Dodaj do ulubionych

Nieszczęśliwe maleństwo...

05.08.08, 18:47
Witam, jestem tu nowa.
Moja córeczka Marcelinka ma póltora roczku.
Gdy byłam z maleńką w ciąży, czułam się źle, przeleżałam 3 ostatnie
miesiące w szpitalu. Ciąża od początku była zagrożona, istniało
nawet podejrzenie wad wrodzonych, ale na szczęście prognozy się nie
sprawdziły, dzięki Bogu. Marcelinka urodziła się 3 dni przed
terminem przez cc, bo w trakcie porodu gwałtownie zaczęło niknąć jej
tętno. Od razu była reanimowana. Urodziła się maciunia, zaledwie 41
cm wzrostu. Do dziś niestety rośnie baardzo wolno, jest mniejsza i
słabsza niż dzieci w jej wieku, choć badania wykazują żadnych
poważnych schorzen.
Od urodzenia właściwie ciągle płacze. Żeby to jeszcze był taki
głośny, energiczny płacz, jaki wydają inne dzieci. Płacze bardzo
cichutko, jej krzyk przypomina kwilenie. Ma ciągle żałośnie smutną
buzie, na którą często, nawet bez odgłosu płaczu, występują ogromne
łzy wielkości piąstki. Bardzo rzadko się uśmiecha. Od urodzenia jej
bardzo lękliwa. Panicznie boi się ciemności, nawet lekkiego
półmroku - gdy jest ciemno potrafi się zbudzić i strasznie płacze,
wystarczy zapalić lampkę. Ogromnie boi się wszystkich ludzi oprócz
mnie i męża. Gdy ktoś zwraca na nią uwagę, wtula się we mnie i
czuję, że ma zimne i spocone rączki i strasznie drży na całym
ciałku. 24 h na dobę ktoś musi przy niej czuwać - wystarczy, że
zniknę jej z pola widzenia i Marcelinka zaczyna dusić się w
spazmatycznym płaczu. Nie mogę nawet zostawić jej na 5 min samej.
Gsy wracam, zapłakana drży i wyciąga do mnie rączki.
Gdy nie płacze (jeśli oczywiście ktoś z nas przy niej siedzi),
zachowuje się jak aniołeczek, ale i tak bardzo mnie to martwi. Bawi
się cichutko w kąciku, mało energicznie, nawet nie słychać, że w
domu jest dziecko. Jeszcze nie zdarzyło jej się choć troszeczkę
rozrabiać, psocić. Przez to zachowanie bardzo boimy się oswajać
Marcelinkę z otoczeniem, do minimum ograniczamy wizyty gości, bo
maleństwo przeraźliwie sie boi sad I ta smutna, zalękniona
twarzyczka...
Myśleliśmy, że ciągły płacz ma swoje źródło w jakichś
dolegliwościach, jednak lekarze nie potrafią się ich dopatrzeć, a
jak ją obserwują, to wręcz nie mogą wyjść z podziwu, że malutka nie
jest w domu męczona...Pół roku temu pani doktor, zaniepokojona, że
być może istnieje jakaś głeboko utajona choroba, której ona mimo
najlepszych chęci nie jest w stanie zdiagnozowac, zleciła
kompleksowe badania w szpitalu. Zrobiliśmy wszelkie możliwe badania,
nie szczędząc pięniędzy na dobro maleństwa, które nic niepokojącego
w fizjologii dzieciątka nie wykazały. Nawet je powtórzyliśmy, ale
tak samo bez rezultatu. Dodatkowo zafundowaliśmy pewnie horror dla
Marcelinki, która tak panicznie wszystkiego się boi i jest wrażliwa
na najmniejszy ból...
Lekarze stwierdzili, że problemy naszego maleństwa mają podłoze
psychiczne, bo innego wytłumaczenia nie ma...

Skąd tak poważne problemy u takiego dzieciątka, które od urodzenia
jest przez wszystkich kochane i pielęgnowane jak tylko się da,
najlepeij?
Marcelinka była dzieckiem chcianym, czekaliśmy na nią prawie 10 lat,
gdy dowiedziałam się, że urodzę, nie mogłam pohamować łez szczęścia.
To nasz największy skarb.
Ani ja, ani mąż, ani rodzeństwo żadnego z nas nie miało podobnych
problemów w dzieciństwie, do momentu narodzin Marcelinki byliśmy
typem ludzi otoczonych przyjaciółmi, korzystających z uroków życia
pod każdym względem. Marcelinka jest zupełnie inna. Córka mojej
siostry jest pół roku od mojego maleństwa młodsza- i aż serce mi się
kraje, gdy widzę, jakim Marcelinka jest jej zupełnym
przeciwieństwem. Ania jest żywa i psotna, pełna wesołości.
Marcelinka ciągle płacze i drży, gdy straci mamę albo tatę z oczu,
jest ciągle smutna, trudno ją rozbawić, panicznie boi się ludzi,
nawet jeszcze nie zbliżała się do Ani.
Jest naszym upragnionym skarbem, coraz bardziej ją kocham, ale też
wpadam w depresję patrząc na jej cierpienie. Bo Marcelinka cierpi
niewątpliwie. Zmieniła całe nasze życie, a my nie potrafimy jej
pomóc. Pediatra twierdzi, że trzeba jak najszybciej zacząc
współpracę z psychologiem, by umożliwić prawidłowy rozwój
Marcelinki.
Jestem coraz bardziej zalamana, dlaczego dotyka to moje dziecko?!
kto i kiedy ją skrzywdził?...
Obserwuj wątek
    • andaba Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 05.08.08, 19:37
      Nie jestem fanką psychologów, ale może w tej sytuacji faktycznie
      warto ją skonsultować.
      Jedno z moich dzieci było takie strachliwe, nie tolerowało nikogo
      poza mną i czasem mężem (ale bał się tylko ludzi, ciemności nie i
      bawił się normalnie, choć rozwijał sie dość wolno). Niemniej był tak
      różny od pozostałych dzieci, że próbowałam sie doszukiwać przyczyny
      jego lęku. Myslałam, że zawiniły tu problemy w ciąży - śmierć mojego
      ojca, dziadka i teścia, potem niemal zupełny brak ruchów i mój
      niepokój z tym związany, lekceważony przez wszystkich (w czasie
      porodu tętno zaczęło zanikać, urodził się z szyjką trzykrotnie
      okreconą pępowiną, podduszony).
      Może to jak się zachowuje twoja córeczka ma przyczyne w twoim lęku o
      nią - sama piszesz, że starałaś się o nią długo, ciąża była
      problemowa, potem obawa o jej zdrowie... Na pewno nie wszystkie
      dzieci tak reagują - moja najmłodsza córka (małowodzie w 21 tygodniu
      i "niech pani przyjedzie, jak ustaną ruchy, bo nic się nie da
      zrobić") mimo, że stres jaki przeżyłam w ciąży z nią przebił
      wszystko, co przeżyłam przy bojaźliwym synu, jest pogodnym
      dzieckiem, nie bojącym się niczego. Ale jednak nie zarzucam swojej
      teorii o wpływie psychiki matki na dziecko - po prostu jedne dzieci
      są wrażliwsze, inne mniej.

      Idż z małą do psychologa, ale też postaraj się zamartwiać - wiem, że
      to się łatwo pisze, ale musisz - dla dobra swojego dziecka.
      Może dlatego jest taka "dzika" bo nie ma kontaktu z innymi? Bierz ją
      na placa zabaw, jak będzie patrzyć na dzieci, przygladac ich zabawom
      może sie ośmieli, a przynajmniej oswoi.
    • ik_ecc Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 05.08.08, 20:04
      Sporobowalabym z nia pojsc do dobrego, dobrze polecanego homeopaty.
      Mnie (corce, mezowi, mojej mamie i siostrze) homeopatia bardzo
      pomogla - ale trzeba znalezc dobrego lekarza.

      Strasznie smutne to co piszesz, tez by mi sie serce krajalo...
      Trzymam mocno kciuki...
      • oli.nek Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 05.08.08, 20:29
        Po pierwsze, nie porównuj swojej córeczki do żadnego innego dziecka. Ona jest
        wyjątkowa, jak każde inne dziecko jest wyjątkowe.

        Powiem tak, mam dwie córki i chociaż jest między nimi mała różnica wieku (2
        lata) i fizycznie są kopiami siebie, charakterem są tak różne, że się dziwię, że
        to siostry. Moja starsza córa to taki typ spokojny, obserwator, wolno się
        rozgrzewający, bywa smutna, wesoła też, nigdy mi nie ściągała żadnych rzeczy,
        firanek, w domu porządek etc. Druga córa to jej przeciwieństwo - spontaniczna,
        ciągle wesoła, ciągle słychać jej śmiech, nie boi się niczego (starsza do dziś
        czasem boi się dziadka i w ogóle mężczyzn), za rękę nie da się prowadzić,
        rozwala wszystko. Starsza grzecznie przy stole zawsze jadła i je, jest ułożona.
        Młodszą ciągle trzeba gonić. I tak ma być. Jedna strachliwa, druga nie zwraca na
        nic uwagi smile)

        Dużo miłości. Dużo cierpliwości. Próbować rozweselać. Zabrać w jakieś miejsce,
        spędzać czas razem. Poczekać jak podrośnie i zabierać do dzieci. Nie zmuszać.
        Kochać i nie porównywać do psotników. Ja twierdzę, że nie każde dziecko ma w
        genach by psocić, psuć zabawki, szaleć.

        Psycholog dziecięcy na pewno doradzi smile
        • matizka Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 05.08.08, 22:26
          Pewnie jest bardziej strachliwa, nieśmiała, spokojniejsza.

          mamy taka sąsiadkę, ale wyobraż sobie, że choć gdy ja szłam z moją
          do niej w gości to ona właziła ze strachu pod krzesło to w
          przedszkolu, po pewnym czasie, zmądrymi paniami bardzo dobrze sobie
          radzi.

          No nie wszystkie dzieci są super odważne, zwariowane, a i tak dzieci
          bardzo się zmieniają (moja mając 4 lata jest znacznie mniej odważna
          i do ludzi niz gdy miała 2)

          ale mam tez wrażenie, że z twojej wypowiedzi bije jakiś taki Twój
          smutek i jakie.ś nadmierne rozczulenie.

          Jak myslisz o niej"maleństwo drży z niepokoju" to mówi to coś innego
          niż gdy mówisz" mała czegoś tam się przestraszyła" albo "boi się,
          ale pewnie wyrośnie"

          Nie potrafię tego potwierdzić do końca argumentami, ale mam jakieś
          takie poczucie, że przejmujac się tym i jej "nieszczęściem" tak
          bardzo jakoś tą nieszczęśliwość i nieśmiałość w niej wzmacniasz
          • apolonina13 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 05.08.08, 23:02
            po pierwsze głowa do góry!
            po drugie idz z małą do psychologa-nie zaszkodzi a może pomoże

            a po trzecie..wydaje mi sie,ze robicie błąd ograniczając kontakty małej z innymi
            ludźmi...może ona się właśnie boi dlatego,żę tego unikacie i ma mały kontakt z
            innymi...pierwsz moja myśl po przeczytaniu postu

            nie ma sytuacji bez wyjścia ale pogadaj ze specjalistą!smile
    • marzena366 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 06.08.08, 00:00
      uważam że powinnaś jak najwięcej przebywać z małą mniędzy ludzmi
      zwłaszcza dziecmi nie ograniczać jej kontaktów pomału
      wychodzić ,przywyczajać , chodzić na place zabaw gdzie jest dużo
      dzieci mimo że córka się boi ale raz ,drugi, dziesiąty przyzwyczaji
      się i zobaczy że nic jej się nie dzieje, piszę tak bo miałam
      podobnie moja córka ma 2,5 roku wszystkich się bała jak ktoś sie do
      niej odezwał jednym słówkiem był płacz nie z tej ziemi, nawet osób z
      rodziny nie tolerowała , na placu zabaw to samo stała przy mojej
      nodze sama nie poszła do dzieci chyba że ze mną ale ja z nia
      wszędzie wychodziłam i wychodzę , na zakupy , do znajomych , do
      bawialni ,wszędze ze mną. pomału pomału przyzwyczaiła się
      wszystkiego , moge ją teraz zostawić u babci u dziadka , kuzynki i
      nie ma problemu ..a kiedyś nie do pomyślenia, robi się coraz
      bardziej otwartą dziewczynką poprostu cierpliwośći i jak najwięcej
      między ludzi
    • mruwa9 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 06.08.08, 00:08
      Niewiele napisalas na temat ogolnego rozwoju dziecka, ale Twoj opis,
      IMHO, wyglada bardzo niepokojaco. Czy mala chodzi? Jak sie rozwija
      ruchowo? Czy utrzymuje kontakt wzrokowy? Czy rozumie, co do niej
      mowicie? Sama probuje mowic, komunikuje sie z wami w jakis sposob (
      z wlasnej inicjatywy)? Co robi, jak czegos od Was chce? Czy w ogole
      miewa jakies zyczenia, czy jest zupelnie bierna? W co, czym lubi sie
      bawic? Czy miala sprawdzany wzrok, sluch (czy widzi, czy slyszy)?
      Byla badana przez neurologa? Jak z napieciem miesniowym?
      Nie musisz odpowiadac na forum, ale zrob sobie taki rachunek
      suumienia, pospisuj wlasne uwagi, pytania i obserwacje i marsz do
      kompetentnego specjalisty (zespolu specjalitow) zajmujacego sie
      diagnostyka i terapia zaburzen rozwoju u dzieci.
      • tere_32 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 06.08.08, 01:19
        Napisałam, że malutka rozwija sie raczej powoli, usiadła dopiero w
        11 msc, teraz chodzi jeszcze nieporadnie. Pediatra stwierdziła u
        niej nieco większe niz u rówieśników zaburzenia równowagi, ale
        miejmy nadzieję, ta dysproporcja się wyrówna. Potrafi powiedzieć
        mama, tata, mis (ukochana zabawka;]) Doskonale rozumie, co do niej
        mówimy, gdy o coś prosimy, wykonuje to. bawi się pluszakami,
        głaszcze je wciąż i przytula, na ataki płaczu nanbardziej oprócz
        utulenia pomagają właśnie pluszaki oraz włączona cichutko łagodna
        muzyczka. Odkąd w miarę samodzielnie chodzi nie opuszcza mnie ani na
        chwilę, często, gdy się przestraszy, chwyta kurczowo moją nogę i
        płacze: mama, mama. Wszystko ma gruntownie przebadane, widziało ją
        wielu specjalistów i wszyscy mówią mi jedno - psychika. W przypadku
        Marcelinki to ten obezwładniający lęk przed wszystkim może źle
        odbijać się teź na rozwoju fizycznym.
        Wiem, ze nalezy ją przyzwyczajać do kontaktu z ludźmi, ale cięzko mi
        na sercu. Ostatnio, gdy zdarzało nam się mieć gości, córeczce
        zdarzało sie tracić przytomność z wyczerpania nerwowego. O
        dusznościach spowodowanych histerycznym płaczem nie wspominając.
        • tendencia Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 06.08.08, 01:30
          <"Ostatnio, gdy zdarzało nam się mieć gości, córeczce
          zdarzało sie tracić przytomność z wyczerpania nerwowego">

          musisz jej jak najszybciej pomóc, to co piszesz jest i niepokojące i
          bardzo smutne - bo trzeba sobie wyobrazić ile negatywnych emocji
          jest w Twoim dziecku, z którymi sobie nie radzi a pewnie dodatkowo
          wyczuwa jeszcze wasz lęk i niepokój. Za chwilę w waszych
          reakcjach,podświadomych nawet, zacznie odczytywać sygnały, że może
          jest z nią coś nie tak i jeszcze się wszystko pogłębi.
          Jak najszybciej poszukałabym DOBREGO psychologa, ale na początek
          zaprosiłabym go do siebie do domu, nawet za dodatkową opłatą.
          Niewyobrażalne jest, co piszesz, to jej ciche popłakiwanie, utraty
          przytomności... Musicie działać i to szybko.
          • astra124 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 06.08.08, 09:17
            Tak sobie myślę,co ja zrobiłabym w tej sytuacji..
            Oprócz oczywiście wizyty psychologa dziecięcego.
            Może spróbować zacząć oswajać malutką z dziećmi poprzez pokazywanie
            jej maluchów w telewizji,na zdjęciach,w książeczkach,przez okno na
            podwórku,opowiadać,jak można się z innymi dziećmi fajnie bawić.
            Ale nic na siłę.Może właśnie zacząć od takiego małego kroczku.A
            potem może oswoić ją ze zdjęciem tej dziewczynki Ani,o której
            piszesz,że jest w podobnym wieku.I może dopiero wtedy zaprosić tę
            dziewczynkę do siebie.

        • mruwa9 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 06.08.08, 10:58
          A jak sie bawi pluszakami? Tylko przytula i glaszcze, czy np. chce
          je przebierac w ubranka, wozic w wozku, karmic? Czy jest zafiksowana
          wylacznie na pluszakach, czy bawi sie rowniez innymi zabawkami?
        • ella53 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 27.08.08, 11:48
          Może Cię krzywdzę, ale przez skórę czuję, że źródłem wszystkich
          niepokojów dziecka, jest Twój niepokój. Mam wrażenie, że psycholog
          przydałby się bardziej Tobie i mężowi niż dziecku.
    • mama-ola Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 06.08.08, 09:31
      Jakbym miała tak wrażliwą córeczkę, to myślę, że nosiłabym ją w
      chuście i mówiłabym, mówiła, mówiła... Wyjaśniałabym jej wszystko,
      pokazywałabym i mówiłabym jej, jaka ma być reakcja.

      Na przykład mój syn bał się balonów, które zwisały w supermarkecie z
      sufitu. Brałam go na ręce i mówiłam: to są balony, wiszą tu do
      ozdoby, zobacz, ten jest biały, a ten niebieski, nie trzeba się bać,
      zobacz - ja się nie boję, tatuś się nie boi. Balony, balony. Są
      całkiem ładne, wielu ludzi lubi balony. Ja akurat nie lubię i wcale
      się nie dziwię, że ty ich nie lubisz.
      Do tego supermarketu i tak chodziliśmy, choć mały od progu wyciągał
      rękę, pokazywał balony i w ryk. Nie można jednak zamykać dziecka w
      domu. Dziecko ma wiele lęków. Z czasem je przemoże. Mój syn wkrótce
      przestał się bać tych balonów.

      Podstawowe cechy pogadanki do dziecka, to:
      - rzecz trzeba nazwać
      - rzecz trzeba określić (duża, mała, ważna, nieważna, ozdóbka,
      narzędzie, zabawka, przyrząd do robienia czegoś)
      - można pokazać, co się z tym robi
      - powiedzieć, jaka ma być reakcja na to coś, powiedzieć jak na to
      coś reagujesz Ty, mama, i jak reaguje tata
      - utożsamić się z punktem widzenia dziecka, ale przesuwając
      znaczenie reakcji w łagodniejsze rejony - należy dziecku wmówić, że
      nie lubi, żeby dziecko samo zaczęło o tym myśleć "nie lubię tego" w
      miejsce "boję się tego"; jak powtórzysz wielokrotnie, że ona tego
      nie lubi, córka sama zacznie tak o tym myśleć;
      U mojego synka to się sprawdzało. Po jakimś czasie zaczął
      mówić: "bajony, Ata nie jubi, mama nie jubi" (pamiętam to jak dziś),
      była to duża poprawa, zważywszy, że startowaliśmy z pułapu histerii.
      • kanga_roo Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 06.08.08, 09:59
        uważam podobnie, jak mama-ola, poza tym wydaje mi się, że w jakiś
        sposób odbierasz zachowanie (a może charakter) Twojej córki jako
        gorsze od zachowania rozbrykanych, żywych dzieci. czy ona nie
        odbiera podświadomie Twojej dezaprobaty? może trzeba jej wyraźnie
        dać do zrozumienia, że akceptujesz ją, jaka jest. nie neguję
        pozytków płynących z kontaktu ze specjalistą, ale coś mi się
        kojarzy, że nawet dzieciom autystycznym dobrze robi poczucie
        bezpieczeństwa płynące z absolutnej, bezwarunkowej akceptacji ze
        strony rodziców.
        • kiniak22 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 06.08.08, 10:17
          nie napisze nic nowego bo dziewczyny napisaly, ale skoro doradzaja psychologa to
          pewnie bym sie wybrala, a po drugie absolutnie nie ograniczaj kontaktu z innymi
          ludzmi i dziecmi, zacznijcie zapraszac znajomych do domu, niech wie ze sa inni
          ludzie dookola i nikt jej krzywdy nie zrobi podam przyklad, moja znajoma ma
          corke w wieku mojej starszej, moja od malego otoczona ludzmi i dziecmi jakos
          sobie radzi (chociaz ona tez z tych wrazliwych i wyleknionych ale w domu jej nie
          zamykam tylko ciagle gdzies chodzimy i kogos widzimy) kiedy znajomej corka miala
          kilka miesiecy poszlam tam z moja cora, na moj widok nie plakala ale za to na
          widok innego dziecka wyla tak ze na caly blok ja bylo slychac, i bardzo dlugo
          tak reagowala na dzieci az w koncu sie przyzwyczaila do ich widoku na placu
          zabaw, w sklepie
          moja rada to nie zamyaj dziecka w domu, bedzie sie balo ale trudno, to ze jestes
          przy niej da jej poczucie bezpieczenstwa ze krzywda jej sie nie stanie smile bawcie
          sie duzo razem, wyglupiajcie, zachecaj ja do samodzielnych i odwaznych decyzji,
          zabierz na plac zabaw do piaskownicy, gdziekolwiek gdzie bedzie miala kontakt z
          ludzmi
    • gdzie-idziesz Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 06.08.08, 11:25
      Smutnie jest to co piszesz.
      Mi wydaje się, że to Wy nieświadomie i swoją ogromną troską
      utrwaliliście w Marcelince strach przed światem. Chcąc ją chronić i
      ograniczając liczbę bodźców.
      Mała czuje Wasz strach o nią w trudnych dla niej sytuacjach i to
      potenguje jej lęki. Na Waszym miejscu zabierałabym małą do ludzi,
      najlepiej w chuście na brzuchu. Żeby czuła że jest bezpieczna i
      niech z tej perspektywy poznaje świat, pokazywać dzieci na placu
      zabaw, proponować - może też chcesz się pobawić w piaskownicy. Jeśli
      nie chce niech obserwuje tylko i się oswaja, jak najwięcej takiego
      oswajania się, zabawiania, łaskotek. Zabawki zmuszające do ruchu -
      różne piłki, wózki do pchania, zabawki na patyku, samochody na
      sznurku. Jeśli bawi się wyłącznie pluszakami, schowałabyj je, żeby
      zmusić ją do aktywności innego rodzaju.
      Spróbowałabym się zaprzyjaźnić z mamą dzidziusia jeszcze nie
      chodzącego, który nie będzie dla niej zagrożeniem, niech podaje mu
      zabawki, próbuje się opiekować itp, albo jeśli jest taka możliwość z
      dzieckiem w podobnym wieku, które jest łagodne i empatyczne, lubi
      się dzielić i nie jest ekspansywne (moja córka taka jest, więc takie
      dzieci istniejąsmile)
      Pozdrawiam serdecznie
    • ila79 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 06.08.08, 19:38
      Zgadzam się z przedmówczyniami. Wogóle 1,5 roku to taki
      wiek "lękliwy". Mój synek też to przechodził, nie w takim stopniu
      ale zwyczajnie darł się w niebogłosy i wczepiał we mnie. Strategia
      polegała na tym, że zapraszaliśmy najpierw dużo ludzi do nas i
      prosiliśmy żeby nie zwracali na niego uwagi. Mały był w innym pokoju
      i powoli małymi kroczkami przesuwaliśmu się w stronę gości. Każdy
      protest - to pozostanie w miejscu. Zwykle po godzinie kończyło się
      na zabawie z gośćmismile. Braliśmy go też gdzie się dało i to samo -
      najpierw z daleka, np w bajolandi przez całe 2 godziny bawił się
      balonikiem z tatusiem, teraz wariuje z dzieciakami na placu zabawsmile.
      Życzę powodzenia, a do psychologa bym poszła.
    • sloma_81 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 07.08.08, 14:32
      Mam dwuletnią córę, nie pamietam jaki to był wiek ale zapewne miała
      właśnie około 1-1,5 roku....potwornie bała się ludzi. Dla mnie
      sposób był tylko jeden - wyjść z nią do ludzi. Jak najczęściej
      odwiedziałam znajomych, zapraszałam do nas, oczywiście za każdym
      razem tłumaczyłam jej co się będzie działo....np. przyjdzie ciocia
      Ola i wujek Maciek, to są mamy i taty znajomi, pokarzemy im nasze
      misie, pobawimy się z nimi?..itp. Czasem córka tak sobie to
      zapamiętała że wrzasku nie było, czasami się nie udawało...ale tak
      przygotowana ryzyko płaczu zmniejszało się do 20% Ponieważ w tym
      czasie jeszcze nie wielu z naszych znajomych miało dzieci i
      zapraszani byliśmy bardziej na imprezy dla dorosłych ale i tak ją
      zawsze braliśmy...zawsze i wszędzie do ludzi z nami szła. Skutek
      jest taki, że dziś sporadycznie boi się jakiś postawnych Panów z
      brodą, baby jagi i wilka z lasu, dużych psów i dużych
      samochodów...ale i z tym niebawem damy sobie radę smile

      Kolejna sprawa....najlepsiejsi przyjaciele moich rodziców mieli
      córkę o 2 lata ode mnie starszą. Zawsze jak do nas przychodzili to
      nie mogli się napatrzeć jak ja biegam i psocę bo ich córka tego
      nigdy nie robiła. Jak ją posadzili tak siedziała sobie i cichutko
      się bawiła. Czasami nawet ubolewali nad tym martwiąc się, że coś
      jest nie tak. Ona zwyczajnie miała taki charakter. Wyrosła na
      zdrową, ładną dziewczynę...może nie jest super zabawowa, ale nie boi
      się odezwać, potrafi śmiać się i rozmawiać w towarzystwie, jest
      normalna a nawet doczekała się bardzo zwariowanej córeczki.

      Dalej...ja wcześnie musiałam wrócić do pracy (zaraz po
      macierzyńskim, wtedy jeszcze trwającym o 2 tyg krócej jak
      teraz)...do pracy dojeżdżam ok 65 km tak więc poza 8 godzinami pracy
      muszę doliczyć czas na dojazd i wychodziło tak, że mała widziała (i
      ndal widzi) mnie dopiero wieczorem. Po powrocie do domu nic nie
      mogłam zrobić bez niej, siku, mycie, jedzenie...dosłownie wszystko
      musiało być tak żeby ona mnie widziała a pojawienie się kogokolwiek
      w zasięgu wzroku skutkowało płaczem bo zajmować się nią miałam ja
      anie kto inny. Część koleżanek które nawet siedziały z dziećmi w
      domu miały ten sam problem (może w nieco mniejszym stopniu). Teraz
      mała ma 2 lata i prawie z tego wyrosła, tj. mogę zrobić już wszystko
      aby ona tylko wiedziała, że jestem niedaleko. Uwielbiam dzieci i
      każde dziecko bardzo mnie lubi (potrafię się z nimi bawić) i myślę,
      że to był główny powód płaczów mojej małej...nikt inny tak się z nią
      nie bawił jak mama. Być może Twoja mała dziś woli Twoje towarzystwo
      a nie męża i podobnie jak moja boi się że jej znikniesz (a Ty
      idziesz tylko do fryzjera czy kosmetyczki zostawiając ją z mężem).
      Ja pocieszam się tym, że dziś woli mnie ale i tak wiadomo, że
      wszystkie dziewczynki to córeczki tatusia i za rok dwa będzie tylko
      tatuś i tatuś.

      Głowa do góry - dużo wizyt w piaskownicy poprzedzonych rozmową kto
      tam będzie (Ola z tatą, Jacuś z mamą itp), troszkę cierpliwości do
      lęków (wyrasta się z nich), dużo dużo dużo radości z cichej i
      spokojnej córeczki (niektóre 2 latki kopią, krzyczą i plują na
      rodziców)....i pamiętaj, że Twoja córcia jest jedyna i wyjątkowa smile
      • tolka11 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 07.08.08, 14:36
        A widział ją specjalista od SI? Może tak łatwiej byłoby opanować
        zaburzenia i deficyty?
    • tere_32 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 07.08.08, 16:11
      Bardzoc chciałabym, żeby Marcelinka z tego wyrosła, tak jak mówicie.
      Tyle, że ona boi się wszystkiego od urodzenia, ciemność przestała
      tolerować natychmiast po powrocie ze szpitala, już gdy miała
      miesiąc, a akurat nie spała, zaczynała zanosić się od płaczu, gdy
      ktoś inny niż ja pochylił się nad łóżeczkiem, kończyło się to
      kolkami i wieloma innymi nieprzyjemnościami.
      Mam wrażenie, ze z czasem jest coraz gorzej, bo w miarę rozwijania
      się, potrafi przekazywać coraz bardziej skomplikowane sygnały lęku.
      To nie jest tak, że sami podświadomie izolujemy córeczkę. Doskonale
      zdajemy sobie sprawę, jak zbawienny wpływ na rozwój ma kontakt z
      ludźmi. Jednak boimy się "na siłę" wzmacniać kontakt z otoczeniem,
      bo boimy się o zdrowie malutkiej. Gdyby w grę wchodził tylko płacz i
      krzyk, o którym piszecie - może nie byłoby takich problemów. Nie
      chcemy jednak ryzykować zbytnio. Marcelinka coraz częściej dostaje z
      płaczu silnych drgawek i napadów duszności. Z wyczerpania traci
      przytomność.
      Kiedy raz jeden zasnęła po obiadku, musialam na 15 min zostawić ją z
      moją mamą. Podobno natychmiast po moim wyjściu obudziła się i
      dostała ataku płaczu. Płacz skończył się tak silnymi dusznościami,
      że zaczęła sinieć i pojechałyśmy do szpitala. Zaznaczam - duszności
      nie są spowodowane astmą ani żadna inną chorobą.
      Zawsze staramy się wychodzić z malutką na spacery, do miasta, dużo
      jej pokazywać, tłumaczyć. Gdy siedzi w wózeczku i widzi niedaleko
      obce osoby, zasłania buzię rączkami albo misiem. Gdy akurat stara
      się iść samodzielnie, chowa się za mną lub mężem. Właśnie - traktuje
      nas oboje jednakowo.
      Często chodzimy do piaskownicy. Malutka bawi się chętnie, jeśli w
      pobliżu nie ma żywej duszy. Dziś, gdy przyszłyśmy, w piaskownicy
      siedziała dziewczynka mniej więcej w jej wieku, parę metrów od
      piaskownicy jej mama. Marcelinka dostrzegła obcych już kilkadziesiąt
      metrów przed piaskownicą i zaczęła płakać. Od razu zaczęłam jej
      tłumaczyć, zobacz, jaka śliczna dziewczynka, zobacz, jak pięknie sie
      bawi, tak samo jak ty wczoraj, popatrz, jaka jest grzeczna i jaka
      spokojna i uśmiechnięta. Chodź, podejdziemy, zobaczymy, co robi,
      może następnym razem będziesz chciała się z nią pobawić (nie chcę od
      razu mówić, że już teraz będą się od razu bawiły, dla mojej córeczki
      to zbyt nagle). Marcelinka nie krzyczała (bo nie potrafi głośno),
      nie wyrywała się, tylko cichutko płakała, w dodatku jakoś tak
      bardziej wewnętrznie niż zewnetrznie, przywarła do mnie całym
      ciałkiem, rączki momentalnie z ciepłych stały się lodowate,
      zobaczyłam gęsią skórkę na ramionkach i czułam, że zaczyna drżeć.
      Gdy wróciłyśmy do domu, teraz powoli dochodzi do siebie, zaczyna się
      bawić w kąciku - robi "porządki" w domu misiów i laleczek.
      Taka sytuacja się powtarza.
      • mruwa9 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 07.08.08, 16:19
        powtarzam swoje pytanie: JAK sie mala bawi? Glaszcze i uklada
        pluszaki, czy przydziela im role, bawi sie "na niby",
        karmi ,przewija, wozi w wozku? Jak sie bawi w piaskownicy? Mnie
        zachowanie Twojej corki bardzo sie nie podoba sad (tzn. wyglada
        bardzo niepokojaco) i trening z zapraszaniem gosci IMHO sam w sobie
        moze byc slepa uliczka. Moim zdaniem zdecydowanie dziecko powinno
        byc zdiagnozowane przez specjaliste/zespol specjalistow, zajmujacych
        sie zaburzeniami rozwoju, moze psychiatra dzieciecy, konsultacja
        neurologa mile widziana (te napady-sinienie, czy padaczka zostala
        wykluczona?) i nastepnie podjeta terapia, zalezna od opinii
        specjalistow.
        • tere_32 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 07.08.08, 16:28
          Zarówno głaszcze i układa, jak i przydziela role, potrafi je nazywać
          w "swoim jezyku", z lalkami bawi się w dom, próbuje je przebierać,
          wozi je oczywiście, bawi sie w sumie wspaniale, tyle że cicho, bez
          krzyku i śmiechu, no i pod warunkiem, że akurat nie płacze i ktoś z
          nas przy niej jest. W piaskownicy uwielbia robic babki z piasku,
          rozne kopczyki, a jak mamy dużo wody i trochę kamyków, to i zamki są.
          Tak, przynajmniej 2 pediatrów stwierdziło, że padaczki raczej nie
          podejrzewają. Trzeci ja zdecydowanie wykluczyl.
          • mruwa9 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 07.08.08, 16:32
            czy dziecko gaworzylo? Sluch mialo badany? Ostatnio byly uszy
            badane? Czy dziecko mialo wykonywane badanie EEG (a propos
            zdecydowanego wykluczenia padaczki)?
            • tere_32 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 07.08.08, 17:07
              Oczywiście że tak. Na samym początku napisałam, że oprocz rutynowych
              badań u pediatry Marcelinka dwukrotnie przechodziła badania
              kompleksowe w szpitalu pod katem wszelkich możlwiwych chorób o
              podłozu fizjologicznym. Nigdy nie wykazały nic niepokojącego.
              Pediatra podejrzewa u Marcelinki niezwykle silne zaburzenia
              emocjonalne, byc może jest to nerwica, stwierdza, że ich
              utrzymywanie się może spowodować spowolnienie rozwoju fizycznego i
              zaburzenia procesów metabolicznych. Wydaje mi się to całkiem
              logiczne. Dlatego usilnie nalega na konsultacje psychiatryczne i
              wczesną ciągła wspólprace z psychologiem, sama utrzymuje, że nigdy
              nie miała do czynienia z "tak smutną i nieszczęsliwą" dziewczynką...
              • mruwa9 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 07.08.08, 17:24
                tere_32 napisała:

                >.
                > Pediatra usilnie nalega na konsultacje psychiatryczne i
                > wczesną ciągła wspólprace z psychologiem,


                No to na co czekasz??
                • tere_32 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 07.08.08, 18:00
                  > No to na co czekasz??
                  na już umówioną na przyszły tydzień wizytę. Z żadnymi zaleceniami
                  lekarzy nigdy nie zwlekam. Tylko po prostu strasznie martwię się o
                  swoje maleństwo crying
            • tere_32 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 07.08.08, 17:20
              Marcelinka miała badany słuch, widzi i słyszy doskonale - mam nawet
              wrażenie, że jej słuch jest aż nadto wyczulony. Reaguje na
              najmniejszy szelest, gdy bawi się i wokól panuje cisza, a ja
              zaszeleszczę np. papierkiem na 2 koncu pokoju (pokój jest b. duży),
              od razu szuka wzrokiem papierka.
              Zupełnie jakby w ten sposób sprawdzała, czy nic jej nie zagraża.
              • mruwa9 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 07.08.08, 17:23
                no wlasnie, moze tak byc, ze mala jest nadwrazliwa na pewne bodzce
                (sluchowe, dotykowe) i te bodzce, ktore przez osoby zdrowe sa
                uznawane za neutralne lub przyjemne, moga byc przez Twoje dziecko
                odbierane jako przykre, bolesne. Tu sie klania SI.
                • tere_32 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 07.08.08, 18:16
                  Ale nie w każdej sytuacji się ta nadwrażliwość ujawnia, więc nie
                  sądzę, że jest to główna przyczyna zachowania Marcelinki. Słuch ma
                  wyczulony i tak nerwowo reaguje jedynie w ciszy oraz w ciemności - w
                  domu. Na dworze, w mieście, gdzie jak wiadomo jest większe natężenie
                  tych bodźców - różnych szelestów i dźwięków - tego problemu nie ma.
                  Jest wtedy raczej spokojna, o ile nie doznaje wstrząsu na widok
                  kogoś obcego lub nieznanego i nieoswojonego zjawiska. Łagodny szum,
                  spokojna muzyka bardzo ją uspokajają, dużo łatwiej zasypia niż w
                  ciszy. Gdy panuje cisza często nasłuchuje, jakby był to zwiastun
                  niebezpieczeństwa.
                  Gwałtownych, nieprzyjemnych dźwięków bardzo się boi. Najgorzej
                  przezywa burzę z piorunami. Siedzi wtedy na wersalce, kładzie główkę
                  na kolankach, tak skulona zaciska oczka, z których i tak leją się
                  łzy i nakrywa mocno główkę poduszeczką.
                  • fairycharlotte Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 07.08.08, 21:36
                    Napisz koniecznie jak wizyta u psychologa. Przejełam sie ta
                    historia. Czesciowo mam podobne doswiadczenia choc z pewnoscia o
                    slabszym nasileniu. Moja 16-mies. córka jest tez wrazliwa a na
                    niektore bodzce, zwlaszcza sluchowe - nadwrazliwa. Jest juz lepiej,
                    ale jakis czas temu bylo naprawde ciezko... W wieku ok 6 miesiecy
                    Maja zaczela bac sie panicznie wszystkich poza mna i mezem, dopiero
                    ostatnio ten lęk zaczął słabnac ale i tak są osoby ktorych nadal sie
                    bardzo boi. Nadal nie mozemy jej zostawic samej nawet na pol minuty,
                    bo jest paniczny placz jesli jest wtedy w lozeczku, albo po prostu
                    biegnie za nami i oczywiscie kurczowo przytula sie do naszych
                    nog..... Gdy jestesmy u kolezanki, ktorą Maja zna, to i tak jak ide
                    do toalety jest płacz. Dodam, ze gdy corcia byla mlodsza potrafila
                    czasem wpasc w tak wielki płacz, ze zaczynala sie dlawic i dusic...
                    A płacz zaczynał sie gdy np jakies inne dziecko pisnęło albo cos
                    niespodziewanie zagaworzyło.... Jakkolwiek przebywajac z nami
                    rodzicami Maja zwykle była wesoła i żywa, tak więc nie musiałam
                    szukać pomocy lekarskiej, nie izolowałam jej od innych ludzi /
                    dzieci, jakkolwiek bez ekstremów, wszystko delikatnie, stopniowo.
                    Teraz juz jest lepiej, wierze, ze i Twoja córeczka za jakis czas
                    przestanie az tak sie bac... Mam nadzieje, ze napiszesz po
                    wizycie... Pozdrawiam ciepło, mama nieśmiałej Mai
                  • dariafox a moim zdaniem to jest chyba jakaś... 26.08.08, 21:29
                    ściema. Dziwne rzeczy pisze ta mama i w dziwnym stylu. Łzy wielkości piąstki?
                    Ludzie! No i ten cytat:
                    "Gwałtownych, nieprzyjemnych dźwięków bardzo się boi. Najgorzej
                    przezywa burzę z piorunami. Siedzi wtedy na wersalce, kładzie główkę
                    na kolankach, tak skulona zaciska oczka, z których i tak leją się
                    łzy i nakrywa mocno główkę poduszeczką."
                    1,5 roczne dziecko nakrywa głowę poduszką ze strachu? Hmmm. Tysiąc zdrobnień i
                    infantylnych zdań.
                    Przepraszam, jeśli kogoś uraziłam, albo nie daj Bóg ten post jest prawdziwy,a
                    Mama ma po prostu taki styl ale śmierdzi mi to....
                    • royalmail Re: a moim zdaniem to jest chyba jakaś... 26.08.08, 21:52
                      dariafox napisała:

                      > ściema. Dziwne rzeczy pisze ta mama i w dziwnym stylu. Łzy
                      wielkości piąstki?
                      > Mama ma po prostu taki styl ale śmierdzi mi to....

                      No, ja mam to samo odczucie. Od kiedy ten post zaistniał.
                  • mamuniapiotrunia Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 01.09.08, 11:49
                    tere32 się nie odzywa, czy są jakieś postępy po wizycie u
                    psychologa, a ja przeczytałam właśnie ten wątek i wszystkie posty.
                    Straszne i powalające, jak sobie pomyślę o tej dziewczynce. Mam
                    synka 4lotniego, urodził się po tragicznej śmierci swojego brata i
                    okroponie się bałam, żeby Go nie zagłaskać i nie zamęczyć swoją
                    miłością i troską, obawami żeby Jemu też nic złego się nie stało.
                    Trudno było, ale od pierwszej chwili starałam się, żeby miał
                    normalne dzieciństwo, swobodę, ludzi koło siebie, wyzwania i
                    najważniejsze zostawiałam go bez lęku z innymi(tata, babcia,
                    ciocie). Pozwalałam nam od siebie odpocząć i poczuć, że mama nie
                    jest zawsze obecna przy nim. Jestem ciekawa, jak to było od samego
                    początku u tere, czy w ich domu od pierwszej chwili pojawiali się
                    inni ludzie, czy sami chcieli nacieszyć się swoim długo wyczekiwanym
                    szczęściem, a tym samym dziecko nie widziało nikogo oprócz nich, to
                    jak się miało póżniej nie bać obcych. Dzieci muszą od początku
                    stykać się ze wszystkim, nie mogą być izolowane, wychowywane pod
                    kloszem. Mój synek jest bardzo otwarty, choć też czasem się czegoś
                    boi, ale staram się w nim to przełamać, tłumacząc wszystko
                    natychmiast. Dziś poszedł do przedszkola po wakacyjnej przerwie,
                    zadowolony, radosny, że wraca do kolegów, cioć ukochanych, zabaw.
                    Może uznacie, że nie ma to związku ale uważam, że rodzice muszą
                    uczyć dzieci otwartości i odwagi. Ale może też córeczka tere ma dużo
                    większe problemy emocjonalne, na które jej rodzice akurat nie mieli
                    wpływu. Mam nadzieję, że ta historia będzie miała szczęśliwe
                    zakończenie, choć nie wiem czy się otym dowiemy.
    • bomba001 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 07.08.08, 23:00
      mysle, ze konieczna jest wizyta u dobrego PSYCHIATRY NEUROLOGA. jak
      jestes z krakowa, to moge polecic. to niestety wyglada wcale
      niedobrze, naprawde- zachowania autystyczne jakie widzialam u
      dziecka mojej kolezanki. nie psycholog, ale psychiatra powinien to
      diagnozowac. i miejmy nadzieje wykluczyc.
      jesli nie, psycholog powinien sie przyjzec Marcelince i WAM.
      na poczatku polecil ktos homeopate- nie jestem stuprocentowa fanka
      homeopaty, ale zachowanie mojego syna wyjca, bardzop nadwrazliwego
      bardzos ie zmienilo - diametralnie- po podaniu jego leku homeo. na
      forum homeo znajdziesz adresy w swoim miescie
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=19760
      na pewno nie zaszkodzi, a moze pomoc!
      zycze wytrwalosci i szybkiej diagnozy!
      • marta1504 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 26.08.08, 10:31
        Czy ja moge prosić o namiary na tego psychiatrę neurologa? (mam w
        rodzinie dziecko z problemami i szukamy dobrego specjalisty właśnie
        z Krakowa)
        Z góry dziękuję
    • makbyt Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 08.08.08, 14:47

      • kahapala Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 08.08.08, 15:38
        Witam! Nie będę Cię pocieszać ani nic radzić. Uważam, że powinnaś
        słuchać lekarzy oni są od stawiania diagnoz! Pisanie,że Twoja
        córeczka jest chora na to, czy to, nie ma sensu! Wiem,że jest Ci
        trudno się opanować i bez emocji mówić, czy pisać o tym wszystkim.
        Dla mnie jesteś wielka! Pozdarawiam Ciebie i dziecko. Ufam, że
        wszystko skończy się dobrze- na świecie oprócz zwykłych ludzi, są
        też anioły, sama do takiego trafiłam i okazał się lekarzem. Mam
        nadzieję i z całego serca życzę Twojej córeczce, że też takiego
        spotka! Zasługuje na to. Głowa do góry!
    • makbyt Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 08.08.08, 15:01
      To co napisałaś jest dziwne i straszne zarazem. Nie wiem czy jest
      możliwe żeby TAKIE dziecko, tak zachowujące sie było takie cały
      czas. Uważasz że dziecko jest fizycznie zdrowe i nia jest w żaden
      sposób ułomne. Więc , niestety moja opinia jest taka że masz dziecko
      chore niestety na podłożu psychosomatycznym. I niestety Twoje
      dziecko wymaga leczenia. Jedna w forumowiczek odniosła wrażenie że z
      Tobą coś jednak też jest nie tak. POpieram ją. Nawet tytuł Twojego
      wątku świadczy o tym że Ty już sama swoje dziecko określiłaś jako
      nieszczęśliwe , przyjełaś jego zachowanie za pewnik i według mnie
      nie pozwalasz dziecku wyjść z tej roli. Coś jest z Tobą nie tak.
      Sposób w jaki piszesz o córce (mój skarbeczek, Marcelinka ,
      kochaniutka) według mnie jest dziwny, My tutaj na tym forum
      wszystkie mamy dzieci i pierwszy raz spotkałam mamę która tak słodko
      i przekochanie pisze o swoim dziecku. Rozumiem że dziecko jest
      miłością Twojego życia ale jeśli Ty obcym osobom aż tak mocno
      poprzez swoje słownictwo i sposób wyrażania o niej dajesz to do
      zroumienia to uważam że Twoje dziecko jest to Twoją
      nadopiekuńczością i miłością "bobmardowane" nonstop. Według mnie to
      niestety Ty w niej wzmacniasz te zachowania.
      No i na litość boską , jeśli lekarz Ci mówi że powinnaś iść do
      psychologa z dzieckiem to dlaczego już dawno nie poszłaś. Boisz się
      czegoś? hm...
      Sytuacja w piaskownicy. Bo podałaś taki przykład. A Ty nie możesz w
      domu, na balkonie postawić piaskownicy i zaprosić jakieś dziecko.
      Musisz wyjść oczekiwaniom dziecka na przeciw i dostosować się do
      swojego dziecka a nie tylko siedzieć w domu i użalać się nad
      dzieciakiem. Bo ja odniosłam wrażenie że przesadzasz i to naprawdę
      GRUBO.
      • beatrix_75 do makbyt 08.08.08, 15:46
        pomysl czasem ,zanim napiszesz komus ( komus - kto ma taki powazny
        problem ) tak oschłą odpowiedz ...
        • makbyt Re: do makbyt 08.08.08, 15:49
          piszę jak chcę i co chcę. Bo tak chcę i mogę. Daruj sobie swoje
          wymądrzanie!
          • beatrix_75 Re: do makbyt 08.08.08, 15:50
            tez pisze co chce -Twoje butne podejscie mi sie nie podoba i tyle ...
            • edycja_kopiuj_wklej Re: do makbyt 08.08.08, 16:18
              Moze ci sie nei podobac i sadze, ze tere tez moze taka forme przyjac jako bardzo
              ostra.
              Ale przyznam sie, ze rozmawialam na temat tego tematu i wyrazilam opinie, ze
              oczywiscie z dzieckiem nie jest wszystko w porzadku, podloze nie jest mi znane,
              bo o tym powinien wypowiadac sie lekarz, ale forma listu tez nie jest normalna.
              Tyle zdrobnien, niektore nie przeszly by mi przez gardlo (?maciunia?).

              Takie dmuchanie i ciumcianie nad dzieckiem moglo nadbudowac lekliwosc.
              Sytuacja opisana w tym watku jest sytuacja skrajna i dotyczy mniejszego dziecka,
              wiec porownywanie tego co napisze ponizej jest nieodpowiednie, ale czasami
              widuje dzieci, do ktorych matka/babcia ciagle mowi nie wchodz, bo spadniesz, nie
              ruszaj, albo cytat z dzis "jakie biedniusie malenstwo sie przewrocilo, a babunia
              mowila zebys kochaniusia nie biegala; teraz musimy isc do domciu, umyc
              brudniusie kolanka". I to dziecko bylo nieszczesliwe, naprawde, przez okres
              pobytu na placu zabaw nie moglo sie ruszyc z piaskownicy, bo babcia strzegla
              przed calym okolicznym zlem w postaci zjezdzalni czy karuzeli.
              • arioso1 Re: do makbyt 08.08.08, 16:44
                To ja ci napiszę ,ze moja córka ma baardzo podobnie.
                Ciąża przebiegała bardzo dobrze-poród mega szybki, w domu ciepło i
                spokuj-jednak Laura jest zalekniona, boi sie ,.
                Może nie az tak jak MArcelinka ale prawie
                -nikt oprócz mnie meza i rodzeństwa nie ma prawa ani spojrzeć na
                dziecko.
                -za radą innch i lekarzy zaczełam częściej z nia miedzy ludzi
                wychodzic-w rezultacie dziecko po takim spacerze między ludzmi ma
                zatwardzenie kilka dni-wogóle to ma prawie cały czas zatwardzenie.
                Nikt nie moze do domu wejść,my nigdzie nie chodzimy bo wtedy jest
                histeria ,krzyk -córka ma 20 miesięcy.
                moja tesciowa była u nas 2 miesiące-dziecko ani raz!!! do niej nie
                podeszło, chowała głowe,odwracala sie-nie pozwoliła sie dotknąc.
                Laura nie mówi i mam wrazenie ze nie rozumie co mówie do niej-
                oprócz kilku sytuacji jak powiem daj to daje to co ma w raczce.
                Bawi sie tylko zabawkami z plastiku ,gumy,i telefonem komórkowym,ma
                wozek ktory tylko pcha jednak nie interesuje ja lalka.
                Absolutnie nie boi sie zwierząt-zaczepia rózne psy,potrafi iść za
                kims kto prowadzi psa ale jak ta osoba sie chocby popatrzy to jest
                ryk.
                na placu zabaw nie chce wychodzic z wózka, najchetniej tam siedzi
                zapieta i odwrócona do krzaków od ludzi.
                a nie daj Bóg jak jakas wscibska baba podejdzie i biadoli a co pani
                to dziecko tak wiezi? wypuścic trzeba i podchodzi to córka az
                sinieje z płaczu.
                Też bym chciała zeby biegała po parku, ona tylko przejdzie kilka
                kroków i zaraz do wózka chce, do piaskownicy nie wejdzie.
                Nie dotknie zadnej pluszowej zabawki- tak jakby ja ten dotyk
                parzył, koca, kołderki tez nie dotknie,śpi nie przykryta nawet w
                zimie.Nie pozwala sobie dotykac twarzy, ani nie pozwoli sobie
                wytrzeć pupy przy zmianie pieluchy-nie wiem czy ja boli ze ja tam
                wycieram?
                paznokcie da sobie obciąć,ale tylko u rąk.

                Jej jedyne słowa to taka takaaaa, bam,( mama,i tata ale wypowiadane
                bezwiednie )mówi cześć i widzisz tez raczej bezwiednie.
                nie pokazuje gdzie oko, gdzie ręka, nie pokazuje gdy czegos chce
                tylko skuczy i trzeba sie domyslec co chce-chyba ze chce laptop to
                podchodzi do szafki i tam skuczy i wyciaga ręce do laptopu,
                potrafi włączyc telewizor,podgłosić, włączyc radio,wylączyć.nie lubi
                jak jkej sie czyta-wyrywa i zuca książeczką ale sama chętnie oglada,
                rysuje kółka kredkami i linie długopisem.
                Tez ogromnie sie martwie jak ona miedzy dzieci za rok do przedszkola
                pójdzie bo dzieci tez sie boi bardzo.
                Wymysliłam że moze gdybym kupiła jej psa to ona jakoś inaczej bedzie
                sie zachowywać ale mopj maz uwaza ze pies niczego nie zmieni-
                moze twój maz bedzie innego zdania ? podobno dzieci wychowywane z
                psem są odwazniejsze i bardziej pewne siebie.
                W kazdym razie ja narazie czekam - moze córka jak skończy 2 lata
                to sie wezmie w garść? lekarka nie kazała sie martwic i nam tez
                badania wyszły dobrze
                • bomba001 Re: do makbyt 08.08.08, 16:56
                  arioso- to sa zachowania dziecka autystycznego, nie mowie ze tak
                  jest- ale chyba radzilas sie w tej sprawie lekarza????
                  radze ci to co autorce watku- szybko do neurologa-psychiatry!
                  • grzalka arioso 09.08.08, 09:44
                    a psycholog Was widział?
                    z tym autyzmem to bym może jeszcze nie przesadzała, ale zaburzenia
                    integracji sensorycznej ewidentne- zacznij działać
                    • arioso1 Re: arioso 09.08.08, 10:45
                      tak,widział psychiatra , neurolog i psycholog.
                      Ja zgłosiłam obawy do pediatry, ta sie postukała po glowie i
                      powiedziałą ze takie zachowanie jest normalne do ok 3 lat i owszem
                      byc moze ze cos bedzie nie tak ale w tak młodym wieku nikt tego
                      nie stwierdzi to było jak córka miała ok 11 miesięcy.potem juz nie
                      zgłaszalam lekarce niczego.Poniewaz mój syn ma ADHD i zanim go
                      zdiagnozowano jeżdziłam z nim do wielu poradni, i do centrum
                      leczenia dzieci i młodziezy i di poradni psychiatrycznej w
                      Instytucie, także juz po diagniozie syna , jestesmy objęci terapia
                      psychologiczną, jak i równiez terapią po traumie jaka dzieci
                      przeżyły kiedy zostały porwane, i przeżyły próbe samobójczą ich
                      ojca-i ja z nimi od dobrych kilku lat jestem na terapii i
                      konsultacjach- wszędzie jeżdze z z nimi wszystkimi i zawsze przy
                      okazji omawiam problem córki najmłodszej-pani psychoiatra
                      próbowała ja poobserwowac ale nie dało się bo córka nie nawiazuje
                      zadnego kontaktu tylko się drze i zaden lekaz jej nie ruszy, potem
                      u neurologa neurolog z wywiadu ze mną nie stwierdził powaznych
                      róznic miedzy innymi dziecmi w tym wieku tzn- nalezy poczekac i
                      obserwować.Pokazała mi taka ankietę i z kilkunast punktów nas
                      dotyczyly tylko 4 ,więc lekarz powiedział zeby się nie martwic a
                      obserwowac a badania szczegółowe zrobić jak córka skończy 3 latka .
                      robilismy EEG głowy wyniki dobre zadnych zmian.
                      Owszem jak czytam o autyzmie to zaraz mi sie wszystkie objawy
                      zgadzają ale lekarz kazał nie mysleć bo dzieci z autyzmem zachowuja
                      się bardzo podobnie a nas prawdopodobnie to nie dotyczy --boje sie
                      i chciałabym to jaknajszybcieju zdiagnozować zbadac pożądnie tylko
                      że nie ma szans -córka sie nie da dotknąc
                      • zzz12 Re: arioso 09.08.08, 11:32
                        wiesz, autyzm to tak szerokie spektrum zaburzen, ze nie da sie ani
                        potwierdzic, ani wykluczyc autyzmu na podstawie jednorazowej wizyty
                        u lekarza. I nie ma dwoch identycznych obrazow klinicznych autyzmu.
                      • marynio5 Re: arioso 30.08.08, 21:35
                        Arioso, wybacz, ale nie do końca rozumiem. Najpierw piszesz, że córeczka ma
                        ciepły i kochający dom, a potem, że dzieci mają traumę po porwaniu i próbie
                        samobójczej ojca (zakładam, że te starsze dzieci) i chodzicie do psychiatry. Nie
                        wydaje Ci się, że to nie jest całkiem normalny dom? Nie chodzi mi o to żeby Ci
                        coś wytykać i krytykować, bo różnie w życiu bywa i każdy ma swoje problemy, ale
                        jeśli rodzeństwo ma problemy emocjonalne, ojciec ma problemy emocjonalne to nie
                        jest szczególnie dziwne, że kolejne dziecko też je ma.
                        • mgla_jedwabna Re: arioso 06.09.08, 00:45

                          Zalezy Maryniu5, co rozumiesz przez normalny dom. Jesli taki jak wszystkie - to pewnie nie. Jesli normalny tzn. nie patologiczny, tylko cieply, dajacy poczucie bezpieczenstwa, madrze wychowujacy, z ustalonymi zasadami itd., to pewnie tak. To, ze starsze dzieci Arioso przeszly traume, nie znaczy, ze najmlodszemu cos jest. To, ze sie lecza, swiadczy o Arioso i jej rodzinie jak najlepiej. Zreszta to najmlodsze Arioso ma z drugim mezem, a nie z patologicznym niedoszlym samobojca, i z tymze drugim stara sie stworzyc dzieciom wlasnie ten tzw normalny dom.
            • woi.mi Re: do makbyt 08.08.08, 16:38
              Mnie też się nie podoba.Chyba nikt do makbyt nie powiedział nigdy "kochaniutka
              makbytuniu".Oschły i nic nie wnoszący post.Przecież autorka wątku robi wszelkie
              badania.
              Może Wasz rodziców smiech by jej troszkę pomógł,taniec z dzieckiem na
              rekach,opowiadanie bajeczek przy ktorych się smiejecie itp- to tak pomijając
              dalsze diagnozowanie mi przychodzi na mysl.
      • tuberosa77 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 08.08.08, 22:32
        Uważasz że dziecko jest fizycznie zdrowe i nia jest w żaden
        > sposób ułomne. Więc , niestety moja opinia jest taka że masz
        dziecko
        > chore niestety na podłożu psychosomatycznym. I niestety Twoje
        > dziecko wymaga leczenia. Jedna w forumowiczek odniosła wrażenie że
        z
        > Tobą coś jednak też jest nie tak. POpieram ją.

        Ta głęboka psychoanaliza mnie powaliła, na psychologię chyba by Cię
        nie przyjeli...

        • bomba001 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 08.08.08, 22:37
          bez przesady, rodzice sobie ewidentnie nie radza.
          mozliwe 2 przypadki:
          1. dziecko naprade hmm, ulomne: koniecznosc diagnozy psychiatrycznej
          2. niestety duza mozliwosc ze dziecko ma LEKKIE TENDENCJE do stanow
          lekowych etc, ktore sa wzmacnane przez otoczenie, czyli przez
          RODZICOW. konieczna obserwacja rodziny, nie tylko dziecka. korekta
          ich zachowania, moze terapia?, nauczenie strategii radzenia sobie z
          dzieckiem.
          jezyk postu jest wzruszajacy, az...nienaturalny. jest niestety cos
          takiego jak psycholingwistyka.
    • asia06 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 09.08.08, 18:24
      A może po prostu dziecko tak się rozwija. Moaj mała dziś 3-latka,
      mimo że wesoła dziewczyna, miała też taki okres, że bała się obcych
      (nieco inaczej niż u ciebie - darła się tylko wtedy, gdy ktoś ją
      zaczepiał). wyrosła z tego zachowania, tak samo jak i z kilku
      innych. Może Twoje dziecko ma jakieś zaburzenia, a może po prostu
      tak się rozwija. Ja nie próbowałabym jej oswajać, pozwoliłabym na
      to, żeby sama wybrała czas na oswojenie smile
    • jumami Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 09.08.08, 21:17
      Nie wiem czy wogólę trafię...taka "burza mózgu",coś co mi trafiło
      nagle.....ale niedawno na tym forum czytałam coś podobnego.....może
      to "nadwrażliwość sensoryczna" i z
      neurologiem,psychologiem,psychiatrą można się skonsultować?
      Przykro,że mała taka smutna.Pozdrawiam i życzę pomyślności.
      • karolkowa1 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 10.08.08, 01:15
        Jak dla mnie to sa ewidentne objawy somatyczne leku i nerwicy.Jak
        najszybciej do psychiatry.Obawiam sie ze nie obejdzie sie bez
        leczenia farmakologicznego i terapi z psychoterapeuta.Zycze Wam z
        calego serca zeby lekarz postawil prawidlowa diagnoze i po
        odpowiednim leczeniu bedziesz miala w domu odwazna i pewna siebie
        ukochana coreczke.
        Pozdrawiam serdecznie.
        • karolkowa1 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 10.08.08, 01:34
          dodam jeszcze ze Malej nie mozna strofowac,zwracac jej uwagi.Za
          wszystko musicie ja chwalic,nawet jak cos rozleje albo
          popsuje.Chawalic wszystko i wszystkich dookola.Przedstawiac jej
          wszystko co mile i dobre.Rozmawic z nia z usmiechem na twarzy i z
          radoscia o wszystkim opowiadac.Jak bedziesz miala cas to prosze
          napisz co powiedzial psychiatra.
      • vatum Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 26.08.08, 06:31
        Mnie też się wydaje, że to nadwrażliwość, biorąc pod uwagę fakt, że była cesarka.
        Córa może być nadwrażliwa na dźwięk, dotyk, być może i bodźce wzrokowe. Straszne. Ciężko wyleczyć i potrzeba wiele cierpliwości. Jak najszybciej udajcie się do psychologa z polecenia.
    • jbasko tere i jak po wizycie u lekarza? 24.08.08, 18:12
      napisz proszę
    • beatrix_75 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 26.08.08, 08:49
      Właśnie - odezwij sie .....
    • aga19821 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 26.08.08, 14:16
      mała ma swój świat najlepsze dla dziecka zamknietego jest
      dogoterapia poczytaj na necie otym sposobie leczenia
    • kinn26 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 30.08.08, 17:10
      Trudno jest radzic w tak trudnych sprawach ... Może jakaś terapia ze
      zwierzętami ?? Może kupcie dziecku jakieś zwierzątko ?? Dzieci lubią
      zwierzaczki, może będzie się częściej usmiechała. Życzę powodzenia.
    • jerzy_nka może chusta coś pomoże 30.08.08, 19:31
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=44603
      chusty pozwalają dzieciom bezpiecznie się czuć, gdy oswajają się ze światem. Są
      jednocześnie pod ścisłą opieką mamy i blisko centrum wydarzeń. Poczytaj o chustach.
    • marynio5 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 30.08.08, 21:43
      Pewnie wszyscy uznacie, że jestem wredną jędza itp., ale coś mi tu nie gra.
      Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, żeby matka tak pisała o dziecku: tak do mdłości
      słodko i tak obco jednocześnie.
      Druga sprawa - jeśli koleżanka nas nie wkręca i rzeczona rzeczywistość zaiste
      istnieje to powinna się udać do psychologa przede wszystkim ona i jej mąż.
      Dzieci nie rodza się nieszczęśliwe!!!
      • woi.mi Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 31.08.08, 11:36
        Ale rodzą się nieraz chore i są nieszczęśliwe.
    • tere_32 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 01.09.08, 13:55
      Witam was wszystkich i przepraszam za milczenie - okoliczności nie
      bardzo sprzyjały pisaniu tutaj posta.
      Niestety zapalnowana wizyta u pscyhologa nie doszła do skutku, razem
      z Marcelinką i z mężem musieliśmy wyjechać, by zaopiekować się i
      pomóc mojej mamie, która mieszka sama, a właśnie zachorowała. Do
      tego dowiedziałam się, ze jestem w ciąży...
      Marcelinka była w domu babci drugi raz w życiu, zawsze to moja mama
      przyjeżdzała do nas(mieszkamy dość daleko). Ciężko zniosła zmianę
      otoczenia, z nowym miejscem i z babcią oswajała się ponad cztery
      dni. Z babcią musi oswajac się za każdym razem, kiedy ją widzi, jest
      tak zawsze, ale teraz w związku z podróżą i zmianą otoczenia trwalo
      to długo sad
      Z psychologiem rozmawialiśmy telefonicznie, niestety będzie mógł nas
      przyjąć dopiero w środku września, bo idzie na urlop. Dlatego też
      zastanawiamy się, czy by z niego nie zrezygnować i umówić się z
      innym, współpracującym z psychiatrą dziecięcym pracującym w klinice,
      w której córeczka była już badana. Przyjrzałam się mu dokładnej i
      odnoszę wrażenie, że będzie mógł nam bardziej pomóc, same zresztą
      sugerowałyście, że pożądane są konsultacje i leczenie psychiatryczne
      i neurologiczne.
      Teraz u Marcelinki w zasadzie bez większych zmian - choć mam
      nadzieję, że te lęki z czasem miną. Marcelinka, wyraźnie stękskniona
      za domem, po powrocie bawiła się SAMA w swoim pokoiku prawie
      dwadzieścia minut, co przedtem było nawet nie do pomyślenia...
      Ciągle jednak bardzo boi się osób nieznajomych i długo
      niewidzianych, lęka się dzieci.
      Nie, to nieprawda, że po jej urodzeniu sami chcieliśmy się nią
      nacieszyć - nasz dom był zawsze pełen ludzi, wszyscy wiedzieli, ile
      wycierpieliśmy z mężem przed narodzinami jakże upragnionego
      maleństwa, bardzo chcieli wspólnie z nami zachwycać się Marcelinką i
      cieszyć się z jej powodu. Niestety, Marcelinka poza mną i mężem nie
      tolerowała nikogo od samego początku, a im więcej potrafiła, tym
      bardziej czytelne stały się sygnały jej lęku. Większość naszych
      znajomych nie potrafiła zrozumiec, a nawet przyjąć do wiadomości
      zachowania Marcelinki i uznała, że mamy "dziwne" dziecko.
      Teraz mam jeszcze poważniejszy problem. Oboje z mężem jesteśmy
      bardzo szczęśliwi, ze na świat przyjdzie drugie dziecko, choć było
      to dla nas ogromne zaskoczenie. Boję sie jednak, gdy przypomnę sobie
      przebieg poprzednej ciąży. Wystąpienie jakichkolwiek komplikacji, a
      później poród wywoła niewąpliwie problem opieki nad Marcelinką,
      która przede wszystkim wymaga jej non stop. Mąż ciężko pracuje i
      szef już zapowiedział, że w ciągu najbliższego półrocza o urlopie
      mowy nie ma, zwłaszcza, że wykorzystał już parę dni ze mną u mamy.
      Moja mama raczej nie przyjedzie, póki nie dojdzie do zdrowia,
      zresztą boję sie zostawiać z nią córeczkę sam na sam - już raz
      skończyło się to dla malutkiej fatalnie, choć wyszłam tylko na 15
      min, już o tym pisałam. Na pomoc teściów nie ma co liczyć,
      delikatnie mówiąc nie przepadają za swoją wnuczką, nasze kontakty są
      sporadyczne.
      Nie wiem też, jak nasza Marcelinka zareaguje na całe zamieszanie i
      pojawienie się w domu siostrzyczki/braciszka. Nasze maleństwo jak
      nikt z nas potrzebuje równowagi i stabilnej sytuacji... Do tej pory
      miała nas na wyłączność, teraz będziemy poświecać czas nie tylko
      jej, bardzo się tego boję,Obawiam się, że mimo terapii jej lęki
      jeszcze przybiorą na sile... Ale to czarne myśli, miejmy nadzieję,
      że w tej kwestii jakoś pomoze nam psycholog i psychiatra dziecięcy.
      Bardzo dziękuję wam za wsparcie, Marcelince i nam jest ono bardzo
      potrzebne.
      A teraz do tych z was, którzy myślą, że nasza historia to brednie:
      To, że nazywałam wielokrotnie moją córeczkę na tym
      forum 'maleństwem' itp., stosowałam rzekomo infantylny język, to nie
      znaczy, że Marcelinka jest w ten sposób wychowywana. To objaw
      chwilowego podłamania z mojej strony, rozczulenia, to chyba
      naturalne. Wraz z mężem od początku chcieliśmy, by córeczka jak
      najwięcej przebywała z ludźmi, by wychowywała się wśród dzieci, by
      nie żyła pod kloszem - niestety, w urzeczywistnieniu tych zamiarów
      przeszkodziło zachowanie Marcelinki, niczym z naszej strony nie
      wywołane, a teraz po prostu boimy się o jej zdrowie. W końcu jest
      dla nas najważniejszą na świecie istotką i trudno nam "na siłę" ją
      uspołeczniać, gdy widzimy, jak płacze, drży, dostaje spazmów, a w
      końcu traci przytomność, gdy w porę nie zareagujemy.
      Tak sobie myślę, że najłatwiej jest nie wierzyć, gdy nie
      doświadczyło się tego samego.
      • misiamama Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 01.09.08, 14:07
        Witaj nie pisałam wcześniej, ale śledziłam Twój wątek. Myślę, że
        wszystko będzie dobrze i Twoja córeczka się ośmieli. W wieku
        przedszkolnym wchodziłam pod stół/w ciemny kącik gdy ktoś
        przychodził do domu (również z rodziny lub znajomych). Może
        Marcelinka jest po prostu wrażliwą, introwertyczną, subtelną
        dziewczynką? Taki ma charakter i usposobienie. Nie wszystkie dzieci
        muszą być przebojowe i "wygadane od noworodka". Na podst. twojego
        opisu nie sądzę, żeby była chora - zauważyłabyś zaburzenia rozwoju,
        a nie objawy świadczące o braku pewności siebie, przywiązaniu do
        najbliższych osób, awersji do zmian i nowości.
        Sama mam dwoje dzieci i uważam, że po początkowym okresie trudności
        z akceptacją, wpływ młodszego rodzeństwa na starsze jest wspaniały.
        Mam nadzieję, że Twoja córeczka nabierze pewności siebie, kiedy
        zobaczy młodsze dziecko, jeszcze bardziej bezradne i bezbronne niż
        ona. Mój starszy stał się bardzo opiekuńczy, empatyczny, czuje się
        odpowiedzialny za młodszego brata. Myślę, że również Marcelinka może
        wiele zyskać na nowej sytuacji. Pozdrawiam!
      • julamimi Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 01.09.08, 14:12
        witaj,
        nie przeczytalam wszystkich (choc sporo) postow w Twoim watku, wiec
        moze sie powtorze - czy oprocz (nie zamiast) psychologa rozwazalas
        terapeute integracji sensorycznej? Tak mi sie nasunelo, kiedy
        pisalas, ze dziecko ma swietny, nawet jakby nadwrazliwy sluch...
        pozdrawiam i zycze powodzenia smile
    • alicja0 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 02.09.08, 14:12
      Jeśli dziecko traci przytomność ze stresu, to nie jest to taki sobie
      stres przejściowy u zbyt wrażliwego dziecka - tak sądzę.
      Dlatego ewidentnie i to jak najszybciej powinniście udać się z
      dzieckiem do psychologa i psychiatry. Psycholog oceni zachowanie,
      poda może metody kontaktowania się z dzieckiem, psychiatra
      prawdopodobnie włączy leczenie farmakologiczne.
      A co do Twojego stanu i sprawy opieki nad Marcelinką: jeśli
      dostaniecie pomoc specjalistów dla córki, to też jej kontakt z
      innymi ludźmi, polepszy się, bo przecież o to chodzi w tym leczeniu.
      Ja urodziłam drugie dziecko, gdy pierwsze skończyło 2 lata. Jednak
      córka (pierwsze dziecko) do momentu urodzenia syna, nie chodziła
      samodzielnie, miała i ma nadal problemy rozwojowe, a więc będąc w
      ciąży z synem, jeździłam z córką nieustająco po lekarzach,
      rehabilitacjach, dźwigałam ją, bo nigdzie nie stanęła, a córka
      należy do tych dużych i kluskowatych dzieci. A przy tym ja nie
      jestem okazem zdrowia i siły tudzież kondycji smile Kręgosłup mi nawala
      od dzieciństwa. I też się bałam jak sobie poradzę. Dostałam kilka
      porad jak trzymać Kaśkę na rękach, gdy mam zaawansowaną ciążę
      (rehabilitant córki też trochę był przerażony, ale poszło dobrze). I
      nie chodziłam do gina na każdy niepokojący objaw ciązowy, jak to
      robiłam przy pierwszej ciązy, wyczekanej przez blisko 7 lat.
      Pierwsze dziecko urodziłam mając 34 lata, drugie mając prawie 36 lat.
      Piszę Ci o tym, bo kobieta mając chore dziecko i będąc w ciąży
      naprawdę może więcej niż sama by się spodziewała (oczywiście nie ma
      co zgrywać heroiny, rozsądek nie zaszkodzi).
      Myślę, że przy leczeniu córki, sytuacja się poprawi jeśli chodzi o
      kontakt Marcelinki z obcymi ludźmi. Może warto w trakcie leczenia
      zaprzyjaźnić się bliżej z jakąś rodziną, która w razie Twojego
      ewentualnego pobytu poza domem, będzie mogła zaopiekować się córką,
      a zarazem już nie będzie obca.
      I też Twoja decyzja, ale ja będąc w ciązy z synkiem, zawsze sobie
      mówiłam, że on musi sobie na razie poradzić sam, bo ja nie mogę
      Kaśki odstawić, zrezygować z jej rehabilitacji, leczenia itd.
      Świadomie ryzykowałam ewentualnym zagrożeniem dla tej ciązy
      (oczywiście bez przesady, robiłam co się dało, aby nie komplikować),
      ale nie mogłam ze wzgl na córkę traktować siebie z należytą
      delikatnością. Powodzenia i dużo siły i optymizmu.
    • aqua_77 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 02.09.08, 15:11
      Droga Mamo Marcelinki!
      Bardzo poruszyla mnie Wasza historia.
      Przede wszystkim zycze Tobie duzo sily!
      I gratuluje ciazy!!! Tak jak ktos juz wyzej napisal, uwazam, ze
      posiadanie rodzenstwa moze M<arcelince bardzo pomoc, ale poczatki
      beda pewnie bardzo trudne. Musicie sie dobrze na to przygotowac. A
      czy Marcelinka miala stycznosc z jakims niemowlakiem? Jak reagowala?
      Moze dziecko mniejsze od niej wzbudziloby inna rekacje... Moze na
      poczatek mozesz pokazywac jej np. niemowlaczki na zdjeciu...?

      Kto napisal o INTEGRACJI SESNORYCZNEJ. Czy interesowalas sie tym
      zaburzeniem? Tutaj sa objawy, moze nie wszystkie mozna zaobserwowac
      u tak malego dzieciatka:
      www.dzieckoirodzina.pl/index.php?15,,1501
      tutaj jest lista terapeutow, nie wiem z jakiego miasta jestes?
      www.integracjasensoryczna.org.pl/index.php?option=com_contact&Itemid=3
      • tere_32 Re: Nieszczęśliwe maleństwo... 05.09.08, 15:37
        Co do styczności Marcelinki z niemowlętami:
        Prawie nigdy nie miała kontaktu. Wspominałam już, że moja siostra ma
        córeczkę Anię w wieku Marcelinki. Gdy do nas przychodzą (albo my do
        nich) moja malutka nie chce się zbliżyć do kuzynki nawet na parę
        metrów, z dwojga złego lepiej znosi obecność cioci. Kiedy Ania sama
        podchodzi do Marcelinki (nigdy z agresją, to wesoła, roześmiana, ale
        bardzo grzeczna dziewczynka) i chce się z nią pobawić, moje
        maleństwo zaczyna straszliwie płakać, szuka mnie i chce się
        przytulić. Są w tym samym wieku, choć Ania jest od Marcelinki wyższa
        i tęższa. To samo dzieje się na placu zabaw, gdy do bawiącej się w
        samotności albo ze mną malutkiej chce dołączyć jakieś dziecko.
        Martwi mnie to, że Marcelinka próbując uciec od Ani czy innych osób
        zasłania się rączkami, zupełnie jakby broniła się przed biciem i
        agresją. Kiedy znajoma przyszła do nas z nowo narodzonym dzieckiem
        jakieś 3 miesiące temu, Marcelinka bardzo źle zniosła tę wizytę. Nie
        wiem więc jak przyjmie pojawienie się rodzeństwa crying
        Istotnie można podejrzewać SI, choć Marcelinki dotyczą wg tego opisu
        zaledwie 3 objawy. Dziwi mnie tylko, że każdy napotkany do tej pory
        lekarz o niczym takim do tej pory sam nie wspomniał. Gdy sama o tym
        powiem,zaprzeczają.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka