Dodaj do ulubionych

BEDDERMANN DO POLAKÓW O UE

IP: *.stmnca.adelphia.net 14.12.02, 15:45
Były unijny urzędnik w Polsce
Carl Beddermann
w audycji: “Rozmowy niedokończone” w Radiu Maryja
19.10.2002

KOMISJA EUROPEJSKA PRZYSŁAŁA MNIE Z NIEMIEC

Bardzo dziękuję Radiu Maryja za danie mi możliwości powiedzenia dzisiaj kilku
słów w związku z nadchodzącym referendum na temat przyłączenia Polski do Unii
Europejskiej.

Bardzo się cieszę, że mogę tu wyrazić moje przekonanie na temat roli, jaką
mogłaby odegrać Polska w przyszłej Europie. Chciałbym też powiedzieć nieco o
tym, co teraz dzieje się w Unii. Pozwolą Państwo, że najpierw się
przedstawię.
Komisja Europejska przysłała mnie do Polski. Moim zadaniem było przygotować

Wasz kraj do planowanego przystąpienia do Unii w ramach tzw. projektów
screeningowych. Projekty screeningowe są to przygotowania Polski do
przystąpienia do Unii, z tym, że UE sama nic przy nich bezpośrednio nie robi.
Komisja Europejska wybiera dla tych celów urzędników z administracji
Piętnastki, w moim wypadku z Niemiec. Obecnie pracuję w Ministerstwie Ochrony
Środowiska, przedtem w Ministerstwie Rolnictwa w Hanowerze, w Dolnej
Saksonii.

USUNIĘTO MNIE ZE STANOWISKA DORADCY
Moja działalność dla Unii w Polsce skończyła się nagle w sierpniu 2002 r.,
kiedy w wywiadzie dla gazety "Super Express" powiedziałem, że pieniądze,
które w Polsce zarabiają unijni eksperci, można było lepiej spożytkować, dla
korzystnych inwestycji w tym kraju. Unia zareagowała natychmiast. Pan
ambasador Dethomas, szef delegacji Komisji Europejskiej w Polsce, sam
zdecydował o usunięciu mnie ze stanowiska doradcy. Nie omieszkam w tym
miejscu bardzo serdecznie podziękować panu ambasadorowi, wiem teraz, że to
była dobra decyzja.

Nie muszę więcej symulować, że unijne projekty screeningowe stanowią dla
Polski właściwą pomoc, którą nie są, bo mają tylko na celu udawać pomoc i
ukryć fakt, że dla właściwego wsparcia brakuje Unii pieniędzy.

MOJE POŻYTECZNE RADY
Myślę, że dzięki decyzji pana ambasadora mogę teraz udzielić Polakom kilku
rzeczywiście pożytecznych rad. I w tym kontekście pozwolą Państwo, że powiem
najpierw parę słów na temat samego Radia Maryja. Fundatorzy i współpracownicy
tego radia to, według mnie, bohaterowie naszych czasów. Defensores fidei -
obrońcy wiary, reprezentanci Polski duchowej. O istnieniu tej Polski duchowej
wiemy u nas, na Zachodzie. Często to jest jedyne, co niektórzy wiedzą o
Polsce. Zwykli ludzie u nas, którzy nigdy nie byli i nie zamierzają jechać do
Polski, wiedzą o niej jednak to, że świątynie są tu jeszcze pełne, i w
przeciwieństwie do całego Zachodu Kościół odgrywa istotną rolę w życiu
publicznym i prywatnym. To porusza wielu, nawet niewierzących.

ZALEW PROPAGANDY
Tak samo jest z Radiem Maryja. Fala różnorodnych informacji zalewa nas na
Zachodzie. Większość z nich nie jest przyswajana, ale o Radiu Maryja wielu
już coś słyszało. Nieważne, czy są oni wierzący, czy nie. Wywiera ono na nich
takie wrażenie, że Polska to niezwykły kraj, że najwyraźniej jest tam inaczej
niż u nas.

POLSKA DUCHOWA
Mówiąc o Polsce duchowej, jesteśmy zaraz przy Papieżu Janie Pawle II. Chyba
nie powiem Państwu nic nowego, powtarzając, że nic nie wpłynęło tak na obraz
Polski na Zachodzie, jak wystąpienia tego niezwykłego Papieża na całym
świecie. Oczywiście obserwowaliśmy również ostatnią pielgrzymkę Ojca Świętego
do Polski.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Sam fakt, że prawie trzy miliony wiernych zebrało się pod gołym niebem na
Błoniach - więcej niż kiedykolwiek dotąd - zrobił u nas ogromne wrażenie.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
To byłoby na Zachodzie nie do pomyślenia. Ale to nie wszystko i nie to było
najważniejsze w wystąpieniu Papieża Jana Pawła II. Najistotniejsze jest to,
że jego przesłanie, które rozpowszechnia na cały świat, jest skoncentrowane
do faktycznej esencji chrześcijańskiej wiary, wiary w człowieka, który nie
jest tylko wyżej rozwiniętym zwierzęciem, ale istotą mającą do spełnienia na
tym świecie ważne duchowe zadanie. Fakt, że Papież bezustannie i
bezkompromisowo w swoich wystąpieniach powtarza to posłanie spowodował, że
zostało to zrozumiane na Zachodzie, niezależnie od wyznania. A Papież,
przedstawiciel całego chrześcijaństwa, jest zawsze kojarzony z Polską.

Dlatego duchowa zachodnia Europa, ta nielibertyńska zachodnia Europa, patrzy
z radością na Polskę i cieszy się, widząc, jak duchowa Polska wdaje się w
walkę z zachodnią dekadencją i zachodnim libertynizmem.

Niestety, to jest tylko jedna strona medalu. Równolegle do tego spojrzenia na
Polskę, o którym mówiłem, istnieje jeszcze inne, które nazwałbym:
systematyczne eksploatowanie ekonomiczne Polski przez Zachód. Formy tej
eksploatacji przybrały ogromne wymiary i bardzo zagrażają Polsce. Dlatego
musi się natychmiast coś wydarzyć, w przeciwnym razie Polska straci wkrótce
zdolność pełnienia swojej misji w Europie.

Tymczasowym punktem szczytowym tej eksploatacji jest przystąpienie Polski do
Unii Europejskiej, do czego ma być ona zmuszona wszystkimi siłami i na
niekorzystnych dla niej warunkach.

Referendum o przystąpieniu do Unii będzie ostatnią okazją dla Polaków, aby
się zbuntować i powiedzieć NIE, położyć wreszcie kres tym fałszywym
opowieściom o wspólnym domu, Europie, o wspólnej rodzinie europejskiej;
powiedzieć dobitnie, że Polacy przejrzeli tę fałszywą grę Zachodu, któremu
chodzi wyłącznie o nowe rynki zbytu dla własnych towarów na polską
niekorzyść.

Zatrzymajcie waszą jałmużnę, wasze przynęty, Polacy poradzą sobie sami! Tak
powinna brzmieć odpowiedź Polaków wobec Unii.

Jako były doradca przedakcesyjny, którego Unia przysłała do Polski, aby
przygotować ją do akcesji, aby tu szerzyć prounijną propagandę, jestem
szczęśliwy, że zmieniłem front, bo nie mogę dłużej ścierpieć tego hałasu,
tego prounijnego tralala, które ma tylko jeden cel: wzbogacić Zachód kosztem
Polski.

Zrozumiałem, dlaczego przysłano właśnie mnie tutaj, jakie właściwie ma być
moje zadanie w Polsce: tłumaczyć Polakom, co rzeczywiście kryje się za tą
Unią Europejską i pomóc Wam znaleźć słuszną odpowiedź w referendum. I ta
odpowiedź może brzmieć tylko NIE.

NIE na takich warunkach i NIE pod przymusem. l jeszcze coś. W Niemczech w
szkole uczymy się, że pierwszy rozbiór Polski był wynalazkiem Polaków, że
Wasi magnaci sami zaproponowali to Rosji i Prusom. Dotąd nie chciałem w to
wierzyć. Dzisiaj, widząc, jak Wasza tak zwana elita propaguje przystąpienie
do Unii, przekonałem się, że ta historia może być prawdziwa... Kiedy słyszę
powtarzane bezustannie przez tak zwaną elitę i przez sterowane przez nią
media hasła takie jak: "Dla Unii nie ma alternatywy", "Unia to jedyna
cywilizacyjna szansa", "Jak nie Unia, to Białoruś", zastanawiam się, czy ci
ludzie są ślepi, łatwowierni czy skorumpowani, a może wszystko razem.
Odpowiedzi na to pytanie jeszcze nie znalazłem, mimo że wciąż jej szukam. Do
dzisiaj nie znalazłem też odpowiedzi na pytanie, dlaczego Polacy nie buntują
się przeciw takiej płytkiej propagandzie, jak ta pana Wołoszańskiego. Prawie
co wieczór w porze największej oglądalności pojawia się on w telewizji,
pokazując filmy o targach warzywnych we Włoszech, o budowaniu dróg w
Finlandii, o hodowli owiec w Hiszpanii, mówiąc: to wszystko zasługa Unii -
nas to też czeka po przystąpieniu.

My na Zachodzie jesteśmy często traktowani przez nasze rządy jak głupcy, ale
nie w takim stylu. Gdyby nam trąbiono od rana do wieczora taką prymitywną
prounijną propagandę, nasz rząd musiałby się obawiać, że chociażby z tego
powodu większość zagłosowałaby NIE.

Dlatego bardzo się cieszę z dzisiejszego wieczoru i z możliwości rozmowy ze
słuchaczami, bo jestem ciekawy, co Polacy naprawdę sądzą o takim stylu
propagandy, jaki uprawia się obecnie w Polsce.


O UNII NA ZACHODZIE
Ale wrócę teraz do mojego zadania opowiadania Pol
Obserwuj wątek
    • Gość: Polak-wolnynajmita Re: BEDDERMANN DO POLAKÓW O UE -cz.II IP: *.stmnca.adelphia.net 14.12.02, 15:57
      O UNII NA ZACHODZIE
      Ale wrócę teraz do mojego zadania opowiadania Polakom o Unii i o Zachodzie. W
      ramach mojej działalności z polecenia Unii w Polsce miałem informować o
      zachodnich standardach finansowych, technicznych, politycznych, handlowych,
      przemysłowych. O tym, jak są one świetne, jakie są wypróbowane, jak konieczne
      dla Polski, jak szybko muszą zostać przejęte. Tylko o jednym standardzie
      zachodnim nigdzie nie było mowy, a właściwie to on jest najważniejszy. Standard
      mówiący mianowicie o tym, jak kraje Piętnastki dbają o swoje interesy w
      obcowaniu z sąsiadami. Po zakończeniu mojej działalności jako doradcy unijnego
      wiem, że Polska właśnie w tej dziedzinie - dbania o własne interesy wobec
      Piętnastki - musi się jeszcze dużo nauczyć i to bardzo szybko. Również i od
      Niemców, na co chciałbym podać następujący przykład. Załóżmy, że agresorem
      drugiej wojny światowej byłaby Francja, a Hitler byłby Francuzem. Przyjmijmy
      też, że Francuzi mieliby dwa razy tyle mieszkańców co Niemcy (relacje jak
      między Niemcami a Polską). Załóżmy teraz, że Niemcy stają teraz po stronie
      aliantów. Najpierw mamy u nas francuską okupację, później wielkie zwycięstwo.
      Niemcy jako odszkodowanie dostają Alzację i Lotaryngię, Szampanię, Artois,
      powiedzmy jedną czwartą starej Francji. Na tej ziemi odzyskanej mieszka więcej
      niż jedna czwarta naszej niemieckiej ludności. Później całe Niemcy, nie tylko
      NRD, zostają członkiem bloku wschodniego. Następstwem tego jest ubóstwo,
      zniszczony przemysł i handel. Nagle nadchodzi wielki przełom - obalenie
      komunizmu.

      Co następuje potem? Zachód na czele z Francuzami zjawia się w Niemczech i mówi:
      Gratujemy obalenia komunizmu, szkoda, że tacy jesteście biedni! Ale my wam
      pomożemy. Będziemy razem z wami budować piękny, nowy kraj, było, nie było,
      wszyscy jesteśmy tu, w Europie jedną wielką rodziną. Wkrótce będziecie tak samo
      bogaci, jak my. My wiemy, jak to się robi, powiemy wam, jak to funkcjonuje.
      Najpierw jednak musicie sprzedać nam wasz przemysł, wasze centra handlowe,
      wasze media i przede wszystkim waszą ziemię. Oczywiście za grosze, bo to
      wszystko przecież nic niewarte! Ażeby zademonstrować wam, jak to dobrze może
      funkcjonować, już podjęliśmy pierwsze kroki: na waszej tzw. ziemi odzyskanej,
      gdzie my, Francuzi mieszkaliśmy 50 lat temu, wydzierżawiliśmy już tysiące
      hektarów! Nie macie z pewnością nic przeciw temu, że wkrótce zamienimy to na
      własność. Wiecie Pastwo, co w tym przypadku stałoby się w Niemczech? Alarm,
      dyskusje od rana do wieczora, agitacja. Aż w końcu Francuzi nie dostaliby ani
      metra kwadratowego, a z pewnością nie na ziemiach odzyskanych! Tak z pewnością
      postąpiliby Niemcy, którzy bynajmniej nie są znani na świecie jako buntownicy.

      POLACY W RĘKACH OBCOKRAJOWCÓW
      Ale Wy, Polacy, jesteście postrzegani w świecie jako naród dumny, kochający
      wolność. Bohaterowie "Solidarności" lat osiemdziesiątych, którzy spowodowali
      upadek komunizmu bez rozlewu krwi, bohaterowie spod Wiednia, broniący
      chrześcijańskiej Europy, bohaterowie znad Wisły zatrzymujący napór sowiecki, z
      Somosierry i Monte Cassino... Wy, Polacy robiliście dokładnie to, czego my,
      Niemcy nigdy byśmy nie zrobili.

      Prawie 90 procent Waszych banków jest już w rękach obcokrajowców. Tak samo
      kluczowe pozycje w handlu i przemyśle. Polski przemysł spożywczy jest prawie
      całkowicie wyprzedany. To samo czeka wkrótce całą gospodarkę energetyczną,
      telekomunikację.

      Prasa regionalna na obszarach ziem odzyskanych pozostaje prawie bez wyjątku w
      rękach akurat Niemców.

      Wiele tysięcy hektarów Waszej ziemi jest w rękach Holendrów, Niemców,
      Duńczyków, Anglików, Belgów. Już nie jesteście panami we własnym domu!

      I teraz najokropniejsze, dla mnie najbardziej nie do wiary: istnieją w Polsce
      świetne sprawozdania, w których wszystko to, o czym mówiłem, jest analizowane;
      reportaże, w których godni zaufania profesorowie pierwszej klasy ostrzegają,
      żeby naród się wreszcie obudził, ale co się dzieje? Jest to albo przemilczane,
      albo autorzy słyszą epitety w stylu: niedouki, ksenofoby, ciemniaki.

      I teraz sprawa przystąpienia Polski do Unii Europejskiej. Dla krajów Piętnastki
      ma to być wielkie żniwo tego, co zasiały w Polsce w ciągu ostatnich dwunastu
      lat. Opieka nad ich inwestycjami i ochrona świeżo przez nich opanowanych rynków
      zbytu. Polska ma zadecydować o tej sprawie w referendum.

      I znów, jak w kwestii wyprzedaży polskiego przemysłu i ziemi
      NIE MA OTWARTEJ DYSKUSJI PRZED PRZYSTĄPIENIEM DO UNII.
      Tylko hałaśliwa prounijna propaganda. Ci, którzy są przeciw, słyszą znów takie
      epitety, jak: niedouki, ksenofoby, ciemniaki.

      W kwestii przystąpienia Polski do Unii wróćmy do mojego wstępnego przykładu i
      załóżmy, że Francja będzie w roli Niemiec, a Niemcy w roli Polski. Przyjmijmy,
      że niemiecka ziemia odzyskana obejmuje jedną czwartą starej przedwojennej
      Francji. Przyjmijmy, że Francuzi mówią do nas, Niemców, tak: my jako
      najsilniejszy członek Unii zbudujemy tam razem wspólny europejski dom, gdzie
      granice nie mają już tej samej wagi, jak dawniej. Jeżeli w tym samym czasie
      kanclerz Francji powiedziałby na spotkaniu wysiedleńców francuskich: pogódźcie
      się z nowymi granicami, bo wy i wasi potomkowie, w ramach przystąpienia Niemiec
      do Unii, możecie się osiedlać na dawnych francuskich obszarach (tak mówił
      Schroeder).

      Wiecie Państwo, co w tym przypadku stałoby się w Niemczech? Znów stan alarmowy.
      Znów wielka narodowa debata, w której wziąłby udział każdy Niemiec. Zakończenie
      tej debaty byłoby bardzo niepewne ze względu na to, czy większość Niemców nie
      zagłosowałaby chociażby z tego powodu w referendum NIE. Niemcy na pewno też nie
      zaproponowaliby budowy pomnika wysiedlonym Francuzom na ziemiach odzyskanych. A
      dokładnie coś takiego proponuje Niemcom Adam Michnik i jego prounijna "Gazeta
      Wyborcza". Według Michnika, wielki pomnik dla niemieckich wysiedlonych, o
      którym aktualnie tyle mówi się w Niemczech, ma stanąć we Wrocławiu. Sama taka
      propozycja to prowokacja. To prawda, że narody muszą zbliżyć się do siebie, ale
      chyba nie w ten sposób, że jeden upokarza drugiego.

      Dlaczego akurat teraz organizacje wysiedlonych wciąż powtarzają, że Układ
      Poczdamski nie jest zgodny z prawem międzynarodowym? Nikt w Niemczech,
      przynajmniej nie w tym pokoleniu, nie myśli poważnie o rewizji granic znad Odry
      i Nysy; nikt z przesiedleńców nie myśli poważnie o tym, że Polska zgodzi się im
      wypłacić odszkodowanie za utracone mienie. Ale to nie o to teraz chodzi.
      Chodzi o to, aby zdezorientować Polaków speszyć ich, mentalnie ulepić tak, aby
      umożliwić ich lepsze wyzyskanie. Naturalnie wszyscy uczestniczą w tej grze. U
      nas nie tylko rząd, lecz także opozycja. U was skruszeni przedstawiciele
      polityczni, którzy w trakcie wizyt u nas chętnie powtarzają, jak głęboko
      współczują niemieckim wysiedleńcom. Oczywiście trzeba o tym wszystkim otwarcie
      mówić, ale nie w ten sposób, że to epokowe wydarzenie, jakim było przesunięcie
      Polski na zachód, już nie jest uważane jako sprawiedliwa kara za niemiecki amok
      z czasów drugiej wojny światowej. Nagle w tej historycznej kwestii,
      rozstrzygającej o losie narodu, mają się wypowiadać jacyś prawnicy z Unii z ich
      żabiej perspektywy.

      Ostrzegam Polaków: niech nie próbują zaczynać dyskusji na tym poziomie. Tu
      chodzi tylko o to, aby złamać waszą dumę, zgnieść was moralnie.

      Czesi najwyraźniej zaczynają to rozumieć. Tam wsparcie dla Unii właśnie spadło
      poniżej 50 proc. Jednym z głównych powodów jest to, że niemieccy wysiedleńcy
      wymagają od nich anulowania dekretów Benesza przed przystąpieniem do Unii. Czyż
      nie jest to dobry powód dla Polaków, aby się wzorować na Czechach?

      • Gość: Polak-wolnynajmita Re: BEDDERMANN DO POLAKÓW O UE -cz.II IP: *.stmnca.adelphia.net 14.12.02, 16:01
        .
        A teraz chciałbym powiedzieć o Unii i jej entuzjastach w Polsce.

        1.
        Zacznę od tych ostatnich. Szefem propagandy na temat przystąpienia Polski do
        Unii jest pan Leszek Miller. Pamiętamy, że oznajmił on głośno: "Zrobię
        wszystko, aby Polacy głosowali TAK w referendum i zwiążę los mojego rządu z
        jego pozytywnym wynikiem".

        To niedobry znak, że od premiera nie ma co oczekiwać prawdziwej, dwustronnej i
        obiektywnej dyskusji na temat przystąpienia do Unii i przeciwko niemu.



        2.
        Po drugie, to znaczy - i to już lepiej - że jeśli ktoś chce się pozbyć
        premiera, to wystarczy, że zagłosuje NIE w referendum. Polacy powinni to
        odnotować.
        Macie piękne przysłowie: "trzymać dwie sroki za ogon". W związku z panem
        premierem Millerem jest jeszcze coś, co nas na Zachodzie bardzo dziwi. Nie
        możemy zrozumieć, że Polacy, którzy bohatersko obalili komunizm, nie mają nic
        przeciwko temu, że ich premier to były członek kierownictwa dawnego PZPR?

        My w Niemczech też mamy postkomunistów, partię PDS, ale żeby osoba eksponowana
        w czasach czerwonej dyktatury po przełomie wysunęła się na czoło państwa - to u
        nas nie jest możliwe, nawet w byłym NRD.

        I jeżeli ta sama osoba, z tym samym uśmiechem na ustach, tymi samymi słowami,
        jak wtedy, gdy przymilała się Moskwie i RWPG, dzisiaj chwali Brukselę i Unię
        Europejską, to musicie Państwo przyznać, że jest to nie tylko paradoksalne, to,
        jak mówimy w Niemczech, mocna sztuka. Oficjalny pełnomocnik dla prounijnej
        propagandy Sławomir Wiatr jest - w porównaniu z Millerem - ulepiony z miękkiej
        gliny. Samo jego nazwisko powinno już Polakom powiedzieć, czego mogą oczekiwać
        po jego propagandzie.

        Swoją przeszłość byłego współpracownika SB próbował ukryć aż do ostatniego
        momentu; aż ujawniła ją ustawa lustracyjna. Szkoda, że jego reportaże, które
        pisał wówczas o Zachodzie, nie są dziś publikowane. Szkoda, że nie możemy
        porównać tego, co wtedy pisał dla swoich komunistycznych pracodawców o Unii
        Europejskiej.

        3.
        Podobnie główny negocjator Polski w rozmowach z Unią w Brukseli Jan
        Truszczyński, poprzednio szef Biura Integracji Europejskiej w Kancelarii
        Prezydenta. Również on był współpracownikiem wywiadu PRL. To typ gorliwego
        wysokiego urzędnika ? la Unia Europejska. Najwyraźniej tylko z trudem może się
        doczekać obsadzenia go na jednym z lukratywnych stanowisk w Brukseli.
        Występując przed kamerami, może już wyliczać trzy czy cztery fundusze unijne,
        nie tylko po polsku, ale i po angielsku.

        4.
        I jeszcze jedna wysoka osobistość, którą muszę tu wymienić - to prezydent
        Kwaśniewski. Znamy u nas na Zachodzie to zdjęcie, na którym siedzi on przy
        Okrągłym Stole naprzeciw Wałęsy, po stronie komunistów. Dobrze, zapomnijmy o
        tym. Także i inni, którzy wtedy myśleli, że są powołani do wielkich rzeczy, nie
        przeczuwali, że komunizm stał już na progu jego obalenia.

        Ale, Panie Prezydencie, człowiek musi rosnąć w swoim zadaniu. To jest Pana
        ostatnia kadencja. Pozycja Pana jest niezależna i nietykalna. Dlaczego włącza
        się Pan do chóru tych, którzy twierdzą, że dla Polski nie ma innej alternatywy
        poza Unią, że Unia to jedyna cywilizacyjna szansa? Chętnie Pan przytacza w tym
        kontekście Wyspiańskiego: "Miałeś chamie złoty róg, ostał ci się jeno
        sznur...". Złotym rogiem jest, Pana zdaniem, przystąpienie do Unii. Naprawdę?
        Czy nie jest raczej odwrotnie?

        Gdzie się podziała kwota 15-20 miliardów euro rocznie, obiecywana przez Unię
        jako rekompensata za zbyt szybkie otwarcie granic celnych? PIENIĘDZY Z UNII NIE
        BYŁO I NIE BĘDZIE - oprócz zwykłej jałmużny, ale DEFICYT HANDLOWY Z
        PIĘTNASTKĄ W WYSOKOŚCI PONAD PIĘTNASTU MILIARDÓW EURO ZOSTANIE I STALE SIĘ
        POWIĘKSZA.

        5.
        Nie ma ulgi dla składki członkowskiej, nie ma pełnych dopłat bezpośrednich dla
        rolników, nie ma koncesji przy używaniu funduszy unijnych, nie ma absolutnie
        nic. I to ma być złoty róg? Gdyby przynajmniej Unia była unią celną i była w
        stanie zabronić Polsce wstępu na jej rynki. Ale ona nią nie jest, więc nie może
        w niczym przeszkodzić! Polacy muszą ten ważny fakt zrozumieć: swoboda handlu
        jest już zagwarantowana postanowieniami Światowej Organizacji Handlu (WTO).

        Szwajcarzy, Norwegowie, Japończycy, Koreańczycy, wszyscy oni nie są członkami
        Unii, a jednak prowadzą ożywiony handel z krajami Piętnastki. Polska przecież
        też już to robi. Nieprzystąpienie do Unii niczego tu nie pogorszy,
        przystąpienie niczego nie poprawi. Ten, kto mówi Wam co innego, po prostu
        kłamie.

        6.
        Wyjątkiem jest rynek rolny. Unia różnymi środkami stosuje u siebie
        protekcjonizm Są to dopłaty bezpośrednie, subwencje eksportowe, gwarantowane
        ceny skupu i przede wszystkim ochrona celna. Problem w tym, że większość
        polskich rolników nie otrzyma z tego nic. Mają zniknąć, w całym tego słowa
        znaczeniu, mają po prostu zniknąć. To, co się tutaj dzieje i co jest dopiero
        przygotowywane, jest tak ogromną tragedią, jest takim skandalem wołającym o
        pomstę do nieba, że chociażby z tego jednego powodu Polacy powinni powstać i
        gremialnie głosować w referendum NIE.

        U nas w Niemczech mamy przysłowie: rolnika nie da się zniszczyć, chyba że
        obetnie mu się stopę i rękę. Od kilku lat dodajemy do tego: albo wystawić go na
        pastwę polityki rolnej Unii Europejskiej. I właśnie to zaczyna się w Polsce
        dziać na wielką skalę. Za unijnymi planami tak zwanej restrukturyzacji i
        modernizacji rolnictwa kryje się tylko jeden cel: polski rolnik ma w
        przyszłości przejąć rolę taniego producenta i dostawcy surowców rolnych dla
        przemysłu przetwórstwa spożywczego i handlu. Według Unii i sterujących nią grup
        interesów, istnieje tylko jedna droga prowadząca do tego celu: usunięcie małych
        i średnich gospodarstw, aby ich grunty mogły być wykorzystane do wzmocnienia
        większych, czyli tzw. zdolnych do przeżycia gospodarstw.

        Spośród 10 mln Polaków, którzy obecnie żyją bezpośrednio lub pośrednio z
        rolnictwa, według Unii, 8 mln ma być odcięte od obecnego źródła utrzymania. Z
        wolnych rolników zamierza się zrobić robotników bez ziemi z bardzo miernymi
        rentami za oddanie ziemi. Ofiary polityki agrarnej Unii, miliony polskich
        małych i średnich rolników, tak długo jak to możliwe mają pozostać nieświadome
        prawdziwych celów Unii.

        Służy temu intensywna akcja propagandowa, w której Unia osiągnęła już duże
        sukcesy. Dzięki pomocy w większości euroentuzjastycznych pracowników polskich
        mediów udało się zatuszować objawy zbliżającej się katastrofy socjalnej, którą
        byłaby tzw. restrukturyzacja polskiego rolnictwa. Spośród dwóch milionów
        gospodarstw rolnych w Polsce ma pozostać zaledwie 200-300 tys. (dwieście do
        trzystu tysięcy). Do tego Bruksela przyznaje się otwarcie.

        Na przynajmniej 2, a możliwe, że na 3 miliony, szacuje się tam liczbę
        przyszłych bezrobotnych pracowników rolnych, jeśli wszystko przebiegnie według
        planu. Jakież naiwne są odpowiedzi z Brukseli (ale i ze strony polskich
        euroentuzjastów) na pytanie, co stanie się z ludźmi: "mają szukać sobie nowych
        miejsc pracy w przemyśle" albo "dajcie im możliwość rozwijania polskiej wsi
        poprzez tworzenie nowych zakładów usługowych"! Rolnicza polityka Unii
        osiągnęłaby w ten sposób to, czego nie udało się osiągnąć gospodarce
        socjalistycznej w ciągu 45 lat.

        7.
        Koniec z rolnictwem opartym na własności ziemi, koniec wsi polskiej i jej
        kultury. Koniec również z unikalną na skalę Europy naturą.

        W Niemczech mamy jeszcze inne przysłowie: kto chce zniszczyć rolników, ten musi
        postawić jednego NAD drugim. Również i to pod kierunkiem Unii zaczyna mieć w
        Polsce miejsce.

        Zamierza się najpierw wyszukać te gospodarstwa, które ze względu na ich
        wielkość i wyposażenie mają szansę na przetrwanie w warunkach unijnych. Ich
        właściciele zostaną zapoznani z podstawami rolniczej polityki Unii, według
        której wszystkie unijne programy pomocy koncentrują się na gospodarstwach
        dużych, zmechanizowanych i o większym kapitale.

        Między ic
        • Gość: Polak-wolnynajmita Re: BEDDERMANN DO POLAKÓW O UE - (dokonczenie) IP: *.stmnca.adelphia.net 14.12.02, 16:04
          według której wszystkie unijne programy pomocy koncentrują się na
          gospodarstwach dużych, zmechanizowanych i o większym kapitale.

          Między ich właścicieli zostaną rozdzielone najbardziej wpływowe posady w
          związkach rolniczych, aby stamtąd prowadzili propagandę na rzecz nowej polityki
          Unii. To wszystko będzie się działo w ścisłym powiązaniu z wielkim agrobiznesem.

    • mgrimbaum Po analizie Twoich postow.... 17.01.03, 13:03
      ... stwierdzam, ze jest mi b przykro, ze tak malo osob interesuja Twoje watki,
      aczlowiek pragne Cie zapewnic, ze mi osobiscie b sie podobaja (najbardziej te
      o 'globalnym rzadzie zydowskiem'). Zycze Ci sukcesow w dalszej tworczosci i
      zapraszam na piwko jak juz zostaniesz wypuszczony na wolnosc (bo chyba nikt Ci
      nie pozwala chodzic normalnie po ulicy?). Jezeli utworzysz jakas liste
      dystrybucyjna z Twoimi przemysleniami chetnie sie do niej zapisze.

      pozdrawiam

      marcin

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka