ila79
14.05.09, 22:24
Dzisiaj w szpitalu na Zawodziu mój dziadek (lat 77) miał mieć
zdejmowane szwy, po operacji wstawienia baipassów. Jedna rana jest
na całą długość nogi, druga na prawie całą klatkę piersiową. Są to
szwy przypominające zszywki (metalowe) i do ich zdjęcia potrzebna
jest specjalna maszyna. Dziadek został rano zarejestrowany i
wszystko było ok. Po południu siostra mojej mamy zawiozła go do
szpitala i się zaczęło. Okazało się, że specjalnej maszyny nie ma i
nikt o niej nie słyszał, dziadek został odesłany na Hutę z
informacją, że tam mają maszynę. Na Hucie miła pani poinformowała,
że maszyny obecnie nie ma, ale mogą ją wypożyczyć na poniedziałek
(dziś mamy czwartek)od, uwaga! szpitala na zawodziu. Biedny dziadek,
ledwo stoi na nogach, zjeździł się po całej Częstochowie, jest 2
tyg. po operacji, a oni sobie takie numery wycinają. Zgodził się na
ten poniedziałek, no bo co miał zrobić. Skóra wokół tych szwów jest
już bardzo zaogniona i umówiliśmy dziadka prywatnie na jutro na
zdjęcie tego metalu. Ale mnie krew zalała. Jak można tak potraktować
pacjenta??? Co ja mam teraz zrobić? Skargę napiszę do nfz-tu, ale
czy to nie za mało?