Gość: AniaWarszawa
IP: *.acn.pl
04.01.04, 19:48
"Najpierw płaczę,mam wieeeeeelki dół,tracę ochotę na cokolwiek.Siedzę w domu
nieumalowana,z odpryskującym lakierem na paznokciach,potargana,z
podpuchniętymi
oczami w wielkiej piżamie i kolorowych skarpetach.Słucham smętnych
piosenek,objadam czekoladą,użalam nad swoim nieszczęściem i pogrążam w
smutku".
To opis pola bitwy mojej duszy i ciała,gdy zrani mnie facet.Każda z nas ma
czasem taki podły nastrój,w który doskonale utwierdzają najbardziej dołujące
piosenki we wszechświecie.Słuchamy ich pogrążając się jeszcze bardziej w
smutku.Bo czy któraś w takiej chwili ma ochotę na słuchanie np. DjBobo????
NIE!!! Chciałabym zatem spytać o Wasze ulubione piosenki skutecznie
wspierające cierpienia...
1.Kilka lat temu istniał taki zespół jak Fun Factory.Zespołu już dawno nie
ma,ale ich piosenka "I love you" nadal jest moim numere jeden w ciężkich
chwilach po rozstaniu.Jest wolna,o miłości i w ogóle cudownie spełnia zadanie
pogrążania mnie.
2."Little girl's eyes" Lenny'ego Kravitza.Jedna z moich ukochanych
piosenek,trwa prawie 8 minut więc nie trzeba co chwilę pstrykać
pilotem.Najlepiej działa nastawiona na ciągłe powtarzanie.To ballada,która
sprawia że totalnie topię się w swoich łzach.
3.Seal-"Kiss from a rose".Jeśli ktoś słyszał...chyba nie muszę tłumaczyć.