Dodaj do ulubionych

Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne?

21.06.10, 14:27
Witam serdecznie...
jestem mama pieciomiesiecznego bobasa, zakochana po uszy we wlasnym synku...
Bardzo chcialabym miec przynajmniej dwojke dzieci, jednak nie wyonbrazam sobie
ponownego porodu... Nawet seksu sie boje... ogolnie mam bardzo negatywny
stosunek do siebie jako kobiety, do swoich narzadow rodnych. Wczesniej bylam
bezpruderyjna, otwarta... Obecnie wrecz przeciwnie... wiem, ze wiele kobiet ma
podobny problem, jednka ja martwie sie o siebie, bo 7 lipca moj synke skonczy
6 miesiac... A ja wciaz lzy w oczach na samo wspomnienie...

13 dni po terminie... rodzilam w UK - swietny szpital, super opieka, choc
polozna prowadza porod poplenila przynajmniej dwa bledy (swoja droga, ja tez
pare mam na sumieniu)... Porod w dniu indukcji rozpoczal sie samoistytnie;).
Nie potrzebowalismy pomocy... Nie balam sie wcale... CHCIALAM NATURALNIE, nie
wiedzialam nawet, ze jestem w satnie zniesc... MAly lezal glowka w dol, bardzo
nisko, tylko zle polozenie... myslelismy, ze sie obroci...
Do szpitala trafilam po 6 godzinach bolow, bilam piesciami w podloge... Mialam
4centymentrowe rozwarcie... 6 h chodzenia, lezenia, morfina... Potem zamiana
poloznej... Przebito mi pecherz... Okolo 15 h po przyjezdzie do szpitala, gdy
wrzeszczalam z bolu, ze chce umrzec stweiordzialam, ze nie zmiose wiecej bolu,
ze chce znieczulenie... 1.5 h pozniej dostalam je... kolejne dwie godziny
spokoju... dawka byla za mala, polozna nie zaaplikowala kolejnej (anestezjolog
pouczyl ja przy mnie, poplenila blad...)/.. Nie mialam sily przec... po 2 h
rozmowa z chirurgiem... Gdyby otwarte bylo okno wyskoczylabym z niego... Byla
mowa o pompce, szczypcach... Podpisalam wszystko... Ja juz nie myslalam wcale,
maz przerazony slyszac iw idzac moje cieprienie... Pojechalismy z mezem na
sale operacyjna... Pompka i kleszcze nieudane proby... Cesarka... Maly
przyszedl na swiat.... 10 punktow... Nie cieszylma sie nawet... nie mialam
sily... nie umialam nawet plakac...

Minelo od tego czasu sporo tygodni... Nie wyobrazam sobie kolejnego porodu...
Za dlugo cieprialam, powinnam miec wczesniej cesarke... TYLKO, ZE JA
PODKRESLAAM JAK IDIOTKA, ZE CHCE NATURALNIE. gdybym postawila sprawe inaczej
mysle, ze mialabym wczesniej cesarke...

Az tyle bledow?!? I gdzie w tym wszystkim ja?!? Ciesze sie, ze po porodzie
mialo mnie w opiece mnostwo aniolow... Kochane polozne, pielegniarki...
Inaczej dzisiaj na widok szpitala cueikalabym chyba...
Obserwuj wątek
    • zacia-zona Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 21.06.10, 15:04
      współczuję bardzo. na pewno nie możesz obwiniać siebie. lekarze być
      może brali pod uwagę twoje życzenie porodu naturalnego, ale na pewno
      mieli na uwadze zdrowie twoje i dziecka. gdyby szło bardzo źle,
      raczej by cię nie słuchali. sam fakt, że mimo cieżkiego porodu mały
      dostał 10 pktów. być moze też mieli nadzieję, ze się uda naturalnie.

      6 miesięcy to już dosyć długo, pomyśl może o psychoterapii?
      • spragnienie Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 21.06.10, 20:13
        odwiedzilam psycholozke raz... Potrzebuje chyba wiecej sesji... Na bank...
    • tama-ris Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 21.06.10, 19:52
      Na prawde w szpitalu w UK morfine ci podali?!:)))
      Pielegniarka ci 'dawkowala' znieczulenie?!:)))
      Chyba jeszcze nie rodzilas...
      • spragnienie Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 21.06.10, 20:10
        Zastrzyk z morfiny dawala mi polozna... Dwukrotnie... Znajoma tazke dostala...
        w tym samym szpitalu...
        Znieczulenie anestezjolog... Zostawil CHYBA?!? c.d. plynu w pojemniczku z
        instrukcja co i jak... Pierwsza dawka od razu ulga... Kolejna nie nadeszla... Bo
        polozna nie zadzialala... Moze miala wezwac lekarza by dostapil zaszczytu...
        Tego sie nie dowiem... Cos tam mialam przyczepione do plecow, jakis
        zbiorniczek... Nie wiem do konca... Pisze to co pamietam... Strzepki... mAz
        jeszcze mniej... Plakal czesto... Byl w szoku... MOj wielki misio nie jadl przez
        ponad 20 h;)...

        Za ta morfine nie dam sobie uciac reki, ale mysle, ze to byla wlasnie morfina...

        Swoja droga... Paracetamol w UK jest dobry na wszytko... Takze w ciazy;)...
        • spragnienie Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 21.06.10, 20:10
          A ta morfina... Dobra na wszystko, podobnie do paracetamolu;)... MAz mial
          przyjemnosc... Problmey z kamica nerkowa... wiem, wiem.. Inna historia...
          • memphis90 Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 01.07.10, 23:09
            Z tego, co pamiętam przy kolce nerkowej właśnie nie podaje się morfiny, bo
            potęguje dolegliwości...
            • rach.ell Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 02.07.10, 20:38
              memphis90 napisała:

              > Z tego, co pamiętam przy kolce nerkowej właśnie nie podaje się
              morfiny, bo
              > potęguje dolegliwości...
              Nie podaje sie morfiny przy kolce nerkowej, przy porodzie w UK tez
              sie morfiny nie podaje, autorka watku prawdopodobnie opisuje nie to
              co sie wydarzylo ale to czego sie obawia i o czym fantazjuje dlatego
              wizyta u terapeuty bardzo by sie jej przydala.
              • spragnienie Rach...ell... BLAGAM!!!!!!!! Wyluzuj dziewczyno;) 04.07.10, 19:18
                jesli chodzi o porod to reki sobie nie dam uciac czy byla to morfina czy nie,
                bylam pewna, ze tak;)... ALe tak do konca nie pamietam... Wielu rzecyz juz nie
                pamietam...

                Meza kwestie jak najbardziej, bo stalam obok i balam sie szalenie o niego... W
                NASZYM SZPITALU PODAWALI MORFINE NA JEGO BOL!!!!!!! Rozumiem, ze w Twoim sie
                tego nie robi... Chyba, ze pracujesz w kazdym osrodku w UK... Russels Hall
                rozumiem tez nalezy do Twojego regionu...
                Nie znam sie na medycynie, nie jestem lekarka, pielegniarka, etc... Moze ich
                dzialanie bylo zle z punktu medycznego... Wiem jednak, ze morfina byla...

                Na psychologa albo wrozke sie nie nadajesz;0... ogolnie powinnam olac Twoj post,
                ale mam dzisiaj bojowy nastroj... Nie spalam pol nocy, maluch jada bez
                opamietania ostatnio, kolejny skok...

                Aha, Rach.ell, we wotrek jestem w klinice onkologicznej, pewnie tam tez sie
                spotkamy specko od medycyny w wielkiej Brytanii! do zobaczenia zatem;)....
                • spragnienie rach.ell 04.07.10, 19:21
                  Weszlam w wyszukiwarke... TROLICA... Poziom prowadzonych dyskusji mowi sam za
                  siebie... Ja z Toba skonczylam polemike dziewczynko;)... Milego dnia zycze;)!!!
            • spragnienie Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 04.07.10, 19:09
              MAz dostawal zastrzyk zmorfiny parokrotnie;)... Karetka ze dwa zastrzyki, byl
              pod tlenem, ledwo zyl doslownie... w spzitalu tez kilka razy w udko;)...
        • boo-boo Nie morfina!!! 30.06.10, 01:00
          W UK podają petydynę (pisząc po polsku)-a nie morfinę. Petydyna nie działa
          znieczulająco tylko ogłupiająco.
          • fifka01 Re: Nie morfina!!! 03.07.10, 19:48
            No to w takim razie ja tez nie wiem co mi dali (też w UK) dozylnie
            podczas porodu, moze jakies placebo, bo nic nie zadziałało, ale
            mówili wyraźnie, ze morfina...
    • wanioliowa Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 21.06.10, 20:24
      Jeśli macie takie wspomnienia i do tej pory tak strasznie cię to męczy, to po
      prostu zdecyduj się na poród przez planowane cc. Nikt cię nie zmusza do
      przechodzenia tego po raz kolejny. Innej opcji nie widzę :) masz potem kolejne
      pół roku płakać, to lepiej od razu zaplanować cesarkę.
    • katarzynaoles Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 21.06.10, 23:10
      Z mojego punktu widzenia nie ma mowy o żadnych "błędach" z Pani
      strony. Poród to dynamiczny proces i nie da się przewidzieć swojej
      reakcji zanim nie bierze się w nim udziału. Myślę, że będzie Pani
      znacznie łatwiej, jeśli zdecyduje się Pani na fachową pomoc
      terapeuty - na forum naprawdę trudno pomóc w takich sprawach.
      Pozdrawiam serdecznie :)
    • icarium2009 Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 29.06.10, 16:24
      Nie wycierpiałam się nawet w połowie tyle co Ty, ale było zagrożenie
      życia mojego i dziecka. Też mnie to strasznie męczyło. Przez pół
      roku przeżywałam to co przeszłam na jawie, budziłam sie co noc i
      znowu przeżywałam... Przez kolejne pół roku powoli przechodziło, aż
      w końcu ze stresu tym wywołanego zaczęły się problemy ze zdrowiem.
      Stwierdziłam, że albo dam spokój, albo się wykończę. I jakoś
      przeszło, zdrowie się poprawiło... Chociaż co jakiś nadal
      mam 'napady' i przeżywam znów i płaczę :/ Ciężko się od tego uwolnić.
    • niuta_s Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 29.06.10, 23:06
      hmm nie zapomina się, mam też traumatyczne wspomnienia za sobą, głęboką depresję
      poporodową, i załamanie nerwowe, nawet mi świtały myśli samobójcze... swój poród
      odbieram jako gwałt, wizyty u ginekologa wiążą się dla mnie z traumą, mam wstręt
      na samą myśl że lakarz bedzie mnie dotykał, badał... brzydzę się...
      moja córka ma 3,5 roku...
      nie rezygnuj z psychologa, chodź na terapię, jeśli Ci zaproponuje leczenie, nie
      walcz z Tym, to bardzo ważne i nie wstydź się tego, nie każdy poród to bajka, i
      to nie TWOJA WINA!!!
      • lilly811 Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 02.07.10, 18:50
        spragnienie-mój poród wyglądał właściwie bardzo podobnie
        forum.gazeta.pl/forum/w,548,104798586,104798586,moj_niestety_n
        iezbyt_dobry_porod.html, jedyna chyba różnica, że mi nie próbowali
        zastosować kleszczy czy próżnociągu, bo uznali, że nie ma sensu, a
        mąż nie płakał tylko klął aby mi zrobili natychmiast cesarkę.

        Ale ja jednak już następnego dnia, choć fizycznie czułam się źle to
        psychicznie nigdy nie byłam szczęśliwsza i mimo, że mój syn ma dziś
        prawie 7 mies nie miałam depresji ani jakiejś traumy poporodowej-
        poprostu wiem, że następny poród będzie przez cc.

        Może to depresja poporodowa? Idź do lekarza, na terapię- powinno
        pomóc. Pozdrawiam!
        • spragnienie Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 04.07.10, 19:11
          depresja to nie jest. Ja sie mieje, zyje normalnie, uwioelbiam opiekowac sie
          synkiem... tylko ta mysl o porodzie odsuwam gdzies daleko...
          Pojde do psychologa;0...
    • atram-encik Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 06.07.10, 18:31
      Myślę, że każda kobieta bedzie pamiętac swóje porody do końca życia.
      Najważniejsze aby je zapamiętać od najlepszej strony. Spróbuj eliminować te
      elementy, które były niefajne a wzmacniać dobre wspomnienia. Paradoksalnie drugi
      poród, który będzie bez komplikacji może zmazac w twojej pamięci te złe
      wspomnienia. Tak było w moim przypadku.
      • lyka nie zapomnisz 15.07.10, 20:42
        Ja rodziłam przez cc ale koszmar tez przezyłam i nie zapomne do konca zycia
    • pinkyone Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 07.08.10, 12:44
      Minely juz 2 lata i 2 miesiace od narodzin mojej coreczki (ur. w
      2008 r.). Czas leczy rany, a jednak wspomnienie porodu na
      Inflanckiej w Warszawie nadal budzi we mnie zywe, negatywne emocje.
      W szpitalnej gablotce znajduje sie informacja o uczestnictwie w
      akcji 'Rodzic po ludzku', dlatego chce opisac jak to szumne 'po
      ludzku' wyglada w wersji 'po Infalncku' czyli cos z perspektywy
      rodzacej.

      W szpitalu znalazlam sie tydzien przed porodem, juz po tzw.
      terminie z powodu nadcisnienia.
      Zaczne od takiej drobnostki jak wenflon. Oczywiscie bez paniki w tym
      temacie, ale kazdy przyzna, ze zakladanie jego nie jest przyjemne.
      W celu roznych zabiegow zakladano mi go, potem zdejmowano, potem
      tego samego dnia znow zakladano, potem zostawiano i nosilam go np.
      przez 3 dni niepotrzebnie, cackajac sie z nim przy kazdej czynnosci,
      typu mycie i ubieranie.
      Tu oczywiscie pretensji nie wnosze, bo rozumiem, ze w natloku spraw
      i pacjentow tego tematu nie da sie ogarnac. Jednak w rezultacie
      jeszcze przed porodem wiekszosc wygodnych do wklucia sie miejsc byla
      juz, ze tak powiem 'zuzyta'.

      Chcialam rodzic z mezem, wiec oplacilismy (koszt: 500 zl) porod
      rodzinny w prywatnej salce.
      Trafilam na nia z moim trzydniowym wenflonem. Polozna chciala
      podlaczyc do niego oksytocyne. Wyrazilam watpliwosc, czy po tylu
      dniach bedzie jeszcze drozny. Pewna siebie powiedziala: bedzie,
      bedzie (czytaj: co Ty pacjentko/babo wiesz o mojej robocie).
      Po chwili okazalo sie, ze nie dziala i trzeba zalozyc nowy. Po minie
      poloznej zobaczylam, ze nie lubi tego robic lub prawdopodobnie, nie
      jest to jej mocna strona. Dostalam reprymende, za stan moich
      poklutych rak i zaczela sie wkluwac w zyly, znajdujace sie na
      wierzchu moich dloni. Robila to nieudolnie kilkakrotnie, w
      rezultacie szybko tez staly sie 'zuzyte', wiec probowala ponownie w
      swiezo ponakluwanych miejscach, no... szczerze mowiac to juz dosc
      bolalo, ale staralam sie zachowac twarz i nie dac tego po sobie
      poznac.
      W koncu wezwala kogos na pomoc i ufff... udalo sie.

      Szlo mi dosc wolno, mimo przyspieszania procesu oksytocyna czas
      trwania pierwszego okresu porodu wyniosl 9,5 godz. Na szczescie
      otrzymywalam w tym czasie znieczulenie zewnatrzoponowe od bardzo
      milego doktora, ktory zachowywal sie w mojej opinii wzorowo, tzn.
      np. tlumaczyl co bedzie robil i jak mamy wspolpracowac.

      Wreszcie nadszedl czas drugiego okresu porodu, dla
      niewtajemniczonych, etapu kiedy
      mozna zaczac przec. Od tego momentu zaprzestaje sie podawania
      znieczulenia zewnatrzoponowego. Zbieglo sie to ze zmiana poloznych,
      o czym nie zostalam poinformowana. Poprzednia Pani nie raczyla
      powiedziec jednego zdania, ze konczy prace i przejmnie mnie inna
      polozna, czyli jak dla mnie troche nie 'po ludzku' - znowu drobiazg.

      Nowa polozna zaczela energicznie. Wyprosila mnie z mojej prywatnej
      salki. Mezowi kazala zostac na korytarzu (porod rodzinny?) i
      powiedziala, ze zawolamy go na koniec.
      Powinnismy wowczas zaprotestowac, ale w obliczu jej pewnosci siebie
      i naszej niepewnosci w tej sytuacji oboje nie zrobilismy nic.
      Zabrala mnie do pomieszczenia (z mojej perspektywy)
      wielofunkcyjnego. Znajdowaly sie w nim 2 komputery, dlugi rzad
      szafek - cos a la kuchenny zestaw, lodowka i fotel ginekologiczny.
      Dokonalysmy kilku prob parcia, poki mialam jeszcze skurcze parte.
      Potem przestalam je miec. Polozna kazala sie poinformowac, gdy
      zaczne znow je odczuwac. Pozwolono wejsc mojemu mezowi i wyznaczono
      mu miejsce....na lodowce, a polozna udala sie do komputera. Z
      relacji meza wiem, ze przekladala tam jakies karty, nie mylic z
      kartami pacjentow - pasjansik ja pochlonal.

      Niestety zamiast skurczy zaczelam odczuwac (przepraszam za
      fizjologie) potrzebe wymiotowania. Moj maz postaral sie o jakis
      pojemniczek, ktory znalazl w 'kuchennych' szafkach (na marginesie:
      ha! - jednak wszystkie obiekty w pomieszczeniu byly potrzebne,
      lodowka dla meza, komputery dla poloznej, dla mnie fotel
      ginekologiczny i te szafki - musialam je niestety dzielic z osobami
      postronnymi, ktore co jakis czas sie pojawialy i w 'moich' szafkach
      grzebaly). Na tym etapie bylam juz doslownie polprzytomna z bolu.
      Caly czas stalam i nie mialam sie o co oprzec. Miedzy falami bolu,
      udalo mi sie to zakomunikowac mezowi, ktory zaczal organizowac
      jakies miejsce. Padlo na fotel ginekologiczny, ktory nalezalo
      odpowiednio do tego celu przystosowac, pochowac jakies wystajace
      elementy i tu musze oddac honor poloznej: instuowala meza jak ma to
      zrobic (nie wstajac znad komutera).

      Minely kolejne 2 godziny, maz mi asystowal w bolach i wymiotowaniu,
      a polozna siedziala przy komputerze. Ten etap porodu moze trwac
      podobno tylko 2 godziny, wiec polozna udala sie po lekarza. Doktor
      byl dosc konkretny, stwierdzil, ze dziecko jest zle ulozone i nie ma
      mozliwosci urodzenia go naturalnie. Zaproponowal cesarke i zniknal.
      (Nie rozumiem, czemu lekarz nie mogl obejrzec mnie wczesniej?)

      Tu pojawila sie kolejna postac: mloda szczupla lekarka z krotka
      ciemna fryzurka.
      Miala zajac sie papierkowa robota, czyli formalnosciami zwiazanymi z
      cesarskim cieciem.
      W miedzyczasie snula do mnie, jakies bzdurne teorie, ze mam za duze
      dziecko, bo pewnie jadlam w ciazy witaminy. Dodam, ze witamin nie
      jadlam, a dziecko bylo normalnych rozmiarow,
      ale wtedy juz praktycznie nie moglam mowic z bolu.
      Cos tam powypelniala w druczkach (strasznie mi sie to dluzylo)
      poproszono mnie o podpis.
      Zlozylam go, ale okazalo sie, ze to byla karta innej pacjentki.
      Wypelnianie zaczelo sie od nowa, a na koniec dostalam jeszcze
      reprymende za nieczytelny podpis (pewnie trzeba sie bylo podpisac
      'po ludzku', a nie jakies tam bazgroly rodzacej).

      W efekcie na sali operacyjnej zlalazlam sie po kolejnych 45
      minutach. Corka miala juz sine
      wszystkie konczyny, ale poza tym wszystko bylo w porzadku i
      oczywiscie jestem wdzieczna
      blokowi operacyjnemu za dobra robote.
      Na sali pooperacyjnej przyszlo mi spedzic noc. Pani, ktora tam
      pracowala, byla naprawde
      wspaniala i miala serce do tej roboty.

      Potem moje dzieciatko mialo zoltaczke i spedzilam kolejny tydzien w
      tym szpitalu, spotykajac,
      tych po ciemnej i jasnej stronie mocy, ale to juz inna historia...

      Kamila P.
    • xeniaczek999 Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 09.08.10, 20:41
      Witam,
      Doskonale Cię rozumiem, ja tez nie jestem w stanie zapomnieć o bólu który zgotował mi los, a urodziłam przecież przez cc.
      Do dzisiaj przezywam traumę, mój synek za kilka dni kończy 6 miesięcy.A ja mimo powrotu do wagi sprzed ciąży czuję się brzydka , nieatrakcyjna, nie ta......kiedyś tak nie myślałam, poród zmienił wszystko. Dzisiaj dla mnie najważniejszy jest mój prześliczny synek, to jak się uśmiecha, jak bardzo jestem mu potrzebna. Mam nadzieję że kiedyś zapomnę o tym jak bardzo cierpiałam i postanowię z wyboru po raz kolejny być mamą,. Pozdrawiam serdecznie
      • mar1114 Re: Truamtyczny porod... CZy kiedys zapomne? 19.08.10, 11:14
        Ja czekałam z decyzja o drugim dzievcku 4 lata. Pierwszy poród
        wpsominam fatalnie.
        Miałam długie 23-godzinne bóle krzyżowe i brak postepu rozwarcia
        szyjki. Obiecałam sobie w trkcie porodu, ze nigdy więcej naturalnie.
        Ale teraz jestem w drugiej ciązy i zamierzam rodzić naturalnie i mam
        nadzieję będzie szybciej i lepiej.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka