Dodaj do ulubionych

Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.05, 13:46
a śluby Jana Kazimierza to też mit? dziwne... a freski , drzeworyty i obrazy
ukazujące obronę klasztoru były malowane po przeczytaniu powieści autora który
urodził się prawie 200 lat po tych wydarzeniach? ludzie myślcie proszę... Być
może nie wszytkie informacje są nieprawdziwe..Ba! napewno niektóre
przedstawione przez H.Sienkiewicza ale oblęzenie miało napewno miejsce i
zakonczylo sie odparciem wroga... takie jest moje zdanie.
Obserwuj wątek
    • Gość: książę ciemnogrodu Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.05, 14:19
      posel Gadzinowski tym wystąpieniem totalnie się skompromitował. Wykazał przy
      tym rażące luki w wiedzy historycznej z zakresy IV klasy szkoły podstawowej.
      Podono w Warszawie mieszkają ludzie wykształceni...jak widać jakość kształcenia
      w stołecznych uczelniach pozostawia wiele do życzenia...
      • Gość: jasiu... Gadzinowski z Sienia? IP: 82.160.8.* 30.12.05, 18:04
        No właśnie! Dlaczego na stronach absolwentów IV liceum
        absolwenci.sieniu.webd.pl/ w wyszukiwarce nie mogłem Gadzinowskiego znaleźć?

        Znalazłem za to
        absolwenci.sieniu.webd.pl/index.php?show=graduate&which=5385 Spodziewałem
        się, że nasz prezydent nie jest z Częstochowy, ale że aż ze Szczecina nie
        wiedziałem.
        • Gość: aaa Re: Gadzinowski z Sienia? IP: *.trustnet.pl 30.12.05, 20:50
          sieniu.risp.pl/abs_old/index.php?show=abso&ktory=8849
      • Gość: ff to eseldowiak z Czestochowy IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.05, 01:46
        panstwu juz dziekujemy
    • Gość: ANTYK Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.05, 14:25
      Niedobrze się robi na myśl, że Gadzinowski pochodzi z Częstochowy i ukończył
      tak porządną szkołę jak IV LO. Niestety, szuje trafiają się wszędzie. Ktoś taki
      jak Gadzinowski nie chce zrozumieć, jak jego guru J.Urban, że naród (każdy !!!)
      ma swoje święte miejsca - Maraton, Alamo etc. - i nie mają znaczenia suche
      fakty historyczne. Bez Jasnej Góry bylibyśmy o wiele ubożsi moralnie i
      kulturowo, lecz aby to zrozumieć trzeba nie być dupkiem z SLD.
      • Gość: xx Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry IP: *.man.czest.pl 30.12.05, 14:44

        - Oblężenie było ale nie takie jak to opisał Sienkiewicz „ ku pokrzepieniu serc”

        "Faktem jest, że twierdza jasnogórska nie była przeznaczona do obrony przed
        regularnym oblężeniem z użyciem armat. Była jedynie dobrym punktem oporu przed
        zaskoczeniem przedewszystkim kawaleryjskim. Płytka przestrzeń obronna czyniła
        twierdzę wrażliwą na ostrzał artylerii. Jego mała powierzchnia niemozliwiała
        umieszczie na bastonach wiekszej ilosci dział, a było ich 16-20 sztuk wtym i
        ciężkie 12-funtowe.
        Załoga Jasnej Góry liczyła około 160 piechoty wybranieckiej, 70 zakonników oraz
        20 szlachty.
        Generał Muller, komedant wojskowy Wielkopolski, przybył pod klasztor z 1100
        ludźmi i 8 działami. Pod koniec oblężenia siły gen. Mullera wynosiły około 1800
        rajtarów i dragonów, 900-1000 piechoty (w tym 450 piechurów z regimetu gwardii
        Jana Kazimierza, który zstał zmuszony do przescia strone szwedzką: dowodził nimi
        major jan Butler, gdyz jego dowódca pułkownik Wolff omówił słuzby w armii
        szwedzkiej, mimo to bł pod Jasna Górą) oraz 600-700 jazdy polskiej (chorągwie
        Zbrożka, Kalińskieo, Kuklińskiego, Gołyńskiego, Wiśniowieckiego i
        Morzkowskiego), podobno wśród Polaków była tam też Jan Sobieski - przyszły
        polski król. Te 8 posiadanych dział to 3-4 funtówki, które nic murom twierdy nie
        mogły zrobić, podobno od ich onia zginął tylko eden obrońca. Dopiero 10 grudia
        przybyło z Krakowa 6 dział oblężniczych, w tm 2 półkartauny.
        Blokada twierdzy trwała 48 dni, ale tylko 10-12 dni walki, resztę spędzono na
        rozmowach i pertraktacjach.
        Straty po stronie obrońców to:
        - 3 zabite konie;
        - 1 rozbite koło od armaty;
        - 16 wybitych szyb;
        - 1 zabity żołnierz;
        - 3 zabitych cywili;
        Straty po stronie szwedzie były wieksze, ale nie przekroczyły zapewnie
        kilkunastu osób.
        Oblężenie zostało zwinięte 27 grudnia, ze względu na obawy króla szwedzkiego i
        jego doradców, czy atak na najwiekszą polska świetość było słusznym
        zamierzeniem, mógł spotęgować antyszwedzkie wystapienia społeczeństwa polskiego.
        Z wojskowego punktu widzenia klasztor nie miał wielkiej wartosci. Natomiast
        biorąc pod uwagę polityczne skutki oblężenia, można mówić o prawdziwej
        katasrofie Szwedów. Prawdopodobnie uznano by całe wydarzenie za epizod, nieważny
        i zapomniany, odnotowany w postaci niewielkiego przypisu w jakimś historycznym
        dziele, gdyby nie otoczenie Jana Kazimierza, a zwłaszcza bystra i widząca
        szersze skutki tego zdarzenia królowa. Natychmiast uruchomiono machinę
        propagandową, aby wykorzstać to co się stało do maksimum. To, że niepokonani
        dotąd Szwedzi zostali poraz pierwszy powstrzymani, przyczyniło się do poprawy
        nastrojów wśród isniejących i potencjalnych nieprzyjaciół najeźdzców szwedzkich.
        Ważniesze było jednak to, że tego typu zdarzenia dały wrogom Karola Gustawa w
        Polsce oręż w postaci twierdzeń, iż prowadzi on w polsce wojnę religijną, co nie
        było prawdą, a co wkrótce prawdą sie stało."
        • Gość: Enola Gay co.uk Nie bylo zadnego oblezenia Jasnej Gory IP: 212.85.1.* 30.12.05, 15:15
          Nawet prace historykow szwedzkich opisujacych dokladnie potop szwedzki nie
          zawieraja zadnej wzmianki o oblezeniu.
          Kosciol wykorzystal kilkudziesieciogodzinny pobyt wojsk szwedzkich pod
          klasztorem do wymyslenia bajki o wielomiesecznym oblezeniu,bombardowaniu z
          armat klasztoru i zwycieskich "wycieczkach" oblezonych ze Szwedami.Nie bylo
          zadnych ofiar smiertelnych.Po dwoch-trzech dniach wojsko odeszlo bez
          walki.Prawda jest taka,ze Czestochowa zyje mitem,ktory przynosi niezle
          zyski.Ale to tylko mit.
          • leniwy_tlen Re: Nie bylo zadnego oblezenia Jasnej Gory 30.12.05, 15:21
            Tez mam takie zdanie. W Loreto, naszym bliznaczym miescie we Wloszech, uwazaja
            np. ze maja w bazylice domek w ktorym urodzil sie Jezus.
          • Gość: fafik Stalin mówił ze to nieprawda towarzysze IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.05, 01:50
            a opis tej historii zawarł Marks i Engels w swoich listach do baranów
            • Gość: baran do fafik-opis tej histori IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.01.06, 09:32
              podaj proszę link czy żródło z którego wyczytałes tą wiadomość.
              byłem lektorem na Wyższym Uniwersytecie Marksistowsko-Leninowskim WUML i znam(?)
              dzieła ekonomisty Marksa.,podteksty/żyda-takiego wyznania był/
              finansisty/fabrykanta-biznesmena Engelsa
              i rewolucjonisty/z paraliżem postepowym/Lenina(Ulianowa)/wyznanie
              pocz.starocerkiewne/.
              - z takim cyt. nie spotkałem się może przeoczyłem - podaj żródło wiadomości
              twoich.
              No chyba że to g.. żart i moderator wytnie Twój i mój post.
        • Gość: W. Opolski Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.05, 15:34
          Skąd pochodzi ten opis? Prosiłbym o link!
        • oraw TAK TO BYŁO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!!!!!!!! 30.12.05, 18:42
          Cud jasnogórski

          Ksiądz Augustyn Kordecki w swej broszurze ?Nowa Gigantomachia? oceniał siły
          Szwedów oblegających w 1655 r. klasztor jasnogórski na mniej więcej 9 tys. W
          rzeczywistości na początku było ich tylko 1100. XVII-wieczny obraz nieznanego
          autora przedstawiający oblężenie ze zbiorów klasztornego arsenału


          Po co właściwie wojska wierne królowi szwedzkiemu rozpoczęły oblężenie
          klasztoru na Jasnej Górze? Wydaje się, że uczyniły tak... przez pomyłkę. I tym
          samym przyczyniły się do powstania największego polskiego mitu narodowego

          Szesnaście rozbitych szyb, trzy zabite konie, zniszczone koło od armaty, jeden
          poległy żołnierz (zabili go przez pomyłkę swoi), trzech zabitych cywilów
          (niektóre źródła mówią o czterech) - takie były straty obrońców klasztoru
          jasnogórskiego w czasie sławnego oblężenia. To nieduża cena za wydarzenie,
          które stało się zaczątkiem największego mitu polskiej historii.

          W tym roku minęło 350 lat od obrony klasztoru na Jasnej Górze, ale zdawać się
          może, że bronimy go nadal. "Obrona Jasnej Góry dziś to obrona chrześcijańskiego
          ducha narodu, to obrona rodzimej kultury, obrona jedności ludzkich serc w Bożym
          sercu. Każdy z nas powinien stać się nowym ojcem Kordeckim, aby, odnosząc
          zwycięstwo nad swoją małością, pomóc innym uwierzyć, że dla Boga nie ma rzeczy
          niemożliwych" - mówił 18 listopada, w rocznicę rozpoczęcia oblężenia, generał
          zakonu paulinów o. Izydor Matuszewski.

          Nie ma w naszych dziejach legendy bardziej trafiającej do serc niż obrona
          klasztoru częstochowskiego. Konfederaci barscy zakładali na szyje szkaplerze z
          Matką Boską, mając nadzieję, że schizmatycka kula odbije się od nich niczym
          szwedzkie pociski od murów Jasnej Góry. Wizja interwencji Matki Boskiej, która
          potrafi grożącą nam klęskę odwrócić jednym skinieniem ręki, towarzyszyła
          żołnierzom Tadeusza Kościuszki. Adam Mickiewicz w postaci bohaterskiego przeora
          Kordeckiego widział wszelkie cechy męża opatrznościowego, którego Polakom w XIX
          wieku tak bardzo brakowało. Pod Warszawą w sierpniu 1920 r. ci, którzy mieli
          lepszy wzrok, dostrzegali nad walczącymi polskimi szeregami wizerunek Królowej
          Polski prowadzącej je do boju - podobnie jak obrońcy klasztoru w 1655 r.
          widzieli ją w obłokach ponad dymem wystrzałów.


          Każdy czegoś bronił

          Wiele narodów ma własny mit obrońców. Grecy mają Termopile i 300 Spartan,
          którzy nie cofnęli się przed najeźdźcami, wierni swoim prawom - choć sami
          Spartanie uważali wojnę z Persami za awanturę Ateńczyków i żywili pogardę dla
          ateńskiej demokracji. Żydzi mają Masadę - górską twierdzę, gdzie w 72 r. n.e.
          powstańcy żydowscy bohatersko bronili się przeciw legionom rzymskim. Francuzi
          wspominają Verdun z I wojny światowej jako miejsce, gdzie skoncentrowała się
          galijska wola i poświęcenie. Nawet praktyczni Amerykanie postrzegają obronę
          klasztoru Alamo przez ochotników pod dowództwem Davy'ego Crocketta i Jamesa
          Bowe'a w 1837 r. jako obronę demokracji przeciw meksykańskiemu despotyzmowi
          (niepomni tego, że obrońcy Alamo domagali się utrzymania niewolnictwa,
          zniesionego w Meksyku).

          Ale nawet na tym tle obrona Jasnej Góry jawi się jako zdarzenie wyjątkowe. W
          innych krajach obrońcy ginęli po to, by swym przykładem dać świadectwo żyjącym.
          Obrońcy klasztoru przetrwali oblężenie niemal bez strat.

          Poza tym rzadko kiedy wyobrażenia narodu o jakimś zdarzeniu historycznym tak
          bardzo rozmijają się z prawdą.

          Punkt przełomowy

          Niemal każde opracowanie historii Polski w obronie Częstochowy dostrzega punkt
          zwrotny w dziejach zmagań polsko-szwedzkich. W niemal każdym podręczniku
          historii sześciotygodniowe oblężenie było dla szwedzkich najeźdźców klęską
          militarną i polityczną. Zuchwały zamach protestanckich żołdaków na klasztor
          słynący z wizerunku Matki Bożej był tym wstrząsem, który gnuśnej szlachcie
          kazał na koń siadać i szabli dobywać.

          Ludwik Kubala, autor monumentalnej "Wojny szwedzkiej", pisał: "Szwedzi
          powstrzymani w swym triumfalnym pochodzie przez jeden nikły klasztor ponieśli
          moralną klęskę. Odważni zakonnicy i wielki przeor zapędzili przykładem swoim do
          walki o Ojczyznę szlachtę". Od publikacji prac lwowskiego historyka minęło
          przeszło sto lat, ale myśmy ciągle "z niego". Wszak to szkicami historycznymi
          Kubali zaczytywał się początkujący literat Henryk Sienkiewicz. W końcu rzucił w
          diabły powieść o Władysławie Warneńczyku, którą piłował od kilku lat, i zasiadł
          do "Trylogii". Potęga talentu Sienkiewicza w starciu z dziełami historyków spod
          znaku "szkiełka i oka" okazała się zaś równie wielka jak owa szwedzka
          kolubryna, którą wysadził Kmicic.

          Nikt ani Kubali, ani Sienkiewiczowi, ani tym bardziej Kmicicowi "nie chciał
          stawać". Władysław Konopczyński, zwykle sceptyczny i pełen dystansu wobec
          romantycznej mitologii narodowej, pisał, że wieści o obronie
          Częstochowy "przebiegały kraj jak ogniste wici, niecąc wszędzie pragnienie
          pomsty i wiarę we własne siły".

          Nawet jeden z najsłynniejszych odbrązawiaczy wśród historyków Olgierd Górka,
          pisząc "Legendę a rzeczywistość obrony Częstochowy", odbrązawiał dzieje obrony
          Jasnej Góry z umiarem. Traktował co prawda postać ojca Augustyna Kordeckiego
          jako lekko podejrzaną - dziś zapewne zwolennicy lustracji nazwaliby go z racji
          kontaktów z administracją szwedzką "kolaborantem" - ale podziwiał jego
          zdolności organizacyjne, talent dyplomatyczny i umiejętność mobilizacji
          obrońców.

          Już jednak Górka, a po nim największy znawca oblężenia prof. Adam Kersten
          zwrócili uwagę, że to wydarzenie po prostu nie mogło być punktem zwrotnym w
          wojnie polsko-szwedzkiej. Kersten, który badał archiwa polskie, szwedzkie i
          niemieckie, dostrzegł, że w pobliskim Krakowie na temat oblężenia mówiono
          niewiele. Odnotował je znany pamiętnikarz tego czasu, szlachcic z
          Sandomierskiego Stanisław Maj, ale bardziej od groźby zajęcia klasztoru przez
          heretyków niepokoiło go to, że Karol Gustaw może nałożyć podatki na szlacheckie
          dobra.

          Legenda Jasnej Góry zaczęła narastać dopiero za sprawą broszury księdza
          Kordeckiego "Nowa Gigantomachia" wydanej trzy lata po oblężeniu. Przeor
          przyrównał w niej obronę klasztoru do... wojny trojańskiej.

          Ta właśnie książeczka ukształtowała ideologię wojny. Kordecki przedstawił
          bowiem starcie polsko-szwedzkie 1655-60 jako wojnę religijną, zderzenie dwóch
          cywilizacji. Po jednej stronie znaleźli się zwolennicy imperium protestanckiego
          z Karolem Gustawem na czele, po drugiej - prawowierni katolicy, stronnicy Maryi.


          Kto szturmował?

          Trudno ustalić moment rozpoczęcia oblężenia. 18 października kawaleryjskim
          uderzeniem usiłował zdobyć Jasną Górę hrabia Jan Wrzesowicz, przez Sienkiewicza
          Wrzeszczowicem zwany. Ten czeski arystokrata i awanturnik najął się na służbę
          do Karola Gustawa i jesienią 1655 r. pustoszył południową Wielkopolskę. Był
          katolikiem, co więcej - dobroczyńcą klasztoru jasnogórskiego. Składał w nim
          dary w latach 40. XVII wieku, gdy dzierżawił wielickie żupy solne.

          Wrzesowicz najpierw usiłował negocjować, proponując zakonnikom, by uczynili go
          gwarantem bezpieczeństwa świętego przybytku. Kordecki jednak mu nie dowierzał -
          całkiem słusznie.

          Wojsko szwedzkie pod dowództwem gen. Burcharda Muellera nadciągnęło pod mury
          Częstochowy 18 listopada. Kordecki oceniał siły Szwedów na mniej więcej 9 tys.
          W rzeczywistości było ich na początku 1100. W pierwszych tygodniach grudnia
          liczebność wojsk oblegających wzrosła do 3 tys. Daleko było od owych 9 tys.
          Szwedów, "Daków, Scytów i Tatarów", o których pisał przeor.

          Kim byli najeźdźcy? W zastępach armii Muellera Szwedzi stanowili mniejszość.
          Sam Mueller to Niemiec zaprawiony w bojach wojny trzydziestoletniej.
          Towarzyszyły mu głównie oddziały heskie i saskie


          Oczywiście trzeba pamiętać, że w owym czasie narodowość nie była równoznaczna z
          lojalnością państwową. Wśród oblegających przewagę liczebną nad Szwedami
          mieli... Polacy. W składzie wojsk
          • oraw Re: TAK TO BYŁO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! C.D. 30.12.05, 18:48


            Oczywiście trzeba pamiętać, że w owym czasie narodowość nie była równoznaczna z
            lojalnością państwową. Wśród oblegających przewagę liczebną nad Szwedami
            mieli... Polacy. W składzie wojsk oblegających znalazły się m.in. chorągwie pod
            dowództwem rotmistrzów Michała Zbrożka, Wojciecha Gołyńskiego i Andrzeja
            Kuklinowskiego. Po wojnie nikt im z tego powodu wyrzutów nie czynił. Jedynie
            Kuklinowskiego - który przekazał Kordeckiemu jeden z listów od Muellera -
            Sienkiewicz tak obsmarował, że na wieki pozostał zdrajcą. Łącznie po polsku po
            drugiej stronie murów klasztornych mówiło przeszło 600 ludzi.

            Później pod murami Częstochowy pojawił się regiment gwardii pieszej Jana
            Kazimierza pod dowództwem Frombolda Wolffa. Sam Wolff, jak na profesjonalistę
            przystało, odmówił walki, powołując się na kontrakt z królem Polski. Regimentem
            dowodził jego zastępca. Pamiętnikarz Jan Łoś wspomina, że wraz ze Szwedami
            przybył pod Częstochowę przyszły król i bohater narodowy, a wówczas stronnik
            Karola Gustawa Jan Sobieski - ale inne źródła na ten temat milczą.

            Kto bronił klasztoru?

            Klasztoru broniło około 160 żołnierzy piechoty wybranieckiej, szlachta i
            zakonnicy, z który część miała przeszkolenie wojskowe. Łącznie nie więcej niż
            250 ludzi. Obroną kierował Piotr Czarniecki (brat Stefana) i Stefan Zamoyski,
            miecznik sieradzki (stronnik i przyjaciel Hieronima Radziejowskiego, ówczesnego
            doradcy Karola Gustawa).

            Różnica sił na korzyść Szwedów wygląda imponująco. Problem polegał jednak na
            tym, że Mueller na początku oblężenia nie miał piechoty zdatnej do walki
            oblężniczej. Nawet po przybyciu posiłków dysponował nie więcej jak tysiącem
            żołnierzy piechoty. Co więcej, generał miał tylko osiem lekkich dział, których
            kule, ku uciesze obrońców, odbijały się od murów.

            Napastników z murów Jasnej Góry ostrzeliwało 16-20 dział trzy-czterokrotnie
            większych od szwedzkich. Szwedzi ze względu na przewagę wysokości i ognia po
            stronie obleganych nie mogli nawet podejść pod twierdzę.

            Dopiero około 10 grudnia z Krakowa przybyły moździerze i sześć dział
            oblężniczych, w tym dwa półkartuny, które mogły skutecznie ostrzeliwać
            twierdzę.

            Faktycznie regularny ostrzał klasztoru przez Szwedów trwał 10-12 dni - wydaje
            się, że Szwedom brakowało też kul i prochu. Na dodatek 24 grudnia jedna z
            półkartun wyleciała w powietrze. Nie stało się to za sprawą Andrzeja Kmicica,
            który zapakował do lufy ładunek prochowy ze słowami "naści piesku kiełbasy",
            lecz zapewne starości i nagłych zmian temperatury spowodowanych mroźną pogodą.

            Szwedzi sprowadzili też polskich górników, którzy mieli podminować mury. 20
            grudnia część z nich wycięli obrońcy klasztoru w trakcie wycieczki dokonanej
            przez tajną furtkę w murach.

            Kordecki szczegółowo opisał plagi, jakie spadały na oblegających: "Słyszano od
            samych Szwedów w obozie, że kule działowe przeciw klasztorowi wystrzelone
            odskakiwały od murów i z gwałtownym zapędem do obozu wracały". Jedna z takich
            kul zdruzgotała działo, a "artylerzysta przy nim stojący zabitym został". To
            znów jeden z żołnierzy szwedzkich "bluźnił był bezecnymi usty przeciw czci
            Najświętszej Panny" - i padł od kuli działowej.

            Śmierć chodziła też za samym Muellerem - a to kula wpadnie do namiotu podczas
            uczty, a to zabije jego siostrzeńca (pod Częstochową siostrzeńca nie było).

            Wedle Kordeckiego wszystkie te klęski spadały na Szwedów dlatego, że obrońców
            wspierała Matka Boska z jasnogórskiego obrazu. Tyle że obrazu Czarnej Madonny
            wówczas w klasztorze nie było, bo zapobiegliwy przeor wysłał go do Głogówka.
            Także skarbiec klasztorny został ukryty (część bogactw zatopionych w stawach
            przyklasztornych odnaleźli ponoć Polacy wspierający Szwedów).

            W istocie oblężenie Częstochowy raczej nie było starciem militarnym, lecz
            konfrontacją duchową. Na tym polu nauczyciel retoryki ksiądz Augustyn Kordecki
            w końcowym rachunku okazał przewagę nad generałem Muellerem.


            Po co Szwedzi zdobywali Częstochowę?

            Twierdza jasnogórska nie była "kurnikiem", jak ją ponoć nazywał Mueller, ale
            ważnym punktem oporu przy granicy z habsburskim Śląskiem, gdzie przebywał król
            Jan Kazimierz. Panowanie nad twierdzą miało dla Szwedów pewne znaczenie
            militarne, gdyż utrudniało komunikację między Śląskiem i Wielkopolską oraz
            organizowanie antyszwedzkiej partyzantki. Ale z punktu widzenia strategii był
            to cel drugorzędny.

            Był też drugi powód. Jak zauważył Olgierd Górka, Szwedom kończyły się pieniądze
            na utrzymanie własnej armii i przekupywanie polskich stronników. Mogło ich więc
            kusić złoto z klasztornego skarbca.

            Jednak już w trakcie oblężenia hrabia Wrzesowicz - ten sam, który chciał Jasną
            Górę szarżą kawaleryjską zdobyć - ostrzegał króla szwedzkiego, że atak na
            klasztor roznieci gniew Polaków. Jego korespondencja z Karolem Gustawem
            świadczy o tym, że król radził mu, jak z tej kabały bez uszczerbku dla armii
            szwedzkiej się wywikłać. W połowie grudnia kazał zwinąć oblężenie, jednak
            rozkaz nie dotarł do napastników.

            Jak ustalił Adam Kersten, 28 października - na trzy tygodnie przed oblężeniem -
            ksiądz Kordecki zwrócił się do przebywającego w Krakowie feldmarszałka Arvida
            Wittenberga z prośbą o wydanie listu "Salve Gwardia". Taki list w zamian za
            uznanie władzy Karola Gustawa dawał gwarancję nietykalności dóbr.

            Dlaczego więc Mueller zaatakował Jasną Górę? Być może prawdą jest, co sugerował
            Kordecki, że uczynił to przez pomyłkę. Karol Gustaw kazał mu zająć Częstochowę
            (w dokumentach szwedzkich jest kilka pisowni tego miasta, m.in. Schostochau,
            więc o pomyłkę nietrudno) - ale nie klasztor. Generał tłumaczył, że chce
            wprowadzić do klasztoru swoją załogę, by zapewnić mu bezpieczeństwo.

            Kordecki toczył więc negocjacje z Muellerem nie z pozycji patrioty wiernego
            królowi Janowi Kazimierzowi, lecz z pozycji zdezorientowanego lojalnego
            obywatela, który niespodziewanie został napadnięty przez zdezorientowanego
            generała. Przeor twierdził, że wprowadzenie załogi do twierdzy obniżyłoby
            dochody króla szwedzkiego. Na pozór zgadzał się na przyjęcie wojsk, ale
            negocjował, jaka to ma być załoga, mnożył zastrzeżenia, przekładał decyzję ze
            względu na święta...













            W końcu Szwedzi domagali się od jasnogórskich zakonników już tylko okupu. Nie
            dostali go. 26 grudnia odstąpili od oblężenia.

            O tym, jak dalece literacki obraz nie-złomnych negocjacji nie zgadza się z
            rzeczywistością, świadczy odkrycie szwedzkiego badacza Theodora Westrina z 1905
            r. Wówczas to na fali zainteresowania historią XVII wieku historycy szwedzcy
            przeczytali "Novą Gigantomachię". W swej broszurze Kordecki zapewniał, że w
            rozmowie ze Szwedami otwarcie deklarował wierność królowi polskiemu i oferował
            jedynie "modlitwę za króla Szwecji". Westrin sprawdził to w archiwach
            szwedzkich. Okazało się, że przeor tak pisał do okupanta: "Czcimy więc jako
            ulegli poddani najjaśniejszy królewski majestat Szwecji, naszego pana
            najłaskawszego i nie odważymy się podnieść zaczepnego oręża przeciwko wojsku
            najjaśniejszego króla".

            Część polskich historyków, porażona treścią tego listu, uznała go za
            falsyfikat. Inni, jak Olgierd Górka, nazwali Kordeckiego fałszerzem. Byli też
            tacy, którzy dostrzegli w tym akt zdrady - na przykład Julian Marchlewski,
            ówczesny działacz Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy.

            Biorąc pod uwagę ówczesne realia, Kordecki zdrajcą nie był. Gdy spojrzymy na
            dzieje "potopu" nie z punktu widzenia heroicznej prozy Sienkiewicza, lecz np.
            okiem szwedzkiego badacza Petera Englunda (autora biografii Karola
            Gustawa "Niezwyciężony"), to wojna polsko-szwedzka zmieni się po trosze w wojnę
            polsko-polską. Po ataku Szwedów większość szlachty polskiej wypowiedziała
            posłuszeństwo Janowi Kazimierzowi. Wolała poddać się Karolowi Gustawowi. Wojska
            polskie wierne królowi ponosiły niemal w każdym starciu zawstydzające porażki
            lub umykały z p
            • oraw Re: TAK TO BYŁO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! C.D. 30.12.05, 18:50

              W końcu Szwedzi domagali się od jasnogórskich zakonników już tylko okupu. Nie
              dostali go. 26 grudnia odstąpili od oblężenia.

              O tym, jak dalece literacki obraz nie-złomnych negocjacji nie zgadza się z
              rzeczywistością, świadczy odkrycie szwedzkiego badacza Theodora Westrina z 1905
              r. Wówczas to na fali zainteresowania historią XVII wieku historycy szwedzcy
              przeczytali "Novą Gigantomachię". W swej broszurze Kordecki zapewniał, że w
              rozmowie ze Szwedami otwarcie deklarował wierność królowi polskiemu i oferował
              jedynie "modlitwę za króla Szwecji". Westrin sprawdził to w archiwach
              szwedzkich. Okazało się, że przeor tak pisał do okupanta: "Czcimy więc jako
              ulegli poddani najjaśniejszy królewski majestat Szwecji, naszego pana
              najłaskawszego i nie odważymy się podnieść zaczepnego oręża przeciwko wojsku
              najjaśniejszego króla".

              Część polskich historyków, porażona treścią tego listu, uznała go za
              falsyfikat. Inni, jak Olgierd Górka, nazwali Kordeckiego fałszerzem. Byli też
              tacy, którzy dostrzegli w tym akt zdrady - na przykład Julian Marchlewski,
              ówczesny działacz Socjaldemokracji Królestwa Polskiego i Litwy.

              Biorąc pod uwagę ówczesne realia, Kordecki zdrajcą nie był. Gdy spojrzymy na
              dzieje "potopu" nie z punktu widzenia heroicznej prozy Sienkiewicza, lecz np.
              okiem szwedzkiego badacza Petera Englunda (autora biografii Karola
              Gustawa "Niezwyciężony"), to wojna polsko-szwedzka zmieni się po trosze w wojnę
              polsko-polską. Po ataku Szwedów większość szlachty polskiej wypowiedziała
              posłuszeństwo Janowi Kazimierzowi. Wolała poddać się Karolowi Gustawowi. Wojska
              polskie wierne królowi ponosiły niemal w każdym starciu zawstydzające porażki
              lub umykały z pola walki po pierwszych salwach szwedzkich muszkieterów. Najazd
              szwedzki to nie tylko kapitulacja pospolitego ruszenia pod Ujściem i poddanie
              Szwedom Litwy przez hetmana Janusza Radziwiłła w Kiejdanach. To także faktyczny
              rozpad państwa.

              Jedynym punktem mocniejszego oporu był Kraków, który padł po kilkutygodniowym
              oblężeniu. Dowódca miasta Stefan Czarniecki, przyszły bohater "Potopu",
              zastanawiał się wówczas, czy nie przejść na żołd szwedzki.

              Jan Kazimierz opuścił kraj - w rozpaczy chciał zaofiarować koronę Polski
              cesarzowi monarchii Habsburgów. Za granicę uciekła większość biskupów. Polska
              szlachta w obawie o swe dobra składała wiernopoddańcze hołdy Karolowi
              Gustawowi. Przeor Augustyn Kordecki zachowywał się tak, aby - jak pisał Gogol -
              "wiatr nie zwiał, bagno nie wessało". Robił wszystko, aby w tych ciężkich
              czasach powierzony jego pieczy klasztor nie ucierpiał.


              Arcydzieło propagandy

              Zapewne obrona Częstochowy pozostałaby jednym z wielu epizodów "potopu". Nie
              stała się epizodem za sprawą Marii Ludwiki Gonzagi, żony Jana Kazimierza. To
              ona podtrzymywała załamanego króla na duchu, to ona spotykała się w Opolu z
              senatorami popierającymi Jana Kazimierza. Ona też pierwsza dostrzegła
              propagandowe znaczenie, jakie miała obrona Jasnej Góry dla przyszłości Korony.

              Królowa osobiście pojawiła się w klasztorze w końcu 1656 lub na początku 1657
              r. Paulin Grzegorz Terencjusz pisze wprost, że to ona zainspirowała Kordeckiego
              do napisania "Nowej Gigantomachii". Najprawdopodobniej poprawki do tego dzieła
              wprowadził na polecenie królowej nuncjusz apostolski Piotr Vidoni. Maria
              Ludwika przesłała zaś relację przeora papieżowi, by podnieść rangę obrony
              Jasnej Góry.

              Dzieło Kordeckiego nosi datę wydania 1655, co miało świadczyć o autentyczności
              przekazu. W rzeczywistości dotarło do czytelników w roku 1658 - a był to rok
              przełomowy w wojnie polsko-szwedzkiej. Karol Gustaw porzucił już maskę dobrego,
              tolerancyjnego pana, który swoich żołnierzy za rabunek skazywał na śmierć, a
              katolicką szlachtę zapewniał o pełnej swobodzie wyznania. Szwedzi pozbawieni
              zaopatrzenia i niepewnie poruszający się po wrogim terenie robili to, co robiła
              wówczas każda armia - bezwzględnie łupili podbity kraj. Karol Gustaw, który
              wcześniej przyrzekał hetmanowi Januszowi Radziwiłłowi obronę Rzeczypospolitej
              przed Rosją, paktował teraz z Kozakami i ściągnął najazd księcia Siedmiogrodu
              Jerzego Rakoczego. Szwedów opuszczali ostatni polscy stronnicy.

              "Nowa Gigantomachia" wytyczała ostrą linię podziału. Po jednej strony stali
              innowiercy: kalwini, luteranie, arianie, jednym słowem - wrogowie Maryi. Po
              drugiej - Polacy, katolicy, obrońcy prawdziwej wiary. Jan Kazimierz to
              prawowity monarcha katolicki, a Karol Gustaw - to heretyk. Zwycięstwo w tym
              starciu miało charakter zwycięstwa ideologicznego. Dlatego Sienkiewicz, który
              czuł epokę w sposób wręcz niebywały, kazał umierającemu zdrajcy - kalwinowi
              Januszowi Radziwiłłowi - wzywać imienia Matki Boskiej, czyniąc z tego zdarzenia
              symbol zwycięstwa prawdziwej wiary.

              Mit jasnogórski jednak nie zrodził się od razu. Podniesiony na duchu przez
              małżonkę Jan Kazimierz przedarł się wczesną wiosną 1656 r. do wolnego od
              Szwedów Lwowa. Tam 1 kwietnia uznał Bożą Rodzicielkę za Królową jego państw:
              Królestwa Polskiego i Księstwa Litewskiego, ziem ruskich, pruskich,
              mazowieckich, żmudzkich, inflanckich, smoleńskich i czechnihowskich.

              W słynnych ślubach Jana Kazimierza nie ma ani słowa o oblężeniu Jasnej Góry i
              zamachu Szwedów na wizerunek Bożej Rodzicielki. Powodem klęsk, które spadły na
              Polskę, są "jęki i ucisk kmieci".

              Dlaczego w takim momencie król nie wspomniał o tak znamiennym wydarzeniu? Być
              może w trakcie przeprawy do Polski był częściowo odcięty od informacji. Może
              jednak nie zdawał sobie jeszcze sprawy z propagandowego wymiaru obrony Jasnej
              Góry.

              Ten błąd został naprawiony dopiero po trzystu latach. 26 sierpnia 1956 r. w
              czasie Jasnogórskich Ślubów Narodu prymas Polski kard. Stefan Wyszyński złączył
              na trwałe symbolikę Jasnej Góry z zawierzeniem narodu Maryi.

              Gdyby zapytać dziś, gdzie tkwią korzenie archetypu Polaka katolika, który tak
              zręcznie w polityczne narzędzie przekuł ateista Roman Dmowski, to należałoby go
              szukać w "Nowej Gigantomachii" Augustyna Kordeckiego. Przeor swoich
              przeciwników określał słowem "heretyk", a tych katolików, którzy z nimi
              współpracowali, nazywał "sługami heretyków". Dziś ksiądz Tadeusz Rydzyk obrał
              sobie Maryję za symbol rozgłośni, która niczym tarcza ma chronić Polaków przed
              złowrogim wpływem zachodniej modernizacji.

              Czy Kordecki zdawał sobie sprawę, jak wielki będzie miał wpływ na przyszłe
              pokolenia? Oczywiście nie. Nie był ideologiem, lecz człowiekiem ze wszech miar
              praktycznym. Siedem lat po "potopie" wybuchła w Polsce wojna domowa - wojska
              królewskie starły się z wojskami hetmana Jerzego Lubomirskiego. Gdy po jednej z
              bitew wojsko Jana Kazimierza pojawiło się pod Jasną Górą, Kordecki kazał
              zatrzasnąć bramy. On po prostu nie lubił wpuszczać do klasztoru żadnych
              żołnierzy.
              • oraw A NA OBRAZACH MOŻNA NAMALOWAĆ..................... 30.12.05, 18:51
                Wszystkiego najlepszego w Nowy 2006 roku Kochani
                • Gość: Hgon Re: A NA OBRAZACH MOŻNA NAMALOWAĆ................ IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.05, 21:58
                  Sprawdziłem,kilka faktów zgadza się.
                  Jednak jest też kilka moich wątpiwości,zapytałem fachowca od historii,ale nie
                  będę wypowiadał się o nich publicznie,bo i tak nie wszyscy zrozumieją, a nie o
                  to chodzi.
                  Jeszcze niektórzy gotów posądzić mnie o UB poglądy,albo o podobieństwo do obrońców
                  Rydzyka,a
                  to gorsze niż zatrucie pokarmowe,przynajmniej dla mnie.
              • Gość: historyk oj!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.05, 21:06
                Bzdury, bzdury, bzdury, Polska to kraj wielonarodowy, wielowyznaniowy i takich
                bzdur nie przystoi pisać. Oraw obrazasz ludzi innych wyzań jesteś zwykłym
                prostym fanatykiem fui fui nie ładnie
              • Gość: andrzejn dzieki za txt IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.05, 01:24
          • Gość: niewirerny_Tomasz Re: TAK TO BYŁO!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! !!!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.05, 20:56
            oraw mocno podniecony jesteś, ale jakoś nie przedstawiłes dokumentów na ta
            prawę!!!, oczywiście twoją, ani przypisów a przecież ksiezyno to nie twój
            wymysł, nie pisz elaboratów i kłamstw, pisz prawdę i omamiaj Narodu. Du zo
            piszesz ale w tym basnie, banialuki i bzdury, a jeśli uważasz że jest inaczej
            podaj prawdziwe dokumenty archiwalne????
          • Gość: Tomasz R. bzdury IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.05, 20:56
            oraw mocno podniecony jesteś, ale jakoś nie przedstawiłes dokumentów na ta
            prawę!!!, oczywiście twoją, ani przypisów a przecież ksiezyno to nie twój
            wymysł, nie pisz elaboratów i kłamstw, pisz prawdę i omamiaj Narodu. Du zo
            piszesz ale w tym basnie, banialuki i bzdury, a jeśli uważasz że jest inaczej
            podaj prawdziwe dokumenty archiwalne????
    • Gość: mitter Re:Widac ze jest sluga moskwy!!! IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 30.12.05, 15:25
      • Gość: Janosik Re:Widac ze jest sluga moskwy!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.05, 15:34
        Skoro tak dobrze znasz się na sługach, to może powiesz nam jak rozpoznać sługę
        Brukseli, Waszyngtonu,Pekinu no i oczywiście TelAvivu???
        • Gość: prendon Re:Widac ze Janosik tez sluzysz obcym!!! IP: 1.1.* / *.proxy.aol.com 30.12.05, 19:52
          • Gość: Janosik Mylisz się o to bardzo!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.05, 20:00
            Ja służe wiernie tylko swojej Ojczyźnie-Polsce... panie prendon, mitter czy jak
            tam się zwiesz...
    • Gość: kmicic Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry IP: *.trustnet.pl 30.12.05, 16:13
      nie wierzę że ta gnida gadzinowski pochodzi z Częstochowy, to wyjątkowa kanali
      i szuja, nie szanuje nikogo, nie posiada żadnych wartości, że też taka menda
      chodzi po świecie.
      • Gość: test Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.06, 12:14
        kmicic to dopiero był sprzedawczyk.
    • Gość: albert Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.05, 16:35
      proponuje przeczytać lekturę Ks. Tadeusz Kos " Fundacja Klasztoru
      Jasnogórskiego", a potem podyskutujemy?
    • Gość: Hgon A od emocji w Szwecji nas słyszą. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.05, 16:35
      Sama idea upamiętnienia pewnego wydarzenia historycznego jest dobra.
      Ale nie w takiej formie w jakiej ją przyjęto,rodzi to pewne historyczne wątpliwości.
      Obrona Jasnej Góry miała miejsce i są na to autentyczne dokumenty.
      PIS,LPR i kilku im podobnych oparło się jednak nie na relacjach historyków,lecz na
      sienkiewiczowskiej twórczości literackiej,pisanej" ku pokrzepieniu serc" Polaków
      w czasach zaborów.
      Środowisko tzw."moherowej koalicji" robi wśród Polaków nie potrzebne podziały
      wzorem Rydzyka aspirującego do roli pierwszego awanturnika RP o miano którego
      walczy z Lepperem.
      Podkopywanie Episkopatu,teraz historii czy nie za dużo już tego?
      • Gość: szmul Re: A od emocji w Szwecji nas słyszą. IP: *.. / *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.05, 17:13
        jak widac jeden posel na caly sejm zna sie troche na historii, reszta wierzyz e
        jak im ksiadz na religii powiedzial ze obrona byla cudowna to tak bylo, na
        poziomie podstawowki tak uczą, ale już wyżej jakby sie zaglebic do tylko mit,
        nie bylo zadnej obrony, a kordecki podpisal jakis uklad z wojskami szwedzkimi,
        nie pamietam jak sie to nazywalo dokladnie, ale mozna sobie to obejrzec w
        muzeum. Cudowna obrona to mit i chwała posłowi ze nie bał sie sprzeciwć
        kosciolowi, on jeden!!!
        • Gość: khajjit Re: A od emocji w Szwecji nas słyszą. IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.05, 17:37
          kto wie czy to była poropaganda czy nie ale dzięki niej teraz jesteśmy w Polsce
          a nie w Szwecji ...
    • Gość: ratel Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry IP: *.cn.com.pl / *.cn.com.pl 30.12.05, 19:09
      Historia z opisem Mickiewicza obrony i zwycięstwa nad Szwedami jest ta samo
      wyolbrzymiona jak zdobycie przez polskich żołnierzy - opuszczonego na rozkaz
      gen. Kesserlinga klasztoru na Monte Casino- gdyż obawiał się (gen) okrążenia
      przez aliantów na skutek przerwania lini obronnych 200 km na zachód od
      klasztoru i wydał rozkaz cofnięcia wojsk na linię Gotta- więc polacy rano
      atakując kolejny raz nie natrafili na obronę - stąd między innymi taka
      irytacja i niezromumienie wielu krajów zachodnich o robienie niemozliwego
      szumu wokół Monte Casino.Oczywiście nie kwestionuje tego co uczynili w
      atakach polacy i ilu ich zginęło ale przypisywanie sobie wyłącznej zasługi
      zdobycia jest efektem propagandy władz komunistycznych i tu jakoś żaden
      historyk niechcąc się narazić nie czyni sprostowania w tej kwesti
      • Gość: Hgon Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.12.05, 20:26
        A ja mam przedewszystkim uwagi co do tego Mickiewicza,jeżeli już to Sienkiewicza.
        Co do reszty nie będę się wypowiadał,bo historia zawsze zależy kto ją opisuje.
        A powinno być tak że historii ani się nie wybiela,ani za bardzo nie brudzi.
        Mam nadzieję,że przyjdą jeszce czaszy kiedy historia będzie pozbawiona
        ideologicznych uprzedzeń czy to czerwonych,czy to innych.Prawda i tylko prawda.
        "Bo nie znać historii to być zawsze dzieckiem".Cyceron
    • Gość: Stasiek Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.05, 19:32
      Takich posłów jak niejaki gadzinoski powinno się dawno z Polski w łachach w
      sowiety puścić. Tyle on wart w narodzie.
      • Gość: zagłoba Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.05, 20:50
        a ileż ty bracie stanisławie, jesteś wart w tem Narodzie rzeczypospoltej Bóg da
        Hendozy???, bo nos mnie zawodzi a widzę żes nie wart nic subracie, a jeno
        marności
    • Gość: Pako Re: Kazdy naród ma taką mitologię... IP: 82.160.8.* 30.12.05, 22:17
      jaką sam sobie stworzy. My opowiadamy o sobie różne bajki bo nam to pomaga w
      pogodzeniu się z historią nieszczęść, które sami na siebie
      sprowadziliśmy. "Sursum corda! Morda górę!" jak mówi stare porzekadło.
      Ale opowiadanie opowiadaniem a w życiu trzeba stać mocno nogami na ziemi.
      To smutne, że w Sejmie, który jest "reprezentacją narodu" znalazło sie tylko
      3 (słownie: trzech)posłów potrafiacych odróżnić fikcję, czyli mitologię, od
      historii. Źle to rokuje na przyszłość tego państewka.
    • Gość: axl Polacy przecież kochaja się w mitach IP: *.prenet.pl 30.12.05, 23:14
      Z mitu robia fakt, o ile i jest im na rękę. RZeczywistośc pokzauje że polacy
      żyją mitami, opowieściami i tradycjami zaczerpniętymi z pogańskich ludów. Tak
      jak dzieci chcą wierzyć w mikołaja, tak ludzie np. heroiczną obroną Jasnej
      Góry. Zawsze można przypisać tą obronę matce boskiej, a to sie oczywiście z
      hojnymi datkami.
    • Gość: WojtekA pewnie pamietniki o. Kordeckiego to tez mit IP: *.vic.bigpond.net.au 31.12.05, 00:10
      Gazeta Wybiorcza przechodzi juz sama siebie. Najpierw obrona sobotki a teraz to.
      Moze holokaust to tez mit?
      • Gość: Loginski Re: pewnie pamietniki o. Kordeckiego to tez mit IP: *.internetdsl.tpnet.pl 31.12.05, 00:17
        Nie przypominam sobie żeby Wyborcza broniła Sobotkę,chyba,że coś przoczyłem,ale
        nie sądzę.
        Z resztą nie widzę by padło stwierdzewnie mitu,tylko niektórym posłom puściła
        wyobraźnia.
    • koloratura1 Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry 31.12.05, 00:40
      Gość portalu: khajjit napisał(a):

      > oblęzenie miało napewno miejsce i
      > zakonczylo sie odparciem wroga... takie jest moje zdanie.

      A że niezbyt mądre i nijak się mające do prawdy historycznej, to już mało ważne.
      • diabelek_x Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry 31.12.05, 07:50
        koloratura1 napisała:

        > Gość portalu: khajjit napisał(a):
        >
        > > oblęzenie miało napewno miejsce i
        > > zakonczylo sie odparciem wroga... takie jest moje zdanie.
        >
        > A że niezbyt mądre i nijak się mające do prawdy historycznej, to już mało
        ważne
        =====================
        Jaka jest ta prawda historyczna(?) i podaj jej zrodlo.
    • Gość: cwalineczka Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.05, 11:23
      trzeba przeprosić szwedów że im się nie udało, a nie świętować
    • Gość: wodorotlenek Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry IP: *.net / *.flatpla.net 03.01.06, 07:07
      Podziękujmy AWS- akom i innym gadom z sld tez ze stracilismy województwo
      dziekujemu panie Wrona dziekujemy, a tych z sld co lsd sie najadło mówimy stop
      • Gość: dwutlenek Re: Sejmowy spór o oblężenie Jasnej Góry IP: *.tpnet.pl / *.tpnet.pl 03.01.06, 09:28
        A ty naćpałeś się moheroiny
    • richard_the_taxidriver Proponuję jeszcze uczucić w sejmie Wandę 03.01.06, 09:49
      co nie chciała do Unii Europejskiej
      i niejakiego Dratewkę, co łeb urwał hydrze.
      oraz Konrada Wallenroda ojca duchowego pałkownika Kuklińskiego
      Grażynę, Alinę, Balladynę, Dziady, Doweykę z Domeyką, księdza Robaka, Jacka
      Soplicę, Pana Tadeusza, Grazie Szapołowską i mrówki, Papkina, Jagienkę ze
      Zgorzelic za fajne pośladki, Juranda ze Spychowa (mit kabina prysznicowa).

      a dalszi

      zdrawim was
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka