Dodaj do ulubionych

Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka.

02.04.11, 16:29
Babcina nadopiekuńczość jest okropna. Wcześniej z tego sobie sprawy nie zdawałam, ale kiedy zrobiło się ciepło i dzieci zaczęły się bawić na placu zabaw. To się przeraziłamsurprised i nigdy takiej babci nie zostawiłabym pod opiekę na co dzień swojego dziecka.
A o to przykłady:
1. Chłopczyk 14 miesięcy, chodzący. A babcia cały czas go nosi na rękach, nawet na chwile nie pozwoliła mu pochodzić. A jak się tylko wyrywał to mówiła " nie mogę Cię tu puścić bo się przewrócisz i zrobisz kuku"
2. Dziewczynka 2 latka i 3 miesiące. Zupełnie sobie nie radząca na placu zabaw, widać że by chciała sama wejść na bujaczka albo ślizgawkę ale się boi. Bo obok ma babcie która jest przerażona. I nawet na chwilę nie puszcza jej za rękę. Jak mała się chce pohuśtać to ona ją można powiedzieć delikatnie potrząsa przy tym trzymając ją za dwie ręce (huśtawka przystosowana dla maluszków)
3. Dziewczynka 3 latka i babcia chodząca za nią krok za krokiem powtarzająca "uważaj bo upadniesz, uważaj bo spadniesz"
Porażka!!!
Ja rozumiem, że to jest duża odpowiedzialność ale można pilnować i pozwolić na samodzielność. Jak te dzieci maja się nauczyć samodzielności kiedy w dzieciństwie są wychowane w strachu, że w każdej chwili może coś im się stać.
Moja mała ma prawie 2 lata i na placu zabaw sobie radzi jak 3 letnie dziecko. I to nie jest tak że jej nie pilnuje. Bo pilnuje ale nie ograniczam, nie sadzam jej sama to robi. Chyba, że mnie o to poprosi. Ze ślizgawką to samo, sama się ślizga i tylko ja jestem obok żeby w razie potknięcia mogłabym ją podtrzymać. Ma ochotę na bieganie biega ja z nią. Ma ochotę wejść do kałuży - wchodzi.
Uważam, że na tym polega dzieciństwo. Na nauce samodzielności.
Więc takiej babci nie powierzyłabym swego dziecka pod opiekę. To ogranicza rozwój psycho-fizyczny.
Obserwuj wątek
    • black.joanna Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 16:59
      No i?
      • rooms Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 17:16
        wiesz, niektórzy rodzice nie mają specjalnego wyboru.

      • batutka Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 17:19
        jasne, masz rację, ale ja również troszkę rozumiem te babcie
        one opiekuję się nie swoim dzieckiem (wnuk, nie syn czy córka) i dlatego czują się za nie odpowiedzialne
        boją się,że jak dziecko zrobi sobie krzywdę, to one będą za to odpowiadać, świecić oczami przed rodzicami
        dziadkowie generalnie są przewrażliwieni na tym punkcie, ale ja bym też jakoś specjalnie tego nie demonizowała - dzieciak nauczy się pewnych rzeczy: wcześniej czy później, ale nauczy
        • twitti Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 18:08
          Ciekawe co bys zrobila takiej babci, jakby pod jej opieka stalo sie cos Twojemu dziecku..?Na pewno w jakims stopniu ograniczaja dziecko, ale z drugiej strony dziecko jest pod dobra opieka.
          • ma-ma_w-ikuni Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 05.04.11, 17:20
            twitti napisała:

            > Ciekawe co bys zrobila takiej babci, jakby pod jej opieka stalo sie cos Twojemu
            > dziecku..?Na pewno w jakims stopniu ograniczaja dziecko, ale z drugiej strony
            > dziecko jest pod dobra opieka.
            >

            Przetoczę Ci sytuację z mojego doświadczenia. Mała została u teściowej, i bawiła się we włażenie na łóżko i złażenie z niego. Teściowa obok pilnowała i w pewnym momencie małej ześlizgnęła się noga i uderzyła się w obramowanie łóżka, a ona jej nie złapała. Mała duży guz na czole, a teściowa przerażona co będzie jak wrócimy. Od razu od wejścia się tłumaczyła. Ja ją uspokoiłam i powiedziałam, że pewne upadki są nieuniknione i u mnie ta sytuacja mogła się wydarzyć.
            Więc głowy jej nie ucięłamsmile
            • twitti Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 06.04.11, 13:44
              Nie mowie o malych wypadkach.. Takie sie kazdemu zdarzaja.
    • najma78 Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 18:18
      Tiaaaa, moja znajona kiedys sciagnela sobie babcie tzn. tesciowa do opieki nad dzieckiem, a po jakims czasie piala, ze mala ma ''zapalenie oskrzeli'' czy jakkolwiek to nazwac, bo ja babcia nieodpowiednio ubierala, za lekko znajac mamuske. Tak wiec jakby sie dziec przewrocil i w rajtuzkach dziure zrobil to by babcia do sluchania miala o guzie nie wspominajac.
      • 3-mamuska Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 19:04
        Ja ostatnio widzialam taka mamusie,no porazka.
        Spadniesz nie wchodz daj reke nie bierag. Szkoda mi takich dzieci.
        • paliwodaj Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 20:05
          bo babcia to powinna chodzic na wieczorki taneczne i na soczek do kolezanek-babc , a nie cale zycie uslugiwac najpierw dzieciom, a pozniej wnukom
          • gupia_rzona Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 22:11
            O! święta racja
          • iza232 Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 11.04.11, 14:48
            paliwodaj napisała:

            > bo babcia to powinna chodzic na wieczorki taneczne i na soczek do kolezanek-bab
            > c , a nie cale zycie uslugiwac najpierw dzieciom, a pozniej wnukom

            Tę teorię znalazłaś w jakims poradniku pt. "Co powinna babcia?" Uwielbiam takie autorytarne posty w stylu "ona POWINNA", ona NIE POWINNA". W realu też tak organizujesz wszystkim zycie?
    • koza_w_rajtuzach Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 20:08

      > Babcina nadopiekuńczość jest okropna.

      Matczyna nadopiekuńczość też jest okropna.
      Wiele matek dokładnie w ten sam sposób postępuje. Ja w sumie trochę olewam dzieci na placu zabaw, bo chcę, żeby były samodzielne i nie widzę potrzeby, aby je asekurować, bo uważam, że sobie same dobrze dają radę. Syn dwuletni nie jest szczególnie sprawny fizycznie, ale ma świadomość swojego ciała i wie na co sobie może pozwolić.
      Mnie i tak nic tak nie dziwi jak "uważaj, bo się ubrudzisz", "nie siadaj, bo się wybrudzisz" itd. Jak można się nie brudzić będąc dzieckiem, przecież to nienormalne. Albo matka chodzi "uważaj, bo się przewrócisz", potem dziecko na prostej się przewraca, a matka wielkie pretensje do dziecka. Jak można się wkurzać, że dzieciak się przewrócił? Moje dzieci jak się przewrócą to pocieszam, a jak gdzieś wspinają się, włażą, to robią to na własną odpowiedzialność, choć raczej rzadko mają jakieś przykre przygody, bo wiedzą, że im za du....pą nie łażę, więc sobie same muszą radzić.
    • mamaigiiemilki Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 21:02
      fakt, że tak nie powinny postępować w ten sposób, ale...to babcie- w sumie to im się jakoś bardzo nie dziwię; rodzice za to powinni zachęcać dziecko do samodzielności, a z tym też jest różnie- i tu już się dziwięsmile
    • gupia_rzona Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 22:18
      no dobra, wszystkie matki będące za samodzielnością. Powiedzcie mi tak bardzo szczerze, co byście sobie o mnie - matce pomyślały w takiej sytuacji:
      dziecko me - w maju 2 lata, ma etap "siama". No i sama pcha się na te wszystkie huśtawki i drabinki oraz ślizgawki. Czasem mi serce staje, ale pozwalam. No i tydzień temu na takim moście na linach upadła, krew z nosa, ryk niemiłosierny, gęba brudna (kurz + łzy + smarki + krew) - ogólnie wyglądała jak dziecko wojny. Bo ja się czułam strasznie.
      • semi-dolce Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 22:34
        Cóż - zdarza się. Trzeba uspokoić dziecko, umyć buzię, zatamować krwawienie i... wrócic na plac zabaw smile Mysmy przezyli podobna sytuacje na basenie, młody biegł na zjeżdżalnię (taka dużą, jak to na basenach) no i sie wywalił i rozwalił nos. Pielęgniarka zatamowała krwawienie i młody jak tylko go wypusciłysmy z naszych rąk natychmiast poleciał dalej zjezdżac. Tez mial dwa lata. I przezył smile
      • karro80 Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 22:45
        a nie między wszystko "siama" a wypadkami jeszcze trochę miejsca jest- choć czasem jest to trudny kompromiswink
        Ja mam 3 latkę, "siama" dopiero teraz, ale młoda że tak powiem nadrabia(mocno przedwczesne narodziny i może być nieco w tył) i mówię ok "siama" ale mama obok jesli coś tego wymaga i albo tak albo nic.
        Młoda ma trochę czasem problemy z koordynacją jak się rozfika i niesterty ale też mi rymsła ze zjeżdżalni(fakt strasznie nie wygodna przy wchodzeniu i już tam nie chodzimy) natomiast ze zjeżdzalni takiej zwykłej korzysta normalnie, rzeczywiście sama, ale rok temu stałam obok i asekurowałam(nie pomagałam). Basenowe też sama, akurat takie fajoskie że trudno spaść.
        Zakaz ma włażenia na karuzelkę(ale tam i tak rzadko chodzimy, coby przykro jej nie było), bo tam możliwośc asekuracji jest żadna - a chude i lekkie jest i 2 razy ją siła odśrodkowa wywaliła przy niewielkiej prędkości.
        Generalnie taka wypadkowa(tfu tfuwink)zdrowego rozsądku i tego co sie da przewidzieć to dobra sprawa. Choć młoda teraz uczy się innych technik zjeżdżania od starszych dzieci i bywa hm... ekstremalniebig_grin
        A będę bronić babć, bo jak idzie babcia to ona idzie NIE ZE SWOIM DZIECKIEM. Bardzo, ale to bardzo rózniły sie moje wypady z 5latkiem będącym pod moja opieką a z 2-3 latką będącą moją córką. To wydaje mi się, ze też może być przyczyną.

        Ja z kolei nie rozumiem tylko jednego co zdarza się częsciej u babć własnie, czyli wpuszczenia dzieciora do piaskownicy z zakzem pobrudzenia rajtuzków czy porteczekwink - no niedasie przeca.
      • a_weasley Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 03.04.11, 09:53
        Gupia_Rzona napisała:

        > no dobra, wszystkie matki będące za samodzielnością.

        A ojciec będący za samodzielnością może zabrać głos?

        > co byście sobie o mnie - matce pomyślały w takiej sytuacji:
        > dziecko me - w maju 2 lata, ma etap "siama". No i sama pcha się na te wszystkie
        > huśtawki i drabinki oraz ślizgawki. Czasem mi serce staje, ale pozwalam. No i
        > tydzień temu na takim moście na linach upadła, krew z nosa, ryk niemiłosierny,
        > gęba brudna (kurz + łzy + smarki + krew) - ogólnie wyglądała jak dziecko wojny.

        Skoro mowa o wojnie, powiedziałbym: straty muszą być - jak nie w sprzęcie, to w ludziach. Moja śp. Mama mówiła w analogicznej sytuacji językiem czasu pokoju: ^do wesela się zagoi, ewentualnie jeśli któryś z nas tak się urządził robiąc coś, przed czym przestrzegała - sam się ukarałeś. Udzielała pierwszej pomocy - zawsze do parku brała gencjanę i inne podstawowe medykamenty, bo jako się rzekło straty muszą być - i bawiliśmy się dalej.

        Do autorki wątku mam jedno pytanie: jak to całe nadopiekuńcze towarzystwo reaguje na Ciebie i Twoje dziecko? Ja mógłbym ostatni akapit Twojej notki przepisać słowo w słowo i nawet wiek by się zgadzał - i często słyszę, że trzeba pilnować, że coś jej się stanie itp.
        • gupia_rzona Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 04.04.11, 16:34
          oczywiście że ojciec może big_grin uogólniłam.
          Czyli w sumie nie bardzo mam powód czuć się jak wyrodna? bo jednak serio nieswojo się czułam.
          I wiem, że pomiędzy "siama" a opiekuńczością jest jeszcze przestrzeń, tylko mam problem z ulokowaniem się w niej big_grin Po tym wypadku niby nadal pozwalam na samodzielność, ale stoję już bliżej urządzenia zbrodni. I z kolei czuję się jak kwoka big_grin
          ja to mam problemy co?

          W zasadzie jak sobie przypomnę ile razy miałam strupy na kolanach, rozwalone czoło, jak raz zawisłam na spódnicy spadając z jabłonki i ojciec mnie ściągał... tyle że miałam więcej niż 2 lata. Chyba
          • a_weasley Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 04.04.11, 18:11
            gupia_rzona napisała:

            > Czyli w sumie nie bardzo mam powód czuć się jak wyrodna?

            Moim zdaniem nic a nic.
            No, ale ja to truskawki cukrem.

            > stoję już bliżej urządzenia zbrodni.
            > I z kolei czuję się jak kwoka big_grin
            > ja to mam problemy co?

            O, bynajmniej. Z jednej strony jest granica dozwolonego ryzyka, z drugiej granica dopuszczalnego kwoctwa, a cały wic w tym, że obie przesuwają się z wiekiem i rzecz nie w tym, żeby nie prowadzić za rękę dwulatka, tylko żeby się nie zagapić i nie odprowadzać do szkoły gimnazjalisty.
            • gupia_rzona Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 05.04.11, 11:49
              wink
          • tijgertje Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 04.04.11, 19:59
            E tam, przesadzasz. JAkbnys stala kolo niej, to tez mogla orla wywinac i jeszcze lepiej sie zalatwic. Holendrzy maja takie powiedzenie: Met vallen en opstaan. Dotyczy zdoybywania roznych umiejetnosci, tak jak my wowimy dwa kroki do przodu, jeden do tylu, to u nich kazda nauka ktora nie idzie po masle, to upadanie i wstawanie. Dzieci tyczy sie doslowniewink
        • ma-ma_w-ikuni Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 05.04.11, 16:59
          a_weasley napisał:


          > Do autorki wątku mam jedno pytanie: jak to całe nadopiekuńcze towarzystwo reagu
          > je na Ciebie i Twoje dziecko? Ja mógłbym ostatni akapit Twojej notki przepisać
          > słowo w słowo i nawet wiek by się zgadzał - i często słyszę, że trzeba pilnować
          > , że coś jej się stanie itp.
          >

          Odpowiedź jest krótka. Patrzą na mnie tak jakbym była z innej planetysurprised
          Np. wczoraj biegałam z mała po trawie koło placu zabaw (bawiłyśmy się w ganianego) no i mała kilka razy upadła lekko na kolanka bo nie wyrobiła w zakręt. Zupełnie nic jej się nie stało, tylko dużo było śmiechu. A obok babcia huśta swoją 5 letnią wnuczkę i komentuje "o matko jak się ubrudziła, takie ładne spodenki", ja tylko się uśmiechnęłam i biegałyśmy dalej. Córa wracała cała ubrudzona do domu już w wózku tak się wymęczyłasmile, wyobrażam sobie co wszyscy myśleli o mnie jak o matce hehesurprised
    • xxx-25 Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 23:03
      Heheh od razu przypomina mi się historia sprzed kilku dni. Wyszłam z młodym na plac zabaw, ubrałam go trochę za ciepło, więc bezrękawnik zdjęłam, został sweter, na słońcu było około 20stopni, ze mnie się lało, młody pierwsze co zrobił to zaciągnął czapkę. Stwierdziłam że jest tak ciepło że spokojnie może chodzić bez. Aż tu nagle dobiega mnie rozmowa babć, głośna rozmowa, coś w stylu – patrz jaka młoda głupia matka, dziecko bez czapki puszcza i w dodatku tak małe, przecież on zaraz chory będzie, o jak jej przygrzało i kurtki dziecko nie ma, jak nic mu zimno, tak, tak te małolaty w ogóle nie znają się na wychowaniu dzieci, powinno im się zakazać albo douczać jakoś. W pierwszej chwili szczena mi opadła, ale za moment zawołałam młodego, rozpięłam sweter(mały zlany potem, bo biegał jak szalony) i na głos stwierdziłam tylko że przegrzanie dziecka bardzo często prowadzi do chorób. Babcie po chwili się zwinęły big_grin
      • karro80 Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 23:16
        he Twój sie ruszał chociażwink - dwa lata temu w kwietniu(autentyczna historyja) dymałam z dzieckiem w spacerówce wygladającym na 6 mies(de facto ponad dwa razy starszym, ale mającym ciut ponad 6 kilo i jakieś 67 cm) bez czapki to kit, ale w bodziaku z krótkim, cienkich gatkach i skarpetkach, gdzie mnóstwo dzieci tych wózkowych miało zimowe kombinezony i czasem nakrywki...dobrze, że tvn, albo opieki społecznej nie nasłaliwink
        A poważnie - młoda się darła wówczas z 2 powodów -jak była głodna i jak było jej za gorąco - głodna nie byławink, więc skończyło się na rozebraniu do momentu kiedy dzieć się uspokoił.

        Musze powiedzieć, że wszelakie prognozy i groźby babć się nie sprawdziły, oprócz kataru, ew jakiegoś lekkiego kaszelku dzieć nie choruje do tej pory.
    • aleksandra1357 Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 02.04.11, 23:33
      Ostrożność nie jest fajna, ale ja i tak tysiąc razy bardziej nie znoszę tego karmienia słodyczami i bułeczkami co krok. Dlatego też nie lubię zostawiać mojego dziecka z babciami. "Jedno ciasteczko nie zaszkodzi! Zjadł tylko loda i kilka wafelków!". Nie jestem za całkowitym wyeliminowaniem słodyczy, ale kurde, tak mnie wkurza to faszerowanie śmieciami mojego dziecka, że nie mogę. I to wiecznie wciskanie mu zupek, bo bidulek nie chce jeść. Czy tak trudno pojąć, że nie jest głodny? Uf.
    • my_valenciana Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 03.04.11, 01:16
      Byłam wczoraj na placu zabaw z moim dzieckiem i z moją mamą - jestem załamana. Moja mama opiekuje się moim dzieckiem 3 dni w tygodniu, teściowa 2. Dla mnie zawsze była toksycznym rodzicem - do tej pory nei potrafię jej przytulić z własnej woli ale mojemu synowi pozwala na wszystko. Nie potrafi czegokolwiek od niego wyegzekwować. Doszło do tego, ze zeby go ubrać, wyjść z domu, czy umyć zęby przekupuje go słodyczami. Młody domaga się już słodyczy, kiedy mamy wyjść z domu albo coś od niego chcemy. Mnie to wisi, nie pozwalam, ale wkurza mnie, ze przez nią dziecko ma huśtawkę emocjonalną.
      Byłyśmy w zoo. Na placu zabaw ciągle go nosi i trzyma za ręce - mówiąc O jezu co ty robisz!? Pobrudzisz się! Nie podchodź do zwierzaka, bo cie ugryzie, dzieobnie - on jest zły, straszny.
      Moje dziecko jest baaardzo ostrożne samo z siebie- ale obawiam się, ze ona go skrzywi dokładnie tak, jak mnie kiedyś.
      Największym hitem było - jak mały ciągał się za siusiaka po myciu tyłka, na co moja matka powiedziała mu, ze jak będzie tak robił to mu siusiak odpadnie. Kilkakrotnie już słyszałam jak mówiła,że jak będzie robił cos tam, to dzieci będą się z ciebi śmiały.
      Masakra - moja matka jest dość młodą, sprawną, atrakcyjną i zadbaną kobietą z wyższym wykształceniem - ale jak o niej myślę to widzę starą, zgorzkniałą i zacofaną babę.
      Staram się żeby moje dziecko poszło od września do przedszkola - nei chciałabym go posyłać rok wcześniej ale nie chcę, zeby tak długo przebywał z ograniczającą go babcią.
      • monka1977 valenciana 03.04.11, 01:27
        wiesz co? wkurza mnie jak młode mamusie oddają swoje dzieci pod opiekę babć, a potem narzekają na te babcie: babcia to źle robi, tamtego nie dopilnuje, dziecku daje słodycze, źle gada, źle ubiera itp. itd.
        wiesz co powinna robić twoja mama? leżeć brzuchem do góry i odpoczywać, bo pewnie w swoim życiu się narobiła
        a co ona robi? 3 razy w tygodniu opiekuje się twoim dzieckiem - a ty jeszcze narzekasz
        jesteś po prostu niewdzięczna
        nie oddawaj dziecku matce i po sprawie, a jak nie masz innego wyjścia, to po pierwsze trzeba było się zastanowić nad powiększaniem rodziny, a po drugie jak już dziecko jest i musi być z babcią nie obrabiać jej tyłka na forum (bo pomagać ci NIE MUSI!)
        • futro.1 Re: valenciana 03.04.11, 11:31
          popieram, babcie są niereformowalne - przekonałam się na własnej skórze. przez rok babcia zajmowała się młodym przez 2 dni w tyg. za każdym razem młody wracał do domu zsypany - alergik. prosiliśmy, tłumaczyliśmy że tego czy tamtego nie może jeść. efekt był mizerny. kiedy zaczynał raczkować trzymała go w łóżeczku "żeby nie zrobił sobie krzywdy i nie zjadł czegoś z podłogi". po takim więzieniu młody miał wstręt do własnego łóżeczka i pół roku zajęło mi odkręcenie tego. nie wytrzymałam - przerwałam studia, siedzę na wych i czekam aż młodzieńca wypuści się do przedszkola. sama należę do tych wyrodnych więc jak dzieć upadnie nie robiąc sobie krzywdy mówię "wstawaj, co będziesz tak leżał"
        • my_valenciana mądra monko1977 04.04.11, 18:51
          monka1977 napisała:

          > wiesz co? wkurza mnie jak młode mamusie oddają swoje dzieci pod opiekę babć, a
          > potem narzekają na te babcie: babcia to źle robi, tamtego nie dopilnuje, dzieck
          > u daje słodycze, źle gada, źle ubiera itp. itd.
          > wiesz co powinna robić twoja mama? leżeć brzuchem do góry i odpoczywać, bo pewn
          > ie w swoim życiu się narobiła
          > a co ona robi? 3 razy w tygodniu opiekuje się twoim dzieckiem - a ty jeszcze na
          > rzekasz
          > jesteś po prostu niewdzięczna
          > nie oddawaj dziecku matce i po sprawie, a jak nie masz innego wyjścia, to po pi
          > erwsze trzeba było się zastanowić nad powiększaniem rodziny, a po drugie jak j
          > uż dziecko jest i musi być z babcią nie obrabiać jej tyłka na forum (bo pomagać
          > ci NIE MUSI!)

          Mam gdzieś co cię wkurza. Nie znasz mojej sytuacji a zanudzasz nas swoimi mądrościami. Wielokrotnie próbowałam odciążyć moją wspaniałą rodzicielkę od dziecka, prosiłam,żeby nie przychodziła, że damy sobei radę, że chcę pobyć z dzieckiem - ale nie dało się. Po tygodniu niewidzenia moja mama była chora i żegnała się z nami - twierdząc, ze nadszedł jej koniec. To, że jest z nim tylko 3 razy w tygodniu jest i tak ustępstwem z mojej strony. Bardzo bym chciała, zeby sobie leżała do góry brzuchem w domu a nie szantażowała nas wszystkich ale ponieważ właśnie staram się jednak być dobrą córką - mimo, że ona nie jest dobrą matką - przystaję na jej opiekę nad małym.
          Tobie radzę zajęcię się czymś pożytecznym zamiast wtykania nosa w nieswoje sprawy idź jakąś zupę ugotuj. I gucio mnie obchodzi co myślisz na temat powiększania bądź nie MOJEJ rodziny. Musisz być naprawdę niezłym tłum.kiem, żeby oceniać mnie po jednym wpisie na forum i wypisywać takie bzdury, nie wiedząc o mnie NIC
          • lilka69 Re: mądra monko1977 04.04.11, 20:23
            alez monka ma racje. problemem jest to, ze ty nie chcesz toksycznej matki po prostu wyprosic!

            a komentarz na forum publicznym jest dozwolony dla kazdego, monka nie uzywala obrazliwych epitetow tylko skomentowala sytuacje. ja tez jestem zdziwiona , ze niektorzy oddaja babciom dziecko a jednoczesnie baaaardzo narzekaja. jak mnie cos nie odpowiada ( w koncu MOJE dziecko i moge decydowac) to zapowiadam rodzicom- bo wnuczek NIE przyjedzie...
            • my_valenciana Re: mądra monko1977 04.04.11, 20:59
              lilka69 napisała:

              > a komentarz na forum publicznym jest dozwolony dla kazdego, monka nie uzywala o
              > brazliwych epitetow tylko skomentowala sytuacje.
              Nie skomentowała sytuacji - tylko osobę - i poczułam się obrażona obcesowym włażeniem z buciorami i planowaniem MOJEJ rodziny. Komentarze o tym czy moje dziecko miało przyjść na świat czy nie - nie jest już komentażem sytuacji i nie życzę sobię takich komentarzy.

              jak mnie cos nie odpowiada ( w koncu MOJE dziecko i moge decydowac) to zapowiadam rodzicom
              > - bo wnuczek NIE przyjedzie...
              No i czujesz się w porządku? Zawsze jakoś tak jest że szantażysta czuje się silniejszy - więc się nie dziwię.
              • lilka69 Re: mądra monko1977 05.04.11, 09:46
                to nie jest szantaz. tylko ustalanie warunkow. jesli sie nie dostosujesz -czegos tam nie dostaniesz. czy nie stosuja tego przynajmniej kilka razy w tygodniu np. rodzice wobec dzieci?
                jesli nie wrocisz o 21 nastepnym razem nie wyjdziesz.jesli jeszcze raz uderzysz chlopca w piaskownicy pojdziemy do domu. co to twoim zdaniem jest? szantaz?

                i wobec osob doroslych, z ktorymi nie mozna sie dogadac rowniez mozna stosowac takie warunki bo...inaczej nie mozna.
              • iza232 Re: mądra monko1977 11.04.11, 15:01
                my_valenciana napisała:

                > Nie skomentowała sytuacji - tylko osobę - i poczułam się obrażona obcesowym wła
                > żeniem z buciorami i planowaniem MOJEJ rodziny. Komentarze o tym czy moje dziec
                > ko miało przyjść na świat czy nie - nie jest już komentażem sytuacji i nie życz
                > ę sobię takich komentarzy.

                Pisząc na forum publicznym musisz się liczyć z tym, że ktoś będzie miał inną opinię i ją publicznie wyrazi. Jesli nie życzysz sobie odmiennych komentarzy albo życzysz sobie komentarze tylko i wyłącznie przytakujące ci, to załóż sobie własne forum prywatne. Wtedy będziesz miała TWA a taką monikę będziesz mogła wywalić.
                >
                > jak mnie cos nie odpowiada ( w koncu MOJE dziecko i moge decydowac) to zapowiad
                > am rodzicom
                > > - bo wnuczek NIE przyjedzie...
                > No i czujesz się w porządku? Zawsze jakoś tak jest że szantażysta czuje się sil
                > niejszy - więc się nie dziwię.
                >
                >
            • ma-ma_w-ikuni Re: mądra monko1977 05.04.11, 17:36
              Ja też jestem tego zdania, skoro coś Ci nie odpowiada to nie dajesz dziecka pod opiekę temu komuś> czy to dziadek, babcia lub ciocia.
              Mój ojciec jest cholerykiem,. I choćbym nie miała wyjścia to mu dziecka nie zostawię!!!
              A narzekanie potem co teściowa albo mama zrobiła nie tak to tylko i wyłącznie jest wina rodzica. Bo my jesteśmy od tego żeby przedstawić jasno i wyraźnie oczekiwania nasze odnośnie wychowania. Jeśli ktoś się z tym nie zgadza to do widzenia...
          • daisy @ valenciana 04.04.11, 20:56
            Nie pojmę tego, jak można oddawać własne dziecko pod opiekę rodzicowi, który zrobił nam krzywdę i patrzeć, jak robi tę samą krzywdę naszemu dziecku - no nie rozumiem!!! Dla mnie to dokładnie to jak urodzić gwałcicielowi córkę, a potem patrzeć, jak z kolei ją gwałci.

            Czas dorosnąć! I odciąć pępowinę.
            • my_valenciana Re: @ valenciana 04.04.11, 21:01
              Czy ty przeczytałaś to co napisałaś? Porównywać babcię do gwałciciela? Chyba za dużo się Uwagi naoglądałaś. Nie chce mi się już nawet tego komentować.....
              • lilka69 Re: @ valenciana 05.04.11, 09:47
                valenciana tego nie rozumie. to byla swoista przenosnia. twoja matka jest toksycznym rodzicem i toksyczna bacia a ty nie dorastasz.
              • daisy Re: @ valenciana 05.04.11, 15:06
                Dziewczyno, dorośnij wreszcie, zrozum - ty już nie masz być dobrą córką, ty masz być dobrą matką! Jeżeli patrzysz spokojnie, jak twoja matka krzywdzi twoje dziecko dokładnie tak samo, jak wcześniej krzywdziła ciebie i to tylko dlatego, że ona ma takie życzenie, a ty nie jesteś w stanie jej odmówić, to jesteś zwyczajnie OFIARA. W necie potrafisz wykrzykiwać i machać rączkami, a w realu oddasz dziecko psychopatce, żeby jej przykro nie było?
                Zastanów się nad sobą i swoją rodziną.
                • my_valenciana Re: @ valenciana 05.04.11, 16:45
                  Jakiej psychopatce? O jakiej krzywdzie mówisz? Przeczytałaś wcześniejsze wpisy i to, co napisałam o opiece nad dzieckiem czy tylko na tym gwałcicielu się skupiłaś? Jak szukasz sensacji to się na pudelka przerzuć. Sama się nad sobą zastanów.
                  • daisy Re: @ valenciana 05.04.11, 19:41
                    Masz rozdwojenie jaźni? Sama to przecież napisałaś:

                    Dla mnie zawsze była toksycznym rodzicem - do tej pory nei potrafię jej przytulić z własnej woli ale mojemu synowi pozwala na wszystko. Nie potrafi czegokolwiek od niego wyegzekwować. Doszło do tego, ze zeby go ubrać, wyjść z domu, czy umyć zęby przekupuje go słodyczami. Młody domaga się już słodyczy, kiedy mamy wyjść z domu albo coś od niego chcemy. Mnie to wisi, nie pozwalam, ale wkurza mnie, ze przez nią dziecko ma huśtawkę emocjonalną.
                    Byłyśmy w zoo. Na placu zabaw ciągle go nosi i trzyma za ręce - mówiąc O jezu co ty robisz!? Pobrudzisz się! Nie podchodź do zwierzaka, bo cie ugryzie, dzieobnie - on jest zły, straszny.
                    Moje dziecko jest baaardzo ostrożne samo z siebie- ale obawiam się, ze ona go skrzywi dokładnie tak, jak mnie kiedyś.
                    Największym hitem było - jak mały ciągał się za siusiaka po myciu tyłka, na co moja matka powiedziała mu, ze jak będzie tak robił to mu siusiak odpadnie. Kilkakrotnie już słyszałam jak mówiła,że jak będzie robił cos tam, to dzieci będą się z ciebi śmiały.


                    Wygląda, jakbyś się z całej siły broniła przed prawdą. Zresztą wygląda na to, że masz przed czym. Ale to żadne usprawiedliwienie.
                    • my_valenciana Re: @ valenciana 05.04.11, 22:34
                      Tak - przed rozpieszczaniem dziecka nei ma to nic wspólnego twoim sensacyjnym poszukiewaniem tragedii. Zajmij się garami lepiej.
                      • aleksandra1357 Re: @ valenciana 05.04.11, 22:56
                        my_valenciana napisała:

                        > Tak - przed rozpieszczaniem dziecka nei ma to nic wspólnego twoim sensacyjnym
                        > poszukiewaniem tragedii. Zajmij się garami lepiej.



                        Straszenie, że siusiak odpadnie i że go wyśmieją to chyba nie rozpieszczanie, prawda? A to, że "skrzywi dziecko tak jak mnie kiedyś" to też rozpieszczanie?
                        Oj, Valenciana, rzadko zdarza się tak ewidentny brak racji, jak Ty teraz posiadasz.
                        • my_valenciana Re: @ valenciana 05.04.11, 23:22
                          Przeciw tym słowom właśnie ostro protestuję i tak nie pozwalam do dziecka mówić.
                    • lacitadelle Re: @ valenciana 06.04.11, 12:35
                      > Wygląda, jakbyś się z całej siły broniła przed prawdą. Zresztą wygląda na to, ż
                      > e masz przed czym. Ale to żadne usprawiedliwienie.

                      to niestety znane mechanizmy psychologiczne - często dzieci toksycznych rodziców nie potrafią same uwolnić się spod ich wpływu. Polecam Valenzianie psychoterapię, ale wątpię, czy skorzysta z tej rady, woli udawać, że nie ma problemu, wszystko podświadomie, więc tym trudniej ją przekonać.
                      • my_valenciana Re: @ valenciana 07.04.11, 17:57
                        No to Cię zdziwię domorosła pani psycholog - uczęszczam regularnie, ale ty możesz sobie oczywiście wątpić, bo przecież bardzo dobrze mnie znasz.
    • camel_3d a skad te dane 03.04.11, 08:02
      chodzilas za tymi babciami i pytalas o wiek dzieci?
      ++mamy sa podobne.... niestety
      • ma-ma_w-ikuni Re: a skad te dane 05.04.11, 17:10
        camel_3d napisał:

        > chodzilas za tymi babciami i pytalas o wiek dzieci?
        > ++mamy sa podobne.... niestety

        Ja nie ale one mnie pytały ile moja ma, więc z grzeczności i ja też zapytałam.
        A z mamami masz racje ale do tego dopisuję też ojcówsmile
    • misia_matysia Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 03.04.11, 10:58
      Czy dziecko na prawdę musi sobie nos najpierw rozwalić żeby wiedziało że jest jakieś zagrożenie? Ja też powtarzam dziecku "uważaj" w sytuacjach w których uważam, że może sobie coś zrobić i widzę że faktycznie wtedy jest ostrożniejsza.
      Nie chcesz to nie dawaj dziecko babci. Ja nie widzę problemu z nadopiekuńczą babcią - w końcu te dzieci mają też rodziców którzy na swój sposób zapoznają dziecko ze światem.
      • ma-ma_w-ikuni Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 05.04.11, 17:23
        misia_matysia napisała:

        > Czy dziecko na prawdę musi sobie nos najpierw rozwalić żeby wiedziało że jest j
        > akieś zagrożenie? Ja też powtarzam dziecku "uważaj" w sytuacjach w których uważ
        > am, że może sobie coś zrobić i widzę że faktycznie wtedy jest ostrożniejsza.

        Moje dziecko do tej pory nie rozwaliło sobie nosa. Bo jestem po to obok żeby w porę zareagować. A nie po to żeby na nic nie pozwalać.

        > Nie chcesz to nie dawaj dziecko babci. Ja nie widzę problemu z nadopiekuńczą ba
        > bcią - w końcu te dzieci mają też rodziców którzy na swój sposób zapoznają dzie
        > cko ze światem.

        Ja daję do pilnowania bo chcą, i moje babcie nie są takie i na nie nie narzekam.
        Lecz większość czasu moje dziecko spędza ze mną bo dla mnie to jest frajda... i nie chciałabym czegoś przeoczyć.
      • semi-dolce Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 05.04.11, 23:03
        Zupełnie czym innym jest powiedzenie dziecku "uważaj" "bądź ostrożny" a czym innym "zaraz spadniesz" "nie biegnij bo sie przewrócisz". Takie komunikaty stają się często samospelniajacym sie proroctwem i dziecko fatycznie sie przewraca czy spada. Natomiast sam komunikat "uwazaj" wzbudza jedynie wieksza czujność, ostrozność.
        • misia_matysia Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 11.04.11, 11:42
          zgadzam się w 100% co nie zmienia faktu że nadopiekuńczość dawkowana w rozsądnych ilościach raczej nie wyrządzi krzywdy w psychice dziecka wink
    • silje78 Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 03.04.11, 15:57
      heh, moja córka w wieku niespełna dwóch lat była szatanem na placu zabaw. biła na głowę wiele trzylatków czy czterolatków, które wahały się przed wejsciem na wyższy poziom zjeżdżalni, nie chciały sie mocniej bujać. za to w wieku ok 3 lat zachowywała się jak te wszystkie trzylatki, które widywałam rok wcześniej. miała obawy i nie szalała jak w wieku 2 lat. włączył się zapewne instynkt samozachowawczy wink
      zachowań babć nie komentuję. może mają trudne synowe/zieńciów, którzy za byle siniaka robią aferę...
      • silje78 Re: na marginesie... 03.04.11, 15:58
        moja córka przez dwa lata była wożona do nadopiekuńczych dziadków, nie wpłunęło to na jej samodzielność czy motorykę. za to doskonale wie, kto ją rozbierze, poniesie itd...
    • tijgertje Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 04.04.11, 19:51
      Hehe, zeby tylko babcie tak robilywink Jak z mlodym jezdzilismy do rodziny w Polsce, to nie tylko babcia, ale i ciotki na kazdym kroku komentarze rzucaly: nie dotknij, bo sie ubrudzisz, nie stan tu, bo sie zamoczysz, nie dotykaj, bo bakterie itd... A juz nie daj Boze, jak sie dziecko przewrocilo, to caly dzien mu spokoju nie daly, tylko lamentowaly jedna przez druga, w koncu moj maz (Holender) ustawil wszystkich do pionu i ograniczyl wyjazdy. Co za ulga. Teraz tylko slysze, ze przez to, ze mlodego caly czas nie nosilam i NA WSZYSTKO pozwalalam, to ma autyzmwink Jakbym ja, mama, jej ojciec i 2 synow mojej siostry nie byli autystyczniwink Mlody ma odpowiednia dawke wolnosci, ale ma ona bardzo scisle okreslone granice. Kieyds na wakacjach, jak mlody mial 2,5 roku jakas baba mi z kazaniem wyjechalam,z e co za wyrodna matka ze mnie, dziecko powinnam niesc, a nie kazach chodzic i nogi niszczycwink Tylko ja wysmialam i cieszylam sie, ze maz nie zrozumial, bo niezla wiazanke by uslyszalawink
    • mikams75 Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 05.04.11, 08:10
      ja tez mam nadopiekuncze babcie, ale widuja sie tak rzadko z wnuczka, ze nawet jak mnie to wkurza to nie widze szkodliwosci.
      Mialam tez kiedys nianie, tez byla nadopiekuncza, ale wolalam ja niz jakiegos lekkoducha. Wkladala duzo sefca w opieke i sama sie przyznala do tego, bo powiedziala, ze sie boi, bo nie jej, bo jej tak zaufalam itd.
      Tak to juz jest.
      A dziecku moze sie cos stac nawet jak bedzie pilnowane. Przyklad: moja corka siedziala na hustawce, wcale sie wysoko nie bujala, ja stalam obok. Zleciala na leb, nie zdarzylam zlapac, choc stalam obok, a nie plotkowalam na lawce!
      Poza tym, to czy dziecko szaleje na placu zabaw samodzielnie czy nie to tez duzo zalezy od charakteru i dnia. Moja jak ma dobry dzien to jest samodzielna. Jak ma gorszy dzien, to ciagnie mame wszedzie za reke. Nie to ze nie potrafi. Ona akurat mamy nie moze popuscic, ma dzien stracha. I co? mam z nia nie chodzic? Chodze, mozesz mnie oplotkowac na forum, ze mam niesamodzielne dziecko. I jak ma gorszy dzien, to ja bujne troche na hustawce, to juz wrzeszczy ze za wysoko. Innego dnia buja sie wysoko i tylko wola - wyzeeeeej!

      Znam tej jedna dziewczynke-szalenca. Jej mama i babcia caly czas biegaja za nia i wolaja - poczekaj, nie tak szybko, patrz jak biegniesz, uwazaj, bo spadniesz, uwazaj, kraweznik itd.
      Czyli generalnie wszystko to co ty tak krytykujesz. Dziewczynka jest wyjatkowo zwinna, nie ma zadnych zahamowan, niestety juz bylo pare groznych wypadkow, wlacznie z szyciem glowy. A odkad zaczela sie przemiszczac lataja za nia i probuja okielznac. Dziecko nie jest przez to niesamodzielne, a moze ma o kilka szyc mniej?
    • wszystko-wiedzaca Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 05.04.11, 10:18
      Ja bym w zyciu dziecka ani z moja mama ani z tesciowa nie zostawila. Tesciowa zajmuje sie siostrzencem i widze co sie dzieje podobnie jak opisalas: ciagle noszenie ciezkiego chlopa, dziecko przez to niezdarne straszliwie jest, przekarmianie jak nie zje obiadku to kluseczki na mleku jak nie chce to budyn, efekt lekarz bije na alarm ze Maly z waga poza siatka centylowa, ze nie wspomne o przegrzewaniu i innych rzeczach. Wiem ze niektorzy rodzice nie maja wyjscia i ze nie wszystkie babcie sa takie, ale jak widze co tesciowa wyprawia to mi sie slabo robi ale sie nie wtracam bo to nie moje dziecko, my na szczescie mielismy na odwrot bo mieszkamy za granica i nie mielismy babci, z czego sie bardzo cieszylam. Moje dzieciaki chodza do przedszkola, nie choruja i ogolnie fajnie jest.
    • longpath Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 05.04.11, 12:17
      Nie przesadzajcie z tym ograniczaniem rozwoju przez nadopiekuńczość babć. Czy każde działanie ma być obliczone na zapewnienie rozwoju psycho-fizycznego? Wystudiowane? Dzieci dadzą sobie radę z nadopiekuńczą babcią. Przeżyją. Zdobędą nowe doświadczenia.
      A poaz tym, podobno babcie są od rozpieszczaniasmile Od wychowania - rodzice.
    • pysia_35 Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 05.04.11, 13:20
      Moj synek spędza 8 godzin dziennie z babciami - teściową a czasami z moją mamą. Z mamą nie mam problemu - ustaliłysmy z uśmiechem na twarzy co wg mnie jest wazne w wychowaniu MOJEGO dziecka i mama sie stosuje - czasem coś modyfikuje w granicach zdrowego rozsądku.Z teściowa jest inaczej, ale odpukać lepiej niż sie zapowiadało. Teściowa z tych co wiedzą zawsze lepiej. Dyskutuje na kazdy temat i oczywiście zawsze ma inne zdanie niż moje. Po paru ostrzejszych wymianach zdań oznajmiłam jasno i wyraźnie ze życze sobie aby było tak i tak...Ustaliłam jasno i wyraźnie ze moze miec poglądy jakie chce, ale moje dziecko ja wychowuje wg moich zasad i poglądów. NIe dyskutuje wiec tam gdzi nie ma sensu i np. zostawiam codziennie przygotowane porcje jedzenia i ubranko na dany dzień. Czasem widzę ze pozwala dziecku na wiecej niż ja, ale trudno, idealnie nigdy nie bedzie.
      Przy odbieraniu dziecka pytam co i jak było danego dnia-czasami okazuje sie ze nie do końca tak jak miało być.
      Aby nie było nieporozumień i poczucia wykorzystywania zaproponowałm teściowej pensję ( ma trudna sytuację fiannsową) i dzieki temu jest mi łatwiej wymagać przestrzegania pewnych zasad, nie musze mysleć ile to ta biedna teściowa dla mnie robi, całe dnie siedzac z moim synkiem i tak sie poświecając i łatwiej mi wymagać wychowywania dziecka wg moich zasad. Postanowiłam sobie od razu na początku ze jak bedzie "przeginać" i nie pomoga rozmowy to zrezygnuje z takiej opieki. Uważam że trzeba zachować zdrowy rozsądek. Nie ma co kruszyć kopii o drobiazgi, ale nie wyobrażam sobie niereagować w imie bycia dobrą córeczką/synową jeslibym stwierdziła ze zachowanie babci szkodzi mojemu dziecku. W tym układzie wazniejsze jest dla mnie dziecko niż obrażanie sie czy dobre samopoczucie babci...
      • forio Re: Do Pysia_35 05.04.11, 17:02
        pysia_35 napisała:

        > Moj synek spędza 8 godzin dziennie z babciami - teściową a czasami z moją mamą
        > . Z mamą nie mam problemu - ustaliłysmy z uśmiechem na twarzy co wg mnie jest w
        > azne w wychowaniu MOJEGO dziecka i mama sie stosuje - czasem coś modyfikuje w g
        > ranicach zdrowego rozsądku.Z teściowa jest inaczej, ale odpukać lepiej niż sie
        > zapowiadało. Teściowa z tych co wiedzą zawsze lepiej. Dyskutuje na kazdy temat
        > i oczywiście zawsze ma inne zdanie niż moje. Po paru ostrzejszych wymianach zda
        > ń oznajmiłam jasno i wyraźnie ze życze sobie aby było tak i tak...Ustaliłam jas
        > no i wyraźnie ze moze miec poglądy jakie chce, ale moje dziecko ja wychowuje wg
        > moich zasad i poglądów.

        Śmieszna jesteś mówiąc, że to TWOJE dziecko i Ty je wychowujesz wg swoich zasad. Jak widać nie Ty, tylko te 8 godzin dziennie teściowa lub Twoja mama.
        W ogóle to można przez to wywnioskować, że jak matka nie zajmuje się dzieckiem a ma problem z opiekunem swojego dziecka to jest to wyrodna matka! No bo jak można oddać dziecko komuś pod opiekę, i wyżalać się na forum, że jest źle traktowane?
        • gocha500 Re: Do Pysia_35 06.04.11, 11:58
          dziewczyny wy sie tu bulwersujecie ze babcie wcale n ie musza!no nie musza ale jesli juz to robia to moglyby robic to a naszych zasadach!
          taka babcia co zajmuje sie wnukiem to pelnoprawna opiekunka(bez pensji)i powinna sie stosowac do zalaecen matki dziecka ktora usala jakis model wychowania i postepowania z dzieckiem!
          czy to tak trudno i czy az tak wiele sie od tych babc wymaga???chyba nie!
          moja mama jak tylko zostanie z moja cora to jestem niemalze pewna ze mala zostanie przegrzana i przekarmiona!!!
          zawsze biegala za mala i zakladala jej a to dodatkowa bluzke a to czapke a to cos jeszcze innego!porazka po prostu!!!
          nie dociera do niej to co ja mowie a chce z wnuczka zostawac cociaz ma tez takie teksty ze skoro nie moze byc tak jak ona sobie mysli to ona nie zostanie i to jes chore podejscie!czy babcie czuja sie niespelnionymi rodzicami???wychowali juz swoje dzieci z roznym skutkiem teraz jesli chca sie zajac wnukami to niech si enimi opiekuja a nie wychowuja!
          proste!
          • pysia_35 Re: Do Pysia_35 06.04.11, 13:02
            ależ ja sie z Tobą zgadzam w 100% - czego dałam wyraz w poprzednich wypowiedziach. Nie wiem tylko czemu do mnie kierujesz swoją wypowiedź?
        • pysia_35 Re: Do Pysia_35 06.04.11, 12:59
          Forio: nie przeczytałaś dokładnie mojej wypowiedzi. Moze jeszcze raz przeczytaj i zweryfikuj swoje opinie. Bo w tej chwili to Ty smieszna jesteś z brakiem umiejetności czytania. Ja właśnie pisałam że nie mam żadnych problemów w tej kwestii. A pomiedzy spedzaniem z dzieckiem czasu a wychowywaniem jest spora różnica...
        • forio Re: Do Pysia_35 07.04.11, 16:24
          Wiesz ja zrozumiałam ten post, że Ty wychowujesz dziecko według swoich zasad, a praktycznie to mama i teściowa zajmują się dzieckiem 8h na dobę.
          Z moją córką jest tak samo, nawet około 10 godzin zajmuje się nią moja mama, bo licząc dojazdy na tyle w sumie wychodzi. I niestety prawda jest taka, że to moja mama ją wychowa. Oczywiście ustalamy pewne reguły, ale ja twardo nie stawiam warunków bo wydaje mi się to nie w porządku. W końcu poświęca swój czas i tylko mogę być szczęśliwa, że nie muszę zostawiać dziecka z obcą osobą. Dlatego dziwię się niektórym wypowiedziom, w których mamy obgadują matki/teściowe. To jest po prostu nie w porządku. Jeśli bardzo Cię uraziłam, przepraszam!
    • an_ni Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 10.04.11, 18:39
      wole nadopiekuncza babcie, bezgranicznie kochajaca wnuki, niz obca babe - nianke
      nie ma bata, nianka zatrudniona na czarno, po srednich stawkach w naszych warunkach (a np w W-wie po ogromnych ! wiec naciagaczy jescze wiecej) zapewnia tylko "siedzienie z dzieckiem"
      jesli taka nianka ma zaciecie to zazwyczaj w kierunku nadmiernego karmienia albo sadzania przed TV, lepiej jesli woli siedzi na podworku i plotkuje z innymi to dzieciak sie chociaz dotleni
      • mimka23 Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 11.04.11, 14:29
        A ja wolę sama zjąć się swoim dzieckiem i nie mieć pretensji ani do babci, ani do niani.
        Za to sama jestem nianią i jakoś rodzice mojego podopiecznego nie narzekają, a ja z kolei stosuję się do ustalonych przez nas zasad i nie robię za lecami z satysfakcją po swojemu.
        Moja mama jest wręcz zrozpaczona i rozczarowana że nie powierzyłam jej mojego dziecka pod opiekę. Ale nie mogłam tego zrobić, bo wówczas nasze i tak nienajlepsze stosunk tylko by się pogorszyły. Mama ma skłonność do przekarmiania, spacery polegają dla niej na chodzeniu po ciotkach i do marketów, pójście na plac zabaw czy do parku jest dla niej stratą czasu. Teraz mama czeka tylko aż mały pójdzie do przedszkola i zacznie chorować a ja przyjdę wówczas do niej w łaskę, bo nie będę mogła z nim zostać w czasie choroby, ale zrobię wszystko, aby do tego nie dopuścić, poprostu wiem, że wtedy przejeła by kontrolę nad naszym ytciem, wolę zapobiegać niż potem żałować że na to pozwoliłam.
        • twitti Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 11.04.11, 14:33
          Niestety nie kazdy moze byc na wychowawczym tak dlugo jak chce..
          • mimka23 Re: Nadopiekuńcze babcie a rozwój dziecka. 11.04.11, 14:43
            Nie jestem na wychowawczym. Obecnie nie pracuję i dorabiam jako niania, jestem ze swoim dzieckiem i mam 3 tyg. w miesiącu jeszcze jedno dziecko pod opieką. Poświęciłąm się właśnie z tego względu, aby nie musieć potem narzekać na własną matkę, która bardzo chciała zająć się wnukiem i wręcz wyganiała mnie do "normalnej" jak to określiła pracy. Od września planuję pójść do tej normalnej pracy, jeśli syn dostanie się do przedszkola, ale choćby się nie dostał to i tak mamie go nie zostawię, wolę żyć w jednej nawet pensji (męża), niż wykańczać się psychicznie, bo ktoś będzie mi perfidnie robił na przekór, wykorzystując fakt, że jestem od niego zależna. Przykre ale tak niestety by było.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka