Dodaj do ulubionych

co się mogło stać i co będzie dalej

28.05.08, 09:02
Witam, chciałam się poradzić na tutejszym forum co do przykrego
wydarzenia, które miało miejsce 3 dni temu, w niedzielę wieczorem.

Samochód przed nami (mąz twierdzi, że nawet jeszcze ten przed nim)
potrącił kota. Było to na podmiejskiej, asfaltowej drodze, w miejscu
gdzie samochody zwalniają z powodu skrzyżowania, ale jednak jadą te
ok.40 km/h. Kot przebiegał przez jezdnię. Pierwszy samochód go
potrącił (widziałam, jak go odrzuciło), mąż twierdzi, że drugi
samochód przejechał "nad nim". DOpiero my się zatrzymaliśmy. Mimo że
jestem w 9-10 tygodniu ciąży a poprzednie 3 straciłam, pod wpływem
impulsu rzuciłam się do pomocy. Nie mogłam tak zostawic biedaka.
Sama mam w domu 2 koty ze schroniska, znam je jako "osoby" i ... coś
mnei ścisnęło za gardło. Wiem, że kot to nie człowiek, ale ... w
takich sytuacjach reaguje się odruchowo. Mąż jest bardziej
sceptyczny jeśli chodzi o zwierzaki, musiałam więc sama podjąc
akcję. Zawieźliśmy kota do weterynarza, on podał mu kilka
zastrzyków, po których kot sie uspokoił (był w szoku, szybko
oddychał i leżał na boku). Problem jest taki, że w tracie transportu
trochę mnei podrapał. TO aledwie kilak rys na nadgarstkach, do
których (z racji posiadania już 2 kotuchów) jestem przyzwyczajona,
ale jedno z zadrapań jednak do krwi, no i to był obcy, wiejski,
wychodzący kot... Kot ostatecznie trafił do schroniska i jest tam
obserwowany pod kątem wścieklizny, a ja jestem już po pierwszej
dawce szczepionki p-tężcowej. Nie pogryzł mnie, tylko podrapał, ale
jednak.... Szkoda mi go, ale nie mogłam wziąć go do siebie. Teraz
dochodzi jeszcze niepewność, czy się nim tam w Schronisku dobrze
zajmą...? I czy naprawdę będą go obserwować...? Po upływie
odpowiedniego czasu będzie mi potrzebne zaśwwiadczenie o jego stanie
(i - oby! - braku objawów wścieklizny) do przedłożenia lekarzowi w
Poradni Chorób Zakaźnych i mojemu ginekologowi. Martwię się też, czy
ta już wzięta szczepionka p-tężcowi nie zaszkodziła Dzidkowi...
Siedzę w pracy i myślę o tym kocie, nei tylko z powodu zagrożenia,
jakie spowodowałam dla siebie. Jest mi smutno, bo nie moge iśc go
odwiedzić, a wydzwanianie co dzień do Schroniska obawiam się że już
przynosi przeciwny efekt. To młody, niespełna 2-letni, biało-czarny
kocur wykastrowany. Miał na szyi obróżkę. Wczoraj przez telefon
powiedziano mi, że powoli wychodzi z szoku, ale jeszcze ma sztywne
źrenice i jeszcze ma objawy obrzęku mózgu. Dostał znowu leki. Z
tego, co mi powiedział lekarz w lecznicy, do której najpierw
trafiliśmy, kot miał kręgosłup, żebra, łapki całe i "tylko" miał
złamaną "chyba" w jednym miejscu szczękę.

ROzgadałam się i troche ten mój post niezborny... chodzi mi o to, że
chciałam się zapytać, jakie szanse ma taki kot, czy może wyzdrowieć?
Jak on się może teraz czuć...?

A drugie pytanie, to ... co mi grozi?? I dziecku...?
Obserwuj wątek
    • marzenia11 Re: co się mogło stać i co będzie dalej 28.05.08, 09:27
      Najpierw napiszę, że wszystko co uslyszysz tu to gdybanie i przypuszczenia, ale:
      1. czapki z głów dla Ciebie i męża, że pomogliście zwierzakowi
      2. skoro miał obróżkę i był wykastrowany przypuszczam z dużą pewnością, że był też szczepiony, a skoro wychodzący to pewnie też przeciw wściekliźnie - myślę, że możesz być spokojna, choć oczywiście trzeba czekac na wyniki
      3.może warto wywiesić ogłoszenia na plocie w okolicy miejsca wypadku - może odnajdą się właściciele i zapytasz ich o szczepienia i w ogóle o kota - i także powiesz co się stało i gdzie zwierzak jest
      4. nei przejmuj się wrażeniami ze schroniska - chcesz to dzwoń, masz prawo. A jak masz wątpliwości to po prostu zapytaj, czy nie przeszkadzają im Twoje telefony i już.
      5, co do zastrzyku p/tężcowi - nie wiem czy i jak wplywa na ciążę, ale przed jego podaniem powiedzialaś, że jesteś w ciąży?

      Jeszcze raz "czapki z głów" dla Ciebie.
      Pozdrawiam cieplo i daj znać co sie dalej dzieje i jak się czujesz.
      • wiu Re: co się mogło stać i co będzie dalej 28.05.08, 10:00
        Dziwnie się czuję. To taka mieszanina smutku i niepokoju. O siebie,
        Dzidka, Kota. Wszyscy wokół na mnie krzyczą, że dotykałam Kota: mąż,
        ginekolog, rodzice, koleżanki. A ja nie mogłam inaczej. Trudno,
        stało się. Nie cofnę tego. Na przyszłość zamierzam zterroryzowac
        męża, żeby (sorry że to tak brzmi) to on wykonywał wszystkie
        czynności przy potraconym kocie. Nie będę żałować tego, co zrobiłam,
        bo nie mogłam inaczej i to już przeszłość. Pewne rzeczy człowiek po
        prostu robi i się potem nie zastanawia i nie jęczy.

        Mam już przygotowane ogłoszenia, jeszcze nie zdązyłam ich rozwiesić.
        Faktycznie, było by świetnie gdyby włąściciel się odnalazł, bo:
        - kot nie zostałby sam i miałyb większe szanse na wyzdrowienie,
        - jego człowiek się nie będzie zamartwiał,
        - no i przede wszystkim: mogłabym mieć dostęp do informacji o jego
        ew.szczepieniach itd.

        Za chwilę zadzwonię do Schroniska - może nie będzie ten sam lekarz
        co wczoraj i przedwczoraj i nie uzna mnie za "upierdliwą".

        Każdemu lekarzowi "po drodze" mówiłam o tym że jestem w ciąży.
        • wiu Re: co się mogło stać i co będzie dalej 28.05.08, 10:11
          Dzwoniłam przed chwilą - pani weterynarz (apropo - wypada tak pisać?
          czy raczej "lekarz weterynarii"?) miała kłopot z onalezieniem karty
          tego zwierzaka. Mam zadzwonić za kwadrans.Mam nadzieję, że:
          - przeżył,
          - czuje się lepiej,
          - nie ma objawów wścieklizny,
          - nie wyszły żadne "nowe" urazy,
          - kwalifikują go do drutowania szczęki
          No i zapytałm o nr zwierzaka - nie zrobiłam tego wczesniej, a oni po
          tym zwierzaki identyfikują.
        • marzenia11 Re: co się mogło stać i co będzie dalej 28.05.08, 10:14
          Myślę, że nie będzie źle ale to trzeba potwiedzić. natomiast najgorsze co możesz teraz zrobić to sie denerwować i zamartwiać, na pewno nie jest to dobre ani dla Ciebie, ani dla dziecka. Bądź dobrej myśli, a ja też Ciebie wspieram całym sercem.
          Zrozumiała jest reakcja rodziny w końcu dla nich najwazniejsza jesteś Ty i Twoje dziecko, zwlaszcza mając na uwadze to co się działo u Ciebie wcześniej. Ale skoro już tak postąpilaś to denerwowanie Ciebie po fakcie jest bez sensu i wbrew temu o co im chodzi (czyli zdrowiu Twojemu i dziecka). Trzymaj się i czekam na dalsze wiadomości od Ciebie :)
        • lenka-80 Re: co się mogło stać i co będzie dalej 28.05.08, 10:30
          ja na twoim miejscu zadzwoniłabym jeszcze do jakiegoś lekarza, żeby sie upewnić
          np. z Poradni Chorób Odzwierzęcych czy Zakaźnych i zapytała o ew. skutki albo
          gdzieś do Punktu Szczepień żeby zapytać o to czy taka szczepionka może być
          przyjmowana w ciąży. Myślę ze powinni wiedzieć. No i oczywiście najważniejsze
          jest to co powiedział ginekolog. TO w końcu on prowadzi ciąże wiec chyba
          najlepiej sie orientuje co można a czego nie można. Jesli chodzi o kotka to
          ciesze sie ze są jeszcze ludzie którzy nie przechodzą obojętnie obok biednych
          zwierzaków. Postąpiłabym tak samo. I tez pewnie wszyscy by na mnie krzyczeli :)
          Ja sama ostatnio ratowałam kotka który był potrącony, leżał na środku ruchliwej
          ulicy z podniesionym łepkiem. Ale ponieważ sama jestem w ciąży to mąż wyszedł na
          środek, podniósł go i zabrał z ulicy. Okazało sie ze kotek był tylko w szoku i
          najwyraźniej bał sie jeżdżących samochodów,bo jak tylko zabraliśmy go z ulicy to
          zeskoczył z rąk męża i sobie poszedł :) Jeśli chodzi o schronisko. Hmm, rożnie
          to bywa. Rok temu zawiozłam do schroniska bardzo chorą kotkę, która sie
          przybłąkała. Nie mogłam jej zabrać do siebie bo już mam 2 koty i mieszkam w
          bloku. Też wydzwaniałam. I tez mieli mnie dosyć. Szukałam jej domu ale nikt nie
          chciał chorego kota. Wiem ze ja leczyli. I starali sie żeby wyzdrowiała. Jednak
          ona była bardzo chora i osłabiona. Organizm sie poddał. Szkoda. Do dziś serce
          mnie boli jak o niej myślę. Zrobiłaś wszystko co mogłaś zrobić. Myślę ze kotek
          wyjdzie z tego jeśli jest młody i ma śliny organizm. Nie martw sie. Mnie tez
          kiedyś podrapał dziki kot, taki którego dokarmiałam. Nie byłam wtedy w ciąży ale
          nic mi sie nie stało. Z tego co piszesz, ten kot ma właściciela. Wiec pewnie był
          szczepiony. Pozdrawiam Cię i mam nadzieje ze wszystko dobrze sie skończy.
          Zarówno dla Ciebie i dla kotka.
          • wiu Re: co się mogło stać i co będzie dalej 28.05.08, 10:50
            Przed chwilą udało mi się dowiedzieć o zwierzaku (dane z
            wczorajszego obchodu): jest w "niezłej" formie, chodzi, próbuje
            jeść, ale objawy obrzmienia mózgu (źrenice nadal leniwie reagują na
            światło) cofają się bardzo powoli. Jest na kroplówce. Po
            dokładniejsze informacje mam dzwonić wieczorem... ale zrobię przerwę
            i zadzwonię dopiero jutro. Dostałam nr zwierzaka, będzie łatwiej się
            dopytywać :-))
            • wiu Re: co się mogło stać i co będzie dalej 28.05.08, 10:52
              ...acha, jest na obserwacji "kwarantannowej" i z tego powodu
              (podobno przepisy tak każą) nie moga mu robic na razie żadnej
              interwencji "chirurgicznej" (rozchodzi się o tą szczękę).
          • basset2 Re: co się mogło stać i co będzie dalej 28.05.08, 10:54
            wiu...zacznę od szczepień nawet zaleca sie szczepienia w II i III
            trymestrze:

            przeciw tężcowi - jeśli od ostatniego szczepienia minęło więcej niż
            10 lat lub ciężarna nie była w przeszłości szczepiona przeciw
            tężcowi
            przeciw grypie - najskuteczniejszą metodą uniknięcia choroby i
            zapobiegnięcia jej ciężkim powikłaniom jest szczepienie. Wirus grypy
            jest niebezpieczny dla kobiet w ciąży, lecz nie udowodniono, ze
            szkodzi dziecku. Szczepienia przeciw grypie zaleca się kobietom,
            które w sezonie epidemicznym będą w II i III trymestrze ciąży.
            Najlepszy czas na szczepienie to okres od początku października do
            połowy listopada, ale można zrobić to nawet do marca. Warto szczepić
            się nawet już w czasie trwania sezonu zachorowań na grypę.
            Przeciwwskazaniami do podawania szczepionek są: alergia na składniki
            preparatu, ostra infekcja i nadmierna reakcja uczuleniowa po
            poprzednich szczepieniach...
            myśle ze jeśli kotek był czyjś to zapewne szczepiony:)
            Takich ludzi z takim sercem nie może spotkać nic złego:)))))
            nie denerwuj sie na pewno wszystko bedzie dobrze z Toba i
            dzidziusiem :))))))


          • wiu Re: co się mogło stać i co będzie dalej 28.05.08, 10:54
            Lenko-80,

            Byłam na błyskawicznej konsultacji u swojego ginekologa, a potem w
            Poradni Chorób Zakaźnych, a na końcu jeszcze u "swojego" internisty.
            Szczepionka jest dopuszczona do stosowania u ciężarnych, podobno w
            99,99 % nie ma niekorzystnych efektów.

            • basset2 wiu... 28.05.08, 11:01
              trzymam kciuki za zdrowie przyszłej mamy i jej bobasa :))))))
              no i żeby kotkowi sie udało z tego wyjść:)))))
            • lenka-80 Re: co się mogło stać i co będzie dalej 28.05.08, 11:05
              No to super. W takim razie nie denerwuj sie bo nic złego nie może sie stać. Z
              kotkiem widać tez już lepiej. Bądź spokojna i dbaj o siebie i dzidzie :) Nerwy w
              twoim stanie nie wskazane!!!! Pozdrawiam gorąco. Będzie dobrze.
            • annb Re: co się mogło stać i co będzie dalej 28.05.08, 13:31
              i juz polowa problemu z glowy
              powiedz do jakiego schroniska trafil ten kot?
              jakie miasto?
              ja mam teraz na tymczasie polamanego kota
              wyciagnietego przez wolontariuszy i operowanego poza schronem

              wszystko sie da :)
              • wiu Re: co się mogło stać i co będzie dalej 28.05.08, 14:13
                to jest Schronisko w Krakowie przy ul.Rybnej 3
    • moonalisa Re: co się mogło stać i co będzie dalej 28.05.08, 13:13
      wszystko powinno się zagoic,chociaż podrapania po kocie goją sie troszkę
      dłużej niż zwykłe.Trzymam za Ciebie kciuki i gorąco pozdrawiam przyszłą mamę:)
      • wiu Re: co się mogło stać i co będzie dalej 28.05.08, 14:14
        Zadrapanie jest suche, "płaskie" i małe (to które było do krwi.
        Innych już prawie nie widać...
        • marzenia11 Re: i co się dzieje dalej? 30.05.08, 00:16
          • helena_50 Re: i co się dzieje dalej? 30.05.08, 12:12
            Jeśteś WIELKA!
            Życze Ci wszystkiego najlepszego.
          • wiu Re: i co się dzieje dalej? 30.05.08, 12:56
            w 5 dni od interwencji Kotuch "wraca do normy, je, pije, stan się
            nie pogorszył.." (wg słów pani wet. ze schroniska przy ul.Rybnej).
            Wygląda na to, że wszystko będzie dobvrze :-)). Ogłoszenia
            rozwieszone, na razei nikt się nie zgłaszał.

            Szczeką będą mogli się zająć dopiero po zakończeniu kwarantanny.
            • marzenia11 Re: i co się dzieje dalej? 30.05.08, 19:43
              Z kotkiem już wiem - super :)- a jak Ty się czujesz?
              • wiu Re: i co się dzieje dalej? 02.06.08, 10:10
                u mnie wszystko OK.

                Najświeższe info o kotuchu (robocze imię - Sebastian): znalazła się
                jego właścicielka :-)) pojechała do Schroniska i odebrała go. Będzie
                go leczyć w domu. Ma prowadzić kwarantannę dalej w domu - rozumiem,
                że skoro wydali jej zwierzaka, to taka opcja wchodzi w grę. Podobno
                w ogóle go nie leczyli, ale mogło jej chodzić o to, że nie robili
                nic ze złamaną szczęką (a z tym czekali, bo podobno w trakcie
                kwarantanny nie moga podejmowac żadnych interwencji chirurgicznych).
                Trochę to dziwne, bo mówiła, że kot nie jadł i tylko trochę próbował
                pić. A mnie mówiono przez telefon, że kot jest w niezłej formie i że
                je i pije. Pani skarzyła się, że w Schronisku trzymali go w małym
                pomieszczeniu w boksie, a obok kilkanaście innych kotów. To mógł byc
                upalny dzień i np. mogło być duszno ... pewnie dlatego nie jadł.
                Moje osobiste dwa sierściuchy tez z deka traca apetyt w gorący czas.
                Pani powiedziała jeszcze, że 5-ego i 10-ego czerwca ma się zgłosić
                na kontrolę i że jej wydadza tamto zaświadczenie, które mi będzie
                potrzebne dla mojego lekarza.

                Cieszę się, że kotuch wrócił do domu i że będzie miał dobrą opiekę.
                Że jest ktoś, komu na nim zależy - bo w Schr. to pewnie nikomu ...
                ile jest warte takie bezdomne kocie życie, prawda?

                Żałuję, że nie zapytałam Pani, jak się wabi kotuch. ROboczo nazywam
                go Sebastian. Będę jeszcze do nich dzwonić (tzn. do Pani i kotucha).

                Mam nadzieję, że nie będa mi robili problemów z wydaniem
                zaświadczenia..?
                • marzenia11 Re: i co się dzieje dalej? 02.06.08, 10:39
                  Ależ się cieszę :)) to dobre informacje. Dawaj znać na bieżąco. Czy właścicielka podziękowała Ci za uratowanie kota?
                  • po.prostu.ona Re: i co się dzieje dalej? 02.06.08, 11:02
                    Zacznę od gratulacji - jesteś wspaniałą osobą i aż się cieplej na
                    sercu robi, że tacy ludzie istnieją!
                    Na miejscu właścicielki kota ozłociłabym Cię, bo nie tylko
                    uratowałaś zwierzaka, ale też naraziłaś się na masę nieprzyjemności.
                    Mam nadzieję, że ta osoba nie zmarnuje Twego poświęcenia, niestety
                    znam masę przypadków, kiedy odnaleziony właściciel rannego
                    zwierzęcia, po zorientowaniu się jakie będą koszty leczenia,
                    rezygnował z dalszego zajmowania się nim :-(
                    Mój weterynarz "dzięki" takim ludziom został właścicielem psa i
                    dwóch kotów.
    • wiu Re: co się mogło stać i co będzie dalej 11.06.08, 09:07
      Witam po przerwie,

      Rozmawiałam dzisiaj z właścicielką Kota - długo nie chciał jeść, ale
      już zaczyna mu się poprawiać. Dzisiaj już dostał antybiotyk, bo
      właśnie skończył się okres kwartantanny w zw. z wścieklizną i już
      można go leczyć. Właścicielka jest optymistką. Umówiłyśmy się na
      przekazanie zaświadczenia od weterynarza - muszę z tym wrócić do
      Poradni Chorób Zakaźnych, żeby "zamknąc sprawę".
      • marzenia11 Re: co się mogło stać i co będzie dalej 11.06.08, 09:48
        Fantastycznie :))) uratowałaś kocie zycie i jesteś zdrowa. Mam nadzieję, że czujesz się dobrze i wszystko jest ok i idzie w dobrym kierunku. Cieszę się też, że wlaścicielka zaopiekowala się zwierzakiem tak jak trzeba. Pozdrawiam Cię serdecznie :)
        • misia007 Re: co się mogło stać i co będzie dalej 11.06.08, 11:49
          Wspaniale wiadomości.Gratuluję
      • brzozasyberyjska Re: co się mogło stać i co będzie dalej 11.06.08, 20:58
        bardzo się cieszę, możesz być z siebie dumna :)
    • wiu Re: co się mogło stać i co będzie dalej 12.06.08, 09:08
      Spotkałam się dzisiaj z właścicielką Bajtka (robocze imię -
      Sebastian - chyba się za bardzo nie pomyliłma :-)) i odebrałam
      zaświadczenie o braku objawów wścieklizny po przepisowej obserwacji.
      Pani opowiedziała mi kilka ciekawych rzeczy. Mianowicie,
      kiedy "pobrała" Kota ze schroniska i zawiozła go do weterynarza,
      tenże nie chciał go nawet obejrzeć, nawet nie dał jej wyciagnąć
      zwierzaka z koszyka, jak tylko usłyszał, że był podejrzany o
      wściekliznę i w trakcie kwarantanny. DOdał, że nie powinna go w
      ogóle brać ze schroniska. Pani wróciła więc do schroniska, ale tam
      dla nich Kot był już "obcy" i usłyszała, że "kotów z zewnątrz nie
      przyjmujemy", tzn., skoro go wzięła, to nie może z powrotem oddać na
      kwarantannę. Pani pojechała potem do drugiego weterynarza, bo
      zwierzak był w kiepskim stanie - podobno tylko leżał w
      transporterze, nie ruszał się, nie reagował na wodę i pokarm. Drugi
      weterynarz okazał się wyrozumialszy - dał kotu kroplówkę, żeby w
      ogóle miał jakieś szanse. Podobno sa takei przepisy, że kotów na
      kwarantannie sie nie leczy - no niby rozumiem, może chodzi o to,
      żeby nie "zafałszowywać" obserwacji p-ko wściekliźnie.
      Ale...leczenie a podtrzymanie chocby życia zwierzaka to chyba dwie
      różne sprawy, prawda? Ten drugi weterynarz powiedział Pani, że gdyby
      Kot nie dostał kroplówki, to nie jedząc/nie pijąc szybko by się
      wykończył. Kolejne wizyty u tego lekarza wykluczyły wściekliznę. Kot
      nie miał jeszcze drutowanej szczęki, bo okazało się, że jest złamana
      tylko w jednym miejscu, i to szczęśliwie "centralnie" (z przodu,
      dolna szczęka) i zwierzak zaczynał już nią normalnie mamlać. Przy
      okazji wyszło, że wcześniejsze kłopoty z jedzeniem wynikały z
      zapalenia w jamie ustnej (miał przygryziony przez wypadek i
      martwiczy koniuszek języka) i zmian na śluzówce. Pani zajęła się tym
      zapaleniem, Kotu się poprawiło i zaczął jeść. Jeszcze podobno trzeba
      mu pomagać, bo mu czasem wypada z "paszczy", ale Kot dziarsko sobie
      poczyna, miauczał o wypuszczenie z domu (wychodzący) i odbył juz
      spacer. Nie widziałam go, kiedy spotkałam się z Panią, bo
      akurat "puścił się" na zewnątrz, ale wg relacji Pani już z nim
      dobrze. Jedyna pamiątka to poplamiony fioletem pyszczek (jak się
      pierze kota...? czy to zejdzie z białęgo futerka??). Pani chciała mi
      zwrócić koszty za weterynarza i transport, ale nie wzięłam,
      krępowałam się.

      Cieszę się, że Kot i Człowiek się odnaleźli i że tamto przykre
      wydarzenie już "zażegnane".

      Trochę się zastanawiam, czy on powinien już wychodzić.... a jak
      znowu mu coś się stanie? W sumie to nie jest jeszcze całkiem
      wyleczony. Ale pani mówiła, że strasznie miauczał, kręcił się i
      napraszał na wyjście. To chyba dobra oznaka, że wrócił mu wigor,
      prawda...? Mój tata też - jak był na zwolnieniu chorobowym w domu i
      kiedy w końcu od bezczynności zaczynało go "nosić", to była to
      oznaka, że wraca do formy :-))

      Ta cała sprawa spowodowała też, że zastanawiam się nad
      zaletami/wadami wychodzenia/niewychodzenia kotów z domu. Moje dwa
      sierściuchy będą niewychodzące, bo w moim stanie lepiej izolować dom
      od zarazków/pasożytów/świństw, które moga wnieść z zewnątrz (a są na
      karmie dietetycznej z powodu przeszłych kłopotów zdrowotnych jednego
      z nich). Poza tym one sa niewychodzące od kilku lat i podejrzewam,
      że ich odporność "na świat zewnętrzny" kulałaby... No i po tym
      ostatnim wypadku z Sebastianem/Bajtkiem w ogóle rozważam, gdzie
      kotom lepiej.... tak przynajmniej są: 1) bezpieczne 2) izolowane od
      różnych paskudztw 3) na "czystej" diecie.

      Ale zdaję sobie sprawę, że jest wiele kotów wychodzących, którym
      może wieść się dobrze.... Tylko od czego to zależy??? Na pewno od
      małego albo żadnego ruchu samochodowego....

      CO o tym sądzicie?
      • mary4 Re: co się mogło stać i co będzie dalej 27.06.08, 11:50
        Trzymam kcuki za zdrowie kota, ja podobnie bym postąpiła na Twoim
        miejscu.
        Pozdrawiam Ciebie i maleństwo
        • mist3 Re: co się mogło stać i co będzie dalej 27.06.08, 20:21
          Ja mam kotkę niewychodzącą i wielu moich znajomych również. Jeśli widziałabym,
          że kotka jest nieszczęśliwa to pewnie starałabym się jej znaleźć dom z ogrodem,
          żeby mogła wychodzić.
          Tak naprawdę przeżyć mogą koty 'mądre' tzn. takie, które nie pchają się tam
          gdzie nie trzeba. Większą szansę (choć oczywiście nie 100%) mają koty
          wysterylizowane - najczęściej trzymają się domu, nie wdają się w bójki o samicę,
          a w przypadku kotek - nie są narażone na zarażenie się białaczką w trakcie
          zapładniania. Ale jeszcze raz powtarzam - to nie jest reguła.
          Nawet jeśli kot boi się samochodów, nie włóczy się daleko (a więc nie ma szans
          złapania się sidła kłusowników) to jeszcze pozostaje, niestety, 'czynnik ludzki'
          - zawsze może się znaleźć jakiś 'człowiek', który na kocie będzie chciał
          wypróbować sadystyczne swe skłonności. A kot dobrze traktowany w domu jest
          bardziej ufny wobec ludzi, choć na szczęście to nie jest regułą.
    • swave1 Jeszcze jeden potrącony kot prosi o wsparcie 02.07.08, 12:17
      Witam i pozdrawiam wszystkich.
      Na początku głęboki szacunek za zachowanie i pomoc zwierzakowi dla
      autorki wątku.Korzystajac z tego chciałbym i ja poprosić o wsparcie
      w sprawie potrąconej kotki mojej sąsiadki.Mija już tydzień od
      feralnego zdarzenia - potrącona przez samochód,uderzona w głowę też
      na początku w szoku z objawami wstrząśnienia mózgu i uszkodzenia
      szczęki została przez następne 4 dni pod opieką wet.: kroplówka
      żywieniowa i w końcu prześwietlenie które nie wykazało złamania
      ale ... ale coś jest ze szczęką nie tak.
      Lekarz wet. stwierdził że zrobił wszystko co się dało teraz trzeba
      czekać.Nie kwestionuję wiedzy lekarza ale być może jest jeszcze coś
      co można by zrobić aby uratować kotkę a problem jak widzę niestety
      jeszcze jakiś jest :
      - nie przyjmuje pokarmu i co gorsza nie pije wody (staram się jej
      podawać ale się broni )
      -wydzielina śliny z cuchnącą ropą z pyszczka i niewielkie wybroczyny
      krwawe z nosa
      -po upływie 6 dni od zdarzenia widać że dolna szczęka przesunięta
      jest do tyłu tak że nie da się zamknąć pyszczka bo zęby nachodzą
      (kły) na siebie

      Jak wspominałem zdjęcie RTG nie wykazało złamania a lekarz po
      oględzinach nic na temat niepasowania szczęk nie mówił.Pomimo że
      wybieram się jeszcze raz do lecznicy może ktoś ma już podobne
      doświadczenia i może coś doradzi?Czy stan niepasowania szczęk może
      być przejściowy na skutek np:opuchlizny tak jak przy zwykłym
      zwichnięciu ?Czy jednak trzeba tu jakiejś zewnętrznej interwencji ?
      Jeszcze raz pozdrawiam wszystkich i z góry dziękuję za wsparcie :)
      • marzenia11 Re: Jeszcze jeden potrącony kot prosi o wsparcie 02.07.08, 12:29
        Moim zdaniem wybierz sie do innego weta - bo objawy z pyszczka sa niepokojace tzn. takie, ze jednak cos tam sie dzieje i skoro ten wet nie moze juz nic zrobic to trzeba pojsc na konsultacje do innego.

        Poza tym moze zaloz watek na weterynarii - tam sa dyzurni lekarze i moze podpowiedza Ci co robic dalej.

        Pozdrawiamk i trzymam kciuki za zdrowie kotka, daj znac co sie dzieje dalej.
      • brzozasyberyjska Re: Jeszcze jeden potrącony kot prosi o wsparcie 02.07.08, 12:33
        forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=525
      • g.i.jane do swave1 02.07.08, 14:24
        Trzeba koniecznie zmienić weta bo ten chyba nie wie co mówi. Jeśli
        jesteś z Warszawy to mogę polecić świetną zwierzęcą dentystkę Panią
        Katarzynę Jodkowską. Przyjmuje na Powstańców Śląskich, w Lancecie na
        Sadybie i w SGGW na Nowoursynowskiej. Niestety terminy są odległe
        ale jeśli sprawa pilna to Pani Doktor na pewno zgodzi się rzucić
        okiem między pacjentami.
    • swave1 Udało się :) 11.07.08, 21:04
      Dziękuję za zainteresowanie i pragnę donieść że udało się uratować
      małą kotkę.Najtrudniej było z karmieniem tym bardziej duża radośc i
      satysfakcja kiedy mała zaczęła powoli z dnia na dzień jeść
      sama.Przeszło 2 tygodnie trwała walka z bakteriami,zwalczenie
      wycieku ropnego z pyszczka i nosa i karmienie "na siłę" - podawanie
      pokarmu w formie papki za pomocą strzykawki(wciskanej z
      boku "doustnie" :).Cóż proces dochodzenia do zdrowia zapewne jeszcze
      potrwa nie krócej niż miesiąc i w tym czasie okaże się co ze szczęką
      (na razie sprawia wrażenie "wbitej" - jest przesunięta do tyłu i
      mała nie może zamknąć pyszczka )jakkolwiek RTG wykazuje że wszystko
      jest ok ...Może faktycznie trzeba czasu - zobaczymy :)Pozdrawiam
      wszystkich,
      Swave1

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka