Dodaj do ulubionych

probem zabawkowo - dziadkowy....

04.12.13, 09:49
No wlasnie.... jak w temacie. mam problem z dziadkami i zabawkami...

Mlody dostaje od nich duzo zabawek.. w ciagu tygodnia potrafia mu 2-3 nowe kupic. Sa to takie male bzdety. Kiedy go odbieraja z przedszkola cz ykiedy zabiora na spacer ZAWSZE przynosie jakies drobnostki. Oczywiscie sie konczy tym,ze 2 dni pozniej lezalo to gdzies. Skonczylo sie tym, ze dostal zakaz przynoszenia tego do domu. Zabawki maja zostac u babci.

Zblizaja sie swieta, 6 mikolaj... wczoraj poszlo na rynek swiateczny..i przyszli z 6 nowymi zabawkami. 1 DUZA ciezarowka..tak na oko z 60 cm. Jakis zestaw policjanzta.. ze strzelba, ktora strzela plastikowymi kulkami(!!!!!!!), nozem (!!!!), kajdankami, pala i innymi bzdetami, jakims dinozaurem, i cos tam jeszcze...

WIem, ze ciezko dziecko za cos karac co nie zrobilo..ale dobrze wiedzial, bo mu mowilem, ze nie chce do swiat widziac zadnych nowych zabawek. Z jednej strny wine ponosza dziadkowie, ze mu kupowali wszytsko co chcial, z drugiej on sam, ze zlamal "swiateczny" zakaz.

z Mikolajem nie ma problemu bo dostanie ksiazke.

Zastanawiam sie jak postapic na swieta... bo planowalme mu kupic jakas wieksza zabawke, ale w zaiwzku z tym calym wczorajszym "zakupem" chyba zmeinie zdanie i po prostu dostanie cos malego plus jakas ksiazke lub gre, w ktora mozemy razem grac. Tylko czy to nie bedzie dla dziecka zawod? z drugiej strn nie wiem czy warto kupic cos wiekszego, jak dla niego zabawki sa radoscia na 2 dni.. MAX

ALE obawiam sie, ze babcia i dziadek maja wszelkie zakazy gdzies i mu znow cos wielkiego kupia...

Dodam, ze zabawki po 1-2 dniach leza na podlodze i koniec... Jak przekonac babcia i dziadka zeby przestali kupowac tyle zabawek???

Im nie przeszkadza, ze nie moze ich brac do domu, bo przez to przychodzi do nich. Z drugiej strona moze do babci i dziadka chodzic raz - dwa razy w tygodniu bo pierwsza rzecza ktora robia to stawiaja na stole slodycze i wlaczaja TV (choc teraz juz mniej niz kiedys)...
Obserwuj wątek
    • rzodkiewka7 Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 10:31
      Jak znajdziesz sposób żeby przekonać dziadków to zdradź... mój syn ma dwa rowerki biegowe które dostał w spadku po rodzinie, tydzień temu mój tata oświadczył mi radośnie, że kupił rowerek biegowy! na mikołaja... skończyło się awanturą i moja mama pojechała oddać ten rowerek do sklepu jeszcze zanim moje dziecko go zobaczyło.
      Natomiast z drugimi dziadkami mam problem dotyczący tzw kioskowych zabawek i różnym badziewiem, na jakiś plastik niegroźny staram się przymykać oczy, ale ostatnio od jakiegoś kolejnego samochodzika kioskowego odpadły koła i młody zranił się w rączkę, bo wystawała ostra śruba (tego dnia cały kioskowy szajs znalazł się w pudle i powędrował do piwnicy). Nie chcę żeby kupowali takie zabawki mojemu maluchowi i nie chcę żeby bawił się nimi nawet u nich, bo to niebezpieczne jest uncertain Niestety tłumaczenie nie pomaga sad
      • camel_3d Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 10:55
        ten kioskowy szajs u nas tez powedrowal do kubla..i tez nie moze go przynosic do domu..ale niestety sposobu nie mam.....
        • wro-tka Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 12:00
          młodego nie ma co karać - bo powiadają, że jak dają to brać trzeba a jak biją to uciekać.

          dziadki - za każda nową zabawkę kara w wysokości 200 euro wink
          • 3-mamuska Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 12:11
            Camel przestań marudzić, ciesz sie ze syn ma kogos do rozpieszczana.
            Dziecka nie każ pogadaj z dorosłymi, niech dają młodemu kasę, pogadaj z młodym co by bardzo chciał, i zeby składał pieniądze na to cos, ze jesli babcia chce mu cos kupić to niech mowi babcia daj mi pieniądza bo zbieram na świetna zabawkę wyjazd do legolandu czy gdzieś indziej.

            Oni po prostu moze maja problem z mówieniem nie gdy syn prosi.
            • zuzi.1 Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 12:21
              Dokładnie, zgadzam się z mamuską, ciesz się, że nie masz takich dziadków, którzy dziecku NIC, KOMPLETNIE NIC dziecku nie kupują, bo sknerzą, Twoi moze kupuja w nadmiarze, ale jest to znacznie lepsza opcja dla dzieci wink
    • mikams75 Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 12:19
      > Zastanawiam sie jak postapic na swieta... bo planowalme mu kupic jakas wieksza
      > zabawke, ale w zaiwzku z tym calym wczorajszym "zakupem" chyba zmeinie zdanie
      > i po prostu dostanie cos malego plus jakas ksiazke lub gre, w ktora mozemy raz
      > em grac. Tylko czy to nie bedzie dla dziecka zawod? z drugiej strn nie wiem cz
      > y warto kupic cos wiekszego, jak dla niego zabawki sa radoscia na 2 dni.. MAX

      Dziecko nie odbierze takiej akcji jako kary, a nawet nie zauwazy, ze cos nie tak, bo zapewne mu wszystko jedno czy dostanie cos duzego czy malego, oby mu sie podobalo, wartosci zapewne nie zna. O zupelnie nie bedzie widzial zwiazku pomiedzy tym, ze dostal pod choinke cos innego niz ty poczatkowo myslales w zwiazku z tym, ze dostal inne zabawki 3 tygodnie temu.
      Sposobu nie mam, sama troche walcze z takimi rzeczami i glownie z ciuchami, ale u nas spotkania sa duzo rzadsze, wiec przymykam oko.
      W tym roku zapowiedzialam, ze jak zobacze jakiegos grzmota i zawalidroge to po prostu z pakuje na powrot. Zrobilo sie malo miejca i mam dosc duzych zabawek, ktorych sie dzieciak pozbyc nie chce.
      Na twoim miejscu bym zostawiala wieksze ilosci u dziadkow, jak sobie zagraca mieszkanie na maksa to zaczna to moze zauwazac.
      Napuszczenie ich i dziecka na zbieranie kasy na cos tam tez jest dobrym pomyslem. Choc moze sie nie udac, bo ja to tez proponowalam naszej babci, ktora ma tendencje do kupowania 3 kurtek zimowych w grudniu (przy czym ja i tak juz kurtke musialam kupic wczesniej) wcale nie tanich natomiast zupelnie niepraktycznych. O guscie nie dyskutuje.
      • bbuziaczekk Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 12:25
        A ja tam bym chciala takich dziadkow wink No moze nie az tyle rzeczy zeby kupowali ale choc polowe z tego.
        Bo babcie i dziadek moich dzieci nie kupuja im nic. Kompletnie nic. I jest mi przykro z tego powodu. Ale coz.
        Jedynie co to slodyczami ich karmia. Kupia czekolady, lizaki itp. I potem nic dziwnego ze dzieci tak ciagna do nich skoro ich przekupili lizakiem i czekolada.
        A ja bym wolala zeby raz w miesiacu kupili puzzle, czy ksiazke, zamiast tych slodyczy.
        Moi jesli juz raz na ruski rok dostana od babc i dziadka to kase.
        Zabawek czy ciucha nigdy nie kupili.
        Wiec mozemy sie dziadkami zamienic wink
        • wro-tka Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 14:36
          > A ja tam bym chciala takich dziadkow wink No moze nie az tyle rzeczy zeby kupowal
          > i ale choc polowe z tego.

          ale nie ma w połowie... albo bierzesz pakiet i toniesz w zabawkach albo nic nie bierzesz wink
    • angazetka Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 12:29
      Chcesz karać dziecko za to, że dziadkowie kupują mu prezenty? Chore.
      • kanna Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 14:08
        Dokładnie uncertain
    • effie1980 Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 13:45
      bo dziadkowie maja widocznie taki sposob okazywania milosci, do tego za ich czasow tyle zabawek nie bylo, dzieciom tez tyle nie mogli kupic, to z wnukiem szaleja. Ja regularnie przypominan, ze dziecko ma "za duzo zabawek", "zabawkami sie nie bawi" I daje rozne pomysly co z dzieckiem robic. I np babcia zabiera je I placi za balet, dziadek robi domek do ogrodu. A jak dziecko przynosi zabawki to potem je odnosi nastepnym razem do babci I u nich sie robi bajzel, nie u mnie. Generalnie stopuje to wiekszosc zakupow. A utodziny/gwiazdki sa ustalane ze mna.
    • aniaurszula Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 14:48
      kiedys ktos powiedzial ze dziadkowie sa od rozpieszczania. z tego co wiem to kazde dziecko szybko nudzi sie zabawka nawet ta najbardziej wymarzona. u mnie przynajmniej na urodziny przeszlo ze dziadkowie czy ktos z rodziny daja pieniadza ale swieta rownaja sie z kupa zabawek wszelkiego rodzaju
    • sajgonetka Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 15:09
      u nas było bardzo podobnie. no, może nie z taką częstotliwością, ale raz w tygodniu.. [dzieci jest dwie sztuki, pięciolatek i niecały roczniak]

      wszystkie dodatki do gazetek, durnostojki, zabawki za złotówkę czy inne kioskowe, które od patrzenia na nie się rozwalają - po pierwszym szale używania i odłożenia w kąt - wyrzucaliśmy do śmieci. na zdziwienie dziadków przy kolejnej wizycie uwagi "a gdzie jest ten fantastyczny samochodzik" mówiliśmy "rozpadł się/zniszczył się/rozwalił się/dziecko rozwaliło, dobrze że sobie krzywdy nie zrobiło, i wyrzuciliśmy".

      podziałało, po którymś razie zaczęli kupować ubrania.
      a że syn trochę niewymiarowy (np. ubranie na 12-18 mcy, a on jeszcze 12 mcy nie miał), albo mi się nie widziało (np. zapinanie na plecach, na zadku) - od razu po wręczeniu mówiłam "dziękuję, ale proszę wymienić na większe, i z przodu zapinane lub bez zapięcia". jak była odpowiedź "nie da się" [a babcia miała tendencję do prania u siebie w domu, więc pozbywania się metek], to mówiłam: "szkoda, proszę zabrać, bo ja nie mam gdzie tego trzymać, oddać innemu dziecku, albo do kontenera z ubraniami wrzucić", jak babcia myślała, że blefuję - to demonstracyjnie kładlam przy wyjściu, w domyśle: albo zabieracie, albo idzie do śmieci. oduczyli się - teraz jak chcą coś kupić, to dzwonią i się pytają o rozmiar, fason, kolor itp., i nie piorą. albo mówię "nie chcę dwudziestej pary spodni/koszulki" i to oni mają problem, żeby coś kupić.

      od jakiegoś czasu - dzieciak zbiera na klocki, więc dziadkowie wyedukowani odpowiednio zbierają po 50 groszy, jak przychodzą to wrzucają wspólnie do skarbonki, i dzieciak się cieszy o wiele bardziej niż z badziewia, które się rozwala od nieużywania.

      a dodam, że dziadkowie mają różne pomysły, które są stopowane w miejscu. jak pytają, co potrzeba dzieciakom, odpowiadamy: "osobny pokój".
      wiedzą, że nie ma miejca albo nasza "filozofia wychowywania dzieci nam nie pozwala" na: telewizor do pokoju dzieci, laptop/tablet/notbook/ipad/telefon, na duże auto na akumulator (żeby dzieciak się zmieścił), na piłkę skaczącą większą niż ma, na samochód sterowany (Już jeden jest, u dziadków w mieszkaniu mieszka, dzieciak się nie bawi), na jakieś konstrukcje szafowe, na kolejny worek sako (bo jeden był, ale sprzedałam, bo przestrzeń była potrzena, na biurko, na regał na zabawki, itp.

      i jak mantrę powtarzamy: jak macie coś kupić za parę złotych, byleby było, to odłóżcie i raz na jakiś czas kupcie coś sensownego, a czym dzieciak będzie się bawił dłużej niż 2 godziny.

      za to dziadkowie nie mają limitu na: puzzle, kolorowanki, książeczki, zeszyty z 'zadaniami', kredki, plastelinę i farby. ale jakoś nie nadużywają wink
      więc kiedyś też doszłam do wniosku, że jak dziadek kupi samochodzik za 5 złotych to chyba bardziej robi to dla siebie, a nie dla wnuczka. wink i to on ma radochę..

      • sajgonetka Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 15:10
        a, i nie karać dzieciaka, bo jest chętny na łakocie czy zabawki,
        ale zrobić bana dziadkom wink
      • kanna Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 15:49
        "szkoda, proszę zabrać, bo ja nie mam gdzie tego trzymać, oddać innemu dziecku, albo do kontenera z ubraniami wrzucić"

        Moim zdaniem, takie komentarze są obrzydliwe uncertain Asertywność tez powinna mieć swoje granice.
        • sajgonetka Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 18:39
          > Moim zdaniem, takie komentarze są obrzydliwe uncertain Asertywność tez powinna mieć sw
          > oje granice.

          obrzydliwe to jest, jak proszę "nie kupuj tego, bo to mamy, albo kup w innym rozmiarze", a mimo wszystko to jest kupione, bo babcia wie lepiej, bo jej się podoba, bo kupiła to bo myślała, że zmienię zdanie, że nagle to coś zacznie mi się podobać/być potrzebne.
          obrzydliwe jest to, że niby próbuje konsultować zakup prezentu, co to ma być, co dziecko chce, co jest potrzebne itp., a mimo to kupuje coś, czego nie potrzebujemy albo co w ogóle będzie nieprzydatne.
          np. chodzik dla dziecka, kiedy wiedzą, że nie będziemy go w ogóle używać, albo butelka i mleko modyfikowane, choć wiedzą, że jestem zwolenniczką karmienia piersią, i nie mam zamiaru dziecka butelkować, albo buty typu trampki dla niechodzącego brzdąca, lub 3 kombinezon, albo 5 kurtka 'na zapas' itp. => w tych przypadkach był foch, że poprosiłam o zwrot/wymianę/zmianę przedmiotu, rzeczy potem oddałam to do domu dziecka, i był foch jeszcze większy "bo myślałam, że zmienisz zdanie".
          szkoda, że oni nie potrafią zdania zmienićcrying

          wszyscy dziadkowie wiedzą już, że zdania nie zmieniam, i raczej warto skonsultować coś.
          przykład z dni ostatnich - dałam listę zestawów lego, których dzieciak nie ma, a chciałby mieć.
          obie pary dziadków dostały listy z różnymi zestawami, żeby przypadkiem się nie zdublowało. uwzględniłam tam zestaw ostanio nabyty przez wujka. prośba od dziecka i od nas - niech wybiorą po jednym z tych zestawów i to będą super prezenty. zadeklarowaliśmy, że jakby mieli problem z kupnem stacjonarnie (market, sklep itp), to niech dadzą znać, kupimy internetowo. jedni dziadkowie - po tych wszystkich latach - załatwili jak trzeba, drudzy dziadkowie - kupili to, co wydawało im się, że sprawi dziecku większą przyjemność.
          reakcja dziecka na prezent: "mam już ten zestaw, od wujka, nie chcę drugiego takiego samego" i smutna mina. no, ale najważniejsze jest zrobić rodzicom na złość, bo co to za fanaberia - wybierać z kilku na liście, skoro sami wiedzą lepiej.
          więc mam nadzieję, że następne prezenty będą wybrane zgodnie z wyborem dziecka albo naszymi sugestiami. a jak nie to pomyślę dalej.
          • kanna Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 22:35
            bo babcia wie lepiej, bo jej się podoba,

            Zdanie - klucz.

            Osoba obdarowująca czuje się lepiej i BARDZIEJ lubi obdarowywanego (z każdym prezentem). Skoro mają z tego radość, to czemu im to odbierać? Co za problem oddać znajomemu dziecku za małe ubranko?

            Uważam, że elementarny szacunek do dziadków polega na tym, ze nie próbujemy ich wychować.
            • sajgonetka Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 05.12.13, 13:26
              cóż, wydaje mi się, że dziadkowie (o ile chcą) robią prezenty wnuczkom, a nie dzieciom sąsiadki.
              ale dzięki tobie chyba powinnam zmienić tok myślenia.
              dziadkowie robią prezenty dzieciom sąsiadki przez umyślne robienie niefajnych prezentów wnuczkom.
              fantastyczne rozwiązanie. że też na to nie wpadłam wcześniej.
              jutro zrobię listę zapotrzebowania sąsiadów, i przez sugerowanie czegoś innego dziadkom, oni na pewno kupią to, czego potrzebują sąsiedzi. genialne i proste.

              radość z dawania prezentów jest jeszcze większa, jak się podoba obdarowanemu i jest przez obdarowanego często używana (bo mówimy tutaj o zabawkach). a skoro ma tylko sprawić radochę jednej stronie, hm.. to jednak nie o to chodzi.
          • ciociacesia nie wierze ze nie chcial drugiego takiego samego 05.12.13, 13:45
            moje to takie pazerne ze wszystkiego by chcialo miec po 2 albo i po 10
    • budzik11 Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 16:32
      Ale co dzieciak winien zakupoholizmowi dziadków?? I jeszcze ON ma dostać karę za to, że mu kupiono (zwracam uwagę na formę bierną) zabawki?? Ukarz dziadków - WSZYSTKIE zabawki od nich wracają do nich. Im nie przeszkadza - to nich kupują, tobie też to nie powinno - ich mieszkanie, ich pieniądze. Ale nich to trzymają u siebie. Nie mają mieszkania z gumy, wkrótce chyba się zorientują, ile tego nakupowali i przystopują. Ty się tym nie martw.
      Włączają tv i dają słodycze -ogranicz wizyty, jeśli ci to nie pasuje. Chociaż dziadkowie to dziadkowie, nie muszą traktować dziecka jak rodzice, bo nimi nie są.
    • lucyjkama Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 17:22
      Z dziadkami nie wygrasz. Moje dzieci mają jednych dziadków "za miedzą". Co do nich pójdą to się obeżrą słodyczy i wyoglądają TV za wszystkie czasy.
      My w domu TV do niedawna nie mieliśmy no i dziadkowie biednym wnusiom TV kupili- chyba największy jaki był w sklepie wink I w ten sposób TV już posiadamy big_grin
      Najgorsze jest to że nie zważali zupełnie na alergie i dietę syna. Walczyłam z nimi latami i ... poddałam się. Cieszę się, że są. Na resztę machnęłam ręką.
      • aleksandra1357 Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 23:25
        lucyjkama napisała:

        > My w domu TV do niedawna nie mieliśmy no i dziadkowie biednym wnusiom TV kupili
        > - chyba największy jaki był w sklepie wink I w ten sposób TV już posiadamy big_grin

        Sprzedałabym na allegro następnego dnia albo zwróciła ofiarodawcy.
        • lucyjkama Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 05.12.13, 08:46
          He he!!! Zaakceptowaliśmy TV w domu. I tak włączamy niezmiernie rzadko, nawet żadnej porządnej anteny nie mamy tylko siatkową (chyba z 10 programów). Dzieciaki i tak oglądają to co wcześniej czyli filmy z płyt i z netu, tyle że teraz wygodniej bo na większym ekranie i z tyłkiem na sofie wink Za to u dziadków nadal hulaj dusza- czyli mini mini i inne teletoony do wyrzygania.
          • kanga_roo Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 05.12.13, 10:11
            ha, moi teściowie parę lat temu uszczęśliwili nas podobnie. TV był prezentem dla całej rodziny, a że mąż nie zaprotestował, to pudło zostało. telewizji nie mamy, oczywiście, dzieci oglądają czasem bajki z dvd, ale i one, i my częściej korzystają z komputera przy oglądaniu filmów.

            natomiast moi rodzice zdecydowanie przodują w kupowaniu dzieciom dupereli, na które nigdzie nie ma miejsca (ani zastosowania), oraz książek z marketowych serii edukacyjnych i zestawów typu przedszkolne karty pracy. obdarowują bez okazji i bez umiaru, ale chyba bardzo to lubnią, więc nie protestuję. większość dupereli pakuję w kartony i wystawiam na strych, dzieci czasem "odnajdują" te skarby i się cieszą.
    • 1yna-taka Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 19:02
      Gdyby dziadkowie kupowali mu Lego, na pewno byś to strawił i pozwolił dziecku zostawić, w końcu oni kupują bzdety taki bazarowy szajs i pewnie tu cię boli. Bardzo nieładnie postępujesz zakazując dziecku przynosić zabawki do domu. U dziadków są słodycze i dobrze... bo u ciebie ich nie ma.
      • kina82 Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 21:40
        ale co jest złego w tym, że Lego się toleruje a bazarowemu szajsowi jest się przeciwnym?\
        Ja też tak mam, jak widzę, że syn dostaje bazarowy szajs to po okresie ekscytacji nim (zwykle kilka godzin, max następnego dnia) owa zabawka ląduje w koszu. Moja babcia ma taką tendencję do przynoszenia takich zabawek ze sklepu wszystko za 5 zł, a wg mnie lepiej by było gdyby przyniosła dziecku w to miejsce czekoladę - podkreślam czekoladę a nie lizaka, chipsy czy inny słodki szit.
        Ja nienawidzę trwonienia pieniędzy na bzdury a dla mnie zabawki w stylu bazarowego szajsu to bzdury i mój młody już sam jak widzi to mówi, że to bzdury - jedyne gazetki jakie kupujemy z dodatkami plastikami to Auta i teraz Samoloty - ale to główna pasja mojego syna i dba o te autka, szanuje je, układa do snu i bawi nimi już wiele miesięcy.
        Lego zawsze jak się znudzi można złożyć i wrócić do niego za jakiś czas i będzie równie fajne i ekscytujące jak za pierwszym razem.

        Odnośnie tematu należało właśnie pogadać z dziadkami. Ja swoich wychowałam niestety krzykiem i groźbami ale u nas chodziło o słodycze najgorszej jakości - dozwolona teraz jest tylko czekolada.
        • aniaurszula Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 21:58
          moja starsza corka tez dostawala chinskie cukierki z zabawkami takie 2 w 1. naszczescie ich nie jadla tylko wszystko wyrzucala.mlodsza jak do tej pory nie dostala ale sama raz jej kupilam taka zabawke w biedronce a dokladnie nyszke miki z cukierkami. cikierki jej nie smakowaly i zosataly wyrzucone figurka zostala bo aktualnie fascynacja myszka miki i pociagami
        • camel_3d Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 22:26
          kina82 napisała:

          > ale co jest złego w tym, że Lego się toleruje a bazarowemu szajsowi jest się pr
          > podkreślam czekoladę a nie lizaka, chipsy czy inny słodki szit.

          heheh...... czekolada zdecydowanie nie jest slodka. choc oczywiscie zalezy jaka..
          • kina82 Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 23:14
            >heheh...... czekolada zdecydowanie nie jest slodka. choc oczywiscie zalezy jaka

            oczywiście, że jest, ale jest to jedyny znany mi słodycz (wszelkiej maści suszone owoce, orzechy, migdały i inne "zdrowotności" nie są zjadliwe dla mojego), który może (jedzony w odpowiednich ilościach) wnieść jakąś wartość dodaną (poza przyjemnością) do organizmu - gdybym miała wybór to bym w ogóle zabroniła słodyczy, więc czekolada to taki kompromis
            • kina82 Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 04.12.13, 23:19
              kina82 napisała:

              > >heheh...... czekolada zdecydowanie nie jest slodka. choc oczywiscie zalezy
              > jaka
              >
              > oczywiście, że jest, ale jest to jedyny znany mi słodycz (wszelkiej maści suszo
              > ne owoce, orzechy, migdały i inne "zdrowotności" nie są zjadliwe dla mojego), k
              > tóry może (jedzony w odpowiednich ilościach) wnieść jakąś wartość dodaną (poza
              > przyjemnością) do organizmu - gdybym miała wybór to bym w ogóle zabroniła słody
              > czy, więc czekolada to taki kompromis

              i od razu wytłumaczę - nie jestem przeciwna słodyczom z zasady, sama je kocham miłością wielką, nawet te najpaskudniejsze i najsztuczniejsze, ale mam syna nic nie jedzącego (wszystko poza mięsem i słodyczami jest niejadalne) dlatego walczę z tymi słodyczami w jego diecie, bo niestety są u nas skutki niezbilansowanej diety - w innym wypadku bym to olała, bo szkoda nerwów.
          • aniaurszula Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 05.12.13, 08:30
            a probowales kiedys te super slodycze typu pianki, zelki itp. po jednym bierze na wymioty. wiec lepiej obra czekolada , mlodsza jada tylko michalki w bialej czekoladzie, lub princese. starsza tez tego swinstwa nie rusza. przynajmniej wiem ze dziecko nie spuchnie po zjedzeniu zelka czy pianki. ostatnio w rodzinie byl przypadek kuzynka kupila sobie w niemczech inne zelki niz zwykle i pech spuchla ze pogotowie trzeba bylo wzywac a osoba dorosla. wiec nie wiadomo co tam bylo
    • camel_3d dzieki! 04.12.13, 20:46
      faktycznie..karanie za dziadkow jest nie fair...

      jedynie pozostaje pogadanie z dziadkami, co dzis zrobilem..i ...no coz..jak to wiele osob zna.. bylo 10000 tys powodow. Po pierwsze mlody te wsyzytski zabawki wygral na roznych loteriach... po drugie, tak swietnie sie bawil, po trzecie, swieta ida.. WTF?

      No coz..maja to wszystko teraz w domu, bo mlody i tak moze tylko 2 razy na tydzien do dziadkow isc...



      Ze swietami w tym roku to u nas bedzie dosc "ograniczona "ilosc prezentow, poniewaz swieta bedziemy spedzac na pustyni w namibii, wiec niec nie bedziemy ze soba taszyczyc. Mikolaj przyniesie cos nieduzego, zeby mlody mial cos na gwiazdke, ale zeby tez nie bylo telepania sie z prezentami... Mam nadzieje, ze dziadkowie mu tego nie "wynagrodza" po powrocie...
      • kanna Re: dzieki! 04.12.13, 22:40
        Mam nadzieje, ze dziadkowie mu tego nie "wynagrodza" po powrocie

        nastaw się duchowo, że wynagrodzą smile To ich święte, dziadkowe prawo.

        (Biedny wnuczek wywieziony na jakąś pustynie, zamiast na święta się śniegiem cieszyć. Rodzice są okrutni. wink

        Z moich doświadczeń - im mniej walczę z dziadkami o pierdoły, tym lepsze mamy relacje. I tym łatwiej stawiać mi granice i wymagać w sprawach na prawdę ważnych (np. zdrowie dzieci).
        • sajgonetka Re: dzieki! 05.12.13, 13:39
          > Z moich doświadczeń - im mniej walczę z dziadkami o pierdoły, tym lepsze mamy r
          > elacje. I tym łatwiej stawiać mi granice i wymagać w sprawach na prawdę ważnych
          > (np. zdrowie dzieci).

          my poszliśmy krok dalej wink
          i po każdorazowym 'wyskoku' reagujemy.
          nie dusimy w sobie, bo to jednak nasi rodzice, bo starsi i też swoje dzieci wychowali; nie tolerujemy do przelania miarki; nie odpuszczamy na zasadzie "raz nie zawsze"; tylko jest od razu reakcja. i pokazanie, co wolelibyśmy, żeby oni zrobili, co jest dla dziecka ważniejsze.

          np. dzieciak odmawia jedzenia obiadu, po czym wyciąga babcię na spacer, a na spacerze jest baaardzo głodny, i babcia kupuje jedzenie, ba, nawet nie jedzenie, co cukierek, czekoladka, batonik, kajzerka itp., nic wartościowego, taki zapychacz. podczas gdy my mamy zasadę: jak nie zje obiadu to najbliższym posiłkiem jest kolacja. jak zje obiad, to może tę czekoladę czy batonik zjeść - o ile ma miejsce w brzuszku. więc po takiej akcji babciowej - rozmowa, tłumaczenie, argumenty, przykłady. jak sytuacja się powtórzy (raz się zdarzyło), to dziecko miało szlaban na wyjście z babcią. i jedno i drugie szybko zajarzyło, że to co rodzice mówią, to rzecz święta, i nie ma zmiłuj.
          no, ale ja mam egzemplarz dziecka cudowny we wszystkich innych zakresach niż jedzenie, stąd takie sztywne i może hardcorowe zasady jedzeniowe. ale już wszyscy w rodzinie i wśród przyjaciół wiedzą, że tak ma być, i nie ma zmiłuj. dziecko od czasu do czasu próbuje testować nas i dziadków, czy przypadkiem zasady się nie zmieniły wink
    • danaide Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 05.12.13, 04:24
      Wiesz, na Twoim miejscu to bym spakowała trochę tego shitu i zawiozła na tę pustynię w Namibii. Pewnie lepiej zawieźć tam leki, ale wiem, że w takich miejscach byle długopis może sprawić dzieciakom radość.

      A tak na serio - jedni mają za dużo, inni za mało. Nie karz dziecka, tylko pokaż mu 1001 zastosowań zbędnych zabawek. Np. oddać dzieciom potrzebującym. Albo wybrać perełki, zanieść na garażówkę i opchnąć za grosze, a zebrane pieniądze przeznaczyć na marzenie małego albo głodne zwierzaki. Bo dziadków nie wychowasz. A syna jeszcze masz szansę. Wywiezienie na pustynię to jednak udawanie, że problemu nie ma. A problem jest, za to jak najbardziej rozwiązywalny.

      Moje dziecko rzadko spotyka się z ojcem/babciami i zdarza się, że wychodzi obładowane rzeczami przydatnymi lub nie. Ostatnio dostała świetną, piękną zabawkę - dubel. Z radością zamieniło ją na kinderniespodziankę (łatwo mnie nie wezmą!!!), a mama wypchnęła zabawkę na sprzedaż i podreperowała budżet. A do słodyczodajców chodzi ze szczoteczką do zębów i pastą oraz świadomością, że zęby trzeba myć.
      • mikams75 Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 10.12.13, 16:24
        > Wiesz, na Twoim miejscu to bym spakowała trochę tego shitu i zawiozła na tę pus
        > tynię w Namibii. Pewnie lepiej zawieźć tam leki, ale wiem, że w takich miejscac
        > h byle długopis może sprawić dzieciakom radość.

        i to jest najlepsza propozycja w tym watku, super pomysl!
    • mama-ola Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 05.12.13, 10:19
      Moje dzieci mają babcię, z którą chodzą do sklepu typu "wszystko po 5 zł". Kupują tam mnóstwo rzeczy. Dzieci szczęśliwe, bo ja bym im nigdy tylu takich rzeczy nie nakupiła. Na przykład drewniane kurki, które dziobią namalowane ziarenka, jak się potrząsa sznureczkiem. Czad. Babcia szczęśliwa - bo dzieci szczęśliwe.
      Patrzę na to przychylnym okiem. A niech mają wink
    • dominikanj1 Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 05.12.13, 11:06
      porozmawiać z dziadkami konkretnie, niech zrozumieją że nie jest to przez was akceptowane.
      prezenty co jakiś czas spakować, wystawić na tablicy.
      gdy dziadkowie nie dadzą się zreformować ostentacyjnie przy ich informujcie, że "o, kolejna dostawa przedmiotów do sprzedaży" smile
      • mikams75 Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 05.12.13, 11:16
        pewnie nikt tego nie kupi...
    • mamula_to_ja Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 05.12.13, 12:12
      Przy pierwszym dziecku strasznie walczyłam. O zasady o dietę o zabawki.
      Teraz z biegiem lat po prostu olałam.
      Olałam. Niech kupują, przynoszą co im się żywnie podoba.
      I niech to robią jak najdłużej się da.
      Nawet jesli to bzdety kioskowo gazetkowe-trudno-raz na jakiś czas leci do kosza i już.
      Po prostu uznałam że nie warto sobie tym zaprzątać głowy.
      A dziecko-no cóż winne. Nawet jak wie że mu rodzic zabrania-no to jakże ma się powstrzymac kiedy dziadkowie chcą mu kupić.
      Dla mnie teraz nie jest to problem w ogóle.
      Za niedługo zabraknie mojego teścia-jest bardzo chory.
      I oddałabym wszystko żeby znów zabierał dziewczyny na wycieczki z pierdylionem słodyczy i debilnych zabawek!
      • dzoaann Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 09.12.13, 14:21
        Oj, zgadzam sie z Toba...
    • twitti Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 09.12.13, 20:48
      Mialam to samo z tesciowasmile co tydzien nowa zabawkasmile i to nie drobiazg, tylko wielkogabarytowa, taka swiateczna. Przez te zabawki mielismy niemile rozmowy. Tlumaczylismy, ze za duzo ich, ze dziecko bedzie jej nie szanowac, ani zabawek.. Na jakis czas pomoglo. Teraz widze ze bsbcia xmow sie troche rozkrecila. Ale juz mi sie gadac nie chce. Corka na dzczescie sie nie tozpuscila. Ale zabawek ma za duzo i juz nie wiadomo co jej na swieta kupowacsad chowac ich tez nie mam gdzie, wiec polowa zostaje u tesciowej.
    • 1fioletowa Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 09.12.13, 20:55
      Ja eż uwielbiam kupować dziecku zabawki (no, może nie 2-3 razy w tygodniu i nie szajs), ale u nas zabawki są wiecznie, że tak powiem, w cenie. Nie ma akcji "na podłodze". Wszystkie są cenione i szanowane. Jakby coś było nie szanowane, poszłoby do dzieci, które potrzebują i tyle. Gdy zabawki się nie mieszczą, robimy wspólnie przegląd i część zabawek oddajemy tam gdzie są potrzebne. Jeśli nie zrobimy miejsca na nowe, nowe się nie pojawiają. Jest wielki problem z oddawaniem zabawek, to hamuje zapędy na nowewink Miałam kiedyś do czynienia z dziećmi, które traktowały swoje zabawki jak śmieci- ale było to wynikiem takiego traktowania rzeczy materialnych przez rodziców.
      Ale fajnie wiedzieć, że masz dziadków i to tak zakochanych w dzieckusmile Bo pamiętam, że kiedyś chyba byliście z młodym sami i tylko sąsiadka się nim zajmowała gdy Ty nie mogłeś, prawda? Czyli się dziecku bardzo poprawiło? Problem jak dla mnie nie w kupowaniu a w nie szanowaniu. Albo oddawajcie to, co niepotrzebne, albo uświadom młodemu kwoty, jakie idą na badziewie- i wskaż super zabawkę jaką można za to kupić.
      Nie karałabym dziecka małą ilością zabawek pod choinkę. Pod choinkę powinno się dostawać worek prezentówsmile
      • camel_3d 1fioletowa 09.12.13, 21:36
        smile)) no ci dziadkowie to wlasnie sasiedzi smile)) jako ze nie maja wlasnych wnukow, traktuja modego jak wnuka. i musze przyznac, ze sa wspanialymi dziadkami. mieli niesamowte zycie i opowiadaja mlodemu o nim. Zabieraja mlodego na urlopy, kupuja mu zabawki, pieka ciastka i td. Musze przyznac, ze znajomi, korzy nie maja dziadkow "pod reka" bardzo mi zazdroszcza takich sasiadowsmile))
        • 1fioletowa Re: 1fioletowa 09.12.13, 21:42
          O ranysmile))) No to chłopaku daj sobie spokój z problemem z zabawkamismile To przecież jakieś piękne między ludźmi cuda sąsmile)))))
          • camel_3d Re: 1fioletowa 09.12.13, 21:44
            dalem spokojsmile)

            niech go rozpieszczajasmile ja bede jego dzieciaki rozpieszczal smile
            • 1fioletowa Re: 1fioletowa 09.12.13, 22:21
              smile smile smile
    • joalma Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 10.12.13, 15:12
      a może niech dziadkowie kupują jakieś karty kolekcjonerskie, naklejki do albumów, ludziki lego, coś niedużego co dzieciaki zbierają, można się przy tym nauczyć cierpliwości, złapać bakcyla kolekcjonerstwa, jest o czym porozmawiać, czym się wymienić itd.
    • milamala Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 10.12.13, 16:41
      Nie pomoge porada ... bo zazdroszcze. Moi tesciowie sa calkowitym przeciwienstwem Twoich. Bedac dosyc majetni, jednoczesnie niezwykle dbaja aby wnuczki nie rozpiescic takze na jej 2.5 roku dostala od dziadkow 4 prezenty (dwa urodzinowe, dwa mikolajowe) i mowie o prezentach za pare euro a nie jakis wypasionych.
      I czasem jest mi przykro, bo gdyby pofatygowali sie o jakis bzdet to przynajmniej bym wiedziala, ze mysla o wnuczce, a tak ani wnuczka sie nie chca zajmowac ani prezentow dawac.
      U Twoich kipi milosc do wnukow i to jest piekne.
      Dziadkowie sie ciesza, wnuki sie ciesza, i o co wiecej chodzi.
      A zabawki, ktore leza i dzieci sie nimi juz wiecej nie bawia odnosc do domow dziecka czy znajomych biednych rodzin. jesli takich nie znasz udaj sie do osrodka pomocy spolecznej i tam zostaw, pracownice podczas wywiadow porozdaja komu potrzeba.
    • truskawka2013 Re: probem zabawkowo - dziadkowy.... 10.12.13, 17:46
      Jeżeli zabawki są u dziadków to niech sobie tam będą- to ich problem.

      Żeby uniknąć bumu zabawek na święta sama wybrałabym coś dla dziecka i zapytała dziadków, czy się złożą razem z wami na to. Podałabym argument, że macie mało miejsca w domu i wystarczy jeden wspólny prezent. Jeżeli masz za dużo zabawek w domu to sprzedawaj na allegro/ tablicy pl. lub po prostu oddaj biednym, do przedszkola. Zawsze znajdzie się ktoś, kto chętnie przyjmie te zabawki.

      Ja jestem przeciwniczką posiadania przez dziecko dużej ilości zabawek. Dziecko jest tym przytłoczone, samo już nie wie czym się bawić. Zabawki maja pobudzać wyobraźnię, rozwijać kreatywność a nie byc kolejnym plastikowym badziewiem, które dziecko rzuci w kąt po 10 minutach zabawy.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka