menel83
12.05.13, 11:08
Na glownej stronie Gazety jest reportaz dziennikarki, ktora na jeden dzien stala sie kelnerka w restauracji w Sopocie.
Po raz kolejny w ostatnim czasie spotkalem sie w mediach z tematem napiwkow dla kelnerow/barmanów i ich procentowej wartosci w stosunku do placonego rachunku.
10-15 % jak mowil Okrasa ....? A ja sie pytam za co mam placic? Ze ktos mi przyniosl posiłek i życzył smacznego? Za to ze podal czyste sztućce a na koniec zapytal czy mi smakowalo?
Niech mi ktoś łaskawie wytłumaczy za co faktycznie mam dopłacać do posiłku i skąd się wziął taki zwyczaj, że tylko w gastronomii funkcjonuje taki stereotyp "napiwku".