Dodaj do ulubionych

Jeśli nie klaps to co?

10.12.05, 23:37
Zawsze sobie obiecywałam, że nie będę stosowała klapsów wychowując moje dzieci. Zanim starsza córka nie skończyła 2 lat jakoś mi się to udawało, ale w któryms momencie dałam tego pierwszego klapsa. Niestety, zauażyłam że zaczynam dawać ich coraz więcej i że są one przejawem braku cierpliwości i bezsilności. Więc powzięłam mocne postanowienie poprawy, że już nigdy nie zbiję po pupie moich dzieci. Przeczytałam sobie wątek "czy wycowanie bez klapsa jest możliwe" ale nie znalazłam odpowiedzi na pytanie - co w zamian, gdy ciągłe tłumacznie nie pomaga. Podam przykład:
Starsza córka - Cecylka- obecnie ma trzy lata, młodsza - Emilka - 9,5 miesiąca. Starsza zazwyczaj nie pozwala młodszej bawić się zabawkami, mówi że to jej, odpycha ją (co prowadzi nieraz do upadków młodszej), czasami ją kopnie - to już zależy od jej nastroju. Już mała nauczyła się popychać starszą (już dobrze chodzi, jest bardzo silna jak na takiego brzdąca). Ciągle tłumaczymy Cecylce, dlaczego należy się dzielić, że nie wolno popychać i kopać i dlaczego nie wolno tego robić. Często odciągam małą i jakoś inaczej staram się ją zająć. Ale starsza często staje się jeszcze bardziej nieznośna, okazując w ten sposób swoją zazdrość. Mimo, że staramy się ciągle mówić do niej, że kochamy ją tak samo jak Emilkę, tylko że Emilka jest jeszcze mała i potrzebuje więszej opieki niż ona. Gdy Cecylka była już naprawdę nieznośna i popchnęła Emilkę zbyt mocno zdarzyło mie się dać w pupę. Gdy się uspokoiła mówiłam, że przcież tyle razy powtarzalismy, że nie wolno popychać Emilki. W opisanej powyżej kwestii widzę nieznaczną poprawę - nie wiem, na ile to kwestia tłumaczeń, a na ile klapsów. Ale widzę, że i ja coraz częściej zaczynam uciekać się do klapsów w innych sytuacjach i to mnie zaczyna niepokoić. Mam więc dwie prośby. Opiszcie:
1) Jakie kary stosujecie gdy dziecko jest nieposłuszne
2) Co robicie gdy zbiera w was słość i tylko silką wolą powstrzymujecie się aby nie zbić dziecka. Ja np. najchętniej poszłabym na pół godzinny spacer, ale jest to mozliwe tylko wtedy gdy mąż jest w domu.
Z góry dziękuje za odpowiedzi.
Obserwuj wątek
    • maks15 Re: Jeśli nie klaps to co? 11.12.05, 00:03
      Popularna dośc teoria glosi, ze "klapsy" (jesli mówimy tylko o nich...a czasami
      jest to niewinny eufemizm nie do konca zgodny ze sposobem bicia dzieci) sa
      wyrazem bezsilności. I to często prawda: jesli nie jestem w stanie porozumiec
      sie z dzieckiem na drodze rozmowy, egzekwuje swoje zdanie droga przymusu. Co ,
      poki co, jest dosc łatwe do przeprowadzenia. Osobiscie jestem zwolennikiem
      zdecydowanego nienaduzywania "klapsów". I jesli moge, unikam. Ale
      czasami...cóz,nie sposób być aniołem 24 h na dobę. Pozadany efekt mozna , jak
      sadze, osiagnac bez bijania dziecka w pupę, ale jest to droga dłuzsza,
      trudniejsza i wymagajaca wiecej cierpliwosci. Czy kazdy ma do tego serce? Wielu
      uwaza, że własnie poprzez bicie wychowuje sie porzadnego czlowieka. Jak mowi
      stare polskie powiedzenie "Zły to ojciec, co dziateczek rozgami nie karze". A
      jak rodzic da po pupie, to adrenalina mu spada...Tak duzo latwiej niz tłumaczyc
      po raz setny , dlaczego nie moze tego , czy tamtego...
      Moim zdaniem, problemem nie sa klapsy, ale ich ewentualne naduzywanie. Dziecko
      powinno wiedziec, ze z przemocą fizyczna ze strony rodziców moze spotkac sie
      tylko w absolutnie wyjatkowych sytuacjach. W rodzicach powionno znajdowac
      raczej opiekunów i przyjaciól. Ale rodzice to tez pierwsze wzory do
      nasladowania, wiec klapsujac, kodujemy takie zachowanie u naszych dzieci, gdy
      beda juz dorosłe. Mam szczere postanowienie nie "klapsować", ale czy sie uda,
      tego nie wiem. Co robic, gdy zbiera sie złośc? Coz, zawsze mozna walnac
      wspólmałzonka...smile Wiem, takie "rady" niczego nie rozwiazuja.Ale naprawde, nie
      mam dobrej odpowiedzi. Natomiast w systemie kar zamiast tych kontrowersyjnych
      mozna uzyc np. szlabanu na wyjscie z domu, albo zakaz ogladania tv, albo
      odstawienie czekoladki. To naprawde dla dziecka sa powazne obostrzenia. Jesli
      dziecko zapamieta konsekwencje, kolejny raz przemysli zanim znowu zrobi ten sam
      bład. Bo ze zrobi inny , to rzecz bardzo prawdopodobna: jak inaczej ma sie
      uczyc , niz probując na swoich własnych błędach?
      Pozdrawiam.
    • sakada Re: Jeśli nie klaps to co? 11.12.05, 00:20
      Mój syn ma niemal 2 latka. Jest wychowywany bez klapsów i absolutnie nie jest
      rozpuszczony czy nieposłuszny. Ozz nie ma jeszcze rodzeństwa (zostały mi 4
      misiesiące ciążysmile, jednak może podam przykład kotka: Oskar chce kotka
      dotknąć - czasami za mocno go przytuli albo głaszcze go pod włos. Tłumaczymy
      wtedy, że kotka to boli. Mówimy: "Zobacz - Ela płacze, nie ciągnij jej za
      włosy - ona jest smutna (Oskar też zaczyna się smucić). Jeśli chcesz ją
      pogłaskać zrób to tak:" (tutaj następuje demonstracja). Gdy syn pogłaszcze kota
      delikatnie dostaje brawa. Zauważyłam, że Oskar bardzo lubi być chwalony - robi
      wiele rzeczy po to by dostać oklaski (nasz sposób na nagradzanie) - zanosi
      papierki do śmieci, odkłada zabawki na miejsce, zbiera to, co wysypał. Gdy
      zrobi coś dobrze - sam sobie klaszcze i czeka na nasze potwierdzenie. Uważam,
      że jest to znacznie lepsza metoda wychowawcza niż bicie. Nasz syn stara się być
      grzeczny bo sprawia to jemu i nam przyjemność, gdy zostanie doceniony. Przykre
      jest, kiedy rodzicom szybciej przychodzi uderzyć niż pochwalić. Klapsy (inaczej
      zwykła przemoc) - to nie jest uczenie dobrych zachowań - to zwykła tresura...
      • aniabar Re: Jeśli nie klaps to co? 11.12.05, 00:38
        Zgadzam się sakado, że lepiej jest chwalić niż ganić. Cecylka, gdy miała 2 lata też bardzo lubiła być chwalona. Teraz jej trochę przeszło. Owszem, ucieszy się, ale to już nie tak jak rok temu. Ponadto w niektórych sytuacjach trudno chwalić codziennie za coś, co stało się dniem powszednim, np. że nie wylewa wody w łazience za wannę gdy się kąpię. Ale gdy już ją wyleje ( co robi średnio raz na dwa tygodnie, kiedyś było "wałkowane", że nie wolno tego robić) to jakąś karę trzeba zastosować, oczywiście adekwatną do popełnionego czynu.
        • sakada Re: Jeśli nie klaps to co? 11.12.05, 01:02
          Nadal sądzę, że lepiej jest nagradzać. Dziecko robi coś, bo sprawia mu
          przyjemność widok zadowolonych rodziców/pochwała/nagroda. Jeśli bije się
          potomka - owszem będzie posłuszny, ale tylko dlatego, że się BOI. Nie będzie
          (dajmy na to) bił siostry/brata, bo boi się kary. Jednak gdy rodziców nie
          będzie w pobliżu zrobi to z uśmiechem na ustach. Na złość. Trzeba nauczyć
          dziecko, że nie powinno bić (nikogo i niczego) dlatego, że to sprawia
          przykrość. Że kogoś - rodzeństwo/zwierzę/rodzica to bardzo boli. I wtedy jest
          szansa, że dziecko zrozumie SENS i KONSEKWENCJE swojego czynu. Nie można bić
          dzieci tłumacząc im, że bicie jest złem. To się wyklucza. Dziecko ufa nam -
          rodzicom bezgranicznie. Każde nasze zachowanie przejmuje jako naturalne i
          słuszne. Chcesz, żeby Twoje dziecko uważało przemoc za coś normalnego???
          • sakada PS: 11.12.05, 01:07
            I niech nikt nie mówi, że klaps to nie przemoc. Dziecko łatwo uderzyć; wiadomo -
            nie odda. Bijecie źle zachowującego się dorosłego? Ciotka walnęła gafę na
            rodzinnym obiedzie - i co? Waszym zdaniem powinna dostać w twarz? A co może się
            nie należy? Nawet gdybyście mieli ochotę to nie zrobicie tego, bo wiecie, że
            możecie też oberwać. Bicie słabszego - to takie wygodne...
            • szpaqlec Re: PS: 16.12.05, 07:17
              Zapomniałas o jednej podstawowej rzeczy, dzieci do pewnego wieku nie mogą być
              traktowane podmiotowo tylko przedmiotowo, ze wzgledu na ich niedostatecznie
              rozwiniętą psychikę, brak komunikacji, logiki itp. Natomiast porównanie ciotki,
              czy innej osoby dorosłej do 2-letniego dziecka uważam, za grubą przesadę, z
              powodów oczywistych (stopień świadomości i socjalizacji)

              Nie zapominajmy, że danie klapsa to nie bicie po twarzy, bo mam wrazenie, że
              się trochę radykalizujemy.

              Pozdrawiam
          • falafala Re: Jeśli nie klaps to co? 11.12.05, 10:37
            To powiem, ze i owszem dziecko male bardzo lubi byc chwalone i z checia powtarza
            te czyny za ktore bylo chwalone (dlatego okres przed 2 rokiem zycia jest dobry
            na nauke nocniczkowania), ale niestety wyrasta z tego okresu i zaczyna robic cos
            dokladnie przeciwnego, cos w rodzaju "na zlosc". Z chwaleniem tez w pewnym
            momencie jest problem, po pierwsze uczymy dziecko robic to za co jest chwalone i
            ciagle oczekuje od nas pochwal, a w koncu pewne rzeczy sa normalne, a po drugie
            to dziecko ma byc dumne z tego co robi, a nie szukac u rodzicow aprobaty czynu.
            Moja prawie trzylatka jest juz dawno poza okresem reagowania pozytywnego na
            chwalenie spontaniczne, tylko lubi jak jej sie przytaknie gdy sama przyjdzie
            dumna, ze cos zrobila i tez nie nalezy z "radoscia" przesadzac, bo krzyczy
            "cicho!".
            A co do klapsow to mieszcza sie one w moim pojeciu wychowania, dwa klapsy, ktore
            zdazylam jej dac zdzialaly cuda. Poki moglam to zabieralam po prostu
            niebezpieczna rzecz, dziecko ktore nie chcialo gdzies isc bralam pod pache i
            nioslam nie zwracajac uwage na wrzaski, ale gdzies po 2 roku nadszedl pierwszy
            okres na NIE, a ja nie mialam juz sily na mocowanie sie z dzieckiem (i jezeli
            ktos ma godzine czasu na tlumczenie dziecku ze nalezy sie ubrac bo nie zdazymy
            na autobus to dobrze, ja tego czasu w nadmiarze nie mam). W takim momencie klaps
            oczyszcza atmosfere i nie chodzi tu o bol, ktorego wcale nie ma, ale o gest,
            ktorym wywolalam zdziwienie (nawet nie placz). Dwa takie razy wystrczyly, poki
            co, mojemu dziecku bym juz nie musiala dawac jej klapsa, teraz juz starcza ze
            powiem, ze "zaraz sie wkurze", by dziecko rozumialo ze sprawa robi sie powazna.
            Nie jest dla mnie klaps wiekszym okazaniem agresji czy ponizeniem niz wyslanie
            dziecko do pokoju by sie uspokoilo, lub usadzenie je na minute na fotelu, czy
            zabranie ulubionej zabawki, wszystko sa to takie same przejawy naszej
            bezradnosci. Tak jest to zycie skonstruowane, ze wiecznie ktos ma nad nami
            wladze niezaleznie w jakim wieku jestesmy, a za male dziecko jestesmy
            odpowiedzialni jako rodzice by sobie nic nie zrobilo i nauczylo sie dostosowywac
            do wymagan spoleczenstwa.
            No i oczywiscie trzeba wziac pod uwage, ze kazde dziecko jest inne, jednym
            rodzicom jest latwiej bo maja wzglednie grzeczne dzieci, a inni zostali
            "obdarowanie" dzikusem. Moim zdaniem na poziom agerywnosci u dzieci najbardziej
            wplywa brak granic, ktore zdarza sie nie postawic zarowno tym rodzicom
            klapsujacym jak (kiedy wyskakuja nagle ni z gruszki ni z pietruszki z klapsem w
            jedym momencie a innym nie)jak i zwolennikom rozmowy. I na pewno kazdy z nas zna
            agresywne dzieciaczki rodzicow co nigdy ich nie uderzyli.
            • helga0 Re: Jeśli nie klaps to co? 19.12.05, 10:53
              To straszne, że tyle jest matek, które biją swoje dzieci. Nie ma się co
              chwalić, że dałaś dziecku dwa mlapsy. Po prostu dwa razy uderzyłaś dziecko i
              wten sposób wymusiłaś na nim określone zachowanie. Gdy mój syn nie chciał się
              ubrać, mówiłam: ok, ja muszę wyjść, więc ty sam zostaniesz w domu i zabierałam
              się do swoich rzeczy. Okazywało się, że wizja zostania samemu w domu - bo takie
              musiałby ponieść konsekwencje - jest zbyt straszna. I moje dziecko po 2
              sekundach już chciało się ubrać. Nigdy nie zdarzyła się sytuacja, w której nie
              wiedziałam co zrobić. I mo syn zarówno w przedszkolu jak i "w rodzinie" jest
              uważany za grzeczne dziecko. Czasem mówi do mnie tak: dzisaij czuję, że będę
              urządzał histerięsmile A ja mu na to, że rozumiem, bo czasem tak jest, że każdy
              musi poryczeć. A on na to: ale postaram się niedługo ryczeć...I on wie, że jak
              ryczy to ja z nim nie będę rozmawiać, bo nie rozumiem, co do mnie w czasie
              płaczu mówi. W każdej kwestii mogę się z nim dogadać, a on ma trzy lata.

              I dodam, że bardzo lubi być chwalony. Dzięki pochwałom rodziców dziecko buduje
              poczucie własnej wartości. Dlatego ja moge mojego synka chwalić zawsze, bo go
              kocham po prostu...
              • xioncpb Re: Jeśli nie klaps to co? 20.12.05, 12:12
                > Okazywało się, że wizja zostania samemu w domu - bo takie
                > musiałby ponieść konsekwencje - jest zbyt straszna. I moje dziecko po 2
                > sekundach już chciało się ubrać.Nigdy nie zdarzyła się sytuacja, w której nie
                > wiedziałam co zrobić

                Well, zdarza się, że dla dziecka perspektywa zostania w domu jest o wiele
                lepsza niż perspektywa konkretnego wyjścia (do nielubianej cioci, lekarza,
                etc.). I co wtedy, pani Mądralińska?
                • helga0 Re: Jeśli nie klaps to co? 20.12.05, 18:25
                  Nie sportkałam się z takim zachowaniem moejgo dziecka, pani Mądralińska. Moje
                  dziecko woli iść ze mną gdziekolwiek niż zostać samo w domu. Jesśli wiedziałam,
                  że wyjście jest dla niego nieprzyjemne, np, do lekarza, starałam się zawsze
                  uprazedzać mojego syna o ty, że idzemy do lekarza, i że wiem, ze on nie lubi
                  tam chodzić, ale że musimy zrobić to czy tamto. Twoim zdaniem, jak się
                  dzieciakowi przyrżenie, to chętnie wtedy idzie do nielubianej cioci? Rozumiem,
                  że na Ciebie ta metoda działała?
              • paulinas Re: Jeśli nie klaps to co? 22.12.05, 00:10
                >Gdy mój syn nie chciał się
                > ubrać, mówiłam: ok, ja muszę wyjść, więc ty sam zostaniesz w domu i zabierałam
                > się do swoich rzeczy. Okazywało się, że wizja zostania samemu w domu - bo takie
                > musiałby ponieść konsekwencje - jest zbyt straszna.
                Przeciez to tez przemoc tyle, ze psychiczna! Nie wiem co gorsze... Na moja mala
                (2 lata i 9 mies) takie "grozby" dzialaja czasem i na chwile (po zalozeniu
                kolejnego kawalka garderoby znowu biegnie zajac sie czyms waznym). Ja mysle, ze
                problem polega na tym ze mamy za malo czasu, ciagle sie spieszymy i to rodzi
                napiecia.
                Sa sytuacje kiedy trzeba reagowac ostro i zdecydowanie (moje dziecko mialo swego
                czasu zwyczaj wyrywania sie na ulicy - w takiej sytuacji nie ma czasu na
                tlumaczenia, lepiej zeby sie przestraszylo naszej reakcji niz na wlasnej skorze
                sprawdzilo jak to jest wpasc pod samochod).
                Chwalic oczywiscie trzeba ale nie za byle bzdury...
                • helga0 Re: Jeśli nie klaps to co? 26.12.05, 15:42
                  Wychodząc z takiego zalożenia, jakiekolwiek sprzeciwianie się dziecku to
                  przepoc... Ja wychodzę z założenia, że dziecko musi ponosić konsekwencje tego,
                  co robi. Dlatego musi wiedzieć, że jeśli się nie ubierze, to zostanie samo w
                  domu. A mówienie, ze to jest przemoc psychiczna i że ona jest gorasza od bicia
                  napawa mnie pustym śmiechem. Jasne lepiej dać klapa jednego za drugim i mówić,
                  że to lepsze dla dziecka.
              • pumpernikiel76 Re: Jeśli nie klaps to co? 22.12.05, 14:03
                Hmm....trochę mnie dziwisz... Nie wszystkie dzieci są takie same. Moje dziecko
                (4,5l) na wieść o tym że zostanie samo w domu gdyż mama nie ma czasu targowac
                sie z nim reaguje zupełanie inaczej. Nie jest to nic strasznego przynajmnie coś
                ugotuję i posprzatam mówi...No i co ty na to? Więzć jak powinnam zareagować
                jeśli naprawdę na 10 min. odjedzie nam autobus??
                • helga0 Re: Jeśli nie klaps to co? 28.12.05, 01:23
                  No to odjedzie... Trudno. Po prostu nie wyobrażam sobie, żebym uderzyła syna.
                  Przecież by po tym płakał. Było by mi jeszcze trudniej nad nim zapanować. Wiem,
                  że można znaleźć metodę, żeby dziecko w takich sytuacjach nas słuchało.
                  Oczywiście jest to sprawa idnywidualna. A ciekawa jestem, czy gdybyś zaczęła
                  się ubierać ignorując dziecko i naprawdę przygotowywyać do wyjścia, czy też by
                  się cieszyło, że przynajmniej coś ugotuje...
              • pustynka Re: Jeśli nie klaps to co? 30.12.05, 23:05
                Okazywało się, że wizja zostania samemu w domu - bo takie
                musiałby ponieść konsekwencje - jest zbyt straszna

                A czy przemoc psychiczna nie pozostawia głębszych śladów?
                Mnie uczono, że dzieci nie wolno straszyć ani czarną wołgą, ani czarownicą , ani realnymi - tym bardziej traumatyzującymi - potwornościami
          • agamle Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 21:43
            każde doiecko jest inne. Mój Rysio ma 2,5 roku Za miesiąc(oby) urodzi się
            HAnia. I róznie to jest tak naprawdę z moim dzieciątkiem. Niestety moja ciąża
            jest zagrożona i muszę stosować się do setki nakazó lekarza. Rysio z reguły raz
            na dzień mam napad złości albo agresji, albo innych ataków, które muszę
            tolerować. Na początku było proste tłumaczenie nie rób tego siamtego system
            pochwał miał swoje rezultaty- jakieś 3ms temu, ale miesiąc temu zaczęła się
            gehenna raczej moja niż jego i trudno mi znaleźć dobry środek na małego bąbla.
            System pochwał odpada, tłumaczenie wygląda tak że on nie zwraca uwagi na moje
            czy mojego męża uwagi, jak bierzemy go na kolano i patrzymy mu głęboko w oczy
            zaczyna się wrzask- bo to jest płacz z krzykiem- dochodzi do tego że jest go
            bardzo trudno uspokoić i po pół godziie takiej popisówki ma zdarty głos. klapsy-
            rzadko, ale w takiej sytuacji co? Moje nerwy są na granicy wytrzymania- pękam
            i ryczę, a póżniej zwiajam się z bólu... a za miesiąc dwa chyba będę łysa sad
            • helga0 Re: Jeśli nie klaps to co? 19.12.05, 10:56
              Ja kompletnie olewałam takie napady złości. zaczynałam sobie śpiewać, albo
              dzwoniłam do przyjaciółki, zeby pokazać mojemu dziecko, jak kompletnie nie robi
              na mnie wrażenie jego histeria. napady złości w tym wieku są normalne. Nie
              dosć, że przeszły to jeszcze szybciej niż mi się wydawało. Moje dziecko
              zobaczyło, ze ta metoda na mnie nie działa, więc przestał ją stosować.
              • hedonista.oswiecony słusznie 23.12.05, 14:17
                helga0 napisała:
                > Ja kompletnie olewałam takie napady złości. zaczynałam sobie śpiewać, albo
                > dzwoniłam do przyjaciółki, zeby pokazać mojemu dziecko, jak kompletnie nie
                robi
                >
                > na mnie wrażenie jego histeria. napady złości w tym wieku są normalne. Nie
                > dosć, że przeszły to jeszcze szybciej niż mi się wydawało. Moje dziecko
                > zobaczyło, ze ta metoda na mnie nie działa, więc przestał ją stosować.

                czasem dziecko musi zobaczyć, że pewne metody są nieskuteczne... Powtarzacie
                argument, że co jeśli nie mamy czasu..., że niby wtedy pójście na skróty i
                klaps są ok... Moim zdaniem nie bardzo. Tak to już jest ta istota
                skonstruowana, że bez miłości i cierpliwości ciężko wychować dobrego
                człowieka... pamiętajcie, że dzieci się dla nich i dla innych wychowuje, a nie
                dla siebie samych

                kłaniam się,
                HO
        • lola211 Re: Jeśli nie klaps to co? 11.12.05, 08:49
          Ale gdy już ją wyleje ( co robi średnio raz na
          > dwa tygodnie, kiedyś było "wałkowane", że nie wolno tego robić) to jakąś karę
          t
          > rzeba zastosować, oczywiście adekwatną do popełnionego czynu.

          Kare za wylanie wody? Do głowy by mi nie przyszlo.A nie lepiej dac dziecku
          kawal scierki i niech wyciera?
          • lidqa Re: Jeśli nie klaps to co? 11.12.05, 10:11
            jesli chodzi o te konkretną sytuacje a nie ogolnie to bardzo bym polecala
            ostatnie rozdzaly ksiazki "jezyk dwulatka"- jest wlasnie o tym jak postepowac
            keidy rodzina sie powieksza. Ona mowi zeby z dzieckiem rozmawiac czemu nie lubi
            mlodszego, dziecko np odpowiada: bo placze. (tez nie lubie kiedy kuba placze).
            Wtedy moza powiedziec ze dziecko tak cwiczy glosik. I jest lista rzeczy ktorych
            lepiej do dziecka nei mowic :
            Musisz sie nim opiekowac
            Musisz pilnowac
            Powinienes ją lubic
            pobaw sie ze swoją siostrzyczką
            podziel sie
            jestes juz duzą dziewczynką
            Zapytaj ją czego naprawde nie lubi w rodzenstwie i sprobuj czesc wyjasnic a
            czesc zmienic. Jesli np kąpiecie ich razem a ona nie lubi tego to zmien to.

            Po drugie jesli jej caly czas powtarzasz slowo "popychac": nie mozna popychac,
            nie popychaj, to bardzo sie skupiacie na tej czynnosci. Zamiast tego trzeba
            jakos inaczej zareagowac. Wogole jesli dziecko popchie juz to bym posadzila i
            zapytala czemu sie tak zachowalo ale jakos bez uzycia tego slowa. I bardziej
            sie skup na przyjaznych zachowaniach. Musi byc cos co ona robi w stosunku do
            siostry dobrze. I wtedy (ale od razu) mowisz ze jest bardzo kochana i fajna.
            Ale nie sztucznie bo mala to wyczuje. SPokojnie, mozesz ją po glowie poglaskac
            i powiedziec ze to miłe. Ona bedzie szukac aprobaty, tylko sie nei zniechecaj
            od razu jak to nie podziala za peirwszym razem. Wszystkie zmniany potrzebują
            czasu.

            Mysle ze najczestszym bledem rodzicow jest to ze szukają metod karania dziecka
            zamiast szukac metod zmiany zachowania. Ja jesli juz kuba robi ewidentnie cos
            czwego sobie nie zycze sadzam go na podlodze. Jest to kara dla niego, nie
            konieczie dla innego dziecka. A jesli wpada w histerie wynosze go do innego
            pokoju i spokojnie czekam zeby sie uspokoil. Idealnie jest jesli cokolwiek by
            dziecko zrobilo mowic do niego super spokojnie. Czyli powiedziec : kuba nie
            wolno tego robic, wyniesc go do innego spokoju, ale wszystko spokojnie i bez
            emocji.


            I ostatnie co mi sie przypomnialo to to , ze jesli dziecko cos robi 3 -ci czy 4-
            ty raz pomimo naszej reakcji za 1 i 2-gim to znaczy ze ta reakcja w jakis
            sposob je do tego zacheca. I chocby to byl krzyk to jest to zwrocenie uwagi np.
            a o to chodzilo.

            TO w wiekszosci nie moje madrosci tylko Tracy Hogg i Karen Pryor.
            • konwalia9 Re: Do lidqa 15.12.05, 22:24
              Przepraszam, że taka dygresja ale mam pytanie do Lidqi- z tego co piszesz
              czytałaś język dwulatka T. Hogg- ja stosuję jej metody wychowawcze na co dzień
              ale z paroma sprawami mam problemy- np. bicie mnie przez synka (1,8 m-cy). Za
              każdym razem mówię, że nie wolno bić mamy i wynoszę do innego pomieszczenia ale
              on "przejmuje się" tym tylko na chwilę, póżniej robi to znowu- może potrafisz
              mi pomóc. Będę wdzięczna.
            • malenka200 Re: Jeśli nie klaps to co? 18.12.05, 18:32
              Ja też mam tego typu problem z moim dwulatkiem( to już za 3 dnismile )-tylko, ze
              on ma upodobanie do elektroniki-ostatnio zepsuł nowe DVD i jest na najlepszej
              drodze,żeby zepsuć telewizor-ciągle go włącza i wyłącza.Kiedy zepsuł to
              nieszczęsne DVD-chociaż 1000000 razy go prosiłam,żęby się nim nie bawił,
              zrobiło mi się okropnie przykro, bo wiem jak mąż na niego ciężko zasuwał i mój
              mały też dostał po dupci.Teraz mam żal do samej siebie-może mi powiecie, jak
              mogłam w tej sytuacji zareagować?
          • aniabar Re: Jeśli nie klaps to co? 11.12.05, 10:42
            Akurat za wylanie wody to nie dałabym nigdy klapsa. Wówczas zatosowałam inna karę. Pisząc ten wątek chciałam poczytać o karach jakie stosujecie w przypadku dzieci i w jakich sytuacjach?
            Jak będę niała trochę więcej czasu to opiszę kary jakie ja stosuje. Wcale nie uważam, że klaps to jest wyjście. Wprawdzie przyznałam się, że w niektórych sytuacjach klapsy stosuję, ale jak już wspomniałam chce to zmienić, bo stwierdziłam że robię to zbyt często, wg. mojego własnego rozeznania.
            A przypadek z wylaniem woduy był przytoczony po to, aby pokazać że ciągłe tłumaczenie nie zawsze przynosi efekt "na zawsze" i w kińcu trzeba jakąś karę zastosować.
            • lola211 Re: Jeśli nie klaps to co? 11.12.05, 21:39
              Do okolo 6 roku zycia córki nie stosowalam zadnych kar, bo nie widzialam
              powodu.Jestem z gatunku matek wyrozumialych, dla których zachlapana łazienka to
              zaden problem.Teaz corka ma 7 lat i zdarza mi sie postawic ja na 10 min. do
              kąta, bardzo rzadko, ale sie zdarza, to ostatecznosc.
              • maja20022 Re: Jeśli nie klaps to co? 20.12.05, 23:49
                jestem mamą trzyletniego Mikołaja jestem od wczoraj w szoku bylam z dzieckiem
                na poczcie (chcialam mu zrobic przyjemnosc zabralam saneczki) po paru minutach
                w urzedzie ( zapewnilam miejsce siedzace uloteczki pisaczek zawsze działało)
                moje dziecko zrobilo taką rewolucje ze nie wiedzialam sama czy to na pewno moje
                dziecko najpierw wypaplalo sie w blocie na podłodze potem próbowal wspiac sie
                zeby zobaczyc czym pani puka brudzac wszystkich wokolo butami w błocie potem
                stanal na srodku i krzyczal nawet nie wiem co bo nastapilo zamieszanie i ludzie
                zaczeli do niego mowic ze mikolaj nie przyjdzie co moj syn powiedzial ze nic
                nie potrzebuje trawlo to 20 min dla mnie 20 godzin nie wiem co mam z nim zrobic
                ukaralam co nie ogladanie bajek ale dzisiaj w sklepie zrobil to samo i widze ze
                gadanie ze sie zawiodłam ze mi przykro przeszły mu obok ucha bylam tak na niego
                wsciekla ze siedzialam 30 min w lazience
    • ropusia Re: Jeśli nie klaps to co? 11.12.05, 20:04
      Mam dwoje dzieci - córka 2,5 roku, syn 7,5 miesiąca. Ja robię tak:
      kiedy córka nie chce podzielić się swoimi zabawkami, np. wyrywa je z rąk bratu,
      mówię, że jeśli nie chce mu dać swoich zabawek powinna powiedzieć
      spokojnie "proszę mi oddać, to moje" i najlepiej mieć coś, co można maluchowi
      dać wzamian. Jeśli tak powie, wyjmuję synowi zabawkę z rąk (bo sam raczej nie
      oddasmile) i daję córce. Przy tym dodaję do syna: "jak Basia będzie miała ochotę -
      da ci się pobawić". Zwykle jest tak, że po chwili sama przynosi mu tę zabawkę.
      Jeśli nie daje mu żadnej swojej zabawki nie pozwalam jej bawić się zabawkami
      malucha. Uważam, że jeśli zabawka jest własnością dziecka, to ono ma do niej
      pierwszeństwo i ono decyduje, czy się podzieli czy nie. Chodzi o to, żeby
      nauczyło się, że jak ono się nie podzieli, to inni zrobią tak samo. Nie
      zastosowałabym tego do zabawek wspólnych - tymi bawiliby się na zasdzie "kto
      pierwszy ten lepszy". Tak teoretycznie, bo póki co każde ma swoją grupę zabawek.
      Kiedy Basia popchnie lub uderzy brata, ma go przeprosić. Gdy akurat mam mniej
      cierpliwości proszę ją o wyjście z pokoju i zajmuję się poszkodowanym.
      Wyczytałam gdzieś, żeby w takich przypadkach zająć się wyłącznie poszkodowanym,
      zupełnie ignorując atakującego. Można do uderzonego/popchniętego dziecka
      powiedzieć "siostra cię uderzyła, bo nie wiedziała co zrobić, żebyś
      oddał/przestał/czy co tam innego; może następnym razem zrobi to tak: i tu
      podać "przepis" na pożądane przez nas zachowanie w takiej sytuacji". Mówimy
      wprawdzie nie do agresora, ale tak, żeby dobrze słyszałsmile
      W przypadkach rozlania/nabrudzenia/itp. pilnuję, żeby to dziecko po sobie
      sprzątało. Wprawdzie zwykle muszę poprawiać, ale liczy się, że poniosło
      konsekwencje.
      To tyle co na razie przyszło mi do głowy. Mam nadzieję, że choć trochę pomogłam
      Pozdrawiam.
      Monika
      • lidqa Re: Jeśli nie klaps to co? 11.12.05, 21:09
        Gdy akurat mam mniej
        > cierpliwości proszę ją o wyjście z pokoju i zajmuję się poszkodowanym.
        > Wyczytałam gdzieś, żeby w takich przypadkach zająć się wyłącznie
        poszkodowanym,
        >
        > zupełnie ignorując atakującego. Można do uderzonego/popchniętego dziecka
        > powiedzieć "siostra cię uderzyła, bo nie wiedziała co zrobić, żebyś
        > oddał/przestał/czy co tam innego; może następnym razem zrobi to tak: i tu
        > podać "przepis" na pożądane przez nas zachowanie w takiej sytuacji".

        FAjne! musze zapamietac!
    • jakoma Re: Jeśli nie klaps to co? 11.12.05, 21:33
      ja mam dwa potwory 4 latka i dwulatke.nie bije no po prostu nie umiem,czasami
      to mi sie rece zacisna az,ale przeciez jestem dorosla i jak do tej pory umiem
      sobie radzic ze swoimi emocjami.nie twierdze,ze nigdy moim potworom nie dam
      klapsa,nie demonizuje malego lanska,czasami naprawde moze sie dziecku nalezec
      dla jego bezpieczenstwa ,ale jak narazie nie miesci mi sie w glowie,ze moglabym
      udezyc swoje dziecko.jak to mowia male dzieci maly klopot.wychodze z
      zalozenia,ze mam dobre dzieci i one takie sa,chociaz balagania,psoca,leja sie ze
      soba zachowuja sie jak zdrowe normalne dzieci,eksperymentuja,sprawdzaja na ile
      moga sobie pozwolic,a ja im wciaz do bolu tlumacze,odwoluje sie do ich
      empatii.co do kar to czasami stosuje na starszego dzialaja,wie,ze jak bedzie
      niegrzeczny to nie bedzie wieczornych przyjemnostek albo pojdzie odrazu z
      ulubionego miejsca do domu.mlodsza jest uparta o wiele badziej wie ,ze zle
      robi,slyszy jak jej mowie,ze nie wolno jej czegos robic,ale nawet na mnie nie
      spojrzy tylko czyni co jej fantazja dyktuje,ale nie poddaje sie mowie moze za
      10000000 razem dotrze,zabieram przedmiot ktorym dokonuje wandalizmu,nie poddaje
      sie.jak musze to krzycze,teraz mniej,ale tak rok temu jak hania nie byla w
      stanie sie obronic to nieraz wydarlam kopare na starszego w celu ratowania zycia
      mlodszej,teraz juz ustalili sobie kto jest general a kto szeregowiec.leja sie
      czasem chociaz wiedza,ze tak sie nie rozwiazuje konfliktow,ale czasem to juz im
      nerwy puszcza.podchodze do tego w ten sposob,ze dzieci zawsze sie bily i bic sie
      beda(maz mi to wyjasnil bo ja jedynaczka i zawsze myslalam,ze rodzenstwo to tak
      cale zycie sie ciagle kocha,on mial 2 siostry i wie jak to jest).kiedy male juz
      mnie do bialej goraczki doprowadzaja to rozstawiam po katach jak najdalej od
      siebie i wychodze do kuchni pije kawe pale peta i po tych kilku minutach para ze
      mnie ulatuje.
      a co do dzielenia sie zabawkami to wyjasnilam adasiowi,ze albo dzieli sie z
      hania i kupujemy coraz to nowe zabawki,albo co jego to jego i hani kupuje
      zabawki ktore jej sie podobaja z jego kolekcji ale na nowe to juz mniej
      pieniedzy bedziemy miec.nie dotarlo wiec jak powiedzialam tak zrobilam i mam dwa
      takie same jezdzidelka,dotarlo jak sobie uswiadomil,ze moglyby byc dwa rozne i
      moglby sie wymieniac nimi z siostra.ja podchodze do dzieci kierujac sie
      intuicja,kazde z nich jest inne,ma inny temperament robie co mi serce nakazuje,a
      i jeszcze poczucie humoru zawsze w takich ogniowych sytuacjach mysle sobi jak to
      wnukom bede opowiadac jak tata chcial ciocie hanie koldra zadusic,a ona z kolei
      w wieku dwoch lat w ataku szalu ugryzla go w brzuch tak,ze az mial czerwona
      obwodke wokol pepka.wydaje mi sie,ze dzieci trzeba kochac,poznac i wpajac im
      moralne zasady od najwczsniejszych lat bo co jas nie pojmie to jan juz sie nigdy
      nie nauczy.to my rodzice pierwsi pokazujemy im swiat i wyznaczamy im
      sciezki,ktore potem beda drogami ich zycia,a to czy oni wybiora akurat te drogi
      czy gdzies w boczne skreca to juz nie do konca od nas zalezy.i kiedys beda
      musialy kierowac sie swoim rozumem i morale,bo mama bedzie juz za stara zeby dac
      klapsa.z tych krnabrnych,zlosliwych istot wyrosnac powinny przeciez
      ambitni,odpowiedzialni za siebie dorosli a nie tresowane pieski(.to tak na
      marginesie do innych postow na temat klapsow z innego ale podobnego watku na tym
      forum).
    • aniabar Re: Jeśli nie klaps to co? 11.12.05, 23:17
      Dziękuję wszystkim mamom za poświęcenie czasu i długie opisanie tego co robicie gdy dzieci są niegrzeczne. Słowa napisane przez Lidqa
      > Mysle ze najczestszym bledem rodzicow jest to ze szukają metod karania dziecka
      zamiast szukac metod zmiany zachowania >
      uświadomiły mi, że to właśnie ja zaczynam popełniać ten błąd, czego wyrazem jest ten wątek. I chyba wiem co leży u podstaw tego, ale nie tutaj na to miejsce.
      W którymś poście napisałam, że opiszę kary jakie ja stosuję. W świetle słów przytoczonych wyżej zastanawiam się czy to robić. Może opiszę tylko dwa przykłady, jak to dla Cecylki kara przestaje być karą.
      W opisanym wyżej przypadku z rozchlapaną wodą nie dałam ścierki do zebrania wody, bo Cecylka uwielbia to robić (zawsze przy sprzątaniu mi pomaga) i rozchlapywała by codziennie, no, może po tygodniu by jej się znudziło. Więc gdy już zobaczyłam co narobiła, szybko wyciągnęłam ją z wanny, wytarłam i kazałam iść do pokoju i wejść do łóżeczka, aby to przemyślała. Oczywiście się rozpłakała ale poszła. Po kilku minutach przestała płakać, a potem słyszę, że bawi się w najlepsze swoimi maskotkami. Kamień spadł mi z serca, że nie zaczęła się nakręcać na dokuczanie. Karę "wyganiania" do pokoju zastosowałam jeszcze dwa razy. Ale ostatnio, gdy Emilka jej dokuczała mówi: mamo, idę do pokoju, zamknij drzwi, niech mi Emilka nie przeszkadza. I mam wrażenie, że to zamykanie w pokoju pzestało być karą, a ucieczką przed siostrą. Na szczęście nie ucieka przed nią za często. Tak w ogóle to ją bardzo kocha tylko to ich "docieranie się" czasami mnie zwalalo z nóg, no i ta zazdrość o poświęcony czas dla każdej.
      Drugi przykład: Cecylka, aby zasnąć musi wypić w łóżeczku dwie małe butelki mleka, herbaty lub soczku. Próbowałam do tej pory zmienić te napoje na wodę, ale się nie udawało. Ostatnio gdy za bardzo marudzi przy kolacji mówimy, że w butelce będzie woda, a nie inne "smakowe" płyny. Jakoś to przyjęła, a ostatnio już sama woła wodę. Więc się bardzo cieszę, że skończył się problem picia, ale "muszę" wymyśleć jakieś inne sposoby na jej kolacyjną niesubordynację.
      Już naprawdę czasami żadne pomysły nie przychodzą mi do głowy, które wcielone w czyn sprawią, że zrozumnie pewne rzeczy. Więc to nasze wychowanie to takie prześciganie się w fantazji - tylko że ją ostatnio przegrywam.
      Pozdrawiam.
      Ania
      • jakoma Re: Jeśli nie klaps to co? 12.12.05, 11:32
        aniabar a czy to wylewanie wody jest az takie straszne ja nie chce cie wysmiewac
        tu nie o to chodzi,bo mnie tez szlak trafia jak mam maluchy z wanny wyjmowac i
        mam cale skarpety i dol spodni mokre.ale jak widze te iskierki w ich
        oczach,rozesmiane pysie to mi nerwy przechodza,dziecvinstwo powinno byc
        radosne,bo ta radosc,szczescie i zrozumienie rodzicow to sa korzenie,ktore
        zapuszcza sie w domu rodzinnym,do ktorego sie potem w okresie najwiekszego buntu
        mlodzienczego wraca.a jak ci to az tak przeszkadza to moze ustal z corka jeden
        dzien w ktorym chlapie ile chce ty oczy zamykasz,reczniki rozscielasz,albo
        jeszcze lepiej maz niech ja kompie w ten dzien.a jak w inne dni celowo nachlapie
        to w ramach konsekwencji powiedz ze mama jest zmeczona bo oprocz codziennych
        prac musiala dodatkowo podloge w lazience scierac i dzis czytania bajki nie
        bedzie bo padasz ze zmeczenia.ale najlepsz sposob to wskoczyc z cora do wanny
        ,mlodsza niech sie tata zajmie chwile i chlapac sie razem,powaga to naprawde
        jest przyjemne sama sprawdzilam.mysle ze to nie problemy z metoda wychowania
        niedaja ci spokoju a zwykle zmeczenie,ja jako matka dwojki dzieci (jedno 4
        lata,drugie 2 )moge ci doradzic tylko wiecej luzu.dom to nie oboz kadetow,tylko
        miejsce gdzie zyjemy a zycie to rowniez przyjemnosci.
        co do marudzenia przy kolacji moze daj im troche wczesniej kolacje,kiedy nie sa
        takie zmeczone calym dniem.
        a zamykanie sie przed siostra w pokoju predzej czy pozniej przejdzie,po jakims
        czasie mlodsza stanie sie partnerem do zabawy.a pozatym kazdy z nas potrzebuje
        czasem samotnosci i prywatnosci dzieci tez.
        zapewniam cie ja mam gorzej moja hania (to to mlodsze) ma pasje deptania psich kup.
        co ja sie natlumacze jej,ze normalny cywilizowany czlowiek chodzi po
        choniku,tylko czasami niecywilizowane psy na chodnik tez robia.to w ramach
        pocieszenia,nie szukania rady,wiem ze jej to przejdzie znajdzie sobie pewnie za
        jakis czas inna zabojcza dla matki pasje.
      • myszamisiowa Re: Jeśli nie klaps to co? 14.12.05, 22:28
        anibar tak jak napisałaś :dawanie klapsów wynika ze straty cierpliwości u
        rodziców, zupełnie się z tym zgadzam, a ponieważ nie biję synka i nikogo innego
        jak mnie wkurza też nie smileto czasem jak naprawdę nie mam już cierpliwości to
        zdarza mi się wyjść na sekundkę do łazienki np. i walnąć pięściąw ścianę,
        ostatnio preferuję stertę miękkich ręczników,haha,uwierz to naprawdę pomaga,
        rozładowuje, i nie trzeba się potem wstydzić za swoje zachowanie; co do kar to
        ja z góry uprzedzam syna o konsekwencjach np. mówię, że jak nie będzie mnie
        słuchał to dostaje zakaz gry na kompie;czasem jako kara wystarczy mu że widzi
        że isę denerwuję i robi mu się głupio...a co do twoich córeczek w przypadku
        moim i brata(10 lat starszy)rodzice zastosowali zasadę nie mieszania się i
        super się sprawdziła, on mnie czasem bił, ja mu dokuczałam,oni się nie wtrącali
        a on mi obiecywał że odda mi swoje wszystkie słodycze tylko żebtm już nie
        ryczała...haha
      • lola211 Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 15:51
        NIe odbierz tego jak atak, ale według mnie jestes dla dzieci zbyt rygorystyczna
        i stad Twoje dylematy z kara.Mnie kara kojarzy sie ze skutkiem naprawde
        ciezkich "uchybien" dziecka - np. wybieganie na ulice.A Ty piszesz o chlapaniu
        woda czy marudzeniu przy kolacji.Nie sadze, by były to sytuacje wymagajace
        stosowania kar.O chlapaniu woda juz bylo, a co do marudzenia przy jedzeniu- nie
        je- zabieram, do widzenia, niech chodzi glodne, niech poniesie konsekwencje
        swojego zachowania.Znam przypadek karania 2latki za pobrudzenie ubrania-
        dziecko sie wywrócilo, wiec nalezy mu sie kara- do łozka spac.Przeciez to jakis
        absurd.Dojdzie do tego, ze dziecko bedzie karane za kazde zachowanie, ktorego
        my nie akceptujemy, nawet w blahych przypadkach.
        I jeszcze cos- jesli chcesz przekonac do czegos dziecko(jak w przypadku picia
        tej wody) to nie powinnas jednoczesnie traktowac tego jako kary- "badz
        grzeczna, bo dostaniesz wode"- to nielogiczne.
    • bielinka Wszystko co robisz - rób z miłości 15.12.05, 19:42
      Ja mam 2 letniego synka ktorego jak wszystkie mamy kocham oblednie. Czytam co
      tu bylo napisane i mysle sobei - kazda z Was, a raczej nas, znalazla swoje
      metody na swoje dziecko smile. Mysle ze samo to ze bierzemy udzial w tej dyskusji
      pokazuje ze nie chcemy bic naszych dzieci a to co czasem im sie jednak "obleci"
      nie jest w takim nasileniu zeby moglo im zaszkodzic. Ci ktorzy tłuką swoje
      dzieci nie zastanwiaja się nad tym bo uważaja to za normalne i właściwie.
      Porusznay byl tu wielokrotnie problem braku cierpliwosci i przez niektorych
      pietnowany. Fajnie. Ja jestem mamą ktora oprocz zwykłych problemów walczy z
      depresją.Czy wiecie jak latwo w takim stanie przejsc do slepej furii z poczucia
      bezradności?Mam nadzieje ze nie. Walcze z depresją właśnie dlatego zeby nie
      krzywdzic mojego synka. I chyba mi się to udaje bo wszyscy uwazaja go za wesole
      i posluszne dziecko. A potrafi miec swoje humorki...Dostaje klapsy, nie
      ukrywam. Ale nie jest to "bicie", a wlasnie klaps na "opamiętanie". Ale nie
      uwazam tego za jedyne i najlepsze rozwiazanie. Jak rozleje wode przy malowaniu
      farbami-dostaje recznik do wycierania, jak za bardzo nachlapie w lazience-
      konczymy kapiel itd. ALe np. nie chcodze z nim na zakupy do supermarketów albo
      do sklepow z zabawkami - nie wystawiam dziecko na zbyt duza pokuse. Staram sie
      nie prowokowac sytuacji w ktorych oboje moglibysmy "wyjsc z siebie". Planuje
      drugie dziecko i w ramach "treningu" kupilismy kotka - teraz Maly uczy sie
      szanowac mniejsza od niego i slabsza istote. Rożne to bywa wink ALe widac
      postepy. Powtórze co już napisalam - każda z nas najlepiej wie jak postępowac
      ze swoim dizeckiem bo je najlepiej zna, a wysluchac innych rad zawsze milo bo
      moze znajdzie sie cos nowego i skutecznego. Karanie dzieci nie jest zle, zla
      moze byc forma która zamiast uczyc moze krzywdzic - a tu granice musi znalezc
      kazda z nas sama. smile Pozdrawiam
    • yanca3 Re: Jeśli nie klaps to co? 15.12.05, 20:10
      jeśli nie klaps to: zagospodarowanie czasu dziecku - tak,tak! wiem co mówię ( z
      autopsji). Wymaga to dużego wysiłku ze strony rodzica ale efekt : cudowny!
      Popatrz uważnie czym najchętniej zajmują się twoje dzieci , spróbuj w tym
      kierunku organizować zabawy ( rzecz jasna wprowadzając urozmaicenia ) jesli
      dziecko się nudzi tzn.,że jest wrażliwe i ma " w sobie" wiele talentów.To ty
      musisz ( jako rodzic ) pierwsza zauważyć i wyprowadzić dziecię swe na drogę
      ewentualnej sławy (czego ci życzę serdecznie ).Na ten spacer ( w samotności )
      też zabierz dzieci , przegoń je ( zwłaszcza ) przed spaniem ( niech się
      zmęczą ) a będziesz miała spokój . A gimnastyka w ciągu dnia tez pomaga , a
      jaka to super zabawa !!!Jeśli coś ci to pomoże to cieszę się ,że mogę
      pomóc .Pozdrawiam i życzę cierpliwości do maluszków
    • kasialu Re: Jeśli nie klaps to co? 15.12.05, 21:04
      Moja nataszka ma 20 mies, a SZymek prawie 6,5. nata była boska dopóki nie
      poajwił się Mały. teraz histerysuje na każdym kroku mimo, że przytulam ją tak
      samo dużo i tak samo mocno. targają Nią sprzeczne uczucia bo potrafi mnie bić i
      drapać, a jednocześnie przytulać. W żłobku jest Ok - przychodzi do domu i
      zaczyna się histeria do samego wiefzora. Np powiem nataszko uwazaj bo zupka za
      gorąc - zaczyna wrzeszczeć, powiem żeby uwazała bo się pzrewróci - wrzeszczy.
      nieraz mam ochotę ją sprać, ale walczę ze sobą bo to nie jest metoda
      na "naprawienie" dziecka tylko na ulgę rodzica i to tylko chwilową bo za chwilę
      byłyby wyrzuty sumienia i płacz - tylko tym razem mój.
      Nic nie pomaga na te stany - ani zagadywanie, ani zabawa, ani tłumaczenie, ani
      ignorowanie. Regularny ryk do wieczora z małymi przerwami. Tylko noszenie na
      rękach trochę pomaga, ale też nie na długo. Tym bardziej, ze ciezko ją nosić
      non stop kiedy jest jeszcze półroczniak w domu.
      Wróciłam do pracy i zaraz po jeu zakonczeniu lecę do domu do dzieci bo tęsknię,
      a do tego Mały nic nie je jak mnie nie ma. Nataszka potrafi mnie doprowadzic do
      takiego stanu, że zapominam nakarmić Szymka /albo ona mi na to nie pozwala/ i
      dziecko głodne pół dnia.
      Wiem, ze są rózne dzieci - takie do których łatwo trafić, takie które mozna
      zagadać, ale są też dzieci trudne, które gorzej przechodzą "syndrom dwulatka".
      Nie umiem sobie radzić, ale staram się mocno.
      Jak przychodzi moment, kiedy mam ochotę uderzyć, zostawiam natę samą w pokoju i
      wychodzę. Ona wyje non stop, a ja się modlę o cierpliwość.
      • edytka73 Re: Jeśli nie klaps to co? 15.12.05, 21:43
        Dopowiem tylko jedno, bo sama kiedys wpadłam w coraz częstsze załatwianie
        problemu klapem i sama musiałm się tego oduczyć (bo dla mnie osobiście było to
        upokarzające, a ponadto przestało przynosić jakiekolwiek dobre skutki w
        zachowaniu Małego).
        Zamiast mówic sobie "już nigdy ich nie uderzę" powiedz raczaj co rano "nie
        uderzę ich do obiadu", a po obiedzie "nie uderzę ich aż do pójścia spać, żeby
        nie wiem co - nie dam się wyprowadzić z równowagi". Do takich krótkich terminów
        łatwiej się jest stosowac.
        • astra161 Re: Jeśli nie klaps to co? 15.12.05, 22:20
          No dobrze owszem przemoc rzecz straszna czy to wobec dzieci czy ogólnie,
          szczególnie jednak wobec dzieci jest to rzecz niedopuszczalna,tylko proszę nie
          popadajmy w paranoje,przemoc a klaps w pupe celem otrzeżwienia,mam syna 3
          letniego ,wyczekanego,wytęsknionego,ale czasami,niezmiernie rzadko klapsa
          otrzymuje.KochaNE mamy krótko mówiąc nie da się wszystkich dzieci mierzyć jedną
          miarką,i nie popadajmy w paranoje,ja sama a pewnie i gros z was
          otrzymywałyście przysłowiową "ścierką przez tyłek" i co macie z tego powodu
          jakąś straszną traumę? może gdyby było mniej tego typu rozważań a wychowanie
          byloby tak jak wiele lat temu,kiedy ojciec to był autorytet a nie kumpel,i miał
          prawo natrzeć uszu i nie zastanawiać sie jaką straszną krzywdę robi swojemu
          dziecku,może wówczas byłoby mniej programów typu Pod napięciem pod tytułem;12
          latek z dobrego domu zakatował bezdomnego;Zachowajmy zdrowy rozsądek względem
          naszych milusińskich przesada w żadną stronę nie jest wskazana.
      • jakoma Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 20:11
        no kasiula wiem co czujesz,mialam to samo tylko,ze u mnie to mlodsze tak wylo
        ciagle,ze o sniadaniu dla starszego przypominalam sobie o 13.na to jest jedna
        metoda milosc,czulosc i cierpliwosc.dzieci z tego wyrastaja chyba,przynajmniej
        tak u mnie bylo(to jest chyba taki test milosci,czy nadal je kochamy pomimo
        powiekszenia rodziny,albo jak u mnie czy je tez tak mocno jak pierwsze kochamy}.
    • minka5 Re: Jeśli nie klaps to co? 15.12.05, 23:54
      Jestem zdecydowna przeciwniczka klapsow! Mam 3 synow - prawie 12, 7 i 5.
      NIGDY nie podnioslam na nich reki i nie mysle, abym to zrobila. Nie, nie moje
      dzieci to nie chodzace aniolki!!! Sa fajni, ale... jak to dzieci.
      Dasz klapsa 2-latkowi, a 7 latka zlejesz pasem? Te klapsy z czasem tak samo
      przestaja dzialac jak wysylanie do pokoju.
      Wierze w gradacje kar tzn. dosotosowania ich 'wagi' do wieku. Cecylka ma 2
      lata, a wiec nie ma jeszcze poczucia swojej sily. Mysle, ze gdy popycha
      maluszka, to chce tylko 'kawalek' przesunac, ale nie przewrocic! Po co wiec ten
      klaps? Moze na chwile musi za kare siasc na krzesle lub postac w korytarzu i
      zaraz po tym ( po swojemu) powiedziec co zrobila zle. W tym wieku, mysle, ze
      wyslanie do pokoju powinno byc jedna z najciezszych kar na rowni z np. z
      nieoogladaniem dobranocki.
      A wylewnanie wody za wannne, ukaralabym 'brakiem''kapieli na nastepny dzien,
      ale bez zadnego ALE.

      Bicie nie jest rozwiazaniem. Agresja budzi agresje. Gdy nasz
      sredniaczek 'przestawial" (tak jak Cecylka) naszego najmlodszego, to miala
      zawsze argument "ja cie nie bije, nie popycham itp, a wiec nie rob tego, bo to
      zle". Na efekty nie moge narzekac.
      Zycze wiec cierpliwosci, ale i konsekwencji, tylko bez bicia!
      • lidqa Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 12:20
        > A wylewnanie wody za wannne, ukaralabym 'brakiem''kapieli na nastepny dzien,
        > ale bez zadnego ALE.


        w przypadku 2-latka nie zrobilabym tego. Dziecko potem moze byc super grzeczne
        przez caly nastepny dzien a kara nastepuje po 24 godziach. Kara powinna byc dla
        takiego dziecka natychmiastowa. Ja mysle ze ok bylo powiedzenie ze to mi sie
        absolunie nie podoba i natychmiastowe wyjecie z wanny.
    • et811 Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 00:20
      moim zdaniem przemoc fizyczna ma też konsekwencje psychiczne. i raczej nie ma
      znaczenia czy wymierzamy "niewinnego klapsa" czy wyrapowujemy tekst paskiem na
      tyłku. w świadomości dziecka zostanie to przyzwolenie na bicie słabszych.
      pamiętajmy, iż dziecko uczy sie m. in. przez naśladownictwo, a pierwszymi
      nauczycielami są przecież rodzice. Więc dlaczego dziwi nas fakt, że starsze
      dziecko bije młodsze. kiedy taki fakt ma miejsce, próbujemy zmienic postępowanie
      dziecka, ale czy zastanawiamy sie nad swoim? Wiem że nie ma ideałów, że trrudno
      uspokoic nerwy, ale bicie nic nie zmieni. dlatego chciałabym polecic książkę
      Thomasa Gordona "Wychowanie bez porażek". Autor przkonuje o nieskuteczności kar
      fizycznych. Zamiast nich proponuje wypowiedzi "ja". głównym załozeniem jest
      przekazanie dziecku w sposób nie wymagający użycia przemocy czy naszej władzy,
      ze dana sytuacja nam nie odpowiada. Moim zdaniem metoda ta uczy, zarówno nas
      rodzicow, jak i nasze dzieci, odczytywac wzajemnie wlasne potrzeby. Często
      dzieciprzekazują nam własnym zachowaniem swoje potrzeby. jednak nie wystarczy
      słuchac, trzeba jeszcze usłyszec. Ksiązke warto przynajmniej przeczytac.
      zaproponowana w niej metoda nie jest przepisem na wychowanie. droga do uzyskania
      pozytywnych wyników jest bardzo trudna i wymaga dużo cierpliwości i pracy przede
      wszystkim nad samym sobą, ale mnie to sie oplaciło. Nie mówie że wszystko jest
      kolorowo i nie ma konfliktów między nami, ale naważniejsze jest chyba to aby nie
      zapominac że kiedyś też byliśmy dziecmi i że nasze problemy były dla nas
      najważniejsze.
    • mroufka Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 00:45
      Rozumiem cie az za dobrze - moje dzieci sa w tym samym niemal wieku.
      Przyzwyczaiłam się do prawie wszystkich wyskoków i nie przychodzi mi do głowy
      karac ich za wylanie wody czy stłuczenie czegoś. Ale zostaje najgorsze. Starszy
      bez ustanku tłucze młodsza siostrę. A kiedy mówie tłucze - to oznacza to
      dosłownie - wyjał metalowy pret z łózeczka i walił ja w głowe. Albo kopał ja w
      brzuch. Walczyłam z tym na wszystkie sposoby. parę razy nie wytrzymałam i
      przyłozyłam klapsa - nie ze złości ale z braku innych pomysłów i strachu że za
      któryms razem naprawde ją zrani 9tzn nie tylko rozbije warge czy nabije guza,
      ale po prostu zabije czy złamie rekę albo spowoduje wstrząs mozgu. bo co zrobic
      kiedy z rozmysłem kopie ja w twarz? oczywiście że przerobiłam wszystkie inne
      pomysły: były i rozmowy i zapowiadanie że nie będzie bajki i co ci przeszkadza
      u siostrzyczki i próby poświecania każdemu dziecku osobno czasu och nie bedę sie
      rozpisywac. generalnie wszystko o czym wspominałyście, a także sporo z tego o
      czym nie pisałyście - zawiodło.
      Cóż, powiem ci tak - trzeba to przeżyć po prostu. Wbrew pozorom mój syn nie jest
      potworem. Znakomicie sie bawi z innymi dziecmi, nigdy nie męczył żadnego
      zwierzątka, nigdy w zyciu nie uderzył mniejszego dziecka zawsze dzieli sie
      swoimi zabawkami z maluchami - z wyjątkiem własnej siostry która katuje.
      Ja prawie zwariowałam, bo spróowałam naprawdę wszystkiego. nie wiem, może te
      metody opisane w ksiazkach na kogos działają. na moje dzieci - nie.
      tak było przez rok. teraz córka jest już wieksza. Potrafi się odgryzac - dosłownie.
      Wiesz kiedy znikł problem z tym że starsze bije młodsze? Otóz znikł w dniu kiedy
      mój syn uderzył córke piescia w brzuch (siegnela po samochodzik). A ona wtedy
      złapała go za ręke i ugryzła do krwi a kiedy zaczął wrzeszczeć - podrapała po
      twarzy.
      Od tej pory jest spokój. Jasne, od czasu do czasu złapia sie za włosy, ale nigdy
      nie było sytuacji, żeby syn zrobił cos co zagroziłoby siostrze czyms wiecej niz
      wyrwanie kilku włosów.
    • lapacz_w_zycie Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 01:02

      Jeśli nie akceptujesz przemocy fizycznej możesz ograniczyć się do psychicznej.
      Pamiętam, kiedy byłem mały, babcia straszyła mnie cyganami. Ale to jest bardzo
      niepoprawne politycznie.
      Ostatnio tłumaczę swojemu trzyletniemu synowi (jeśli zdarzy mu się być bardzo
      niegrzecznym), że zasłużył na klapsa, ale jestem jego tatą, a tatowie nie biją
      swoich dzieci, i że będę musiał zadzwonić po konkubenta, a jak przyjedzie
      konkubent to mu nogi połamie (czasami trzeba sięgnąć po słuchawkę i zasymulować
      rozmowę z konkubentem).
      Skuteczność w uspokajaniu 100%.
      Ma to także dodatkowe zalety. Dziecko słysząc w radiu czy telewizji informacje o
      tragicznych wypadkach nabiera przekonania o prawdomówności ojca. Poza tym
      przygotowuje dziecko do zaszczepienia niechęci wobec związków niesakramentalnych.

      lwz

    • lecznicza.pokrzywa Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 09:22
      aniabar napisała:


      > Starsza córka - Cecylka- obecnie ma trzy lata, młodsza - Emilka - 9,5
      miesiąca.
      > Starsza zazwyczaj nie pozwala młodszej bawić się zabawkami, mówi że to jej,



      I SŁUSZNIE !!! W tym okresie życia kształtuje się poczucie własnych granic,i
      dziecko musi mieć poczucie bezpieczeństwa w tej sprawie.To jej zabawki , nie
      wolno ich dawac bez jej zgody nikomu! Nie wolno wmawiać,że powinna się dzielić!
      Dopiero , jak nabędzie zaufania , sama zacznie dawać , ale nie teraz.

      od
      > pycha ją (co prowadzi nieraz do upadków młodszej), czasami ją kopnie - to już
      z
      > ależy od jej nastroju. Już mała nauczyła się popychać starszą (już dobrze
      chodz
      > i, jest bardzo silna jak na takiego brzdąca).


      To normalne - w koncu to jej rywalka.One się biją , bo ze sobą walczą o
      najważniejszą rzecz na świecie - o wasze uczucia.Nie znaczy to jednak ,że masz
      na to pozwalać , tylko ,że sprawy wymknęły ci się spod kontroli.




      Często odciągam małą i jakoś inaczej staram się ją zająć. Ale starsza cz
      > ęsto staje się jeszcze bardziej nieznośna, okazując w ten sposób swoją
      zazdrość

      Czy wtedy , gdy starasz się małą czymś innym zająć , to bawisz się z nią ?
      Poswiecasz jej uwage?


      > . Mimo, że staramy się ciągle mówić do niej, że kochamy ją tak samo jak
      Emilkę,
      > tylko że Emilka jest jeszcze mała i potrzebuje więszej opieki niż ona.


      Przeciez to nieprawda .Potrzebuje takiej samej opieki.Oj , narozrabialiscie.


      Poczytaj jakas literature fachowa , blagam .Moze cykl Mazlish- Faber.
      • lecznicza.pokrzywa Jeszcze raz BŁAGAM 16.12.05, 09:31
        Czytajcie , pytajcie fachowców, nie siebie wzajemnie na forum , bo otrzymacie
        odpowiedź o pzremocy psychicznej jako leku .Włos mi się jeży na głowie.
        Duet Mazlish- Faber , to chyba najlepsze źródło wiedzy w tej sprawie.Doktor
        Spock , "Wychowanie bez porażek" , ale Mazlish-Faber polecam najbardziej , a w
        tym przypadku zdaje się tytuł "Rodzeństwo bez rywalizacji" czy cos takiego.
        Aniubar , pewnie chciałabyś ,żeby twoje córki kochały się i wspierały później w
        życiu , a nie nienawidziły i szkodziły sobie , albo żyły z dala od siebie , jak
        to często w zyciu bywa.
        Dawanie klapsa jest niczym w porównaniu z zaszczepieniem dzieciom niechęci do
        siebie wzajemnie.
        • piotrs Re: Jeszcze raz BŁAGAM 16.12.05, 13:23
          Taaak, jasne. Całe USA wychowywały dzieci na Spocku. I faktycznie, amerykańskie
          nastolatki wychowywane były świetnie i dlatego nie ma u nich teraz problemu
          przemocy, narkotyków, alkoholu, dzieci są skromne i posłuszne rodzicom wink
          • kocia_noga Re: Jeszcze raz BŁAGAM 16.12.05, 14:25
            piotrs napisał:

            > Taaak, jasne. Całe USA wychowywały dzieci na Spocku. I faktycznie,
            amerykańskie
            > nastolatki wychowywane były świetnie i dlatego nie ma u nich teraz problemu
            > przemocy, narkotyków, alkoholu, dzieci są skromne i posłuszne rodzicom wink

            Po pierwsze - nie całe, tylko światłe .Po drugie, dzieci nie mają
            być "skromne " ani "posłuszne rodzicom".
    • falka32 Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 10:04
      ja będę się upierać, że są rodzice, którzy mogą wychować dziecko bez klapsa i
      tacy, którzy nie mogą i już. tak samo, jak niektóre kobiety mogą karmić piersią
      bez problemów a inne nie mogą i szybko się poddają.
      Zależy to wyłącznie od interakcji charakter dziecka-charakter rodzica. Od
      rodzica możemy wymagać miłości i odpowiedzialności, ale nie możemy wymagać, zeby
      był wykwalifikowanym profesjonalnym pedagogiem, który przez 24 godziny na dobę
      zajmuje się tylko dziećmi przy pomocy wyrafinowanych, ciągle od nowa testowanych
      technik.
      DZiecko z kolei nie rodzi się białą kartą, tylko z okreslonym temperamentem. I
      choć osobowość można kształtowac, na temperament nic nie poradzimy. Pewne
      zachowania u 2-latka obdarzonego duzym temperamentem po prostu sa nieusuwalne
      przy pomocy perswazji, ponieważ intelekt w tym wieku przegrywa z temeperamentem
      sromotnie. I aby postawić dziecku granicę, która będzie dla niego wyrażnie
      dostrzegalna i przestrzegana przez dziecko, należy wybrać metodę skuteczną a nie
      poprawną politycznie. Dla części dzieci tą ostateczną granicą, przy której
      zaczynają "myśleć na drugi raz" jest właśnie klaps czy inny nieprzyjemny bodziec
      czysto fizyczny. Dla innych dzieci będzie to "nie wolno"
      Klapsy działają na zasadzie warunkowania. Jeżeli dziecko wbiega na jezdnię za
      każdym razem, chociaż mamusia "tłumaczy, że nie wolno" i stosuje wszelkie inne
      metody perswazji, a dziecko jest na tyle silne, zeby się samo wyrwać - to trzeba
      zastosować metodę behawioralną - dziecko musi się dowiedzieć, że wchodzenie na
      jezdnię jest niebezpieczne. Na przykład niebezpieczne dla jego tyłka smile Wtedy
      dziecko obdarzone nawet najkrótszą pamięcią i zerową koncentracją powstrzyma się
      przez lotem przez jezdnię, bo wyrobi mu się odruch warunkowy.

      A teraz proszę powiedzieć, co byście zrobili z takim 3-latkiem, który nigdy w
      życiu nie dostał klapa, przechodzi fazę buntu i jest obdarzony temperamentem
      iście wulkanicznym:
      weżmy to wylanie wody z wanny:
      wręczasz ścierkę i każesz ścierać
      dziecko wrzeszczy NIEEEEEE i ucieka
      łapiesz go i prowadzisz do łazienki, spokojnie tłumaczysz
      dziecko wrzeszczy NIEEEEE i ucieka
      łapiesz go i straszysz konsekwencjami
      Dziecko wrzeszczy "ZOOOOOOSTAW MNIE" i się wyrywa
      prowadzisz go do jego pokoju i zamykasz, każesz tam siedzieć
      Dziecko bez cienia wahania otwiera drzwi i leci do łazienki zwalić ze złości
      rzeczy z półki
      prowadzisz go znowu do pokoju
      dziecko znowu wychodzi z pokoju
      stoisz pod drzwiami pokoju i je trzymasz a właśnie zaczyna się "Lost", na które
      czekałaś cały tydzień - niestety nie możesz nawet słuchać dialogów, bo młody
      wyje i wali pięściami w drzwi
      wchodzisz do dziecka i próbujesz je przytrzymać i uspokoić, przemawiając
      stanowczo acz spokojnie
      niestety dziecko nie słyszy twojego wychowawczego wywodu, bo wrzeszczy i się
      szarpie i za chwilę wyrywa ci kępkę włosów
      wchodzi ojciec i mówi łagodnie i stanowczo: kochanie, niełądnie się zachowujesz,
      mamusię to boli, będziemy musieli cię ukarać
      dziecko wrzeszczy "puście mnie, nienawidzeeeeeeeeee waaaaaas"
      Właśnie konczy się pierwszy odcinek Lost
      Wymyslacie karę dla dziecka jeżeli się nie uspokoi i nie wytrze podłogi -
      szlaban na czekoladki i dobranocki
      Dziecko pomimo strasznej groźby nie przestaje wyć. zAprowadzone do łazienki
      pluje na podłogę
      Dzwoni telefon - mąż trzyma dziecko i perswaduje a ty odbierasz - dzwoni
      teściowa i z miejsca pyta, co się tam dzieje i dlaczego jej ukochany wnusio jest
      ewidentnie katowany, bo słychać. "Nie umiesz poradzić sobie z 3-latkiem?" - pyta
      pogardliwie teściowa.
      Wracasz, dziecko osłabło, wyje coraz ciszej i patrzy na was jak na oprawców.
      Pewna zwyciestwa mówisz: a teraz wytrzyj podłogęi dajmy sobie buzi na zgodę,
      dziecko na to "NIEEEEEEEE CHCEEEEEEEEEEEEEEE, ŁEEEEEEEEEE!!!!!!" i cyrk zaczyna
      się od nowa.

      Proszę o modyfikację tego scenatusza tak, aby któreś z rodziców uchronić od
      przyrżnięcia temu niewiniątku w tyłek.
      Dodaję, że scena jest autentyczna, byłam jej świadkiem niedawno.

      Bo zakończenie było takie:
      mama, słysząc, że zaczyna się drugi odcinek Lost, przyrżnęła w tyłek, krzycząc
      "MAM JUŻ DOŚĆ" i dziecko zamilkło, zaskoczone. Scena więcej się nie powtórzyła.
      • nangaparbat3 Re: Jeśli nie klaps to co? 17.12.05, 22:50
        Inny scenariusz:
        dziecko rozlało wodę, spokojnie proszę, by ją wytarło, pokazuję, skad moze
        wziąć ścierkę.
        Jeśli odmawia, sama scieram, potem mówię, ze zachował sie nieładnie i jest mi
        przykro (gniewam sie, jestem zła), że musiałam za niego wytrzeć. Mówie to
        spokojnie.
        Takie scenariusze stosowałam i stosuje, i nie narzekam.
        To, co opisałaś w Twoim scenariuszu to usiłowanie zmuszenia dziecka, by
        natychmiast zrobiło coś, co każemy zrobić - dziecko sie przed tym broni, i
        słusznie, nikt nie lubi byc tak traktowany. Dochodzi do próby sił - kto kogo -
        to załosne, zeby dorosły bawił sie w takie przepychanki z dzieckiem. Ja w
        takich sytuacjach 9 na 10 razy wycofywałam się, a ten 1 na 10 który uznałam za
        naprawdę godny wysiłku stawiałam na swoim tak zdecydowanie, ze nie było
        mozliwości odmówienia.
        • falka32 Re: Jeśli nie klaps to co? 18.12.05, 13:10
          nangaparbat3, tym samym uczysz swoje dziecko, że jeżeli mama coś każe/czegoś
          zabrania, to można puścić to pomimo uszu, bo nie będzie żadnych konsekwencji i
          mama sama to zrobi. Co najwyżej się trochę pogniewa, ale jej przejdzie. Teraz
          nie narzekasz, poczekaj za parę lat.
    • piotrs Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 11:45
      Mój syn ma prawie 2,5 roku. Jest dzieckiem o dużej energii i dość wysokim
      poziomie agresji. Do pewnego momentu radziliśmy sobie znakomicie zwykłymi
      metodami z jego agresją - np. ignorowaniem jej (dużo czasu mi zajęło przekonanie
      małżonki, że histeryzujący i walący rączkami w podłogę dzieciak wcale nie musi
      nam przeszkodzić w spokojnej konwersacji przy herbatce, a jemu to w końcu
      przejdzie), szybką zmianą tematu zabawy, organizowaniem zabaw z możliwością
      pozbycia się nadmiaru agresji.
      Niestety przyszedł moment, że syn wie już, jak to robić, żeby nie zostać
      zignorowanym (np. rzucanie czymś ciężkim w okno tongue_out), robi też rzeczy, których
      zignorować nie wolno, jak agresja wobec dziadków, czy innych dzieci. No i po
      porażce dotychczas stosowanych metod, postanowiłem wypróbować starego, dobrego
      klapsa. Efekt był całkiem niezły, szybko osiągany, i pewnie pozostałbym przy tej
      metodzie, gdyby nie to, że konieczność takiego karania pojawiała się zbyt
      często, a będąc zwolennikiem konsekwencji nie mogłem sobie pozwolić, żeby raz
      ukarać, a raz nie. Poszukałem więc innych metod. Z agresją wobec innych dzieci
      poradziłem sobie prosto - wybierając tylko takie place zabaw, piaskownice itp.
      gdzie bawiły się wyłącznie starsze dzieci i w przypadku konfliktów pozwalałem
      dzieciom załatwiać to między sobą. Pomogło znakomicie. Natomiast w domu w
      przypadku agresywnych zachowań zastosowałem coś, co się w niektórych terapiach
      nazywa holding i podobnie jak bicie jest dość kontrowersyjną metodą. Polega w
      uproszczeniu na wzięciu dziecka na kolana, unieruchomieniu go i spokojnym
      mówieniu do dziecka tak długo, aż się uspokoi. Na szczęście ogólnie jestem
      flegmatykiem i ciężko mnie wyprowadzić z równowagi, więc 10-15 minut (na
      początku i pół godziny) z wydzierającym się do ucha małym nie stanowi dla mnie
      problemu. Na razie sprawdza się to znakomicie. Co prawda żona nie jest
      przekonana do tej metody, poza tym nie jest w stanie konsekwentnie jej stosować
      (i jej nie stosuje), ale pozostaje jej zawsze "bo tata cię zaraz uspokoi", co
      ostatnio jest równie skuteczne.
      Tak więc w naszym przypadku klapsy się nie sprawdziły, ale myślę, że przy trochę
      łatwiejszym i spokojniejszym dziecku by całkowicie wystarczyły.

      A tak przy okazji, to zauważyłem że duża część przeciwników kar cielesnych sama
      w młodości była bita - i jak widać wyrośli z nich porządni, wrażliwi ludzie bez
      tendencji do wyżywania się na słabszych, rozwiązywania wszystkich konfliktów
      siłowo i innych skutków przypisywanych biciu dzieci wink
      • kocia_noga Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 14:29
        piotrs napisał:

        >To , co opisałeś , to przemoc.Dziecko nie "drze się" , ani "wydziera" bez
        powodu i karanie go za to nie przyniesie niczego dobrego .W ostateczności
        pozostawicie nam , społeczeństwu problem waszego dziecka .
        • piotrs Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 20:30
          >To , co opisałeś , to przemoc.Dziecko nie "drze się" , ani "wydziera" bez
          > powodu i karanie go za to nie przyniesie niczego dobrego .W ostateczności
          > pozostawicie nam , społeczeństwu problem waszego dziecka .

          Ehehehehe... Masz dziecko?
    • samanta_miller A ja nie daje sobie rady 16.12.05, 13:22
      Jestem ogromna przeciwniczka bicia kogokolwiek. Uwazam ze dzieci ucza sie przdewszystkim poprzez
      obserwacje jesli widza ze rodzice swoje niezadowolenie z postepowania dzieci wspolmalzonka
      demonstruja krzyczac czy bijac dzieci, same przyjmuja taki schemat postepowania bija i wrzeszcza.

      Jestem mama malej 3 letniej dziewczynki. Jest slodka i przez polowe dni w roku do rany przyloz i
      bardzo wtedy widac jak bardzo stara sie byc grzeczna, niestety przez druga polowe roku zwlaszcza
      przy zmianie pogody zamienia sie w mala furiatke. Tlucze nas, szczypie, popycha w przedszkolu
      nauczyla sie pluc na nas, na zlosc, zleje sie w majty (nigdy jej nawet zlym slowem za sikanie nie
      karzemy). Znam wiele dzieci w jej wieku ale zadne nie jest obdazone tak silnym glosem.
      Kiedys zrobila mi taka awanture ze jest za malo truskaweczek w kompociku, ze sasiedzi zaniepokoili
      sie i zglosili ochronie ze cos u nas sie dzieje. (I dobrze powinni zglosic, a nie byc obojetni na placz
      dziecka, tez bym tak zrobila). Cale szczescie ze panowie ochroniarze czesto nas widzieli jak bawimy sie
      w piaskownicy i znaja tez z niej mozliwosci mojej coreczki.

      Oboje kochamy ja szalenie. Niestety nie jestesmy idealni nasze wzajemne relacje takze pozostawiaja
      wiele do zyczenia. Co tu duzo mowic od czasu do czasu potrafimy nawrzeszczec na siebie i pare
      inwektyw poleci. Ale pracujemy nad tym,i zaczelismy od siebie i wzajemnych relacji, nie krzyczymy juz.
      Staramy sie zachowac cierpliwosc i zmienic ton i sposob komunikacj a takze sposob wyrazania
      dezaprobaty.

      I niestety oboje z mezem jestesmy furiatami.
      Lena do 2 roku nie dostawala klapsow, teraz jednak zdarza nam sie nad soba nie zapanowac.
      Odeslanie jej do swojego pokoju konczy sie kopaniem przez nia scian, rzucaniem sie na podlodze,
      rozwalaniem czego popadnie. Nie jestem wstanie jej przytrzymac przytujonej kiedy ma atak furi, po
      wbije sie we mnie swymi malumi paluszkami szczypiac i kopiac niemilosiernie.

      Jedyna w moim zdanie dobra dla nas metoda to spokojne tlumaczenie i odsuniecie sie na troche.
      Kiedy jest nie do wytrzymania, mowie trudno mamusie serduszko boli, ze tak nieladnie sie
      zachowujesz,
      ale trudno pójde sobie, jak bedziesz mnie bila nie bede sie z toba bawic itp Jak jej przejdzie to
      przychodzi do mnie rzeby jej umyc oczka i sie ucalowac.

      W gruncie rzeczy dzieci bardzo chca byc grzeczne, nie chca martwic rodzicow.

      Niestety gdy moja chora coreczka zdejmuje skarpety i calowo wychodzi z lozeczka stajac na zimnej
      podlodze pomimo tego ze ja prosze i tlumacze, nie mam czasu na godzinne pertraktacje i
      przewszytkim sily i niestety pomimo tego ze sie staramy czase majemy jej klapa.
      Ktory tylko i wylacznie jest upustem naszej zlosci, po ktorym nam wstyd i przykro i mamy swiadomosc
      nasze porazki
      A ktory Lenki zachowania nie zmienia.

      Dzieci maja byc grzeczne nie ze strachu przed kara ale z milosci dla rodzicow z ktorych uczuciami i
      praca sie licza takie jest moje zdanie. A my powinnysmy im dac przyklad ze mozna zapanowac nad
      gniewem i flustracja.

      Niedoskonala Mama





      • piotrs Re: A ja nie daje sobie rady 16.12.05, 13:39
        samanta_miller napisała:

        > Jestem ogromna przeciwniczka bicia kogokolwiek. Uwazam ze dzieci ucza sie przde
        > wszystkim poprzez
        > obserwacje jesli widza ze rodzice swoje niezadowolenie z postepowania dzieci ws
        > polmalzonka
        > demonstruja krzyczac czy bijac dzieci, same przyjmuja taki schemat postepowania
        > bija i wrzeszcza.

        Myślę, że więcej agresji wzbudza jednak to wrzeszczenie, niż spokojnie
        wymierzony klaps w tyłek.

        > Oboje kochamy ja szalenie. Niestety nie jestesmy idealni nasze wzajemne relacje
        > takze pozostawiaja
        > wiele do zyczenia. Co tu duzo mowic od czasu do czasu potrafimy nawrzeszczec na
        > siebie i pare
        > inwektyw poleci. Ale pracujemy nad tym,i zaczelismy od siebie i wzajemnych rela
        > cji, nie krzyczymy juz.
        > Staramy sie zachowac cierpliwosc i zmienic ton i sposob komunikacj a takze spos
        > ob wyrazania
        > dezaprobaty.

        I myślę, że z tego powodu powinniście mieć wyrzuty sumienia niż z powodu
        ukarania dziecka klapsem (jeśli to oczywiście kara - czyli klaps jest dany
        spokojnie, bez wrzeszczenia na dziecko i bez nerwów). Wcale nie namawiam do
        jakichś terapii czy tłumienia w sobie wzajemnych żalów, wprost przeciwnie, w
        wielu związkach to najprostszy sposób pozbycia się złej energii i nie niesie za
        sobą jakichś poważniejszych konsekwencji, natomiast odpowiedzialność za dziecko
        powinna was skłonić, żeby takie sceny NIGDY nie odbywały się w obecności dziecka.

        > Niestety gdy moja chora coreczka zdejmuje skarpety i calowo wychodzi z lozeczka
        > stajac na zimnej
        > podlodze pomimo tego ze ja prosze i tlumacze, nie mam czasu na godzinne pertrak
        > tacje i
        > przewszytkim sily i niestety pomimo tego ze sie staramy czase majemy jej klapa.

        No cóż, w takiej sytuacji raczej bym położył dywanik przy łóżeczku dziecka, żeby
        podłoga nie była zimna i organizował mu jakieś zajęcia (chore dziecko zmuszone
        do leżenia w bezruchu potwornie się nudzi) i nie upatrywał w takim zachowaniu
        czegoś co trzeba bezwzględnie karać.
        • lacitadelle klaps to co innego niż bicie 16.12.05, 15:32
          nie mam dzieci, ale pamiętam, kiedy sama byłam dzieckiem...

          moja mama twierdzi, że często mnie albo mojemu bratu dostawały się klapsy, ale
          ja tego w ogóle nie pamiętam - próbowałam sobie przypomnieć jakiegokolwiek i nic.

          Natomiast doskonale pamiętam, ze wszystkimi szczegółami, jak kiedyś mama się
          bardzo zdenerwowała i uderzyła mnie tak naprawdę, że aż zabolało.

          dlatego wydaje mi się, że jest jednak różnica między takim formalnym klapsem a
          biciem dziecka.

          Teraz już rozumiem, że mama była wtedy wyprowadzona z równowagi i zareagowała
          emocjonalnie, ale wtedy to mnie naprawdę zabolało - że potrafi być wobec mnie
          agresywna.

          Rzecz jasna zdarzyło się to tylko raz i nie odbiło się na mojej psychice, więc
          teraz się śmiejemy, kiedy to razem wspominamy smile

          Pozdrawiam wszystkie mamy.
          • wieczna-gosia zgadzam sie z triss 19.12.05, 10:22
            w ogole trzymanie w lozku chorego dziecka to dla mnie paranoja. Jesli dziecko
            jest naprawde chore- to spi samo z siebie- organizm walczy dziecko jest
            oslabione, nie je, nie biega.

            Jesli zaczyna wariowac, zakladam dres, rajstopy, ubieram cieplo i neich lata. W
            zwiazku z tym temat "chora a wychodzi z lozka" nie istnieje. Czuje sie na silach
            to neich wychodzi. Nie czuje sie na silach- jest wtedy chodzenie na paluszkach,
            spelnianie zachcianek i chorowanie w lozku rodzicow smile)))
    • oldbay Moja propozycja 16.12.05, 15:27
      Każ im kłaść nos na ścianie i trzymać go tam przez np 10 minut i w tym czasie
      zastanawiać się nad swoim zachowaniem. A po odbyciu tej kary porozmawiać i
      zapytać czy dziecko zrozumiało itp. Trochę się tu mądrzę bo sama nie mam swoich
      dzici ale widziałam jak moi przyjaciele stosują z powodzeniem tą dziwną metodę.
      Niby nic a jednak coś. To tak jak stanie w kącie.

      -
      oldbay
        • oldbay Re: Moja propozycja 16.12.05, 23:01
          smile No wiem że to może się wydawać śmieszne ale ja na własne oczy widziałąm że
          to skutkowało. Znajomi mają 4 dzieci: 6 lat, 3 lata, 1,5 roku i niemowlaczek.
          Dwójki najmłodszych karać nie ma potrzeby. Najstarsza jak rozrabia
          ostro "kładzie" nos na ścianę a potem na serio się uspokaja. Chłopiec 3 letni
          trochę tą karę "lekceważy" i kiedyś jak miał ten nos na ścianie trzymać przez
          10 minut w spokoju a się wiercił i podśmiewywał to spędził pod ścianą 1,5
          godziny aż zrozumiał. No nie wiem jak to opisać ale to w ich pzypadku jest
          skuteczne. Może dlatego że te dzieci nie są zbyt narwane. No i ta kara była
          stosowana od najmłodszych lat, nie wiem jak ooni "zmusili" dziecko do
          egzekwowania tych rozkazów ale im się udało.
          -
          oldbay
    • naels Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 17:26
      Aniu, dam ci moze lekko nietypowa rade. Po prostu nie pozwalaj Emilce bawic sie
      zabawkami Cecylki. Dla mnie jest to calkowicie zrozumiale: kazdy czlowiek chce
      miec cos wlasnego, dostepnego tylko jemu, czesc swojego wlasnego swiata.
      Szczegolnie dzieci sa bardzo czule na tym punkcie: moje zabawki, moje podworko,
      moje lozeczko itp. Postaw sie w sytuacji Cecylki: jej swiat sie zawalil, bo
      nagle pojawil sie maly, krzyczacy potwor, ktory absorbuje uwage rodzicow dotad
      zarezerwowana tylko dla niej. Malo tego, nie jest juz malym dzieckiem, ale
      dziweczynka, od ktorej nagle zaczeto oczekiwac odpowiedzialnosci za malucha, i
      jeszcze do tego ma sie z nia dzielic zabawkami? Ja do dzis dnia z zalem
      wspominam zachowanie mojej mamy: mlodsza siostra gwizdnela mi pioro wieczne,
      gdy zrobilam przerwe w odrabianiu lekcji na wyjscie do toalety, wyssala z niego
      pol atramentu i pomazala kawal domu, lacznie z moimi zeszytami. Mama, zamiast
      kategorycznie zabronic jej ruszac "wazne" rzeczy starszej siostry, zbila mnie,
      bo "przeciez mala mogla sie skaleczyc albo otruc atramentem!"

      Pozwol starszej corce miec wlasne, "powazne" zabawki, do ktorych mlodsza nie
      bedzie miala dostepu, uczac ja jednoczesnie, ze wlasnosc to tez
      odpowiedzialnosc ("Musisz sama zadbac o to, zeby zabawki byly sprzatniete").
      Mozliwe, ze potraktowana w tak "dorosly" sposob, corka sama zacznie sie dzielic
      zabawkami i opiekowac mlodsza. Klaps nie pomoze, bo nauczy ja tylko, ze przemoc
      jest sposobem na rozwiazywanie problemow, wiec popychanie siostry (np. poza
      zasiegiem waszego wzroku) jest w porzadku.
      • jakoma Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 21:05
        o tu sie zgadzam,to mlodsze wygladajace jak aniolek tez potrafi byc zlosliwym
        potworkiem.trzeba ustalic ze starsza ktore zabawki sa superwazne i nigdy nie
        mozna ich bez pozwolenia wlascicielki ruszac,a ktore sa juz mniej wazne i mloda
        moze wziasc czasami do zabawy.ja zawsze pomimo wczasniejszego pozwolenia pytam
        sie adasia czy hania moze sie pobawic zabawka,a on czuje sie taki wazny,ze z
        reguly pozwala,a jak nie to mu przypominam,ze przeciez pozwolil hani tym sie
        bawic.czesto kupuje tez cos slodkiego(bo moj adas to straszny lasuch)co wiem,ze
        hania nie zje, w podwojnej ilosci potem hania daje adasiowi cos pysznego,za
        to,ze ma takiego suuuuuuper brata.a rok temu jak adas byl w wieku twojej cecylki
        a hania w wieku emilki to norma bylo ze adas bawi sie w pokoju a hania nie moze
        tam wejsc,porozwalalaby mu wszystko,oczywiscie wymyslalam tysiace zabaw zeby
        integrowac dzieci,poczatkowo byly to rozne wsciekanki a z czasem adas przekonal
        sie do siostry i zaczal dopuszczac ja do swoich doroslych zabaw.
        • aniabar Re: Jeśli nie klaps to co? 17.12.05, 00:06
          To napiszęWam co Cecyla ostatnio wymysliła. W duzym pokoju mamy wbudowaną szafę z przesuwanymi dzwiami, głębokość 65 cm. Pod koszulami taty było miejsce na dmuchaną, dużą piłkę. Cecylka piłkę wyniosła do małego pokoju i urządziła sobie tam domek. Wzięła swoje najważniejsze maskotki, kocyki i inne zabawki i jak chce się bawić sama to się zamyka w tej szafie. Emilce wstęp wzbroniony, chociaż raz ją tam zaprosiła. Skończyło się zamykanie w małym pokoju, zaczęło się w szafie. Uważam, że świetnie to wymyśłiła. Z jednej strony słyszy co robi mama, może ze mną rozmawiać, ja wiem co ona robi, a z drugiej strony ma swoją małą intymność.
          A co do podziału zabawek - własnie tak ostatnio zrobiłyśmy. Postaram się tym razem tego pilnować. Jak urodziła się Emilka to spytaliśmy się Cecylki, które zabawki jej oddaje, bo z nich wyrosła (chodziło o grzechotki). Ale to już przecież było "dawno", a i przywiązanie do niektórych zabawek się zmienia.
          Pozdrawiam.
          Ania
    • minka5 Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 20:27
      Mysle, ze w tych postach jest duzo madrych rad (dla mnie to tylko te, ktore nie
      akceptuja klapsow albo innych negatywnych bodzcow fizycznych - jak ktos to
      nazwal!!!! - nie wiem co to mogloby byc i nawet nie chce wiedziec).
      Wspomiana tez metoda przytrzymania bywa skuteczna. Przypomialo mi to, ze tez to
      stosowalam. Ale nie byl to fizyczny 'uscisk', ale przytulenie i do tego moja
      mysl 'pomoz dziecku, bo nie radzi sobie teraz z wlasnymi emocjami'. Bardzo mi
      to pomagalo zachowac spokoj, choc na pewno nie sa to sytuacje latwe.
      Jako rodzice zabraniamy naszym dzieciom rzucania, kopania, gryzienia, wrzasku
      itp. Slusznie, ale.... Male dzieci tez maja prawo do zlosci, agresji,
      podniesionej adrenaliny. A my tylko mowimy "nie wolno", "przestan, uspokoj
      sie'', a jak nie - to kara. To co one maja zrobic z tym nawalem emocji? Tak na
      dobra sprawe zabraniamy im miec negatywne uczucia, a juz na pewno nie wolno im
      tego wyrazac. Zlapalam sie na tym i zadalam sobie pytanie "czy mi juz zupelnie
      padlo na glowe?". Od tego czasu nadal zabranialam chlopcom kopania, gryzienia i
      itp. (choc musze powiedziec, ze prawdziwe napady nie byly czeste), ale tez
      zaczelam ich uczyc metod odreagowania - mozesz np. skakac w bezpiecznym miejscu
      do oporu, mozesz pojsc dziko pokopac pilke (dla starszych i w odpowiednim
      miejscu), w koncu kupilam worek treningowy (to prawie na kazdy wiek i pore
      roku), itp. Slowem, wydaje mi sie, ze nie chodzi tu o unikanie negatywnych
      emocji, ale ich 'skanalizowanie'. Po prostu zwykla mysl - a co ja bym czula,
      gdy jestem starsznie zla i nie znam metody wyrazenia tego, a na dodatek maz
      wali mnie w....? Niech mnie wiec ktos nauczy jak reagowac odpowiednio i pozbyc
      sie tych emocji!
      Mysle, ze istnieje ryzyko (ale to tylko moje amatorska filozofia), ze jak w
      zyciu nie nauczymy sie wyrazac negatywnych uczuc, to i tez nie bedziemy
      potrafili wyrazac w pelni tych dobrych. Nie mozna tlamsic wyrywkowo...

      Czy Cecylka uczestniczy w jakis sposob w opiece nad siostrzyczka?
      Pozdrowienia.
      • falka32 Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 22:29
        wszystkich zwolenników metody przytrzymania "dopóki się nie uspokoi" pytam
        zupełnie serio - czy tą metodę stosujecie również wtedy, kiedy spieszycie się do
        pracy i z dzieckiem do przedszkola a ono właśnie postanawia, że prędzej umrze,
        niż da się ubrać?
        • wieczna-gosia Re: Jeśli nie klaps to co? 19.12.05, 10:16
          > wszystkich zwolenników metody przytrzymania "dopóki się nie uspokoi" pytam
          > zupełnie serio - czy tą metodę stosujecie również wtedy, kiedy spieszycie się d
          > o
          > pracy i z dzieckiem do przedszkola a ono właśnie postanawia, że prędzej umrze,
          > niż da się ubrać?
          >

          nie jasne ze nie.
          Wiec po pierwsze na etapie przedszkolaka nie notuje juz zachowanpredzej umre niz
          dam sie ubrac. Konsekwencja to potęga smile
          Po drugie- kiedy sie spiesze i musze wyjsc to wychodze. W ziemie ubieram na
          sile. W lecie zdarza mi sie wywlec goscia w pidzamie z ubraniem w siatce i
          butach w garsci. A jak mialam samochod to w ogole bylo to nagminne. Do dziecka
          docierala nieuchronnosc sytuacji i sie ubieralo. Ale powtorze- takie numery to
          ja mialam raczej z roczniakiem, sporadycznie z dwulatkiem, ktorego jestem w
          stanie na sile ubrac. Przy trzylatkach temat nie istnial.
    • melinda222 Re: Jeśli nie klaps to co? 16.12.05, 23:44
      Wszystko pięknie i ładnie wygląda w teorii. A jak drogie forumowiczki
      skonfrontujecie własne poglądy z tym co się obecnie dzieje? Na przykład ten
      artykuł:
      serwisy.gazeta.pl/edukacja/1,51805,3036921.html
      Teoretycznie rzecz biorąc "dzisiejsze" dzieci wychowywane wg. najnowszych
      trendów psychologicznych powinny być grzeczne, uczynne, szczęśliwe itd, a te z
      ciemnego i tępego pokolenia PRLu, czyli My - zdegenerowane, sfrustrowane, itd.
      Tymczasem mam wrażenie że jest zupełnie odwrotnie. Czy ktoś będąc w szkole za
      PRLu słyszał o zakładaniu nauczycielowi kubła na głowe?
      • aom1 Re: Jeśli nie klaps to co? 17.12.05, 00:12
        Jestem mamą dwóch chłopakow 3-letniego i 2-miesięcznego. Ten starszy to tzw.
        żywe sreberko i też daje nma momentamiw kość. Do niego nie tradfiają metody
        ciągłego tłumaczenia. Daltego momentami puszczaja nam nerwy i... stało się,
        dostaje klapsa. Od jakiegoś czasu zauważyłam paradoks i efekt tego
        postępowania. Mały po prostu uderzy w złości czasami dziecko np. na placu
        zabaw. Wtedy pojawia sie myśl "Aha, skąd on to zna...?". Bicie, a pote mówienie
        dziecku że tak nie wolno jest czystym brakiem konsekwencji.
        Stasuje teraz metodę "naturalnej konsekwencji", ale wymaga to dyscypliny od
        rodzica. Wrzeszczy w sklepie - w sekundę wychodzimy (nawet jeśli jesteśmy w
        połowie robienia zakupów), bije dzieci - idziemy do domu, wylał coś - sam
        sprząta, nie je obiadu - szlaban na słodycze, następny posiłek dopiero
        wieczorem itd. Jakoś nam to pracuje.
        • mama.ludzika Re: Jeśli nie klaps to co? 17.12.05, 01:44
          Aom, że tak sobie pozwolę wyrwać jeden Twój przykład: jeśli piszesz:
          Wrzeszczy w sklepie - w sekundę wychodzimy (nawet jeśli jesteśmy w
          > połowie robienia zakupów), ...
          to młody nie uczy się konsekwencji, tylko terroryzowania mamy na zakupach. Bo w
          końcu to Twój obowiązek, a nie jego przyjemność...
          Z całą resztą się zgadzamsmile
      • aom1 Re: Jeśli nie klaps to co? 17.12.05, 00:27
        i odpowiedz dla melindy222. Dlaczego tak siędzieje? ponieważ my dzieci
        wychowywane twardą ręką chcieliśmy dla swoich dzieci czegoś innego...i
        zaczęliśmy wychowywać dzieci samopas, bez reguł. Okazuje się jednak, że dziecko
        potrzebuje reguł by poczuć się bezpiecznie, że rodzice panują nad sytuacją.
        Jeśli tak nie jest dziecko przejmuje na siebie wszystkie obowiązki i próbuje
        kontrolować przestrzeń, zaczyna być małym tyranem. Zaczyna woprowadzać własne
        reguły (bo przecież rodzice tego nie zrobili) i zaczyna sie anarchia.
        Ja sie opamiętałam gdy mały miał półtora roku i zaczęły sie problemy. Wcześniej
        wyznawałam pogląd new age, podążać za dzieckiem, do momentu kiedy zauważyłam,
        że też mam prawo do decyzji smile

          • seerena Re: Jeśli nie klaps to co? 17.12.05, 17:43
            Ciekawe jak można wprowadzac zasady i je egzekwować w stosunku do 2 latka smile)
            Napiszemy do niego petycję z wytycznymi i każemy się zastosować?? Kary były, są
            i będą, takie są zasady w ogóle funkcjonowania w grupie, a rodzina jest małą
            grupą ludzką. Inaczej robi się anarchia wink Oczywiście żartuję trochę, ale fakt
            że to prawda że dziecko potrzebuje znać granice tego co mu wolno a co nie po to
            aby czuć się bezpiecznie. Tzw. bezstresowe wychowanie jest mrzonką, nie ma
            czegoś takiego. Conajwyżej można wychować człowieka bez zasad, norm i sumienia.
            Czyli totalnie aspołecznego i nie liczącego się z niczym i nikim. Moim zdaniem
            póki dziecko jest małe i nie jest w stanie stosować się do zasad słownych
            powinno mieć świadomość kary w postaci klapsa. Bez sensu jest dyskusja z tak
            małym dzieckiem bo ono tego nie rozumie. Lepsze są proste zasady - to wolno a
            tego nie wolno bo będzie klaps. Gdy jest już starsze można tłumaczyć. Nie chodzi
            też o to aby dziecko lać i odbijać sobie na nim włąsną złość ale bardziej o
            groźbę kary. Wydaje mi się że bicie starszego dziecka jest już niewłaściwe,
            wtedy nie jest to tyle dotkliwe fizycznie co upokarzające dla niego psychicznie,
            cos w rodzaju przemocy w stosunku do kogoś z kim można porozmawiać po
            partnersku. Chyba lepsze są zakazy i nakazy i kary typu brak oglądania tv czy
            pójścia na imprezę.
            • wieczna-gosia Re: Jeśli nie klaps to co? 19.12.05, 10:10
              Kary były, są
              > i będą, takie są zasady w ogóle funkcjonowania w grupie, a rodzina jest małą
              > grupą ludzką. Inaczej robi się anarchia wink Oczywiście żartuję trochę, ale fakt
              > że to prawda że dziecko potrzebuje znać granice tego co mu wolno a co nie po to
              > aby czuć się bezpiecznie. Tzw. bezstresowe wychowanie jest mrzonką, nie ma
              > czegoś takiego.

              alez jak najbardziej masz racje. Tylko ze kara nie musi rownac sie klaps to raz-
              jestesmy ludzmi inteligentnymi czasami warto wyjsc poza pasek od spodni. Moi
              znajomi doskolane wiedza ze dzieci nie bije a mam opinie matki raczej surowej,
              konsekwentnej, a moje dzieci uwazaja za bardzo dobrze wychowane.
    • madine1 Re: Jeśli nie klaps to co? 17.12.05, 19:29
      Jestem młodym ojcem czteroletnich bliźniaczek. Nigdy ich nie uderzyłem.
      Zdarzały się (i nadal się zdarzają) bardzo trudne chwile w wychowywaniu dzieci. Między bliźniętami
      istnieje stała podświadoma rywalizacja, która od czasu do czasu objawia się konfliktami, a nawet
      wybuchami agresji. Wtedy rodzice muszą oczywiście interweniować.
      Przy stawianiu sobie pytania o zasadność stosowania przemocy wobec dziecka, należy wykonać w
      wyobraźni eksperyment: spróbować postawić się na miejscu tego malucha. Dla trzylatka, któremu
      urodziło się młodsze rodzeństwo, świat stanąl do gory nogami. Pewien stabilny układ, w którego
      centrum on się znajdował jako element centralny, uległ zachwianiu. To budzi w dziecku poczucie
      egzystencjalnej niepewności. Agresja służy mu jako narzędzie do badania reakcji otoczenia. Jeśli
      okazuje się, że reakcją na agresję jest agresja z drugiej strony, to dla małego dziecka - które przecież
      nie przyswoiło sobie jeszcze kryteriów moralnych, nie wie, co to "kara" - sygnał jest prosty: rozpoczęła
      się walka, w której muszę używać jak najskutecznejszych narzędzi, by pokonać przeciwnika.
      Rezultatem takiego myślenia może być szereg strategii przetrwania: chroniczne kłamstwo, taktyka "na
      zmęczenie przeciwnika", zamknięcie się w sobie, niszczenie przedmiotów...
      Jeśli takie mechanizmy kształtują osobowość dziecka w tym kluczowym okresie, to można być pewnym,
      że ulegną one zakodowaniu i będą odbijać się w późniejszych okresach. Nie mówię tu o prostej i
      udowodnionej zależności pomiędzy byciem ofiarą przemocy w dzieciństwie i stosowaniem jej w życiu
      dorosłym. Mówię o obecnym nawet u osób, które zaznały jedynie "klapsa", mechanizmie budowania
      kontaktów międzyludzkich na zasadzie rywalizacji, kłamstwa, nieufności i agresji.

      Nie jestem aniołem. Pamiętam parę sytuacji, w których pod wpływem zachowania dzieci czułem, jak
      wzbiera we mnie bezsilność i agresja, którą mógłbym łatwo wyładować, stosując przemoc. Tylko że
      wiem, że ten pierwszy klaps rozkręciłby tylko spiralę wzajemnej agresji i mógłby z czasem
      doprowadzić do zerwania najbardziej intymnej więzi pomiędzy mną a moimi dziećmi.

      Nie warto! Zbyt wiele jest do stracenia!
    • rozmowy_kontrolowane Re: Jeśli nie klaps to co? 17.12.05, 20:35
      Mój syn ma 4 lata. Klapsa dostał raz, kiedy szklanym przedmiotem rzucił w
      telewizor. Mój narzeczony zarzuca mi, że jestem niekonsekwentna i pobłażliwa w
      stosunku do Potomka, bo wciąż, nieustannie, bez przerwy tłumaczę mu, co zrobił
      źle. Kiedy zasłuży na karę, nie pozwalam mu oglądac bajek lub grac na
      komputerze.
      Nie biję swojego dziecka. Uważam, że bicie nie jest metodą. Dziecko można
      skarcic klapsem, jeżeli faktycznie zasłuży (chociaż nie wiem, czym może sobie
      zasłużyc dziecko na bicie), ale regularne bicie za drobnostki, albo po to, by
      coś w dziecku "złamac", to bzdura- moim zdaniem. Metod "łamania" próbowali
      hitlerowcy w czasie II Wojny Światowej.
      Rozumiem mamy i ojców, które tracą cierpliwośc, sama czasami jestem wykończona.
      Ale dopóki wystarczy mi sił, będę się broniła przed dawaniem klapsów.
      Znam pewną matkę, która od 2- letniej córki wymagała posłuszeństwa i dawała jej
      klapsy przy każdej okazji, za wszystko. Dziecko ma w tej chwili 4 lata, jest
      rozhisteryzowana, nerwowa i jezeli coś jej się nie uda, od razu woła: "mamo,
      nie bij mnie!".
      Dlatego postaram się wychowac Potomka bez klapsów.
      • lidqa Re: Jeśli nie klaps to co? 18.12.05, 09:56
        Melinda: Ale ja wychowana jestem w ciemnym PRL-u i nikt mnie nie udezyl w zyciu
        i na ludzi wyroslam, a mam w tej chwili w klasie dzieci ktore są lane za kazdą
        jedynke i jakos nie widze zeby im to na lepsze wychodzilo. Panicznie boją sie
        rodzicow i kłamią bardzo ale niegrzeczne w szkole są nadal, a biją sie z kazdym
        i o wszystko. Ja nie mowie ze klaps i lanie non stop to to samo, ale metoda
        jest - przyznasz - z PRL-u

        Serena: uwazasz ze wprowadzanie zasad dwulatkowi to ma byc wyklad? Ja akurat
        mam dwulatka. Zasady są proste: nie gryzc nie bic nie wlazic na stół, nie
        zżerac piernikow z choinki i jeszcze pare takich. Mial taki czas ze mnie bił, a
        to ze to trwalo okolo miesiaca moge zawdzieczac temu ze 3 osoby sie nim zajmują
        i ciezko ich czasem przestawic. Kiedy mnie udeżal od razu zdejmowalam go z
        kolan i sadzalam na podloge z wyraznym i stanowczym "nie wolno". Dla mojego 2-
        latka to byla straszna kara i oduczyl sie bardzo szybko. czlowiek powinien do
        wychowania podchodzic tworczo i szukac metod a nie na skróty - jest niegrzeczny-
        klaps.

        Aha, ktos pisal o wychowaniu bezstresowym. Nie dawanie klapsow wcale sie nie
        rowna wychowaniu bezstresowemu. Wychowanie bezstresowe to pozwalanie dziecku na
        wszyskto bo samo powinno sie przekonac ze cos jest niefajne. A ja jestem za
        bardzo jasnym wyznaczeniem granic, za nieuleganiem wrzaskom dzieci itd itd.
        MOje dziecko nie jest wychowywane bezstresowo, nie wychodzi z kazdego sklepu z
        lizakiem chocby nie wiem co itd itd. Ale nie jest i nie bedzie bite.

        (miesiac temu polozyl sie w sklepie na podlodze i ryczal na cale tesco a ja
        sobie stalam i czekalam az mu przejdzie. NIE poweim, ludzie sie gapili ale jak
        poryczal tak raz, potem drugi a ja nic tak od miesiaca nie probowal tej
        sztuczki)
        • aka10 Re: Jeśli nie klaps to co? 18.12.05, 18:26
          lidqa napisala:
          "A ja jestem za
          bardzo jasnym wyznaczeniem granic, za nieuleganiem wrzaskom dzieci itd itd.
          MOje dziecko nie jest wychowywane bezstresowo, nie wychodzi z kazdego sklepu z
          lizakiem chocby nie wiem co itd itd. Ale nie jest i nie bedzie bite.

          (miesiac temu polozyl sie w sklepie na podlodze i ryczal na cale tesco a ja
          sobie stalam i czekalam az mu przejdzie. NIE poweim, ludzie sie gapili ale jak
          poryczal tak raz, potem drugi a ja nic tak od miesiaca nie probowal tej
          sztuczki)"

          Brawo! Tylko tak dalej smilePozdrawiam.
Inne wątki na temat:

Popularne wątki

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka