surusi81
21.07.11, 10:15
Moja córka ma 2 i pół roku. JEst fajnym, wesołym dzieckiem, dużo mówi i wszystko rozumie. Mąż się upiera, aby od jesieni dziecko oddac do żłobka (max na 4 godziny dziennie, gdyż jestem na urlopie wychowawczym). No i tu moje rozterki - w tym roku mała jest bardzo chorowita, od stycznia do dzisiaj miala 5 bakteryjnych infekcji, objawiających się zielonym paskudnym i długotrwałym katarem. poza tym zaszłam w ciążę i termin porodu mam na przełom lutego i marca. Boje się, że córka zacznie łapać w żłobku już wszystkie choroby jakie sie napatoczą, co skończy się i tak siedzeniem w domu i ewenualnym zarażaniem domowników. Ponadto boję się samej "separacji" coreczki od znanego jej dobrze środowiska. tzn. chętnie idzie choćby i na pół dnia do jednej czy drugiej babci, ale nigdy nie była sama pozostawiona w obcym jej miejscu z obcą osobą. Zdarza sie jej strasznie płakać nawet gdy na placu zabaw na chwile straci mnie z oczu, bo np ktoś zasłoni jej ławkę, na której siedzę... Dodam, ze ma kontakt z dziećmi na podwórku oraz w rodzinie. Przez ostatnie pół roku uczęszczałyśmy też na wspólne zajęcia dla maluszków z rodzicami, co bardzo się jej podobało. No i jestem w kropce, nie wiem co począć. Nie mam nic przeciwko dalszej opiece nad córką w domu, ale fajnie, jak by też troszkę się usamodzielniła w kontaktach z rówieśnikami, tylko czy jest sens męczyc dziecko całą stresująco z pewnością adaptacja do nowego miejsca, gdy byc może od razu zaczną się choroby? no i czy nie poczuje się odrzucona tym bardziej, gdy pojawi się drugie dziecko?