lila_m
16.07.07, 21:48
Ja wiem, ja się czepiam.
Ale po prostu już nie mogę! Do jakiego stopnia można zdrabniać?? I po co?
Rozumiem że ręką dziecka to rączka, że mały kubek dla dziecka to kubeczek,
wiem że dziecko zrobi kupkę a nie kupę (ale to akurat kwestia czasu). Bawi się
z kotkiem i siedzi na swoim małym krzesełku.
Ale wiele osób po prostu się zapędza. Idę na przykład w parku, pcham przed
sobą wielki wózek Bebecara (waży toto 15 kg jak nic) a pani naprzeciwko mówi
do dziecka - w "wózeczku" jest dzidzia.
W sklepie (nie dla dzieci) ekspedientka mówi mi o "bluzeczce", "okularkach",
"włoskach"(długie do pasa i gęste) i "obcasiku" (10 cm).
Albo na forum czytam: "Jeżeli zdjęcia malucha to w duzym >formaciku< minimum
13x18 no i dla mnie fajnie przy >kolorku< wyglada biała >rameczka<.
Jak by nie można normalnie.
Czy taka osoba w pracy też mówi na przykład do szefa poproszę o "podwyżeczkę",
"urlopik", "biureczko" mam za blisko "okienka" i "komputerek" mi się popsuł.
Grrrr
Lila