Gość: peace
IP: *.wroclaw.dialog.net.pl
17.12.02, 10:01
Mietek idzie do Unii
RAFAŁ ZIEMKIEWICZ
Prowadziłem swego czasu w Radiu Plus program na żywo, z telefonami od
słuchaczy. Nie pamiętam już, od czego zaczęła się dyskusja na temat polskiego
członkostwa w NATO, które wtedy nie było jeszcze przesądzone - w każdym razie
uznał za stosowne zadzwonić do mnie jegomość, który przedstawił się bodajże
jako Mietek z Włocławka.
Ów Mietek wyłożył, tonem bardzo pewnym i nie znoszącym sprzeciwu, jak
się sprawy mają. Otóż Amerykanie, oznajmił, usiłują nas wciągnąć do tego NATO
dlatego, że nie mają kogo posyłać na różne swoje wojenne awantury. Nie
powinniśmy się, oznajmił, godzić zbyt łatwo. Niech nam dobrze zapłacą, niech
sypną dolarami, obdarzą klauzulami uprzywilejowania, a co, i jeszcze
przestaną wymagać od nas wiz - tanio się nie sprzedamy!
Zwróciłem uwagę na fakt, że czego jak czego, ale ludzi do wszelkiej
czarnej roboty mogą mieć Amerykanie skolko ugodno i gdyby ogłosili, że
każdy, kto zaciągnie się na ich wojenne awantury na dwa lata, dostanie potem
obywatelstwo plus parę dolarów na zagospodarowanie się, mogliby w chętnych,
także Polakach, przebierać jak w ulęgałkach - ale to pana Mietka nie
przekonało. Powtórzył, że musimy mieć swoją godność i dumę, więc jak chcą, to
muszą zaoferować godziwe warunki.
Było to, jako się rzekło, ładnych parę lat temu. Ale ostatnio
zajrzałem nieopatrznie w telewizor, gdzie akurat transmitowano obrady sejmu,
i pan Mietek stanął mi przed oczami jak żywy. I to nie jeden: cała sala
Mietków, deliberujących, na jakich to warunkach łaskawie możemy się zgodzić
wejść do Unii Europejskiej. Ile nam ma za to Bruksela zapłacić i w jakiej
walucie. Nie słuchałem dokładnie, ale z kolejnych wystąpień wynikało, że w
każdym razie nie powinniśmy się godzić zbyt łatwo.
Był to spektakl po prostu żałosny. Choć zapewne jestem w swych
odczuciach odosobniony, niedługo potem ogłoszono bowiem wyniki jakiegoś
sondażu opinii publicznej, wedle których statystyczny Polak wydaje się z
postawą sejmu w pełni zgadzać: za mało ta Unia nam daje, co sobie myślą,
dawać więcej. Co prawda, gdyby statystycznego Polaka spytać o jakikolwiek
konkret związany z unijną ofertą, zastygłby z opuszczoną szczęką, ale taki
właśnie jest urok sondaży opinii publicznej, że każda kucharka, wajchowy i
łopaciarz mogą się wypowiedzieć, choćby nie mieli o sprawie bladego pojęcia.
Prawdopodobnie więc, jako się rzekło, jestem w swych odczuciach odosobniony,
ale to nie powód, by się nimi z Czytelnikiem nie podzielić.
Żałuję, że nie miałem sposobu zadać sejmowym mędrkom prostego pytania,
co takiego, ich zdaniem, wnosimy do Unii, za co należałyby się nam z jej
strony jakieś specjalne względy. Zacofane o pół wieku rolnictwo, w którym
połowa gospodarstw produkuje tylko na własne potrzeby? Przemysł, który do
wytworzenia produktu porównywalnego z zachodnim zużywa średnio pięć razy
więcej surowców i energii, zatrudniając dwa razy więcej ludzi? Bałagan w
każdej możliwej dziedzinie państwa, nieudolną i tonącą w papierach policję,
sądy gubiące akta, więzienia, z których przestępcy wychodzą, jak chcą albo
podstawiają na odsiadkę zastępców, rozdętą i skorumpowaną biurokrację, lotne
domy publiczne na każdym poboczu, produkt krajowy w wysokości jednej trzeciej
najbiedniejszych krajów Unii, nieuleczalnie chorą służbę zdrowia,
nieopłacalne kopalnie, zatrudniające więcej górników, niż ma ich cała unijna
Piętnastka razem wzięta, czy może, last but not least, parlament zdominowany
przez ciemniaków, którzy co uchwalą jakąś ustawę, to tak spapraną, że
natychmiast trzeba ją nowelizować?
Która z tych rzeczy, proszę mi powiedzieć, ma być warta zwiększenia
unijnej oferty? Bo jeśli wziąć na bok wymogi politycznej propagandy, sprawa
wydaje się prosta: to Polakom, a nie Brukseli, zależeć powinno na
zmodernizowaniu Polski.
Oferta jest taka, jak stan kandydującego kraju, a stan kraju jest
taki, jaki jest, i to właśnie mędrkujący posłowie ponoszą za niego
odpowiedzialność. To nie tylko ostatni rząd, ale wszystkie poprzednie dały
negocjatorom marne karty do ręki i tylko dureń może teraz wymagać, żeby z
blotkami w ręku żądali oni pełnych dopłat do rolnictwa czy zwolnienia z
unijnych składek.
Tymczasem politycy, zamiast bodaj raz ogarnąć historyczną sytuację,
pajacują przed kamerami, aby zdobyć głos pana Mietka z Włocławka i całej
rzeszy jemu podobnych. Przyjdź tu, Europo, i zrób porządek w tym bajzlu, bo
my sami nijak nie umiemy, a my za to pokażemy ci, jak umiemy bohatersko
stawiać opór okupantom. Świetnie. Tylko co będzie, jeśli Unia odczyta treść
oferty właściwie i odpowie nam propozycją, której aż nie wypada na piśmie
expressis verbis formułować? A, wiadomo co: wtedy dopiero śmiertelnie się na
tych drani z Zachodu obrazimy, że nas znowu sprzedali, jak w Jałcie.
CO PRAWDA TO PRAWDA