Dodaj do ulubionych

lekarz = tropiciel patologii ?

15.01.10, 00:33
Witam!

Nie wiem czy tylko mnie się tak zdarza, czy Wy również macie takie
doświadczenia. Po wielu latach starań doczekałam cudownej, zdrowej
ciąży. Niepowikłanej. Zdarzyło mi się co prawda stresujące plamienie
z polipa, który mi się utworzył w 12tc, ale jestem w 25tc i po
polipie nie ma śladu. Ciążę przechodzę super.
Tymczasem...

Trafiam na lekarzy, którzy wydają się być skupieni na wyszukiwaniu
patologii. Jakby ciało kobiece samo w sobie było zagrożeniem dla
dziecka i tylko czyhało żeby je skrzywdzić. Rozumiem o czym piszą
dziewczyny wspominając czasem niezbyt udane porody - że czuły się
jakby personel chciał dziecko jak najszybciej uwolnić z 'niewoli'
kobiecego ciała. Sama ledwie minęłam półmetek ciąży a już okazuje
się, że w oczach lekarza największym zagrożeniem dla dziecka jestem
ja sama oraz że patologia czyha za każdym rogiem.

Najpierw w szpitalu - po stwierdzeniu już, że plamię z polipa i nic
się poza tym nie dzieje, usłyszałam (podobnie jak pozostałe
współspaczki z pokoju): "Teraz połowa sukcesu to leżenie a połowa to
leki". Zabrzmiało to jakby moje maleństwo było w straszliwym
niebezpieczeństwie. Człowiek stresuje się kiedy coś takiego słyszy.
Tymczasem bez zbędnych ceregieli wypisano mnie 3 dnia i żadne leżenie
nie było konieczne. Po prostu z uwagi na polipa miałam zaprzestać
współżycia...

Prowadzący, skądinąd dobry specjalista i szanowany lekarz, ma
filozofię która ujęłabym "na straszaka". Usłyszałam wiele rzeczy,
zupełnie moim zdaniem zbędnych, typu: "Macica może w każdej chwili
wypchnąć dziecko", "Nie wolno w ciąży współżyć ani dopuszczać do
podniecenia, bo można dziecku wyrządzić wiele złego - zapoczątkuje
sobie pani skurcze i po co?", "Może pani iść popływać, to niweluje
przedwczesne skurcze", "Drastycznie spadły pani parametry krwi" (na
niewielki spadek wyników Hgb) lub też "Po każdym stosunku należy
pójść się wysikać, by bakterie nie zainfekowały cewki moczowej", nie
wspominając o przepisaniu mi końskich dawek leków po wypisie ze
szpitala ... po prostu "profilaktycznie".

Pytałam o możliwości porodu w wodzie, o sposobie kwalifikacji do
niego. I oprócz zdawkowych informacji o warunkach do spełnienia
(naprawdę na Forum więcej tego znalazłam), dowiedziałam się o
możliwych przeciwwskazaniach oraz o tym, że zawsze może się coś
wydarzyć pod koniec pierwszej i w trakcie drugiej fazy porodu i
trzeba być na to gotową. Może być potrzebna np. indukcja i ona
komplikuje każdy poród. Może się zdarzyć coś, co spowoduje
konieczność zakończenia porodu CC.

Znalazłam jednego lekarza, który nie ma fiksacji na patologii, choć
przed nazwiskiem posiada tytuł naukowy. Ale przyjmuje daleeeeeko,
więc jadę tam nazbierawszy sobie kupę wątpliwości i pytań. Dotychczas
je rozwiewał i zgadzał się z faktem: moja ciąża przebiega świetnie,
należy się nią cieszyć a nie w niej 'mieszać'.

Ratunku!!!
Moje ciało nie jest złośliwym tworem czyhającym by zrobić krzywdę
dziecku ! Dlaczego panowie doktorzy :-) nastawiają się, że coś jest
lub pójdzie nie tak? A jak jest dobrze a wręcz bardzo dobrze, to
mówią: "w każdej chwili może się coś zdarzyć i wtedy byśmy sobie tego
nie wybaczyli!" Jestem zmęczona tym podejściem i chętnie bym przy
porodzie żadnego takiego lekarza nie oglądała na oczy. Przylezie i
zacznie najpierw marudzić a potem majstrować.

Czy Wy też macie takie doświadczenia?
Dostaje jakieś dzikie zalecenia (dużo leżeć, zero seksu, ale pływać
ok - można), mam się w siebie wsłuchiwać żeby zaraz wychwycić kiedy
moja macica zacznie mordować dziecko, mam się faszerować lekami choć
"nie ma powodu do niepokoju, ale PROFILAKTYCZNIE". Ehhhhh...

Napiszcie czy częściej spotykacie "lekarzy-straszaków" czy rzetelnie
ale spokojnie podchodzących do ciąży specjalistów. Mnie się wydaje,
że ci drudzy są w straszliwej mniejszości.

failte

Obserwuj wątek
    • olenka1211 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 04:38
      Ja mieszkam w Australii i tu jest zupełnie inaczej. Wszystko naturalnie, minimum
      badań, czasem to też stresujące.
      Ciąży nie prowadzi ginekolog, zero badań wewnętrznych. Pierwsza wizyta u lekarza
      pierwszego kontaktu, podstawowe badania krwi i moczu dopiero w 10 tygodniu.
      Zapomnij o toksoplazmozie czy cytomegalii, nikt o tym nie mówi, nie testuje.
      USG w 12 tygodniu na życzenie, nie jest zalecane. Miałam, nawet nie zmierzono NT.
      Potem wizyta u położnej około 12-14 tygodnia. Wywiad, tętno dziecka i tyle.
      Kolejne USG w 20 tygodniu i wizyta u lekarza. Jak USG wyszło dobrze to dalszych
      badań nie ma. Wyników nie podają.
      Kolejna wizyta u położnej w 28 tygodniu.
      Co dalej przekonam się wkrótce.
      Dodam, że badań krwi nie powtarzają, widocznie w zdrowej ciąży jedne na całe 9
      miesięcy wystarczą.

      Dla mnie to przegięcie w drugą stronę. Czułabym się pewniej mając odrobinę
      lepszą opiekę. Z drugiej strony to co wyprawia się w Polsce też martwi.
    • kawo-szka Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 08:09
      Poruszyłaś bardzo ważny myślę temat, który ja także dostrzegam - z
      poziomu co prawda nie własnych doświadczeń, ale innych kobiet -
      moich znajomych, czy choćby forumowiczek. Czytając jednak Twoją
      historię - przeżyłam kolejny szok - za każdym razem zdumiewają mnie
      takie opowieści. Współczuję Ci tych przeżyć - zupełnie przecież
      niepotrzebnych.

      Ale jeśli będzie to dla Ciebie jakimkolwiek pocieszeniem - to nie
      tylko Tobie zdarzają się tacy lekarze straszyciele-wybawiciele. Masz
      absolutną rację co do swoich przeczuć i wrażeń w tym temacie. Jest
      to cholernie przykre, bo lekarze całym tym swoim medycznym wpływem
      potrafią pod ten chór pełen grozy podłączać się nawet szpitalne
      położne - wtedy już naprawdę - nic tylko błagać, by ratowali mnie i
      moje dziecko :/

      Kiedy zaszłam w ciążę trafiłam na dwóch partaczy, a nie lekarzy.
      Przyjmowali na tzw. kasą chorych - chciałam wykorzystać naszą służbę
      zdrowia - w końcu płacę te cholerne składki. Niestety - to był błąd.
      Pierwszy źle zdiagnozował moją ciążę (po prawie 2 latach starań,
      pomimo pozytywnego testu i mojej intuicyjnej pewności, że jestem w
      końcu w upragnionej ciąży - ten czarnoskóry lekarz, specjalista
      skądinąd bardzo wychwalany przez pacjentki, po strzeleniu kilku
      fochów w moim kierunku, że zadaję głupie pytania - stwierdził: "nie
      ma pęcherzyka, nie ma dzieciątka, proszę przyjść za 2 tyg., może
      będzie, może nie"), a drugi - a właściwie druga (bo to kobieta
      była) - także rzucając w moim kierunku uwagi, że to ONA wie lepiej i
      nie powinnam zadawać żadnych pytań, a już szczególnie na tematy
      wyczytane w internecie - wyjaśniła mi, że nie będzie prowadzić mojej
      ciąży, bo mam już książeczkę ciąży założoną przez innego lekarza (po
      tej felernej diagnozie pojechałam w te pędy do prywatnego, który
      zdiagnozował i pęcherzyk, i ciałko żółte, i zarodek! Cud,
      normalnie!:/), a ona nie akceptuje sytuacji gdy ja konsultuję się z
      kimkolwiek więcej, niż z nią samą! No więc wyszłam strzelając
      drzwiami i powtarzając sobie, że mam gdzieś taką służbą zdrowia. I
      tak oto wróciłam do prywatnego.

      Ten prywatny lekarz - to bardzo mądry człowiek. Żaden panikarz,
      żaden nadpobudliwy, nie szuka problemów w miejscach, gdzie ich nie
      ma, nie przepisuje żadnych leków, gdy nic się nie dzieje, chyba że
      miałyby one uspokoić mnie samą, tłumaczy wszystko cierpliwie
      powtarzając mi, że nie ma głupich pytań. Po prostu - pełen
      racjonalizm, ba, to pewnie niektórych zdziwi - ale ufność w mądrość
      Matki Natury! Dzięki jego wiedzy jestem bardzo spokojną matką na
      finiszu ciąży :) Chwała mu za to, choć niestety - muszę za ten
      spokój słono co miesiąc płacić :/

      Ja wybrałam poród SN, do tego w domu, więc póki co w ogóle nie
      stresuję się tematyką samej formy witania Maleństwa na tym świecie.
      Choć wiem (niestety), że jeśli Synek nie zrobi mi fikołka (z
      pośladkowego na podłużne główkowe), lub coś innego się przydarzy, to
      czeka mnie szpital i cc :( Ale jestem póki co dobrej myśli :)

      Pytasz skąd się to bierze - to szaleństwo i tropienie patologii.
      Przerażające i aż śmieszne. Odpowiedź jest prosta: bo tego właśnie
      ich uczą na medycynie - patologii, a nie tego jak przebiega
      naturalny poród i niezakłócony okres samej ciąży. Odkąd tylko
      powstały oddziały w szpitalach i lekarz stał się ikoną tego
      wydarzenia - wmówiono nam, kobietom, że oto nasz główny bohater -
      niezbędny, konieczny i jedyny ratunek. Ciążę już dawno przestano
      traktować jako stan NATURALNY, a jak chorobowy, z którego, jak
      napisałaś, trzeba nas wszystkie wybawić i wyleczyć :/

      Jeśli masz tylko ochotę, to świetnie jest to całe lekarskie zjawisko
      wyjaśnione w filmie, który jest na YouTube (a mam go zalinkowanego
      poniżej - część 1) - pt. "Porodowy biznes". Bodaj w części 2
      opowiadają tam o zarysie historycznym pojawieniu się lekarzy w
      momencie narodzin dziecka i tego jak szpitale zaczęły odgrywać rolę
      naszych kobiecych dramatów. Polecam gorąco Ci ten film - nie chodzi
      mi już o klepanie tematyki porodów w domu, ale w tym momencie - to
      spojrzenie skąd się to wszystko wzięło i dlaczego nadal tak świetnie
      fukcjonuje, wkręcając kobiety w coraz większe schizy, panikarstwo,
      traktowanie wszelkich zabiegów jako koniecznych, pragnących tylko
      ZZO i cc, kobiet, które zapominają jak się rodzi i jak powinien
      przebiegać okres samej ciąży..

      A tak w ogóle, Failte, życzę Ci cudownego, dobrego porodu we
      wspaniałym miejscu i wśród zaufanych ludzi, bez niepotrzebnych
      lęków, paniki, indukcji, itp. :) Niech to będzie wydarzenie, o jakim
      marzysz :)

      Pozdrawiam ciepło!
      • ochra Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 08:57
        Niestety - to był błąd.
        > Pierwszy źle zdiagnozował moją ciążę (po prawie 2 latach starań,
        > pomimo pozytywnego testu i mojej intuicyjnej pewności, że jestem w
        > końcu w upragnionej ciąży - ten czarnoskóry lekarz, specjalista
        > skądinąd bardzo wychwalany przez pacjentki, po strzeleniu kilku
        > fochów w moim kierunku, że zadaję głupie pytania -
        stwierdził: "nie
        > ma pęcherzyka, nie ma dzieciątka, proszę przyjść za 2 tyg., może
        > będzie, może nie"),

        Przesadzacie dziewczyny, lekarze są bardzo różni, moja dr była
        bardzo wyluzowana i przywracała mnie do pionu kiedy się nad sobą
        rozczulałam. Jak ktoś nam nie pasuje szukamy sobie innego.

        A co do tego doktora, test sikany nie jest dla lekarza żadnym
        dowodem, tym bardziej Twoje intuicyjne przeczucie że jesteś w ciąży.
        Dowodem jest pęcherzyk i bijące serce, nie rozumiem czemu to cię
        oburzyło.
        • kawo-szka Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 10:33
          ochra napisała:

          > A co do tego doktora, test sikany nie jest dla lekarza żadnym
          > dowodem, tym bardziej Twoje intuicyjne przeczucie że jesteś w ciąży.
          > Dowodem jest pęcherzyk i bijące serce, nie rozumiem czemu to cię
          > oburzyło.

          Nie przeczytałaś uważnie tego, co napisałam.

          Kilkanaście godzin po tej felernej wizycie inny lekarz POTWIERDZIŁ moją ciążę (pęcherzyk, ciałko żółte i zarodek) - więc niby co? Cud się stał? Nie. Poza tym chyba nie zdajesz sobie sprawy jak przeżywają taki moment kobiety długo starające się o upragnione dziecko (a ten lekarz doskonale o tym fakcie wiedział). Takie betonowe podejście, jakie zaprezentował ten lekarz z NFZ może Tobie nie przeszkadza, ale nie mi - bo wystarczyłaby odrobina empatii i delikatności przy przekazywaniu takich informacji (można było np. powiedzieć, że to jednak może być wina sprzętu i wszystko się wyjaśni za tydzień, prawda?). I nie, nie o rozczulanie się tu chodzi, czy głaskanie po główce - (pisałam przecież WYRAŹNIE - uwielbiam RACJONALIZM i zdroworozsądkowe podejście mojego obecnego lekarza, który bynajmniej nie traktuje mnie jak jajko które łatwo można stłuc) - ale do cholery, trzeba mieć w tym zawodzie odrobinę empatii i wyobraźni w stosunku do pacjentki, a nie memłać jęzorem jak pierwszy lepszy robol przy kuflu piwa, bo to akurat każdy potrafi, bez kończenia medycyny. Z resztą - moje dwa lekarsko-państwowe przykłady nie dotyczą bezpośrednio problematyki tutaj poruszonej (tropienia patologii w ciąży, przepisywania niepotrzebnych medykamentów, zasiewanie paniki i lęku) - może powinnam tego nie pisać. Ale napisałam, trudno. Jednakże przykładem mojego obecnego lekarza (na tle tamtej dwójki) - podkreśliłam, że nie jest aż tak do końca źle w tej branży.

          Natomiast, sorry, ale sprawy poruszone przez założycielkę tego wątku, jej przeżyć i doświadczeń - SĄ problemem w naszych oczach (moich i autorki, a także co najmniej kilku moich znajomych), co jak widać nie każdej kobiecie jednak to przeszkadza. I w porządku. I ja znam takie kobiety, które odnajdują się w takich akcjach, uważając je za normę. Ale nie uważam, by Twoje stwierdzanie, że przesadzamy było określeniem w tym momencie na miejscu..
          • ochra Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 11:51
            Przeczytałam uważnie, nie zauważył, może był kiepskim lekarzem, może
            miał kiepski sprzęt, ale że nie przekonało go twoje przeczucie to
            nic dziwnego. W zachowaniu lekarza które tu opisałaś nie widzę nic
            nagannego. Na zakończenie dodam że sama długo się starałam i
            straciłam wczesną ciążę, ale chyba miałam więcej dystansu.



            • kawka74 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 12:06
              Wystarczyło, żeby lekarz inaczej sformułował i przedstawił swoje wnioski pacjentce. Nic więcej.
          • olenka1211 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 23:41
            "A co do tego doktora, test sikany nie jest dla lekarza żadnym
            dowodem, tym bardziej Twoje intuicyjne przeczucie że jesteś w ciąży."



            Ja poszłam do lekarza i powiedziałam, że jestem w ciąży a on zadał tylko jedno
            pytanie: "W którym tygodniu?"
            Ponieważ to był 6 tydzień kazał przyjść za 4 tygodnie. Zrobiono mi podstawowe
            badania krwi i moczu ale hormonu ciążowego nie sprawdzano.
            Na podstawie zwykłego testu ciążowego kupionego w sklepie uwierzono mi, że
            jestem w ciąży i zaczęto wszystkie procedury. Tyle, że u nas nie robią USG
            wcześniej jak w 12 tygodniu i nie ma problemu czy widać pęcherzyk czy nie.
            • claudel6 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 19.01.10, 21:27
              no u mnie tak samo, mieszkam w UK. nikt mi nie robił testów, dr powiedział, ze
              test apteczny wystarczy. tu tez USG nie robi sie przed 10. tygodniem.
      • red-truskawa Re: kawo-szka 15.01.10, 15:18
        Nie chce tu usprawiedliwiać w zaden sposób pierwszych 2 lekarzy ale mogło byc
        tez tak ze jezeli była to wczesna ciąza 6-7 tydz to faktycznie nie widzieli
        serca zarodka a drugi lekarz widział bo miał inny sprzet. Sama się o tym
        przekonałam bedac na wizycie u mojej gin (super fachowiec, prowadzila cala moja
        ciaze) i nie było widac bijącego serduszka w 6 tyg wiec na nastepny dzień
        poszłam do Niej do szpitala i już na lepszym USG było widac i słychac serduszko.
        Wiec moze dlatego...
        • kawo-szka Re: kawo-szka 15.01.10, 21:05
          Masz rację. Zdaję sobie sprawę z tego, że we wczesnej ciąży jest to możliwe
          (nawet opisałam to poniżej odpisując red-truskawie). Kwestia sprzętu to kolejna
          sprawa (tylko dlaczego ja sama muszę sobie to tłumaczyć?). Ale mi bardziej
          chodzi o nastawienie do pacjenta (nie waż się pytać, nie waż się kwestionować,
          nie licz na zrozumienie, dostaniesz i tak po pysku, nakręcę ci spiralę lęku, a
          co!) i sposób traktowania..
        • kawo-szka Re: red-truskawa 15.01.10, 21:06
          Jestem zakręcona :) Odpisałam Tobie w dwóch miejscach, a tutaj nie zauważyłam,
          że też Ci odpisuję :) Sorki :)
    • edytadk Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 09:47
      Z własnego doświadczenia nie mogę potwierdzić, na ile Twoje spostrzeżenia są ogólne - tzn. czy odnoszą się do ogółu lekarzy, ale obstawiałabym, że tak:-). Ostatecznie to wynika ze specyfiki studiów lekarskich - uczenie się, jak rozpoznać i walczyć z patologią. Mam wrażenie, że niewielu lekarzy ma w sobie ten dystans i umiejętność niestraszenia pacjentki, jednocześnie mając świadomość, ile rzeczy może pójść nie tak. W większości przypadków oczywiście jest ok, ale skoro już taka Pani przychodzi i to jeszcze prywatnie, to trzeba dać jej odczuć, jak bardzo się staramy i przed iloma strasznymi niebezpieczeństwami chcemy ją uchronić;-). No bo jeszcze nie daj Boże poczuje niedosyt, a brak działania zinterpretuje jako brak zainteresowania lekarza... U nas w Polsce to trochę samonapędzające się błędne koło - sama niejednokrotnie nasłuchałam się o ciężarnych kilkakrotnie zmieniających lekarza tylko dlatego, że poprzedni powiedział, że coś jest normalne i fizjologiczne (np. skurcze przepowiadające) i nie dał ŻADNEGO leku...

      W połowie pierwszej ciąży miałam takiego zasadniczego i "gromiącego" lekarza, jak autorka wątku. Wszystko mu nie pasowało - a to Hb mi spadła, a to przytyłam o kg więcej, niż tabelka mówi, a to kolor śluzu nie taki. Wtedy naiwnie sądziłam, że to tak ma być i tylko się stresowałam. Ostatecznie zmieniłam lekarza, bo ten pierwszy był ordynatorem w szpitalu, gdzie nie ma porodówki, a wtedy jeszcze - o naiwności - też sądziłam, że "swój" lekarz przy porodzie to podstawa. Trafiłam na sympatyczną lekarkę, dla której wszystko było ok i ogólnie 100% optymizmu. I nagle moja ciąża stała się piękna - zupełnie normalna, wszystko książkowo:-). Przy wspomnianej lekarce pozostałam i teraz w drugiej ciąży moje wizyty nie przyprawiają mnie przynajmniej o wzrost ciśnienia. Wszystko jest pięknie, proszę brać witaminki, widzimy się za miesiąc - mi więcej nie trzeba:-). Dodam jeszcze, że do lekarza chodzę prywatnie, mimo opłacania tych nieszczęsnych składek nie zdałabym się na "państwowego", już nawet nie przez brak zaufania do kompetencji, ale przez traktowanie pacjentki - z łaską i zwykle bez szacunku. A tak - płacę i wymagam.

      Osobiście jestem fanką systemu opieki praktykowanego chociażby w UK czy opisanego powyżej w Australii. Ciąża to fizjologia, ja nie czuję potrzeby latać co chwilę do lekarza i najszczęśliwsza byłabym, gdyby opiekowała się mną wyłącznie położna - bez wymaganych comiesięcznych badań, w szczególności wewnętrznych, bez usg na każdym kroku. O porodzie nie wspomnę - wybór lekarza pod kątem prowadzenia porodu i szpitala to dla mnie jedno wielkie nieporozumienie i proszenie się o kłopoty. Do porodu należy sobie znaleźć położną i modlić się, żeby żaden lekarz się nie przyplątał;-).
      • ewajb Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 10:24
        Byłam w swoim życiu u kilkudziesięciu lekarzy ginekologów (najpierw
        problemy kobiece, ciąża ,druga ciąża problemowa, potem operacja
        guza, trzecia ciąża) i mam jeden wniosek: im mniej lekarz wie, tym
        więcej straszy. Na wszelki wypadek. Nikt wtedy nie zarzuci mu
        niekompetencji, bo przecież mówił. A każdej pacjentce stac sie może
        potencjalnie wszystko, prawda? Gdybym słuchała "straszycieli" nie
        miałabym juz wszystkich narzadów kobiecych (zalecenie było - "pod
        nóż") i nie nosiłabym pod sercem trzeciego skarba.
        Chodze do najbardziej wykształconych (i najdroższych, he he) lekarzy
        w moich miastach i dobrze wiem, dlaczego. Spokój, opanowanie i
        bardzo mało niewiadomych:)
        PS. Nawet, jak zapytałam o cc z powodu guza na jajniku, dowiedziałam
        się, że byłoby to dopuszczalne, ale "prosze pani, po co sie
        zamartwiać - ciąża to taka rewolucja hormonalna, może guza juz nie
        bedzie,a może przynajmniej sie zmniejszy...?" To jest optymizm.
        • ochra Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 11:54
          Byłam w swoim życiu u kilkudziesięciu lekarzy ginekologów (najpierw
          problemy kobiece, ciąża ,druga ciąża problemowa, potem operacja
          guza, trzecia ciąża) i mam jeden wniosek: im mniej lekarz wie, tym
          więcej straszy

          Coś w tym jest...
      • funky_mamma Re: lekarz = tropiciel patologii ? 19.01.10, 18:27
        edytadk napisała:

        > Z własnego doświadczenia nie mogę potwierdzić, na ile Twoje spostrzeżenia są og
        > ólne - tzn. czy odnoszą się do ogółu lekarzy, ale obstawiałabym, że tak:-). Ost
        > atecznie to wynika ze specyfiki studiów lekarskich - uczenie się, jak rozpoznać
        > i walczyć z patologią.

        Dokładnie tak jest, a przekonałam się o tym jak poszłam na pierwsze usg do
        bardzo cenionego lekarza, który zaczął coś opowiadać i mówi tak do mnie: "bo
        pani nie została tu skierowana ot tak, pani została skierowana na usg z
        podejrzeniem wad u dziecka czy nieprawidłowości samej ciąży, które ja jako
        lekarz muszę sprawdzić, potwierdzić bądź zanegować".

        Co do samych doświadczeń, to jeśli chodzi o ciążę to nie byłam specjalnie
        straszona, jedynie kiedy zapytałam o basen, lekarz powiedział, że odradza, bo
        łatwo o zakażenie i niepotrzebne problemy. No i raz pamiętam jak stałam w
        poczekalni i lekarz przechodzący obok zwrócił mi uwagę żebym nie głaskała
        brzuszka, bo w tak zaawansowanej ciąży (byłam wtedy w 7 miesiącu) mogłabym
        wywołać skurcze. No a sam poród niestety był bardzo medycznie poprowadzony przez
        anestezjologa, który nic nie mówił oprócz "proszę się uspokoić i zachowywać jak
        normalna rodząca", "za wąska miednica, tylko 19cm, nie ma szans", a do tego bez
        pardonu i wcześniejszej zapowiedzi przebił ręką pęcherz. A potem już tylko
        stanęłam przed wyborem Oxy albo cc.
    • joana.mz Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 11:59
      mam zupełnie inne doświadczenia po 2 ciążach. Jedną prowadziłam w
      przychodni NFZ a drugą prywatnie. Obaj lekarze mieli
      bardzo "lajtowe" podejście, nie raz musiałam coś sama sugerować (np
      badanie posiew) i wyciągać od nich informację.
      Ale co chciałam powiedzieć - różni są lekarze, rózne są pacjentki.
      Jedne oczekują takiego traktowania by o niczym nie muusiały myśleć,
      bo to co lekarz powie jest święte i dziecko przecież za nie też
      urodzi i takie które "lepiej wiedzą" (wcale tu nie ironizuję bo
      wiele kobiet w tym okresie dokształca się w temacie i pewnie nie raz
      potrafi lekarza zaskoczyć swoją wiedzą). Tutaj podałam 2 skrajne
      postawy, powmiędzy nimi jest cała masa.... trudno oczekiwać od
      lekarza, że "zadowlo" wszystkie pacjentki, myślę, że bardziej ważne
      jest znalezienie właściwego lekarza, jesli kobieta czuje taką
      potrzebę.
    • kawka74 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 12:03
      Dlatego nadzwyczaj podoba mi się podejście mojego lekarza - ciąża jest stanem fizjologicznym, a do lekarza należy czuwanie nad jej przebiegiem i NIEPRZESZKADZANIE. Mówię, rzecz jasna, o ciąży niepowikłanej.
      Niestety to ja sama się nakręcam i ja osobiście produkuję własne schizy.
    • szampanna Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 14:53
      Ech, pech ;) Połowa sukcesu w prowadzeniu ciąży to moim zdaniem,
      trafić na właściwą opiekę. Ja na szczęście znalazłam odpowiedniego
      lekarza, zanim zaszłam w pierwszą ciążę (leczyłam się). Doskonale
      się dogadujemy: on jest spokojny i nie straszy, do tego bardzo
      rzeczowy, a ja- racjonalistka, ale na luzie, a w razie kłopotów -
      opanowana. Więc przez wszystkie 3 ciąże dobrze nam ten układ
      funkcjonował. Nadmienię, że lekarz jest cenionym specjalistą, więc
      patologie spotyka co krok, ale nie rzutuje to na jego podejście do
      fizjologicznych ciąż. Owszem, przykre w tym wszystkim jest to, że
      przyjmuje wyłącznie prywatnie - i zresztą zauważam taką
      prawidłowość: tylko kiepscy/niesympatyczni lekarze mają w moim
      mieście kontrakty z nfz-tem. Ale uznałam, że spokojna ciąża jest
      warta tego, żeby za jej prowadzenie zapłacić.
      A tak na marginesie, zauważyłam jeszcze coś - wyszukiwanie patologii
      to jedna sprawa, ale równie wielu lekarzy, szczególnie
      kontraktowych, traktuje swoje pacjentki jak półinteligentne istoty i
      nie lubi ich informować o przyczynach swoich decyzji w prowadzeniu
      ciąży. To samo potem w szpitalu przy i po porodzie. Pozostaje mieć
      nadzieję, że nadchodzą zmiany :)
      • red-truskawa Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 15:38
        A nie wydaje się Wam ze w jakims stopiu to pacjenci wymuszaja tez taka postawe
        lekarza? Jezeli lekarz przyjmuje cięzarną, zbada ja, widzi ze wszystko jest OK
        to po co ma zlecac tysiace badań jak np poziom HCG co tydzień, co 2 tyg
        morfologia, przeciwciała na tysiace chorób z ktorymi ciezarna nie mogła miec
        stycznosci, ale biada jak tego nie zrobi- będzie konowalem któremu się nie chce,
        który nic nie wie, bo zaraz ciezarna przeczyta na forum ze inna forumowiczka ma
        te tysiace badań a ona nie. Bądzmy troche samokrytyzni- lubimy byc leczeni bo to
        podnosi nasza samoocene ze same robimy wszystko co się da aby było dobrze.
        Bardzo duzo kobiet w ciązy dostaje Duphaston, a wiecie ze bad naukowe pokazuja
        ze donoszenie ciązy z duphastonem albo bez niego wcale niczym się nie rózni? Ale
        wyobrazcie sobie sytuację kiedy kobieta zgłasza się do lekarza w 8-10 tyg ciązy
        bo np miała krople krwi, jest wystraszona ze niedonosi ciązy. Lekarz bada,
        odkrywa jakas drobna nieprawidłowsc i wie ze czy zaleci ten duphaston czy go nie
        zaleci to i tak wszystko jedno, ale co ma powiedziec ciezarnej, ze własciwie nic
        nie moze zrobic? Co wtedy pomysli i zrobi pacjentka?-uda się do lekarza który
        ten duphaston jej przepisze. Wiecie ze w większosci krajów na swiecie panuje
        zasada ze jak kobieta donosi ciąze do 12 tyg to dopiero wtedy bada ją lekarz i
        robi pierwsze USG? Czy któras byłaby zadowolona gdyby w 8,9,10 tyg lekarz
        powiedzial zeby isc do domu bo on i tak nie ma co do roboty do 12 tyg i bez
        sensu teraz USG?
        Wiec moze to nasze oczekiwania w jakims stopniu czynią z lekarzy "tropicieli
        patologii"?
        • keyti77 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 16:52
          A ja się cieszę że mam lekarza który jest "tropicielem patologii" bo
          bez niego nie utrzymałabym obecnej ciąży do tego etapu. Problemem w
          moich poprzednich dwóch, utraconych ciążach byli lekarze którzy
          mieli dość "lajtowe" podejście a u mnie niestety była to sama
          patologia tylko nikt tego nie widział. Mało tego, przez ich
          podejście o mało co przy drugiej ciązy sama nie wymeldowałam sie na
          drugi świat bo zignorowali infekcję wewnatrzmaciczną a ja walczyłam
          o zycie w sepsie.
          Zmierzam do tego że wśród ogółu kobiet z ciążami książkowymi są
          takie jak ja- chodzące patologie - problem polega tylko na tym zeby
          odróznic jedne od drugich.
          _________________________
          Pamiętam i kocham 09.2007, [*] 08.2008
          Czekamy na lutowego Szkraba :-)
        • kaeira Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 18:53
          red-truskawa napisała:
          > Bądzmy troche samokrytyzni- lubimy byc leczeni

          Kto lubi ten lubi.

          > Bardzo duzo kobiet w ciązy dostaje Duphaston [...]
          > ale co ma powiedziec ciezarnej, ze własciwie nic nie moze zrobic? Co wtedy
          pomysli i zrobi pacjentka?

          No, hmm, ja pomyślę, że takie są smutne fakty.

          Owszem, zapewne masz rację co do większości ciężarnych - niestety.
          Ale jest tez jeszcze taka elyta jak my ;-)

          Ja odwrotnie - wolę, żeby lekarz mi tego progesteronu czy No-spy (przy np.
          wspomnianym wyżej lekkim plamieniu) nie oferował. Bo jak już go zaleci, to ja
          (mimo całej mojej wiedzy, która jak nieskromnie sądzę jest porównywalnie do
          przeciętnej ciężarnej bardzo duża) zapewne nie miałabym tyle siły psychicznej
          i wiary we własną wiedzę, żeby odmówić, albo choćby "po kryjomu" nie brać.
          Raczej nie przy tych lekach, których działanie nie ani pozytywne, ani negatywne,
          nie jest jednoznacznie udowodnione (z tego co wiem). Oczywiście mogę szukać
          innego lekarza, ale szansa na trafienie na "naturalsa" jest mała, szczególnie
          jeżeli np. trzeba szukać w ramach NFZ.

          A standardem jest jednak przepisywanie tych leków przy czymkolwiek, co
          wiemy z forów ciążowych. Nawet w tak dobrym szpitalu jak warszawska Zofia,
          trudno trafić na lekarza, który zachowuje się inaczej (być może się mylę -
          opieram to co piszę na doświadczeniach moich i kilku koleżanek).


          > Czy któras byłaby zadowolona gdyby w 8,9,10 tyg lekarz powiedzial zeby isc do
          domu
          > bo on i tak nie ma co do roboty do 12 tyg i bez
          sensu teraz USG?

          A tu akurat byłabym niezadowolona, ale tylko dlatego, że wolałabym mieć pewność,
          że np. w 8t widać tętno. Zawsze to bardzo wzmaga "pozytywne rokowania" co do
          powodzenia ciąży. (tętno w tym tygodniu oznacza, że statystyczne szanse, że z
          ciążą będzie dalej wszystko w to ok. 95-97 procent)
          • red-truskawa Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 22:49
            kaeira napisała:
            >mimo całej mojej wiedzy, która jak nieskromnie sądzę jest porównywalnie do
            przeciętnej ciężarnej bardzo duża<
            Oj przepraszam za urazenie ;) nie znam Twojego zawodu ale większosc obecnych na
            forum wiedze na temat przebiegu ciązy i wszystkiego co ciązy dotyczy czerpie
            własnie z takich forów, od koleżanek które maja wiedze "lepsza' niż niejeden lekarz.

            tętno w tym tygodniu oznacza, że statystyczne szanse, że z
            > ciążą będzie dalej wszystko w to ok. 95-97 procent

            Jezeli Twoja wiedza jest wieksza niz "przecietnej ciezarnej" jak to okresliłas
            to zdajesz sobie sprawe ile wzrastają szanse donoszenia ciązy po 12 tc? I
            równiez zdajesz sobie sprawe ze bijące serce płodu w 7-8 tyg tak naprawde
            niczego jeszcze nie przesadza i nie gwarantuje. Zdajesz sobie również sprawe z
            tego co może "zrobic" medycyna aby uratowac ciąze przed 12 tc?
            • kaeira Re: lekarz = tropiciel patologii ? 16.01.10, 11:51
              red-truskawa napisała:
              > Oj przepraszam za urazenie ;)

              No co ty, nawet do głowy mi nie przyszło urażanie się!


              >nie znam Twojego zawodu

              Nie, nie, mój zawód nie ma nic wspólnego z medycyną. Natomiast - bez fałszywej
              skromności, hehe - mam "dryg" i zacięcie (żeby nie powiedzieć nałóg) do
              wynajdowania w sieci informacji z wiarygodnych źródeł. Pomaga w tym fakt, że
              research internetowy bywa elementem mojej pracy, no i moja dwujęzyczność, bo
              ilość wiarygodnych, a jednocześnie zrozumiałych dla laika informacji medycznych
              w sieci jest nieporównywalnie większa w jęz. angielskim niż w polskim, niestety.
              A poza tym od kilku lat siedzę na forach, głównie eksperckich, (np. moderuję
              forum DP) i czytam, co też mądrego ekspert napisze, i przyswajam. :-)


              > zdajesz sobie sprawe ile wzrastają szanse donoszenia ciązy po 12 tc?

              No wiem, że wzrastają jeszcze bardziej, do ok. 99 procent.


              > zdajesz sobie sprawe ze bijące serce płodu w 7-8 tyg tak naprawde niczego
              jeszcze nie przesadza i nie gwarantuje.

              No, przesądza tyle, że wiem, że jest tętno, a nie np. puste jajo, i że szanse
              dalszego powodzenia są wysokie, ok. 95 procent. Mnie to uspakaja, choć wiem, że
              żadnej gwarancji nie ma.


              > Zdajesz sobie również sprawe z tego co może "zrobic" medycyna aby uratowac
              ciąze przed 12 tc?

              Zdaję :-). Przecież właśnie o tym pisałam.
        • kawo-szka Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 18:56
          red-truskawa napisała:

          > A nie wydaje się Wam ze w jakims stopiu to pacjenci wymuszaja tez taka postawe
          > lekarza?

          Nie, nie wydaje mi się.
          Skąd niby pacjent miałby o tych wszystkich rzeczach wiedzieć?
          To lekarz jest pierwszym elementem wprowadzającym, nie pacjent.
          Poza tym, szczerze mówiąc, nie spotkałam do tej pory żadnego lekarza, który dałby się łatwo ugiąć na skutek mojej prośby. A już szczególnie, gdy chodzi o racjonalizowanie wydatków z tzw. kas chorych - ile razy słyszałam: "a na co to pani?" i odmowę. Prywatnie to troszkę inaczej wygląda - ale jak ktoś ma kasy jak lodu, to jego już sprawa jak je będzie wydatkował.

          > Bądzmy troche samokrytyzni- lubimy byc leczeni bo t
          > o
          > podnosi nasza samoocene ze same robimy wszystko co się da aby było dobrze.

          Wiesz co? Ja nie widzę absolutnie żadnego związku logicznego. Ja nie lubię być leczona. I nigdy leczenie nie podnosiło mojej, jak to nazwałaś, samooceny. Nie cierpię chodzić do lekarzy i zdecydowanie wolę być zdrowa - wtedy za to, i owszem, moja samoocena jest super :)

          > Bardzo duzo kobiet w ciązy dostaje Duphaston, a wiecie ze bad naukowe pokazuja
          > ze donoszenie ciązy z duphastonem albo bez niego wcale niczym się nie rózni?

          W 7 tc., kiedy to w w/w przeze mnie przypadku, gdy lekarz prywatny odnalazł i pęcherzyk, i ciałko żółte, i zarodek - stwierdził, że jest w stosunku do tygodnia ciąży zbyt mały. Wyjaśnił mi więc, że sprawa może się potoczyć w dwóch kierunkach - albo z zarodka rozwinie się życie (bijące serduszko na ekranie), albo nie, i wówczas zostanie zmyte wraz z co miesięczną krwią. Wyjaśnił mi mechanizmy takich sytuacji, tłumacząc że usunięcie wadliwie wytworzonego na drodze podziału genetycznego zarodka jest typowym zabezpieczeniem Matki Natury. A lek na podtrzymywanie ciąży żadnego z tych dwóch możliwych rozwiązań by nie zmienił. Dlatego zaufałam naturze, leku nie chciałam, odczekaliśmy tydzień i.. mój Syn wygrał :)

          > Wiecie ze w większosci krajów na swiecie panuje
          > zasada ze jak kobieta donosi ciąze do 12 tyg to dopiero wtedy bada ją lekarz i
          > robi pierwsze USG? Czy któras byłaby zadowolona gdyby w 8,9,10 tyg lekarz
          > powiedzial zeby isc do domu bo on i tak nie ma co do roboty do 12 tyg i bez
          > sensu teraz USG?

          A Ty w ogóle wiesz jakie są absurdalne przepisy w naszym kraju? Że kobieta, jeśli chce liczyć na wsparcie państwa w postaci tzw. becikowego (a kto by pogardził tysiącem zł? Ja na pewno nie.), MUSI mieć prowadzoną i udokumentowaną ciąże od 10 tygodnia ciąży? To przecież nie nasz wymysł (pacjentów). Z resztą, do mądrych decyzji i logicznych rozwiązań w zakresie całej służby zdrowia nasze rządy nas raczej nie przyzwyczaiły.

          A jeśli o mnie chodzi, to ja byłabym wręcz szczęśliwa, gdyby takie przepisy, jak na zachodzie, o których piszesz (badania ciężarnych dopiero od 12 tc), weszły w życie - bo wtedy faktycznie, jeśli Matka Natura miałaby zadecydować, że pęcherzyk nie przeżyje z takich czy innych względów - to moim zdaniem uniknęłoby się większości sytuacji patologicznych. Jedynym wyjątkiem byłyby chyba wówczas przypadki zapłodnień in-vitro.
          • red-truskawa Re: lekarz = tropiciel patologii ? 16.01.10, 21:44
            >Ja nie lubię być leczona. I nigdy leczenie nie podnosiło mojej, jak to
            nazwałaś, samooceny. Nie cierpię chodzić do lekarzy<

            Nikt "przy zdrowych zmysłach" nie chodzi do lekarza ot tak sobie,większa czesc
            ludzi bagatelizuje nawet jakies mniejsze czy wieksze dolegliwosci aby nie isc do
            lekarza i dopiero jak ich zetnie z nóg to się tam pojawiają, ale... Jak sprawa
            dotyczy nie tylko nas a np dziecka w naszym które jest w 100% zalezne od nas
            poginamy do lekarza, i nikt mi nie powie ze to nie uspokaja nas ze robimy
            w2szystko "jak nalezy", łykamy witaminki i chcemy miec spokojny sen ze dbamy, we
            własnych oczach wygladamy jak nalezy- czy to nie jest podnoszeniem samooceny?

            Co do twojego przypadku mniejszego zarodka w 7 tyg nie bardzo było by
            uzasadnione podawanie jakiegokolwiek leku bo nic to by nie dało, wiec przykład
            mało adekwatny do zastosowanie pochodnej progesteronu (jaki ja podałam z uzyciem
            prep Duphaston) ale rozumiem ze pomyłka wynika z nieznajomosci farmakokinetyki
            hormonu.
            Ale gdyby w tym samym przypadku lekarz widzac ze ma przed soba moze nie Ciebie
            -opanowana osobe, a drżaca ze strachu kobiete, która nie przyjmuje do wiadomosci
            ze tzw "matka natura" sama musi tu zdecydowac a on nic nie moze zrobic, mialby w
            gabinecie ciezarną która błagalnym głosem mówiłaby: "panie dkotorze a moze można
            cos jeszcze zrobic, moze sa jakies leki?". Co robi wiekszosc klekarz- wypisuje
            lek; nie po to aby uspokoic siebie (on wie ze lek prawie nic nie
            zdziala), po to aby uspokoić ciezarną, ze cos robia, starają się, a jak się nie
            uda - pacjent nie zarzuci ani lekarzowi ani sobie ze nic nie zrobił. Aha,
            napisałm prawie bo znane jest jeszcze inne dzialanie takich leków,
            lekarze nazywaja to efektem placebo.

            >A Ty w ogóle wiesz jakie są absurdalne przepisy w naszym kraju? Że kobieta,
            jeśli chce liczyć na wsparcie państwa w postaci tzw. becikowego (a kto by
            pogardził tysiącem zł? Ja na pewno nie.), MUSI mieć prowadzoną i
            udokumentowaną ciąże od 10 tygodnia ciąży
            ? <

            Wiesz, tak się składa z wiem, bo jak w odróznieniu od Ciebie już urodziłam i
            miałam okazję "przejsc" przez te procedury.
            ale nie bardzo rozumiem nawiązanie tej wypowiedzi do tematu, co ma "piernik do
            wiatraka" czyli przepisy polskiego becikowego do mozliwosci leczenia/ utrzymania
            powikłań ciązy do 12 tyg? To raczej nie ja myle rozporządzenia NFZ z
            postepowaniem lekarskim lege artis.
        • kawka74 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 20:11
          Myślę, że jeżeli wymuszają, to raczej na skutek wiedzy nabywanej samodzielnie po różnych zakątkach internetu i generowanego przez nią lęku.
          • kaeira Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 20:42
            kawka74 napisała:
            > Myślę, że jeżeli wymuszają, to raczej na skutek wiedzy nabywanej samodzielnie
            po różnych zakątkach internetu i generowanego przez nią lęku.

            A co właściwie za różnica, czy wiedza pochodzi z Internetu, od koleżanek i cioć,
            czy z książki o ciąży (gdzie często też jest opisanych wiele patologii i
            sposobów ich leczenia)?
            • kawka74 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 16.01.10, 09:02
              A czy ja twierdzę, że jest?
              Odnoszę się tylko do stwierdzenia, że się leczymy, bo lubimy.
              Ja uważam, że się leczymy, bo się boimy, nic więcej.
        • olenka1211 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 23:52
          red-truskawa

          Zgadzam się całkowicie. Nam (pacjętkom)często się wydaje, że czym więcej badań i
          leków tym bezpieczniej a potem się dziwimy, że lekarze tak się nakręcają. Na
          zachodzie jest zupełnie inaczej, mnie wcale nie łatwo się przestawić.
          Co do Duphastonu to sprawa jest poważna. Progesteron przyjmowany w czasie ciąży
          obciąża wątrobe i potem mamy tą cholestaze i jeszcze większy stres.
        • claudel6 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 19.01.10, 22:01
          red-truskawa: co do ostatniego - dokładnie tak jest. nikt w UK nie robi USG w
          6. tygodniu ciąży, żeby zobaczyć pęcherzyk! do 12. tygodnia nie ma o czym mówić,
          bo nie wiadomo w ogóle czy ciąża przetrwa.
        • funky_mamma Re: lekarz = tropiciel patologii ? 25.01.10, 13:32
          red-truskawa napisała:

          > A nie wydaje się Wam ze w jakims stopiu to pacjenci wymuszaja tez taka postawe
          > lekarza? Jezeli lekarz przyjmuje cięzarną, zbada ja, widzi ze wszystko jest OK
          > to po co ma zlecac tysiace badań

          Znam przewrażliwioną osobę, która chce mieć wszystkie badania, za które nota
          bene płaci, bo chodzi prywatnie ale ona straciła pierwszą ciążę w 6m-cu z
          niewiadomych przyczyn.

          Ja osobiście nie wtrącam się w obowiązki lekarza, tak było w przypadku pierwszej
          ciąży, w obecnej mam już pewne wątpliwości. Cytologię robiłam w pierwszym
          kwartale 2008 roku a teraz jestem w programie dla ciężarnych finansowanym przez
          miasto, w którym mam zagwarantowane wszystkie ważne badania. Mimo to nie miałam
          robionej cytologii, wymazu i posiewu na paciorkowce - kartę z wykazem badań
          podpisałam a badań nie mam.


          Czy któras byłaby zadowolona gdyby w 8,9,10 tyg lekarz
          > powiedzial zeby isc do domu bo on i tak nie ma co do roboty do 12 tyg i bez
          > sensu teraz USG?

          Ja miałam pierwszą wizytę w 9 tygodniu ciąży, oprócz badania przez ginekologa i
          skierowania na usg na ten 12/13 tydzień nic innego mi nie zlecili programowo.
          Jedynie miałam zrobić badania hormonów tarczycy (ale to prywatnie) ze względu na
          leczoną 9 miesięcy wcześniej nadczynność. Wcale nie rościłam sobie praw do
          innych badań - najważniejsze dla mnie były słowa "szyjka długa, zamknięta,
          wszystko w porządku" :)
    • li-lenka2010 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 17:24
      U mnie dokładnie na odwrót. Niestety...
    • iw1978 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 17:29
      Tak ich uczą, to tak się potem zachowują. Mój wprawdzie na nfz, ale podejście ma dosyc swobodne. Badania - zgodnie z odgórnymi wytycznymi, raz w miesiącu. Suplementy - bez przesady, przy dobrej diecie i wynikach, są zbędne. Jak mi w poprzedniej ciąży po plamieniu i pobycie w szpitalu zlecili no-speę po 2 tabletki trzy razy dziennie, to szybko kazał mi ją odstawić i brać tylko w przypadku dolegliwości bólowych.
      Niestety luz konczy się w momencie porodu, na leżąco i z nacięciem jest najlepiej, a czym większa kontrola lekarska tym lepiej. Poród domowy to wymysł nieodpowiedzialnych pacjentek i położnych. Nawet nie próbuję z nim o tym dyskutować. A jeśli uda mi się urodzic w domu, z przyjemnością go o tym zawiadomię.
    • oldzinka Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 19:41
      Cześć Failte. Fajnie, że znowu piszesz (wątek "nie ból straszny..."
      wrył mi się mocno w pamięć). Cieszę się, że maluszek zdrowo rośnie
      pod twoim serduchem.
      Ja miałam do czynienia z dziesiątkami lekarzy przez całe życie i nie
      spotkalam ani jednego "naturalisty". Wszyscy specjalizują się
      w tropieniu patologii, straszeniu i grożeniu, ferowaniu wyroków pod
      nosem, leczeniu wszystkiego na wszelki wypadek itp. W ciąży miałam
      do czynienia z trzema ginekologami (wszyscy prywatni) i tylko jeden
      przyjmował do wiadomości, że ja też mam coś do powiedzenia w sprawie
      mojego ciała i mojejciąży. Taki kraj. Życzę nam
      wszystkim aby lekarze na studiach uczyli się rozmawiać z pacjentami
      i aby to był ich ulubiony przedmiot ;)
      • kaczkastrofa Re: lekarz = tropiciel patologii ? 15.01.10, 22:18
        no właśnie ja też nie znam lekarza naturalisty.
        Myslę, że wszystko wyglądało by inaczej gdyby lekarze nie przejeli
        tego czym kiedyś zajmowały się akuszerki (połozne). W filmie który
        cytuje kawo-szka było mądrze powiedziae , że ginekolog to niezwykle
        uzdolniony czy wyszkolony chirurg, i w sumie takie powinno być jego
        zadanie, aby zająć się patologią. Fizjologią niech zajmuje się
        położna.
        Tylko niestety, kto z lekarzy odda swoje "niepatologiczne" pacjentki
        położnej? Żaden. Zaraz wymyślą różne dolegliwości, schorzenia etc. a
        w ogóle wyśmieją pomysł, bo przecież te akuszerki to niedouczone są.
        Za pacjentką idzie kasa i to niemała, a nawet ogromna.
        Więc jest jak zawsze, jeśli nie wiadomo o co chodzi to znaczy, że
        chodzi o pieniądze. I to się nie tyczy tylko samej ciąży, ale i
        porodu. Kiedyś kobiety rodziły w domach, izbach porodowych, a teraz
        jedynym właściwym miejscem jest szpital.
        Sama też miałam kilku lekarzy, lekarek, którzy byli różni, jak różni
        są ludzie. niestety aby znaleźć dobrego gina trzeba się mocno
        naszukać. A sprawa mogłaby być taka prosta... .
        ehhhhhhhhhhh rozmarzyłam się.
        Ja też jestem pro naturalna, chociaż moja historia położnicza nie
        świadczy o tym.
        Dobra ciężko mi się dzsiaj myśli i pisze. Pozdrawiam.
    • olenka1211 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 16.01.10, 00:04
      Jak lekarz straszy i szuka patologii to dlatego, że chce być potrzebny. W
      zwykłej , niepowikłanej ciąży lekarz praktycznie nie jest potrzebny. Położna
      tak. Jak tu pozbyć się pacjętki jeżeli jest ona źródłem dochodu.
    • battie Re: lekarz = tropiciel patologii ? 16.01.10, 14:50
      To ja może trochę od innej strony, bo trudno nie zgodzić się z poprzednimi opiniami. "Ginekologicznie" dodam tylko, że miałam w I ciąży bardzo dobrą lekarkę (uratowała ciężką ciążę mojej ciotki po 3 poronieniach z cyklem raz na rok), która nie straszyła, nie wysyłała na patologię i zatkało mnie dopiero na kontroli po porodzie, kiedy powiedziała: "No i widzi Pani jak się ładnie udało? A mogło być różnie..." Teraz w drugiej ciąży to ja z moją nefrolog uspokajam lekarkę od początku (choć teraz, w 35 tc już chyba się trochę mniej kobita stresuje ;))
      Ale wracając do tego co chciałam powiedzieć: niestety lekarze - tropiciele patologii trafiają się systematycznie. Pewnie też tak jest, że dla większości kobiet ciąża to okres kiedy są po prostu "zmuszone" do bardziej intensywnych kontaktów z lekarzami i tego typu zachowania są również zdecydowanie mocniej odczuwane (boimy się przecież "za dwoje"). Ja, ze względu na wrodzony brak jeden z nerek jestem pod stałą kontrolą nefrologa (na wyrost i na wszelki wypadek, bo w życiu nie miałam z moją nerką problemów) i zajęło mi to niestety parę lat, żeby znaleźć lekarza, z którym "idzie się dogadać". Bo nie bawi mnie ganianie do lekarza i robienie wszystkich możliwych badań co miesiąc, albo nawet dwa. Przebojem była pani doktor, która najpierw opieprzyła mnie za spóźnienie 5 min. na wizytę (20 min. w kolejce do rejestracji, gdzie normalnie trwa wszystko 5 minut - system komputerowy padł) a kończąc wizytę powiedziała, że cytuję "My lekarze szpitalni lubimy zmierzyc się z takimi przypadkami jak Pani". Kurczę, ja nie jestem przypadkiem i nie życzę sobie, żeby lekarz ze mną walczył ;))). Inna sprawa, że wizytę opisałam w ankiecie zadowolenia z przychodni i pani już w tej firmie nie pracuje (prywatna sieć, w której mąż ma wykupiony abonament w firmie). Tak więc zdecydowanie lekarze - chodzące encyklopedie patologii istnieją i należy ich po prostu unikać. Dla własnego (i nie tylko własnego) zdrowia.
    • estel7 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 16.01.10, 21:13
      Niestety mój lekarz zmarł w połowie ciąży i zastąpił go inny - właśnie bardziej
      przewrażliwiony.
      Dostałam leki na skurcze na które tamten mi nie dawał póki nic się z szyjką nie
      działo - tylko miałam L4 i nie szaleć.
      A zwątpiłam całkowicie kiedy pytając o szansę na sn po cc usłyszałam odpowiedź,
      że 3 lata to mała przerwa między porodami w takim przypadku.

      Ręce opadają...
      • kaczkastrofa Re: lekarz = tropiciel patologii ? 16.01.10, 21:41
        no ręce opadają. Naszczęście nie lekarz w tym przypadku decyduje.
        jak będziesz chciała możesz podjąć decyzję o porodzie sn po cc i
        gorąco do tego zachęcam:)
        • red-truskawa Re: lekarz = tropiciel patologii ? 16.01.10, 21:59
          A tak mi się jaszcze nasuneło, bo któras z Was napisała, ze to głównie młodzi
          lekarze tak "się starają" na zapas. To prawda. To co czyni człowieka spokojnym w
          danym fachu to przede wszystkim doświadczenie, którego młodym brak. Dopiero z
          latami praktyki mozna sobie pozwolić na "większy oddech" i czuje sie "nosem" jak
          cos się potoczy, nie trzeba "martwic się na zapas" i na zapsas leczyc. Napisał
          tez ktoś ze tak ucza lekarzy- fakt, ucza szukać patologii i starac się je w
          miare mozliwosci leczyc- od tego lekarz jest- aby leczyc cos nieprawidłowego,
          ale własnie ciąza, specjalizacja ginekologiczno-położnicza ma swoja specyfike. U
          takiego lekarza duzo czesciej zdarzaja się pacjenci "na rutynowa kontrole" a nie
          chorzy. Lekarzy na studiach nie ucza jak rozmawiac z pacjentem, jak edukowac
          pacjenta, ucza leczyc. Tak jest w naszym kraju, studia medyczne wygladają ciagle
          tak samo jak 40 lat temu (idzie postep w wiedzy ale nie w sposobie kształcenia),
          ale to dotyczy nie tylko studiów medycznych, w innych dziedzinach jest podobnie.
    • kasia_750 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 18.01.10, 11:41
      Moją poprzednią ciążę prowadził lekarz specjalizujący się w leczeniu
      niepłodności.
      Ponieważ w końcu udało mi się zajść w ciążę naturalnie i nie miałam
      zbyt wielu niepokojących objawów, lekarz traktował moją ciążę jako
      stan fizjologiczny. Nie miałam zbyt wielu badań, nawet nie zawsze
      usg. Momentami zastanawiałam się czy nie zmienić lekarza, bo
      koleżanki w tym czasie biegały na usg 3D, 4D, robiły badania
      genetyczne, łykały witaminki, itp. A ja sobie żyłam w błogiej
      nieświadomości (nie trafiłam jeszcze na forum gazety.pl ;) )
      Także nawet lekarze, którzy na codzień mają kontakt z ciążami
      patologicznymi, potrafią inaczej podejść do ciąży przebiegającej
      prawidłowo:)
      Teraz zaszłam w ciążę naturalnie, w zasadzie była to tzw. "wpadka",
      więc mam innego lekarza prowadzącego. Myślę, że i tak jest nieźle -
      co prawda usg mam na każdej wizycie, badań może trochę więcej niż
      poprzednio, ale generalnie "na luzie". Mam nadzieję, że dotrwam do
      końca ciąży bez większych emocji i stresu:)
    • sugarka Re: lekarz = tropiciel patologii ? 19.01.10, 20:39
      Mieszkam za granica w tyglu kulturowym i tutaj wielu lekarzy
      rozmaicie podchodzi do sprawy. Moja lekarka zdecydowanie nie
      doszukuje sie patologii. Szanuje moje decyzje i slucha mojego ciala.

      Mam schorzenie, ktore moze wplynac na przebieg porodu, wiec
      przygotowany mamy 'plan B' (CC), ale skupiamy sie na 'planie A (SN).

      Nie karmi mnie szczegolami pt. waga mojego dziecka, dlugosc kosci
      udowej itp., bo to mi niewiele powie, ale informuje mnie, ze
      parametry sa w normie, ze mala rozwija sie normalnie, itp.

      Co 4 tygodnie mam wizyte gdzie bada mnie przez powloki brzuszne i
      robi USG. Badanie ''ginekologiczne'' bylo tylko raz podczas
      pierwszej wizyty. Oprocz tego co 2 wizyte sprawdzaja mocz i krew.
    • ph78 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 19.01.10, 21:26
      Niestety, moje doświadczenia ciążowe potwierdzają Twoją teorię.
      Moja piękna ciąża przebiegała bez powikłań i comiesięczne wizyty
      były oczywistym wyłudzaniem kasy i stratą czasu. Ąbym tego tak
      dotkliwie nie odczuwała, troskliwa pani doktor - kobieta, starsza,
      skoro już mowa o paskudnych mężczyznach i nadgorliwych młodzikach -
      co wizytę zapisywała mi witaminki, suplementy diety, a nawet Accard
      na polepszenie przepływu krwi pępowinowej, ponieważ płód na USG był
      mały (ale w normie). Accardu nie zażyłam, dziecko urodziło się w 50
      centylu. Bez komentarza.
      • failte Re: lekarz = tropiciel patologii ? 20.01.10, 16:48
        Właśnie wróciłam z basenu, zadowolona i rozruszana, a także głodna
        jak wilk. Wcięłam już zupkę, teraz tylko napiszę i uciekam jeść. Mój
        mądry organizm i bez badania morfologii wie czego pragnie: otóż
        wątróbki z ziemniaczkami purree oraz brokuł z sosem beszamelowym, a
        do tego soku pomarańczowego świeżo wyciskanego. Mądre jest ciało
        kobiety, mówię Wam, trzeba słuchać siebie i pozostawać w dobrym
        nastroju. :-)

        ph78, tutaj gdzie mieszkam WSZYSTKIE gabinety prywatne ordynują
        wizyty ciężarnym od początku co TRZY tygodnie, niezależnie od rodzaju
        i kondycji ciąży (czy bliźniacza czy pojedyńcza, czy zagrożona czy
        niepowikłana). Po 32 tygodniu czekają mnie wizyty co 2 tygodnie.
        Każda 100 zł. Niektóre dziewczyny chodziły co tydzień, więc to też
        może mnie czekać (były to osoby BEZ POWIKŁAŃ, BEZ ROZWARCIA, Z
        DOBRYMI WYNIKAMI). No o co chodzi, jeśli nie o gotówkę? :-/

        Rzecz jasna, mogę chodzić na NFZ - rejestrować się biegnąc rano do
        recepcji, bo dodzwaniam się zawsze dopiero po południu, kiedy już i
        tak terminów brak. :-) Potem kolejkę mam taką sama jak prywatnie -
        niezależnie od godziny wizyty, zawsze czekam około 2h na wejście do
        gabinetu. Wizyta 10'. I państwowo i prywatnie na USG umawiam się
        osobno, tyle że prywatnie bez telefonowania, a wychodząc z gabinetu.
        (państwowo tak nie można, bo nie rejestrują w taki sposób).

        Acard... moja koleżanka, nastraszona powikłaniami siedzi w domu,
        odżywia się i mocno oszczędza. Czyli leży lub siedzi, mało spaceruje
        bo się boi (miała dziewczyna przejścia z poronieniem w I c, ale teraz
        jest ok). No i złapał ją ostatnio jakiś chyba pzrykurcz w obręczy
        barkowej, boli ja czasem w piersiach, ale nie 'sercowo' a
        'mięśniowo', jak mówi. Lekarz ją wysłuchał, osłuchał, sprawdził i nic
        nie znalazł. Ale na wszelki wypadek zalecił Acard. Jeju, ale po co,
        mnie to zastanawia?! nie lepiej kazać jej pójść na spacer i stopniowo
        rozciągać tę wiecznie skuloną na kanapie obręcz, poruszać ramionami?
        Ja nie rozumiem - dlaczego nie lepiej??

        Nakłanianie kobiet do korzystania z opieki lekarza, choćby po to by
        dostać becikowe (albo nie narazić się na niewybredne komentarze przy
        przyjęciu do szpitala) to ewidentna ochrona interesów lekarskich.
        100 razy lepiej zrobi to położna! Lekarz wystarczy 3 x w ciągu ciąży
        - by zrobić USG i od razu dokładnie ocenić stan dziecka i mamy.
        Resztę Z POWODZENIEM ZROBI POŁOŻNA!

        To moje zdanie.

        Moje wizyty co 3 tygodnie trwają 10'. Dzień dobry, jak się pani
        czuje, super, no to ciśnienie mierzymy, bardzo dobre ale proszę
        uważac bo ma pani tendencje do niskiego zatem proszę kawę pić bo leki
        będziemy musieli zaordynować a to nie za dobrze, zapraszam na fotelik
        (palpacyjnie badamy macicę i szyjkę - w 5''), bardzo dobrze, ale
        proszę uważać żeby skurcze sie nie zaczęły bo jak się zaczną to
        niedobrze, od 6 m-ca : proszę pozwolić mi posłuchać serduszka
        dziecka, bardzo dobrze, zapraszam na wagę, bardzo dobre choć 2 kg w 3
        tygodnie to za dużo proszę się pilnować, wszystko bardzo dobrze, ale
        uważamy bardzo nadal, proszę kontynuować żelazo, Spashophen i
        witaminy, zapraszam za 3 tygodnie, 100 zł, dziękuję do widzenia.

        No i po co mi lekarz do tego???

        Idziemy z Maluchem jeść. kopie i sie dopomina.

        failte




        • edytadk Re: lekarz = tropiciel patologii ? 20.01.10, 18:01

          > tutaj gdzie mieszkam WSZYSTKIE gabinety prywatne ordynują
          > wizyty ciężarnym od początku co TRZY tygodnie, niezależnie od rodzaju
          > i kondycji ciąży

          I serio nie da się tego, hmmm, nieco olać? Ja mam przykazane "za miesiąc" i
          zjawiam się za półtora. Ostatecznie prywatnie chodzę, więc proszę mi tu nie
          podskakiwać, bo się w ogóle przestaniemy widywać;-).
        • ph78 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 02.02.10, 23:22
          Ordynują to jedno, a pacjent jest wolny człowiek i ma prawo przyjść,
          kiedy uważa za stosowne ;)Prawem zmuszony od niedawna min. 8 razy w
          ciąży dla becikowego. Ja proponowany przez prowadzącą termin
          przesuwałam zawsze o tydzień lub dwa. Moje wizyty trwały podobnie
          krótko i standardowo - oglądanie wyników zleconych badań krwi i
          moczu, ciśnienie (niskie, więc zalecana kawa (sic!)), ważenie,
          badanie, słuchanie bicia serca mojego dziecka (jedyny sensowny
          moment), wypisywanie recept na lekarstwa, których i tak nie
          zażywałam. Nie suplementowałam żadnych witamin i ciążę obie z córkż
          zdrowo przeszłyśmy;) Podobnie jak Ty, wychodziłam po tych 10
          minutach mocno poirytowana brakiem sensu i potrzeby płacenia 130 zł
          za usłyszenie, że wszystko dobrze (ale miejmy oczy dookoła głowy i
          bierzmy lekarstwa na zapas, BO LICHO NIE ŚPI) - tyle przecież
          wiedziałam sama;)

          Moja położna nie prowadzi ciąży z powodów, które wyjaśniła już p.
          Kasia. Bardzo żałuję, przynajmniej rozmawia ze mną jak z
          człowiekiem, a nie traktuje jak przypadek medyczny, który nie jest
          ciekaw, póki nie stwarza pola do wykazania się umiejętnościami
          zawodowymi.

          Są kraje, w których nawet USG nie wykonuje się trzykrotnie. W Polsce
          znakomita większość ciężarnych 'ogląda' swoje maluchy co miesiąc
          (wyniki sondy FRpL). Zdecydowanie zgadzam się, że jedna wizyta w
          trymestrze plus rutynowe badania pod opieką czujnej, dobrej położnej
          wystarczy. Szkoda, że w Polsce kobiety z opcji fizjologicznej nie
          mają możliwości wyboru.

          Pięknie napisane o tymczasowym braku patologii. W samo sedno.
    • swinka-morska Re: lekarz = tropiciel patologii ? 20.01.10, 18:56
      > Po wielu latach starań doczekałam cudownej, zdrowej
      > ciąży. Niepowikłanej.

      Gratuluję i oby tak zostało do terminu.

      Ja też byłam w ciąży niby niepowikłanej (chociaż po in vitro).
      A w pewnym momencie 2 lekarzy zaczęło mi mówić sprzeczne rzeczy:
      1. "wszystko ok"
      2. "trzeba leżeć bo pani w ciągu 2 tygodni urodzi" (a był koniec 7. mies.)
      Na fali ogólnego szczęścia, nakręcenia i latających nad głową motylków
      stwierdziłam, że drugi lekarz jest przewrażliwionym tropicielem patologii.
      Przestało mi być do śmiechu jak urodziłam dokładnie 2 tygodnie po usłyszeniu
      jego ostrzeżenia (34,5 tyg. ciąży).

      Zatem - oby wszystko szło dobrze, ale nie zaklinaj rzeczywistości, że jeśli
      zignorujesz ostrzeżenia lekarzy to wszystko co złe przejdzie bokiem.
      • red-truskawa Re: lekarz = tropiciel patologii ? 21.01.10, 00:21
        >Nakłanianie kobiet do korzystania z opieki lekarza, choćby po to by
        dostać becikowe (albo nie narazić się na niewybredne komentarze przy
        przyjęciu do szpitala) to ewidentna ochrona interesów lekarskich.
        100 razy lepiej zrobi to położna! Lekarz wystarczy 3 x w ciągu ciąży
        - by zrobić USG i od razu dokładnie ocenić stan dziecka i mamy.
        Resztę Z POWODZENIEM ZROBI POŁOŻNA! <

        Nie jestem do końca przekonana ze wymagana 3 krotnie kontrola lekarska w ciązy
        jest tylko "ewidentna ochrona interesów lekarskich", to tylko 3 x na 40 tyg.
        Pewnie ze podstawowe badanie moze zrobic połozna , dlaczego nie tylko w takim
        razie dlaczego 99% ciezarnych ma własnie takie podejscie ze leci w 6 tyg do gin
        aby zrobic USG, a jak nie widac bijacego serca płodu to biega po lekarzach tak
        długo az znajda mimo iż pierwszy powiedział- prosze przyjsc za 2 tyg i wtedy
        sprawdzimy? W naszym kraju położne nie prowadza ciazy ale gdyby tak było, to
        skąd wiemy czy tez nie trzeba by bylo chodzic co miesiac? Moze tez wszystkie
        biegałyby prywatnie bo NFZ sa kolejki i płaciłyby tyle samo co za wizyte
        lekarska teraz? Nadal uwazam, ze w duzej mierze same ciezarne nakrecaja wode na
        młyn czestych wizyt i dalej jestem zdanie ze w ten sposób się uspokajaja bo
        robie "cos" dla swojego nienarodzonego dziecka, bo rozwiewają watpliwosci które
        rodza sie w głowie kazdej przyszłej matki (bo np dzis kopał mniej niz wczoraj,
        albo 2 dni nie miał czkawki wiec pewnie cos nie tak).W medycynie od dawna jest
        znany mechanizm, ze dbanie o innych wyraza się checia ich leczenia, dotyczy to
        takze matek i ich nienarodzonych dzieci, ale wiekszosc osób nie zdaje sobie z
        tego sprawy. Im wieksze wiezi nas łacza z dana osobą tym wieksza chec dbania o
        jej zdrowie, mamy wtedy poczucie dobrze "spełnionego obowiazku". Sami pójdziemy
        do lekarza czy najpierw zaprowadzimy chora matkę, meza, dziecko?

        Potepiamy lekarzy którzy kaza nam chodzic czesto na wizyty- bo zdzieraja kase,
        potepiamy jezeli kaza profilaktycznie brać MG i K w tabletkach ale jak trafimy
        na tzw lajtowego- to tez żle, bo sie za mało przykłada do naszej ciazy, bo nie
        zleca tysiaca badań i nie kaze łykac tabletek które łyka kolezanka, kaze przyjsc
        za 2 miesiace- pewnie ma w nosie zdrowie naszego dziecka, itp, itp.

        A spójrzmy na to takze z drugiej strony- strony odpowiedzialnosci lekarza za
        nowa zycie. Pomijam aspekt psychologiczny, o którym napisałam akapit wyzej,
        jezeli COS pójdzie nie tak kogo bedziemy obarczac wina?- siebie i lekarza, a
        poniewaz człowiek ma naturalna zdolnnosc przerzucania winy na otoczenie, winny w
        naszych oczach ostatecznie zostanie lekarz nawet gdy nie popełnił błedu w
        sztuce, bo przeciez nie szukał nieprawidłowosci, nie "tropił patologii" a
        powinien, bo od tego jest. Idziemy do lekarza aby upewnic się ze wszystko jest
        dobrze z nasza ciaza, ale takze idziemy z nadzieja ze jak cos bedzie zle to on
        to odkryje i zaradzi temu wiec nie miejmy im za złe ze szukaja.
        • katarzynaoles Re: lekarz = tropiciel patologii ? 21.01.10, 10:19
          To może wyjaśnię, jak wygląda to od strony prawnej - w Polsce prawo
          do prowadzenia ciąży mają lekarze ginekolodzy-położnicy, rodzinni i
          położne (uprawnia to do becikowego). Jeśli kobietą opiekuje się
          położna lub lekarz rodzinny, to ma obowiązek odesłać ją 3x w trakcie
          ciąży na konsultację do ginekologa, może też, według swojego
          uznania, zlecać konieczne badania i konsultacje. Wizyt, według
          rozporządzenia o profilaktyce w ciąży, powinno być co najmniej 8.
          Jeśli położna lub lekarz rodzinny stwierdzą, że ciąża nie jest
          fizjologiczna, kobieta automatycznie przechodzi pod opiekę
          ginekologa. W Polsce niewiele położnych prowadzi ciążę od początku
          do końca, bo - po pierwsze nie ma takiej tradycji, po drugie nie
          można takich usług zakontraktować w NFZ, po trzecie, nie ma co
          ukrywać, opieka nad kobietami w ciąży jest źródłem dochodów, którego
          nikt z własnej woli pozbawiać się ie będzie, bo nie ma w tym żadnego
          interesu. Sytuacja może ulec zmianie jedynie jeśli kobiety będą
          miały zapotrzebowanie na opiekę położnej i będą położne gotowe tę
          opiekę realizować. Sporo położnych prowadzi ciążę w systemie
          mieszanym - to znaczy, że kobieta korzysta ze standardowej opieki
          lekarskiej a do tego spotyka się na konsultacje z położną - to juz
          jakiś krok do przodu. Szczegóły o tym, jaka wg ustawodawcy powinna
          być podstawowa opieka w ciąży tu: www.mz.gov.pl/wwwmz/index?
          mr=m01531&ms=&ml=pl&mi=192&mx=0&mt=&my=251&ma=03678
          Zawsze będzie grupa kobiet, któe będą preferowały jakiś konkretny
          rodzaj opieki - bardziej naturalny lub medyczny, sprawowany przez
          lekarza lub przez położną - chodzi o to, aby ten wybór był realny.
          Moim zdaniem co najmniej połowy lęków ciążowych możnaby uniknąć - i
          tym samym spowodować, że kobiety nie wymuszałyby (a robią to!)
          rozbudowanej diagnostyki gdyby zaczęto z nimi rozmawiać jak człowiek
          z człowiekiem i jasno tłumaczyć co, jak i dlaczego. Przecież 99%
          mojej pracy na tym forum to objaśnianie spraw, które spokojnie mógł
          objaśnić lekarz lub położna podczas wizyty lub pobytu w szpitalu!
          Jak człowiek rozumie, co się dzieje to mniej się boi - to jasne. To,
          że nie straszy się kobiety nie znaczy, że jest się mniej uważnym -
          to dwie różne rzeczy. Dużo zależy od tego co i jak się komunikuje.
          Proszę też zwrócić uwagę na to, że wywoływanie lęku (nie zawsze
          świadome) jest doskonałym narzędziem - można bardzo łatwo
          podporządkować sobie w ten sposób drugiego człowieka i zarazem
          podbudować własne ego. Właśnie ten pakiecik bardzo często można
          zaobserwowoać w służbie zdrowia. Nie traktuje się u nas pacjentów po
          partnersku i to na pewno musi się zmienić. Tak że konkluzją może
          być, że życzę nam wszytkim lepszej komunikacji i mozliwości
          realizowania indywidualnych potrzeb :)
          • failte Re: lekarz = tropiciel patologii ? 16.03.10, 22:53
            katarzynaoles napisał:

            > Jak człowiek rozumie, co się dzieje to mniej się boi - to jasne.
            > To, że nie straszy się kobiety nie znaczy, że jest się mniej
            > uważnym - to dwie różne rzeczy. Dużo zależy od tego co i jak się
            komunikuje.

            Chciałam się odnieść do tego, co napisała Pani Kasia, cytując
            rozmowę z moim drem. Niewesoło mi po niej było:

            Lekarz: Jak tam ruchy?
            Ja: Ooo panie doktorze, bardzo ruchliwe mam dziecko. Ma swoje pory
            ale naprawdę trudno go przeoczyć, tak szaleje.
            Lekarz: To doskonale, ale musi Pani śledzić te ruchy.
            Ja: Śledzę, doktorze. Zwracam uwagę, czy są codziennie i czy są
            podobnie intensywne i podobnie często w ciągu dnia. Ma pory, kiedy
            naprawdę szaleje jak wściekły.
            Lekarz: To dobrze, ale ja nie chcę straszyć a to jest zwykle tak, że
            dziecko się rusza, rusza i któregoś dnia nagle przestaje. Może dojść
            do ściśnięcia pępowiny łokciem, dziecko ma już mało miejsca, pępowina
            przestanie przewodzić tlen i substancje odżywcze. Albo dziecko ją
            może przydusić do ściany macicy i w skrajnych przypadkach umrzeć. I
            tragedia. Bo mamie się wydawało, że maluch się rusza, ale przeoczyła,
            że ruchów jest mniej albo są mniej intensywne.
            Ja: Czyli chce pan żebym prowadziła kartę ruchów dziecka?
            Lekarz: Nie musi pani, choć niektórym pacjentkom każę prowadzić i
            pokazywać. Proszę te ruchy sobie liczyć i bardzo na to uważać już do
            końca ciąży.
            Ja: Ja uważam. Jeśli jest za cichy to coś piję albo jem coś słodkiego
            i sprawdzam czy wraca do normy. Liczę, ale nie tak: 1,2, 3, 4... i
            nie zapisuję, tylko codziennie rejestruję czy mały jest ruchliwy jak
            zwykle.
            Lekarz: Ale łatwo może się pani pomylić.
            Ja: To co mam robić?
            Lekarz: Bardzo uważać, naprawdę skupić się teraz na ruchach. Proszę
            liczyć dwa razy dziennie, o stałych porach, np. o 9.00 i 16.00.
            Proszę sprawdzać czy jest około 10 ruchów na godzinę, to jest norma.
            Bo potem tragiczne są sytuacje, kiedy się przeoczyło niedotlenienie
            albo uduszenie dziecka.

            Rozumiem konieczność obserwacji czy czasem liczenia ruchów. Ale po co
            tyle stwierdzeń o niebezpieczeństwie śmierci dziecka? Z tej rozmowy
            zostało mi w głowie tyle, że następnego dnia spanikowałam, siedziałam
            z ręka na brzuchu i wydawało mi się, że mały lada moment się
            przydusi...Na szczęście już mi przeszło.

            Właśnie takie sytuacje miałam na myśli kiedy zaczynałam wątek o
            lekarskim tropieniu patologii.

            Failte
            • funky_mamma Re: lekarz = tropiciel patologii ? 18.03.10, 09:29
              to jest dla mnie totalna głupota. Ja ani w pierwszej ani w tej ciąży nie
              liczyłam ruchów dziecka. Nigdy nie było to 10 ruchów na godzinę - co za bzdury.
              Moje dziecko, rusza się rano po moim przebudzeniu, potem po obiedzie się trochę
              pokręci, potem długo nic, ja dużo chodzę, więc dziecko kołysane zwyczajnie śpi,
              a prawdziwy koncert ruchliwości odstawia jak położę się wieczorem spać - oj to
              potrafi przez godzinę albo 2 wiercić się jak szalony a na koniec dostaje czkawki
              hehe. Najważniejsze, że zawsze jest tak samo, przewidywalnie, a niemożliwością
              dla mnie jest żeby się przejmować, że dziecko nie poruszało się miarowo co
              godzinę przynajmniej 10 ruchów.
    • poliq Re: lekarz = tropiciel patologii ? 23.01.10, 22:11
      Pisze na tym forum pierwszy raz, choc czytam go juz dobre kilka lat.
      Jestem pod ogromnym wrazeniem tej dyskusji, wiele celnych punktow widzenia, duzo wnioskow, same przyznacie ze ciezko o to ogolnie na forach internetowych.
      Troszke o mnie. Jestem teraz w 34tc pierwszej, wspanialej ciazy, prowadzonej przez polozna, a raczej zespol 4 poloznych z malego gabinetu polozniczego. Mialam mozliwosc wyboru miedzy opieka poloznicza, a lekarska. Ta mozliwosc zostala prawnie ustanowiona w tym kraju (Kanda) 10 lat temu. Wiekszosc kobiet korzysta jednak z uslug ginekologow.
      Kiedy przeczytalam pierwszy post Failte, od razu na mysl przyszedl mi film, o ktorym potem napisala Kawoszka -"Porodowy biznes", ktory fantastycznie pokazuje specyfike zawodu lekarza ginekologa i jaki ma ona wplyw na zdrowe, niepowiklane ciaze. Jak widac na przykladzie Stanow, nie wyglada to za rozowo. Tez jestem zdania, ze lekarze sa specjalistami od patologii, od leczenia-a czy zdrowa ciaza wymaga leczenia?
      Dla mnie kwintesencja opieki nad ciezarna jest czujna obserwacja, a tymczasem opieka w Pl (jak i zapewne wielu innych krajach) polega, jak zauwazylyscie, na dzialaniu. Moja szkola rodzenia zaczela sie od tego, ze instruktorka przeprowadzila dyskusje o praktykach polozniczych kiedys i dzis. Kiedys-pelna gama interwecji, watpliwej potrzeby leki i praktyki, dzis-mowie o specyfice tutejszej-mozna prowadzic ciaze i porod wg. najnowoczesniejszych standardow, bez zbednych interwencji itd. Zadala pytanie-dlaczego nastapily takei zmiany? ODp. byla jedna-bo zostaly one wymuszone przez konsumentow. Pacjentow, klientow innymi slowy.
      Zgadzam sie z Red-truskawa-postepowanie lekarzy w wielu przypadkach wyglada wlasnie tak, bo cala masa kobiet wlasnie tego oczekuje-leczenia w ciazy.
      Ja czuje, ze jestem pod fantastyczna opieka, mimo iz ta zaczela sie "dopiero" w 9tc, polega glownie na rozmowie, bo badan jest naprawde ograniczona ilosc. Rutynowym punktem wizyty jest mierzenie cisnienia, od 2. trym. badanie tetna malej dopplerem, od 3 trym. ocena jej polozenia. A i tak w gabinecie spedzam 1-1,5h. Bo najwazniejsza jest rozmowa, rozmowa i jeszcze raz rozmowa. Rzetelna wiedza, brak straszenia, informacja, ktora powoduje, ze strachu we mnie nie ma.
      A i tak wciaz slysze od rodziny (ja wiem, ze to z troski): jak to polozna prowadzi ciaze? Ale spotkasz sie z lekarzem? Ale moze chociaz raz sprobuj zobaczyc lekarza? A wyniki USG obejrzy lekarz?
      Rece opadaja... Pisze na forach internetowych, sposob prowadzenia mojej opieki jest przyjmowany wsrod dziewczyn z duzym zdziwieniem: a co jesli cos sie stanie? ale jak to tak mozna bez kontroli? (np. nie bylam badana ginekologicznie, szyjka oceniana byla tylko na USG).
      Czuje sie bezpiecznie, bo nikt nie probuje niczego robic ze mna i z moim dzieckiem na sile, a jednoczesnie wiem, ze jestem pod stala czujna obserwacja i gdyby cos sie dzialo, zaraz ktos zareaguje. Wiem to, mialam sytuacje malutkich watpliwosci, natychmiast zostaly wykonane odpowiednie badania i podejrzenie pewnych anomalii zostalo wykluczone. I znow rutyna-tetno malej, cisnienie moje i gadanie :)

      Na forach w wielu miejscahc coraz czesciej czyta sie-teraz te ciaze sa jakies slabe, keidys nie bylo tylu powiklan, co to sie dzieje, ze tak trudno donosic ciaze itp. A jednoczesnie ma sie wrazenie, ze duza czesc kobiet nie wyobraza sobie ciazy bez zrobienia bety, przyjmowania no-spy i badania szyjki co kilka tygodni. To jak to jest? Ktos pyta, co ma zrobic, bo ma jakies skurcze. Zaraz dostanie odp. wez sobie no-spe/magnez profilaktycznie. Albo:idz na ip, trzeba to sprawdzic. AAA!! Przeciez to ciaza, macica musi sie kurczyc, bo jak inaczej ma przygotowac sie do porodu?! Niestety smutny wniosek jest taki, ze przyjscie dziecka okupione jest wieloma przygotowaniami-ale takimi typu doktorat z wozkow, wybieranie najmodniejszych ciuszkow itp., ale juz myslenie, dowiadywanie sie o ciazy z wiarygodnych zrodel, o porodzie i jego roznych obliczach, mam wrazenie, zalicza sie do chlubnych wyjatkow. Jak na tym forum, albo na "porodzie domowym".

      Przepraszam ze tak chaotycznie. Czytajac Was mialam milion mysli, kazdej chcialam odpisac. Mam nadzieje, ze choc troche zrozumiale jest co chcialam przekazac.
      • olenka1211 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 23.01.10, 23:30
        Ja mieszkam w Australii. Pierwszą ciąże prowadził lekarz rodzinny razem z
        położną. Tych wizyt było około 7. Tylko 3 USG. Powiem szczerze, że było to dla
        mnie źródło stresu bo ciągle dowiadywałam się ile badań w tym czasie miały moje
        koleżanki w Polsce i myślałam, że tak powinno być, że tylko ta Australia to ma
        taki niedopracowany system bo to przecież koniec śiata ;) I była jeszcze bariera
        językowa.
        Z czasem zoriętowałam się, że większość Zachodnich państw ma system podobny do
        australijskiego.
        W tej ciąży chodzę tylko do położnej (około 4 wizyt). Raz po USG połówkowym
        miałam konsultacje z lekarzem który w 10 minut wyjaśnił mi, że wszystko ok. Nie
        znam nawet wyników.
        Badań ginekologicznych nie ma, leków też nie, ogólnie chodzi o minimalną
        interwencję w cały proces ciąży.
        Jestem już spokojniejsza a jak coś potrzebuję wiedzieć to zaglądam na forum :)
      • failte Re: lekarz = tropiciel patologii ? 24.01.10, 00:43
        Właśnie - NATURALNE PODEJŚCIE do normalnego stanu jakim jest ciąża
        oraz OTWARTA KOMUNIKACJA to klucze do poruszonego tematu.

        poliq, konsumenci wymuszają zmiany, nawet bardzo. Zgadzam się w 100%,
        że wiele sytuacji nie miałoby w ogóle miejsca, gdyby przyszłe mamy
        otrzymywały wyczerpujące i zrozumiałe informacje od osoby prowadzącej
        ciążę. To się w większości sytuacji nie dzieje, bo biznes się kręci,
        a czas goni. :-)

        Kiedy przypominam sobie pytania które zadawałam lekarzowi widzę, że
        zostały w większości wygenerowane przez jego niekompletną lub
        niepokojąco sformułowaną wypowiedź. W ogóle nie miałam potrzeby
        weryfikowania tego, co zostało mi przekazane zrozumiale i
        obiektywnie. Zalecenia dla mnie wątpliwe/kontrowersyjne zawsze
        konsultuję.

        Zaobserwowane przeze mnie (i przez niektóre z Was) podejście
        lekarskie do ciąży zbiera pewne żniwo. Byłam ostatnio na Szkole
        Rodzenia. Położna powiedziała, że jest zdumiona ile kobiet przychodzi
        rodzić i wyznaje od progu, że ciąża była zagrożona. Stwierdziła, że
        wiele pań chyba nie wie co mówi, bo z wyników wychodzi że ciąża była
        wzorcowa a zagrożenia ani śladu. Stwierdziła, że z koleżankami
        zastanawiały się ostatnio skąd taka tendencja do szafowania terminem
        "ciąży zagrożonej". Miałam na końcu języka odpowiedź, że to często
        lęk, jakim karmią nas lekarze. Odkąd jestem w ciąży i plotkuję z
        koleżankami o swoim stanie niestety muszę powiedzieć, że WSZYSTKIM
        NAM W KTÓRYMŚ MOMENCIE POWIEDZIANO, ŻE "CIĄŻA JEST ZAGROŻONA". Na
        wyrost.
        Gdybym nie weryfikowała zaleceń lekarza, nie zadawała uparcie pytań i
        nie wyciągała własnych wniosków, moja fizjologiczna ciąża zgodnie z
        zaleceniami polegałaby głównie na uspokajaniu obaw!
        Tymczasem:
        - po 3 dniach pobytu w szpitalu (polip), 2 tygodnie leżałam plackiem;
        nie wytrzymałam i zdecydowałam się zweryfikować to dziwne zalecenie
        zalecenie z innym lekarzem; okazało się, że stwierdzenie "teraz 50%
        sukcesu to leki a 50% to leżenie", serwowane każdej z pań
        (niezależnie od dolegliwości) przez ordynatora, jest dla mnie
        zaleceniem mocno na wyrost; w zasadzie nawet nie wiadomo czemu ma
        służyć (przy maleńkim polipie nie trzeba przecież leżeć i połykać
        fury leków!)
        - co kilka dni urządzam marsze na świeżym powietrzu, pływam, ćwiczę w
        domu z dvd dla przyszłych mam, oraz: odpieram przerażone pytania
        rodziny i koleżanek: "A nie boisz się tak?", "A jak się pochorujesz?
        ", "A jak ci się od tego ruchu zrobi rozwarcie?", "Po co tak
        ryzykujesz - lekarz w szpitalu kazał ci przecież leżeć!"
        - dopytałam lekarza czy polip odpadł i wróciłam do współżycia;
        wprawdzie po konsultacji z innym lekarzem, ale wbrew zaleceniom
        prowadzącego (który nakazuje na wszelki wypadek unikać
        jakiegokolwiek podniecenia);
        - w jedzeniu słucham swojego organizmu i zrównoważonej diety, zamiast
        rewelacji lekarza ("za mało pani przybiera", "za dużo pani przytyła,
        pani się nie zmieści w max. 12kg")
        - po dopytaniu lekarza o przyczynę zalecenia ("profilaktycznie; bo
        macica może wypchnąć dziecko"), nie zwiększyłam dawek Luteiny i
        Spasmophenu, a stopniowo je zmniejszyłam
        - doczytałam i zweryfikowałam dawki Magnezu i Żelaza.

        Zdrowa ciąża nie wymaga leczenia, ani nawet nie wymaga działania!
        Na pewno wymaga wyjaśnienia wątpliwości i odpowiedzi na pytania
        przyszłej mamy. Czyli paradoksalnie tego, czego wielu z nas
        najbardziej brakuje!!!

        Pozdrawiam!
        failte
        • failte Re: lekarz = tropiciel patologii ? 24.01.10, 00:55
          Jeszcze dodam jedną sprawę:
          jedyne czego mi w mojej ciąży brakuje to zrównoważony, pozytywny i
          doświadczony głos eksperta.
          Mój lekarz prowadzący jest bdb specjalistą, wybrałam go bo wydawał
          się najrozsądniejszy z tych, z którymi miałam do czynienia w m-cu
          zamieszkania. Niestety, jak napisałam, podejście polegające na
          tropieniu i zapobeganiu czyhającej zewsząd patologii bardzo mnie już
          męczy.
          Dwa razy wątpliwości zmusiły mnie do tego, by spisać pytania na
          kartce i pojechać do właśnie takiego spokojnego, wyważonego, bardzo
          komunikatywnego doktora. Który potraktował mnie jak partnera do
          rozmowy i spowodował, że teraz tak bardzo żałuję, że przyjmuje tak
          strasznie daleko!
        • poliq Re: lekarz = tropiciel patologii ? 25.01.10, 21:10
          failte napisała:

          > Zdrowa ciąża nie wymaga leczenia, ani nawet nie wymaga działania!
          > Na pewno wymaga wyjaśnienia wątpliwości i odpowiedzi na pytania
          > przyszłej mamy. Czyli paradoksalnie tego, czego wielu z nas
          > najbardziej brakuje!!!

          O wlasnie. Dokladnie tak postrzegam role mojego opiekuna podczas ciazy. Drugim
          jego zadaniem jest obserwacja w celu dzialania, gdy pojawia sie ewentualne
          komplikacje. I zarazem absolutny brak dzialania, gdy wszystko idzie w porzadku.
          Tutaj dochodzi jeszcze kolejna kwestia-ciaze, porody niepowiklane nie musza byc
          przeciez takie same. Wrecz przeciwnie, ciezko chyba spotkac dwa identyczne
          przypadki, bo tez ludzie sa inni i nie trzeba traktowac najmniejszego odchylenia
          od sztywnej podrecznikowej normy jako zagrozenia i powiklania. No, ale wiemy jak
          jest i tak jak piszesz-potem wokol same ciaze zagrozone.
          Podziwiam Cie za odwage w weryfikowaniu zalecen lekarza, nie kazdego na to
          zapewne stac. Kluczem jest wiedza.

          Wlasnie przed chwila na "porodzie domowym" czytalam watek o Centrum Narodzin,
          ktore ma powstac w Warszawie, a jednoczesnie dziewczyny dyskutowaly o
          komentarzach pod ta informacja na onecie. Rece opadaja.... tozto sredniowiecze i
          glupota, a lekarze szukaja tylko przykrywki, zeby brac pieniadze za
          nic-nie-robienie. No tak, bo ciaza i porod wymagaja dzialania, wyleczenia
          kobiety z tej chorej sytuacji i uwolnienia dziecka z niebezpiecznej niewoli
          kobiecego ciala.
          W Stanach liczba cesarskich ciec siega juz ogromnych wartosci, istnieje obawa,
          wydawaloby sie surrealistyczna, ze z czasem PSN zostanie calkiem
          zmarginalizowany. Czy w swietle tak pojmowanego porodu, takiego jego obrazu
          sprzedawanego nam z kazdej strony, jest to az tak niewiarygodna wizja? Obawiam
          sie, ze nie.
          • failte Re: lekarz = tropiciel patologii ? 26.01.10, 14:59
            poliq, ja staram się weryfikować zalecenia lekarza mądrze, nie na
            bazie "koleżanka koleżance rzekła', na bazie myślenia
            logicznego i rzetelnych informacji z eksperckiego źródła, a ważne
            rzeczy po konsultacji z lekarzem-naturalistą.

            Weryfikacja np. dawki żelaza czy magnezu nie wymaga niebotycznej
            wiedzy, tylko sprawdzenia norm bezpiecznych w ciąży i dostosowania
            ich do swojej osoby. Np. Aspargin został mi zaordynowany przez
            lekarza 'zapobiegawczo', bez innych wskazań niż to: "w ciąży magnez
            wypłukuje się z organizmu i zdarzają się niedobory, proszę brać'.
            Brałam. Po zażywaniu go kilka tygodni zaczęła mi drgać powieka. No i
            drgała non-stop przez 2 m-ce! Nawet we śnie. Pytałam o zwiększenie
            dawki, ale lekarz kazał zachować dawkę, bo wystarczy. Nie
            wystarczyło. Poszłam nawet do neurologa, bo choć drganie mięśni się
            zdarza, jednak drganie bez przerwy przez 2 m-ce, całą dobę, może
            zaniepokoić. Neurolog rzekł, że wszystko ok. Doczytałam zatem
            bezpieczną dawkę magnezu w ciąży, policzyłam ile tego magnezu biorę w
            samych tabletkach(maluśko) i zdecydowałam, że po pierwsze zamieniam
            Aspargin na Magne B6, a po drugie znacznie zwiększam dawkę. I co? Po
            tygodniu powieka mi przestała drgać. :-)

            Zamiast zaordynowanych '2 a nawet 3 tabletek żelaza' biorę 1, ale
            bardzo skupiłam się na diecie. I co? Hg ładnie urosła. w ulotce stało
            jak byk, że 2 lub 3 tablety to w stanach poważnego niedoboru lub
            anemii, a nie kiedy leciutko spadnie (naturalnie w ciąży)!!!

            A leki? Jeśli słyszę, ze coś dostaję 'profilaktycznie', to świeci mi
            się zaraz czerwona lampka. Zawsze pytam o leki: na co, po co, co
            to da.
            I tu klucz do terminu 'profilaktycznie':
            - rozumiem, że jeśli zachorowałam na gardło, to lekarz może kazać mi
            np. pić dużo herbaty z cytryną, właśnie profilaktycznie czyli
            żebym drugi raz nie zachorowała
            - rozumiem, że jeśli chodzę na basen, a w ciąży mam w miejscach
            wiadomych odczyn zasadowy, to lekarz profilaktycznie każe mi
            brać Lactovaginal po pływaniu, żebym czegoś nie złapała
            - NIE ROZUMIEM natomiast, czemu dostaję spore dawki progesteronu i
            leku rozkurczowego właśnie profilaktycznie mimo braku zagrożenia, a
            potem lekarz jeszcze nakazuje te dawki znacznie zwiększyć -
            również profilaktycznie. Choć ani mi się nic nie działo, ani nie
            dzieje.
            Ostatni punkt to nie profilaktyka, a jakieś ostatnio modne
            zapobieganie na wyrost.
            Wg ostatniej zasady, czyli zapobiegania wszystkiemu co przyjdzie na
            myśl, profilaktycznie powinnam :
            głównie leżeć, niezależnie od ochoty pić kawę by zapobiec niskiemu
            ciśnieniu, bać się jakiegokolwiek pobudzenia seksualnego bo mi się
            skurcze wywiążą
            oraz:
            nie jeździć w ogóle drogą gdzie regularnie 2-3 razy w tygodniu
            dochodzi do wypadku (bardzo wysokie prawdopodobieństwo zdarzenia
            przecież!), nie wpuszczać do mieszkania małej córeczki sąsiadów
            (przyniesie mi baterie!), unikać jakiegokolwiek wychodzenia z domu
            zimą (ryzyko upadku!).
            Zawsze jest jakieś ryzyko, 1%, 2%, 5%... ale czy naprawdę musimy
            stosować profilaktykę na wyrost, by zapobiec dosłownie wszystkiemu?
            CIĄŻA FIZJOLOGICZNA to NIE TYMCZASOWY BRAK PATOLOGII, tylko STAN
            GDZIE PATOLOGIA ZDARZA SIĘ NIEZWYKLE RZADKO.

            • kawo-szka Re: lekarz = tropiciel patologii ? 26.01.10, 15:19
              failte napisała:

              > CIĄŻA FIZJOLOGICZNA to NIE TYMCZASOWY BRAK PATOLOGII, tylko STAN
              > GDZIE PATOLOGIA ZDARZA SIĘ NIEZWYKLE RZADKO.


              Otóż to! Oto i piękna kwintesencja mojego światopoglądu i postrzegania rzeczy w
              kwestii ciąży i porodu :)
              • kaczkastrofa Re: lekarz = tropiciel patologii ? 26.01.10, 22:36
                ja też się z tym zgadzam w 1000%:)
                Trzeba by ten cytat w mądrych książkach drukować:)
            • poliq Re: lekarz = tropiciel patologii ? 28.01.10, 20:52
              failte napisała:

              > poliq, ja staram się weryfikować zalecenia lekarza mądrze, nie na
              > bazie "koleżanka koleżance rzekła', na bazie myślenia
              > logicznego i rzetelnych informacji z eksperckiego źródła, a ważne
              > rzeczy po konsultacji z lekarzem-naturalistą.

              Dokladnie w ten sposob odczytalam Twoje wczesniejsze posty i uwazam, ze
              postepujesz madrze. Przeraza mnie wlasnie takie "kolezanka kolezance", przy czym
              wlasnie zazwyczaj skierowane jest to w strone: "a wez sobie PROFILAKTYCZNIE
              no-spe" itp itd. Napisalam o odwadze, bo zdaje sobie sprawe, ze mimo iz zdobywa
              sie wiedze i zmienia sie zalecenia na podstawie madrych przeslanek, to domyslam
              sie, ze przeciwstawic sie lekarzowi prowazacemu musi byc co najmniej trudno,
              wielu nie zadaje sobie trudu w ogole jakiejkolwek weryfikacji zalecen. "Pan
              Doktor" tak powiedzial, to tak musi byc.

              Mam to szczescie, ze moje ciaza prowadzona jest przez grupe doswiadczonych
              poloznych, a ich zalecenia sa naprawde madre. A w rozmowach z innymi kobietami i
              tak wciaz sie tlumacze: "jak to nie bierzesz Materny?" (kompleks witamin,
              uznawany tu chyba za jedyny sluszny...), "jak to planujesz rodzic NA STOJACO?",
              "jak to nie bedzie przy porodzie lekarza W OGOLE?" itd. Nawet nei probuje sie
              przyznawac, ze przez pol ciazy rozwazalam porod domowy. Choc w sumie moze powinnam.

              failte napisała:
              > CIĄŻA FIZJOLOGICZNA to NIE TYMCZASOWY BRAK PATOLOGII, tylko STAN
              > GDZIE PATOLOGIA ZDARZA SIĘ NIEZWYKLE RZADKO.

              Tak, tylko co powinno sie zmienic, zeby ta prawda weszla w powszechne przekonanie??
              • failte Re: lekarz = tropiciel patologii ? 28.01.10, 21:59
                CIĄŻA FIZJOLOGICZNA to NIE TYMCZASOWY BRAK PATOLOGII, tylko STAN
                > > GDZIE PATOLOGIA ZDARZA SIĘ NIEZWYKLE RZADKO.

                > Tak, tylko co powinno sie zmienic, zeby ta prawda weszla w
                powszechne przekonanie??

                1. Pacjentki muszą jasno, spokojnie ale stanowczo artykułować swoje
                oczekiwania.
                2. Chyba muszą się zmienić z 2 pokolenia położnych.
                3. Więcej :-D w podejściu do pacjentki = klientki.
                • keyti77 Re: lekarz = tropiciel patologii ? 29.01.10, 19:49
                  Na stronach Fundacji "Rodzić po Ludzku" jest zamieszczony projekt
                  nowego standardu opieki okołoporodowej gdzie jednym z założeń jest
                  że kobieta będzie mogła dokonac wyboru czy chce aby jej ciążę
                  prowadził lekarz czy położna.
                  Bardzo podoba mi się to założenie ale sądzę że gdyby dać taką
                  możliwość wyboru obecnie ogromna więkoszość kobiet i tak wybrałaby
                  lekarza a najczęściej chodziłaby i do lekarza i do położnej.
                  Musi się jeszcze dużo zmienić w świadomości zarówno naszej jak i
                  również Pań położnych i lekarzy.
                  _________________________
                  Pamiętam i kocham 09.2007, [*] 08.2008
                  Czekamy na lutowego Szkraba :-)
    • jul-kaa poród sn? 22.03.10, 20:15
      Mój lekarz prowadzący jest gorącym zwolennikiem cesarek - jego zdaniem tak
      powinny się rodzić wszystkie dzieci.

      Dziś byłam na ostatniej wizycie, zbadał mnie, stwierdził, że szyjka miękka i się
      skraca, rozwarcie małe, ale jest, synek zdrowy, ruchliwy (do terminu mam 2
      tygodnie).
      Stwierdziłam: "Rozumiem, że wskazany jest poród naturalny?"
      A on się żachnął: "Wskazany!? Nie!! Ewentualnie możliwy!"

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka