dotkneszeptem
14.02.07, 09:29
Niby to takie dziecinne i niby zdarza się cały czas, ale... nikt nie
powiedział co z tym robić. Jest dwóch mężczyzn: mój obecny, z którym,
bagatela, jestem ponad dwa miesiące (miłość od pierwszego wejrzenia z jego
strony, długi okres zalecania, aż w końcu bum - kocham Cię i już) i...
przyjaciel, którego znam 6 lat, który mieszka 600 km ode mnie, który niedawno
stwierdził, że mnie kocha (wiem jak to brzmi) i... no tak, stety lub niestety
tę jego milość też widać, nie w słowach, ale w gestach, w sposobie w jaki ze
mną rozmawia, o czym rozmawia i co robi (m. in. planuje przeprowadzkę do
mojego miejsca zmaieszkania, znalezienie tu pracy, bo właśnie skończył
studia). Co robić? To taka ironia, że jak nie ma żadnego to nie, cicho,
głucho, pusto, a jak już znajdzie się jeden to i jeszcze drugi. Ja nie wiem,
czy jak się jest w związku to się jakieś dodatkowe feromony wydziela? :-)
Po prostu nie wiem, co robić. Nie umiem się nawet zdobyć, by pomyśleć, jak
wyglądałoby moje życie bez obecnego, natomiast bardzo mnie ciągnie do
drugigo, bo tak dobrze go znam, wiem, jaki może być wspaniały.
Darujcie sobie głupie komentarze. Poradźcie albo.oo coś ;-)