Dodaj do ulubionych

Moja trauma

18.09.08, 23:23
Jestem mama prawie 3 letniej dziewczynki i rocznego chlopca. Jak
corka byla mala (5 mies.) w kapieli nachylila sie i zachlysnela
woda. To bylo straszne. Zrobila sie sina, oczy na
wierzch.....okropny widok. Na szczescie zareagowalismy z mezem
natychmiast i wszystko skonczylo sie dobrze. Po wszystkim trzeslam
sie jak galareta, tak sie wystraszylam.
Kiedys corcia zadlawila sie chlebem, tez reakcja byla
natychmiastowa. W pore udalo sie jej ten chlebek wylowic, tyle ze ja
tez sie trzeslam ze strachu.
Teraz mamy rocznego juz synka, a ja panicznie boje sie zabrac dzieci
na basen. Boje sie, ze sie zachlysna woda. Moja corcia nigdy jeszcze
na basenie nie byla bo ja sie po prostu chorobliwie boje ja tam
zabrac, a co dopiero jej mlodszego brata, ktory jeszcze nawet nie
chodzi.
Syn powinien juz jesc rzeczy 'bardziej dla doroslych', daje mu je,
ale tez trzese sie zeby sie nie zaksztusil. Juz raz sie dusil i
musialam interweniowac.
Jak ja mam sobie z tym poradzic?
A moze wy tez macie jakies swoje traumy, ktore nie pozwalaja wam
normalnie, trzezwo podchodzic do sprawy?
Obserwuj wątek
    • sarling Re: Moja trauma 19.09.08, 00:09
      Napiszę Ci na razie króciutko, bo po calym dniu zmagań z różnymi
      traumami trochę już padamsmile
      Po pierwsze zrobiłaś już ogromnie ważny krok - złapałaś dystans do
      swoich myśli i zachowań. Piszesz, że wiesz jakie jest źródło Twoich
      lęków i że są one niekoniecznie racjonalne.
      Po drugie, no, kurczę, przepraszam Cię za to, ale naprawdę z serca
      polecam - kliknij w moją sygnaturkę i poszukaj oferty dla rodziców.
      Buziaki, dobranoc!
    • scarlet_s Re: Moja trauma 19.09.08, 00:25
      Wyluzuj. Ja też miałam podobne przypadki ze swoimi maluszkami. ynek
      zanurkował w wannie i wciągnął wodę do płuc, na basenie już nauczył
      się nurkować i jest ok. Raz uderzył się jak jadł banana, zaniósł się
      i wciągnął go, zrobił się siny i nie oddychał, ciotka omało nie
      zemdlała, płakała już. Małego wziełam głową w dół, zdzieliłam po
      plecach, wypluł. Grunt to opanowanie, chociaż trzęsłam się cała.
      Córcia dławiła mi się kilkakrotnie, siniała, zanosiła się aż robiła
      się fioletowa. Przeżyliśmy.
      • guderianka Re: Moja trauma 19.09.08, 08:09
        Moja córka tak mocno się zachłysnęła,że straciła już oddech,
        zwiotczała, oczy zasnuły się mgiełką. W szpitalu stwierdzono
        podduszenie. Ponieważ oklepywanie nie pomagało wyjęłam jej kawałek
        jabłka z tchawicy palcami. Wydrapałam wręcz, kalecząc jej przełyk,
        wypluła flegmę z krwią
        Mała długo bała się gryźć, miała problemy z przełykaniem. A ja długo
        nie odwazyłam sie dać całej parówki tylko rozdrabniałam. Podobnie
        było z większością pokarmów. Gdy tylko kaszlnęła zaczynałam ją
        klepać po plecach i przerzucać przez kolano. Ona się bała mnie a ja
        bałam się o nią. W końcu stwierdziłam ,że to chore. Przezywałam
        gehennę dajac pierwsze normalne posiłki i widząc jak mała się
        krztusi i wypracowuje sobie odruch "cofki"
        Do dziś jednak słysząc jej kaszel mam odruch-staję sie czujna,
        bacznie obserwuję. Podobnie reaguję na inne dzieci
        Nie wiem czy to przejdzie kiedyś tak do końca.
        Aha córka zachłysnęła się mając 8mcy-teraz ma 2, 5 roku
        • scarlet_s Re: Moja trauma 19.09.08, 08:36
          Straszne. Moja mała dusiła się chrupkiem-sprężynką. Utkwił jej w
          gardle i nie chciał wyjść. Wyciągnęłam palcami.
          • damap Re: Moja trauma 19.09.08, 11:04
            Mój raczkujący synek dorwał rolkę po papierze toaletowym i zaczął
            ją przeżuwać, to była sekunda jak kawałek utkwił mu w przełyku.
            Zaczął się dławić, ja w tym szoku wybiegłam na klatkę i zaczęłam
            dobijać się do drzwi sąsiadów. Niestety nikogo nie było (południe,
            wszyscy w pracy). Dopiero po chwili zorientowałam się, że dziecko
            normalnie funkcjonuje, najwyraźniej połknął, albo wypluł, tego nie
            zauważyłam. W ogóle nie zachowałam zimnej krwi w tej sytuacji,
            tylko wpadłam w histerię. Do tej pory (może nie obsesyjnie) ale
            jednak jestem czujna na to co wkłada do paszczy (ma 22 miesiące).
            Druga historia, podczas feralnego upadku nadłamał kawałek zęba. Od
            tamtej pory każdy jego upadek to gęsia skórka na całym moim ciele.
            A ponieważ jest bardzo nieostrożnym dzieckiem, w te wakacje,
            chodziłam cały czas krok za nim.
            • aurita Re: Moja trauma 19.09.08, 11:36
              ja niestety jak sie cos dziecje to ZAMIERAM. Stoje jak ta kloda i nie moge sie
              ruszyc... sad
              • ksiezniczka_ewelajda Re: Moja trauma 19.09.08, 14:01
                ja robię dokładnie to samo-ostatnio spadł z łóżka-ma dwa latka prawie- a ja obok
                siedziałam jak zamurowana-on przeleciał przez głowę-kark mógłby sobie skręcića
                jak nic- nienawidze tego w sobie-ale pamietam ze jak niraz jezdziłam na rowerze
                jako dziecko i np przedemna pojawił sie niespodziewanie płotsmile to zamiast
                skręcić ja puszczałam kierownicę i zamykałam oczy-a nie byłam życiową ofermą!!!!
    • hellious Re: Moja trauma 19.09.08, 12:33
      Moj mlody, majac cos kolo 8 miesiecy znalazl gdzies kawalek tasmy, takiej jaka zaklejaja chleb krojony. Zsinial, ja malo nie zemdlalam. nie wiedzialam nawet co sie stalo... Walenie po plecach nic nie dawalo, rozdziawilam mu paszcze i palcem wyjelam ta cholerna tasme... Ile nas to strachu kosztowalo... Od tej pory tez jak tylko kaszlnie az mi sie wlosy jezą.. Zdolnosci do krztuszenia ma chyba po tatusiu, ktory malo sie nie udusil żeberkiem w sosie. Chyba nie musze mowic ze od tamtej pory zeberek nie bylo na obiad smile
      • mamciulka-nikulka Re: Moja trauma 19.09.08, 13:06
        Ja miałam bardzo przykre przygody z synkiem jak miał 9-14mcy, wtedy
        to jak się rozpłakał to nie mógł przestać, nie mógł złapać oddechu,
        nie pomagało dmuchanie w buzię, i kończyło się tym, że synek
        zsiniały tracił przytomność, robił się blady i nie oddychał.
        Pamiętam za pierwszym razem trzymałam go na rękach, gdy odpłynął
        chciałam mu dmuchnąć w usta, ale jak go dotknęłam jego usta były
        takie nieżywe, spanikowałam, podobno rzuciłam go takiego wiotkiego
        na łóżko i jak wariatka zaczęłam chodzić w kółko zastanawiając się
        co zrobić, w uszach mi piszczało, że nie słyszałam co mąż do mnie
        mówi. Synek ocknął się po jakiś 15 sekundach nieoddychania, a ja
        czułam jakby to była wieczność. Przy każdej następnej takiej
        sytuacji byłam już opanowana, kładłam go na łóżko w odpowiedniej
        pozycji i czekałam, jeśli nie oddychał przez 7 sekund, dmuchałam
        jednocześnie w buzie i w nos i czekałam aż załapie - raz załapał za
        drugim razem, raz za pierwszym, ale było też tak, że odzyskiwał
        przytomność bez stymulowania. Mimo, że te bezdechy już się nie
        zdarzają, to ja cały czas mam fazę, że jak mały śpi, a ja nie słyszę
        jego oddechu to podchodzę i sprawdzam czy wszystko ok.
    • babsy Re: Moja trauma 19.09.08, 14:16
      W Warszawie można wziąć udział w kursach pierwszej pomocy pediatrycznej.W mojej
      firmie był taki kurs organizowany.Wykładowca (pani doktor) przyniosła fantomy,
      uczyła jak robić sztuczne oddychanie, jak pomóc dziecku, które się dławi, a
      nawet jak postępować w przypadku... przypadkowej amputacji jakiejś części ciała
      (np. obciętego palca). Duży nacisk na tym kursie kładziono na przełamanie
      własnego strachu przed interwencją. Kurs w mojej firmie kosztował 400 zł. Założę
      się, że w Internecie można znaleźć mnóstwo podobnych ofert. Sądzę, że ukończenie
      takiego kursu bardzo podbudowuje psychicznie wszystkich, którzy mają do
      czynienia z dziećmi.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka