To nie bajka bynajmniej, bo nie mam w tym kierunku talentu, nawet do naszej
forumowej musialam sie wyreczyc tata Olka

W zeszlym tygodniu zabralam sie w koncu do Usnij wreszcie (jakos mnie zawsze
odstreczala) i dotarlo do mnie, ze Olek ma zaburzenia snu. Zrozumialam, ze
on nigdy nie mial szans samodzielnego zasniecia. Zawsze ktos mu pomagal:
piersia, szuszaniem, poklepywaniem, obecnoscia. I tego samego oczekiwal gdy
budzil sie w nocy. W srode wieczorem powiedzialam Olkowi, ze jest juz duzym
chlopcem i od dzisiaj bedzie usypial sam. Zaprezentowalam mu krolika, ktory
bedzie zawsze z nim w lozeczku, pozegnalam sie i wyszlam z pokoju. Na
poczatku Olek nie zareagowal na moje wyjscie i troche sie nawet pobawil sam w
lozeczku, ale za chwile zaczal sie placz. Na to ja weszlam poklepalam go,
powtorzylam ze musi sie nauczyc sam zasypiac, ze tu jest krolik-towarzysz i
ze mu sie uda. Bylam bardzo zdeterminowana, bo po ostatnich nocach (od kilku
do kilkunastu pobudek) nie tylko nie rozumialam co do mnie mowia w pracy, ale
zastanawialam sie w jakim mowia jezyku

Wchodzilam do pokoju co minute,
poltorej, kladlam go, podawalam Pana Monia i wychodzilam. Oczywiscie byly lzy
a nawet atak malej histerii (ma charakterek, Olencjusz

, ale cale usypianie
odbylo sie w ciagu kwadransa. I wzial sobie chlopak moje slowa do serca, bo
usnal prawie na kroliku

Noc, jaka nastapila po tym kwadransie to byla
pierwsza od osmiu i pol miesiaca noc, ktora mozna uznac za przespana.
Niestety kolejnego wieczoru nie bylo juz tak rozowo: Olek plakal bardziej,
rozpaczal juz w momencie, kiedy po raz pierwszy wychodzilam, mnie oblecialy
watpliwosci, on natychmiast wyczul, ze mama sie lamie itd. W koncu zasnal,
ale noc byla gorsza, nie karmilam go co prawda ale spal plytko i wczesnie sie
obudzil. Trzeciego wieczoru popatrzylismy na siebie z tata Olka. - Ja nie
mogę, bo mnie wyczuje od razu, ze mam wątpliwości – powiedzialam. – Może nie
kładźmy go w ogole, tylko poczekajmy az sam padnie – zaproponowal tata Olka.
W koncu usypiac poszedl tata i po chwili okazalo sie, ze kazdy z nich zasnal
sobie samodzielnie

Ale do rzeczy, ostatecznie stanelo u nas na uczeniu
samodzielnego zasypiania bez wychodzenia z pokoju. Tzn. najpierw chcemy byc w
pokoju, potem moze zostawiac drzwi otwarte, potem je przymykac i w koncu je
zamknac

I mam pytanie, jak jest u Was? Kto mowi magiczne slowo dobranoc,
wychodzi z pokoju i juz nie musi tam wchodzic?