29.05.04, 12:26
Witam
ci co czytają mój wątek pt. bardzo pilne wiedzą że zostaliśmy zmuszeni uśpić
naszego psa. Jutro przychodzi do nas weterynarz żeby dać mu zastrzyk;-(((
Chociaż wiem że to nieuniknione, mam koszmarne poczucie winy; patrząc na
niego mam STRASZNE wyrzuty sumienia. Dzisiaj merda do mnie radosnie ogonem i
cieszy sie na mój widok, a ja jutro muszę go uśpić;-(((((((( To jest tym
straszniejsze, że ja wiem ze on nie jest zły, że to co się z nim dzieje to po
prostu choroba i ze to niezależne od niego. Chce mi sie płakać, nie wiem jak
my przeżyjemy jutrzejszy dzień, nie wiem jak ja mu podam ten środek, nigdy
nie czułam sie tak podle;-((((
Obserwuj wątek
    • mar.gajko Re: ;-((((( 29.05.04, 13:12
      Nie mogę ci pomóc, ale bardzo, bardzo współczuję.
      Mariola
    • weatherwax Re: ;-((((( 31.05.04, 23:19
      On nie wiedział, że go usypiasz, myslał, ze to normalny zastrzyk, tym się
      możesz pocieszyc może? Pomyśl też, że choroba mogłaby się tak posunąć, że
      cierpiałby jeszcze bardziej.
      Współczuję ci bardzo. Napisz jeszcze, proszę.
      Pozdrawiam serdecznie i trzymam kciuki.
      Maryla
      • ethlin Re: ;-((((( 03.06.04, 20:10
        Witam. Bakstera już nie ma...
        To był koszmar - nie zasnął po środku usypiającym; sparaliżowało go tylko ale
        nie zasnął;-((( Zasnął dopiero po 4 zastrzyku;-((( To wszystko trwało ze 2
        godziny;-( Nawet wtedy gdy był już unieruchomiony próbował atakować
        weterynarza... Okazało się, że nie miał jednego jądra i to powodowało wysoki
        poziom testosteronu w jego organiźmie - równiez dlatego miał napady szału. Poza
        tym rozmawiał z mamą i potwierdził ze ponadto mógł mieć jeszcze guza na mózgu;
        tak stwierdził kiedy mama opisała mu różne zachowania Bakstera...
        To co przeżyliśmy tego dnia - tego nie da się opisać po prostu...
        • szejla Re: ;-((((( 03.06.04, 22:06
          Witaj ethlin !
          Naprawdę z całego serduszka ogromnie Ci współczuję !!!!!!! :( Wiem co to
          znaczy, bo ja musiałam podjąć tą decyzję dzień po Tobie :( :( :( :( :(
          Moja zniosła to wyjątkowo spokojnie, tak jak zawsze przy podawaniu głupiego
          jasia była silna i nie wystarczała Jej jedna dawka, tak teraz (być może celowo
          dostała silniejszą, tego nie wiem)zasnęła szybciutko, oczka miała otwarte, co
          chwilę ruszała noskiem jak by chciała wiedzić czy jesteśmy przy Niej...
          potem nastał moment pozegnania, weterynarz wyprosił nas i zapodał truciznę.
          BÓL OKROPNY :(
          Trzymaj się i pomyśl, że teraz nie cierpi...
          Wiem, że to nie jest łatwe, próbuję tak myśleć, ale wciąż nadal płaczę i wciąż
          nie mogę się z tym pogodzić, że Kama odeszła na zawsze... :)
          • szejla Re: ;-((((( 04.06.04, 00:39
            Nie to nie było dzień po Tobie, lecz ten sam - przeklęta data 30 maja 2004,
            której nigdy nie zapomnę !!! U nas we Wrocławiu piękna, ciepła pogoda,
            słoneczko świeciło a dla nas był to najgorszy dzień w życiu...
            • weatherwax Di szejli 04.06.04, 11:13
              16 maja, tego zimnego tegorocznego maja, też nbyła piękna pogoda, gdy moja
              kicia musiała odejśc (napisałam Ci o tym w Twoim wątku). Tak, w ładną pogode
              jeszcze bardziej żal, że zwierzatko nie może się już nią cieszyć...
        • weatherwax Ethlin 04.06.04, 11:21
          Ethlin, skoro tak było, to pomyśl, jakiego cierpienia i ilu przykrości
          oszczędziliście Baksterowi, pozwalając mu odejśc w ten sposób. Koniecznośc
          podjęcia decyzji o eutanazji to zawsze ogromna przykrość, a w Twoim przypadku
          wręcz tragedia, ale pomyśl, co by się działo, gdyby choroba dalej się
          rozwijała? Nie byłoby lepiej ani Baksterowi, ani Wam, a on by bardziej
          cierpiał. Po 4. zastrzyku, ale jednak zasnął. Nie mieliśce wyjścia.

          Mam nadzieję, że będziecie, po jakimś czasie, wspominać dobre chwile z nim
          spędzone, te, w których nie miał tych swoich napadów spowodowanych chorobą.
          Tego Ci szczerze życzę. On przecież nie był winien temu, że był chory. Ale nie
          mógł tez z tym normalnie żyć.
          Trzymaj się jakoś, życzę wytrwałości i serdecznie pozdrawiam,
          Maryla
          • ethlin Re: Ethlin 04.06.04, 17:02
            > Mam nadzieję, że będziecie, po jakimś czasie, wspominać dobre chwile z nim
            > spędzone, te, w których nie miał tych swoich napadów spowodowanych chorobą.
            > Tego Ci szczerze życzę. On przecież nie był winien temu, że był chory. Ale
            nie
            > mógł tez z tym normalnie żyć.


            Widzisz, to jest tak, że myśmy naprawdę kochali tego łobuza; mimo tego że
            wszystkich nas pogryzł (po kilka razy), mimo tego że był tak przerażający gdy
            zamieniał sie w bestię... dla mnie zawsze to będzie kochana morda, która się do
            nas przytulała, to był taki radosny i żywy pies; nigdy nie będę go wspominać
            jak bestię, bo tych cudownych momentów było o wiele więcej. Ale my już nie
            mogliśmy ciągnąc tego dalej, za dużo było tego terroru, zbyt niebezpieczne to
            się stało;-( I z nim było coraz gorzej;-(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka