Dodaj do ulubionych

ogromny problem z sunią - c.d

11.10.07, 20:48
Jest już po wszystkim. Trochę się wyciszyłam. Dlaczego trochę - o
tym za chwilę.
Dziękuję wszystkim,w tym Pani Doktor, którzy odpowiedzieli na mój
post i podtrzymali mnie na duchu. Nie myślałam, że aż tak to będę
przeżywać.
Przeżyłam zaskoczenie roku - Lalka pozwoliła sie zapakować do
samochodu i nie stawiała żadnego, ale to żadnego oporu. Podejrzewam,
że wyczuła naszą determinację. W moich żyłach płynęła krew
wymieszana pół na pół z adrenaliną i gdyby mi przyszło w pojedynkę
ostrzeliwać sie na barykadzie to bez namysłu ruszyłabym do boju.
W samochodzie zwinęła sie obok mnie w obwarzanek, w Tarnowie
pozwoliła się owinąc w kocyk i wniesć do lecznicy. Postawiłam ją na
wadze obliczonej na buhaja i wtedy już łzy mi napłynęły do oczu -
taka była maleńka i bezradna. Wygięła się w pałączek, niesmiało
powąchała powietrze nad platformą i popatrzyła na mnie tak rzewnie...
Potem zastrzyk w pupę, wymioty i zwiotczała mi na rękach.
Lekarz nie był skłonny do usunięcia guza. Nie wiem dlaczego. Nie
było żadnych badań, oprócz pobieżnego osłuchania stetoskopem. Na
moje pytanie usłyszałam, że badań się nie wykonuje (!)a guz jest
zbyt mały, żeby dał przerzuty. Poza tym w czasie operacji "wyjdzie
co ma wyjść". I to jest mój powód do niepokoju.
Lalce założono 8 szwów, które na jej małym brzuszku wyglądały
przerażająco. Leczący wyprowadzili nas w pole, ponieważ w trakcie
rozmowy telefonicznej zapewniono mnie, że są do nabycia ubranka
pooperacyjne. Na miejscu okazało się, że ubranek nie ma a jedyne co
jest to koszmarny kołnierz z obrzydliwego plastiku twardego jak
pleksiglas. Nastawiłam sie pozytywnie, dokupiłam obrożę i wróciliśmy
do domu.
Rzeczywiście ważne jest aby pieska po operacji okryć ciepłym kocem -
nie wyobrażacie sobie jak jej spadła temperatura.
W domu zaczęło się wychodzenie z narkozy, czyli piszczenie,
niekontrolowane ruchy i omamy. No i próby pozbycia sie szwów.
Kołnierz wprawił ją w taką rozpacz, ze po tym jak się jej udało go
pozbyć nie odważyłam sie założyć go po raz drugi. Zresztą bałam się,
że przez niego zrobi sobie krzywdę. Draństwo zahaczało się o podłoge
a w jedna ze szczelin Lalka włożyła łapkę i ledwo udało mi się ja
wyjąc bez konsekwencji.
Próbowaliśmy wykombinować prowizoryczne ubranko, ale zarówno tata
jak i ja nie jesteśmy zbyt dobrzy w robótkach i nic nam z tego nie
wyszło. Od czwartku rano do soboty pilnowaliśmy ją non stop
odciągając łebek od szwów, czym wprowadziliśmy ja w stan totalnej
frustracji a siebie samych w stan totalnego zmęczenia. Czuwałam do 3
w nocy potem zmieniał mnie tata a ja łapałam 4 godziny szybkiego snu
i od nowa... Tata bojąc się, że zaśnie a wtedy Lalka uwieńczy
sukcesem swoje działania cały czas trzymał ją za łapkę.
W sobotę tata pojechał kupić pieluchy, którymi mieliśmy niezłomny
zamiar owinąc Lalkę na noc. I wtedy, jak twierdzi tata, Bóg go
natchnął aby jechać do naszego miejscowego weterynarza, który na
hasło "ubranka pooperacyjne" spytał krótko:
- Jaki pies?
- Jamniczka.
- No to czwóreczka wystarczy.
Ludzie, co za ulga!
Zapakowałam ja wieczorem w kaftanik. Oczywiście najpierw posiusiała
się ze strachu a potem położyła się w pozycji "umarłam i
zapomnijcie o mnie" ze wzrokiem utkwionym gdzieś w siną dal.
Znalazłam na to sposób: nalałam do miseczki kefir (przepada za nim)
i postawiłam na drugim końcu lóżka, tak, żeby musiała wstać i
przejśc kilka kroków. To ją upewniło, że warto jeszcze troche pożyć
a kaftanik jest zdecydowanie lepszy od kołnierza.
W poniedziałek rano musiałam wracać do pracy, więc tata się nią
zajmował w pojedynkę.
W chwilach wątpienia gdy bałam się, że Lakę boli, martwiłam, że nie
siusia itp dzwoniłam do krakowskiej lecznicy na Kordiana i tam
lekarz cierpliwie mnie informował w każdej kwestii. Z czystym
sumieniem mogę polecić ich usługi. Konsultowałąm się z kilkoma
weterynarzami i przekonałam sie, że potrafią być protekcjonalni i
lekceważąco podchodzić do obaw, jakie dręczą opiekuna zwierzęcia.
Lekarze z Kordiana to najwyraźniej autentyczni pasjonaci.
Szwy ściągaliśmy u naszego weterynarza i tez obyło się bez problemu.
Rekonwalescencja w ogóle przebiegła sprawnie. W 24 godziny po
operacji Lalka miała apetyt i raźno wcinała kurczaka w rosole
ugotowanego specjalnie dla niej.
Truchtała sobie po podwórzu i ogrodzie. Przeliczała kurczęta
prowadzone przez kwokę, na co tata swtierdził, że skoro żądza mordu
w niej nie osłabła to chyba nie może się czuć bardzo źle.
A wszystko to spowodowało, że przywiązaliśmy się do niej jeszcze
bardziej.

Obserwuj wątek
    • anastazja55 Re: ogromny problem z sunią - c.d 11.10.07, 22:03
      moge sobie wyobrazic co przezywalas,to czuwanie i ta niepewnosc,ale teraz juz bedzie tylko lepiej, zycze duzo zdrowia twojej suni,a tobie radosci z ogladania jak powraca do zdrowia,trzymaj sie cieplutko pomiziaj twoja sunie za uszkiem.Pozdrowienia
    • avasawaszkiewicz Re: ogromny problem z sunią - c.d 12.10.07, 13:32
      Piękny pościk !!! :), drżałam ze strachu, śmiałam się, płakałam raz ze złości
      raz z radości. Uwielbiam wszystko co kończy się dobrze a wprowadza mnie w tak
      liczne nastroje w tak krótkim czasie. Uważam, że mogłabyś zostać pisarką ja na
      pewno byłabym Twoją ulubienicą i kolekcjonowałabym Twoje dzieła gdyż takie
      książki lubię najbardziej.
      Ale ja przecież nie o tym.
      Cieszę się, że Wy już po. Co prawda kilka kwestii troszkę mnie zdruzgotało - za
      mały guzek aby dawać przerzuty, wybudzanie w domu - ale ponieważ wszystko dobrze
      się skończyło nie wracajmy już do tego.
      Pozdrawiam - Ava

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka