jestem.najlepsza
21.08.08, 12:48
Mam rocznego pudelko mieszańca, niezwykle ufne i radosne stworzenie. Chocdzę z nim na spacery na smyczy i z racji,że nie do końca słucha komendy 'wróć' nie spuszczam go z niej. Dwukrotnie mialo miejsce zdarzenei ,że p[odczas spaceru napadł go o wiele wiekszy pies mianowicie wyżeł(bez kagańca czy choćby obroży) Pan tamtego stał jakies 200m dalej i wołał psa ale ten nie przychodził. Prpbowałam złąpać tamtego i odciągnąc ale nie maiłąm tyle siły wkońcu fascet sam go zabrał. Powiedziałam mu ,że nie życze sobie żeby taka sytuacja miałą miejce, nech chociaz mu załozy kaganiec;/ Tym bardzij ze sprawa maiał miejsce w środku osiedła nie na jakimś uboczu.
Drugim razem zostalismy napadnieći przez tego samego wyżła który wybieł z samochodu i zaczął szarpać mojego psa.Na szczęście moj pies połozył sie na plecach a tamten tylko stałnad nim. Poprosułma więc panią wyżła żeby go zabrała a ona sie bałą podejść;/ do własnego psa;/ Ponieważ trwało to troche sama odepchnęłam wyżłą i wziełam to moje biedactwo na ręce. Wyżeł zaczął skakać po mnie ale pani zdołąłą go jakoś pochwycic. Tym razem sie zdenerwowałam tym bardozj ze nie usłyszłąma ''przeprasza'' i powiedziałakm Pan i,że to już druga taka sytuacja(jeśli chjodzi o mojego psa bo kilka znajomych mowiło ,że jest agresywny także do ich psów) i że nei chce psa widzieć berz smyczy lub kagańca bo zadzwonie na straż miejska.
Ech i ostatnmio znów widziałam tą pania i oczywiście biegającego nonszalancko psa.Na szczęscie zdązyłam odejśc niezauważona.
Moje pytanie czy jeśli powtórzy się taka sytuacja zadzwonilibyście? Dodam ,że pies nie reaguje na komendy własciciela i jest agresywny.