem sama od 3,5
            miesiaca,to takze był trudny związek,nie ja go zakończyłam,nie trwał moze jakos
            długo,ale wystarczająco długo,bu namącić w moim życiu..Na poczatku było
            strasznie,pierwsze tygodnie to papierosy,alkohol,srodki uspokajające ( brzmi
            strasznie,wiem!),ale potem się uspokoiłam jakoś,tzn nie całkowicie,ale juz było
            lepiej.Teraz juz jest lepiej,choć chwile załamania powracają bardzo
            często..Wszystko mi się przypomina,zastanawiam się dlaczego,dlaczego mnie nie
            pokochał,ja tak wiele do niego czułam,a on chyba tylko mu się podobałam i mnie
            lubił.Zastanawiam się stale dlaczego to tak boli? Kiedy to minie? Czy jeszcze
            kiedys bede szczesliwa? Okropne jest to wszystko,teraz jeszcze nie pracuję,wiec
            mam mnostwo czsu ,by o tym mysleć..Nie wiem czy to przeczytacie,bo widze,ze
            dawno nikt tu nie zaglądał,ale jeśli,a mam nadzieje,ze tak,bo bardzo mi
            pomagałyście przez acły ten czas,kiedy moglam czytać o podobnych do mich
            problemach to napiszcie proszę jak to u Was wygladało/wygląda,kiedy to moze
            minąć.Sciskam Was wszystkie,trzymajcie się- Iwa
            • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 30.01.06, 21:35
              Minie, wszystko mija. To jest pewne. Pocierpisz krócej lub dłużej, to zależy od
              tego kiedy zrozumiesz, że tylko od Ciebie zależy Twoje szczęście. Będziesz raz
              w dołku, raz na szczycie, a potem wyleczysz sie całkowicie bo: albo
              stwierdzisz, że teraz dopiero wiesz czego chcesz, albo poznasz wielu
              wspaniałych ludzi i wspanialszych. Nadejdzie kiedyś taki moment, jak już się
              wypłaczesz, że powiesz sobie: teraz jest ok. Mogę robić to co chcę, chodzić tam
              gdzie chcę i umawiać się z kim chcę. Rozstania są naprawdę bardzo
              oczyszczające. Mimo że bolesne to jednak konieczne moim zdaniem do tego, by
              jakoś przejść na wyższy poziom swojego rozwoju.

              Teraz kilka banałów tylko dla Ciebie:
              - tego kwiatu jest pół światu
              - nieprawda, że kocha się tylko raz i tylko jednego
              - czas leczy rany
              - być może to rozstanie uchroniło Cię przed życiem z kompletnym idiotą
              - co ma wisieć nie utonie:)
              Więc uszy do góry, pierś do przodu i.. marsz do fryzjera;) Na podstawie prawie
              dwustu powyższych wątków: kiedy kolejny raz płaczesz, to pora wreszcie przestać.
            • Gość: teekanne Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 22:15
              Mi z kolei pomagalo pisanie na forum o tym, co akurat czuje, jakie mysli mi sie
              w glowie przewijaja. Jak cos w rodzaju pamietnika.
              Od dawna nie pisalam, bo sie - no wlasnie, jak to nazwac - wyciszylam,
              uspokoilam? Zajmuje sie roznymi rzeczami, nie siedze w czterech scianach i
              czasem mam wrazenie, ze wszystko to, co bylo jeszcze kilka miesiecy temu, to
              sen. Mam glowe i serce pelne wspomnien, ktore potrafia wyplynac w najmniej
              spodziewanych okolicznosciach. Moze juz nie boli tak, jak wczesniej, ale w
              jakis sposob boli na pewno. Bo jesli sie czulo do kogos tak wiele, to nie da
              sie go wymazac, udac, ze nie istnial. Moj eks, tak jak przewidywalam, odezwal
              sie w Swieta. Napisal, ze poczeka, az ja stwierdze, ze jestem gotowa znow miec
              z nim kontakt, do tego czasu bedzie szanowal moja chec milczenia. A ja? Nie mam
              teraz ochoty na kontakt z nim. Lepiej dla mnie nie ogladac go, nie rozmawiac z
              nim. Nie mozna ot tak przemianowac swojej wielkiej milosci na kolege. Patrzec
              na niego i myslec o tym, dlaczego mu nie wystarczalam, dlaczego szukal czegos
              wiecej, choc chcialam dac mu wszystko? Nie, dzieki.
              Swoja droga denerwuja mnie banaly, ze "nie ten, to inny" czy "tego kwiatu jest
              pol swiatu". Na razie mam wrazenie, ze bardzo ciezko jest znalezc kogos, kto
              bedzie sie mi podobal, i komu jednoczesnie spodobam sie ja. Chcialabym miec
              pewnosc, ze nie skoncze sama. Moze wtedy poczulabym sie lepiej.
              Trzymaj sie, Iwa, naprawde nie jestes sama.
              • Gość: miob Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.01.06, 23:02
                Też jestem tu nowa i poraz pierwszy widzę ten wątek, chociaż nie prześledziłam
                go całego, tylko ostatnie posty. Jak łatwo się domyśleć, mam podobne
                doświadczenia i przemyślenia. Tylko wiecie co, u mnie historia jest troszkę
                pokręcona. Było sporo rozstań i powrotów. Nakreślę tak w skrócie sytuację.
                Zerwaliśmy poraz pierwszy jakieś półtora roku temu, to była nieprzemyślana do
                końca decyzja i wróciliśmy szybko do siebie. Jednak nie układało się i chciałam
                znów odejść, ale daliśmy sobie przerwę, by odpocząć. Po pół roku czasu od
                pierwszego zerwania wróciliśmy do siebie i było strasznie chłodno i dziwnie,
                obydwoje byliśmy świadomi, że nie wychodzi nam i że prędzej czy później
                zerwiemy... On starał się odbudować naszą miłość a ja... udawałam że chcę, ale
                tak naprawdę miałam tego wszystkiego dosyć, nadal jednak byliśmy razem, po 4
                miesiącach wyjechałam na wakacje i... poznałam kogoś nowego i zaryzykowałam,
                chciałam w końcu odetchnąć i poczuć się szczęśliwą, myślałam że ten "nowy" da mi
                to szczęście, a nie miałam już siły kolejny raz ratować starego związku,
                poddałam się... wakacyjna znajomość zakończyła się, nie tęsknię i nie żałuję
                swojej decyzji. Po powrocie do domu spotykałam się z byłym na zasadzie
                "znajomi", ja czułam się w końcu w pewnym sensie "zadowolona", bo podjęłam
                decyzję zerwania i czułam się z nią dobrze. Kochałam go, ale wiedziałam, że nie
                możemy być ze sobą, bo się krzywdzimy. Z drugiej strony nie chciałam go tracić
                na zawsze, więc czułam się bezpiecznie, że mogę do niego w każdej chwili
                zadzwonić. Nie robiłam tego oczywiście, ale sama świadomość, że jest gdzieć i że
                mogę z nim porozmawiać pomagała mi, nawet jeśli się do tego nie przyznawałam. W
                końcu mój były zadecydował, że musimy przestać się widywać, bo to nie ma sensu.
                I... ma rację, to było chore, że się spotykaliśmy, nie byliśmy ze sobą, a jednak
                się kochaliśmy, chociaż ja mówiłam że go nie kocham. Teraz mija drugi miesiąc od
                kiedy go ostatni raz widziałam. Jest mi z czasem coraz ciężej i to mnie właśnie
                dziwi. Jestem twardą bestią i wiem dlaczego się rozstaliśmy. Dużo się wydarzyło
                między nami w trakcie zrywania i uważałam, że spaliliśmy za sobą mosty, że nie
                mamy do czego wracać. A jednak zaczynam myśleć o powrocie... jestem jednak
                świadoma, że są w nim rzeczy, których nie potrafię zaakceptować, mamy inne
                priorytety i spojrzenie na świat, ale... kocham go, miłością słabą, ale chyba
                nadal tlącą się światełkiem i chyba dopiero teraz mogę powiedzieć, że jestem
                gotowa spróbować jeszcze raz... Nie wiem, co mam robić, momentami zdaję sobie
                sprawę, że oszukuję samą siebie, bo poprostu zanim tęsknię i brakuje mi jego
                osoby. Mówi się, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki.Jednak mam w
                pamięci słowa mojej znajomej. Ona również nie była pewna swych uczuć i nie
                ukłądało im się i zerwała ze swoim facetem, spotykała się z innym i nie czuła
                tego, więc wróciła i jest teraz szczęśliwą mężatką. Powiedziała mi, że powinnam
                zerwać i zobaczyć jak się będę czuła. I czułam się dobrze bez niego, ale źle z
                innymi facetami. Żaden nie rozpalił we mnie ciepłych uczuć, zawsze miałam byłego
                w pamięci. Myślę że mam za sobą etap szaleństwa z innymi facetami, a nie miałam
                ich wielu po nim. Co najdziwniejsze spotkałam nawet "ideał" faceta, spotykałam
                się z nim i nic... Nie zakochałam się a oczarowanie nim trwało chwilę. Myślę
                więc, że dojrzewam z myślą powrotu, chcę jednak jeszcze poczekać i przekonać
                się, czy naprawdę tego pragnę.

                I co o tym sądzicie?
                • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 31.01.06, 19:40
                  Sądzę, że wracanie do kogoś tylko dlatego, że nikt inny aż tak nie był ci do
                  tej pory bliski, albo dlatego, że kiedyś było wam dobrze, albo dlatego, że
                  samotność cię wypala, to jednak nie jest dobry pomysł. Wtedy wcześniej czy
                  później powody, które do rozstania doprowadziły, wypłyną i będzie trzeba
                  dojrzewać do rozstania jeszcze raz. Powroty mają sens tylko wtedy, gdy ktoś w
                  tym związku postanowi się zmienić. Jeżeli występowały różnice poglądów, można
                  iść na jakiś kompromis. Jeżeli zachowanie faceta było nieodpowiednie, to ono
                  musi się zmienić, żeby mogło się udać. Ważne jest też żeby określić co
                  absolutnie jest konieczne nam do szczęścia. A banały w stylu "w morzu pływa
                  niejedna rybka" może i denerwują, gdy się dalej durzymy w tej starej, ale na
                  szczęście dają też nadzieję, że gdzieś czeka ktoś stworzony właśnie dla nas.
                  Nie jestem po tym wszystkim zwolenniczką tkwienia w związku, który nie jest
                  satysfakcjonujący. Życie się ma tylko jedno, więc po co pić marne wino? ;)
                  • Gość: teekanne Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.06, 22:31
                    Coz, niektorzy pija marne wino, bo wola takie niz zadne...
                    Sama sie czesto zastanawiam, czy w "pogoni" za smakujacym mi winkiem nie
                    zostane w koncu z niczym. Bo prawda jest taka, ze gdybym chciala, to bym w
                    jakims zwiazku pewnie byla, bo na totalny brak meskiego zainteresowania nie
                    moge narzekac, tylko wlasnie: w jakims, a nie takim, ktory przepelnia
                    szczesciem i sprawia, ze chce sie zyc. Mam kolezanke, ktora chodzila z
                    chlopakiem, bo nie wiedziala, jak mu odmowic, a wlasciwie nie byla nim
                    zainteresowana. Teraz sa zareczeni, a wszyscy zastanawiaja sie, czy nie
                    zgodzila sie tylko dlatego, by skonczyc z ciaglym szukaniem i po prostu ulozyc
                    sobie zycie (ma 25 lat).
                    Jak myslicie: lepiej byc wymagajacym (mam na mysli: nie obnizac poprzeczki za
                    bardzo i nie rzucac sie na kazde spodnie w zasiegu wzroku) i ponosic ryzyko
                    zostania samej, czy moze jak juz sie pojawi facet dobry, choc nie porywajacy
                    naszych zmyslow, to zdecydowac sie na zwiazanie sie z nim? Jak to wyglada wsrod
                    Waszych znajomych?
                    • Gość: kropka Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.01.06, 23:08
                      Kobitki :) podziwiam Was, ze potrafilyscie odejsc. Sama mialam takie mysli, ale
                      boje sie zdecydowac na zakonczenie zwiazku. Jestem z chlopakiem juz dlugo, bo
                      od ponad trzech lat i tez sie do niego przyzwyczaiłam, ale nie moge
                      zaakceptowac jego zachowania wzgledem mnie, sa dni, ze jest mi z nim wspaniale,
                      a sa tez takie, bez przerwy sie klocimy, ja sie wkurzam i nie chce mi sie
                      niczego.
                      Zeby odejsc trzeba byc osoba pewna siebie, odwazna, optymistyczna, by wierzyc,
                      ze jednak mozna bez tego faceta zyc. Boje sie, ze jakbym odeszla to zalowalabym
                      pozniej, a on nie chcialby do mnie wrocic. Osobie czytajacej to, nie znajacej
                      przebiegu naszej znajomosc bardzo łatwo jest napisac "rzuc go, on nie jest
                      ciebie wart". Gdybym bardziej wierzyla w siebie to zrobilabym tak.
                      Po smierci mojego dziadziusia dlugo nie moglam dojsc do siebie, bardzo dlugo,
                      bylam z nim bardzo zwiazana. Mialam wtedy 13 lat. Bol rozstania z chlopakiem
                      moglabym porownac do utraty wlasnie takiej ukochanej osoby. Nie lubie plakac,
                      zalamywac sie. Dlatego mimo wszystko tkwie w tym zwiazku, staram sie cos
                      zmienic, aby miedzy nami dobrze sie ukladalo, ale czasami brakuje juz mi sił.
                  • Gość: Iwa Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.chello.pl 01.02.06, 00:02
                    Dzięki Dziewczyny,tym bardziej mi miło,ze taka szybka reakcja.Naprawdę mi jakos
                    lżej ,gdy czytam,ze " minie napewno".Elamodela ,dzięki nawet za te banały,bo
                    one choć wydaja się płytkie i głupie- nie są,swojego czasu tylko dzięki nim
                    jeszcze jakos funkcjonowałam,bo tłumaczyłam sobie,ze bedzie lepiej za jakis
                    czas.Do koleżanki ,która napisała jako ostatnia - ja nie odeszłam,to on i sama
                    nie wiem co gorsze..Moja samotnosc nie trwa długo,bo kilka miesięcy,ale jest
                    jak nałóg.Ostatnie kilka tygodni było juz nzacznie lepiej,ale znów wróciło,nie
                    wiem czemu tak się dzieje.Wydawało mi się,ze juz moze byc tylko lepiej,a
                    tu "bach" i znow wspominam i zastanawiam się czemu.A co do nowej miłości,nie
                    można brać byle czego ( metafora z winkiem - super),czekac na księcia z bajki
                    tez nie,ale trzeba sie szanowac i mieć wymagania! Teraz czasy się
                    zmieniły,któraś pisze o dziewczynie,ze chce sie ustatkowac,bo ma juz 25
                    lat,HALO!! Bez przesady,to chyba nie jest jeszcze sędziwy wiek.Ja tez się o to
                    martwię,nie powiem,facet,który mnie zostawił do tej pory wydaje mi się być
                    super partią dla mnie w każdej dziedzinie zycia i boję sie ,ze juz takiego nie
                    spotkam..ale brać byle co -nigdy! Ja jestem ciekawa i tu chyba Elamodela
                    najbardziej "złapała" o co mi chodzi jak to jest z tym cierpieniem,ile to moze
                    trwać.Z racji tego,ze u mnie mineło juz kilka miesięcy,a widze ,ze
                    wraca..Zastanawiam się czemu to wraca i kiedy przestanie,moze macie
                    doświadczenie jakieś..Elamodela chetnie posłucham jeszcze jakis banałow ;-)) i
                    stwierdzeń typu,ze minie,bo jakoś mi łatwiej,już nie płaczę,bo trochę czasu
                    mineło,ale boli dalej ,jak cholera.Dziękuję raz jeszcze i czekam na odp.
                  • mafefka84 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 01.02.06, 09:15
                    elamodela napisała:

                    > Sądzę, że wracanie do kogoś tylko dlatego, że nikt inny aż tak nie był ci do
                    > tej pory bliski, albo dlatego, że kiedyś było wam dobrze, albo dlatego, że
                    > samotność cię wypala, to jednak nie jest dobry pomysł. Wtedy wcześniej czy
                    > później powody, które do rozstania doprowadziły, wypłyną i będzie trzeba
                    > dojrzewać do rozstania jeszcze raz. Powroty mają sens tylko wtedy, gdy ktoś w
                    > tym związku postanowi się zmienić.

                    My wlasnie bylismy świadomi, że między nami nie gra i nie jest tak jak dawniej.
                    On był gotowy się zmienić i bardzo się dla nas poświęcał. Ale to ja tu
                    zawiniłam, bo mówiłam, że też pragnę naszego szczęścia, a nic z tym nie robiłam.
                    Byłam po prostu zmęczona naszym związkiem i chyba nie widziałam sensu, bo
                    kłótnie i tak wracały. Kłóciliśmy się bo jedna strona, czyli ja, nie potrafiła
                    się zmienić. A teraz dojrzewam z myślą, że chyba popełniłam błąd. Chociaż moje
                    zniechęcenie to nie wynik jakiegoś "widzimisie", ja naprawdę nie potrafię
                    zaakceptować niektórych jego przekonań, np. on układa sobie życie w moim
                    rodzinnym mieście, a ja jestem już dawno zdecydowana ułożyć sobie przyszłość jak
                    najdalej od tego miasta, biorę też pod uwagę wyjazd za granicę. Wiele nas
                    również dzieli, on ma inne hobby, innych znajomych, inne poczucie humoru. Gdy
                    tak piszę zaczynam sama wątpić w sens powrotu...

                    Elmodela dzięki za odpowiedź!!:)
                    • mafefka84 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 01.02.06, 09:16
                      swojego pierwszego posta pisałam jako "miob"
                    • Gość: magda1525 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 16:53
                      Ja nie rozumiem tych facetów,byłam z moim eks rok,cały ten czas utwierdzał mnie w przekonaniu że mnie kocha.Ja mu wierzyłam ale w pewnym momencie tzn:kobieca intuicja podpowiadała mi że coś jest nie tak.Nasze spotkania były coraz rzadsze,on tak jakby sie odsuwał...po pewnym czasie oznajmił mi że to koniec...dla mnie to byl silny wstrząs mimo tych wcześniejszych przeczuć.Najgorsze jest to,że gdy spotykamy się na ulicy on udaje że mnie nie zna,i to mnie najbardziej boli...bo cóż fajnie by bylo od czasu do czasu spotkać się ,pogadać tak na stopie przyjacielskiej...Ehh jakie to wszystko pogmatwane:( a mówią że kobiety są skomplikowane...
              • Gość: Iwa Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.chello.pl 02.02.06, 22:52
                Teekanne tak sobię myslę,ze chyba podobna jest ta nasz sytuacja,dzięki za
                wsparcie,cieszę się,ze nie jestem sama.Moj ex tez się odezwal i chce sie
                przyjaźnić- ja tez nie wyobrazam sobiue,zeby z wielkiej miłosci nagle powstała
                przyjaźń,chyba,ze obydwie strony są na to gotowe,a u mnie tak nie jest.Ja tez
                się zstanawiam co ze mną było nie tak i dlaczego wolał mnienie mieć niz mnie
                mieć.Cięzko mi tez,podobnie jak Tobie uwierzyć ,ze jeszcze kogos spotkam ,kto
                będzie mi odpowiadał.Mam pytanie : jak długo u Ciebie to trwa juz,tzn od kiedy
                jestes sama i od kiedy jest Ci lzej,bo ja narazie nie czuje się dobrze.Niby tez
                się uspokoiłam i troche zaczęłam się normalnie zachowywać,ale do stanu
                wyleczenia sie z tego jeszcze mi chyba daleko.Dlatego ciekawa jestem jak to
                jest u Ciebie?? Pozdrawiam Cię i Was wszystkie dziewczyny.Dodam jeszcze,ze mam
                kolezanką,która wracała do swojego chłopaka trzy razy,stale wydawało jej sie,ze
                coś jest nie tak,ale bardzo go kochała,w końcu odważyła się rozstać z tym
                facetem raz ,a dobrze i teraz jest szczęsliwa z kims innym,a za kilka miesięcy
                urodzi im sie dzidziuś.Jesli coś sie psuje raz,posuje się i drugi,serio!To
                znaczy ,ze cos w tym wszystkim jest nie tak i lepiej to zakończyc juz,bopozniej
                jest jeszcze trudniej!! Trzymajcie się :-))
                • Gość: teekanne Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 21:10
                  Hej Iwa,
                  jesli czytalas wszystkie wczesniejsze posty, to masz jako-taki obraz mojej
                  sytuacji. Rozstanie definitywne bylo na poczatku pazdziernika, wiec minely 4
                  miesiace. Trudno mi powiedziec, kiedy zaczelam czuc sie wzglednie lepiej. To
                  jest jak sinusoida, raz jest lepiej, raz gorzej, z czasem po prostu
                  kolejne "wychylenia" sa mniejsze, choc nie znikaja. A czasem lapie znowu
                  totalnego dola, tylko wygrzebuje sie juz nieco szybciej.
                  Na pewno pomaga to banalne wyjscie do ludzi. Poza tym zaraz po rozstaniu
                  zaczelam staz, potem prace i musialam jakos funkcjonowac. W dzien trzymalam
                  fason, w nocy ryczalam w poduszke. Ale to, ze duzo sie nowych rzeczy w moim
                  zyciu dzialo, pomoglo, bo przynajmniej troche absorbowalo.
                  Jak jest teraz? Nie moge powiedziec, ze juz sie wyleczylam, ze mi przeszlo. Od
                  czasu do czasu placze, minal jednak ten najgorszy bol, ktorego nie zyczy sie
                  nawet wrogowi, bol, ktory zdawal sie mnie zabijac. Pozwolilam sobie na ogromne
                  cierpienie po zerwaniu, ciezko to przezylam, ale teraz, jesli czuje, ze moje
                  mysli i uczucia dryfuja w niebezpiecznym kierunku, mowie sobie "stop". Staram
                  sie nie zastanawiac, co by bylo gdyby, nie wspominac, unikam "naszych"
                  piosenek, nie uzywam rzeczy, ktore od niego dostalam, jak tylko mi sie
                  przypomina, jak bylo dobrze, dla rownowagi przypominam sobie wszystko to, co
                  dobre nie bylo. Pytam sama siebie, czy chcialabym nadal byc z kims, kto mnie
                  ceni, lubi, pozada, ale nie kocha. Jest ciezko bez niego, ale gorzej byloby
                  kochac kogos, kto nie odwzajemnia takich uczuc i obdarza tylko
                  zainteresowaniem, jak bliska kolezanke, z ktora sie przy okazji sypia. Chyba
                  nie o to chodzi, prawda? Chce byc dla kogos calym swiatem, a nie elementem
                  dodatkowo urozmaicajacym zycie.
                  Najgorsze po rozstaniu jest to, ze po tej osobie, z ktora bylo sie tak blisko,
                  zostaje ziejaca proznia. Jak to puste miejsce zapelnic? Kim? Czym? Jak otworzyc
                  sie na kolejnego faceta i jak uwierzyc, ze tym razem bedzie inaczej?
                  • smoczyca1005 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 03.02.06, 22:09
                    Trudne pytania zadajesz.. pustkę w sumie z tego co piszesz, cały czas
                    zapełniasz. Dobrze, ze już nie siedzisz w domu, wpatrzona w wasze zdjecie i nie
                    zadręczasz sie myslami w stylu "Tak bardzo chciałabym do niego wrócic, ta
                    sytuacja to moja wina, jestem beznadziejna, nikt się mna wiecej nie
                    zainteresuje". To duży plus! Zdaję sobie sprawę, że teraz nie wierzysz, że
                    jeszcze może być dobrze, że poznasz kogoś wartościowego, ze spojrzysz na niego
                    jak na swojego byłego, z miłościa. W tej fazie, w której się znajdujesz
                    (określiłabym ją jako zawieszenie) jeszcze w to nie wierzysz, ale nowa miłość
                    przyjdzie prędzej czy później, tylko nie mozesz sie zamykać na nowe znajomości.
                    Bądz otwarta na fajnych, wesołych facetów, moze przy jednym z nich zapomnisz o
                    stracie. Masz prawo jeszcze czuć żal i smutek, to normalne. Żałoba troche
                    pewnie potrwa, ale moim zdaniem najgorszy okres masz już za soba;) Teraz może
                    byc tylko lepiej. Wiem co przezywasz, rozumiem Cię, bo sama niedawno mialam
                    taka sytuacje z tym, ze my do siebie wrocilismy. To jest straszny ból, straszne
                    cierpienie, dokładnie jak po śmierci bliskiej osoby. Nie ma rady, trzeba dać
                    sobie czas, zapomnieć. Współczuję Tobie i innym osobom, które przezywają taką
                    tragedie, bo w sumie jest to tragedia, dla odoby, która straciła kogos bardzo
                    bliskiego. Na pewno będzie dobrze- musi być :)

                    Jak to puste miejsce zapelnic? Kim? Czym? Jak otworzyc
                    >
                    > sie na kolejnego faceta i jak uwierzyc, ze tym razem bedzie inaczej?

                    To puste miejsce w sumie cały czas zapełniasz róznymi zajęciamy, spotkaniami z
                    ludźmi. Nowa miłość przyjdzie jak będziesz na nią gotowa, może nawet juz się
                    kręci koło Ciebie, ale Ty jej nie widzisz. Aby otworzyć sie na nowego faceta
                    musisz zapomnieć o tym poprzednim, inaczej się pewnie nie da, nie wierze w
                    zasadę "klin klinem", bo mozna skrzywdzić nieświadomie drugiego człowieka.
                    Czytając niektóre wypowiedzi na forum przekonuję się, że ludzie jednak potrafią
                    znowu zaufać i niejednokrotnie są szczęśliwi w nowych związkach :) w Twoim
                    przypadku będzie na pewno tak samo! Trzeba w to uwierzyć, uwierzyć w siebie:)
                    Trzymam kciui kobitki za nas wszystki, bo nigdy nie wiadomo kiedy takie
                    przezycie spotka i nas :D Buziaki:)
                  • Gość: Iwa Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.chello.pl 05.02.06, 23:39
                    Hej Kochana,nawet nie wiesz jak mi pomagasz..Strasznie fajnie,ze starasz się
                    rcjonmalnie i praktycznie podejść do sprawy,u mnie tez jest nieco lepiej,choć
                    zmienia sie to non stop..Czytałam wszystkie Wasze posty,kiedy one się zaczęły
                    ja jeszcze byłam w szczęsliwym zwiazku..hehe,u mnie tak samo to wygląda raz
                    lepiej-raz gorzej.Ciekawa byłam czy u Ciebie wygląda to podobnie,wygląda na
                    to ,ze tak..Wiem co masz na mysli z tym cierpieniem,to jest niesamowite,ze
                    człowiek jest w stanie tyle znieść,ja teraz sie dziwię,ze dałam rade znieść
                    tamten czas,choć niestet widzę ,za cos podobnego o dziwo czasem wraca,wtedy
                    musze bardzi sie starac,zeby sie nie poddać,z "eksiem" nie mam duzo
                    kontaktu,raczej sporadycznie,a ja siedze i czekam azto minio całkowicie..Kiedy
                    spotkam kogos innnego,kogo pokocham i ten ktoś pokocha mnie,ściskam Cię mocno!!
                    Dzięki za wsparcie!!
    • Gość: adut Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.02.06, 08:12
      Powiem ci wprost. Ja też kiedyż byłam w takiej sytuacji. Odejdź i nie patrz w
      tył. Zerwij jakikolwiek kontakt z nim. Mi pomogło. Teraz jestem w szczęśliwym
      związku i się pobieramy :))
      • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 01.02.06, 23:05
        Dziewczyny jak bardzo chciałabym się rozpisać na ten znów aktualny dla mnie
        temat. Nie mam niestety na tyle czasu teraz. Ale pamiętajcie proszę, że jedyna
        osoba w którą warto pokładać nadzieję, bo nigdy was nie opuści, to wy same.
        Może samotność jest dobijająca, ale tkwienie w związku tylko ze strachu przed
        samotnością, to właśnie szczyt samotności. Wtedy dopiero można coś przegapić.
        Posty takie ja ten ostatni utwierdzają mnie w tym, że warto ryzykować. Ciężko
        jest stanąć znów na nogach, ale jak widać można. Trzymam kciuki:*
    • Gość: '' Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.02.06, 23:24
      tak, lepiej jest być tym który zamknie drzwi... dużo łatwiej jest wtedy
      zapomnieć.
      • anastacia900 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 04.02.06, 10:13
        Czesc dziewczyny. Dołączam do Was. Śledzilam tę dyskusję od dawna ale dopiero
        teraz postanowilam sie wlączyc, choc moze powinnam juz dawno. Jstem zdruzgotana
        i musze gdzies sie wyzalac.....tu przynajmniej widze ze nie jestem sama ze
        swoimi problemami. Pozdrawiam.
    • Gość: magda Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.ipt.aol.com 07.02.06, 12:52
      czytam ten watek od poczatku, rowniez sie wpisalam na poczatku tu, moj facet
      ciagle wspominal byla, to naprawde byl toksyczny zwiazek. rozstalismy sie w
      swieta, czyli 1, 5 miesiaca temu. do tego czasu ludzilam sie daremnie, ze cos
      moze z tego nam wyjdzie...

      nie musze pisac jak to bylo, jak boli, jak ciezko - same to znacie.
      ale najgorsze w tym wszystkim bylo, co mnie przerazilo, ze jak sie z nim
      rozstawalam, tzn. ostatnia rozmowa nasza, to on byl taki w stosunku do mnie ...
      chlodny, obojetny, nic go nie ruszylo!

      dopiero wtedy tak naprawde dotarlo do mnie, ze ten czlowiek naprawde do mnie
      nic nie czul choc nie raz byly chwile ze moze jednak cos tam u niego sie
      rusza... echhh...jakbym dostala w twarz.

      kazdy facet, ktoremu choc troche zalezalo, ktory choc troche mialby honoru w
      sobie, nie pozwolilby kobiecie tak po prostu odejsc. Nie musialoby mu sie to
      udac - zatrzymanie mnie, ale sa slowa, czyny, ktore swiadcza o tym ze jestem
      dla niego w jakis tam spoosb wazna. tu nie bylo nic...

      powiedzial mi, kiedy to ja plakalam "Nie ja jeden facet na swiecie, znajdziesz
      sobie innego", "Masz racje, bez milosci nie ma podstaw by ten zwiazek trzymac"
      a jak ja mu jeszcze powiedzialam ze go kocham ale tak dalej nie moge i czy on
      nigdy nic do mnie nie poczul, on milczal.
      • Gość: teekanne Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 07.02.06, 22:33
        Faktycznie takie milczenie, podczas gdy Ty placzesz i mowisz, ze kochasz, to
        jak dostanie w twarz. Mrozacy prysznic, ktory pokazuje, ze facet nie zasluguje
        na to, by z Toba byc. Ale juz nie wiem, czy gorsze to, czy moze to, przez co
        przeszlam ja. Ty przynajmniej mozesz go wprost znienawidziec za to jak sie
        zachowal i szybciej sie z niego "wyleczysz". Moj facet podczas rozstania
        ocieral mi lzy z twarzy, sam plakal, przytulal, a mimo tej czulosci powiedzial
        prosto w twarz, ze nie moze ze mna byc, bo szuka "czegos wiecej" niz czuje do
        mnie... To tez jak policzek, bardzo trudny do ogarniecia rozumem i pogodzenia
        sie, ze bylo tak dobrze, a on chce czegos lepszego niz bycie ze mna...
      • Gość: Iwa Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.chello.pl 09.02.06, 23:49
        Madzia rozumiem Cie bardzo,bardzo,u mnie rozstanie wyglądało podobnie,ja przez
        łzy mowiłam cos ,a on właściwie nic,chłodno powiedzial co miał powiedziec i
        tyle.Ja się zastanawiam po co ciągnął to 10 miesięcy,skoro takniewiele do mnie
        czuł,po co?I dlaczego,kiedy teraz widze ( troszkę narazie),ze to nie był chyba
        jednak ideał tyle do cholery jasnej musze przez niego cierpieć!!Chcę
        uwierzyc,ze są jeszcze normalni faceci,choc trudno mi bedzie..
        Pozdrawiam Was gorąco!
        • neli_23 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 10.02.06, 14:32
          Hej Dziewczyny! Widzę, że ten wątek chyba nigdy się nie urwie...

          Też sie rozpisywałam tutaj i często Wasze porady i świadomość tego, że jest
          ktoś kto mnie rozumie, bo sam przez to przechodzi podnosiły mnie na duchu.
          Dziękuje Wam Kochane za wsparcie w tych trudnych chwilach :***

          A co u mnie?? Hmm... aż wstyd sie przyznać, ale nie potrafiłam z niego
          zrezygnować:(( jakoś w listopadzie pisałam, ze on znów zaczął do mnie
          wydzwaniać, tym razem zabiegając o moje względy... Na początku dzielnie
          stawiałam opór, kilkakrotnie odmówiłam spotkania, ale on prosił i prosił... A
          ja na nowo tak bardzo zakochana... i oczywiście sie zgodziłam. Na poczatku
          podchodząć bardzo nieufnie, a z czasem coraz bardziej wierząć w to, że jednak
          moje modły zostały wysłuchane i odnalazłam szczęście!! Jeju, jaka byłam happy.
          Ale jak to zwykle bywa w życiu, a nie w jakiś romansidłach szybko sie skończyło
          moje szczęście kiedy ja, zachłyśnięta tymi chwilami miłości zaczęłam oczekiwać
          czego więcej, snułam wspólne plany ( p.s. ale nie chodzi o to, że nie wiem
          odrazu planowałam wesele, dzieci, etc. poprostu planowałam np. przyszły tydzień
          albo gdzie wyjdziemy w weekend ). No i zaczęło sie psuć. Standardowo zaczęły
          się problemy jak wcześniej. On mnie bardzo lubi. czuje że to cos więcej, że
          jestem wyjątkowa i tak dalej w tym stylu, ale on nie jest jeszcze gotowy na
          taki prawdziwy związek... dalej nawet nie chce mi sie tego opisywać. Więc
          postanowiłam to urwać na tym etapie i tym razem sama zamknąc drzwi... to było
          niedawno, zaledwie tydzień temu... najgorsze,że on myśli że znowu coś mnie
          ugryzło i stwarzam sama jakieś niepotrzebne problemy i że sama nie wiem czego
          chcę!! A ja wiem czego - chcę prawdziwego związku!!! Tylko on nie potrafi i nie
          chce tego zrozumieć....

          Reasumując...znów jestem w puncie wyjścia, jak gdyby czas sie cofnął do
          września. I znów szukam pomocy i zrozumienia na forum;) Choc dzisiaj mam dobry
          humor i bardziej śmieszy mnie komizm tej sytuacji niż przeraża jej żałosność!

          Jedno jest pewne: właśnie takie toksyczne związki najbardziej wciągają i
          najtrudniej się z nich wydostać.

          Pozdrawiam goraco wszystkie forumowiczki:)
          Neli
          • Gość: teekanne Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 23:18
            Ostatnio, nie pamietam juz gdzie, przeczytalam, ze jeden z kilku typow facetow,
            z ktorymi nie nalezy sie wiazac, to ci "kochajacy, ale na >swoj sposob<". Nie
            tacy, ktorzy chca byc z nami na 100% i sa tego pewni jak niczego innego na
            swiecie, lecz ci, ktorzy niby kochaja, niby z nami sa, a tak naprawde nie
            potrafia sie zaangazowac i zdeklarowac, czego chca.
            Cos o takich wiemy, nie sadzicie?
    • Gość: kasiek Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 10.02.06, 20:42
      to co teraz napisze nie jest wcale zartem!!!
      spojrz mu w oczy, powiedz spie..j, juz Cie nie kocham i trzasnij za soba
      drzwiami...
      masz 100% , ze sie nie odezwie.. nie dosc, ze Ty go zostawilas, to bedzie tak
      wsciekly na sposob w jaki to zrobilas, ze zaraz poszuka sobie nowej milosci- i
      wlasnie to w tym jest najlepsze, bez zbednych wyrzutow sumienia.... i w trosce
      o niego:)
      moze sposob dosc drastyczny - ale dziala!!!
    • 30jagala Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 10.02.06, 20:54
      uwierz w siebie głowa do góry przede wszystkim uszanuj się bo jesli ty tego nie zrobisz to nie licz że zrobi to ktoś za ciebie
      • elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 08.03.06, 14:20
        No coś wiemy o tych facetach z własnym światem, hehe. Współczucie dla Neli, ale
        zauważ, że jeśli rozstania się powtarzają, to w końcu się na nie uodparniamy i
        w końcu już zaczyna nas śmieszyć to wszystko i robi się nudne.. W końcu ile
        można? Ja tam mocno wierzę w to, że nic w życiu nie dzieje się bez przyczyny.
        Mój facet po naszych dwóch prawdziwych rozstaniach czegoś się nauczył, a i ja
        upewniłam się, że bez niego też bym dała radę. Także uszy do góry dziewczynki,
        będzie dobrze.
        P.s. Wyśnionego, albo właściwie przwdziwego faceta z krwi i kości, z każdym
        odcieniem miłości, z okazji DNIA KOBIET od Eluni:* Ale co ważniejsze: dużo
        ciepła dla samych siebie Kobitki:)
    • magda3232 Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... 14.03.06, 15:21
      Skarbie to nie jest sztuka , to zawsze jest trudna decyzja , ja chcę odejść po
      14 latach razem i nie wiem jak to zrobić , obłęd
      • Gość: elamodela Re: Kiedy kolejny raz z oczu płyną łzy... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.03.06, 15:39
        Może chcesz się tu wypisać? 14 lat razem no to pobiłaś znakomitą większość nas,
        hehe. Ale jak to? Jesteś tego pewna? cO TAKIEGO MUSI SIĘ STAĆ, ZEBY PO TAKIM
        CZASIE.. nO BO CHYBA NIE ODKOCHAŁAŚ SIĘ TAK PO PROSTU?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka