zitke
06.01.11, 21:43
Nasz boksiu odszedl wczoraj na wieczna lake.Mial 9,5 roku. Chorowal od pol roku nadczynnośc kory nadnerczy, zmiany skorne, od nowego roku kaszel z krwia , lekarz nie mogl mu juz pomuc. To byla najtrudniejsza decyzja w moim zyciu . Nie moge uwierzyc ze go nie ma , nie chce w to wierzyc.Brakuje mi go , jego stukania pazurami o panele , oddechu , merdania ogonkiem ,zapachu... Zaluje ze nie bylam lepsza Pania przeciez moglam spedzac z nim wiecej czasu... Nie wybacze sobie ze musialam pojechac go uspic. I to ze bylam przy nim do konca , i to ze zasnal przytulony do mnie nie pomaga mi .Czuje sie fatalnie . Czy to kiedys minie ? Czy bede potrafila miec innego psa ... czy bede potrafila go pokochac tak jak Lexa...