Dodaj do ulubionych

Morlinki - uważajcie!!!

10.05.04, 10:45
Właśnie zadzwoniła moja przyjaciółka. Jej córeczka zaraziła się salmonellą po
zjedzeniu morlinek. Jeszcze wczoraj miala wysoką gorączkę i prawie traciła
przytomność. Dziewczyny, to jest po prostu trgedia z tymi wędlinami i
mięsami. Oglądałyście wczoraj program w tv? Pokazywali jakie świństwo nam
sprzedają. Chyba przejdę na wegetarianizm.
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • nadia14 Re: Morlinki - uważajcie!!! 10.05.04, 11:33
      No i dlatego w życiu bym nie kupiła, mięsa, wędlin itp. w żadnych super i
      hipermarketach. JAk już widzę to zafoliowane jedzenie, które leży niewiadomo
      jak długo....brrr
      pozdrawiam
      • jasma76 Re: Morlinki - uważajcie!!! 10.05.04, 15:21
        Też słyszałam , że morlinki i w ogóle firma Morliny jest nienajlepsza. Forse
        wydają na reklamę a nie jakość produktów. Lepszy Sokołów i Sokoliki dla dzieci.
        PS> Mam znajomego, który pracuje w firmie zajmującej się mikrobiologią
        przemysłową i często bywa w firmach produkujących żarcie. Kiedyś tez coś mówił,
        że Bobovita ma lepszą kontrolę jakości od Gerbera ale nie chce tu wzbudzać
        sensacji, bo to niepotwierdzone informacje. Ja i tak sama gotuję dzieciaczkowi
        a jak deserki słoiczkowe to tylko Hipp.
    • mama_wiktora Re: Morlinki - uważajcie!!! 10.05.04, 15:34
      A mnie i mojemu malcowi Morlinki zawsze bardzo smakowaly i dobrze sluzyly.
      Szczegolnie paroweczki z serem. Nigdy nie mialam chocby lekkiej niestrawnosci
      czy jakichkolwiek zastrzezen i nigdy nie kupilabym nic innego.
      • umargos Re: Morlinki - uważajcie!!! 10.05.04, 15:52
        Ja też czasem kupuję dziecku Morlinki, nie parówki, bo za nimi nie przepada,
        ale szynkę dla dzieci. I nie mam zastrzeżeń do jej jakości. Zwłaszcza po tym
        jak zobaczyłam co się z nią dzieje jak zbliża się koniec daty przydatności do
        spożycia - szynka zamiast się psuć wysycha...
        Pozdrawiam
        Ula
        • suffo Re: Morlinki - uważajcie!!! 11.05.04, 18:05
          jest w niej sama wodawink))?
        • d.marzena Re: Morlinki - uważajcie!!! 16.05.04, 14:54
          Ja już nie kupuję Morlinek swojemu synkowi odkąd w środku znalazłam żołądek
          drobiowy z ziarnem. Innym razem w paróweczce był kawałek sznurka lub pióra.A
          bliżej upływu końca daty wyrósł piękny kotek. Pozdrawiam.
      • danak30 Re: Morlinki - uważajcie!!! 13.05.04, 20:40
        Pozdrowionka dla miłośników Morlinek z serem.To poprostu Kubiśkowy przysmak,
        chociaż próbowaliśmy wielu innych produktów.Zajada się nimi nieprzyzwoicie, a i
        jakoś - dość szczęśliwie - nie mieliśmy z tego powodu niemiłych niespodzianek.
      • taksoofka Re: Morlinki - uważajcie!!! 18.05.04, 21:30
        A czytałas skład tych "morlinek"? Nie mówie o tym co pisza dużymi literami na
        opakowaniu na wierzchu tylko malutkim maczkiem na drugiej stronie. Sama chemia.
    • kaimek Nigdy w hipermarkecie! 10.05.04, 19:15
      Zgadzam się ze stwierdzniem, że nie należy kupować mięsa i wędliny w
      hipermarketach. Sama widziałam w jednym z nich jak ekspedientka zebrała
      zapakowane porcje z upływającą datą ważności, po czym na zapleczu (za szklaną
      szybką) przyklejała nowe kody z bardziej odległą datą!
      • kajoa Re: Nigdy w hipermarkecie! 10.05.04, 21:45
        A czy jesteś tak stuprocentowo pewna że takich "sztuczek" nie robi
        sprzedawczyni z małego osiedlowego sklepiku lub na bazarku? W końcu ona też nie
        chce mieć strat....
        • kaimek Szczerze mówiąc... 10.05.04, 22:11
          Masz całkowitą rację. Mam tylko jeden sklep (niewielki supermarket), gdzie
          kupuję mięso i jestem go pewna. Małym sklepom też nie wierzę, o czym
          przypomniał mi Twój post smileMoja kuzynka pracowała właśnie w takim miejscu.
          Właścicielka kazała zmywać pod kranem pleśń z kiełbasy i od nowa na ladę!
          Inna sztuczka ze starymi wędlinami: obsypywanie cuchnących wędlin aromatycznymi
          ziołami i już mamy piękną szynkę w ziołach! Pozdrawiam.
          • kattkak Re: Szczerze mówiąc... 10.05.04, 22:38
            Sama nie wiem co dawać już do jedzenia mojemu szrabowi. Mięska nie lubi,
            jedynie ostatnio udaje mni się wcisnąć właśnie morlinkę lub berlinkę z Morlin.
            Na portalu maluchy wyczytałam neatywne opinie o danonkach(jedyne serki i
            jogurty które mój szrabek zjada).
            Pewnie, że najzdrowiej byłoby mieć własną krowę, robić samemu serki, mieć swoją
            świnkę -kiełbaski..., ogródek i gotować samemu zupki...
            Ale pracująca mama nie ma wyboru,jest skazana na morlinki i danonki.
            Mój maluszek mimo może nie najzdrowszej diety świetnie się chowa i jeszcze nie
            chorował ( za wyjątkiem ospy).
            Pozdrawiamy
            Kasia i Arturek(21.02.03)
            • jola_ep Re: Szczerze mówiąc... 10.05.04, 23:53
              kattkak napisała:

              > Sama nie wiem co dawać już do jedzenia mojemu szrabowi. Mięska nie lubi,
              > jedynie ostatnio udaje mni się wcisnąć właśnie morlinkę lub berlinkę z
              Morlin.

              Ja chyba wredna matka jestem wink - bo żadnych morlinków bym nie wciskała. Jesli
              nie chce jeść mięsa - to może go nie potrzebuje w takich ilościach, jak nam się
              wydaje? Zresztą są dzieciaki wegetariańskie i świetnie się mają. Na pewno jada
              jajka? Albo jakiekolwiek produkty mleczne? Może nie psujmy aż tak do końca
              naturalnego instynktu żywieniowego u dzieci.

              > Na portalu maluchy wyczytałam neatywne opinie o danonkach(jedyne serki i
              > jogurty które mój szrabek zjada).

              Danonki są bardzo słodkie. Może dlatego je lubi. A cukier niestety uzależnia sad
              Wiem to po sobie... i po moim czterolatku. Choć słodycze jada tylko w
              niedzielę, to widzę jak je lubi. Może dlatego, że przy nim akurat nie dbałam aż
              tak bardzo o niepodawanie "wzbogacanych" cukrem produktów w pierwszym roku
              życia. Cukier, a już zwłaszcza jego duża ilość, bardzo ogranicza wapnia. Więc
              pożytek z tych danonków nie jest zbyt duży.
              A czy synek jada ser biały? Można zmiksować np. ze śmietaną i owocami.
              Przynajmniej będziemy wiedzieć ile jest cukru w środku wink

              > Ale pracująca mama nie ma wyboru,jest skazana na morlinki i danonki.

              No przyznam, że nie rozmiem tego stwierdzenia sad Skazana na słoiczki - to
              jeszcze mogę zrozumieć. Ale morlinki? Pracuję, nienawidzę gotowania, mam dwójkę
              dzieci (swego czasu niejadki) i nawet do głowy mi nie przyszły morlniki. Moje
              dzieci dość długo jadały słoiczki (jak byłam w pracy), potem dostawały obiad -
              to samo co my. Jak było trzeba - odkładałam dla dzieci i dopiero potem
              doprawiałam. A mój patent to pasztet z zupy: gotuję zupę (np. grochówkę) na
              kawałku mięsa. Potem je wyjmuję, dodaję warzywa z tej samej zupy, jajko, masło
              i wrzucam do malaksera, a potem do piekarnika. Robi się błyskawicznie. Moje
              dzieci to lubią, szczególnie jak keczupu dodam smile). Takich pomysłów na coś
              szybkiego i w miarę zdrowego można mieć wiele. Nie wyobrażam sobie, aby moje
              dzieci jadły coś, czego wewnętrznie nie akceptuję. Zresztą one wiedzą, że mają
              prawo do jedzenia, ale nie jest to ich obowiązkiem. Nie wszystko lubią, nie
              wszytko wyjadają z talerza (zresztą nakładam raczej mało) i czasem tylko
              narzekają, że już nie mogą patrzeć na te mrożonki wink (ostatnio pasjami lubię
              odgotowane różne mieszanki warzyw). Ale jedzą, bo głodne być nie lubią smile

              Pozdrawiam
              Jola
              • domali Re: Szczerze mówiąc... 11.05.04, 09:05
                jola_ep napisała:

                dzieci dość długo jadały słoiczki (jak byłam w pracy), potem dostawały obiad -
                > to samo co my. Jak było trzeba - odkładałam dla dzieci i dopiero potem
                > doprawiałam.

                Ale tu chyba nikt nie mówi o karmieniu dzieci non stop morlinkami i danonkami!
                Moje dziecko od czasu do czasu też je dostaje. Ale poza tym je normalne obiady,
                kanapki, zupy mleczne, twarożki i inne rzeczy.

                Moje dzieci to lubią, szczególnie jak keczupu dodam smile).

                Keczup? Toć to sama chemia, nie mniejsza niż w morlinkach i danonkach...
                • do73 Re: Szczerze mówiąc... 11.05.04, 09:54
                  Ja keczup robię sama (a właściwie mój mąż) z własnych niepryskanych i
                  nienawożonych chemią pomidorów. Jest bardzo smaczny. Moim dzieciom dodaję go do
                  czego tylko chcą.

                  Pozdrawiam
                • jola_ep Re: Szczerze mówiąc... 11.05.04, 13:46
                  domali napisała:
                  > Ale tu chyba nikt nie mówi o karmieniu dzieci non stop morlinkami i
                  danonkami!

                  Po prostu odnisłam sie do stwierdzenia, że jak mama pracuje to jest skazana na
                  morlinki i danonki. Co to znaczy - skazana? Można pracować, nie lubić kuchni,
                  ale dbać o prawidłowe nawyki żywieniowe dziecka. My je naprawdę w dużym stopniu
                  (choć nie do końca) kształtujemy. Jeśli mama uważa, że dając morlinki robi to
                  bo lubi je rozpieszczać, to niech daje smile Ale ze świadomością, że zdrowe to nie
                  jest, że można inaczej i w żadnym razie nie jest na nie skazana. To jest jej
                  świadomy _wybór_ a nie efekt zapracowania. A już zupełnie nie
                  rozmiem "wciskania" ich dziecku sad
                  Dodam - moje dzieci były niejadkami, synek w wieku 2 lat miał wpisaną
                  niedowagę.

                  > Keczup? Toć to sama chemia, nie mniejsza niż w morlinkach i danonkach...

                  Dlatego trzeba czytać skład chemiczny produktów na opakowania, może zaufać
                  sprawdzonym markom (ja np. lubię Pudliszki). Są keczupy z konserwantami,
                  różnymi dziwnymi dodatkami, a są też bardziej naturalne. Zreszta moje dzieci w
                  wieku 2 lat nie dostawały jeszcze keczupu.
                  A co morlinków. Wiem, że mają atest (czy też opinię IMiD), ale od jakiego
                  wieku? Bo np. Danonki są produktem dla dzieci od 3 lat.

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  • asiekjg Re: Szczerze mówiąc... 15.05.04, 13:02
                    atest! atesty się kupuje, firma ma dużo kasy kupuje atest i robi jeszcze
                    większą kasę na naiwności ludzkiej, nie wierzcie w atesty, wiem jak sie to
                    odbywa, 50 000,00 zł i atest jest
                    • 5sunflowers Re: Szczerze mówiąc... 15.05.04, 13:38
                      Ludzie!!!! Jak to możliwe??! Kupowanie atestów?! Przecież to chodzi o zdrowie
                      dzieci!!!! ZDROWIE DZIECI!! Jesteśmy chyba na portalu Gazety . Gazeta Wyborcza -
                      tropiciele afer. Czy oni nie mogą tego zbadać?!
                • mamamatysia Dajmy dzieciom to co lubią!!! 14.05.04, 19:02
                  • jola_ep Re: Dajmy dzieciom to co lubią!!! 14.05.04, 21:23
                    A ja lubią to, co im szkodzi, to też dasz?

                    Pozdrawiam
                    Jola
                    • dethy Re: Dajmy dzieciom to co lubią!!! 21.05.04, 21:10
                      jola_ep napisała:

                      > A ja lubią to, co im szkodzi, to też dasz?

                      No wlasnie ! Kompletna bzdura ! Moje dzieci najbardziej lubia chleb z dzemem i
                      slodycze....sad
              • kattkak Re: Szczerze mówiąc... 11.05.04, 21:43
                jola_ep napisała:

                > Ja chyba wredna matka jestem wink - bo żadnych morlinków bym nie wciskała.
                Jesli
                > nie chce jeść mięsa - to może go nie potrzebuje w takich ilościach, jak nam
                się
                > wydaje? Zresztą są dzieciaki wegetariańskie i świetnie się mają. Na pewno
                jada
                > jajka? Albo jakiekolwiek produkty mleczne?

                Jolu, moja dzidzia nie lubi jajek, nie jada twarogu, żółtego sera, nie pije
                mleka ani modyfikowanego ani krowiego. Nie lubi zupek z mięskiem, ani mięska
                gotowanego czy w formie kotlecików czy gałeczek.
                Zatem jeśli mój szrabek ma ochotę na morlinkę czy danio to mu podam jest to
                jedyna postać mięsa/ nabiału które synuś toleruje.

                > Danonki są bardzo słodkie. Może dlatego je lubi. A cukier niestety uzależnia :
                (
                Mając do wyboru słodkie danio który arturek może zje lub super serek ale nie
                zjedzony prze mojego synka wybiorę to co zje.
                > > A czy synek jada ser biały? Można zmiksować np. ze śmietaną i owocami.
                > Przynajmniej będziemy wiedzieć ile jest cukru w środku wink

                Arturek nie jada białego ani żółtego sera.

                > No przyznam, że nie rozmiem tego stwierdzenia sad Skazana na słoiczki - to
                > jeszcze mogę zrozumieć. Ale morlinki? Pracuję, nienawidzę gotowania, mam
                dwójkę
                >
                > dzieci (swego czasu niejadki) i nawet do głowy mi nie przyszły morlniki.

                Jolu, pracuję po 10 godzin dziennie i nie mam zamiaru sama robić zdrowych
                paróweczek. Bo po pierwsze nie mam takich zdolności, a po drugie szkoda mi
                czasu na gotowanie. Czas który miałabym spędzić przy kuchni, poświęcam dziecku
                i mężowi.

                > Nie wyobrażam sobie, aby moje
                > dzieci jadły coś, czego wewnętrznie nie akceptuję. Zresztą one wiedzą, że
                mają
                > prawo do jedzenia, ale nie jest to ich obowiązkiem. Nie wszystko lubią, nie
                > wszytko wyjadają z talerza (zresztą nakładam raczej mało) i czasem tylko
                > narzekają, że już nie mogą patrzeć na te mrożonki wink (ostatnio pasjami lubię
                > odgotowane różne mieszanki warzyw). Ale jedzą, bo głodne być nie lubią smile

                Morlinki czy Berlinki są produktem dla mnie jak najbardziej "akceptowalnym
                wewnętrznie".
                Podobnie jak Ty, nie robię obowiązku z jedzenia. Więc nie zmuszam dzidkę do
                jedzenia szyneczki, pasztecików, zupek własnej roboty, jeśli Mały na to nie ma
                ochoty.
                Arturek mimo ze ma dopiero 14 miesięcy i ma już dość sprecyzowane poglądy
                kulinarne i niestety nie daje się oszukać. Odróżni parówkę od piersi indyczej,
                czy danona od serka innej firmy. Jest naturalnym weganem. Lubi bułki, kaszki,
                wafle ryżowe, jabłka, gruszki, kapustę kiszona, ogórki kiszone, ziemniaki.
                Nie przepada za mięsem i nabiałem.
                Pozdrawiam
                Kasia i Arturek (21.02.03)

                • umargos Re: Szczerze mówiąc... 11.05.04, 22:15
                  Heh..tak na marginesie Twój synek jest równiesnikiem (co do dnia) mojej
                  Weroniki (czemu nie zawitałaś na Rówieśników???). Ona co prawda zasadniczo lubi
                  zarówno nabiał, jak i mięsko, ale wybrzydza przy tym strasznie...chyba
                  niejadztwo i fanaberie ma we krwi (bo ja też niewiele rzeczy lubię). Ostatnio
                  zamiast jajecznicy na parze, którą jej serwowałam wcześniej, zrobiłam normalną
                  na maśle na patelni i zjadła...a ostatnio już zupełnie odmawiała jajek w każdej
                  postaci. Generalnie prawie wszystko smakuje jej z mojego talerza...to co jest
                  specjalnie dla niej już nie.
                  Pozdrawiam
                  Ula
                  • kattkak Re: Szczerze mówiąc... 11.05.04, 22:48
                    jak się cieszę!
                    Zaraz po urodzeniu Arturka, pojawiła się w naszym domu sunia labradorka. Małe
                    dziecko, szczeniaczek a do tego często byłam kilka dni sama, więc nie miałam
                    czasu "na głupoty". A po kilku miesiącach ciężko jest wejść w grono dobrze
                    znających się mamusiek.
                    Czy Weronika to niezwykle uparta panienka, która dokładnie wie czego chce i wie
                    jak wymusić wszysko na rodzicach?
                    Czy już mówi? Bo mój arturek od rana do nocy mówi tata i u u czyli pies.
                    Kasia i Arturek (21.02.03)
                    • umargos Re: Szczerze mówiąc... 12.05.04, 00:04
                      E tam...nie jest tak źle (z tym wchodzeniem w grono znających się). Owszem te z
                      Warszawy i Trójmiasta znają się dobrze, bo w większości "realnie", ale parę
                      osób nie zna się osobście, w tym ja, bo mieszkam w Krakowie.
                      A Weronika owszem uparta jest niemożebnie i jak na mój gust aż za bardzo wie
                      czego chce...ostatnio przy jedzeniu spędzamy "upojne" chwile tzn. ja...czekając
                      aż się namyśli i jeszcze trochę zje, jednocześnie pilnuję, żeby nie wyleciała z
                      krzesełka, w którym potrafi wstać, bez problemu niestety, za to na razie nie
                      umie wyjść (za to umie wypaść w sposób kontrolowany, jeżeli uważa). Wymuszanie
                      skutku nie przynosi, bo ja jestem odporna, no i cierpliwa, chyba, że to co chce
                      należy do kategorii, jakiej z założenia nie odmawiam :o))))).
                      Weronika paple bez przerwy (podobno dziewczynki tak mają)...mówi mam, tata,
                      tete (telefon), bauauau (pies), mmmm(krowa), kokoko (kura), da (daj), ato/tato
                      (auto), nan (banan), kako (jabłko) itp. mówi też w sposób zrozumiały kaczka i
                      huśtawka. Znaczy mówi dużo, aLe więcej pokazuje (ciągnie za palec albo za
                      rękę), albo mówi tak, że powtórzyć nie sposób, ale zazwyczaj rozumiem.
                      Pozdrawiam Ciebie i Arturka rzecz jasna...no i zapraszam do wątku lutowego
                      Ula (i Weronika)
                • jola_ep Re: Szczerze mówiąc... 12.05.04, 14:16
                  kattkak napisała:
                  > Zatem jeśli mój szrabek ma ochotę na morlinkę czy danio to mu podam jest to
                  > jedyna postać mięsa/ nabiału które synuś toleruje.

                  Ale jeśli ta postać nie jest zdrowa - to może w rezultacie nie przyniesie tyle
                  pożytku, ile po niej oczekujemy? Może straty będą większe niż zyski? Wczoraj
                  usiłowałam przeczytać skład Morlinek w sklepie (z ciekawości) - ale na
                  opakowaniu była tylko opinia IMiD... (ale nie pisze od jakiego wieku). Berlinki
                  na pewno zawierają konserwanty. Jeśli decydujesz się je podawać - musisz być
                  świadoma ryzyka. Może zresztą w przypadku Twoich dzieci jest niewielkie (życzę
                  tego). Bo ja musiałam bardzo uważać na to, co moje dzieciaki jadały.

                  > Arturek nie jada białego ani żółtego sera.

                  Nie jada zmiksowanego sera białego ze śmietaną i ewentualnie owocami? Może za
                  mało cukru dosypujesz? wink (ser żółty jest niewskazany dla tak małych dzieci)

                  > Bo po pierwsze nie mam takich zdolności, a po drugie szkoda mi
                  > czasu na gotowanie. Czas który miałabym spędzić przy kuchni, poświęcam
                  > dziecku i mężowi.

                  Paróweczek w domu nie da się raczej zrobić. Co do zdolności - takich też nie
                  mam. Co do czasu - tu gorzej. Ale są przepisy proste i szybkie (robienie
                  pasztetu według mojego pomysłu zajmuje mniej czasu, niż umycie naczyć użytych
                  do jego produkcji smile ). I na to właśnie chciałam zwrócić uwagę.

                  > Podobnie jak Ty, nie robię obowiązku z jedzenia. Więc nie zmuszam dzidkę do
                  > jedzenia szyneczki, pasztecików, zupek własnej roboty, jeśli Mały na to nie
                  > ma ochoty.

                  Ja nie zmuszałam nawet do jedzenia tych zdrowych pyszności o których piszesz smile
                  Mój synek w drugim roku życia jadł naprawdę bardzo mało (np. w okolicach 14
                  miesiąc na obiad zadowalał się dwoma stłowymi łyżkami zupy). Po pewnym czasie
                  aptetyt zaczął mu rosnąć i teraz (ma 4 lata) je naprawdę dobrze - nie za dużo,
                  ale chętnie.

                  >Jest naturalnym weganem. Lubi bułki, kaszki,
                  > wafle ryżowe, jabłka, gruszki, kapustę kiszona, ogórki kiszone, ziemniaki.
                  > Nie przepada za mięsem i nabiałem.

                  Jeśli jest naturalnym weganem, to może taka jego uroda? Może potrzebuje mniej
                  mięsa i nabiału niż Ci się wydaje? (zresztą normy białka podobno zostały dla
                  dzieci obniżone w porównaniu z tymi sprzed kilkunastu lat). Może lubi wyraziste
                  smaki (patrz - ogórek kiszony) i nie lubi tych mdłych.

                  Pozdrawiam
                  Jola
                  • kattkak Re: Szczerze mówiąc... 12.05.04, 22:27
                    Jolu,
                    bardzo dziękuje Ci za szczere rady, ale mój szrabek ma bardzo sprecyzowane
                    smaki i nic już na to nie poradzę.

                    Dziennie z kategorii mięso/wędliny jest w stanie zjeść 3/4 parówki. Dlatego
                    kupuję mu najdroższy wariant (w domyśle z najlepszego mięsa)- berlinkę z Morlin.
                    W innym przypadku, memu dziecku nie dostarczę mięsa w jakiejkolwiek postaci.

                    Dziennie Arturek zjada 1 serek danio, zamiennie z jogurtem danona lub
                    frutttisem (ale też tylko niektóre smaki). Nie wiem jak on to robi, ale
                    rozróżni np. bakomę od danona. Bakomę zje 1 łyżkę i już więcej nie otworzy
                    buzi .A ja go nie mam zamiaru zmuszać!
                    Nie zje żadnych wynalazków typu miksowany twarożek.
                    Dlatego Młody jeśli nie zmieni mu się gust, dalej otrzymywać będzie danona i
                    berlinkę z Morlin.
                    Jest to mój świadomy wybór.

                    Pozdrawiamy
                    Kasia i Arturek - niezwykły uparciuszek (21.02.03).
                    • jola_ep Re: Szczerze mówiąc... 12.05.04, 23:12
                      > kupuję mu najdroższy wariant (w domyśle z najlepszego mięsa)- berlinkę z
                      Morlin

                      Najdorższe być może i oznacza najlepsze mięso, ale musisz jeszcze sprawdzić
                      skład. Jeśli zawierają dużo konserwantów, to naprawdę nie są wskazane dla tak
                      malutkiego dziecka, a już na pewno nie codziennie. Jeśli Twoje dziecko jada
                      warzywa, jogurty i serki (danonki) to bardzo dobrze. Mooze on rzeczywiście nie
                      potrzebuje tego mięska? Albo, gdyby nie parówki, jadłby np. raz na tydzień -
                      dwa? Jak już kocha te parówy, a ty je akceptujesz, to dawaj mu co jakiś czas smile
                      Tylko proszę - nie wciskaj wink))
                      Dzieciaki są naprawdę różne. Moje często robiły wymianę przy obiedzie: córa
                      jada warzywka swoje i brata, a synek za to pytluje swoje i jej mięso smile)

                      > rozróżni np. bakomę od danona.

                      Mi się wydaje, że jogurty Danona są łagodniesze w smaku i przede wszystkim
                      słodsze. I tu chyba jest sekret preferencji synka smile)

                      > Kasia i Arturek - niezwykły uparciuszek (21.02.03).

                      Ja mam uparciszka w każdym calu wink)) Sprawę jedzenia chyba wygrałam smile - czyli
                      je co chce, ale tylko to, co jest w lodówce. Ale parę lat to mi zajęło wink
                      Ale ostatnio jego ulubione jedzenie to chleb z dżemem. Grzecznie czeka, aż
                      pójdę do pracy i wtedy wymusza na opiekunce swoje ulubione jedzonko. Odkrył
                      bowiem jej słaby punkt - płacz dzieci rani jej serce. Opiekunka zmanipulowana,
                      a w spiżarce tylko jeden słoik dźemu został wink Zobaczymy, czy potrafi ją
                      skłonić do zakupów wink))

                      Pozdrawiam
                      Jola
                    • dethy Re: Szczerze mówiąc... 21.05.04, 21:18
                      kattkak napisała:

                      > Nie zje żadnych wynalazków typu miksowany twarożek.

                      Wynalazkiem jest napewno KAZDA parowka,nie wazne czy tansza czy drozsza !!
                      Co do serkow to zgadzam sie z Jola.Zbyt duzo cukru,no i mleko co do ktorego
                      opinie sa podzielone


                      Dethy
                      ----
                      Wolałabym tylko raz powąchać
                      jego włosy,pocałować usta,dotknać dłoni
                      niż zaznać wieczności bez tego
    • granna Re: Morlinki - uważajcie!!! 11.05.04, 08:15
      Moze te morlinki z sallmonella bo źle przechowywane? Mozliwe to? JA od czasu do
      czasu kupowałam morlinki, ale jak tak to spróbuje Sokołow. A najczęsciej to
      robie tak, ze kupuje mieso w jednym sklepie, który ma swoją ubojnię i tam
      zawsze jest swieze i robie pasztety smile A na Świeta spróbowałam i chyba pójde tą
      droga, kupiłam zapeklowana szynke i ugotowałam. Wszystkim smakowało, wiec
      postanowiłam kupic ,mięsko, sól do peklowania i samej tak zrobic szynke.
      przynajmniej konserwantów tyle nie bedzie a lato idzie...
      Pozdrawiam
      granna
      • olik7 Re: Morlinki - uważajcie!!! 11.05.04, 09:05
        Ja podsuwam podobny pomysł. Nienawidze wędlin, kiełbas itp. Kupuje świeże
        kawały mięsa, karkówka, boczek, szynka, schab, obsypuję przyprawami, wkładam w
        rękawy do pieczenia i wszystko razem do piekarnika. Pychota! Polecam!
    • domali Re: Morlinki - uważajcie!!! 11.05.04, 09:01
      Moje dziecko od czasu do czasu jada mięsa z Morlin. My też. I do tej pory ani
      razu nie mieliśmy przykrych doświadczeń.
      • lolka11 Nie dajmy sie zwariowac!!!! 11.05.04, 10:18
        No wlasnie, nie przesadzajmy z tym, ze tu chemia, tam sam cukier, ketchupik
        wlasnej roboty - hallllooooo!!! We wszystkim mozna znalezc cos co
        jest "niedobre". Moje dziecie jada Danonki, Morlinki (o zgrozo, posiadajace
        certyfikat Instytutu Matki i Dziecka) i ketchup ze sklepu, malo tego jada
        slodycze nie tylko od swieta. Tak jak Domali jestem pracujaca matka i nie
        wiedze nic w tym zlego. Ja rowniez uwielbiam Morlinki.
        Poza tym kupujac mieso na wlasnej roboty szyneczke czy inny rarytas, tez nie
        wiadomo co w tym miesku siedzi, prawda???

        Pozdrawiam wszystkie mamy
        Dorota
        • do73 Re: Nie dajmy sie zwariowac!!!! 11.05.04, 10:33
          A co masz przeciwko keczupowi własnej roboty? Chciałam tylko powiedzieć, że nie
          wszystko musi być z chemią. Mam dużo własnych pomidorów i swój keczup bardzo mi
          smakuje. Po co mam kupować inny? Z tych "sklepowych" lubię tylko Heinz'a a
          niestety nie jest najtańszy.
          Moje dziecko też jada i to nie danonki a danio, morlinki też kiedyś kupowałam
          (jak było mnie na nie stać), ale to nie znaczy, że nie wolę kupić karkówki czy
          kawałka cielęciny i upiec - własne pieczenie są zdecydowanie smaczniejsze i
          myślę, że zdrowsze również. Też jestem pracującą matką, w domu jestem późno - 4
          godziny tracę na dojazd do i z pracy (w sumie) ale jakoś muszę sobie radzić.
          Pozdrawiam
          • domali Re: Nie dajmy sie zwariowac!!!! 11.05.04, 10:50
            Ja gotuję tylko w weekendy, w tygodniu moje dziecko je w żłobku. A podawanie
            dziecku morlinek czy onnych rzeczy nie wynika z lenistwa, tylko z mojego
            poglądu, że jakbym miała wszystko oglądać z każdej strony, to niewiele bym
            jadła.
            Nie karmię dziecka ociekającymi tłuszczem czy konserwantami rzeczami. Natomiast
            staram się mu dawać to, co lubi. A że od czasu do czasu lubi zjeść parówkę, to
            proszę bardzo.
          • lolka11 Re: Nie dajmy sie zwariowac!!!! 11.05.04, 10:51
            Hei,
            Nie mam nic przeciwko ketchupowi wlasnej roboty, ale nie przesadzajmy, ze taki
            ze sklepu to sama chemia. Masz pomidorki, ochote i czas to rob. Naprawde nic w
            tym zlego, tylko z waszych postow wynika, ze te mamy ktore daja swoim pociecha
            wlasnie te morlinki, danonki czy inne , to sa strasznie bezmyslne i niemal
            truja wlasne dzieci.

            Pozdrawiam
            Dorota
            • basha Re: Nie dajmy sie zwariowac!!!! 11.05.04, 12:59
              Kochane!
              Pisząc ten post nie było moim zamiaram bynajmniej krytykowanie mam które swoim
              dzieciom podają morlinki. Ja tez podawałam, napisałam go bo jestem bezradna
              wobec takich zdarzeń jakie przeydarzyło się mojej przyjaciólce. Wiem też że
              sklepy na własną rękę fałszuja terminy ważności. To przerażające i nic no to
              nie poradzimy, niestety.
              pozdrawiam i życzę zdrówka
              • lolka11 Re: Nie dajmy sie zwariowac!!!! 11.05.04, 14:25
                Hei,

                Rozumiem, ze mozna zmienic date do spozycia na czyms co bylo pakowane w danym
                sklepie, ale raczej nie na towarach z "metka" od producenta i tu np. morlinki.
                Niczego nie mozemy byc pewni, nawet kupujac w sklepiku obok, do ktorego
                chodzisz od lat.
                Poza tym czy napewno zachorowala od morlinek, a moze od czegos innego (np.lody)?

                Dorota
                • 26magda3 do 73 odezwij się 11.05.04, 14:33
                  interesuje mnie przepis na keczup!!!! czy możesz mi go zdradzic????

                  ogłądałam wczorajszy program o mięsach w marketach - to jest straszne!!! a
                  ponieważ mam dużą zamrażalkę to mam zamiar kupić cielęcinę od znajomych na wsi.
                  Będę miała na pół roku spokój!!! a i taniej to wychodzismile
                  • do73 Re: do 73 odezwij się 12.05.04, 09:15
                    Jasne, że mogę, tylko muszę się skonsultować z mężulkiem - to on jest w
                    posiadaniu przepisu i on go robił. Ale jest naprawdę super. Z tego co wiem, to
                    mąż nawet trochę eksperymentował i przyprawiał po swojemu.
                    A co do mięska ze wsi (cielęcinka, wieprzowinka) to moi rodzice robili tak od
                    zawsze (pamiętam, że nawet w czasie stanu wojennego nie było u nas zbytnio
                    problemu z mięsem, a nie przelewało nam się specjalnie), a teraz ja zawsze się
                    do nich przyłączam i kupujemy żywca na spółkę. Na prawdę smak i wygląd mięsa
                    jest nie do porównania ze sklepowym.
                    Pozdrawiam

                    PS: przepis prześlę najwcześniej jutro na priva
            • elve Re: Nie dajmy sie zwariowac!!!! 13.05.04, 23:36
              lolka11 napisała:

              > Hei,
              > Nie mam nic przeciwko ketchupowi wlasnej roboty, ale nie przesadzajmy, ze
              taki
              > ze sklepu to sama chemia.

              A czytałaś składy? radzę - to sama chemia.
              • lolka11 Do Elve 14.05.04, 08:30
                Hei,

                Owszem czytalam sklad, byc moze ty kupiujesz jakis kiepski kutchup, bo moje sa
                bez chemii.
                Co do tych wymion w parowkach, to niech sobie beda... Mi smakuja, tak samo jak
                flaki czy swinskie nozki.
                Oh, a moze ci teraz zgorszylam....To przepraszam.

                D.

    • madziurex Re: Morlinki - uważajcie!!! 11.05.04, 16:36
      Jakiś miesiąc temu słuchałam w radiowej Trójce audycji o parówkach w ogóle.
      Sanepid zaleca, żeby nie podawać parówek dzieciom do 10 roku życia! Rozesłali
      te zalecenia do przedszkoli, stołówek i innych punktów zbiorowego żywienia.
      Parówka to najgorsze świństwo i nikomu nie służy, dzieciom tym bardziej. Jest
      to tzw. wyrób homogenizowany, gdzie zmielone są wszelkie możliwe odpady mięsne
      (podgardla itp.). Nie wiem tylko, czy to dotyczy morlinek, bo z założenia są
      dla dzieci. Ale Zuzię bolał po nich brzuch. Zresztą wyglądają jak dla mnie
      dziwnie i wcale nie apetycznie. Jakieś takie sztuczne i nieładnie pachną. Chyba
      już lepiej dawać szynkę dla dzieci, na pewno mniej chemii.
      • dzidecka Re: Morlinki - uważajcie!!! 11.05.04, 22:08
        A ja powiem tak. Nie obchodzi mnie z czego te parówki sa robione. Smakuja mi
        więc jem. Gdybym miała sie przejmować tym wszytskim co mówia o jedzeniu to tak
        naprawde bym nic nie jadała. Codziennie się słyszy że odkryto że coś jest złe,
        niezdrowe itp. Tak naprawde juz nic nie jest całkowicie zdrowe i super dobre co
        jemy.
        • elve Re: Morlinki - uważajcie!!! 13.05.04, 23:38
          ha, każdy sposób zdjęcia z siebie odpowiedzialności jest dobry smile czujemy się
          lepiej smile
          życzę Tobie i Twoim dzieciom smacznych paróweczek z wymion (tak, one też tam
          są).
        • domali Re: Morlinki - uważajcie!!! 14.05.04, 12:25
          Tym bardziej, że czasami te odkrycia są sprzeczne ze sobą: raz się mówi, że
          masło szkodzi, potem że jednak margaryna...
        • agunia38 Re: Morlinki - uważajcie!!! 14.05.04, 14:01
          dzidecka napisała:

          > A ja powiem tak. Nie obchodzi mnie z czego te parówki sa robione. Smakuja mi
          > więc jem.

          no więc jesz oczy i wargi, smacznegouncertain
          • domali Re: Morlinki - uważajcie!!! 14.05.04, 14:06
            A uszy? Sorki, ale mnie to śmieszy...
            • jagusia7 Re: Morlinki - uważajcie!!! 14.05.04, 14:12
              Nie zapominaj o jądrach i penisachsmile)))
              Pozdrawiam
          • jagusia7 Re: Morlinki - uważajcie!!! 14.05.04, 14:11
            Rety dziewczyno!!!
            Zastanów sie co piszesz, bo czasem ręce opadają! Najpierw sprawdź prawdziwość
            podobnej informacji. Już kiedyś pisałam o tym na forum o jedzeniu(tam był wątek
            o parówkach), nie chce mi się pisać jeszcze raz, więc wkleję stamtąd.

            Wybaczcie, ale niektóre z was bzdury piszą...Gałki oczne, wymiona,
            narządypłciowe? Absolutnie żadna szanująca się firma nie doda nic takiego do
            żadnej wędliny, bo są to surowce w ogóle nie dopuszczone do spożycia!To
            regulują ustawy i szereg rozporządzeń, raczej sprawa nie do przeskoczenia.
            Czuwa nad tym lekarz weterynarii, kontroluje Inspekcja Sanitarna i gdyby coś
            takiego się zdarzyło, to byłaby afera na skalę krajową...To taki sam mit jak
            to, że np mortadelę robi się z wymionsmile
            A co do brei...Jak sama nazwa wskazuje, parówki należą do grupy kiełbas
            homogenizowanych(czyli bardzo rozdrobnionych). Więc muszą być produkowane
            z "brei", bo inaczej nie byłyby parówkami...
            To prawda, że mają mało substancji odżywczych, za to dużo tłuszczu i wody, ale
            na pewno nie są szkodliwe!
            Ja podaję parówki od czasu do czasu synkowi, i cieszę się, że dziecko je lubi
            (bo niewiele rzeczy lubi). Jako podstawa diety- na pewno nie, za to jako
            dodatek, jak najbardziej. Zwłaszcza te polecane przez IMiD, tam naprawdę nie ma
            się czego bać, bo są rygorystycznie badane. Za jakość parówek z mniejszych
            zakładów trudno ręczyć, ale i tak po wejściu do UE większość będzie zamknięta...
            A szczerze mówiąc, gdybyście zobaczyły od podstaw jak wygląda produkcja wędlin
            (począwszy od uboju zwierzęcia), to pewnie nie miałybyście ochoty na ŻADNĄ
            (łącznie z polędwicą), bo to samo z siebie estetycznie nie wygląda(a "breja" to
            tylko jeden z etapów produkcji).
            Nie dajmy się zwariować!
            Pozdrawiam
    • squaw1 Re: Morlinki - uważajcie!!! 11.05.04, 23:23
      Jako, ze w podobnym watku na emamie juz napisalam cos na ten temat, wiec podam
      tylko link
      www.zdrowie.bluelightemiter.com/z004.shtml
      • ewacz4 Re: Morlinki - uważajcie!!! 13.05.04, 22:29
        Ja tylko dodam w sprawie morlinek - wlasnie dzis zwrocilam do sklepu dwa
        opakowania smierdzacych - termin waznosci 26.05.
        Moje dzieci bardzo je lubia i troche mi szkoda, bo juz ich (morlinek) wiecej
        nie kupie crying
        • utalia skad wiadomo, ze to morlinki? 13.05.04, 23:26
          Czesc dziewczynki. Dlugi ten watek...ale skad wiadomo, ze ta dziewczynka
          zalapala salmonelle od wlasnie tych parowek??????????? Uwazam, ze to podstawowe
          i bardzo wazne pytanie. Utalia
          • jagusia7 Re: skad wiadomo, ze to morlinki? 14.05.04, 12:09
            Właśnie miałam o to pytać. Czy ktoś zbadał te parówki? Czy też tylko mama
            dziewczynki sądzi, że to były parówki?
            Czekamy na odpowiedź autorki wątku!
            • mamakaji Re: skad wiadomo, ze to morlinki? 14.05.04, 13:31
              Powiem szczerze, że nie rozumiem do końca tej dyskusji. Jeśli na jakiś produkt
              (Morlinki, Danonki etc.) pada cień podejrzenia, że zawierał salmonellę, był
              zepsuty mimo nie przekroczonego terminu ważności itp., to wynika z tego, że
              prawdopodobnie producent nie dba wystraczająco o jakość, a to wg mnie jest
              absolutnie wystarczający powód by niczego nigdy więcej od tego producenta nie
              kupić. I nie ma znaczenia że 1000 osób on nie zaszkodził, bo jeśli istnieje
              przypuszczenie, że 1001 zaszkodzi to tą osobą mogę być ja lub co gorsza moje
              dziecko. Do widzenia Morlinki i Danonki (zresztą tych ostatnich nigdy i tak nie
              kupowałam). Wiem, że to nie jest żadna gwarancja, bo mogę kupić zupełnie inny
              produkt, który okaże się zapsuty. Ale chodzi o mnimalizację ryzyka.

              I jeszcze na temat Danonek. Ktoś tu w tym wątku nazwał Danonki jogurtem.
              Danonki NIE są jogurtem, to po prostu serek z mnóstwem "wynalazków".
              A parówki, czy to Morlinki, czy inne, to wg mnie najgorsza rzecz jaką sprzedaje
              się na stoisku z wędlinami. Wszystkie odpadki, które do niczego się nie nadają
              trafiają właśnie do tych "pysznych" paróweczek.
              • jagusia7 Re: skad wiadomo, ze to morlinki? 14.05.04, 13:53
                Nie do końca się z Tobą zgadzam.

                Po pierwsze nie ma czegoś takiego, jak "cień podejrzenia", że coś zawiera
                Salmonelle. Albo są, albo ich nie ma. Jeśli podejrzewam, że dziecko zatruło się
                Morlinkami, to informuję Sanepid, oni robią badania, jeśli okazuje się, że tak,
                jest afera(bo automatycznie pociąga to sprawdzenie zakładu, wycofanie całej
                partii, wysokie kary itd.). Nie można "podejrzewać salmonelli(bo równie dobrze
                mogło ją spowodować cokolwiek innego). Nie można również od razu zwalać winy na
                producenta, trzeba sprawdzić, czy parówki były właściwie przechowywane w sklepie
                (to też sprawdza Sanepid).

                Rozumując w Twój sposób, nie należałoby jeść NICZEGO: lodów(bo to częsta
                przyczyna zatruć Salmonellą), drobiu i jajek(jeszce częstsza) i tak dalej...
                Niektóre z Was polecają kupowanie mięsa i wędlin "od chłopa"ze wsi...Tylko że
                to wcale nie jest bezpieczniejsze(chociaż niewątpliwie smaczniejsze) dlatego,
                że takie mięso i wędliny nie spełniają absolutnie żadnych norm sanitarnych
                (nawet nie wiecie, czy ktoś umył ręce przed "produkcją", a zwierzęta ani mięso
                na bank nie było badane).

                I jeszcze jedno: co uważasz za "odpadki, które do niczego się nie nadają", a są
                dodawane do parówek?

                Aha, i ja uważam, że jeśli coś ma atest IMiD, to spokojnie można to podawać
                dziecku. W Polsce są bardzo rygorystyczne wymogi dotyczące żywności,
                szczególnie tej przeznaczonej dla dzieci, mówię o dużych zakładach, które
                spełniają wymogi unijne(co nie znaczy, że nic się nigdy nie może przytrafić,
                ale są to wypadki sporadyczne).
                Pozdrawiam
                • mamakaji Re: skad wiadomo, ze to morlinki? 14.05.04, 14:24
                  No cóż. Ja tam wolę nie szafować zdrowiem swoim i swojego dziecka. Dla mnie
                  istnieje coś takiego jak cień podejrzenia. Wolę "niesprawiedliwie" odrzucić 5
                  uczciwych producentów, na których padł "cień podejrzenia".
                  Wolę być adwokatem swojej rodziny niż adwokatem producentów żywności.
                  Ale to oczywiści indywidualna sprawa.
                  I jeszcze na marginesie: Salmonella nie bierze się w zamknietym
                  opakowaniu "Morlinek" w sposób "Deus ex machina". Musiała tam trafić przed
                  zapakowianiem.
                  • domali Re: skad wiadomo, ze to morlinki? 14.05.04, 14:37
                    No więc jakby tak poszperać, to większośćrzeczy powinno się odrzucić. Bo i w
                    kaszkach różnyh firm się coś znalazło, i w jogurtach pleśń była.
                    • lolka11 Bravo dla Jagusi7 14.05.04, 14:50
                      Hei,

                      Nareszcie ktos madrze napisal.
                      Trzymam z toba. A tak na marginesie, ciekawa jestem ile mam jada flaki czy
                      nozki wieprzowe.

                      pozdrawiam z morlinka w reku
                      Dorota
                      • domali Re: Bravo dla Jagusi7 14.05.04, 14:54
                        Lolka, zgroza, moje dziecko w ostatnie swięta jadło flaki. Własnoręcznie
                        przyrządzone przez moją teściową.
                        Zachciał sobie Wiktorek zupki, a że ani ja, ani mój mąż flaków nie jadamy,
                        nakarmiła go nimi szwagierka. Zjadł troche mięska, trochę marchewki i żyje.
                        Wskoczę w trend i napiszę: Dominika, mama Wiktorka (który wczoraj na kolację
                        jadł Berlinki) smile)
                        • lizbetka Re: Bravo dla Jagusi7 14.05.04, 15:26
                          Popieram Was dziewczyny ! Moje dziecko je wszystko - o ile ma na to ochotę . Je
                          Berlinki , keczup , Danonki , ba nawet pasztetową lub salceson smile .
                          Nie robię afery gdy napije się ode mnie łyka coli lub napoju niegazowanego .
                          Śmieszą mnie mamy , które próbują uchronić dziecko - no właśnie : przed czym ?
                          Ja dbam by jedzenie było przechowywane w odpowiednich warunkach , by mała miała
                          czyste ręce , by deska do krojenia , stół , zlew i łazienka były czyste . A
                          dyskusje nad tym czy Danonki są lepsze od zmiksowanego twrożku - szkoda
                          stukania w klawiaturę.
                          Dziecko musi posmakować wszystkiego , z reguły te dzieci , którym zabrania
                          się " niezdrowych " rzeczy typu : keczup , parówki , słodycze aż sie do nich
                          trzęsą . Aśka spróbowała i się nie trzęsie ani sie nie domaga .

                          A i jeszcze coś - moj mąż pracuje w znanej firmie wytwarzającej parówki ,
                          pasztety , kiełbasy itp. Dziewczyny , to nie jest tak że jakiś produkt jest
                          całkowicie bezpieczny , nawet mimo 10 atestów . Wystarczy że Wam powiem że
                          większość pracowników mających bezpośredni kontakt z wyrobami nie myje rąk po
                          wyjściu z toalety . I po co tu debatować o świńskich ogonach , czy językach , z
                          którch można , tak na marginesie ,przyrządzić całkiem smaczne rzeczy .
                          Pozdrawiam . Lizbetka
                          • jola_ep Re: Bravo dla Jagusi7 14.05.04, 17:10
                            lizbetka napisała:
                            > Popieram Was dziewczyny ! Moje dziecko je wszystko - o ile ma na to ochotę .
                            > Berlinki , keczup , Danonki , ba nawet pasztetową lub salceson smile .

                            Może patrzysz na to inaczej, bo się w ogóle cieszysz jak dziecko je?

                            > Śmieszą mnie mamy , które próbują uchronić dziecko - no właśnie : przed
                            czym ?

                            A bo ja wiem? Przy pierwszej córce się starałam. Przy synku mniej. No i alergia
                            wylazła sad(
                            W pewnien sposób uświadomiło mi to, jak ważne są nasze starania o to co jedzą
                            dzieci - szczególnie te malutkie. I proszę nie pisać, że i tak chemia wokół...
                            Myślę, że jest taki poziom - do którego nasze organizmy są w stanie się do niej
                            przystosować. Ale po przekroczeniu pewnego progu ta chemia odbija się na
                            zdrowiu. Teraz lub później...
                            Wystarczy spojrzeć na dzieci ze Śląska. Statystycznie dużo więcej ma problemy
                            ze zdrowiem. A alergia? Tak naprawdę nie wiemy, u kogo z nas się objawi. U mnie
                            w wieku 33 lat, u mojej mamy - w 50. Wiemy, co jest szkodliwe, ale nie wiemy
                            jakie ilości są bezpieczne (indywidualnie). Ja wolałam nie ryzykować.
                            Nie możemy uchronić nasze dzieci przed całą chemią wokół. Ale może ta odrobina
                            będzie dla nich decydująca...

                            > Ja dbam by jedzenie było przechowywane w odpowiednich warunkach , by mała
                            miała
                            > czyste ręce...

                            Moje dzieci miewają brudne ręce, już w wieku 2 lat jadały niemyte owoce z sadu
                            u babci (nie pryskane, bez sztucznych nawozów). Dla mnie brud jest mniejszym
                            zagrożeniem od nadmiaru konserwantów, sztucznych barwników i aromatów. W końcu
                            z brudem człowiek żyje od wielu lat, umiemy sobie z nim radzić wink
                            (jedzenie trzymam w lodówce - zepsute jest niesmaczne wink )

                            > Dziecko musi posmakować wszystkiego

                            Posmakować, ale niekonieczne już w wieku 14 miesięcy. Piwa np. nie dajemy małym
                            dzieciom?

                            Pozdrawiam
                            Jola
                            • lizbetka Re: Bravo dla Jagusi7 14.05.04, 18:30
                              Tak masz rację Jolu - moja Asia je tak mało , że cieszę się że je cokolwiek .
                              Zresztą takie mamy zalecenie lekarza : mała może jeść wszystko , bez ograniczeń
                              w diecie . Problem leży w tym że i tych " zakazanych 'dla większości dzieci
                              produktów jeść nie chcce .
                              A co do brudu , to ja nie przesadzam , nie wyparzam namiętnie , ale owoce myję
                              nawet z własnego ogródka . I uważam że brud niesie ogromne zagrożenie dla
                              zdrowia - biegunki , zapalenie wątroby , robaki i dlatego dbanie oczystość
                              jest dla mnie bezdyskusyjne.
                              Lizbetka
                              • jola_ep Re: Bravo dla Jagusi7 14.05.04, 19:23
                                Wyjątkowo muszę się zgodzić smile)
                                Z tym, że ja wolę biegunki od alergii. (Z obu miałam do czynienia).

                                Pamiętam też, że dzieci trzymane w higienicznych warunkach (takich normalnie
                                higniecznych, nie przesadnie) chorują na biegunki rzadziej, ale gwałtowniej. Te
                                bardziej "brudne" (różne są rodziny...) częściej, ale łagodniej. (Badania były
                                przeprowadzanie w przedszkolach na Zachodzie).

                                Pozdrawiam
                                Jola
                            • zalka1 Re: Bravo dla Jagusi7 21.05.04, 13:01
                              Nie chcę Cię urazić, w żadnym wypadku, ale na Twoim miejscu bardziej
                              martwiłabym się brudnymi rękami dzieci i nie mytymi owocami z sadu - choćby
                              najbardziej ekologicznego. Istnieją bardzo groźne choroby jak choćby czerwonka,
                              które nie bez powodu nazywają się "chorobami brudnych rąk". Śmieszą mnie te
                              dywagacje o zabójczej chemii i beztroskie pozwalanie dziecku na jedzenie
                              brudnych owoców. Brak dbałości o higienę przy irracjonalnym lęku przed "chemią"
                              jest zresztą typowo polską przypadłością. Na marginesie sól i saletra
                              tradycyjnie używane do peklowania mięsą to też chemia, w dodatku bardzo
                              szkodliwa.
                              • jola_ep Re: Bravo dla Jagusi7 22.05.04, 11:26
                                > Nie chcę Cię urazić, w żadnym wypadku, ale na Twoim miejscu bardziej
                                > martwiłabym się brudnymi rękami dzieci i nie mytymi owocami z sadu - choćby
                                > najbardziej ekologicznego. Istnieją bardzo groźne choroby jak choćby
                                czerwonka,

                                No nie wiem. Po pierwsze ja jestem ze wsiwink U nas zawsze jadło się owoce prosto
                                z krzaków i jakoś nikt nie chorował wink) Może nasze organizmy były
                                przyzwyczajone? Z drugiej strony czerwonka i inne groźne choroby "brudnych rąk"
                                nie lęgną się z brudu (tak jak dawniej myszy wink ) tylko zawsze mają swoje
                                źródło. Dlatego nawet na "brudnej" wsi bezwględnie dbało się o to, aby
                                zawartość wychodków nie stykała się z żywnością...
                                Jeśli wszyscy są zdrowi, jeśli wiem, że po ogródku mojej mamy nie biegają obce
                                psy, to co się może stać moim dzieciom? Gorsze rzeczy mogą znaleźć w
                                piaskownicy pod blokiem...

                                >Brak dbałości o higienę przy irracjonalnym lęku przed "chemią"
                                > jest zresztą typowo polską przypadłością.

                                Czy taką złą? (mówię nie kwestiach estetycznych, tylko zdrowiu). Sprawy higieny
                                trzeba rosądnie wyważyć. Podejrzewa się, że za obecny wzrost zachorowań na
                                alergię odpowiada chemia i nadmiar higieny. Przeciwciała uczestniczące w
                                procesach alergicznych były pierwotnie przystosowane do walki z pasożytami.
                                Teraz mamy lodówki, myjemy ręce, wszystko lśni czystością i nasz organizm szuka
                                sobie zastępczych wrogów...
                                Niedawno oglądałam na Discovery program, w którym lekarka z USA opowiadała o
                                jednym z pierwszych swoich pacjentów. Był niesamowicie brudny, miał ropiejące
                                wrzody, z którymi chodził przez kilkanaście lat. Ale najbardziej obrzydliwe
                                były larwy muchy robacznicy, które się w nich zalęgły. Pierwsze co zrobiła
                                lekarka, to oczywiście oczyszczenie ran. Na drugi dzień pacjent zmarł. To stało
                                się dla niej motorem do badań. Teraz już larwy muchy robaczycy są uznanym
                                środkiem leczniczym. Coś, co nadal bulwersuje, dziwi, przeraża ludzi, dla
                                których higiena jest najważniejsza...

                                A mnie bulwersują reklamy, które sugerują, że bezpieczny dom, to taki, który
                                został wyczyszczony za pomocą środków "zabijających bakterie".

                                >Na marginesie sól i saletra
                                > tradycyjnie używane do peklowania mięsą to też chemia, w dodatku bardzo
                                > szkodliwa.

                                W mojej rodzinie nigdy nie używano saletry. Mięso było po prostu wędzone -
                                naturalnie, dymem jałowcowym.

                                Pozdrawiam
                                Jola
                        • aniaop Re: Bravo dla Jagusi7 14.05.04, 15:29
                          Moje dziecko tez w swieta odrobine flakow zjadlo, hihi a i morlinke albo
                          berlinke czasami zjada. A danonki 2 to juz obowiazkowo codziennie. Wymienione
                          produkty je za aprobata naszego pediatry a i za moim przyzwoleniem. Pozdrawiam
                          • jagusia7 Re: Bravo dla Jagusi7 14.05.04, 16:24
                            Cieszę sie, że są dziewczyny, które kierują się rozsądkiem, a nie "wieścią
                            gminną"smile
                            Do Mamykaji: masz absolutnie rację, że w pakowanych wędlinach Salmonelle
                            musiały się znaleźć przed zapakowaniem. I dlatego bardzo łatwo sprawdzić, czy
                            faktycznie Morlinki spowodowały zatrucie. Choć przecież mama chorej dziewczynki
                            mogła je przechowywać po otwarciu w bliskim sąsiedztwie jajek. Oczywiście wcale
                            nie musiało tak być, to tylko przykład na to, że każde oskarżenie powinno być
                            sprawdzone, zanim się "poda dalej". Bo w końcu nie wiemy, czy Salmonelle w
                            Morlinkach zostały stwierdzone. Pisząc o niewłaściwym przechowywaniu w sklepie,
                            miałam na mysli wędliny luzem(w odniesieniu do salmonellozy, bo już takie
                            zwykłe zepsucie złe przechowywanie może spowodować i w pakowanych, to nie ma
                            znaczenia).
                            A na marginesie: widziałam jak produkowane są wędliny w dużych zakładach na
                            poziomie europejskim(typu Morliny) i w tych małych. I zdecydowanie polecam te
                            pierwsze, nawet, jeśli sporadycznie coś się zdarza(bo tego się nie uniknie,
                            cała produkcja musiała by się odbywać w specjalnych aseptycznych komorachsmile)
                            No i nadal jestem ciekawa, skąd wiadomo, że to morlinki...Może autorka wątku
                            się jeszcze odezwie?
    • saba76 Jestem sprzedawca z zawodu i wiem....... 14.05.04, 16:36
      co sie robi aa klient i tak kupi
      1) mycie wedlin i mies
      2) moczenie w solankach
      3)mrozenie i odmrazaniem celem leprzego wygladu
      4)"sztuczne" odswieżanie chleba- gniecenie-bosz pamietam jak dawno temu jak
      mialam patryki w dawnym spolem kazali wkladać chleb do worków i delikatnie
      deptać celem zmiekczenia
      5)drożdze tez mozna odmłodzić
      6) zbieranie makaronu rozsypanego do torebki zastepczej-z podlogi
      7)trzymanie w miejscach ciepłych niedozwolonych nabialu-rowniez masła i
      margaryn- potem zdeformowane sa-a w pudelkach nawet niewiadomo ktore to
      i moglabym tak mnozyc

      Niedajmy sie zwariowac wszystko jest"udoskalane" przez czlowieka,a salmonela
      bieze sie od zarazonego miesa,lub czlowieka-dużo zatrudnionych na czarno brno
      bez badań.
      Możemy niejeśc,ale czy przeżyjemy.
      Wiecie z czego jest metka, albo parówki
      lepiej niepisac bo nikt by tego nietkna.
      • jagusia7 Re: Jestem sprzedawca z zawodu i wiem....... 14.05.04, 17:04
        Ale wszystko, co opisałaś, to "grzechy" sklepu, nie producenta...Więc nijak ma
        się do Morlin jako firmy.
    • 5sunflowers Re: Morlinki - uważajcie!!! 14.05.04, 17:32
      Cześć wszystkim! Mam 3 dzieci w różnym wieku i przetestowałam wiele produktów,
      i nasłuchałam się wielu za i przeciw.
      Podobno woda Żywiec też jest bleee.
      Wszystko zależy od punktu widzenia i nastawienia.
      My Morlinki jemy, lubimy, ale też wiele z nich z ważnym terminem przydatności
      trafiło do kosza. Najlepiej przechowywać je w lodówce do góry dnem - wtedy nie
      parują. Niemniej Morliny szybko robią się klejące (bywa, że te przyniesione
      prosto ze sklepu też się kleją)- takie parówki natychmiast wyrzucam. Nie daję
      też dzieciom Danonków jeśli nie mają jednolitej konsystencji, czyli gdy na
      przykład na górze zebrała się woda. Również przy kupowaniu jedzenia ze słoików
      trzeba uważać. Szczególnie latem kiedy jest gorąco, a w małych sklepach
      spożywczych nie ma klimatyzacji. Najlepiej przed zakupem przewrócić słoik do
      góry dnem i jeśli cała zawartość jak galareta odklei się i przesunie na dno -
      nie kupować! Także nabyte słoiki przechowywane w domu warto sprawdzić przed
      podaniem dziecku.
      Generalnie to szkoda wyrzucać jedzenia, ale żadne pieniądze nie są warte
      zdrowia dziecka i jeśli istnieje choć cień wątpliwości czy dany produkt jest
      świeży czy już nie to nie ma co ryzykować.
      PS. A swoją drogą jakaś gazeta dla matek mogłaby wreszcie napisać coś o tym
      Instytucie Matki i Dziecka i jemu podobnych, na podstawie czego wydają te swoje
      atesty i czy potem kontrolują dalej dany produkt.
      Pozdrawiam wszystkich,
      • jagusia7 Re: Morlinki - uważajcie!!! 14.05.04, 18:45
        Temat mnie wciągnąłsmile więc zadałam sobie trochę trudu i poszperałam w necie.
        Oto co znalazłam:

        "Procedura opiniowania wymaga następującej dokumentacji:
        -wniosek dyrektora firmy w sprawie zaopiniowania produktu jako artykułu
        polecanego w żywieniu najmłodszych dzieci
        -próby produktu do oceny
        -szczegółowa receptura
        -charakterystyki składników produktu, w tym udokumentowania źródeł pochodzenia
        surowców i dodatków
        -wyników badań wartości odżywczej i jakości zdrowotnej ocenianego produktu z
        laboratorium zakładowego, stacji sanitarno-epidemiologicznej, bądź innej
        kompetentnej jednostki uprawnionej do takich badań
        -opinii Państwowej Wojewódzkiej Inspekcji Sanitarnej o stanie sanitarno-
        technicznym zakładu produkującego opiniowany środek spożywczy
        -projektu informacji żywieniowej na etykietę produktu.

        W ramach prowadzonej oceny przewidziana jest wizytacja zakładów produkujących
        przez upoważnionych pracowników IMiD"

        I jeszcze:
        "System certyfikacji wdrożony w Ośrodku Certyfikacji jest zharmonizowany z
        systemem UE.
        Elementy certyfikacji:
        -badania pełne wyrobu
        -nadzór nad wypełnianiem przez posiadacza certyfikatu obowiązków wynikających z
        posiadania certyfikatu oraz badania prób pobranych u dostawcy lub/i w
        handlu"(czyli jest kontrola już po nadaniu certyfikatu, no i po zakończeniu
        produkcji).

        Mnie to przekonuje. Nie wiem czy ktoś znajdzie bardziej restrykcyjny system
        kontroli.
        Pozdrawiam
        • jola_ep Re: Morlinki - uważajcie!!! 14.05.04, 19:18
          Jeśli jednak producent deklaruje, że Danonki są od trzeciego roku życia
          (wiadomość z infolinii), a na opakowaniu pojedynczym (nie wiem, jak jest z
          zbiorczym - tego w sklepie nie widać) nie ma tej informacji, to jak dla mnie
          jest nierzetelny. Podejrzewam, że IMiD wydał opinię uwazględniając wiek
          adresata. A że IMiD kojarzy się z atestowaniem produktów dla niemowląt...
          Czy tak samo jest z Morlinkami? Ktoś wie?

          Pozdrawiam
          Jola
          • jagusia7 Re: Morlinki - uważajcie!!! 14.05.04, 19:46
            Jeśli chodzi o Danonki, to informacja o tym, że są od trzeciego roku życia jest
            pewnie spowodowana tym, że są robione z mleka krowiego, a nie modyfikowanego. A
            o ile wiem, mleka krowiego nie poleca się dzieciom do ukończenia drugiego roku
            życia. A informacji o tym może dlatego na opakowaniu nie ma, bo w końcu
            podawanie dzieciom mleka krowiego wcześniej nie jest zabronione, a tylko nie
            zalecane(ja podawałam, bo nie było mnie stć na modyfikowane). To jest decyzja
            każdej mamy. IMiD, jak mi się wydaje, nie wydaje opinii wyłącznie o produktach
            dla niemowląt, dla starszych dzieci też i pewnie nawet dla dorosłych(np.mam w
            ciąży, ale tylko tak przypuszczam, nie sprawdziłam). Dlatego Morlinki mają
            atest, i Danonki, i pewnie wiele innych.
            • jola_ep Re: Morlinki - uważajcie!!! 14.05.04, 21:37
              Ale nie uważasz, że ucziwość wymaga, aby adnotacja o wieku dziecka, dla którego
              jest ten produkt, pojawiła się na opakowaniu?

              Nie sądzę jednak, aby problem stwarzało mleko krowie. Danonki to w końcu serek
              lub jogurt, a te produkty są zalecane dzieciom nawet od 10 miesiąca (w
              przeciwieństwie do mleka nieukwaszonego). Ja stawiam raczej na sztuczne aromaty.

              Ale danonki, jak danonki. W tym wątku rozmawiamy o Morlinkach. Jeśli ich termin
              ważności jest dłuższy niż tydzień, nie są pasteryzowane, to muszą zawierać
              jakieś konserwanty. A nie uwierzę, aby IMiD zaakceptował je dla dzieci w wieku
              np. 14 miesięcy.

              Pozdrawiam
              Jola
            • hedom1 Re: Danonki a salmonella - co na to sanepid 14.05.04, 21:42
              Witam,
              Jestem daleka od wydawania sądów typu: Morlinki-nie, Bakusie-nigdy, Danon truje
              itp. Chciałam wam tylko opowiedzieć naszą historię - tak po krótce. Moja córa w
              październiku przeszła salmonellę. Nikt z jej środowiska nie zachorował - tzn.
              żadne z nas w domu ani żadne z dzieci w przedszkolu. Niestety pediatra wogóle
              nie diagnozowała salmonelli a raczej rotawirusa (już ją zmieniliśmy) a badania
              zrobiliśmy sami po jakiś 5 dniach od początku choroby. Wyniki były w sumie po 8
              czy 9 dniach od pierwszych obiawów. Niestety nic co było w lodówce 9 dni
              wcześniej i co córcia mogła jeść się nie zachowało a ja w tak zwanym
              międzyczasie umyłam lodówkę. Zero śladów. Dzwonią do mnie z sanepidu
              mazowieckiego -Pytanie nr. 1 Czy ktoś w domu albo w przedszkolu zachorował. NIE
              Pytanie nr.2 Czy dziecko jadło Danonki? ????!!!! Jadło dzień wcześniej od
              wystąpienia objawów (d danonki do kieszonki i jeden zwykły) Odpowiedź pani z
              sanepidu- proszę dziecku nie dawać tej chemii. Bardzo dużo dzieci ma salmonellę
              po Danonkach. Wierzcie mi byłam w szoku. I ta pani mi to tak spokojnie mówi a
              reklamy lecą w telewizorku i Danio stoi w drzwiach przedszkola. To samo podczas
              rozmowy z panią z sanepidu regionalnego - Żadnych Danonków!! Proszę kupować
              polskie firmy...itd. Mówię o tym pani przedszkolance a ona mi na to że gdzieś
              już to słyszała w piaskownicy jakiś rodzic mówił ale nie chciało jej się
              wierzyć.
              Ja nie daję się zwariować i żyjemi i odżywiamy się normalnie. Helenka nawet je
              Danonki (w przedszkolu co prawda ale jej nie zakazuję). Zastanawia mnie tylko
              jedna rzecz. Czy to prawda? Czy za tym wszystkim stoi kasa? Pani z sanepidu
              powiedziała, że mają jakiś błąd w procesie produkcji ale cos mi sie w to nie
              chce wierzyć. Poza tym łatwo powiedzieć, że wiele dzieci ma po Danonkach
              salmonellę skoro tak dużo dzieci je zajada, a tak jak piszecie salmonella w
              produkcie może być wynikiem złego przechowywania.
              Co o tym myślicie?
              Pozdrawiam,
              • adasari Re: Danonki a salmonella - co na to sanepid 14.05.04, 23:09
                Co to znaczy "polskie firmy"?
                Co pani z sanepidu miała na myśli?Jakie firmy konkretnie?
                Wszystko,co mamy w sklepach,to są POLSKIE firmy.
                W jakim sensie polskie?Udziałów,inwestycji,właścicieli,surowców....
                • hedom1 Re: Danonki a salmonella - co na to sanepid 15.05.04, 15:37
                  Konkretnie wymieniła: Krasnystaw, Ostróda, Rolmlecz
                  Pozdrawiam
                  • utalia skaą wiadomo, basha-odezwij sie 15.05.04, 18:14
                    Dziewczyny Ratunku~! Jesli w ten sposob sanepid ocenia czym zatrulo sie
                    dziecko - na zasadzie czy jadlo, skoro jadlo i tu pada produkt, ktory jest "na
                    tapecie" i w ten sposob pada oskarzenie..... moze poprzednie dzieci, ktore
                    sie "zatruly" danonkami, tez na tej podstawie ich mamy wiedza ze to od tego.
                    Nie bronie danonkow, bo ich osobiscie nie lubie, wogole tej firmy kiedys
                    sprobowalam i jogurt jagodowy mial smak tektury zmielonej. I dlatego swojemu
                    dziecku tego tez nie dam. Lubie zotta. Ale to tak na marginesie. Chodzi mi
                    jedynie, ze warto wiedziec na pewno, ze to morlinki albo danonki, bo w ten
                    sposob niebawem bedziemy miloscia zyc i powietrzem. I ndal nie otrzymalysmy
                    odpowiedzi skad basha wie, ze to wlasnie od morlinek jej dziewczynka miala
                    salmonelle
              • kaska_dom Re: Danonki a salmonella - co na to sanepid 17.05.04, 12:36
                Hej!
                Przecież to zakrawa na paranoję. Firma produkuje i dystrybuuje swoje produkty
                na cały kraj, miliony dzieci i również dorosłych je zjada, a jakaś Pani z
                sanepidu dzwoni i informuje potencjalne ofiary o salmonelli w tych
                produktach!!?? Jak to możliwe, że sanepid wie o nieprawidłowościach i nic nie
                robi!!! Zastanówmy się! To nie ma sensu! Może i Polska to zwariowany kraj i
                wszystko stoi na głowie, ale nigdy nie uwierzę, że pod okiem sanepidu produkuje
                się tutaj masowo salmonellę. Tak właśnie rodzi się plotka: pani przedszkolanka
                powiedziała, że gdzieś słyszała... pewnie ta pani z sanepidu też to gdzieś
                tylko usłyszała. Bądźmy rozsądni, nie dajmy się zwariować! A co do historii
                Dominiki, jeżeli to rzeczywiście Danonki były źródłem salmonelli, to
                prawdopodobnie był to wynik nieprawidłowego przechowywania. Jogurty
                bezwzględnie powinny być trzymane w lodówce. I o ile my w domu o to dbamy, to
                sprzedawcy w małych osiedlowych sklepikach, a podejrzewam że i w hiper- i super
                marketach również, już nie bardzo i jogurty czekają na zapleczu, w cieple, aż
                zwolni się dla nich miejsce na ladzie. Tu szukałabym przede wszystkim
                nieprawidłowości i źródła salmonelli. A tak ogólnie to namawiam na nie
                popadanie w panikę. Kierujmy się rozsądkiem karmiąc nasze dzieci i nie dajmy
                się ogłupiać plotkom i przesadzonym informacjom o chemii, konserwantach itp.
                Moja mała dostała wysypki po grejpfrutach, czy to znaczy, że grejpfruty są
                trujące i raz na zawsze mam je wyrzucić z jej jadłospisu? Nie, odczekam kilka
                miesięcy i spróbuje jeszcze raz. I danonki też niedługo spróbuję jej podać!
                Uspokające pozdrowienia,
                kasia
    • a.l.o.e.s Re: Morlinki - uważajcie!!! 16.05.04, 00:55
      Dziewczyny, uwaga nie tyle na konkretne firmy, ile na produkty z hipermarketów.
      Bez względu na markę, jaką cieszy się dana firma, produkcja dla dużych sieci,
      to coś zupełnie innego niż produkcja dla sklepów firmowych czy małych
      odbiorców. Jest to związane z polityką cenową jaką prowadzą wielkie sieci i
      umowami handlowymi jakie musi podpisać producent, żeby z nimi współpracować.
      Ten sam produkt wyprodukowany dla sieci i dla rodzimej hurtowni będzie miał
      zupełnie inną jakość i zupełnie inne parametry. Szczegóły mogę podać na priva
      jeśli kogoś to interesuje, a żródłem moich informacji jest konkretna firma, w
      której pracuję jako tłumacz i lektor kadry menadżerskiej. Sami pracownicy nie
      kupują nawet własnych produktów wyprodukowanych dla sieci i mnie również
      wyraźnie powiedziano, żeby nie kupować w sieciach.
      • jagusia7 Re: Morlinki - uważajcie!!! 16.05.04, 09:07
        Napisałam na priva.
      • baranek11 Re: Morlinki - uważajcie!!! 17.05.04, 21:54
        Kilkakrotnie zdażyło mi się upić w osiedlowym spożywczym spleśniłe jogurty i
        śmietanę. Po jakimś czasie zorientowałam się, że właścicielka sklepu wyłącza
        lady chłodnicze na noc. Z oszczędności oczywiście.......
      • opieniek1 Re: Morlinki - uważajcie!!! 19.05.04, 15:27
        ja też chciałabym ,jeśli to możliwe, info na priva
        opieniek1@gazeta.pl
      • kapik17 Re: Morlinki - uważajcie!!! 21.05.04, 20:07
        Proszę o podanie szerszych informacji na temat produktów.
    • basha Re: Morlinki - uważajcie!!! 16.05.04, 19:44
      Dziewczyny!
      Morlinki, którymi zatruła się Dominiczka, córeczka mojej przyjaciólki jeszcze
      nie zostały przebadane i nie wiem czy moja przyjaciółka zdecyduje się na
      zbadanie ich. To w końcu jej decyzja. Podejrzane są ponieważ objawy zatrucia
      wystapiły u małej w wyniku zjedzenia właśnie takiej parówki.
      Po tym doświadczeniu wiem że nie podam mojej Mai (dwa dni temu skończyła
      roczek) parówek jeszcze długo. Ale ogólnie jestem załamana tym co dzieje się
      obecnie w przemyśle spozywczym i już nie wiem gdzie i jaką kupować wędlinę. To
      dobrze że wywiazała sie taka dyskusja, bo to bardzo ważny temat, ale przyznam
      szczerze, że załamałam się troche czytając że danonki i bakusie też.... szkoda
      gadać. Węszę tu sławetne polskie łapówkarstwo, jeżeli chodzi o sanepid. Obawiam
      się że ładna sumka zamyka sprawę, a przepisay staja się dużo liberalniejszesad
      niestety.
      pozdrawiam i życzę trafnych wyborów jeśli chodzi o żywność no i przede
      wszytskim zdrowia
      basia
      • utalia Re: Morlinki - uważajcie!!! 16.05.04, 21:42
        Basha, skoro morlinki nie zostaly poddane badaniu to nie mozna mowic, ze
        wlasnie nimi "zatrula" sie Dominika. Owszem sa podejrzane, bo jadla je tego
        dnia ale tego samego dnia z pewnoscia jeszcze jadla np. jajka, chleb, maslo,
        moze serek, danonki, bakusie, i tysiac sto innych produktow, ktore sa w rownym
        stopniu podejrzane. I w koncu moze sie okazac, ze Morlinki nie sa zle bo to byc
        moze wcale nie po nich! Utalia
    • l.kosinska Re: Morlinki - uważajcie!!! 19.05.04, 01:59
      Chcemy dla naszych dzieci jak najlepiej, najzdrowiej, najbezpieczniej itd.
      Nie ma zatem sensu dyskutować o wyższości ketchupu z własnych wychodowanych w
      przydomowym ogródku pomidorków nad sklepowym, bo wiadomo, ze każda z nas jeśli
      nie ma mozliwości zapewnienia swojemu dziecku tego pierwszego to wybierze jak
      najlepszy ze sklepowej półki. Nie tu pies pogrzebany. Jeśli dziecko zatruło się
      a mam podejrzenia, że przyczyna zatrucia jest kiełbaska ze sklepiku pani x,
      której jeszcze trochę zostało w lodówce to zanoszę kiełbaske do Sanepidu,
      podobno mają obowiązek przebadać i wydać opinię. Robię to z nadzieją, że sklepik
      pani X zostanie sprawdzony, a jeśli nie będzie tam nieprawidłowości to być moze
      sprawdzą i producenta. A może sposobem jest rozmuchanie sprawy. W końcu chodzi o
      zdrowie naszych dzieci. Poza tym np 10 opinii mam potwierdzonych w każdym
      przypadku przez Sanepid to co innego niz 200 niepotwierdzonych.
      Może wymyslimy coś razem, żeby podziałac w tej kwestii.

      Serdecznie pozdrawiam wszystkie mamy łakomczuszków i niejadków, wielbicieli
      morlinek i ich przeciwników, zazdroszczę pomidorków z własnego ogródka i czekam
      na pomysły.
      Lucyna mama Emilki


      • malazuzia Re: Morlinki - uważajcie!!! 21.05.04, 14:47

        Kochane Mamy.

        Bardzo często kupuję swojej córce Morlinki, tylko i wyłącznie je. Jako jedne
        jedyne z produktów firmy MORLINY są one rekomendowane przez Instytut Matki i
        Dziecka. Jestem pełna wiary, że ta organizacja nie jest tak skorumpowana, aby
        nie zależało imna dobrym mieniu firmy.
        Inne produkty dzieciom, np. Sokoła, moja córka jeść nie chce.

        A jeżeli chodzi o słoiczki: moja córka jest dzieckiem allergennym ( skończy 3
        lata ) i gdy nadchodzi okres jesienno-zimowy od warzyw dostaje strasznego
        uczulenia. I wówczas muszę jej podawać słoiczki ( najchętnieh GERBERA ), gdyż
        wówczas wszystkie oznaki alergii znikają.

        W dobie obecnego postępu nawet nie zdajemy sobie sprawy, co tak naprawdę jemy
        my i co podajemy naszym dzieciom.

        Pozdrawiam
    • ankas70 Re: Morlinki - uważajcie!!! 22.05.04, 15:26
      Jak dla dzieci te wszystkie morlinki sokoliki tygryski i inne są moim zdaniem
      za słone, czasem wprawdzie je kupuję ale zauważyłam że nawet na kilka dni przed
      upływem terminu ważnosci te pudełka pęcznieją!
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka