no tak sie ostatnio porobilo, ze chcac nie chcac wracam do 'normalnego'
zycia, a co za tym idziec czasu wolnego coraz mniej. a co za tym idziec coraz
mniej czasu na pisanie. ale chcialam Was przestrzec, ze chociaz malo pisze,
to i tak tu jestem, czuwam i sledze to, co piszecie

.
nie bede jednak ukrywac, ze mi Was brakuje...
Glizdeczka aklimatyzuje sie w zlobku coraz lepiej, mama jej w tym dzielnie
pomaga - w czwartek spotkala sie nawet z psychologiem zlobkowym, bo musiala
przyznac sama przed soba, ze jej bardzo zle z tym oddawaniem Dzidziola w
cudze rece. psycholog posluchal, posluchal, pokiwal glowa, radzil nie konczyc
karmienia piersia (wcale nas to nie zdziwilo), no i zrobilo sie Owcy troche
lepiej (ale i tak juz nie karmi).
bylam tez w pracy i badalam grunt - niby fajnie tak wrocic do miejsca i
roboty, ktora sie lubi. czas szybko zlecial i humor tez dopisywal, a po
Glizde lacialam jak na skrzydlach
no i nauczylam sie poruszac po zatloczonej W-wie samochodem, wydajac przy tym
majatek na parkowanie (w centrum tak niestety trzeba). ale musialam
pozalatwiec mnustwo zaleglych spraw urzedowych (no wylansowac sie troche
przed powrotem do pracy), wiec mus to mus.
wczoraj bylismy z Glizda w centrum Zdrowia Dziecka, bo tak nam wyszlo, ze
musimy zbadac malej sluch. spedzilysmy tam 4 godziny, ale cel nie zostal
osiagniety, bo Glizdziol wyhodowal sobie w uchu korek, ktory za nic nie
chcial wyjsc. no i zostalysmy odeslane do domu na 'roztapianie' korka,
najblizszy mozliwy termin kolejnego badania to 30 stycznia 2006...
oj, powiem Wam, ze taki powrot do starego zycia jest fajny, tylko coraz
czesciej mnie dopada refleksja, ze te szkole to by sie juz przydalo skonczyc.
wtedy weekendy bylyby nasze...
pomysle dzis nad szarlotka Viv - tak, to bardzo smaczny pomysl

))