majenkir
01.12.05, 15:16
Moja beagle (10,5 roku) od paru dni zle sie czula, byla apatyczna, stracila
apetyt (ale duzo pila). Przedwczoraj zaczela kulec na przednia lape. Nie
dawala sie w ogole dotknac - od razu byl jazgot, jakby ja ze skory
obdzierali! Co prawda generalnie jest niedotykalska, przy kazdym przycinaniu
pazurow lub czyszczeniu uszu musze z nia stoczyc niezle boje :P.
Wczoraj rano wzielam ja do veta, babka ja obmacala, powiedziala, ze nic nie
czuje, pobrali jej krew do badania i powiedzieli, ze za pare dni zrobia jej
RTG.
Dali puszki Hill's dla zdechlakow, Rimadyl i Cimetidine (nawet nie wiem, na
co to).
ALE:
od wczorajszego wieczora Bella czuje sie zdecydowanie lepiej, dzis wyglada
juz jak 100% zdrowy pies, nosi ogon w gorze, po kulawiznie - ani sladu! Ma za
to rozwolnienie. Czy te wszystkie dolegliwosci mogly byc od zoladka?
Czy w tej sytuacji jest sens isc na to przeswietlenie? wiadomo - wiaze sie to
z uspieniem, a suka mloda juz nie jest, wolalabym uniknac anastezji...
Pytam o to tutaj, bo weterynarz, do ktorej trafilam nie budzi mojego zaufania
niestety..... :(.