patmate 06.10.14, 11:48 A-20 z dna Bałtyku, już na Oksywiu. Pojedzie do muzeum w Krakowie. Hura. Hura! Hura!!! :-) Pzdr Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
jopekpl Re: Douglas podniesiony :-) 06.10.14, 14:33 patmate napisał: > A-20 z dna Bałtyku, ju > ż na Oksywiu. Pojedzie do muzeum w Krakowie. Hura. Hura! Hura!!! :-) > > Pzdr Wspaniale!!!!, a już myślałem ze sobie odpuścili, bo jakoś się cicho ostatnio o nim zrobiło. Odpowiedz Link Zgłoś
patmate Re: Douglas podniesiony :-) 06.10.14, 14:35 nie chcieli szumu medialnego pewnie. Żeby nie znaleźli się amatorzy fantów. Nawet nie było czepionych sieci rybackich, wiec pewnie dlatego nikt nie wiedział gdzie szukać.. Pzdr Odpowiedz Link Zgłoś
maxikasek Re: Douglas podniesiony :-) 06.10.14, 15:01 W zeszły roku pogoda im pokrzyżowała plany. W dodatku musieli zebrac kasę na konserwację- wyciągnąć to dopiero połowa sukcesu. Brytole z Dornierem czekali kilka lat. Odpowiedz Link Zgłoś
wiarusik Re: Douglas podniesiony :-) 06.10.14, 16:44 a było już o tym, że wózki od skody 220 mm wyłowiono i będą lub już są w muzeum w bydgoszczy? Odpowiedz Link Zgłoś
patmate Re: Douglas podniesiony :-) 06.10.14, 17:00 wiarusik napisała: > a było już o tym, że wózki od skody 220 mm wyłowiono i będą lub już są w muzeum > w bydgoszczy? było, było :-) Odpowiedz Link Zgłoś
cie778 Re: Douglas podniesiony + dalsze plany 08.10.14, 15:47 Przez 70 lat leżał na dnie Bałtyku, kilka dni temu wydobyto go na ląd. Niedługo trafi do krakowskiego Muzeum Lotnictwa Polskiego, za parę lat - już po remoncie - będziemy mogli go podziwiać. Powitajmy bombowiec Douglas A-20A! Na samolot natrafiono w czerwcu ubiegłego roku podczas rutynowych badań dna morskiego w okolicach Rozewia. Okazało się, że to amerykański bombowiec Douglas A-20A (maszyny służyły w czasie II wojny światowej w siłach powietrznych USA, Francji, Wielkiej Brytanii i ZSRR). Decyzja nie mogła być inna: maszynę trzeba wydobyć na ląd, bo to rzadki okaz. Na świecie zachowało się tylko 16 egzemplarzy. Nurkowie zeszli na dno - Jako muzealnicy kibicowaliśmy tej akcji, śledziliśmy każdy jej etap - mówi Krzysztof Radwan, dyrektor Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie. Łatwo nie było. Bo maszyna duża i ciężka (20 metrów rozpiętości skrzydeł, kilkanaście ton), bo na dnie Bałtyku leżała długo i była mocno zamulona. Nikt nie wiedział, czy podczas podnoszenia samolot po prostu się nie rozleci. Nurkowie zeszli na dno, żeby zobaczyć, w jakim stanie jest douglas A-20A (wszystko wskazuje na to, że była to maszyna należąca do Rosjan, używano jej podczas walk o Wał Pomorski) - zachowało się sześć metrów kadłuba wraz ze skrzydłami, śmigłem i silniki; brakowało ogona. Nurkowie znaleźli też elementy wyposażenia, które wypadły z samolotu, te przekazano w ubiegłym roku do krakowskiego muzeum (na przykład karabiny). - Te fragmenty zaostrzyły nam apetyt. Ale jednocześnie uzmysłowiły, jaki ogrom prac nas czeka w przypadku, gdy maszyna zostanie wyciągnięta na powierzchnię i trafi do Krakowa - opowiada dyrektor Radwan. Morze było bardzo niespokojne Akcję prowadziła ekipa konserwatorów i nurków z Muzeum Morskiego w Gdańsku (pod przewodnictwem Iwony Pomian), pierwsza próba podniesienia maszyny odbyła się jesienią ubiegłego roku. Niestety, nie udało się, ponieważ morze było bardzo niespokojne. Pomysł na podniesienie samolotu był taki: pod maszyną zostaje umieszczona belka, a do niej przyczepia się pasy, te zaś przymocowane są do dźwigu statku. - Uczestniczyłem wtedy w tej akcji. Czekaliśmy kilka godzin, ale morze się nie uspokoiło, zrezygnowaliśmy z wydobycia samolotu. Mógł przecież się zniszczyć - wspomina dyrektor. Próbę ponowiono w ubiegłą sobotę - niestety, belka pod samolotem zaczęła się wyginać, samolot mógł opaść na dno i rozlecieć się na kawałki. Zbudowano belkę mocniejszą i dzięki niej douglas A-20A wypłynął na powierzchnię. - Po 70 latach przebywania w słonej wodzie trudno było się spodziewać, że maszyna będzie w idealnym stanie. Przecież wiele jego elementów wykonane jest z aluminium - tłumaczy Radwan. Analizy, badania - a potem decyzja W ciągu najbliższego tygodnia specjaliści z krakowskiego muzeum pojadą do Gdańska, żeby się zastanowić, w jaki sposób przetransportować samolot do Krakowa, najlepiej w całości. A podróż douglasa A-20A będzie wyzwaniem. Podejmie się go Przemysław Panas, który jest chyba jedyną osobą w Polsce zajmującą się takimi operacjami - przewoził już wiele maszyn, a z jego usług korzysta pół Europy (podnosił boeinga 767 pilotowanego przez kapitana Tadeusza Wronę, który awaryjnie lądował na Okęciu bez wysuniętego podwozia). Co na miejscu, w Krakowie? Najpierw analizy, badania; potem decyzja - rekonstruować do stanu ekspozycyjnego czy pokazywać w wersji zabezpieczony destrukt. Douglasa A-20 zobaczymy za kilka lat. - Wiele zależy również od funduszy. Prace przy takiej maszynie kosztują; może nie są to miliony, ale jednak setki tysięcy złotych - tłumaczy dyrektor Radwan. pozdrawiam jasiol Odpowiedz Link Zgłoś