wiu
28.05.08, 09:02
Witam, chciałam się poradzić na tutejszym forum co do przykrego
wydarzenia, które miało miejsce 3 dni temu, w niedzielę wieczorem.
Samochód przed nami (mąz twierdzi, że nawet jeszcze ten przed nim)
potrącił kota. Było to na podmiejskiej, asfaltowej drodze, w miejscu
gdzie samochody zwalniają z powodu skrzyżowania, ale jednak jadą te
ok.40 km/h. Kot przebiegał przez jezdnię. Pierwszy samochód go
potrącił (widziałam, jak go odrzuciło), mąż twierdzi, że drugi
samochód przejechał "nad nim". DOpiero my się zatrzymaliśmy. Mimo że
jestem w 9-10 tygodniu ciąży a poprzednie 3 straciłam, pod wpływem
impulsu rzuciłam się do pomocy. Nie mogłam tak zostawic biedaka.
Sama mam w domu 2 koty ze schroniska, znam je jako "osoby" i ... coś
mnei ścisnęło za gardło. Wiem, że kot to nie człowiek, ale ... w
takich sytuacjach reaguje się odruchowo. Mąż jest bardziej
sceptyczny jeśli chodzi o zwierzaki, musiałam więc sama podjąc
akcję. Zawieźliśmy kota do weterynarza, on podał mu kilka
zastrzyków, po których kot sie uspokoił (był w szoku, szybko
oddychał i leżał na boku). Problem jest taki, że w tracie transportu
trochę mnei podrapał. TO aledwie kilak rys na nadgarstkach, do
których (z racji posiadania już 2 kotuchów) jestem przyzwyczajona,
ale jedno z zadrapań jednak do krwi, no i to był obcy, wiejski,
wychodzący kot... Kot ostatecznie trafił do schroniska i jest tam
obserwowany pod kątem wścieklizny, a ja jestem już po pierwszej
dawce szczepionki p-tężcowej. Nie pogryzł mnie, tylko podrapał, ale
jednak.... Szkoda mi go, ale nie mogłam wziąć go do siebie. Teraz
dochodzi jeszcze niepewność, czy się nim tam w Schronisku dobrze
zajmą...? I czy naprawdę będą go obserwować...? Po upływie
odpowiedniego czasu będzie mi potrzebne zaśwwiadczenie o jego stanie
(i - oby! - braku objawów wścieklizny) do przedłożenia lekarzowi w
Poradni Chorób Zakaźnych i mojemu ginekologowi. Martwię się też, czy
ta już wzięta szczepionka p-tężcowi nie zaszkodziła Dzidkowi...
Siedzę w pracy i myślę o tym kocie, nei tylko z powodu zagrożenia,
jakie spowodowałam dla siebie. Jest mi smutno, bo nie moge iśc go
odwiedzić, a wydzwanianie co dzień do Schroniska obawiam się że już
przynosi przeciwny efekt. To młody, niespełna 2-letni, biało-czarny
kocur wykastrowany. Miał na szyi obróżkę. Wczoraj przez telefon
powiedziano mi, że powoli wychodzi z szoku, ale jeszcze ma sztywne
źrenice i jeszcze ma objawy obrzęku mózgu. Dostał znowu leki. Z
tego, co mi powiedział lekarz w lecznicy, do której najpierw
trafiliśmy, kot miał kręgosłup, żebra, łapki całe i "tylko" miał
złamaną "chyba" w jednym miejscu szczękę.
ROzgadałam się i troche ten mój post niezborny... chodzi mi o to, że
chciałam się zapytać, jakie szanse ma taki kot, czy może wyzdrowieć?
Jak on się może teraz czuć...?
A drugie pytanie, to ... co mi grozi?? I dziecku...?