patuniaa
17.06.10, 14:22
Spotkalam sie wiele razy z opiniami na temat nieodpowiedzialnosci
wlascicieli psow, ja z kolei chcialabym napisac o dwoch zdarzeniach,
ktore przytrafily mi sie w ostatnich dniach.
Mam psa (przypomina dobermana), mieszkamy w bloku na 1. pietrze.
Ok. 2 m-ce temu wprowadzila sie rodzina na pietro wyzej. Ktoregos
dnia, gdy jak zwykle wyprowadzalam psa na wieczorny spacer, pani z
gory akurat wchodzila do klatki. Gdy nas zobaczyla, od razu sie
wycofala (pies byl na smyczy, przy nodze), popatrzyla z wyrzutem i
zapytala retorycznie “a co to jest?!”. Usmiechnelam sie tylko na jej
pytanie i poszlam dalej. Rozumiem, ze sa ludzie, ktorzy boja sie,
lub nie lubia psow, wiem jakie reakcje budzi moj pies (od zachwytow,
po strach i ostrzezenia typu “im mozg puchnie i zagryzaja
wlascicieli”), mam go zawsze na smyczy, gdy przechodze obok ludzi,
to zawsze po lewej stronie (psa tez prowadze po lewej), bym byla w
srodku miedzy psem a przechodniem. Psa spuszczam tylko w miejscu
gdzie nie ma ludzi, mimo ze pies agresywny nie jest ani w stosunku
do ludzi, ani zwierzat, ale nie obawiam sie reakcji psa, tylko
wlasnie ludzi :)
W poniedzialek, gdy juz wrocilismy z wieczornego spaceru, zadzwonil
dzwonek do drzwi. Otworzylam, a tam sasiad z reklamowa kosci dla
piesia :) Pies od razu z nosem do reklamowki, ale reszta ciala dalej
w mieszkaniu. Traf chcial ze na schody wspinala sie akurat pani z
pietra wyzej (drzwi do mojego mieszkania sa przy schodach),
zatrzymala sie od razu, znow popatrzyla z oskarzycielska mina i tym
samym tonem powiedziala “prosze trzymac tego psa!”. Grzecznie
wzielam psa za obroze i dalej rozmawialam z sasiadem, ktory
przyniosl kosci. Pani przechodzac dorzucila nieprzyjemnym tonem
uwagi o tym jak to ludzie sie nie zastanawiaja, jak to wychodza ze
zwierzetami do innych ludzi wiec nie wytrzymalam i zapytalam jaki ma
problem. Pani na to ze nie czuje sie swobodnie, gdy pies jest na
klatce, wiec mowie, ze pies nie jest na klatce, jest w mieszkaniu,
ale to jak rzucanie grochem o sciane. Pani nie lubi psow i nie chce
go widziec, gdy przechodzi obok moich drzwi, koniec kropka.
Kolejna sytuacja sprzed chwili – wracalam z psem ze spaceru,
przechodzilam obok parkingu przed blokiem. Przy jednym z samochodow
stal pan z pania i wyciagali (lub pakowali) cos z bagaznika. Zaraz
za parkingiem (i ich samochodem) zaczyna sie moja ulica, wiec
przeszlam po ich stronie. Pani zauwazyla mnie i psa, gdy juz
skrecilismy (oboje stali odwroceni tylem, wiec nie widzieli nas, gdy
przechodzilismy obok) i zdenerwowana zaczela cos do mnie mowic.
Odwrocilam sie, ale nie zrozumialam co pani mowila. Wiec pani
powtorzyla: “Trzeba bylo przejsc z dala ode mnie, bo ja sie boje
psow!”. Mnie zamurowalo, wiec usmiechnelam sie i powiedzialam, ze
pies jest niegrozny, poza tym przeszlam w normalnej odleglosci, no i
miedzy nia a psem bylam ja. Nie zdarzylam wymyslec czegos bardziej
blyskotliwego :( Pani zdenerwowala sie jeszcze bardziej i
rzucila: “Nie obchodzi mnie to! Ja sie boje! Trzeba bylo przejsc
dalej!” Ok, na to juz nic nie wymyslilam... Usmiechnelam sie tylko
pojednawczo i poszlam dalej. Pani dalej cos krzyczala za mna, wiec
zirytowana machnelam reka, czym pania w ogole doprowadzilam do
szalu... Krzyknela, ze jestem niekulturalna, niewychowana i nie mam
szacunku do ludzi... Nie reagowalam, szlam dalej, wiec pani (z
krotkimi przerwami na zastanowienie sie) krzyczala
dalej: “Kretynka!... idiotka... glupia krowa!”. W koncu przestala,
moze stwierdzila, ze nie slysze wiec po co sie drzec nadaremno?
Nie wydaje mi sie, bym zawinila w tych przypadkach i zasluzenie
dostala ochrzan, ale moze to tylko moja mylna perspektywa? Nie
zareagowalam mocniej, bo po co? Gdy psy sie boja moga byc agresywne,
okazuje sie, ze ludzie rowniez. Z tym ze od psa starczy sie oddalic,
zeby sie uspokoil ,a ludzi to bardziej rozwsciecza...