Mam pytanie... syn ma 2 lata i 4 miesiące no i oczywiście moja własna matka zasiała we mnie ziarno niepewności. Bo akurat odwiedziła ją moja koleżanka z synkiem o 2 miesiące starszym od mojego który świetnie już rozpoznaje i nazywa kolory. No i oczywiście padło hasło, że moje dziecko tez już to powinno umieć.
Wydaje mi się, że to troszkę za wcześnie, że może mieć jeszcze problem z nazwaniem. Próbowałam jednak poukładać z nim ciastolinę poprzez przypasowanie nakrętek do właściwych kolorów ciastoliny, ale nic z tego

i nie wiem czy to przez to że syn jest roztargniony i ma w nosie taką naukę czy coś jednak jest nie tak. Jak pytam go jakiego koloru jest coś co akurat ma w ręce to zwykle odpowiada że czerwone. Z kredkami i ich podawaniem bywa różnie. Czasem poda właściwą czasem nie. Mąż oczywiście wścieka się na mnie i na moją mamę, że sprawę wyolbrzymiamy (zwłaszcza moja mama) a ja po prostu nie chcę czegoś przeoczyć. Miał badany wzrok jako niemowlę, bo miał jedno oczko większe od drugiego i lekarz podejrzewał, że może mieć kanaliki łzowe zatkane, ale wtedy badanie wyszło ok. I nie wiem teraz właśnie... nie chcę panikować na zapas... ale jak wspomniałam nie chcę też czegoś przeoczyć. Jak to było z waszymi dzieciakami?