przeżywam ostatnio rozterki wychowawcze, synek 2-latek jest naprawdę świetnym i mądrym chłopczykiem, bardzo dużo mówi-pełnymi zdaniami, potrafi dokładnie powiedzieć co mu się podoba,a co nie- należy do tych dzieci,które ciągle mówią...nawet we śnie

w chwil i obecnej problem mam ja, a mianowicie,mały-jak przystało na dwulatka-intensywnie eksploruje świat i otoczenie...robi tysiąc rzeczy w jednej chwili,czasem ledwo ogarniam sytuację- jest taki szybki

z różnych powodów tj. dla jego bezpieczeństwa bądź tez dla zasady (niektórych sytuacji się po prostu nie akceptuje) staram się egzekwować pewne rzeczy-mały ignoruje prośby,a potem groźby...do niedawna tak było. ostatnio jednak zmieniłam taktykę, mówię raz, że nie wolno robić tego czy tamtego, bo grozi tym i tym lub proszę tego nie robić, bo zabiorę ci: łopatkę, kija czy coś tam i zaczęłam spełniać groźby/prośby...dla małego jest to koniec świata...synek rzadko płacze-jest raczej wesołkiem i śmieszkiem-bardzo dowcipnym zresztą-ale to wyprowadza go z równowagi, że mama zabiera "świetną rzecz" lub przerywa w jego mniemaniu wspaniałą zabawę...i wtedy jest czarna rozpacz.oczywiście jestem wtedy konsekwentna, ale w głębi duszy szkoda mi synka...po dzisiejszej takiej akcji zaczęłam się zastanawiać czy dobrze robię,czy może zbyt przeceniam możliwości synka w odbieraniu otoczenia i powinnam stosować raczej podstępy i odciąganie uwagi od realnych i dotkliwych w jego odczuciu konsekwencji. przejdę do sedna: czy 2 latek ma świadomość, że wybiera gorszą opcję czyli odebranie łopatki po tym jak pomimo upominania po raz kolejny sypie piasek kuzynowi na głowę i w oczy....?
pozdrawiam mamy małych urwisów