Moje starsze dziecko zgłosiło się w szkole do konkursu ze znajomości lektur.
Nie jest zdecydowanie maniakiem czytania (jak pamiętam siebie w jego wieku
pożerającą zawartość biblioteki), ale lektury czyta sumiennie. Postanowiłam
mu pomóc w przygotowaniach do tego konkursu i czytam jego lektury robiąc
jednocześnie zestawy pytań, na które ma odpowiedzieć po przeczytaniu. Na
tapecie mamy „Oto jest Kasia”. Mateusz po przeczytaniu kilku rozdziałów
stwierdził, że to najgłupsza książka jaką czytał. Staram się nie wieszać przy
nim psów na naszym systemie edukacji – w końcu musi go jakoś przetrwać – ale
po przeczytaniu tej książki opadły mi ręce i nogi. Oto jaki obraz rodziny i
wychowania rysuje się w tej książce (dla jasności dodam, że Kasia ma 8 lat):
- pewnego dnia Kasia budząc się rano stwierdza, że mama zniknęła. Z
niejasnych wypowiedzi taty i starszego brata dowiaduje się, że mama będzie
DZIESIĘĆ dni w szpitalu. Ojciec z bratem nie potrafią zrobić w domu
najprostszych rzeczy i popadają w totalny chaos.
- po długim czasie mama przywozi ze szpitala „płaczący tłumoczek”. Okazuje
się, że to siostra Kasi.
- dziewczyna przeżywa totalny kryzys – w zasadzie o tym jest cała ta książka.
Czuje się odrzucona, zawala szkołę aby zwrócić na siebie uwagę. Oczywiście
mama „jest zatroskana” że Kasia przestaje być grzeczną dziewczyną, tata się
gniewa i starszy brat też na nią krzyczy
- w dramatycznych okolicznościach dziewczyna zaczyna kochać swoją siostrę i
staje się znów grzeczną dziewczynką.
Kasia z małego egoisty wyrasta na koleżeńskie i kochające wszystkich dziecko.
Jak się to ma do współczesnego obrazu rodziny?? I dlaczego takie za
przeproszeniem gówno ma czytać moje dziecko? Nie wiem. W ogóle z tych lektur
to bronią się chyba tylko „Dzieci z Bullerbyn”. Trudno się dziwić, że trudni
dzieci zachęcić do książek, jeśli mają czytać takie gnioty. Nie mówiąc już o
tym, ze realia życia z tych pozycji nijak mają się do współczesności.
A tak się musiałam wyżalić