victoriusrex777
08.03.14, 22:29
Witam. Pani Kasiu, 16 miesięcy temu urodziłam dziecko. Mój poród wspominam jako traumatyczny koszmar. Rodziłam sn pomimo zwężonej miednicy (wymiary: sprzężna zewn. 18, wymiar międzykolcowy 22, międzygrzebieniowy 25, międzykrętażowy 29). Córeczka ważyła 3250. Do szpitala na oddział patologii ciąży, zgłosiłam się 5 dni po planowanym terminie porodu, urodziłam 8 dni po terminie. Przez kilka dni, które spędziłam na patologii ciąży, na KTG często córeczka miała podwyższone tętno, czasem nawet do 180. Ponieważ nie było żadnej akcji porodowej, poród był wywoływany cewnikiem foleya i oksytocyną. Przebijany także miałam pęcherz płodowy, a dziecko wyciskano mi z brzucha, jak się później dowiedziałam zakazanym chwytem Kristellera. I tu rodzą się moje pytania. Czy lekarze popełnili błąd, nie klasyfikując mnie od razu na cesarskie cięcie i w rezultacie wykonując zabieg zagrażający życiu mojemu i mojego dziecka? Dodam, że bazowali oni na zrobionym mi usg, z którego wynikało, że dziecko będzie ważyć 2,800. Jednakże nie wierzę, że lekarze z wieloletnim doświadczeniem nie zdawali sobie sprawy, że dziecko może być dużo większe, a taki pomiar jest jedynie orientacyjny i często niemiarodajny. Ponadto mówiłam pani doktor już na porodówce, że dziecko może być większe, miałam robione usg w 38 tygodniu ciąży i już wtedy waga małej wynosiła 3 kg, a także 3 dnia po planowanym terminie porodu, gdzie waga wynosiła już 3,200. Dodatkowo po całonocnym zwijaniu się z bólu na łóżku z cewnikiem foleya, rano straciłam przytomność z wyczerpania i bólu, a cewnik wypadł sam przy rozwarciu o ile dobrze pamiętam na 3 palce. Mimo to nadal nie podjęto decyzji o cc i wysłano na porodówkę. Na porodówkę trafiłam o 8 rano, a córeczka urodziła się 5 h później. Podczas strasznych skurczów, o natężeniu bólu, którego nie jestem w stanie opisać dostałam drgawek i zrobiłam się sina. Oprócz antybiotyku dożylnie na dodatniego GBS, podano mi dolargan i morfinę, ale nie czułam po tym żadnej ulgi. Kiedy mąż zrozpaczony zapytał, dlaczego nie zrobią mi cc, usłyszał, że jeszcze słowo i zostanie wyproszony. Zaproponowano mi piłkę, więc z nadzieją, że mój koszmar dobiegnie końca, a dziecko ze mnie w końcu wyjdzie, skakałam po niej mając wrażenie, że rozerwie mi na strzępy każdą przeraźliwie obolałą komórkę mojego ciała. Na całe szczęście w pewnym momencie doktorka stwierdziła, "że zajrzy" do mnie i wtedy okazało się, że widać już główkę i muszę rodzić. Wspomniany zabieg i skurcze pomiędzy którymi nie było przerw, nawet żebym złapała oddech, nacięcie krocza na 7 szwów zewn. i szwy wewnetrzne i w końcu dzieciątko sine, nie płaczące, ze zniekształconą głową, które szybko docucili, nie wiem jak, bo nie pamiętam tej chwili zupełnie. Wiele miesięcy powoli docierało do mnie, że to co się tam działo, chyba nie miało prawa się stać. Do tej pory mam koszmary nocne związane z tym porodem, ciągle przypominam go sobie i przeżywam na nowo. Wyciągnęłam dokumentację ze szpitala w której nie ma nic o zabiegu Kristellera, nie ma nic o mojej utracie przytomności, nie ma wzmianki o zniekształconej głowie dziecka (która wróciła szybko do normy). Natomiast dowiedziałam się, że na około 15 minut przed urodzeniem córki KTG zarejestrowało na przemian słabnące i bardzo wysokie tętno dziecka. Ponadto podczas porodu jeden z dwóch lekarzy którzy mnie badali, okazał się być zwykłym lekarzem bez tytułu położnika czy ginekologa i zlecał podawanie mi leków. Badał mnie także dopochwowo, badanie było brutalne i trysnęła ze mnie po tym krew. Nikt nie informował mnie o celowości zakładania cewnika foleya, przebijaniu pęcherza i nacinaniu krocza, a także nikt nie pytał mnie o zdanie czy zgodę. Czy w związku z tym wszystkim powinnam podjąć jakieś kroki, czy nie mam szans na wyekzekwowanie jakiejkolwiek kary dla tych ludzi, którzy mnie okaleczyli. Czy skreśla mnie z góry brak wzmianki o zabiegu Kristellera i utracie przytomności? Wiem, że moje dziecko miało wiele szczęścia, bo takie porody zazwyczaj kończą się tragicznie.