przeciwniczka
21.08.06, 15:32
Narkotyk albo rozwój.
Dwie strategie działania w sytuacjach trudnych
Problemy i umiejętności
Większość naszych problemów – a może wszystkie – bierze się z rozmaitych
deficytów, czy to wiedzy (rozumienia rzeczywistości), czy umiejętności. Dadzą
się też owe problemy rozwiązywać właśnie poprzez nabywanie wiedzy i
umiejętności. To jest właśnie istotą rozwoju osobistego, zachodzącego przez
całe życie. Tyle tylko, że sytuacja – warunki, konkretne okoliczności – bądź
to sprzyja tak rozumianemu rozwojowi, bądź nie. A czasem wręcz go hamuje,
blokuje lub nawet prowadzi do regresu i destrukcji.
Za rzecz naturalną należy uznać nasze pragnienie wpływania na własny stan
emocjonalny, na to, jak się czujemy, co odczuwamy. Można tez uznać, że
naturalnym sposobem wpływania na nasze samopoczucie jest podejmowanie
odpowiednich działań, służących temu, aby nasze potrzeby czy pragnienia były
zaspakajane w możliwie największym stopniu. Bez tych zabiegów pozostalibyśmy
w stanie niezadowolenia. Odwołując się do najprostszych przykładów – gdy
jesteśmy głodni, dążymy do zjedzenia czegoś, gdy ktoś nas niesłusznie
skrytykował, próbujemy wyjaśnić sytuację i przywrócić poprawne stosunki itd.
Takie działania zmierzają do poprawy naszego stanu emocjonalnego. Gdyby
jednak ktoś powiedział, że przecież chodzi również i o realną zmianę
sytuacji, o uzyskanie tego, na czym nam zależy, miałby oczywiście rację.
Chodzi z pewnością o obie rzeczy naraz: o rzeczywistą zmianę sytuacji
zewnętrznej (choć czasem tylko o zmianę naszego punktu widzenia na tę
sytuację, naszych wymagań czy oczekiwań), co może spowodować także zmianę
drugiego rodzaju – naszego nastroju.
Mówiąc krócej: jeśli zmiana naszych emocji wymaga działania, a skuteczność
działania zależy z kolei od naszych umiejętności, to poziom naszych
umiejętności – osobistych i „międzyludzkich” – ma decydujący wpływ na nasz
stan emocjonalny, pojawiający się w konfrontacji z różnymi życiowymi
sytuacjami.
Zarówno drobnymi i doraźnymi – jak to, że ktoś wypowiedział pod naszym
adresem uszczypliwą uwagę – jak też poważniejszymi i długofalowymi – jak na
przykład to, że generalnie nie potrafimy reagować na krytykę pod naszym
adresem, złośliwe żarty, obmowę czy podobne doświadczenia.
Ucieczka zamiast umiejętności
Jednak niektórzy z nas, podlegając przeróżnym napięciom i stresom codziennego
życia, dokonują w pewnym momencie spostrzeżenia, że na własne emocje można
oddziaływać bezpośrednio za pomocą chemicznej substancji – narkotyku,
alkoholu, papierosa czy tabletki uspokajającej – bez konieczności dokonywania
skomplikowanych czasem zabiegów, zmierzających do realnej zmiany sytuacji
niekorzystnej na lepszą.
Staje się to dla niektórych prawdziwym odkryciem: zamiast napięcia pojawia
się odprężenie, zamiast niepokoju – ulga. Odkrycie to bywa czasem połączone z
uczuciem zdziwienia: dlaczego inni jeszcze na to nie wpadli? Prawda jest
bardziej skomplikowana: oprócz tych, którzy na to rzeczywiście jeszcze nie
wpadli i, być może, wpadną na to już za chwilę, istnieje cała rzesza tych,
którzy „odkrycia” te dawno mają już za sobą i dokonują kolejnych, już nie tak
pozytywnych jak pierwsze.
Pierwszym z nich jest – na ogół – odkrycie fizycznej i psychicznej
szkodliwości tych substancji, biologicznych kosztów, jakie pociąga
wprowadzanie ich do organizmu. I nie jest to tylko straszenie, lecz istotna
część realnych faktów. A oprócz tego wchodzą w grę także konsekwencje
emocjonalne – zanim pojawią się jakiekolwiek wyraźne konsekwencje fizyczne.
Najważniejszą jest psychiczne uzależnienie od zażywanej substancji.
Uzależnienie psychiczne polega na tym, iż użycie protezy, jaką jest działanie
substancji chemicznej, staje się odtąd pewnego rodzaju koniecznością: bez
protezy jesteśmy teraz jeszcze bardziej bezradni niż wtedy, gdyśmy jeszcze
jej nie stosowali. Odtąd jakiekolwiek zagrożenie, że nie będziemy mogli jej
użyć, napawa nas dodatkowym, panicznym lękiem. Ogromna część naszej umysłowej
aktywności obraca się teraz wokół pytania: „czy będę mógł zapalić (napić się,
wziąć), czy nie zabraknie mi papierosów (alkoholu, narkotyków), co będzie,
kiedy mi jednak zabraknie (och, jakie to byłoby straszne!), jak się przed tym
zabezpieczyć?” itd. Pojawia się poczucie, że bez protezy w ogóle nie będziemy
w stanie funkcjonować.
To jeszcze nie wszystko. Bo chemiczna – sztuczna – regulacja nastroju
przypomina wyłączenie alarmu sygnalizującego wybuch pożaru lub kradzież
samochodu.
Wyłączywszy sygnał alarmowy, zyskujemy upragniony spokój, ale wypadki toczą
się dalej, my zaś tracimy możliwość realnego wpływu na rzeczywistość.
Fałszywe informacje wprowadzają w błąd i blokują proces nabywania nowych
umiejętności
Rzecz w tym, że „wyciszone” emocje przestają być adekwatne do rzeczywistości,
nie dają zatem właściwej o niej informacji. Nie mówią, czego należałoby się
uczyć w danej sytuacji (a przede wszystkim, co robić), pozwalają natomiast
działać niejako wbrew rzeczywistości – tzn. wbrew własnym obawom,
niepokojowi, poczuciu winy, irytacji czy żalu – które to uczucia pod wpływem
substancji słabną albo zupełnie znikają, ustępując miejsca nieadekwatnym do
rzeczywistości rozluźnieniu i uldze. Człowiek pod wpływem substancji
psychoaktywnej – alkoholu, narkotyku, nikotyny, środka uspokajającego –
dochodzi do wniosku, że już go dana sprawa „nie rusza” – to znaczy nie
irytuje, nie przeraża, nie przygnębia.
Ale to, niestety, nieprawda. Doraźnie zafałszowany został tylko obraz
sytuacji, sama sytuacja natomiast nie zmieniła się ani na jotę. Wrażenie, że
jest się spokojnym, odprężonym, a nawet zadowolonym wynika tylko z zakłócenia
i zdeformowania zdolności odczuwania, a nie z faktu, że dana sytuacji zaczęła
nagle budzić inne odczucia. Bez protezy budziłaby właśnie te emocje, których
chcieliśmy uniknąć.
Ale ich zaletą jest to, że są adekwatne zarówno do danej sytuacji, jak i
realnego poziomu naszych umiejętności. Jednak aby dać sobie z nimi radę, aby
je znosić, potrzebna jest pewna tolerancja na przeżywanie negatywnych emocji
oraz gotowość do traktowania trudnych sytuacji jako okazji do uczenia się
nowych umiejętności. Tak długo, jak długo brakuje którejkolwiek z tych
rzeczy, istnieje silna tendencja do szybkiego radzenia sobie z negatywnymi
emocjami za pomocą chemii – tłumienia ich na przykład za pomocą papierosa czy
narkotyku.
Tego rodzaju operacje na własnych emocjach, polegające na ich „zagłuszaniu”,
przynoszą jeszcze jeden negatywny efekt: odbierają motywację do uczenia się i
nabywania nowych umiejętności, służących radzeniu sobie w różnych trudnych
sytuacjach. Znika bowiem powód do działania służącego zmianie sytuacji –
pozytywne emocje mówią niejako „wszystko jest w porządku, świat jest piękny,
sytuacja jest przyjemna, nic nie trzeba zmieniać”. A skoro tak, to przyjęcie
narkotyku oznacza utratę motywacji do jakiegokolwiek działania. Utrata
motywacji do działania oznacza zaś po prostu bierność czy wręcz wycofanie się
z sytuacji problemowej, która tego działania wymaga. Z kolei wycofanie się z
sytuacji, brak aktywności służącej rozwiązaniu problemu (czy poprawie
sytuacji) wywołuje kolejne negatywne skutki.
Po pierwsze – problem nie zostaje rozwiązany, a raczej ciąg nawarstwiających
się, nie rozwiązanych problemów. Po drugie, nie zachodzi proces uczenia się,
czyli nabywania bądź rozwijania umiejętności radzenia sobie w sytuacjach
społecznych.
Co dzieje się zaś z człowiekiem, który „stoi w miejscu”? Wchodzi w błędne
koło powtarzania tych samych trudności – ze wszystkimi ich konsekwencjami.
Czego się uczyć?
Trudna sytuacja, która w normaln