failte
15.01.10, 00:33
Witam!
Nie wiem czy tylko mnie się tak zdarza, czy Wy również macie takie
doświadczenia. Po wielu latach starań doczekałam cudownej, zdrowej
ciąży. Niepowikłanej. Zdarzyło mi się co prawda stresujące plamienie
z polipa, który mi się utworzył w 12tc, ale jestem w 25tc i po
polipie nie ma śladu. Ciążę przechodzę super.
Tymczasem...
Trafiam na lekarzy, którzy wydają się być skupieni na wyszukiwaniu
patologii. Jakby ciało kobiece samo w sobie było zagrożeniem dla
dziecka i tylko czyhało żeby je skrzywdzić. Rozumiem o czym piszą
dziewczyny wspominając czasem niezbyt udane porody - że czuły się
jakby personel chciał dziecko jak najszybciej uwolnić z 'niewoli'
kobiecego ciała. Sama ledwie minęłam półmetek ciąży a już okazuje
się, że w oczach lekarza największym zagrożeniem dla dziecka jestem
ja sama oraz że patologia czyha za każdym rogiem.
Najpierw w szpitalu - po stwierdzeniu już, że plamię z polipa i nic
się poza tym nie dzieje, usłyszałam (podobnie jak pozostałe
współspaczki z pokoju): "Teraz połowa sukcesu to leżenie a połowa to
leki". Zabrzmiało to jakby moje maleństwo było w straszliwym
niebezpieczeństwie. Człowiek stresuje się kiedy coś takiego słyszy.
Tymczasem bez zbędnych ceregieli wypisano mnie 3 dnia i żadne leżenie
nie było konieczne. Po prostu z uwagi na polipa miałam zaprzestać
współżycia...
Prowadzący, skądinąd dobry specjalista i szanowany lekarz, ma
filozofię która ujęłabym "na straszaka". Usłyszałam wiele rzeczy,
zupełnie moim zdaniem zbędnych, typu: "Macica może w każdej chwili
wypchnąć dziecko", "Nie wolno w ciąży współżyć ani dopuszczać do
podniecenia, bo można dziecku wyrządzić wiele złego - zapoczątkuje
sobie pani skurcze i po co?", "Może pani iść popływać, to niweluje
przedwczesne skurcze", "Drastycznie spadły pani parametry krwi" (na
niewielki spadek wyników Hgb) lub też "Po każdym stosunku należy
pójść się wysikać, by bakterie nie zainfekowały cewki moczowej", nie
wspominając o przepisaniu mi końskich dawek leków po wypisie ze
szpitala ... po prostu "profilaktycznie".
Pytałam o możliwości porodu w wodzie, o sposobie kwalifikacji do
niego. I oprócz zdawkowych informacji o warunkach do spełnienia
(naprawdę na Forum więcej tego znalazłam), dowiedziałam się o
możliwych przeciwwskazaniach oraz o tym, że zawsze może się coś
wydarzyć pod koniec pierwszej i w trakcie drugiej fazy porodu i
trzeba być na to gotową. Może być potrzebna np. indukcja i ona
komplikuje każdy poród. Może się zdarzyć coś, co spowoduje
konieczność zakończenia porodu CC.
Znalazłam jednego lekarza, który nie ma fiksacji na patologii, choć
przed nazwiskiem posiada tytuł naukowy. Ale przyjmuje daleeeeeko,
więc jadę tam nazbierawszy sobie kupę wątpliwości i pytań. Dotychczas
je rozwiewał i zgadzał się z faktem: moja ciąża przebiega świetnie,
należy się nią cieszyć a nie w niej 'mieszać'.
Ratunku!!!
Moje ciało nie jest złośliwym tworem czyhającym by zrobić krzywdę
dziecku ! Dlaczego panowie doktorzy :-) nastawiają się, że coś jest
lub pójdzie nie tak? A jak jest dobrze a wręcz bardzo dobrze, to
mówią: "w każdej chwili może się coś zdarzyć i wtedy byśmy sobie tego
nie wybaczyli!" Jestem zmęczona tym podejściem i chętnie bym przy
porodzie żadnego takiego lekarza nie oglądała na oczy. Przylezie i
zacznie najpierw marudzić a potem majstrować.
Czy Wy też macie takie doświadczenia?
Dostaje jakieś dzikie zalecenia (dużo leżeć, zero seksu, ale pływać
ok - można), mam się w siebie wsłuchiwać żeby zaraz wychwycić kiedy
moja macica zacznie mordować dziecko, mam się faszerować lekami choć
"nie ma powodu do niepokoju, ale PROFILAKTYCZNIE". Ehhhhh...
Napiszcie czy częściej spotykacie "lekarzy-straszaków" czy rzetelnie
ale spokojnie podchodzących do ciąży specjalistów. Mnie się wydaje,
że ci drudzy są w straszliwej mniejszości.
failte