Mialam ta watpliwa przyjemnosc dzis wyciagnac dziecku kleszcza

Przyznam, ze nigdy wczesniej tego, czegos nie widzialam....I raczej srednio przywiazywalam do tego uwage. Tzn. sprawdzalam cialo swoje i dziecka, ale nigdy nie wnikalam dokladnie jak wyglada pajak, co z tym pasozytem robicrobic itp.
Wyciagnelam pensseta jakies bardzo malenkie, biale u gory, a na dole( patrzac przez lupe) miallo czarne nozki. Niby nie ruszalo sie.
Czy ktos przezyl z Was podobny klimat?
Mam wrazenie, ze moze czesc tego syfa zostala w skorze

Albo to moje schizy.
Troche martwi mnie to, ze dookola synek mial male kropeczki, plamki.... Nie wiem moze to zbieg okolicznosci i potowki?
Co powinnam wg. was teraz robic? Czytalam, ze po wyciagnieciu ponoc powinno sie to miejsce obmyc spirytusem itp. Ale jesli cos ewentualnie zostalo jeszcze pod skora, to czy nie rzaszkodzi takie odkarzanie?
Wiadomo, ze spirytus rozgrzewa, a tego kategorycznie zabraniaja przy kleszczu w skorze

Nie wiem juz sama, mam schizy, ze maly zalapie po tym jakiegos syfa.... popadam w paranoje!!!! Pomozcie! I opiszcie wlasne doswiadczenia jesli mozecie!