gosiaczek191
22.04.06, 11:06
Jestem z chlopakiem ponad roku, bardzo go kocham, wiem ze on kocha mnie.
Zawsze bylismy przykladna para, znajomi mowili ze nikogo nie widzieli takiej
zakochanej w sobie pary. Wszystko szlo dobrze, ukladalo sie cudownie az do
pewnego momentu. Zaczelismy studiowac jeden kierunek zaocznie w tej samej
szkole, 100km od miejsca zamieszkania.Okazalo sie jednak ze on chce
zrezygnowac bo nie jest tym zainteresowany, nie podoba mu sie.zawsze chcial
studiowac filologie ale sie nie dostal.Stwierdzil jednak ze sprobuje znowu
zdawac na filologie...na dzienne. I tu zaczal sie dramat bo to oznacza ze on
bedzie mieszkal 100km ode mnie, przyjezdzac bedzie na weekend, z tym ze ja w
jeden weekend bede w szkole. Wiec jak dobrze pojdzie bedziemy sie widywac 1
raz w miesiacu. Co o tym myslicie? Moim zdaniem milosc na odleglosc nie
istenieje(kiedys myslalam inaczej ale juz w to nie wierze)do milosci jest
potrzebna bliskosc, czulosc oparcie. A jak to uzyskac raz w miesiacu?a gdzie
wspolne zycie??On nie potrafi wybrac miedzy studiami dziennymi a mna,
prosilam go zeby poszedl na zaoczne(nie wiem czy powinnam), ale on chce i
studia dzienne i mnie. Ale tak sie po prostu nie da...ja nie chce go stracic,
ale nie umialabym tak zyc na odleglosc, to by mnie bardzo bolalo..Czemu on
nie potrafi wybrac?Czy te studia znacza dla niego wiecej niz ja(tak sie czuje
jakby tak bylo)
Prosze powiedzcie co o tym myslicie, tylko szczerze...