Gość: Ania
IP: *.aster.pl
18.12.04, 11:48
Już trzy razy byłam na rozmowie w eurolot i nigdy nie dostałam się na kolejny
etap, mimo wyższego wykształcenia, znajomości 2 języków i doświadczeniem w
pracy jako stewa. Wydaje mi się, że dostać się tam można tylko po dobrej
znajomości. W komisji są wciąż te same niemiłe osoby, przyczepiające się do
byle czego. Może oczekują większej motywacji od przyszłych pracowników np.
popełnię samobójstwo jak sie nie dostanę:)
Jest to conajmniej śmieszne, rozumiem że w tej chwili "prawie" wszyscy są po
studiach i znają po 10 języków obcych ale z tego co rozmawiałam z
moimi "konkurentkami" dowiedziałam się, że większość kandydatów jest na
pierwszym lub na drugim roku i znają tylko "okaleczony" angielski "bo po co
więcej, na tych liniach latają prawie sami Polacy". Najciekawsze jest to że
te wytapetowane i nieudolne dziewczęta dostały się bez problemu. Niektóre z
nich same się przyznały, że mają tę pracę dzięki znajomością i ich wymogi,
języki i t.d. nie obowiązują.
Wszyscy wiemy jaki jest poziom znajomości jęz. angielskiego w eurolot "senkju
for jor atenchyn", czyżby cała cabin crew dostała tę pracę dzięki znajomości.
P.S. Nie zawsze wykładnikiem umiejętności jest papierek ze szkoły
który "otwiera" drogę do wielkiego świata ale sumienność, odpowiedzialność i
chęć niesienia pomocy.
Oby tak dalej kochany euronielociku;)