Gość: life
IP: *.tktelekom.pl
27.01.09, 18:38
Ponad rok temu, zdeterminowany fatalną obsługą w przychodni przy ulicy
Strażackiej przepisałem się do CM Eskulap. Do wczorajszego dnia byłem bardzo
zadowolony z panującego tam klimatu. Fantastyczna obsługa, wizyty umawiane na
konkretne godziny. Wszystko porządnie i sprawnie. Przeniosłem tam całą swoją
rodzinę i wielu znajomych skutecznie zachęciłem do korzystania z usług tejże
przychodni.
Wczoraj rano pilnie potrzebowałem dla córki skierowanie do specjalisty.
Pomimo, że tego dnia do godz. 16 nie przyjmuje żaden pediatra, wyjątkowo
zostałem umówiony do lekarza rodzinnego. Jednakże Pani w rejestracji
poinformowała mnie, że nie ma zapisów na godziny. Przyjąłem to z lekkim
zdziwieniem, ale ośmielony dobrym doświadczeniem zdecydowałem się odbyć tą
wizytę (a właściwie z powodu wyjazdu służbowego poprosiłem o to żonę). Lekarz
przyjmuje od 8 i mamy 9 numerek. Żona z córką wybrały się do lekarza po 9. Ku
wielkiemu zdziwieniu w przychodni znaczną kolejkę ludzi przeziębionych,
kaszlących, smarkających, itd. W takich okolicznościach te dwie zupełnie
zdrowe kobiety spędziły ok. 2 godzin. Nie muszę chyba pisać co się się dalej
wydarzyło... (dziś obydwie są chore!)
Zastanawia mnie czy przedmiotowe zdarzenie, jest wyjątkiem potwierdzającym
regułę? Czy może Eskulap ma już taką ilość klientów, że może pozwolić sobie na
zachowania przypisane do przychodni typu "strażacka"?
Podkreślić trzeba, że Eskulap nie jest jedyną przychodnią oferującą
(przynajmniej do niedawna) pewien standard usług, a klienci centrum mają
świadomość możliwości zmiany usługodawcy - przecież dzięki tej świadomości
tutaj trafili:)