Dodaj do ulubionych

chory charakter

IP: *.zim.pcz.czest.pl 29.03.07, 16:06
Czy macie tez tak, że sami meczycie sie z własnych charakterem?nie jestescie
zdecydowani, 150 razy zastanawiacie sie czy zrobiliscie dobrze?a i tek nie
znajdujecie odpowiedzi?niedawno rozstalam sie z chlopakiem op 4 latach bycia
razem i 3 latach mieszkania.moja decyzja.i do teraz nie potrafie sie
pozbierac.myslalam ze sluszna, ale kazdy wieczor, poranek mysle ,
rozpamietuje i chyba sama nie wiem czegio chce. dobija mnie to...
Obserwuj wątek
    • Gość: iza Re: chory charakter IP: 80.54.171.* 29.03.07, 16:52
      po prostu taka jestes i nie zmienisz tego.ja znowu mam zmiany nastrojow,od totalnej euforii do prawie depresji oraz wkurzam sie strasznie jak nie moge miec tego czego chce
      • Gość: ida muszę to wyrzucić IP: *.trustnet.pl 29.03.07, 17:19
        a ja kocham dwóch facetów jednocześnie i nie mogę pojąć o co w tym chodzi
        • Gość: xxx Re: muszę to wyrzucić IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 17:26
          ida musisz sie zdecydowac na jednego bo ci psychika wysiadzie
          • Gość: do xxx Re: muszę to wyrzucić IP: *.trustnet.pl 29.03.07, 18:26
            żeby to było takie proste. ot zdecydowalam się od wielu lat jestem z jednym ale
            co z tego. wystarczy przypadkowe spotkanie z tym drugim, wspolny znajomy,
            miejsce gdzie bywaliśmy razem i jakiś taki dziwny smutek i ciepło po sercu się
            miota. czy to znaczy że nie kocham swojego obecnego?nie sądzę
    • Gość: haha Re: muszę to wyrzucić IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.03.07, 17:28
      dr feelgood a zapłaciłes za usługi????a moze ty ten drugi ???
      • Gość: ida Re: muszę to wyrzucić IP: *.trustnet.pl 29.03.07, 18:23
        wiecie też tak sobie czasem mówie że to ku..kie, tyle że ja się jakoś nie
        puszczam z obojgiem. jeden jest moim wieloletnim facetem, pierwszym i ostatnim
        z jakim w łóżku byłam. kocham go i podziwam.a o drugim po prostu nie mogę
        zapomnieć bo on był moim pierwszym facetem, w którym tak naprawdę się
        zakochałam. jest mi bardzo bliski , zerwałam z nim nie z braku miłośći ale z
        powodów bardziej złożonych, skomplikowanych.nie umiem o nim zapomnieć a kiedy
        go spotykam to mam wrażenie że widzieliśmy się wczoraj. kurcze tego się nie da
        opisać.po prostu jest częścią mojego serca i zawsze w nim pozostanie
        • Gość: bo tak! Re: muszę to wyrzucić IP: *.prenet.pl 29.03.07, 18:34
          Ida - zaryzykuj bo kto wie, czy ten drugi nie będzie lepszy i ... dostępny, a i
          w takiej niepwenej zastanawialności też żal! Ten obecny, pewnie zrozumie i
          wybaczy, jeśłi będziesz chciała wrócić, choć pewnie nie będziesz chciała...
          • Gość: ida Re: muszę to wyrzucić IP: *.trustnet.pl 29.03.07, 18:44
            Oj wiesz "bo tak",ja mam poczucie że i tak już dużo razy w życiu raniłam
            facetów, nie chcę znów tego robić. tłumaczę sobie że to rozdwojenie to jakiś
            mój schiz, mój problem być może z osobowością.kłopotem nie jest to że nie umiem
            się wyrwać ze złego związku.bo mój obecny facet jest wyjątkowy, cudowny i wiem
            że bardzo mnie kocha.sęk w tym że podobnie mogę powiedzieć o tym poprzednim, że
            jest najlepszym facetem pod słońcem. kiedyś go zostawiłam i czuję że nie mam
            prawa bawić się już jego uczuciami. dawać mu nadzei by potem go np. rozczarować.
            • Gość: bo tak! Re: muszę to wyrzucić IP: *.prenet.pl 29.03.07, 18:54
              Nie namawiam ale ... olej ich i weź trzeciego (podam Ci szyfrem mó numer)!
              A tak serio, to (oczywiście nie namawiam!) nic tak nie wpłynęło na trzeźwość
              mojego spojrzenia na te sprawy (mimo alkoholu), jak zdrowa samotność - choć
              mogłaby już nie wpływać (muszę się namówić na zmiany ... tylko jak;)
              • Gość: ida Re: muszę to wyrzucić IP: *.trustnet.pl 29.03.07, 19:31
                ja chyba już się pogodziłam z tym że tu nie ma rozwiązania...
                a ty co chcesz w sobie zmieniać i czemu nadal jesteś samotna?
                • Gość: bo tak! Re: muszę to wyrzucić IP: *.prenet.pl 29.03.07, 19:35
                  Nie jestem samotna - jestem samotny! Się wie, że z wyboru (dopóki mnie która
                  nie zechce). Czasami nie wiem, czego tak naprawdę chcę i może ta samotność
                  dobrze mi robi (?)
                  • Gość: ida do bo tak! IP: *.trustnet.pl 29.03.07, 20:23
                    tak piszesz jakbyś był towarem na półce po który mogą sięgać kobiety. a
                    przecież wiele tu od ciebie zależy! rozumiem , że mogłeś po prostu jeszcze nie
                    spotkać tej swoje połówki szczęścia i pewnie po takich głupotach jak ja
                    wypisuję nie chce ci się nawet za bardzo szukać. wierzę jednak, że być może na
                    rogu którejś z ulic zupełnie przypadkiem , choć pewnie z planem Sił Wyższych,
                    pewnego dnia znajdziesz tą, której szukałeś i wtedy wszystkie wahania po prostu
                    znikną
                    • Gość: bo tak! Re: do bo tak! IP: *.prenet.pl 30.03.07, 12:29
                      Gdybym na rogu którejś z ulic spotkał tę właściwą... to bym się... ucieszył,
                      pożenił, udzieckował...etc. (ale to może jeszcze nie dziś). KIedyś myślałem, że
                      taką spotkałem ... dopóki(śmy) się nie rozłączyli - no i teraz już nie wiem,
                      czy takie istnieją (i czy istnieją tacy, co im psasują ... i czy w ogóle można
                      się spasować - bo zawsze ... "coś"!).
                      • Gość: ida Re: do bo tak! IP: *.trustnet.pl 31.03.07, 20:22
                        Masz rację "zawsze jest coś i zawsze będzie", tylko kiedy spotkasz tę jedyną, a
                        ona spotka ciebie,to to "coś" zejdzie na dalszy plan. Miłość nie jest łatwa,
                        ale chyba właśnie dlatego tak bardzo nas fascynauje i jej poświęcamy znaczną
                        część życia.
                        • Gość: bo tak! do idy IP: *.prenet.pl 01.04.07, 14:42
                          A czy miłość, taka zdrowa, czysta i ... wieczna, jest woóle możliwa na tym
                          świecie!? TO miłe, że mi jej życzysz (nie mówię, że przestałem w nią wierzyć),
                          ale przecież sama też masz dylemat między dwoma, z których jeden "zakazany
                          owoc", a drugi "lepszy wróbel w garści" tak samo uspokoić sumienia nie
                          pozwalają.
    • Gość: Zielona trawka Re: chory charakter IP: 212.87.241.* 31.03.07, 21:31
      Życie jest kwestią wyboru. Zawsze będziesz żałować i mieć wątpliwości, że się
      podjęło złą decyzję. Idziesz drogą prostą do pewnego momentu, potem jest
      skrzyżowanie, którędy iść? Podejmujesz decyzję i żałujesz, że nie wybrałaś tej
      drugiej, myślisz, że fajniejszej drogi. A skąd wiemy, że akurat ta niewybrana
      droga będzie fajniejsza?
      Uważam, że podjęłaś słuszną decyzję. Nie znam sprawy, ale jeśli doszło do
      rozstania, to były ku temu poważne podstawy. Nie zadręczaj się, wszystko przed
      Tobą.
      • Gość: ida Re: chory charakter IP: *.trustnet.pl 02.04.07, 00:41
        Dzięki za to co napisałaś. Dylematy są wpisane w człowieczeństwo ot i tyle...
        Tylko ja wiem,że ta droga której nie wybrałam wcale nie jest fajniejsza i mimo
        tej wiedze tęsknie za nią. To chyba jest moja niedokończona historia a ponieważ
        jej nie dokończyłam już zawsze będzie mi towarzyszyć. Chcę też dodać, że nie
        żałuje mojego wyboru. Żałuję tylko, że kiedyś kogoś zraniłam, kogoś kogo
        kochałam i nadal kocham. Hihi, chyba sobie sama odpowiedziałam na nurtujące
        mnie pytanie:Można kochać dwóch facetów, ale tylko z jednym można być.
        • Gość: bo tak! Re: chory charakter IP: *.prenet.pl 02.04.07, 15:56
          INACZEJ patrząc, to nawet lepiej mieć coś (kogoś), do czego ciągle się wzdycha -
          takie marzenie nie do spełnienia, co warunkuje miłe marzenia! Ale to ...
          INACZEJ patrząc!
          Konieczność WYBORU to jest ta gorsza strona z decyzją między dwoma ...
          rozwiązaniami - jakkolwiek by nie wybrać, zawsze będzie dysonans i jakiś
          taki ... żal! Wtedy chyba najlepiej wmawiać se, że taki werdykt (skoro już
          podjęty), na pewno jest tym właściwszym - a wyrzuty... albo zniką, albo
          prędzej, czy później doprowadzą do odważnych zmian!
          • Gość: ida do bo tak IP: *.trustnet.pl 03.04.07, 13:07
            To wcale nie jest miłe marzenie.Miłe marzenia uskrzydlają a nie uziemiają.
            Trochę się pogubiłam w świecie własych odczuć i tyle. Nie chcę się
            usprawiadliwia ani nie szukam aprobaty.Chciałam się wygadać.Powiedzieć o tym co
            tak bardzo we mnie siedzi.
            • Gość: bo tak! Re: do bo tak IP: *.prenet.pl 03.04.07, 17:16
              Może ja jestem niestatecznym ryzykantem w tym pionie, ale skoro coś Cię
              uziemia, dlaczego nie spróbujesz się z tego wykopać!? Nawet za pewną cenę! Kto
              nie kradnie, ten nie siedzi - kto nie siedzi, ten nie wie...! Czy nie
              ważniejsza może być pogoń za prawdziwym szczęściem od pozornego obecnego
              szczęścia? Póki nie masz 100 lat, dzieci i innych tych...tradycji
              antyrozwodowych, nie musisz chyba zawsze postępować skrajnie zdroworozsądkowo
              (chyba, że naprawdę masz coś wielkiego do stracenia). Wygadanie się jest fajne -
              czasami obcemu (a fora czkają i stygną), czasami bliskiemu (bo jest bliski i
              HEJ!)
              • Gość: kiramana Re: do bo tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.04.07, 18:01
                sluchaj glosu intuicji!!Pozdrawiam :)
              • Gość: ida Re: do bo tak IP: *.trustnet.pl 03.04.07, 22:52
                Dobrze rozumiem czemu mi tak piszesz. Pewnie mówiąc do potencjalnego innego też
                bym mu wkładała do głowy, że trzeba żyć prawdziwie, umieć ryzykować, słuchać
                serca, nie oglądać się za siebie. Tylko widzisz teoria i praktyka lubią się
                rozmijać. A przynajmniej tak u mnie teraz jest.
                Wiele razy ryzykowałam w życiu a zdroworozsądkowe podejśćie było mi często
                obce.Nie mówie, że intuicja mnie zawsze zawodziła. Wręcz przeciwnie, często
                pokazywała mi wspaniałe drogi. Tyle, że teraz najzwyczajniej w świecie się
                boję. Przeraża mnie myśl, że mogę stracić kogoś bardzo ważnego w moim życiu, że
                mogę zostać sama. Wiem, że jak już wybrałabym drogę to nie miałabym z niej
                powrotu. Tak, jestem słaba i pewnie kierują mną niskie egoistyczne pobudki choć
                czasem sobie mówie, że nie chce ranić innych...
            • Gość: Mistrz Yoda Re: do bo tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.04.07, 19:50
              Przepraszam, w poprzedniej wypowiedzi miało być : niech moc będzie z Tobą.
              • Gość: aga Re: do bo tak IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 03.04.07, 19:59
                ida czuje jakbym to ja pisala to co ty napisalas, mam identyczna sytuacje i
                chyba sobie z nia nigdy nie poradze
                • Gość: ida Re: do agi IP: *.trustnet.pl 03.04.07, 23:14
                  a jak sobie radzisz teraz?napisz aga, może wspólnie znajdziemy drogę a może po
                  prostu werbalizacja da choć chwilowa ulge
                  • Gość: bo tak! Re: do agi IP: *.prenet.pl 05.04.07, 16:49
                    Jeśli się boisz, nie ryzykuj. ALe jeśli masz potem tulić się codziennie do
                    dziwnego poczucia, że coś jest nie tak ... ??? Sam fakt myślenia o jakimś
                    gdzieś-tam sygnalizuje chyba, że nie wszystko jest idealne ... a przecież takie
                    byćpowinno! Ja nie namawiam, ale pókiś młoda...
                    • Gość: ida poszukiwania IP: *.trustnet.pl 06.04.07, 00:21
                      to zabawne...piszesz, że "idealne być powinno" a kilka postów wcześniej
                      pisałeś, że zawsze jest "coś"
                      • Gość: bo tak! Re: poszukiwania IP: *.prenet.pl 06.04.07, 10:30
                        No właśnie niestety jest i ... kupa zbita - pewnie, że nie zawsze, ale często!
                        Mnie bardziej chodziło o to, żeby (strategizując) szukać nowego, nie poznanego,
                        może właśnie lepszego (nawiązując do Twojego tytułu). Zakładanie z góry, że
                        skoro "zawsze jest coś", będzie i tym razem, rzeczywiście może zniechęcić, ale
                        nie danie sobie szansy nie zaowocuje. Fajna z Ciebie kobicinka i fajnie mi się
                        z Tobą ... filozuje - gdybyśmy nie sklikali się przed Wielkanocą - życzę
                        spokojnej przerwy w tym ... dylemacie, choćby na czas świąt i cóż ... Jajcarsko
                        mokrego zajączka!
                        • Gość: ida poszukiwania IP: *.trustnet.pl 10.04.07, 02:08
                          Bardzo mi miło, że pamiętałeś o życzeniach dla towarzyszki potyczek słownych.
                          Właśnie pozbyłam się ostatnich gości rodzinnych i przyznam,że największym
                          plusem tych Świąt jest fakt, że minęły. Być może dlatego,że nie umiem poczuć
                          ducha Wielkiej Nocy(skojarzenie z komercyjną machiną?).
                          Wracając do tematu gramy w grę "tak ale"(analiza transakcyjna).
                          Cokolwiek nie powiesz, ja to podważę, podając swoje racje. Wiem, że chciałeś
                          mnie natchnąć, pokazać inną drogę, drogę jasną, prawdziwą. Czy jednak taka
                          droga istnieje? Bo skoro tak , to czemu Ty nią nie podążasz?Czemu wybierasz
                          niezdecydowanie i bezczynność zamiast "dać sobie szansę". To chyba trochę jak w
                          przysłowiu: Prowadził ślepy kulawego.
                          PS. Dałam sobie szansę (albo tak mi się wydawało)i... teraz mam jeszcze większy
                          bałagan w głowie i życiu :(
                          • Gość: tola Re: ida IP: 212.160.86.* 10.04.07, 02:42
                            u mnie tez wszyscy poszli a sytuacje mam taka jak Ty ehh to zycie
                            • Gość: bo tak! Re: ida IP: 80.48.49.* 10.04.07, 12:33
                              Pytasz - Czy „taka droga istnieje”? No jak nie, jak tak! Każde nowe, choć
                              ryzykowne posunięcie nią jest.
                              A czym jest ów … „szansa”? Powiedz mi to Cię ozłocę. Jest pójściem na
                              ryby, „Grą w ciemno”, zakładem sportowym i inną niewiadomą. Przecież dałem
                              sobie szansę na nowe, rezygnując ze starego – i na razie bezowocnie! To chyba
                              nie jest „wybieranie bezczynności i niezdecydowania”, choć może z
                              niezdecydowania się zrodziło – w końcu trudna decyzja podjęta, czasami
                              odżałowana, ale skoro „po ptokach”, lepiej czerpać już z niej jakąś wiedzę. Mój
                              problem polega raczej na braku konkretnego celu, Twój chyba bardziej na
                              strachu – i nie wiadomo kto z nas ma większe powody do kapryszenia – Ty nie
                              czujesz dosytu, ale masz kogoś przy sobie, ja … mam wolną rękę (ale nie samą
                              ręką człowiek żyje;) Załóżmy frakcję JUŻ NIE TAKICH MŁODYCH-GNIEWNYCH!!!
                              • Gość: ida Re: ida IP: *.trustnet.pl 10.04.07, 21:53
                                Hihihi... Powiadasz "już nie takich młodych"?. Czyżby życie samą ręką tak Cię
                                postarzyło?
                                Odnośnie drogi to nadal obstaję przy swoim, bo pytałam o drogę idealną, która
                                dla mnie jest utopią.
                                Szansą nie jest tylko rezygnacja ze starego,ale jeszcze dostrzeżenie nowego i
                                podążenie za nim.Nie podążanie(podobnie jak break celu) nazywam zaś
                                bezczynnością i niezdecydowaniem. Cóż sama z tym miałam problemy nie raz.
                                Co do frakcji, to może zacznijmy od wykrzyczenia o co możemy być gniewni.
                                Zaczynaj!
                            • Gość: ida Ta pełna połowa szklanki IP: *.trustnet.pl 10.04.07, 22:17
                              Tola jak nie możę być gorzej to zawsze możę być lepiej! Przyłącz się do naszej
                              frakcji gniewnych.Podziel się tym co Cię tak zgniata
                              • Gość: bo tak! Re: Ta pełna połowa szklanki IP: 80.48.49.* 11.04.07, 10:47
                                Z tymi „niemłodymi” tak sobie strzelałem, choć nie powiem, czasami wydaje mi
                                się, że się okłamuję, mówiąc swoiemu dziecku, że szybko biegam, ale dzisiaj mi
                                się nie chce.
                                Co do pogoni … Czyli nie podążając za nowym i pozostając przy swoim …
                                bezpiecznym, też jesteś bezczynnie niezdecydowana tak? Nie zgodzę się, że brak
                                celu jest bezczynnością – brak celu może być równie doświadczalny przy wielkiej
                                czynności, a i niekiedy, choć to papka maślana, można go dziwnie odczuwać,
                                mając pozorny cel (czyż nie?)
                                Żartowałem z tymi dziećmi;)
                                • Gość: ida Re: Ta pełna połowa szklanki IP: *.trustnet.pl 11.04.07, 12:08
                                  Myśle czasem, że większość celów jest pozornych i istnieją one tylko po to żeby
                                  w ogóle gdzieś iść a nie wegetować i stać w miejscu. Wiadomo, że zwykle się
                                  dochodzi gdzie indziej niż dojść się chciało. Masz rację czasem lepiej sobie
                                  usiąść niż kręcić się w kółko. Tylko jak długo zamierzasz siedzieć "niemłody
                                  gniewny"?
                                  Nie twierdze,że ja mam lepszy patent na życie.Pytania do Ciebie równie dobrze
                                  mogę zadawać samej sobie.
                                  • Gość: bo tak! Re: Ta pełna połowa szklanki IP: 80.48.49.* 11.04.07, 17:50
                                    Pytasz, czy długo zamierzam siedzieć niemłody gniewny? Nie wiem! Pewnie dotąd,
                                    aż nie będę się rozglądał i zastanawiał, czy inne życie jest lepsze, niż to.
                                    Może to jeszcze jakiś nieokreślony bunt, a może to już parcie na coś stałego,
                                    pewnego i spełniającego?! „Myśle czasem, że większość celów jest pozornych i
                                    istnieją one tylko po to żeby w ogóle gdzieś iść a nie wegetować i stać w
                                    miejscu” – to brzmi trochę, jak tłumaczenie zrezygnowanego – a przecież
                                    jesteśmy „zagniewani”, dlatego parówkowym skrytożercom powiedzmy stanowcze nie!
                                    Jakeśmy Polococtowcy!
                                    • Gość: ida prawda o niej IP: *.trustnet.pl 11.04.07, 18:08
                                      No i ot wracamy do domu.Chyba czas przyznać,że nie jestem gniewna a raczej
                                      zrezygnowana.
                                      • Gość: bo tak! Re: prawda o niej IP: 80.48.49.* 11.04.07, 18:17
                                        Czyli czegoś musisz się obawiać, coś stawiać nad coś? Dlaczego? Czy naprawdę
                                        jesteś zdania, że w pewnych kwestiach już nic się nie zmieni i nie jest do
                                        zmienienia?
                                  • Gość: tymon Re: Nie ryzykuj IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.04.07, 18:46
                                    Skąd pewność, że do tego pierwszego mogłabyś jeszcze wrócić, przecież do końca nie możesz wiedzieć czy On coś jeszcze czuje do Ciebie. To, że stosunki między wami są dobre nie oznacza jeszcze, że On jest otwarty na związek z Tobą. Paradoksalnie wydaje mi się nawet, że skoro jest z Tobą w dobrych stosunkach wiedząc, że jesteś w innym związku, to prawdopodobnie nie odczuwa zazdrości i akceptuje taki właśnie stan rzeczy. Jeżeli obecny facet jest wspaniały i kochacie się, to nie ryzykuj bo możesz pozostać z przysłowiową ręką w nocniku. Obecny związek masz już sprawdzony a tamten niedoszły mógłby nie być taki fajny jak sobie wyobrażasz, i z Twojej lub Jego woli mógłby się dawno rozlecieć. "Wszędzie dobrze gdzie nas nie ma". Gdyby wszystko było między wami OK, bylibyście razem do dziś, a skoro nie jesteście tzn., ze nie było OK i nie ma czego żałować.
                                    • Gość: bo tak! Re: Nie ryzykuj IP: 80.48.49.* 11.04.07, 18:56
                                      A gdzie tu parcie na kafel, pozostawianie niepewności i cała ta ... hakuna-
                                      matata!? Trwać w czymś i (ewentualnie) do końca życia zastanawiać się, czy
                                      decyzja jest słuszna, albo zaryzykować jeden związek i żałować lub się radować -
                                      oto jest dylemat!
                                      • Gość: tymon Re: Nie ryzykuj IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.04.07, 19:32
                                        Ale ida jest chyba przekonana o słuszności swojej decyzji, tylko nie potrafi (albo nie chce) uwolnić się od miłych wspomnień. I może nie warto się uwalniać. Może te wspomnienia są piękne właśnie dlatego, że są tylko wspomnieniami, i niech takimi pozostaną.
                                        • Gość: bo tak! Re: Nie ryzykuj IP: 80.48.49.* 11.04.07, 19:39
                                          Wiele w tym racji! Może i te wspomnienia w końcu miną i wygra stałość obecnego
                                          uczucia? Nie wiem w sumie, jak to jest w braniu sprawy "na rozsądek"...
                                          • Gość: tymon Re: Nie ryzykuj IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.04.07, 20:03
                                            Ale ja niewiem bo tak!'u drogi czy ida wzięła sprawę na rozsądek. Napisała, że kocha obecnego faceta. Gdyby kochała wyłącznie poprzedniego a z obecnym była jedynie poprzez pragmatyzm, moglibyśmy mówić o "braniu na rozsądek". Aby związek był trwały i udany, rozumu nie należy przedkładać nad serce, ani serca nad rozum. Muszą one iść w parze. Krótko mówiąc wybór serca należy poddać jeszcze ocenie rozumu. Jest to w przypadku silnej miłości tak trudne, że dla wielu wręcz niewykonalne, dlatego tyle nieudanych związków.
                                            • Gość: bo tak! Re: Nie ryzykuj IP: 80.48.49.* 11.04.07, 20:19
                                              Znasz takie osoby, które łącząc rozum, pożądanie, miłość (tak nieskorą do
                                              odwiedzin) i inne te… nietruizmy, zdołały się poznać? Szukamy i szukamy, a gdy
                                              znajdziemy, to szukamy. Wydaje mi się, że teoretyzujesz, mówiąc jak to pięknie
                                              być powinno. A przecież dziewczyna napisała, że coś jest teraz nie tak – jeśli
                                              to ma związek wyłącznie z przywoływaniem wspomnień byłego, to spoko (choć i tak
                                              niezaprzeczalnie dotyczy to rozsądku). Ale jeśli coś innego, wtedy na pewno już
                                              mowa o rozsądku!
                                              • Gość: tymon Re: Nie ryzykuj IP: *.internetdsl.tpnet.pl 11.04.07, 20:45
                                                Jeśli jak napisałeś, "gdy już znajdziemy to nadal szukamy", tzn., że nie znaleźliśmy. Czy znam takie osoby, które zdołały to połączyć? Rzeczywiście niewiele, mniej więcej tyle ile jest naprawde udanych związków, takich związków w których obydwie strony już nie szukają i są szczęśliwe. Mówiąc jak pięknie być powinno istotnie teoretyzuję, ale nie jest to teoria nieosiągalna w praktyce, choć niezmiernie trudna do urzeczywistnienia. Co gorsza, nawet konsekwentnie zmierzając do tak wyznaczonego celu możemy go nigdy nie osiągnąć. Wiele na tym świecie, ale nie wszystko, zależy od nas. Kwestią indywidualnego wyboru jest czy lepiej zadowolić się półśrodkami, czy bezkompromisowo i konsekwentnie dążyć do tego, na osiągnięcie czego nie ma żadnej gwarancji, a co mogłoby zapewnić nam pełną satysfakcję z dokonanego wyboru i poczucie całkowitego (przynajmniej w tej sprawie) spełnienia. Dla niektórych lepsze jest nic, niż rydz.
                                                • Gość: ida ambiwalencja IP: *.trustnet.pl 12.04.07, 02:04
                                                  Oj Panowie...I jeden i drugi ma w pewnym stopniu rację.
                                                  Tak bo tak! zgadzam się,cząstka mnie wierzy,że nie ma sytuacji bez wyjścia, że
                                                  zawsze coś można jeszcze zrobić, postanowić,zmienić, a przynajmniej
                                                  spróbować.Zgodnie z tym co sugerujesz, czegoś się obawiam, coś jest priorytetem
                                                  i dlatego tkwię w takim nie innym układzie. Pytasz dlaczego.Chyba już
                                                  udzielałam odpowiedzi na to pytanie , ale mogę powtórzyć. Kocham mojego
                                                  obecnego faceta. Podziwiam go, szanuję. Jesteśmy ze sobą już kilka lat, wiele
                                                  razem przeszliśmy, zarówno tych wspaniałych momentów uniesień jak i chwil
                                                  klęski złości czy smutku. Z jednej strony te wspólne doświadczenia bardzo nas
                                                  zbliżyły z drugiej po tylu latach siłą rzeczy pojawia się już jakaś rutyna.
                                                  I tu dochodzą do głosu Twoje racje tymonie.Mogę sobie wiecznie szukać stanu
                                                  idealnego szczęścia i nigdy go nie odnaleźć bo i jaką mam pewność że coś
                                                  takiego istnieje.Jeśli nawet tego doświadczę, to za pare chwil mogę przecież
                                                  wyczuć w tym nutę fałszu. Poza tym, czy ludzie którzy mówią o sobie, że są
                                                  spełnieni tak naprawdę nimi są, czy tylko zamykają oczy, uszy i serca na dostęp
                                                  jakiejkolwiek informacji, która mogłaby zburzyć ten ich błogostan.
                                                  Co do mojego poprzedniego chłopaka...Wiem,że ja ciągle jestem mu bliska i nie
                                                  tylko jako przyjaciółak.Wiem, że mnie kocha i pozwoliłby mi wrócić mimo, że
                                                  zadałam mu duży cios odchodząc wiele lat temu.Tak naprawdę on nigdy nie
                                                  zaakceptował tego stanu rzeczy a raczej uszanował moją decyzję. Kiedyś byłam mu
                                                  za to bardzo wdzięczna. Ostatnio jednak chodzi mi po głowie pytanie: Czemu nie
                                                  walczył o nas, skoro mnie kochał i ciągle kocha.Choć pewnie odpowiedź jest
                                                  prosta:walczył tak długo i w taki sposób jak potrafił.
                                                  Wiem, że mój problem jest jednoczenie moim szczęściem:
                                                  Znam dwóch diametralnie różnych a jednocześnie najwspanialszych facetów pod
                                                  słońcem.
                                                  Myśl o każdym z nich wywołuje we mnie gorące i tkliwe uczucia. Świadomość, że
                                                  będąc szczęśliwą z jednym myśle jednocześnie o drugim, wywołuje we mnie złość
                                                  na siebie samą.
                                                  Może najlepiej w tej sytuacj byłoby zamknąć się z jednym z nich pod szklanym
                                                  kloszem zrobić sobie pranie mózgu, skutecznie wmówić, że przeżywam apogeum
                                                  szczęścia a drugiego usunąć z myśli. Kto wie, gdyby poszperać w mózgu, to może
                                                  nawet znalazłabym jakiś obszar odpowiedzialny za myślenie o tamtym i po prostu
                                                  wycieła.
                                                  Są sytuacje gdzie nie ma dobrego rozwiązania a można jedynie przewidzieć lub
                                                  założyć, co będzie mniej złym rozwiązaniem.
                                                  • Gość: bo tak! Re: ambiwalencja IP: 80.48.49.* 12.04.07, 13:58
                                                    Nie zapomnisz! Można zaakceptować, przyzwyczaić się, nawet nie podchodzić do
                                                    tego emocjonalnie, ale – teraz już to wiem - nie da się zapomnieć! Jeśli ten
                                                    były jest sam to jeszcze „pół bidy”, ale jeżeli widzisz go w towarzystwie
                                                    innej, klejącej się do niego, pięknej niewiasty oraz jego radość (bolesną, bo z
                                                    wiecznym uśmiechem), i nie będziesz miała podłego nastroju, ni wyrzutów
                                                    sumienia przez najbliższy miesiąc, dopiero wtedy można sobie powiedzieć, że
                                                    dobrze jest, jak jest. Wspomnienia z czasów beztroskiej jedności to taki
                                                    sztylecik!
                                                    Też jestem zdania, że czasami spełnienie może być jeno wmawianiem sobie,
                                                    że już nic nie potrzebuję, ale skoro to wmawianie szczerze działa – niech mu
                                                    się działanie nie psuje! Inna sprawa, gdy pytania pojawiają się często, a
                                                    niechciane myśli są podwójnie grzeszne, bo nieświadomie ranią tego, co dobrym,
                                                    wciąż starającym się partnerem jest i pojęcia nie ma, że świeżość związku
                                                    zaczyna „stęchać”.
                                                    Zastanawiałaś się kiedyś, czy wasze „wieloletnie wspólne doświadczenia”,
                                                    które „bardzo was do siebie zbliżyły”, są miłością, czy przyzwyczajeniem? I nie
                                                    chodzi mi wyłącznie o świadome pozbycie się tego, co znam i jakoś sobie rzeźbię
                                                    od lat, więc wara innym. Czasem obawa przed nowym, wciąż przedłużającym
                                                    poznawaniem się i sztuczną, początkową atmosferą, zakłóca parcie na
                                                    poszukiwania – z wygody, niemocy, czy strachu?
                                                    Pytasz się, dlaczego były nie walczył … ja kiedyś walczyłem i się tylko
                                                    poniżyłem, doczekawszy się czegoś w stylu „męczysz mnie swoim pierdzeniem”,
                                                    więc może on też ma jakieś repulsje?! Zresztą… zapytaj go – przecież
                                                    zostaliście przyjaciółmi – nie bój się rozmowy, to nie zdrada!
                                                    Tymonie, w kwestii „indywidualnego wyboru, czy lepiej zadowolić się
                                                    półśrodkami, czy bezkompromisowo i konsekwentnie dążyć do tego, na osiągnięcie
                                                    czego nie ma żadnej gwarancji, a co mogłoby zapewnić nam pełną satysfakcję z
                                                    dokonanego wyboru i poczucie całkowitego (przynajmniej w tej sprawie)
                                                    spełnienia”, po której stronie staniesz? Z tą pełną satysfakcją też chyba nie
                                                    jest tak do końca, bo wybierając między dwoma, podobnie atrakcyjnymi
                                                    werdyktami, dysonans jest naturalny. Niestety! Ehhh związki!
                                                  • Gość: ida Re: ambiwalencja IP: *.trustnet.pl 12.04.07, 20:27
                                                    Właściwie od początku miałam wrażenie, że sam znasz sprawe z autopsji.
                                                    Zastanawia mnie czemu nie ma w Tobie złości i niechęci do mnie.Wszak wychodzi
                                                    na to, że jestem z tych co serca nie mają.
                                                    Jak zrozumiałam sam nie możesz zapomnieć i a kiedy wracają wspomnienia
                                                    cierpisz.A co byś zrobił gdyby któregoś dnia ona do Twoich drzwi zapukała?
                                                    Otworzył czy mocniej zaryglował?
                                                    Pytasz czy moja miłośc nie jest przyzwyczajeniem. Tak, nieraz się nad tym
                                                    zastanawiam. Każdego dnia budze się z wieloma pytaniami a nocą one mi spać nie
                                                    dają. I co z tego...Odpowiedzi na nie wcale nie czynią mnie spokojniejszą i
                                                    pewniejszą. Po czasie często miłość łaaczy się z przyzwyczajeniem i nie widzę w
                                                    tym nic patologicznego.
                                                    Mój były nie ma innej kobiety choć niejeden raz prosiłam niebiosa żeby znalazł
                                                    swoją dobrą boginię, bo wiem, że zasłużył na to co najlepsze, na to, czego ja
                                                    nie byłam mu w stanie dać.
                                                    Mówisz, że powinnam z nim porozmawiać. Ale po co...Skoro ja i tak znam
                                                    większość odpowiedzi. Piszesz, że rozmowa to nie zdrada. Tylko ile zdrad
                                                    zaczynało się od rozmów. A ja najzwyczajniej w świecie boję się rozmawiać , być
                                                    blisko niego. Obawiam się, że emocje zapanują nad rozumem. Łatwo jest kogoś
                                                    skrzywdzić. A ja już nie chcę nieść cierpienia.
                                                  • Gość: tymon Re: ambiwalencja IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.04.07, 21:58
                                                    Nie byłaś w stanie mu dać, czy nie chciałaś? Chyba raczej to drugie skoro napisałaś wcześniej, że z pewnych względów Ty go zostawiłaś. Może się mylę, ale na tyle na ile znam życie, to skoro wzajemnie się kochaliście a mimo to zdecydowałaś się na kogoś innego, to z niemałym prawdopodobieństwem można przyjąć, że były to względy finansowe. Jeśli nawet tak było to też nie czynię Ci z tego zarzutu, ponieważ te sprawy też mogą być dla ludzi priorytetem. Ale może były to inne względy. Ale oczywiście nie to jest ważne. Zadajesz sobie pytanie dlaczego ten pierwszy nie walczył? Może tak jak napisałaś, walczył tak jak potrafił a może wyszedł z założenia, że taka walka pozbawiona jest sensu. Ja np. uważam, że walka o czyjeś uczucia lub o kogoś mija się z celem. Dlaczego on miałby zabiegać o Ciebie w większym stopniu, niż Ty o niego? W takiej delikatnej materii niczego nie można robić na siłę, a jeśli się nawet spróbuje, to efekt może być nawet odwrotny do założonego. Potwierdza to zresztą opisane wyżej doświadczenie bo tak!'a. Jeżeli ktoś w związku ma trwałą ochotę na odejście, to moim zdaniem powinien to zrobić jak najszybciej, dla dobra obojga. No chyba, że są dzieci, bo tu pojawia się oczywiście kwestia odpowiedzialności i miłości do nich.
                                                    Zgadzam się z Wami, że to poczucie pełnego zadowolenia z reguły jest związane z uwierzeniem w to, że to co mamy jest już wystarczająco dobre. Pisząc o całkowitym spełnieniu nie miałem na myśli znalezienia ideału, bo to jest oczywiście niemożliwe, tylko raczej znalezienie tego co nas już satysfakcjonuje w takim stopniu, który zapewnia nam komfort i poczucie harmonii w związku. Ludzie wiecznie poszukujący czegoś lepszego nie mają predyspozycji do tworzenia związków trwałych.
                                                    Podzielam także zdanie idy, że przyzwyczajenie nie jest niczym patologicznym w związku, choć wolałbym, żeby było to bardziej przywiązanie. Każdy długotrwały związek składa się z różnych faz. Po okresie silnej namiętności przychodzi właśnie pora na przywiązanie. Silna więź psychiczna jest trwalszym spoiwem aniżeli namiętność.
                                                  • Gość: ida wywnętrznienia IP: *.trustnet.pl 12.04.07, 23:34
                                                    Nie były to względy finansowe. Cóż jednak nie każda wojna jest o kasę a
                                                    przynajmniej nie każda z tych w sercu toczonych.
                                                    Nie byłam w stanie raczej dać mu szczęścia. A przyczyną ...cóż była chyba
                                                    głównie moja choroba i towarzysząca jej depresja.Na szczęście udało mi się
                                                    wyrwać z jej objęć.
                                                    Odnośnie walki masz rację. Walczył jak umiał a ja nie potrafiłam tego przyjąć.
                                                    A mmoże nie chciałam?A potem on doszedł do wniosku że do miłości nie da się
                                                    przymusić.
                                                    Wraz z powracaniem do świata żywych pojawił się mój obecny facet, który tchnął
                                                    we mnie siłę i radość. Zakochałam się i cały świat mi zawirował.
                                                    Przyzwyczajenie o którym pisałam wiąże się dla mnie z przywiązaniem.
                                                    I wszystko byłoby w porządku gdyby nie to, że co jakiś czas moje drogi krzyżują
                                                    się ze ścieżkami mojego poprzedniego chłopaka, który kiedyś, dawno temu, dał mi
                                                    do zrozumienia, że będzie na mnie czekał tak długo jak trzeba i da radę.A we
                                                    mnie teraz nie wiedzieć czemu jakiś ognik tlić się zaczął mimo, że w ręku mam
                                                    cudną pochodnię która mi drogę oświeca. Ehhhh
                                                  • Gość: tymon Re: wywnętrznienia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.04.07, 00:03
                                                    No cóż, w sumie jesteś szczęściarą skoro udało Ci się poznać aż dwóch wspaniałych, jak twierdzisz panów. Tylko paradoksalnie ten nadmiar szczęścia stał się dla Ciebie problemem. To, że odczuwasz pewien dyskomfort psychiczny świadczy jedynie o Twojej wrażliwości. Nie jest Ci obca również empatia. To świadczy o Tobie jak najlepiej. Ludzie mają oczywiście prawo czynić z pieniędzy priorytet również w związku, ale to, że w Twoim przypadku nie były one priorytetem, powoduje jednak zwiększenie mojej sympatii do Ciebie. Mam nadzieję, że ten Twój poprzedni facet zostanie wreszcie przez jakąś fajną dziewczynę doceniony i też będzie szczęsliwy, bo z tego co piszesz wynika, że zasługuje na to. Tobie też wtedy zrobiłoby się prawdopodobnie lżej na sercu. Chyba, że jednak pojawiłaby się jakaś zazdrość? Tak czy inaczej pozdrawiam i idę spać.
                                                  • Gość: ida takie maleńkie życzenie IP: *.trustnet.pl 13.04.07, 00:18
                                                    Dzięki! To było naprawdę miło przeczytać i chyba nieźle połechtało moją kobiecą
                                                    próżność:).
                                                    Też mam taką cichą nadzieję ,że wszystko się dobrze ułoży, że każde z naszej
                                                    trójki znajdzie najlepsze dla siebie miejsce w tym szalonym i pięknym
                                                    jednocześnie świecie a wspomnienia będą dodawały siły i wzbudzały radość a nie
                                                    mąciły spokój.
                                                  • Gość: Majka Re: ambiwalencja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.07, 09:15
                                                    Masz racje, drogi BO TAKu, nie da sie zapomnieć. Można pewne rzeczy przeboleć,
                                                    wytłumaczyć sobie, wziąć na rozsądek, ale nie zapomnieć. Czytam ten wasz wątek
                                                    i już kilka razy chciałam sie włączyć, tylko co tu dodać? Jak to napisałeś
                                                    ehh,związki, a może ehh życie? rozumiem Idę, sama byłam na 'rozdrożu' pomiędzy
                                                    dwoma mężczyznami, wybór był nie końca mój, i- jak to ujęła Ida- z powodów
                                                    skomplikowanych. Do dziś nie mogę zapomnieć i jestem pewna nie zapomnę. Te
                                                    wspomnienia są tylko moje i jak to ktoś pwiedział: lepiej żałować niż nie mieć
                                                    czego żałować. Tylko że ja nie żałuję. To co przeżyłam jest moje i nikt mi tego
                                                    nie zabierze. A życie jest jednym wielkim kompromisem, nigdy nie jest do końca
                                                    tak jakbyśmy sobie to wymyslili. Tylko że co by nam pozostało gdybyśmy nie
                                                    starali się walczyć o swoje, szukać tego czego nam brakuje. Ida ma problem-
                                                    musi wybrać (tylko pytanie czy rzeczywiscie wybór leży po jej stronie? ), ale
                                                    brzydko mówiąc "od przybytku głowa nie boli" .
                                                    Ale Ty masz większy, brak bliskiej osoby nie jest tym czego pragniemy
                                                    najbardziej. Nie rezygnuj, to głupie, bojąc sie poznawania, sztuczności
                                                    początków, a potem odrzucenia, niedobrania itd. daleko nie zajedziemy. Z
                                                    drugiej strony pomyśl jakie to super : poznawać się, te motylki.. itp
                                                    duperelki...
                                                    pozdrawiam, to jeden z ciekawszych wątków na tym forum od b. dawna
                                                  • Gość: bo tak! Re: ambiwalencja IP: 80.48.49.* 13.04.07, 13:45
                                                    To nie jest tak, że nie mogę zapomnieć i cierpię. Owszem, przez „trochę”
                                                    cierpiałem, popadając w deprechę (teraz się fajnie o tym mówi - na szczęście -
                                                    ale wtedy to rzeczywiście były parcia) – musiałem pozbyć się wszystkiego, co mi
                                                    ją przypominało (bo bolało), wszędzie czułem jej zapach, nie było nocy, żeby mi
                                                    się nie śniła i ciągle wyobrażałem sobie, jak przychodzę do niej z jej
                                                    ulubionymi cukierkami, a ona mięknie, kochając znowu … i inne naiwności –
                                                    niestety nie zmiękła, a ja z długim czasem nabyłem pokory i w końcu musiałem
                                                    sobie uświadomić, że nikogo nie można posiąść na własność, jak mi się wcześniej
                                                    wydawało. Najgorzej wspominam chwilę, gdy zobaczyłem jej nowego… typa – głupia
                                                    taka niemoc i nie wiadomo, czy się zapić, czy wziąć za siebie, czy może tak
                                                    go „po męsku” ubłagać, co by jej nie dotykał (przecież ona nie jest dla niego,
                                                    ale dla mnie! To ja wiem, co ją śmieszy i jak to wywołać, ja wiem gdzie
                                                    najczęściej staje w kościele i w jaki sposób lubi trzymać długopis; ja znam
                                                    wszystkie jej smutki, radości, czy nawet pieprzyki – więc jakim prawem???).
                                                    Gdy emocje opadły i nie miałem już drgawek podczas każdego z nią
                                                    spotkania, mogliśmy zostać, jak to się rzecze, przyjaciółmi. Pewnie jęczałbym
                                                    nad tym, może i do teraz, ale w końcu i na mojej drodze stanął ktoś, potem
                                                    znowu ktoś… i jakoś się wykochać zdołałem. Zapomnieć nie zapomnę, czasem
                                                    powraca sentyment, niemniej teraz, gdy czasami chce mi się do jakiejś wzdychać,
                                                    nie myślę o niej – i to chyba dowód. Jestem zdania, że ludzie fascynujący nas
                                                    bardziej, niż ci „nie do zapomnienia”, są w stanie wybić nam byłych i byłe z
                                                    głowy – trzeba tylko odkryć, gdzie się ich wydobywa i eksploatować dla wspólnej
                                                    korzyści, napełniając się nowymi, surowymi i nieznanymi wspomnieniami – a fe!
                                                    Nie wiem Ido, czy Twoja sytuacja nie grozi zranieniem obu. Ufasz sobie?
                                                    Bojąc się wzajemnej szczerości, bo „ile zdrad zaczynało się od rozmów”, albo
                                                    że „emocje zapanują nad rozumem”, czy masz pewność, że zdołasz wytrwać w
                                                    obecnej sytuacji? Powiedz, na co czekasz – aż były znajdzie se kogoś a Ty
                                                    skupisz się na obecnym? A jeśli się nie skupisz i jak to czasem bywa, gdzieś
                                                    podświadomie na przekór siebie, znienawidzisz obecnego? Czy Twoje
                                                    obecnozwiązkowe ukochanie nie wynika (choć w części) z wdzięczności za to, że
                                                    wyprowadził Cię z doła i czujesz się zobowiązana? A może Twoje wahania, jak i u
                                                    mnie, wiążą się z poczuciem jakiegoś zastoju i żądzą świeżości? Nie chcesz
                                                    nieść cierpienia, ale przecież Ty też nie możesz być przez to cierpiętnicą, ani
                                                    za „milijony”, ani za jednego – bo imię Twoje to bynajmniej nie czterdzieści i
                                                    cztery ;))))
                                                    Trochę się obawiam tego, co napisał Tymon. „Ludzie wiecznie poszukujący
                                                    czegoś lepszego nie mają predyspozycji do tworzenia związków trwałych”, choć
                                                    wierzę, że to przechodzi.
                                                    Droga Majko, chyba źle napisałem wtedy o tej obawie przed nowym. Nie
                                                    obawiam się tego, ba czekam na to. Czas jakiś temu (chyba z własnej głupoty)
                                                    zakończyłem związek i teraz nawet jem mniej, żeby te motyle powpuszczać. Brak
                                                    tego kogoś rzeczywiście jest obmierzły. Nie da się nikogo zmusić do miłości.
                                                    Trzeba mi chyba czekać, aż pojawi się dama, co zechcieć mnie zachce:)
                                                  • Gość: Majka Re: ambiwalencja IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.04.07, 15:23
                                                    Ktoś mądry powiedział, że czas leczy rany...prawie wszystkie. Ale napewno te
                                                    bolesne sprawy przysychają w końcu. Czytając to co napisałeś jakbym widziała
                                                    siebie czas jakiś temu, a może ty jesteś kobietą? a jeżeli facetem to bardzo
                                                    wrażliwym, gdzie takich jeszcze sieją? Znałam jednego takiego wrażliwego, a
                                                    właściwie znam, tylko unikam. Chyba że się przyśni. Jeszcze nie tak dawno,
                                                    kiedy wszystko było świeże myslałam że nie przeżyję, uwierało wszystko aż do
                                                    bólu. Wierz mi czasem warto poczekać, przemyśleć albo dać czasowi trochę czasu,
                                                    bo z dystansu wszystko wygląda inaczej niż na świeżo. Ja sama o mały włos
                                                    kiedyś czegoś ważnego nie zniszczyłam i choć tak bardzo żal tego z czego
                                                    musiałam zrezygnować- teraz widzę że podjęłam właściwą decyzję. Czasem z czegoś
                                                    trzeba umieć zrezygnowac żeby coś ocalić. I jeszcze- co może ważne dla Idy-
                                                    odrobina empatii nigdy nikomu nie zaszkodziła, jeżeli podejdziemy do spraw tak
                                                    zupełnie egoistycznie to prędzej cz później się to zemści. Jeżeli szanujemy
                                                    uczucia swoje to bądźmy łaskawi też dla uczuć innych. Nie chcemy zostać
                                                    zranieni to dlaczego ranimy innych.
                                                    BT! zobacz jak się pięknie robi na świecie, wiesz na co to jest najlepszy
                                                    czas?....Za chwilę te wszystkie "potencjalne" damy zaczną urzędować bez
                                                    zimowych waciaków i...
                                                    trochę cierpliwości
                                                  • Gość: bo tak! Re: ambiwalencja IP: 80.48.49.* 13.04.07, 15:41
                                                    Już tak miałem, gdy kobitki wyległy bez waciaków, a ja uśliniony ich powabem,
                                                    wraz z kolegą na ławce, wpatrzeni w tę wizualną radość … nienamacalną!!!
                                                    Zazdroszczę parom! Idę sobie Promenadą i żywo im zazdroszczę trzymania się za
                                                    rękę, siedzenia na ławce i kłótni o to, czy zdeptać dżdżownicę, czy ocalić.
                                                    Zazdroszczę im czasami niewoli, choć jeszcze niedawno radowałem się wolnością!
                                                    Nie można być zbyt długo samemu, bo się ciapowato robi!
                                                    Ładnie piszesz o szanowaniu uczuć innych, ale jeśli chodzi o Idę, to chyba
                                                    poradziłbym jej właśnie trochę zdrowego egoizmu – nie skrzywdzę kogoś, ale
                                                    krzywdzę siebie! I po co!? Zawsze jest jeden przegrany (ten drugi też,
                                                    nieświadomie)! A jeśli skrzywdzi się tego drugiego na rzecz własnego szczęścia,
                                                    może i on potem odnajdzie właściwe, szczere, bezofiarne szczęście…
                                                  • Gość: ida żeby się chciało chcieć tak jak nam się nie chce IP: *.trustnet.pl 13.04.07, 18:36
                                                    Czytam i widzę jak wielkie piętno wycisnęła na Tobie ta miłość. Gdyby nie jej
                                                    odejście, być może związek sam by, jak to ładnie mówisz, świeżość stracił . Ale
                                                    odeszła a Ty już zawsze będziesz ją nosił w sercu, pewnie kochając i
                                                    nienawidząc jednocześnie. I prawdopodobnie nie dlatego, że była nadzwyczajnym
                                                    zjawiskiem ale dlatego, że nie nie mogła ci spowszednieć.
                                                    Jak twierdzisz wykochać się zdołałeś. Ciągle jednak nie usłyszałam odpowiedzi
                                                    na pytanie, a co by się stało gdyby zapukała kiedyś do twoich drzwi.Czy
                                                    tworzenie i rozwiązywanie coraz to nowych związków nie jest potrosze
                                                    podświadomym pozostawaniem przy tamtej pierwszej?
                                                    Łatwiej jest jednak być z marzeniami i wizjami niż z realną osobą. Czekamy na
                                                    miłość piękną szaloną i wieczną łudząc się, że ona sama przyjdzie ogarnie dusze
                                                    i ciała i już tak pozostanie. Tyle, że o związek i o tę miłość trzeba dbać
                                                    każdego dnia, małej chwili nie zgubić a w tych działaniach czasem i poezji
                                                    zabraknąć może.
                                                    Nie chcę być Kordianem i wcale nim nie jestem. Dobrze wiem czym grozi "ta moja
                                                    sytuacja" i dlatego tak ciężko jest mi ostatnimi czasy. Nie boję się szczerości
                                                    z byłym ale własnej dwoistości się lękam. Tego, że w moim sercu tyle uczucia do
                                                    jednego i tyle do drugiego.
                                                    Pytasz na co czekam. Sama do końca nie wiem. Na pewno to nie jest pogoń za
                                                    nowymi przygodami i drżeniem kolan nastolatki, którą już nie jestem. Może
                                                    czekam na moment aż moje emocje trochę opadną i będę w stanie bardziej z
                                                    dystansem pomyśleć o tym co się dzieje teraz w moim życiu.
                                                    A Ty na co czekasz? Na to aż jakiejś potencjalnej zachce się chcieć za ciebie i
                                                    za siebie? A potem ewentualnie do niej dołączysz? Cóż miły bo taku...Może są
                                                    inne drogi...
                                                  • Gość: bo tak! Re: żeby się chciało chcieć tak jak nam się nie c IP: 80.48.49.* 14.04.07, 16:59
                                                    Jakie inne drogi masz na myśli? Szczerze wybrałbym jedną z nich, ponieważ
                                                    singlostwo już nie cieszy, jak jeszcze niedawno. Do tego, z próżniactwa,
                                                    strachu, czy niewiary w siebie, nie szukam tej onej, tak skwapliwie, jak
                                                    ewentualnie powinienem, czekając aż może … mnie ktoś znajdzie (żeby mnie tylko
                                                    siwizna nie zastała w tej ochocie).
                                                    Gdyby zapukała, pewnie bym się zdziwił – nie powiem Ci, co bym zrobił, bo nie
                                                    wiem – na tę chwilę sądzę, że wyschło i pewnie nic by z tego nie wybuchło
                                                    (chyba że poza fizycznością – natury nie oszukasz), ale jak by było, chyba nie
                                                    da się odgadnąć.
                                                    Pewnie, że swoje miejsce gdzieś we mnie wciąż będzie miała uleżane,
                                                    ale „kochanie i nienawidzenie jednocześnie” oraz każda z tych opcji osobno na
                                                    pewno nie ma miejsca – kiedyś tak było – teraz już nie kocham, tym bardziej nie
                                                    nienawidzę. To jest lubienie się ze wspomnieniami.
                                                    Gdybyśmy się wtedy nie rozstali, może by się naturalnie znieświeżyło, a może
                                                    nie – ja byłem naprawdę gotów pozostać w tym do końca życia i nawet uważałem to
                                                    za naturalne. Nawiązując do tego, co pisałaś, późniejsze „sprintowskie” związki
                                                    rzeczywiście mogą, i pewnie mają, z tym wiele wspólnego, ale przecież tego nie
                                                    chcę – a może to po prostu ciągły jeszcze póki co smak wolności pcha do ochoty
                                                    na wyszumienie się – a może jestem gejem!? Nie! Jednak nie, byłem sprawdzić.
                                                  • Gość: ida bo tak działanie! IP: *.trustnet.pl 14.04.07, 18:33
                                                    No no bo taku! Widzę, że Ty albo nad wyraz masz duszę poszukiwacza albo po
                                                    prostu desperat. Jest jeszcze trzecia opcja, że jak zwykle żarty sobie robisz
                                                    ze mnie(to było odnośnie sprawdzania orientacji)
                                                    Pigułki na szczęście nie znam, co łatwo można wywnioskować z tego co piszę.
                                                    Piszesz: "z próżniactwa, strachu, czy niewiary w siebie, nie szukam tej onej,
                                                    tak skwapliwie, jak ewentualnie powinienem, czekając aż może mnie ktoś
                                                    znajdzie". Nie mam pojęcia kim jesteś, co robisz i jak wyglądasz, ale czuję
                                                    przez skórę, że fajny z Ciebie gość. Masz dużo ciepła, wrażliwości, poczucia
                                                    humoru, troszkę wiary w ideały, więc po co ta Twoja niewiara w siebie???Może ta
                                                    droga, któej szukasz to wstanie rano spojrzenie w lustro i stwierdzenie:
                                                    cholerka jasna jak nie ja to kto? I tu pojawia się mała misja... Aktywność
                                                    zamawiam! Samo do Ciebie nie przyjdzie. Szkoda żeby taki gość się marnował!
                                                  • Gość: bo tak! Re: bo tak działanie! IP: 80.48.49.* 15.04.07, 18:17
                                                    Dziękuję dziękuję! Teraz Ty łechtasz kobiecą mą próżność (choć namawiając do
                                                    aktywności).
                                                    Co do niewiary w siebie – nie wiem, jak inni, ale ja często oscyluję między
                                                    większą i mniejszą wiarą w siebie – czasami wydaje mi się, że nie jest tak źle,
                                                    innym razem mam wrażenie, że niedługo dojdzie do tego, iż moim imieniem zaczną
                                                    wabić psy! Na dodatek podłączyła się wiosna, budząca ziela i moją zazdrosną
                                                    niechęć do Was – szczęśliwych „posiadaczy”! Bo na pewno czasami siedzisz na
                                                    ławce w promiennym uścisku (wystarczy dłoni) i razisz takich, jak
                                                    ja „niepodległych”! Wtedy też pojawia się pytanie „o co chodzi” i z
                                                    wymienionego przez Ciebie „poszukiwacza”, zamieniam się w równie wymienionego
                                                    przez Ciebie „desperata” – trafiłaś więc, jak w mordę strzelił! Ale cyk
                                                    Walenty – na bok sentymenty! Jakoś tam (niby i czasami) wykazuję aktywność i
                                                    próbuję zatruć sobą niewiastę – przykład: choćby te nasze, chociaż nie
                                                    przyszłościowe (o kochająca Ty kochająca!), dyskusje – bo co się będziemy
                                                    oszukiwać!? Na pewno znasz swoją, niemałą wartość ;)))
                                                  • Gość: ida trucicielu! IP: *.trustnet.pl 16.04.07, 00:20
                                                    No coś Ty! Żaden pies nie przyleci na bo tak!
                                                    Balansowanie między wiarą i niewiarą to raczej stan naturalnie ludzki. Gorzej z
                                                    tą niechęcia i zazdrością do "nas posiadaczy". Z resztą jak sam widzisz,
                                                    posiadanie szczęścia też może nie dawać. Owszem są i momenty, kiedy słońce
                                                    tańczy ci we włosach, wiatr igra w wierzbowych witkach i głaszcze policzki a ty
                                                    trzymasz najcieplejsze ręce świata i masz ochotę czas zatrzymać. Ale potem
                                                    dociera do ciebie(tu moja osobista dygresja) ileś detali wyjętych z
                                                    rzeczywistości, pare smutnych szczegółów, które dość skutecznie potrafią zatruć
                                                    myśli, sparaliżować działanie i ot... Czar prysnął a bajka nie skończyła się
                                                    szczęśliwie. Ale potem przychodzi nowy dzień i na nowo musisz dać sobie
                                                    szansę...Taka ziemska cykliczność nami rządzi.
                                                    Wracając do misji. Może zamiast rzucać wzgardliwe spojrzenia skup się na
                                                    obsadzeniu takiej ławeczki dwuosobowej? Zatruwanie niewiast przez internet? No
                                                    cóż, wiem że jesteśmy społeczeństwem informacyjnym, kompuery te sprawy -
                                                    porządek dnia, nawet można higienicznie uprawiać miłość przez szklany ekran.
                                                    Tyle, że to raczej mało skuteczny sposób jeśli chcesz przytulić do serducha
                                                    tradycjonalistkę lubiącą ławeczki.
                                                  • Gość: bo tak! Re: trucicielu! IP: 80.48.49.* 17.04.07, 12:23
                                                    1. „Zatruwanie niewiast przez internet? (…)to raczej mało skuteczny sposób
                                                    jeśli chcesz przytulić do serducha tradycjonalistkę lubiącą ławeczki.” – Jeśli
                                                    nie bardzo masz na tę chwilę wora innych sposobów na poszukiwanie ów jednej-
                                                    arcyciekawej i chcesz korzystać z dobrych rad, zachęcających do „skupienia się
                                                    na obsadzeniu takiej ławeczki dwuosobowej”, dobre i to!

                                                    2. „Zatruwanie niewiast przez internet? (…) to raczej mało skuteczny sposób
                                                    jeśli chcesz przytulić do serducha tradycjonalistkę lubiącą ławeczki.” –
                                                    Internet nie jest tuleniem. On może być tylko furtką do wspólnej ławeczki,
                                                    jazdy na rowerach, klepania się po pośladkach w Urzędzie Miasta, rwania
                                                    jarzębiny, czy kłótni przez smsy i lizania się po stopach!

                                                    3. „Zatruwanie niewiast przez internet? (…)to raczej mało skuteczny sposób
                                                    jeśli chcesz przytulić do serducha tradycjonalistkę lubiącą ławeczki.” – Zatem…
                                                    spotkajmy się!
                                                  • Gość: bo tak! Re: trucicielu! IP: 80.48.49.* 17.04.07, 12:24
                                                    P.S. Jeśli miałaś w piątek imienimy, przyjmij moje najszczersze...
                                                  • Gość: ida słów kilka o ławeczkowaniu IP: *.trustnet.pl 17.04.07, 18:00
                                                    bo taku drogi!
                                                    Myślę, że ty szukasz takiej ławeczki miłosnej a nie ławeczki wariatów z chorobą
                                                    serca odziedziczoną zapewne po romantycznych dziadkach Werterach.
                                                    Co bowiem my razem na tej ławeczce począć byśmy mogli? Chyba tylko usiąść i
                                                    wykrzykiwać do księżyca żale, że chcemy mieć to czego chcieć nie możemy!(no ja
                                                    w każdym razie tak mogłabym wołać)
                                                    Obsadzenie ławeczki zakochaną osobą to jak najbardziej dobry pomysł. Tyle, że
                                                    dla ścisłości dodać trzeba, że ta luba z nami musi to zakochanie realizować a
                                                    nie kochać się niezależnie od nas w kimś obco niepożądanym.
                                                    Internet może być magiczną furtką do baśniowego ogrodu pod warunkiem, że ogród
                                                    jest dziki, samotny, nie zamieszkany przez intruzów. W innym przypadku(czytaj
                                                    moim)ta furtka raczej wrotami do piekieł się staje.
                                                    PS. Choć nie imieninowałam w piątek to i tak serdecznie za najszczersze
                                                    dziękuję:)
                                                  • Gość: bo tak! Re: słów kilka o ławeczkowaniu IP: 80.48.49.* 18.04.07, 11:05
                                                    Oczywiście rozumiem, że nie chcesz wyjść poza okrąg świata swojego obecnego,
                                                    skoro już się w nim ustatkowałaś – bo grzech to, czy zdrada? (pewnie się nie
                                                    dowiem). W każdym razie doceniam ostrożność.
                                                    Nie zaproponowałem Ci spotkania po to, by wykrzykiwać żale do księżyca, bo na
                                                    pewno nie chodzi o pogoń za smutem – jak raz odwrotnie (ale to mój indywidualny
                                                    hedonizm!!!)
                                                    Muszę się wybraniać brakiem pikantnych, czy zakłócających spokój Twojego
                                                    uprywatnienia, intencji! Przecież poznając kogoś nie poznanego „walimy w
                                                    ciemno”, więc nie da się szukać ławeczki do integracji ani z „sercowym
                                                    wariatem”, ani z przyszłym(ą) potencjalnym(ą)! Jestem zdania, że każda nowa
                                                    znajomość (bynajmniej większość) owocuje, bez względu na to, w co się przerodzi
                                                    (ale na to już mniejszy wpływ ma obawa przed zdradzieckim wołaniem do księżyca
                                                    i niesmakiem). W każdym razie wlewasz we mnie poruszenie, skoro jużem
                                                    taki „pies na baby”. Dziękuję o Pomocna mi Wirtualna!
                                                  • Gość: ida piosenka o pociągu z listopada 93 IP: *.trustnet.pl 18.04.07, 20:24
                                                    bo taku, jesteś wdzięcznym towarzyszem wymiany myśli, mimo że czasem w Twoje
                                                    wersy ironiczny sarkazm się wplecie.
                                                    Znasz pewnie zjawisko przyjaciela z pociągu...Spotykacie się nieoczekiwanie w
                                                    pewnym pociągu, w przypadkowym przedziale i nagle staje ci się on najbliższym
                                                    człowiekiem w przestrzeni. Jedziecie kilka godzin razem w dwa różne, dalekie od
                                                    siebie miejsca. Podczas podróży jesteś gotów otworzyć przed nim zakamarki swej
                                                    duszy, historię życia mu nakreślić, o wielkiej chwale i gorzkim smaku porażki
                                                    opowiedzieć. Powierzasz mu to, czego znajomym swoim nie zdradzasz. Dlaczego? Bo
                                                    to na tyle bezpieczna relacja, na ile większe prawdopodobieństwo nie spotkania
                                                    się nigdy(taka wprost proporcjonalność tych dwóch składowych zachodzi).
                                                    Opuszczanie "okręgu świata mojego" nie uznaję za grzech czy zdradę(choć
                                                    zakładam, że mój chłopak, podobnie pewnie jak i każdy inny chłopak każdej innej
                                                    dziewczyny mógłby uznać). Ja bym to raczej przyrównała do dawania klucza z
                                                    adresem swojego domu pociągowemu przyjacielowi. Zgadzam się, że taka nierozwaga
                                                    szalona czasem i piękne, soczyste owoce dać może. Ale czasem... No sam wiesz bo
                                                    taku...
                                                    Masz rację, każda znajomość coś nam daje, w jakieś nowe doświadczenia ubiera,
                                                    czegoś uczy, coś poszerza. Wydaje mi się jednak, że na tym etapie mętliku
                                                    uczuciowego w mojej głowie zbyt namacalna nowa znajomość mogłaby wywołać u mnie
                                                    jeszcze większą burzę. Powiesz mi zapewne, że kieruje mną lęk wygodnictwo i
                                                    niepewność co do swoich wyborów. Cóż... Nie będę zaprzeczać.
                                                    Prosić mi pozostaje : bądź moim najbliższym w tej czasoprzetrzeni, moim
                                                    ulubionym i od pewnego momentu jedynym przeciwnikiem na tej forumowej
                                                    szachownicy.
                                                  • Gość: bo tak! Re: piosenka o pociągu z listopada 93 IP: 80.48.49.* 19.04.07, 16:00
                                                    Napisałaś „bądź moim najbliższym w tej czasoprzetrzeni, moim ulubionym i od
                                                    pewnego momentu jedynym przeciwnikiem na tej forumowej szachownicy.” – Przykro
                                                    mi ido! Wóz albo przewóz, rybki albo doniczka (czy coś w ten deseń)!
                                                  • Gość: bo tak! Coś jeszcze... IP: 80.48.49.* 19.04.07, 16:01
                                                    Żartowałem!
                                                    Z niekłamaną radością, ostrząc już „zawersowany swój ironiczny sarkazm” ofertę
                                                    Twoją łykam (bo co mi pozostaje!?) I pomijając ceremonialne te deklaracje, od
                                                    razu z pytaniami pilę!

                                                    1. Dlaczego? Rozumiem, że będąc w „posiadaniu” bezpiecznego powiernika (o łasko
                                                    coś na mnie spłynęła – tym razem bez ironii), możesz przelewać nań (to ja nim
                                                    jestem - o łasko coś na mnie spłynęła) wiele swoich boleści (bo katharsis etc).
                                                    Ale czy przy swoistej sobie obawie, by nie być nie fair wobec partnera, nie
                                                    czujesz, że po części tak właśnie jest, gdy w ten sposób obnażasz się przed kim
                                                    innym? Jak odebrałby Twoją jazdę pociągami z obcym typem, po czym wysiadanie
                                                    na „Waszej” stacji? Wie on w ogóle o … nas (o łasko…)?

                                                    2. „Powiesz mi zapewne, że kieruje mną lęk wygodnictwo i niepewność co do
                                                    swoich wyborów” – tak Ci powiem! W ogóle wydaje mi się, że obawa o ewentualne…
                                                    jest u Ciebie mocno zakrzaczona, ale rozumiem też to. Na pewno nie wynika to z
                                                    niczego, o czym już udało Ci się wspomnieć, więc spoko – istnieje przecież
                                                    szansa, by to wyplewić (naturalnie o ile potraktujemy to, jako cechę nie do
                                                    końca pożądaną).

                                                    3. „bądź moim… jedynym przeciwnikiem” – dlaczego jedynym?

                                                    4. „bądź moim… ulubionym” – (o łasko…)!

                                                    5. Nie da się jednocześnie jechać tym samym pociągiem „w dwa różne, dalekie od
                                                    siebie miejsca”. Trochę się podróżowało koleją, to się wie!
                                                  • Gość: ida Re: Coś jeszcze... IP: *.trustnet.pl 23.04.07, 20:52
                                                    O jejku! Wychodzi na to żem zdrajczyni nie lada... bo on "o nas" nic a nic...
                                                    Podobnie jak nie wie o czym z moim psem rozprawiałam albo jakie miewam sny czy
                                                    fantazje nocą. Zatem wdzięczną pozostanę jak pakt milczenia podpiszesz, hihi. W
                                                    sumie to Ci wyboru nie zostawiłam o mój łaskobiorco bo taku! Po części jednak i
                                                    rację posiadasz. Wiem ,że ten nasz tajny układ wymienno-forumowo-myślny jest w
                                                    pewnym sensie nie w porządku wobec mego lubego.A jego odkrycie tej naszej
                                                    przejażdżki mogłoby się skończyć dla mnie małą katastrofą i bynajmniej nie
                                                    kolejowo ale słowno niewerbalną.
                                                    Wracająć do tras kolejowych.
                                                    Właśnie z pociągu wysiadłam i (o dziwo dla Ciebie) nadal uważam, że dwie osoby
                                                    mogą tym samym w dwa różnie miejsca dotrzeć(chyba z resztą po to są pociągi).
                                                    Po prostu jedna wysiądzie tu a druga 100 kilometrów dalej.
                                                  • Gość: bo tak! Re: Coś jeszcze... IP: 80.48.49.* 25.04.07, 17:50
                                                    Pakt milczenia masz u mnie pewny! Nawet, gdy znów będzie próbował, tak jak
                                                    zwykle to robi, wyciągać ode mnie, czy znam Twoje kolejowe zapędy – milczącym
                                                    będę niczym pociąg cichobieżny. A i gdy siłę popełnić postanowi, jest jeszcze u
                                                    mnie dwa granaty w świątecznym ubraniu – żywcem mnie nie weźmie!
                                                    „A jego odkrycie tej naszej przejażdżki mogłoby się skończyć dla mnie małą
                                                    katastrofą i bynajmniej nie kolejowo ale słowno niewerbalną” – boisz się tego,
                                                    prawda? :) No… to chyba może być dowodem uczucia ogromnego.
                                                    Skoro już ruszamy w tę podróż, może (najpierw powoli, jak żółw, ociężale…) –
                                                    opowiedz, jak się poznaliście, co Cię w nim urzekło, w jaki sposób Cię
                                                    zdobywał, co teraz w nim kochasz, a co lubisz… mniej. No a jeśli nie chcesz, to
                                                    opowiedz o tym, gdzie się udajecie na majowy weekend, a jeśli i tego nie
                                                    chcesz, powiedz czy dużo oglądasz telewizji, a jeśli i nie o tym, to
                                                    napisz „miedź” i też będzie odlotowo!
                                                  • Gość: ida Re: Coś jeszcze... IP: *.trustnet.pl 27.04.07, 18:29
                                                    Kiedy tak piszesz to mam jakieś dziwne wrażenie że znam Cię od dawna.Może Ty
                                                    moim zaginionym bratem jesteś bo taku?
                                                    Chciałabym opowiedzieć Ci moją historię jednak forum nie jest do tego
                                                    specjalnie dobrym miejscem. Wspólną ławeczkę również odrzuciliśmy.
                                                    Pozostaje mi „miedź” napisać i spytać jak tam twój odlot.
                                                  • Gość: bo tak! Re: Coś jeszcze... IP: 80.48.49.* 27.04.07, 19:04
                                                    Bajerancko, lubię miedź - już taki ze mnie ... metalowiec! W takim razie, jeśli
                                                    forum jest zbyt publiczne, pozostaje nam jeno frywolne tematy utrzymać, bądź
                                                    adresami małpimi się wy...nawzajemnić! Do sklikania po weekendzie majowym. Dużo
                                                    wypoczynku!
                                                  • Gość: ida niepoprawne zdaniowanioskładanie IP: *.trustnet.pl 28.04.07, 01:13
                                                    więc czekam na małpę co mi drogą do królestwa mailowego będzie
                                                  • Gość: bo tak! Re: niepoprawne zdaniowanioskładanie IP: 80.48.49.* 05.05.07, 17:06
                                                    wariot_24@interia.pl
                                                    To nie jest często używane konto i nie wiem, czy dobrze podałem - w razie czego
                                                    potwierdź na forum. Później odpiszę Ci z innego...
                                                  • Gość: ida odzew IP: *.trustnet.pl 14.05.07, 01:27
                                                    zatem potwierdzam i czekam na potwierdzenie
                                                  • Gość: bo tak! Re: odzew IP: 80.48.49.* 15.05.07, 10:31
                                                    No to paszło... w sieć...
    • Gość: pomarancza Re: chory charakter IP: 83.2.141.* 26.04.07, 19:20
      podejmuje decyzje , jestem jej pewna w 100 %
      potem zaluje
      spontanicznie tez jakos nie wychodzi...jak tak dalej zyc??
      • Gość: bo tak! Re: chory charakter IP: 80.48.49.* 26.04.07, 20:18
        Patrzeć do przodu, widzieć potencjalne korzyści, cieszyć się próbami, wyciągać
        wnioski, pluć na niepowodzenia, smutki zatopić, zarości zachować... zresztą -
        ja nie wiem - mnie też to często przytłacza;)
        • Gość: pomarancza Re: chory charakter IP: 83.2.141.* 27.04.07, 11:27
          czy tak juz bedzie zawsze...ze moje decyzje beda porazkami mojego zycia?
          • Gość: ida Re: chory charakter IP: *.trustnet.pl 27.04.07, 17:54
            Może jak spojrzysz na to z perspektywy czasu, tak za kilkanaśćie, dziesiąt lat
            inaczej będziesz interpretować dzisiejsze wydarzenia.
            Cóż... Czasem tak jest, że sami nakręcamy ten mechanizm porażkowo-destrukcyjny.
            Ale popatrz na świat: wiosna, lato, jeśień, zima i znów wiosna, po deszczu
            słońce, po burzy spokój. Może czas wpuścić troche radości przez okno do serca i
            uwierzyć że ...jeszcze będzie przepięknie, jeszcze będzie normalnie
            • Gość: bo tak! Re: chory charakter IP: 80.48.49.* 27.04.07, 18:14
              Nie wierzę, że nie było ani jednej decyzji, która okazała się sukcesem! A skoro
              były, to na pewno będą i następne...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka