mk271
17.05.11, 10:40
Mam problem z moim 4 latkiem już od jakiegoś czasu. Kary w większości sobie olewa pomimo że staramy się je egzekwowac, jednak on wszystko przyjmuje z kamienną miną i później mam wrażenie że po nim spływa.
Jednak wczoraj przeszedł juz samego siebie- jako że było i wietrznie i zimno nie pozwoliłam wyjść mu na podwórko, oczywiście walczył że on idzie i nie ma bata. Nagle słyszę w salonie wielki trzask i łomot tłuczoneg szkła - wpadam a młody zrzucił dosłowonie wszystko co było na stole razem z obrusem ( na szczęscie był tam tylko wazon i donica z kwiatkiem). Jednak wszystko się stukło a jako że donica była dość ciężka nieźle porysowała nam deskę na podłodze. Wysłąalm na karę do pokoju gdzie przesiedział chyba na swoim łóżku bez zabawek ok 30 - 40 min z kamienną twarzą. Na pytanie dlaczego tak zrobił odpowiedział " bo mi się tak chciało".
Oczywiście na koniec kary przeprosił. Jednak tatauś dalej drążył temat i powiedział mu że ze skarbonki zabierze mu jeden pieniążek bo trzeba doniczkę odkupić ( w rzeczywistsości bedzie to moneta 1 zł), jednak nie zorbił tego wczoraj tylo chce zrobic to dziś po przedszkolu.
wg mnie powinnismy to zrobić wczoraj po całym incydencie. dziecko karę odbyło, mąż zapowiedział jednak ze pieniążka zabierze dziś po przedszkolu. czy fundować młodemu kolejny stres, czy lepiej to wszystko zostawić i tylko porozmawiać