mammala
19.08.08, 22:34
witam
chce sie podzielic z wami co najbardziej mnie denerwuje w
tzw. "prawach" babci,
moja tesciowa, czyli babcia mojej córeczki za duzo sobie pozwala,
tłumaczac ze "babcie tak maja"
ok, jestem wiele zrozumiec, rozpieszczanie i uleglosc do wnuczki ale
jesli za kazdym razem proszac o cos aby nie robila ciagle mnie
olewa...
ostatnio, prosiłam ją aby nie dawala malej slodyczy, jest to
nagminny temat co wizyta, informuje ze dziecko dopiero co wstalo i
nie chce jej dawac ciastek tylko mleczko, potem jakis owoc a nie
czekolade, a na obiad chce aby zjadla zupe a nie lizaki i inne
zapychacze....
widujmy sie dosc czesto wiec bywa i tak ze dziecko ze wzgledu
na "prawa" babci zjada w ciagu dnia slodycze...ktore owszem lubi..i
na nic tyu moje zlosci, krytyki, zale i obrazy bo jak zabieram mala
od babci to jest placz i histeria ze czuje sie jak wyrodna matka...
jakie sa granice ktorych babcia u was nie moze przekroczyc? i jak im
to wytlumaczyc?
musialam to z siebie wyrzucic.....
pozdrawiam