Dodaj do ulubionych

Czy warto walczyć

08.03.14, 22:29
Witam. Pani Kasiu, 16 miesięcy temu urodziłam dziecko. Mój poród wspominam jako traumatyczny koszmar. Rodziłam sn pomimo zwężonej miednicy (wymiary: sprzężna zewn. 18, wymiar międzykolcowy 22, międzygrzebieniowy 25, międzykrętażowy 29). Córeczka ważyła 3250. Do szpitala na oddział patologii ciąży, zgłosiłam się 5 dni po planowanym terminie porodu, urodziłam 8 dni po terminie. Przez kilka dni, które spędziłam na patologii ciąży, na KTG często córeczka miała podwyższone tętno, czasem nawet do 180. Ponieważ nie było żadnej akcji porodowej, poród był wywoływany cewnikiem foleya i oksytocyną. Przebijany także miałam pęcherz płodowy, a dziecko wyciskano mi z brzucha, jak się później dowiedziałam zakazanym chwytem Kristellera. I tu rodzą się moje pytania. Czy lekarze popełnili błąd, nie klasyfikując mnie od razu na cesarskie cięcie i w rezultacie wykonując zabieg zagrażający życiu mojemu i mojego dziecka? Dodam, że bazowali oni na zrobionym mi usg, z którego wynikało, że dziecko będzie ważyć 2,800. Jednakże nie wierzę, że lekarze z wieloletnim doświadczeniem nie zdawali sobie sprawy, że dziecko może być dużo większe, a taki pomiar jest jedynie orientacyjny i często niemiarodajny. Ponadto mówiłam pani doktor już na porodówce, że dziecko może być większe, miałam robione usg w 38 tygodniu ciąży i już wtedy waga małej wynosiła 3 kg, a także 3 dnia po planowanym terminie porodu, gdzie waga wynosiła już 3,200. Dodatkowo po całonocnym zwijaniu się z bólu na łóżku z cewnikiem foleya, rano straciłam przytomność z wyczerpania i bólu, a cewnik wypadł sam przy rozwarciu o ile dobrze pamiętam na 3 palce. Mimo to nadal nie podjęto decyzji o cc i wysłano na porodówkę. Na porodówkę trafiłam o 8 rano, a córeczka urodziła się 5 h później. Podczas strasznych skurczów, o natężeniu bólu, którego nie jestem w stanie opisać dostałam drgawek i zrobiłam się sina. Oprócz antybiotyku dożylnie na dodatniego GBS, podano mi dolargan i morfinę, ale nie czułam po tym żadnej ulgi. Kiedy mąż zrozpaczony zapytał, dlaczego nie zrobią mi cc, usłyszał, że jeszcze słowo i zostanie wyproszony. Zaproponowano mi piłkę, więc z nadzieją, że mój koszmar dobiegnie końca, a dziecko ze mnie w końcu wyjdzie, skakałam po niej mając wrażenie, że rozerwie mi na strzępy każdą przeraźliwie obolałą komórkę mojego ciała. Na całe szczęście w pewnym momencie doktorka stwierdziła, "że zajrzy" do mnie i wtedy okazało się, że widać już główkę i muszę rodzić. Wspomniany zabieg i skurcze pomiędzy którymi nie było przerw, nawet żebym złapała oddech, nacięcie krocza na 7 szwów zewn. i szwy wewnetrzne i w końcu dzieciątko sine, nie płaczące, ze zniekształconą głową, które szybko docucili, nie wiem jak, bo nie pamiętam tej chwili zupełnie. Wiele miesięcy powoli docierało do mnie, że to co się tam działo, chyba nie miało prawa się stać. Do tej pory mam koszmary nocne związane z tym porodem, ciągle przypominam go sobie i przeżywam na nowo. Wyciągnęłam dokumentację ze szpitala w której nie ma nic o zabiegu Kristellera, nie ma nic o mojej utracie przytomności, nie ma wzmianki o zniekształconej głowie dziecka (która wróciła szybko do normy). Natomiast dowiedziałam się, że na około 15 minut przed urodzeniem córki KTG zarejestrowało na przemian słabnące i bardzo wysokie tętno dziecka. Ponadto podczas porodu jeden z dwóch lekarzy którzy mnie badali, okazał się być zwykłym lekarzem bez tytułu położnika czy ginekologa i zlecał podawanie mi leków. Badał mnie także dopochwowo, badanie było brutalne i trysnęła ze mnie po tym krew. Nikt nie informował mnie o celowości zakładania cewnika foleya, przebijaniu pęcherza i nacinaniu krocza, a także nikt nie pytał mnie o zdanie czy zgodę. Czy w związku z tym wszystkim powinnam podjąć jakieś kroki, czy nie mam szans na wyekzekwowanie jakiejkolwiek kary dla tych ludzi, którzy mnie okaleczyli. Czy skreśla mnie z góry brak wzmianki o zabiegu Kristellera i utracie przytomności? Wiem, że moje dziecko miało wiele szczęścia, bo takie porody zazwyczaj kończą się tragicznie.
Obserwuj wątek
    • victoriusrex777 Re: Czy warto walczyć 08.03.14, 22:42
      Dodam, że była to moja pierwsza ciąża i pierwszy poród, a obwód główki małej wynosił 34 cm.
      • mpiet Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 11:31
        tak bardzo Ci współczuję i solidaryzuję się z Tobą :)
        ja też wspominam poród źle: zwiedziłam dwa szpitale w trakcie akcji skurczowej (nie było miejsc w pierwszym więc mąż mnie wiózł samochodem do drugiego, a odesłali mnie już po tym jak w poczekalni chlusnęły mi wody więc byłam w mokrych spodniach w zimie i zwijałam się z bólu i strachu), potworny ból, obojętność i brak wsparcia ze strony personelu, stosowanie różnych niepotrzebnych zabiegów (wenflon, ktg na leżąco, nacięcie krocza), ale na pewno nie było aż tak źle jak u Ciebie. Moje dziecko też nie dostało z początku pełnych 10 pkt z uwagi na siność skóry itp ale zagrożenia życia na szczęście nie było.
        niestety dla wielu lekarzy taki poród jak mój i nawet Twój to norma - w końcu matka przeżyła, dziecko przeżyło i udało się przepchnąć dziecko "dołem" - to o co Wam kobiety chodzi?:( co gorsza wiele kobiet, nawet takich , które już rodziły (i czasami wcale nie lepiej wspominają poród niż Ty) również uważa to za normę. A my, rozgoryczone i wściekłe po takich porodach - uważane jesteśmy za wariatki i pieniaczki.
        Nie wiem, co Ci powiedzieć - chciałabym: "walcz, może coś zmienisz". Ale ja sama nie walczyłam - nie miałam siły. Może Ty bedziesz miała - życzę Ci powodzenia, z całego serca.
        Moje dziecko ma teraz 5 lat i ja jakoś się z tym pogodziłam, nawet jestem skłonna mieć drugie dziecko. Tylko czy rzeczywiście musiałyśmy tego doświadczyć?
    • katarzynaoles Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 11:58
      Opisuje Pani naprawdę traumatyczny poród, w którym popełniono szereg błędów. Pierwszy - i jak sądzę najbardziej obciążony konsekwencjami, to kompletny brak komunikacji między Panią a personelem. Nie była Pani informowana o podejmowanych działaniach, a tym bardziej nie konsultowano ich z Panią, nie miała Pani poczucia wpływu na przebieg wydarzeń - takie postępowanie zawsze zmniejsza poczucie bezpieczeństwa rodzącej co utrudnia poród i zwiększa odczuwanie bólu. Z opisu wynika, że była Pani podczas porodu mało odporna na ból, co niestety zostało zlekceważone, a nie powinno. Zbyt mocne odczuwanie bólu zaburza procesy metaboliczne, jest szkodliwe i dla rodzącej i dla dziecka - dlatego w razie potrzeby powinno się stosować adekwatne środki przeciwbólowe, czego u Pani nie zrobiono. Te dwie rzeczy - czyli nieinformowanie Pani o planowanym postepowaniu i na bieżąco o sytuacji położniczej oraz nieskuteczna walka z bólem to niewątpliwe błędy w postępowaniu. Resztę Pani wątpliwości trudno jest oceniać jednoznacznie. Przy zwężonej miednicy i niezbyt dużym dziecku wskazane jest podjęcie próby porodu (w zabezpieczeniu sali operacyjnej) bo często poród odbywa się zupełnie normalnie i bez przeszkód a w razie czego można wykonać cc. Czy było to jednoznacznie wskazane ze względu na dziecko - trudno powiedzieć. Poród (jak na pierwszy i prowokowany) przebiegał całkiem sprawnie, wahania tętna nie musiały być alarmujące (pisze Pani, że już przed porodem mała miała często tętno ok 180ud/min co może znaczyć, że w ogóle miała nieco wyższą niż przeciętnie podstawową akcję serca - nie musi to oznaczać niczego złego), dziecko urodziło się w dobrym stanie. To, że mała była sina i nie płakała to, proszę wybaczyć, nie jest konkretna informacja. Większość dzieci jest po porodzie sina, płakać wcale nie muszą a na złapanie oddechu mają minutę - dopiero wtedy ocenia się jej w skali Apgar, a o punktacji nic Pani nie pisze, wobec tego przyjmuję, że była dobra. Zniekształcenie głowy jest fizjologiczne - dzieci mają niezrośnięte kości czaszki właśnie po to, żeby mogły się dostosować do kanału rodnego i w ciągu kilku -kilkudziesięciu godzin wszystko wraca do normy, tak jak było to u Pani córki. Wahania tętna przed samym porodem zapewne spowodowały chęć szybkiego ukończenia go i stąd zabieg Kristellera, który nie jest zakazany, jedynie nie zaleca się stosowania go. W dodatku nie ma w dokumentacji śladu, że go wykonywano, a ani dziecku ani Pani nic się nie stało w wyniku jego wykonania. Badanie przez lekarza, który nie ma jeszcze specjalizacji jest normalnie przyjęte (pewnie był w trakcie specjalizacji, co trwa kilka lat), taki lekarz zwykle pracuje pod nadzorem specjalisty (co nie znaczy, że ten specjalista stoi nad nim cały czas). Oczywiście bolesności i brutalności badania nie da się pominąć, ale wątpię, żeby mogła to Pani jakkolwiek wykorzystać. Nacięcie bez uzgodnienia - to złamanie ustawy o prawach pacjenta - ale da się z niego łatwo wytłumaczyć. Ilość szwów nie jest żadną informacją, bo różni lekarze różnie szyją. "Utrata przytomności" zapewne była zasłabnięciem - zdarza się podczas porodu z różnych powodów. Podsumowując - nie ma Pani argumentów, żeby dochodzić swoich praw, bo medycznie łatwo można uzasadnić to, co działo się podczas porodu. W oczach większości profesjonalistów to zwykły, indukowany z przyczyn medycznych i dobrze zakończony poród. Dziecko i Pani macie się dobrze fizycznie, żadna z Was się nie leczy... Niestety, nadmierne odczuwanie bólu, brak przestrzegania praw pacjenta i to, że przypłaciła Pani poród traumą - to nie są argumenty, z którymi mogłaby Pani w naszym kraju dochodzić swoich praw. Widzę jednak pewien argument za tym, żeby podjąć walkę - to Pani potrzeby psychiczne. Jeśli czuje Pani, że jest to Pani potrzebne, żeby zamknąć to, co Pani przeżyła i zmniejszyć traumę to warto podjąć ten wysiłek. Jeśli tak nie jest, to raczej sugerowałabym pomoc psychologiczną. Pozdrawiam serdecznie :)
      • mpiet Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 12:27
        Każde takie wątki podnoszą mi ciśnienie bo niestety odczuwam to nadal osobiście.
        Dziękuję Pani Katarzynie za tę odpowiedź - właśnie w fachowy sposób potwierdziła to, co ja już zauważyłam, że jest podstawą myślenia wielu ludzi: "Niestety, nadmierne odczuwanie bólu, brak przestrzegania praw pacjenta i to, że przypłaciła Pani poród traumą to nie są argumenty, z którymi mogłaby Pani w naszym kraju dochodzić swoich praw. " Dodam, że nie chodzi nawet tylko o prawne dochodzenie sprawidliwości - czasami chciałoby się uslyszeć: tak, masz rację - zostałaś skrzywdzona, nie jestes histeryczką, ci , co tak postąpili zrobili źle, nie ma w tym twojej winy itp. Może gdyby każda kobieta po traumatycznym porodzie to usłyszała to łatwiej byłoby przestać o tym myśleć z goryczą i złością i pomoc psychologiczna, o której mówi p.Katarzyna nie byłaby potrzebna (skoro na prawne rozwiązania i tak nie ma co liczyć - jak widać)
        Na marginesie: ciekawi mnie tylko co to znaczy "nadmierne odczuwanie bólu" - czy trzeba zemdleć, żeby uznać że był ból nadmierny? A jak kobieta krzyczy i błaga o pomoc, ale jeszcze przytomności nie traci to histeryzuje czy ból już jest nadmierny? Zresztą to w sumie i tak bez znaczenia skoro nawet ból który doprowadizł do utraty przytomności - jak w przypadku autorki watku - nie jest żadnym argumentem, że poród przebiegał nieprawidłowo (dla niektórych - bo wiem, że p. Katarzyna jest innego zdania).

        • mpiet Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 12:40
          aha i jeszcze a propos bólu: jak idę do dentysty wyrwać zęba albo jak walnę sie w goleń albo złamię nogę z przemieszczeniem to mogę przyjąć, że "musi boleć", ale ktoś inny po prostu weźmie środek przeciwbólowy/zastrzyk itp. I ja nie uważam, ze ten drugi to cienki jest bo ja bym wytrzymała. Dlaczego w ogóle przy bólu porodowym pojawiają się dywagacje na temat nadmiernego czy nienadmiernego bólu? Każdy chyba sam wie czy i jak go boli i sam powinien decydować co z tym bólem zrobić? A lekarza zakichanym obowiązkiem jest te życzenia pacjenta spełnić?
        • katarzynaoles Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 16:43
          Wbrew obiegowym opiniom ból da się oceniać. Służą temu różne skale - bardziej i mniej skomplikowane www.mp.pl/bol/wytyczne/show.html?id=91404q i w wielu miejscach na świecie są one w powszechnym użytku. U nas ból nie jest odpowiednio leczony i nie dotyczy to tylko rodzących kobiet - o tym za chwilę - ale także np. osób po operacjach albo z chorobą nowotworową. Na szczęście coraz częściej mówi się o tym, że należy to zmienić. Sprawa z bólem porodowym jest nieco bardziej złożona niż np. z bólem pozabiegowym, który jest jednoznacznie niepożądany. Ból porodowy (choć nie jest to obecnie popularna opinia) ma do spełnienia swoją rolę i w czasie fizjologicznie przebiegającego porodu stanowi ważną informację dla organizmu wpływając na mechanizm porodowy np. wymuszając określony rodzaj aktywności ("kiedy się tak ruszam mniej boli"). Dodatkowo fizjologicznie wydzielają się podczas porodu endorfiny, które regulują odczuwanie bólu. Kiedy zaburzy się te mechanizmy np. podając oksytocynę to cała ta ochrona przed bólem przestaje działać a dodatkowo skurcze robią się dużo mocniejsze niż byłyby same z siebie. To, co się dzieje powoduje silny lęk rodzącej, a to z kolei nasila odczuwanie bólu i zaburza metabolizm - czyli tworzy się błędne koło a wszystko razem staje się po prostu groźne dla matki i dziecka. Dlatego podczas porodu niedobrze jest pomijać naturalne metody przeciwbólowe oraz lekceważyć dobry kontakt z rodzącą, który daje jej poczucie bezpieczeństwa. Są np. badania potwierdzające, że sama obecność osoby towarzyszącej zmniejsza odczuwanie bólu. Jednak pamiętać należy, że ludzie różnią się od siebie i to, co działa u jednych niekoniecznie powoduje to samo u innych a wtedy należy myśleć o innych rozwiązaniach. Trzeba być uważnym, empatycznym i dbać o dobro drugiego człowieka - a z tym we współczesnym świecie ciężko, nie tylko w medycznych zawodach... Myślę, że warto domagać się zmian w położnictwie, ale czas, kiedy właśnie się rodzi chyba nie jest najlepszy.
          • mpiet Re: Czy warto walczyć 10.03.14, 22:44
            Oczywiście, że ból da się oceniać i sa skale np. Skala numeryczna (NRS – Numerical Rating Scale), Skala wzrokowo-analogowa (VAS – Visual Analogue Scale) itd (wrzucilam w google skale bólu i wyskakuje;). Szkoda tylko, że nie dodała Pani, że WSZYSTKIE TE SPOSOBY POMIARU STOPNIA NATĘŻENIA BÓLU SŁUŻĄ OCENIE SUBIEKTYWNEJ PRZEZ SAMEGO PACJENTA , a nie ocenia obiektywnej (z zewnątrz) - bo do tego nie ma narzędzi ! Ja przecież właśnie o tym napisałam w poprzednim poście - każdy sam wie kiedy go boli i jak mocno i sam powinien móc ocenić, co mu w tym bólu pomaga (oczywiście osoba towarzysząca może próbować podpowiadać, ale nigdy nie narzucać swoich opinii)
            Zatem istotą całego problemu jest to, co Pani napisała: "Jednak pamiętać należy, że ludzie różnią
            się od siebie i to, co działa u jednych niekoniecznie powoduje to samo u innych a wtedy należy myśleć o innych rozwiązaniach. Trzeba być uważnym, empatycznym i dbać o dobro drugiego człowieka"
            Dodatkowo nalezy zauważyć, że większość ludzi nie jest w stanie z góry przewidzieć swoich reakcji i przygotować się na stres i ból. Sa co prawda kobiety z natury psychologicznie i fizjologicznie "stworzone do rodzenia" , ale większość kobiet nie przechodzi szkolenia na jogina albo komandosa ;) więc na taki ból i stres po prostu nie są w stanie się przygotować i sobie z nimi poradzić. Od tego są lekarze i położne żeby w tym pomóc. a czasami wydaje się, że lepiej żeby ich w ogóle nie było.
    • mum2004 Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 12:20
      W jakim szpitalu taki poród miał miejsce? Uważam, że trzeba o tym mówić i pisać - takie szpitale nie mogą być bezkarne.
      Ja podobną traumę (choć nie do tego stopnia) przeszłam w warszawskim szpitalu na Starynkiewicza - dlatego odradzam i trzymam się z daleka od tego "szpitala".
      • mpiet Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 12:28
        ja miałam do czynienia z 2 szpitalami: Bielański (ten, co odesłał) i Orłowskiego na Czerniakowskiej
    • victoriusrex777 Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 14:08
      Dziękuję serdecznie za odpowiedź. Potwierdziły się moje obawy, że nie mam dostatecznych dowodów. Gdy złapałam na korytarzu moją doktor prowadzącą ciążę i powiedziałam, że mam zwężoną miednicę, zrobiła wielkie oczy i powiedziała, że w takim razie będzie cesarskie cięcie, ale pójdzie to jeszcze skonsultować. Gdy wróciła powiedziała, że jednak będę rodzić naturalnie, a wiem, że konsultowała to z lekarką do której chodziłam prywatnie, także na początku ciąży, a z której usług zrezygnowałam. Przypadek? Nie sądzę. Przytomność straciłam gdy poszłam do toalety, rano po całonocnym zwijaniu się w boleściach z cewnikiem foleya. Obudziłam się sama na podłodze, nie wiem ile to trwało, myślę, że nie dłużej niż kilka minut, doczołgałam do drzwi i zawołałam salową, która akurat przechodziła obok by pomogła mi wstać. Posadzono mnie na łóżku, gdzie wyskoczył mi cewnik foleya i kazano pójść na lewatywę i porodówkę (o własnych siłach). Dodam, że w dokumentach ze szpitala odnalazłam notkę "stan po cewniku foleya - pacjentka czuje się dobrze". Przed założeniem cewnika przyszła do mnie lekarka i powiedziała, że mam zrobić siku i przyjść pod zabiegowy, bo będą mi zakładać cewnik. Byłam w szoku, bo 2 godziny wcześniej na obchodzie o niczym takim mnie nie poinformowali (z resztą na żadnym obchodzie o niczym nie informowali). Czekałam pod zabiegowym 40 minut aż ktoś do mnie przyjdzie i gdy mi go zakładano sama dopytywałam czy to znaczy, że jutro będę rodzić? A dlatego, że wiedziałam, że dziewczyna z sali obok gdy miała założony cewnik, to rano po obchodzie poszła na porodówkę. Jak wychodziłam powiedzieli, że nawet jakby mi się coś lało i jakby bolało to żebym nie panikowała, bo to normalne. Ale mniejsza o to, bo najbardziej mnie wzburzyło zachowanie pielęgniarki, która była akurat na dyżurze. Ponieważ całą ciążę miałam zaparcia, cewnik chyba zrobił swoje i musiałam się udać do toalety wiadomo po co... Gdy wróciłam, a już bolało mnie bardzo, koleżanka z łóżka obok powiedziała żebym poszła do dyżurki, bo pielęgniarka się strasznie wkurzyła, że nie ma mnie w łóżku o 22, a musiała mi podać antybiotyk. Poszłam więc z ta rurką i balonem między nogami i zaczęłam ją przepraszać, że musiałam pilnie skorzystać z toalety, ale w ogóle nie chciała mnie słuchać tylko zaczęła krzyczeć, że co ja sobie wyobrażam, że o tej porze mam być w łóżku itd. Miałam ochotę odpowiedzieć czy miałam się zes*** w łóżko, ale wtedy przecież też bym miała za swoje! Potem ze złością zaczęła mi szarpać wenflonem i drzeć sie: a tu co narobiłaś?! Igłę wygięłaś, sama tego chciałaś, będę Cię kłuła teraz, żeby założyć drugi. Po czym ze złością tak nacisnęła strzykawkę, że połowa jej zawartości strzyknęła mi prosto w oczy. Dodam, że miałam ten wenflon już 4 dni, więc chyba miał prawo się wykrzywić... Gdy wychodziłam rzuciła mi "umyj sobie twarz". Podczas porodu prosiłam lekarza i położną o znieczulenie, powiedziałam, że zapłacę nawet, ale odpowiedzieli "u nas w szpitalu nie ma znieczuleń". Córeczka zazwyczaj miała tętno 140. Tak dostała 10 pkt w skali apgar, ponieważ odzyskała kolory, a kształt czaszki w ciągu kilkudziesięciu godzin wrócił do normy. Także zadrapanie na policzku, jak przypuszczam powstałe od kości miednicy, szybko się zagoiło. Jednakże mam nieodparte wrażenie, że miała wiele szczęścia. Co do szwów to nie wiem jak to opisać, w każdym razie położna zdejmując skomentowała, że "nieźle mnie pocięli". Do psychologa się wybieram, ponieważ nie potrafię sobie poradzić z tym wszystkim i z tym, że z tą "masakrą między nogami" nie czuję się już kobietą, a z mężem od czasu porodu nie uprawiam seksu, bo boli mnie na samą myśl... Czułam się jak na rzezi, nie czułam się jak człowiek, jak kobieta, która nie chce przecież aby nad nią skakano, bo przecież nie ja jedyna na świecie rodzę dziecko, ale mogliby się przynajmniej nie wyżywać i traktować po ludzku. Nie zdecydowałabym się nigdy na kolejne dziecko. Nie daje mi spokoju myśl czy miałam prawo nie zgodzić się na wywoływanie porodu i wtedy musieliby zrobić mi cc, a ja uniknęłam całej traumy?
      • victoriusrex777 Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 14:34
        i Dziewczyny też uważam, że trzeba o tym mówić i pisać... Podczas porodów często bezczelnie jest wykorzystywana niewiedza i nieświadomość rodzących.
      • katarzynaoles Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 17:14
        Moim zdaniem wcale nie byłoby tak, że gdyby odmówiła Pani indukcji porodu to zrobiono by Pani cc. Argumenty za pewnie by się znalazły, ale musiałaby Pani naprawdę mocno walczyć o swoje - po prostu pójść na całość, a kiedy czytam Pani posty to mam obraz raczej innej osoby. Nie mogę się też oprzeć wrażeniu, że ten poród wcale nie musiał być dla Pani taki trudny i, moim zdaniem, wcale nie chodzi tu o jego wywoływanie, a raczej o kompletny brak poczucia zaopiekowania, samotność, lęk, brak orientacji w sytuacji i wpływu na cokolwiek. Olbrzymim błędem ludzi, którzy mieli z Panią do czynienia podczas porodu był kompletny brak wrażliwości i empatii, a chwilami po prostu ludzkiej twarzy. To dlatego tak bardzo Panią bolało i dlatego ma Pani traumę. Bo z tego, co Pani opisuje to - proszę mi wierzyć - od strony położniczej nie działo się nic dramatycznego, choć niewątpliwie przeszła Pani, z nie całkiem dla mnie jasnych powodów, zmedykalizowany poród ze wszystkimi tego konsekwencjami. Acha, nie jest możliwe, żeby buzię Pani córeczki podrapały kości miednicy.
        • mpiet Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 20:38
          "od strony położniczej nie działo się nic dramatycznego,"
          moim zdaniem Pani Katarzyno nie powinna Pani tego pisać. Nawet jeśli ma Pani rację i od strony mechanizmu porodu było względnie typowo, to jednak w dzisiejszych czasach, w tzw. "cywilizowanym świecie" nie jest chyba przyjęte, że pacjentka jest tylko przedmiotem działań medycznych, w których liczy się wyłącznie efekt - wypchnięcie dziecka. Przecież ta kobieta wyraźnie pisze że czuje się okaleczona! I ma powód: zmasakrowanie krocza jest jednak bardzo dramatyczną rzeczą dla kobiety! Po co w końcu są ci lekarze i położne - jeśli kobieta może w gruncie rzeczy liczyć tylko na siebie i łut szczęścia?
          "To dlatego tak bardzo Panią bolało i dlatego ma Pani traumę" - trochę Pani chyba przesadza w tej ocenie. Co do traumy to rzeczywiście może mieć Pani rację, że wredność personelu się przyczyniła. Ale kwestia bólu jest tak indywidualna, że proszę nie sugerować, że miła atmosfera zlikwidowałaby ból. Owszem, można przyjąć, że psychika ma wpływ na odczuwanie bólu, ale jednak nie da się tej psychiki programować na zawołanie (przynajmniej przeciętny człowiek tego nie potrafi) i wmawianie kobietom, że miła atmosfera i dobre nastawienie uwolnią je od bólu porodowego to przesada. W miłej atmosferze może i ten ból być mniejszy, ale wcale nie powiedziane, że do zniesienia. to sprawa zupełnie indywidualna i pacjent powinien sam decydować.
          • katarzynaoles Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 21:14
            Ma prawo Pani po swojemu oceniać sytuację, a ja mam prawo po swojemu. Niestety, w wielu przypadkach właśnie się myśli: kobieta jest przedmiotem działań medycznych. Oczywiście nikt nie ujmie tego w ten sposób, ale w praktyce tak właśnie się postępuje. I w mojej ocenie jest to w dużym stopniu wynik życia w "cywilizowanym świecie", o którym Pani pisze. Nasza cywilizacja bardzo stawia na techniczne widzenie świata, zimną logikę, maszyny (KTG zamiast słuchawki np.) a nasze odczucia, emocje, intuicja traktowane są jako drugorzędne. Taka postawa często uznawana jest za profesjonalną i w tym duchu kształci się personel medyczny. Dlatego jestem pewna, że osoby opisane przez koleżankę zdziwiłyby się mocno, że ich praca została tak przyjęta. To, że rozumiem skąd bierze się pewien rodzaj postępowania wcale nie oznacza, że go akceptuję. Nie napisałam też nigdzie, że jak się ma poczucie bezpieczeństwa to poród nie boli, ale to poczucie bezpieczeństwa jest podstawowym warunkiem - jak się go nie spełni, to będzie bolało bardziej. Odczuwanie bólu jest sprawą indywidualną, to prawda, ale mechanizm jego powstawania jest podobny u wszystkich, bo wynika z fizjologii. Właśnie dlatego, że różnie odczuwamy ból stosowanie skal, o których pisałam jest bardzo pożądane. I zgadzam się z Panią, o czy wielokrotnie pisałam także na tym forum, że to kobieta powinna oceniać czy potrzebuje znieczulenia.
            • medvidek33 Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 22:32
              Victoriusrex777, chcę Ci napisać, że bardzo dobrze Cię rozumiem i ogromnie Ci współczuję. Ja też mam za sobą traumatyczny poród, który pozostawił wyrwę w mojej psychice. Poród ten w końcu zakończył się cesarskim cięciem; nie chcę go tutaj opisywać, ale podobnie jak u Ciebie miałam do czynienia albo z całkowitą obojętnością, albo z niechęcią personelu. Jednak główną przyczyną, z powodu której odbieram mój poród jako traumatyczny, był ból - straszny, nie do zniesienia ból, który odebrał mi całe człowieczeństwo.
              Chcę Ci jednak powiedzieć, że - jak banalnie by to nie brzmiało - czas leczy rany. Te na duszy także. U mnie trwało to długo, ponad rok, ale ta rana się zabliźniła. To wspomnienie nie przestało być bolesne, ale już nie kładzie się cieniem na tym, co dalej. Ty też na pewno sobie z tym poradzisz, ale daj sobie czas, dużo czasu. Jeśli chcesz o tym pogadać, napisz do mnie na priva: zofia.pp@op.pl
          • victoriusrex777 Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 22:06
            Tego się właśnie spodziewałam. Że zostanę zaszufladkowana jako osoba histeryczna, przewrażliwiona, która całe to zdarzenie sobie wyolbrzymiła, a przecież każdy przypadek jest indywidualny. Niech mi Pani wybaczy, ale ocenianie charakteru człowieka po kilku postach chyba nie jest zbyt profesjonalne. Przecież na co dzień mogę być zupełnie inną osobą niż rozgoryczoną i rozżaloną zagubioną kobietą, jaką sprawiam wrażenie w postach. Nie należę do osób uległych i żałuję, że nie wykorzystałam tego podczas porodu. Otóż to nie brak opieki, zrozumienia czy wrażliwości śni mi się dzisiaj w koszmarach po nocach. Zachowaniem personelu choć często mi się nie podobało, nie przejmowałam się, bo nie spodziewałam się niczego innego. Jeżeli mój poród byłby normalny, a moim zdaniem jak na XXI wiek taki nie był, to na pewno nie miałabym traumy. Jeżeli nic się złego nie działo, a poród nie musiał być dla mnie taki trudny jak go opisuję, to dlaczego zatajono takie informacje jak zabieg Kristellera w dokumentacji medycznej? Ktoś może pomyśleć, że zastosowano go u mnie, bo pewnie księżniczka nie wiedziała, że poród boli, że trzeba dać z siebie wszystko, przeć itd, a ja pewnie nie współpracowałam. Otóż nie, na drugi dzień na obchodzie lekarz powiedział, że świetnie parłam i gratuluje mi takiego dzielnego rodzenia mimo zwężonej miednicy. Dlaczego dziecko było ocenione w skali apgar dopiero po około pół godzinie od porodu? KTG 15 minut przed porodem wykazywały spadki tętna do 60, czy to nie oznacza, że była bliska niedotlenienia? Chciałam też zaznaczyć, że zgłaszając się do szpitala, nie miałam żadnego nastawienia na cc, wręcz przeciwnie, na poród sn. Dokładnie siłami natury, a nie cewnikiem, przebijaniem pęchęrza, nacinaniem i wypychaniem dziecka na siłę przez, de facto przewężoną miednicę. Uważam, że to cud, że doktorka w porę mi "zajrzała", a wyduszanie dziecka nie skończyło się poważnymi konsekwencjami i mam śliczną, zdrową córeczkę.
            • katarzynaoles Re: Czy warto walczyć 09.03.14, 22:46
              A ja się nie spodziewałam, że moje słowa zostaną przyjęte w ten sposób. Nie mam wrażenia, że jest Pani rozhisteryzowana i przewrażliwiona. Do głowy mi to nie przyszło prawdę mówiąc... Na pewno jest Pani rozżalona i ma Pani prawo być. Nie tak powinny wyglądać porody.
              Nie czuję się na siłach prowadzić dalej tej dyskusji - ja wiem tylko to, co pisze Pani w postach, dorzucając nowe szczegóły - a nie do wszystkiego da się odnieść no bo np. skąd Pani wie kiedy oceniono stan małej w skali Apgar? Pytała Pani czy warto walczyć - na pewno warto walczyć o zmiany i do tego wszystkie Panie zachęcam, bo samo się nie zmieni, ale w sądzie ma Pani nikłe szanse żeby wywalczyć cokolwiek. Pozdrawiam :)
              • victoriusrex777 Re: Czy warto walczyć 10.03.14, 23:07
                Rozumiem, jednak pozwolę sobie skomentować. Jak pani wcześniej zaznaczyła przy podjętej próbie naturalnego porodu powinna być zabezpieczona sala operacyjna. Otóż sala pewnie była... Tylko sala. Z mężem słyszeliśmy jak położne z lekarką rozmawiały, że jakaś dziewczyna czeka na "zaplanowaną cesarkę", ale nie ma akurat anestezjologa. Pech chciał, że pojawił się on w momencie jak zaczęłam rodzić (właśnie idąc na cc doktorka postanowiła, żę jeszcze zajrzy co się u mnie dzieje). Wypchnięto mi córkę, a przy szyciu położna krzyczała do lekarki, żeby się pośpieszyła z szyciem, bo anestezjolog czeka, w skutek czego byłam także niedbale pośpiesznie szyta. Po zakończonym cc lekarka wróciła, usiadła z jakimiś papierami i wpisywała głośno mówiąc; "apgar, a to damy tutaj 10". Nie sądzę także, żeby to moje nastawienie miało wpływ na odczuwaną przeze mnie całą medykalizację i barbarzyństwo zabiegów podczas tego porodu. "Jak na pierwszy i indukowany poród przebiegał całkiem sprawnie"... Pewnie co chwilę podkręcana oksytocyna i jej kolejne dawki miały na to wpływ. Nieważne, że przerw między skurczami prawie nie było i nie miałam nawet kiedy złapać oddechu. W końcu lekarz się postarał żeby było jak najszybciej i jak najtaniej. Nie życzę nikomu takiego piekła. Nie rozumiem też czy jest różnica między zdaniem na temat chwytu Kristellera, że nie zaleca się stosowania go, a zdaniem, że nie jest on dopuszczony do stosowania (Pani wypowiedź z 2010 roku). Może coś się zmieniło od tego czasu, a może to oznacza to samo, a ja źle interpretuję. A do tego jak miałam przyjąć taką "pracę" lekarzy, pewnie miałam im jeszcze podziękować, że w wyniku ich nie dramatycznych metod finalnie nic nikomu się nie stało. Ja miałam niesamowite szczęście, kiedyś ktoś może go tyle nie mieć i wtedy będzie dramat? W sądzie wiem, że nie mam szans. Przecież wszyscy żyją, a w papierach czysto. Pozdrawiam
            • beniutka_bo Re: Czy warto walczyć 10.03.14, 22:06
              O rany! W pełni rozumiem Pani rozgoryczenie i traumę po porodzie. Nawet miałabym ochotę zapytać, czy może rodziłyśmy w tym samym szpitalu...
              W pełni rozumiem, co Pani przeszła i wcale sie nie dziwię odczuciom. Sama ponad pół orku temu miałam straszny poród, zero komunikacji i traktowanie mnie jak worek na dziecko. Zakończono cc, bo lekarzowi z dziennej zmiany przyszło do głowy, żeby mnie zbadać i okazało się, ze mnie męczyli 4 h w nocy bez sensu...
              Co może Pani zrobić? Dla siebie- pójść do specjalisty- dobrego psychologa lub nawet psychiatry (oni nie gryzą,na serio)żeby uporać się ze swoimi emocjami i ruszyć do przodu.
              Czasem pomaga wyrażenie opinii. Jest taka strona WWW.GDZIERODZIC.INFO można tam znaleźć szpital i wyrazić opinię oczywiście po zalogowaniu się. Niektórzy czytają opinie. W opisie warto usunąć emocje, tylko wypisać poszczególne działania i ich skutki, bo jest tam dość mało miejsca na opinię.
            • mpiet Re: Czy warto walczyć 10.03.14, 23:03
              Nie martw się takimi szufladkami. Ja uważam, że własnie jesteś bardzo silną i zdecydowaną osobą. Bo nie podążasz za tłumem jak owieczka, która mówi: tak musi być , przecież mądre doktory mają rację i nieważne co ja myślę i czuję ;)
              Moim zdaniem z Twojego opisu wyraźnie wynika, że Twój poród byl prowadzony nieprawidłowo. Zamiast Ci pomagać, podążać za Twoimi potrzebami, personel szpitala tylko szkodził. Nie można przyjąć za normę ogromnego okaleczenia (nacięcie krocza), wypychania dziecka, lekceważenia spadków tętna i fizycznych uwarunkowań (wąska miednica), utraty przytomności (i przed wszystkim tego, że nikt tego nie zauważył) oraz potwornego odczuwanego przez Ciebie bólu!!! To chyba norma dla sali tortur a nie dla szpitala ;)
              • aurinko5 Re: Czy warto walczyć 10.03.14, 23:20
                Napisałaś jakąś skargę, czy nawet zwykłe pismo opisujące to jak Cię potraktowano i jak odbiło się to na Twojej psychice ? Do dyrektora szpitala, kierownika kliniki, oddziałowej , przełożonej pielęgniarek ? Czy z góry założyłaś jak niestety większość pacjentek, że to i tak nic nie zmieni ?
                Rozmowy wyjaśniające sytuacje się odbywają, bo dyrekcja musi zareagować na każdą skargę.
                W sądzie nie wygrasz, ale pisząc na forum to co powinnaś była napisać w oficjalnym piśmie i to 1,5 roku temu też nic nie zmieni.
                • medvidek33 Re: Czy warto walczyć 11.03.14, 12:06
                  Właśnie, aurinko5 ma rację. Możesz złożyć pisemną skargę w szpitalu, w którym rodziłaś. Nie jest to wiele, ale lepsze niż nic. Ja tak zrobiłam po moim porodzie - namówiła mnie do tego wspaniała położna środowiskowa, która odwiedzała mnie w domu i której opowiedziałam przebieg mojego porodu (zalewając się przy tym łzami). Położna przyniosła mi do domu egzemplarz ankiety oceniającej mój pobyt w szpitalu (te ankiety były kiedyś standardowo rozdawane na oddziale porodowym, ale ze względu na niskie oceny zaniechano tego). Wypełniłam zatem szczegółowo ankietę, a do niej dołączyłam jeszcze dodatkowe pismo opisujące zachowanie personelu, cytując nieuprzejme, a wręcz chamskie wypowiedzi położnych itd. Nie wiem dokładnie, jaką formalną drogę ten dokument przeszedł, ale dowiedziałam się potem, że ankieta wzbudziła poruszenie i była analizowana, a kilka osób otrzymało na jej podstawie ustne upomnienia. Może spróbuj takiej drogi? Dzięki temu nie pozostawisz sprawy tak jak jest, a może przyczynisz się do jakiejś poprawy w przyszłości... Musisz napisać takie pismo teraz, na świeżo, dopóki jest w Tobie gniew i niezgoda na to wszystko, co się stało.
                  • victoriusrex777 Re: Czy warto walczyć 11.03.14, 23:32
                    Jestem w trakcie pisania skargi do rzecznika praw pacjenta. Wstyd się przyznać, ale nie zrobiłam tego wcześniej, a minęło już tyle czasu. Jakoś próbowałam o tym zapomnieć, zdusić w sobie i tego nie rozdrapywać. Niestety odniosło to odwrotny skutek, bierność tylko pogłębiła moją frustrację. Ciężko jest pogodzić się z takim odarciem z człowieczeństwa, jak to dobrze nazwała koleżanka wyżej. Nie bardzo wiedziałam też co mogę zrobić w takiej sytuacji, myślałam, że niewiele zdziałam skargą na oddział, gdzie jak wiadomo każdy każdego kryje, ręka rękę myje…
              • victoriusrex777 Re: Czy warto walczyć 11.03.14, 23:50
                mpiet dzięki za słowa zrozumienia. Sala tortur na której nie rodziłam dziecka, na której dziecko "wyrżnęli" ze mnie siłą. Brakowało tylko przypalania żelaznym prętem;). To może niech zaczną wyciskać dzieci przez pępek i nazwają to cesarskim cięciem.
                • aurinko5 Re: Czy warto walczyć 12.03.14, 01:20
                  Rzecznik praw pacjenta prędzej schowa to pismo do szuflady. A dyrekcja szpitala musi zareagować na każdą oficjalną skargę. Nie twierdze, że dyscyplinarnie ktoś zostanie zwolniony, ale rozmowa zostanie przeprowadzona. Personel może dostać upomnienie, czasami lekarze mają zawieszone dyżury itp... w zależności od 'przewinienia'. Jeżeli masz uwagi dot. personelu pielęgniarskiego to pismo musi być też złożone do przełożonej/naczelnej pielęgniarek.
            • marsylvik Re: Czy warto walczyć 12.03.14, 23:12
              victoriusrex777 napisał(a):

              > Tego się właśnie spodziewałam. Że zostanę zaszufladkowana jako osoba histeryczn
              > a, przewrażliwiona, która całe to zdarzenie sobie wyolbrzymiła, a przecież każd
              > y przypadek jest indywidualny.

              Oczywiście, że zostaniesz tak oceniona. Przez niektórych. Ale w tym przypadku się chyba tak nie stało, tylko tak to odebrałaś, bo tego się spodziewałaś :(

              Kiedy ja opisałam swój pierwszy poród tu na tym forum, to do takiej sytuacji doszło, nieliczne osoby tak mnie oceniły. A ja po prostu miałam poród podobny do Twojego. W sensie psychicznym podobny - olewka, mój strach, brak wiedzy, informacji o tym, co mi robią, nacięcie bez mojej zgody, oksytocyna, wydzieranie się na mnie po 20 godzinach rodzenia że jestem samolubna egoistka bo za słabo prę... I nie chodzi o Twoją czy moją wrażliwość czy rzekomą nadwrażliwość. Rodząca kobieta zawsze jest w pewnym sensie nadwrażliwa i zbyt uległa, mało asertywna. Każda! Chodzi o karygodne podejście personelu do rodzącej. O ignorowanie naszego bólu, strachu, praw, a przez to powodowanie dodatkowego cierpienia i powikłań! Zupełnie obiektywnych.

              Co, te kozy, o których pisałam post wcześniej, to tak jakoś powybierali, że się nadwrażliwe znalazły w grupie tych przeniesionych? Przecież to zwierzęta! To badanie dobitnie pokazało, że nie chodzi o jakąś indywidualną nadwrażliwość, tylko o realny wpływ stanu psychicznego wywołanego sytuacją na przebieg porodu.
          • marsylvik Re: Czy warto walczyć 12.03.14, 23:02
            mpiet napisał(a):

            > "To dlatego tak bardzo Panią bolało i dlatego ma Pani traumę" - trochę Pani chy
            > ba przesadza w tej ocenie. Co do traumy to rzeczywiście może mieć Pani rację, ż
            > e wredność personelu się przyczyniła. Ale kwestia bólu jest tak indywidualna, ż
            > e proszę nie sugerować, że miła atmosfera zlikwidowałaby ból.

            Akurat tu zgadzam się z Panią Katarzyną, w tym sensie, że jak najbardziej takie traktowanie, strach, brak wiedzy i poczucia wpływu na sytuację zwielokrotnia ból. Co nie znaczy oczywiście, że miła atmosfera ten ból likwiduje, niemniej często wystarcza by uczynić go znośnym. I nie mówię tu o traktowaniu bólu, a o jego odczuwaniu, w czysto fizycznym wymiarze.

            Choć myślę, że jednak to oksytocyna jest głównym winowajcą skali bólu... I że oksytocyna bardziej się przyczyniła do "zmasakrowania" niż same rozmiary miednicy... Choć nie jestem specjalistą, tyle tylko wiem, co się dowiadywałam na ten temat przed drugim porodem i co sama przeżyłam rodząc dwa razy.

            Coś co mnie bardzo uderzyło, to jak czytałam opis jakichś badań, gdzie kozy na czas rozwiązania przenoszono do czystego boksu, a część pozostawiano w dotychczasowym miejscu. Ilość powikłań wymagających cc i innych interwencji lekarza weterynarii była wyraźnie większa wśród kóz przeniesionych w czyste, obce (a więc bardziej stresujące) miejsce.
            • mpiet Re: Czy warto walczyć 14.03.14, 21:40
              "często wystarcza by uczynić go znośnym. I nie mówię tu o traktowaniu bólu, a o jego odczuwaniu, w czysto fizycznym wymiarze."
              To jest głupie gadanie. Co z tego że odczuwanie bólu może być różne i w milym otoczeniu BYĆ MOŻE ból BYWA odczuwany jako bardziej znośny? Przecież mówimy o konkretnym przypadku (do tego, jak się okazuje nawet po wpisach w tym wątku - nie odosobnionym). Chodzi o to, że w tym konketnym przypadku (i w wielu innych) nikogo nie obchodziło natężenie bólu pacjentki - ona musiała znieśc wszystko! A przecież to pacjentka powinna decydować czy w ogóle chce znosić ból i w jakim stopniu natężenia! Są być może kobiety, które wychodzą z założenia, że każdy stopień bólu zniosą i są z tego dumne (np. bo są twardzielkami), a są takie, które chcą zminimalizować jak najbardziej się da (np. bo nie widzą sensu w cierpieniu). I nikomu nic do tego, kto jak decyduje. W Polsce w obecnych czasach można stosować różne metody łagodzenia bólu porodowego i pacjentki powinny mieć do tych wszystkich metod dostęp na życzenie. Oczywiście są sytuacje, gdy bólu nie da się zlikwidować lub zmniejszyć żadnymi metodami, ale przecież nie o to pacjentki mają pretensje tylko o to, że nie miały dostępu do żadnych metod, które powinny być normalnie dostępne!
              Jakiś czas temu wprowadzono nowe "standardy" w położnictwie. Czemu nie wprowadzono zasady, że na życzenie pacjetki stosuje się wszystkie dostępne metody leczenia bólu? Czemu szpitale nie przyznają się że kwestia bólu porodowego jest na ostatnim miejscu? Czyżby chodziło jak zwykle o kasę? I dobro pacjentki (która przecież nie ucieknie) nie jest takie najwazniejsze?
    • listek_a Re: Czy warto walczyć 13.03.14, 12:09
      Mój pierwszy poród był ciężki. Córka źle się ułożyła i przez to poród się znacznie przedłużał. Rodziłam w atmosferze kompletnej obojętności, a wręcz zniecierpliwienia personelu. Położna zwracała mi uwagę, że mam się nie krzywić, tylko cieszyć, że urodzę dziecko. Lekarka traktowała mnie jak półgłówka, nie chciała odpowiadać na moje pytania. Na początku obwniałam szpital, że nie zrobili mi cc. Teraz myślę, że gdyby położna zainteresowała się mną, pokazała, co mogę zrobić, żeby poród postępował, wspierała mnie, a lekarka chociaż nie przeszkadzała, wszystko poszłoby znacznie szybciej i sprawniej.
      Myślę, że autorka wątku potrzebuje czasu na przetrawienie swojego porodu, żeby spojrzeć na sprawę z dystansem. Dobrze, że wybiera się do psychologa. Myślę, że to konieczne. Ja żałuję, że nikt nie podsunął mi tego pomysłu, sama próbowałam sobie poradzić z całą sytuacją, co dużo mnie kosztowało i zajęło masę czasu.
      • victoriusrex777 Re: Czy warto walczyć 13.03.14, 22:14
        Oczywiście że obawiałam się niezrozumienia, bo pisząc o tym nie zdoła się wyrazić i dokładnie opisać swoich uczuć. Tak bardzo chciałabym cofnąć czas i być wtedy asertywna, znać swoje prawa i nie godzić się na to wszystko. Wciąż zadręczam się myślami co by było gdyby. Bólu skurczy po oksytocynie nie zapomnę nigdy. Nie przypuszczałam w najgorszych snach, że taki próg bólu w ogóle ISTNIEJE. Całonocne skurcze z cewnikiem to przy oksytocynie nic (miała rację pielęgniarka mówiąc po mojej utracie przytomności-boli Cię? Dopiero zobaczysz co to ból). Straszne nie było też przechodzenie dziecka przez kanał rodny, ba, nawet wypychanie jej rękami, choć nie należało to do przyjemności, odruchowo miałam ochotę odepchnąć lekarza kopem w twarz, ale zacisnęłam zęby, bo myślałam, że to normalna „procedura” przy porodach. To w porównaniu z oksy było duuużo lżejsze. I spustoszenia w ciele po takim sztuczno-naturalnym porodzie. Hemoroidy, obniżenie narządów, blizna na tyłku ze zgrubieniem, bo jak szyli to zostawili kawałek wiszącego mięsa, który nie do końca się wchłonął, deformacja krocza no i wielka niedomykająca się dziura. Studnia z przeciągami dosłownie:/. To już nie jest moje ciało. I nie daje mi spokoju myśl, że nie musiało tak się zdarzyć. Ale trafiłam na sfrustrowany świąteczny personel? Bo sprzedali tego dnia za dużo cesarek i musiałam urodzić naturalnie, żeby podnieść im statystyki porodów sn, nieważne jakim kosztem? Osobiście znam dziewczyny, które miały tam cc „za kasę”, a we wskazaniach napisano ułożenie pośladkowe, którego naprawdę wcale nie było. Przecież jakby coś się stało to i tak by umyli ręce i sfałszowali dogodnie dla siebie dokumentację. Nawet podczas mojego porodu lekarz A komentował: kombinować jest komu, a potem nie ma komu wziąć odpowiedzialności (to na lekarza B). Kombinować na ludzkim życiu…
        • medvidek33 Re: Czy warto walczyć 13.03.14, 22:46
          Naprawdę doskonale Cię rozumiem, jakbyś mówiła o moich uczuciach. Ja też chciałam cofnąć czas i wyrzucałam sobie - czemu nie pojechałam do szpitala kilka godzin później, czemu nie byłam bardziej asertywna, czemu zgodziłam się na podanie oksytocyny, czemu wybrałam akurat ten szpital, czemu to, czemu tamto... Wyrzucałam sobie nawet, że widocznie byłam za mało odporna na ból... Ale nie tędy droga. Przestań się obwiniać! TO NIE TWOJA WINA, że Twój poród tak wyglądał. To jakiś absurd, żebyś ciągle się zadręczała takimi myślami. Bądź asertywna TERAZ i nie bierz na siebie win tych, którzy wtedy rzeczywiście zawinili!!
          • listek_a Re: Czy warto walczyć 14.03.14, 08:29
            Po takich ciezkich przeżyciach potrzebny jest psycholog, żeby przestać sie obwiniać. Samej bedzie trudno!!!
            • victoriusrex777 Re: Czy warto walczyć 15.03.14, 13:02
              Nie wystarczą filmy edukacyjne w internecie, artykuły w prasie, a nawet szkoły rodzenia gdzie nie zawsze mówi się to co ewentualnie mogłoby stać się "niewygodnym" faktem. Każda kobieta w ciąży powinna razem z kartą ciąży dostawać od lekarza prowadzącego broszurę zawierającą informacje o jej prawach w szpitalu i metodach łagodzenia bólu. Może to zmniejszyłoby liczbę kobiet z traumą poporodową, które borykają się potem same z własnym bólem, żalem, goryczą i ogromną BEZSILNĄ WŚCIEKŁOŚCIĄ!!! Bo o ile z bólem w sensie fizycznym można się pogodzić, to co ze śladem pozostawionym w psychice? Nigdy nie pogodzę się z tym, że ktoś mimo wyraźnych sprzeciwów mojego organizmu (przede wszystkim anatomicznych!) ryzykował życiem mojego Dziecka i tylko szczęściu (nie lekarzom!) zawdzięczam to, że nie jest dziś rośliną. Nie da się pogodzić z tym, że robiąc dosłownie z kogoś IDIOTĘ, łamie się jego prawa jako człowieka i pacjenta, nie informując o niczym, nie pytająco zgodę, nic nie wyjaśniając, nie dając żadnych alternatyw i fałszując dokumentację. Nie da się pogodzić z tym jak wygląda okaleczone ciało po takim sztucznym "wypruciu" dziecka. Ani ze strachem i lękiem, który już zawsze będzie towarzyszył takim kobietom. Mniejszym lub większym, ale zawsze gdzieś tam się będzie to tlić i przypominać. Mimo upływu czasu.
              • great.growling.gryzak Re: Czy warto walczyć 20.03.14, 18:01
                zawsze mozesz napisac do fundacji rodzic po ludzku. mysle, ze jak trzeba bedzie, to oni to wykorzystaja odpowiednio, np obcinajac szpitalowi dotacje.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka