choroba goni chorobę

07.03.13, 20:15
29tc pod koniec maja skończą 3 lata od sierpnia chodzą do przedszkola do połowy grudnia było jako tako bez antybiotyku lekki katar i kaszel a od połowy grudnia koszmar bez przerwy antybiotyk zastrzyki zapalenie oskrzeli choroba goniła chorobę tak było do początku lutego. Cały luty córki były w domu wyleczone zostały na maxa zero kaszlu kataru wyniki z krwi w normie czyli zapalenie ustało osłuchane zostały przez lekarza (w tym czasie chodziliśmy na długie spacery nie były izolowane). W ten poniedziałek poszły do przedszkola po głupiej prawie 2 miesięcznej przerwie, wczoraj dzieci odebrałam z kaszlem i katarem chodziły aż 3 dni. Czy każde dziecko zaczynające karierę przedszkolną musi chorować?
    • mama-cudownego-misia Re: choroba goni chorobę 07.03.13, 20:23
      Nie wiem, czy każde, ale moja tak chorowała - w ciągu 6 zimowych miesięcy byłam 61 dni na zwolnieniu na nią uncertain.
      Jeśli Cię to pocieszy, to rok później chorowała już znacznie mniej. Troche to pewnie zasługa uodpornienia na niektóre przedszkolne zarazy i mniejszego stresu, trochę uodpornienia broncho-vaxomem, a trochę wielomiesięcznej pracy nad formą: świeże powietrze, lody dla zahartowania (to pomysł pediatry), odpowiednia dieta, żadnych półśrodków typu kupne soki...
    • mamusianatusi Re: choroba goni chorobę 07.03.13, 22:16
      mój tez co poszedł do przedszkola to wracał chory,leczyliśmy 2 tygodnie,wracał na tydzień do przedszkola i znowu był chory.Na szczęście minęło.Ostatnio był chory w lipcu ub.
    • agajedi Re: choroba goni chorobę 08.03.13, 09:30
      U mnie dwa przedszkolaki - 25 tyg wcześniak (5 lat prawie) i donoszony 3,5-latek. I od października ciągle jakieś choróbska. Chyba większość dzieci musi przechorować początek przedszkolnej edukacji.
      • carmita80 Re: choroba goni chorobę 08.03.13, 23:17
        Moj tez z 29 tyg 5.5 obecnie. Do przedszkola poszedl w wieku ok. 10 m-cy urodzeniowych, lapal wirusowki owszem, cieklo mu z nosa na okroglo i kaszel miewal itd ale z tego powodu nie byl izolowany, chodzil do przedszkola jak reszta grupy. Tak bylo w pierwszym sezonie jesienno-zimowym, pozniej juz sporadycznie i raczej tylko z wysoka goraczka zostawal na 1 dzien w domu. W domu bylam z nim w pierwszym sezonie jes-zima 2-3 dni z powodu anginy, niestety konieczny byl antybiotyk na 10 dni ale reszte dostawal w przedszkolu. Pozniej zdarzaly sie jakies sporadyczne 1-2 dni. Z corka donoszona podobnie. Najdluzej bo az tydzien byli w domu z powodu ospy, ktora przechodzili w tym samym czasie, mlody miak 3.5 roku. Frekwencja zawsze byla 98-100%, oprocz tego tygodnia na ospe. Zapalenia oskrzeli miewal ale nigdy leczone antybiotykiem nie byly i chodzil normalnie do przedszkola. Wirusowki leczone nie byly, bo lekow na wirusy nie ma. Zadnych cudouodparniaczy nigdy nie pdawalam.
        • mamusianatusi Re: choroba goni chorobę 09.03.13, 01:28
          I tu mamy odpowiedź na pytanie dlaczego dzieci choruja.Ot własnie dlatego że jak już jedno chodzi chore do przedszkola to i resztę zaraża ... Zero odpowiedzialności! I mów co chcesz,ale matki tych dzieci zarażających powinny z własnej kieszeni leczyć dzieci które się zaraziły,byc może wtedy by się czegoś nauczyły...
          • dorkamamakacpra Re: choroba goni chorobę 09.03.13, 06:51
            podzielam zdanie mamynatusi,dziecko chore powinno siedziec w domu,kazdy zdrowo myslacy rodzic to wie,jak masz wyleczyc dziecko skoro caly czas w przedszkolu przebywa z chorym kolega,ktorego mama mysli ze skoro placi za przedszkole i i chorym dzieckiem musza sie zajac.ja rozumiem ze czasem nie masz z kim zostawic w domu bo pracodawca sie krzywo patrzy ale trzeba tez pomyslec o wlasnym dzieku i tym co dla niego jest lepsze.
            • carmita80 Re: choroba goni chorobę 09.03.13, 09:12
              No coz, to gdzie mieszakm jest inne podejscie, zupelnie inne i wszystkie dzieci z katarkami i kaszelkami normalnie chodza do przedszkoli i nikt ich z tego powodu nie izoluje, niekt ich tez nie leczy - no na pewno nie na wzor jak np. wy to robicie. Co dziwne dzieci sie uodparniaja, nie padaja jak muchy. Mnie dziwi podejscie jak wasze, te argumenty o odpowiedzialnosci, izolowaniu itd. Mrzonka jest cala ta wizja nieczego nie lapiacych dzieci przedszkolnych zwlaszcza w pierwszym sezonie, bo nie ma dzieci, ktore chodzac do przedszkoli czyli przebywajac w grupach nie lapalybh wirusowek.Absurdalne jest tez podejscie izolowania dzieci z drobnymi infekcjami w domach na dlugie tygodnie, faszerowania ich najrozniejszymi medykamentami a potem biadolenie, ze takie zdrowiusienkie zaopiekowane przez poswiecajaca sie mame czy bacie wraca d przedszkola i zgrozo po 3 dniach lapie katarek. No straszne faktycznie, najgorsze ze odpowiedzilany rodzic izoluje natychmiast dziecko, biegnie do lekarza i faszeruje chemia itd. bledne kolo niekonczacych sie infekcji prze nastepnych kilka lat. Ja nawet n ie pamietam kiedy moj mlody mial infekcje z goraczka, ktora wymagalaby pozostawienia go w domu na dzien lub dwa a ma 5.5 roku. Jego klasa juz drugi rok zdobywa tydzien w tydzien nagrody za 100% obecnosc czyli juz w grupie 25 4-latkow tak bylo smile i nie sa zadnymi wyjatkami. Zycze zmiany podejscia, wszystkim wyjdzie na dobre, nawet kilkuletnim przedwczesnie urodzonym dzieciom, ktore problemy to mialy zazwyczaj na poczatku i wiekszosc z nich od dawna ich nie ma wink milego weekendu.
              • zbiszkopcik Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 09:21
                Wiesz co szlag mnie trafia jak czytam, ze posyLalas dziecko CHORE Z ANTYBIOTYKIEM do przedszkola...Az mi sie pod palce rozne piekne polskie slowa cisna. Kobieto !!!!! WEz sie opanuj, tam sa zdrowe dzieci, ktore TY narazasz na chorobe !!!
                • alicjontko Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 09:34
                  A jak w grupie jest dziecko, które ma niedobory odporności? Inne problemy zdrowotne? Czy pomyslałaś o tym, że nie dla każdego dziecka kontakt z chorobami, które Twoje dzieci przechodzą na tyle lekko, że nie musisz się przejmować to będzie takie nic? Powiem Ci, że naprawdę wszystko mi opadło. Jestem po prostu przerażona i mam nadzieję, że Ty jesteś wyjątkiem i że takich rodziców jest mało...
                  • dorkamamakacpra Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 09:49
                    Moja teściowa pracuje od ponad 30 lat w przedszkolu i uwierz mi,dziecko chore jest odsyłane do domu,a w niektórych naszych przedszkolach wymagają nawet zaświadczeń od lekarza,że dziecko jest już zdrowe(i nie mówię tu o katarku,lecz np o zapaleniu oskrzeli),fajnie że twoje dzieci tak łagodnie chorują,ale uwierz mi,że jest to naprawdę niewielki procent.Każde dziecko pewnie musi odchorować,nasza pediatra mówi,że każda infekcja wzmacnia organizm przed kolejną,ale dziecko naprawę chore na antybiotyku powinno siedzieć w domu.Ps codziennie wysłuchuję historii o dzieciaczku biegającym z gilem pod nosem,a później o nieobecności połowy grupy.Miłego weekendu i nie traktujmy tego jako nagonki.Każdy ma prawo wyrazić swoje zdanie,nawet jeśli jest ono inne niż nasze.
                  • carmita80 Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 09:55
                    alicjontko napisała:

                    > A jak w grupie jest dziecko, które ma niedobory odporności?

                    Co to znaczy niedobory odoornosci? Jesli dziecko ma uposledzony system odpornosciowy to jest pod opieka specjalistow i ci wraz z rodzicami decyduja o postepowaniu m.in o tym czego musi unikac, czy i kiedy moze pojsc do przedszola itd. Rozumiem ze masz a mysli uoosledzenie ukladu immunologicznego spowodowa e powaznymi cborobami a nie fakie sobie stwierdznie bo dziecko czesto katarki lapie.

                    Inne problemy zdrowotne?

                    Tzn. jakie? Jak juz wyzej napisalam, sa dzieci ktore z powaznych powodow musza unikac mozliwosci zainfekowania, nie moga przebywac w grupach itd ale to sa wyjatki i one sa zawsze monitorowane przez specjalistow.

                    Czy pomyslałaś o tym, że nie dla każdego dziecka kontakt z chorobami, któ
                    > re Twoje dzieci przechodzą na tyle lekko, że nie musisz się przejmować to będz
                    > ie takie nic? Powiem Ci, że naprawdę wszystko mi opadło. Jestem po prostu przer
                    > ażona i mam nadzieję, że Ty jesteś wyjątkiem i że takich rodziców jest mało...


                    J.w. Typowe absurdalne, nieuzasadnione histeryczne podejscie do infekcji przedszkolnych. Smutne.
                    • zbiszkopcik Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 10:02
                      o patrz same histeryczki...
                      • carmita80 Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 10:46
                        zbiszkopcik napisała:

                        > o patrz same histeryczki...

                        No niestety...uncertain
                    • alicjontko Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 14:18
                      Hypogammaglobulinemia (za nami), jest pod opieką immunologa.
                      Padaczka (nie może być szczepiona, nie można podawać wszystkich leków), jest pod opieką neurologa.
                      Neutropenia (mam nadzieję, że to stan przejściowy). Jeśli wyniki jej się poprawią i lekarze specjaliści (jest pod opieką hematologa) stwierdzą, że dobrze by było dla jej rozwoju posłać ją do przedszkola to chciałabym to zrobić.
                      Ostatnie Twoje zdanie jest po prostu bezczelne.

                      > Co to znaczy niedobory odoornosci? Jesli dziecko ma uposledzony system odpornos
                      > ciowy to jest pod opieka specjalistow i ci wraz z rodzicami decyduja o postepow
                      > aniu m.in o tym czego musi unikac, czy i kiedy moze pojsc do przedszola itd. Ro
                      > zumiem ze masz a mysli uoosledzenie ukladu immunologicznego spowodowa e powazn
                      > ymi cborobami a nie fakie sobie stwierdznie bo dziecko czesto katarki lapie.
                      >
                      > Inne problemy zdrowotne?
                      >
                      > Tzn. jakie? Jak juz wyzej napisalam, sa dzieci ktore z powaznych powodow musza
                      > unikac mozliwosci zainfekowania, nie moga przebywac w grupach itd ale to sa wy
                      > jatki i one sa zawsze monitorowane przez specjalistow.
                      >
                      > Czy pomyslałaś o tym, że nie dla każdego dziecka kontakt z chorobami, któ
                      > > re Twoje dzieci przechodzą na tyle lekko, że nie musisz się przejmować t
                      > o będz
                      > > ie takie nic? Powiem Ci, że naprawdę wszystko mi opadło. Jestem po prostu
                      > przer
                      > > ażona i mam nadzieję, że Ty jesteś wyjątkiem i że takich rodziców jest ma
                      > ło...
                      >
                      >
                      > J.w. Typowe absurdalne, nieuzasadnione histeryczne podejscie do infekcji przed
                      > szkolnych. Smutne.
                • motylk-kk Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 09:37
                  to jakieś nieporozumienie, chore dziecko z antybiotykiem puszczać do przedszkola, Już wiem są rodzice nieodpowiedzialni, ale teraz jak tylko usłyszę że w przedszkolu któreś dziecko kaszle smarka kicha od razu zwrócę uwagę żeby takie dziecko wyeliminować z grupy zdrowych dzieci, bo inaczej moje dziewczyny nigdy się nie wyleczą i większość czasu przesiedzą w domu.
                • carmita80 Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 09:47
                  zbiszkopcik napisała:

                  > Wiesz co szlag mnie trafia jak czytam, ze posyLalas dziecko CHORE Z ANTYBIOTYKI
                  > EM do przedszkola...Az mi sie pod palce rozne piekne polskie slowa cisna. Kobie
                  > to !!!!! WEz sie opanuj, tam sa zdrowe dzieci, ktore TY narazasz na chorobe !!!

                  Bzdura, bo lekarz jak najbardziej wyrazil na to zgode, powiedzial ze po 24-48h godzinach od podania pierwszej dawki antybiotyku na angine dziecko juz nie zaraza, zapytal czy w przedszkolu mojego dziecka podaje sie leki, bo wazne aby podawany byl regularnie. Wszystkie warunki byly splnione, mlody jakos nikogo wiecej angina nie zarazil, nie lapal tez wszystkiego co sie da. Wyzdrowial i miak sie ok. Tak postepune zdecydowana wiekszosc rodzicow.
                  • zbiszkopcik Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 09:54
                    Bzdura jest posylanie chorego dziecka do przedszkola...
                    jak napisala alicjontko- w grupie MOGA BYC DZIECI Z IBNIZONA ODPORNOSCIA, ktore wyobraz sobie lapia wszystko jak leci.
                    Kij, ze Twoje chore, pomysl o innych...
                  • mama-cudownego-misia Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 10:05
                    Wiesz cooo... Sorry, ale argument o tym, że nieizolowanie chorego dziecka prowadzi do zwiększenia jego odporności i w efekcie do niechorowania w przyszłości, jest bzdurny. Zarówno dziecko, które poślesz z grypą do przedszkola, jak i takie, które zostanie przez tydzień w domu, miało kontakt z wirusem i jedno i drugie się na niego uodporni. Ekspozycja na wirusa jest taka sama przecież.

                    Są za to bardzo ważne argumenty za tym, zeby chore dziecko zostawić w domu:
                    - infekcja potrafi się rozwinąć u małego dziecka błyskawicznie (skrajnym przypadkiem jest tu ten opisywany przez GW przypadek 2,5-rocznej dziewczynki, która ostatnio zginęła, bo pogotowie nie przyjechało w nocy)
                    - dziecko szybciej wychodzi z infekcji, jeśli zapewni mu się oszczędzajacy tryb życia w czasie choroby (czyli nie ma hałasu, pokusy do zabaw, zajeć, stresu, porannego wstawania). Znacznie zmniejsza to ilość komplikacji, które potrafia być bardzo poważne, równeiż w wyniku wirusówek czy anginy.
                    - komfort chorego dziecka w domu będzie większy. Gdzie Ty się lepiej czujesz w czasie grypy, w pracy czy w domu?
                    - dziecko nie zaraża innych dzieci i nie zaraża się dodatkowymi wirusami/bakteriami od innych dzieci w trakcie choroby, dzięki czemu nie przejdzie jej ciężej.

                    Podsumowując: moim zdaniem sytuacja ekonomiczna zmusza Cię (i pewnie innych rodziców) do posyłania chorego dziecka do przedszkola, ale racjonalizujesz to za pomocą argumentów, które dośc mocno rozmijają się z prawdą. To nie jest tak, ze posyłając chore dziecko do przedszkola zwiększasz jego odporność. Po prostu miałaś szczęście i obyło się bez komplikacji.
                    • carmita80 Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 10:44
                      mama-cudownego-misia napisała:

                      > Wiesz cooo... Sorry, ale argument o tym, że nieizolowanie chorego dzieck
                      > a prowadzi do zwiększenia jego odporności i w efekcie do niechorowania w przysz
                      > łości, jest bzdurny. Zarówno dziecko, które poślesz z grypą do przedszkola, jak
                      > i takie, które zostanie przez tydzień w domu, miało kontakt z wirusem i jedno
                      > i drugie się na niego uodporni. Ekspozycja na wirusa jest taka sama przecież.


                      MCM rozumiem ze wiesz czym sie rozni grypa od tzw. przeziebienia?

                      > Są za to bardzo ważne argumenty za tym, zeby chore dziecko zostawić w domu:
                      > - infekcja potrafi się rozwinąć u małego dziecka błyskawicznie (skrajnym przypa
                      > dkiem jest tu ten opisywany przez GW przypadek 2,5-rocznej dziewczynki, która o
                      > statnio zginęła, bo pogotowie nie przyjechało w nocy)

                      To jest przypadek opisywany w gazecie, masz wglad w dokumentacje dotyczaca przyczyny smierci tej dziewczynki, czy zdolano juz ustalic co nia bylo, czy zostanie to opublikowane w pek ej i prawdziwej wersji czy tylko taki twoj (i nie tylko twoj) argument jak to sie szybko zwykla wirusowa infekcja rozwija w smiertelna chorobe. Wybacz mcm ale spodziewalabym sie bardziej jakby to okreslic fachowego podejscia.

                      > - dziecko szybciej wychodzi z infekcji, jeśli zapewni mu się oszczędzajacy tryb
                      > życia w czasie choroby (czyli nie ma hałasu, pokusy do zabaw, zajeć, stresu, p
                      > orannego wstawania). Znacznie zmniejsza to ilość komplikacji, które potrafia by
                      > ć bardzo poważne, równeiż w wyniku wirusówek czy anginy.

                      Dziecko, ktore jest naprawde chore nie ma sily a zabawe, nawet bajki w tv go nie interesuja i takie dziecko zostaje w domu. To jednak trwa zazwyczaj 1-3 dni a nie tydzien, dwa i wiecej. Jakos u mnie te dzieci nie sa na tak dlugi okres czasu izolowane i zdrowieja, w szpitalach z komplikacjami nie leza.

                      > - komfort chorego dziecka w domu będzie większy. Gdzie Ty się lepiej czujesz w
                      > czasie grypy, w pracy czy w domu?

                      Grypy- jeszcze raz, jak czeste sa przypadki grypy (ja jeszcze nie mialam, znam moze jedna oso e ktora miala prawdziwa grype) wiec prosze nie myl z rzeziebienie., kyore czesto nie wymaga wogole polozenia sie do lozka a jedynie spowolnienia np odpuszczenia sobie jednej- dwoch klas fitness. Podobnie u dzieci, wieke katarkow, kaszelkow i czerwonych gardelek nie powoduje zadnych wiekszych problemow, czesto lekko podniesiona goraczke wieczorem pierwszego dnia infekcji.

                      > - dziecko nie zaraża innych dzieci i nie zaraża się dodatkowymi wirusami/bakter
                      > iami od innych dzieci w trakcie choroby, dzięki czemu nie przejdzie jej ciężej.

                      Dziecko tym lzej im szybciej przejdzie incekcje im lepiej jego system immunologiczn jest do tego przygotowany, im lepiej potrafi rozpoznawac wroga a nauczy sie tego jesli go spotka i jesli nie "pomoze" mu sie wytaczajac rzeciwko wroblom armat typu antybiotyki na wirusy, antybiotyki na srednie infekcje bakteryjne itd.

                      > Podsumowując: moim zdaniem sytuacja ekonomiczna zmusza Cię (i pewnie innych rod
                      > ziców) do posyłania chorego dziecka do przedszkola, ale racjonalizujesz to za p
                      > omocą argumentów, które dośc mocno rozmijają się z prawdą. To nie jest tak, ze
                      > posyłając chore dziecko do przedszkola zwiększasz jego odporność. Po prostu mia
                      > łaś szczęście i obyło się bez komplikacji.

                      Nie, to nie syyuacja ekonomiczna smile bo od dawna pracuje w domu a taka wlasnie taktyke stosuje i nie nie mialam szczescia ze nie bylo komplikacji tylko tak wlasnie sie dzieje przy odpowiednim postepowaniu. Jak widac postepowanke ja wasze czyli bezwzgledne i dlugie izolowanie dzieci z banalnymi i fekcjami, tony lekow i syropkow uodparniajacych nie dzialaja a efektu takie ze okres przedszkolny i wczesnoszkolny to pasmo chorob. A kto winny ano nieodpowiedzialne matki przyprowadzajace zakatarzone dzieci do przedszkoli tylko gdzie te matki skoro wiekszosc izoluje dzieci z katarkami? Moze to jednak bledne, skostniale postepowanie? Dziwne ze tu gdzie mieszkam dzieci z cieknacymi nosami i kaszelkamk chodza normalnie do przedszkoli takze dzieci niepracuajacych matek a sporo ich i zazwyczaj ich odpornosc rosnie znaczaco po pierwszym sezonie gdzie w klasach zlozonych z 4-latkow jest 100% prze caly rok szkolny. Dziw e be wg twoje (waszej) teorii powinno byc 50% lub mniej.
                      • brzanka7 Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 11:41
                        Hej

                        Zarówno dziecko, które poślesz z grypą do przedszkola, jak
                        > > i takie, które zostanie przez tydzień w domu, miało kontakt z wirusem i
                        > jedno
                        > > i drugie się na niego uodporni. Ekspozycja na wirusa jest taka sama przec
                        > ież.
                        >
                        >
                        > MCM rozumiem ze wiesz czym sie rozni grypa od tzw. przeziebienia?

                        To nie ma znaczenia o jakim wirusie mówimy. Zmieniasz temat. Chodziło o ekspozycję na działanie czynnika chorobowego, która jest podobna w obydwu sytuacjach. To przemawia za tym, że nawet dziecko spędzające czas infekcji w domu, będzie zyskiwało odporność. Nie odwracaj kota ogonem.


                        > > - infekcja potrafi się rozwinąć u małego dziecka błyskawicznie
                        >
                        > To jest przypadek opisywany w gazecie, masz wglad w dokumentacje dotyczaca przy
                        > czyny smierci tej dziewczynki [ciach...]

                        Po raz kolejny. Piszesz nie na temat. Przypadek Dominiki był przytoczony jako przykład powszechnie znanej prawidłowości. "U małego dziecka przebieg wirusowej infekcji może być bardzo gwałtowny". Mam ci poszukać info na sieci, czy zapytasz swojego lekarza?

                        > Dziecko, ktore jest naprawde chore nie ma sily a zabawe, nawet bajki w tv go
                        > nie interesuja i takie dziecko zostaje w domu. To jednak trwa zazwyczaj 1-3 dni
                        > a nie tydzien, dwa i wiecej. Jakos u mnie te dzieci nie sa na tak dlugi okres
                        > czasu izolowane i zdrowieja, w szpitalach z komplikacjami nie leza.
                        >Podobnie u dzieci, wieke
                        > katarkow, kaszelkow i czerwonych gardelek nie powoduje zadnych wiekszych proble
                        > mow, czesto lekko podniesiona goraczke wieczorem pierwszego dnia infekcji.

                        No to masz szczęście, że u Twoich dzieci infekcje trwają tak krótko. A może mylimy pojęcia? Myślę, że większości tych tzw "przeziębień" ja u swoich dzieci nawet nie zauważam. Może ty nazywasz "chorobą", coś co ja nazwałbym "gorszą kondycją dziecka". Nie mówię tu oczywiście o infekcjach takich jak angina czy wiatrówka. A tak przy okazji - słyszałaś może o poinfekcyjnym spadku odporności?

                        Środowisko w którym w jednym pomieszczeniu znajduje się 25 dzieci koło siebie, nie jest środowiskiem naturalnym i sprzyjającym "bezstresowemu" zdobywaniu odporności. Ten układ, który Ty proponujesz mógłby się sprawdzić w przedszkolu Montessori, albo rodzinie wielodzietnej. W każdym innym wypadku spowoduje wysoki poziom infekcji i powikłań.

                        I sorki, wiarygodna to ty będziesz dla mnie jak znajdę na forum wpisy innych rodziców z grupy twojego dziecka. Jak zobaczę, że inne matki chwalą Twoje podejście.

                        Anka
                        • kinder0610 Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 13:00
                          chyba nie można "wrzucać wszystkich dzieci do jednego worka". Jedno kichnie trzy razy, posmarka kilka dni i po wszytskim a drugie - zapelenia oskrzeli, angina, zapalenia gardła, płuc, ucha itp. A wtedy niestety antybiotyki, dłuższe leczenie i spadek odporności. Mnie też denerwują zasmarkane dzieciaki w przedszkolu/szkole - nosy zatkane, zielone gile do pasa, kaszel, ani to ładnie/estetycznie wyglądające, ani to zdrowe, dla wszytskich dookoła. Ja nie lubię siedzieć w towarzystwie dorosłych zasmarkanych i kaszlących. Więc może warto zatrzymać dziecko choć parę dni. Moja córka nie choruje, antybiotyk brała może dwa razy. Ale jeśli widzę , że może zarazić innych, nie puszczam jej do szkoły. Wiem, ze w innych krajach zasmarkane i kaszlające dzieci to norma w przedszkolu i wiem, że się ich nie leczy, bo po co. Tylko czy to jest dobre!!! Dlaczego mamy się tym wzorować, bo to zagramaniczne!!! ; )
                          • mamusianatusi Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 13:36
                            Laski ręce opadają! Ja już nic więcej nie mam do powiedzenia,bo widzę że po prostu żal moich słów,bo jedna jest najmądrzejsza w tej kwestii... Hmmm wszystkie jesteśmy przewrażliwione...
                            A carmito droga słyszałas o czymś takim jak powikłania po nieleczonym przeziębieniu? Wyobraź sobie że bywa różnie,niekiedy nawet przeszczep serca wchodzi w grę,ale na to pewnie tez masz wytłumaczenie...
                      • mama-cudownego-misia Re: choroba goni chorobę- carmita 09.03.13, 12:51
                        No dobrze, to po kolei:
                        > > Wiesz cooo... Sorry, ale argument o tym, że nieizolowanie chorego
                        > dzieck
                        > > a prowadzi do zwiększenia jego odporności i w efekcie do niechorowania w
                        > przysz
                        > > łości, jest bzdurny. Zarówno dziecko, które poślesz z grypą do przedszkol
                        > a, jak
                        > > i takie, które zostanie przez tydzień w domu, miało kontakt z wirusem i
                        > jedno
                        > > i drugie się na niego uodporni. Ekspozycja na wirusa jest taka sama przec
                        > ież.
                        >
                        >
                        > MCM rozumiem ze wiesz czym sie rozni grypa od tzw. przeziebienia?
                        Tutaj to nieistotne, podstaw sobie pod grypę paragrypę czy jakąkolwiek przedszkolna zarazę. Chodzi o to, że kontakt z wirusem miało zarówno dziecko, które po zachorowaniu zostanie przez tydzień w domu, i takie które puścisz chore do pzredszkola. Dlatego puszczenie do przedszkola chorego dziecka nie ma bardziej pozytywnego wpływu na jego odporność, niż zatrzymanie go w domu. Może za to miec wpływ negatywny. Czy tym razem wytłumaczyłam Ci to dostatecznie jasno?

                        > To jest przypadek opisywany w gazecie, masz wglad w dokumentacje dotyczaca przy
                        > czyny smierci tej dziewczynki, czy zdolano juz ustalic co nia bylo, czy zostani
                        > e to opublikowane w pek ej i prawdziwej wersji czy tylko taki twoj (i nie tylko
                        > twoj) argument jak to sie szybko zwykla wirusowa infekcja rozwija w smiertelna
                        > chorobe. Wybacz mcm ale spodziewalabym sie bardziej jakby to okreslic fachoweg
                        > o podejscia.
                        Chodzi mi o komentarze lekarzy w artykułach o dziewczynce. Przytoczyła Ci je już Brzanka. Lekarze ci mówili własnie o tym, że infekcje u dziecka mogą się rozwijać w piorunującym tempie. Czy i tutaj wyraziłam się dostatecznie jasno, zebyś zrozumiała?

                        > > - komfort chorego dziecka w domu będzie większy. Gdzie Ty się lepiej czuj
                        > esz w
                        > > czasie grypy, w pracy czy w domu?
                        >
                        > Grypy- jeszcze raz, jak czeste sa przypadki grypy (ja jeszcze nie mialam, znam
                        > moze jedna oso e ktora miala prawdziwa grype) wiec prosze nie myl z rzeziebien
                        > ie., kyore czesto nie wymaga wogole polozenia sie do lozka a jedynie spowolnien
                        > ia np odpuszczenia sobie jednej- dwoch klas fitness.
                        I spowolnieniem nazywasz wysyłanie chorego dziecka do przedszkola?
                        A swoją drogą, nie zastanawiało Cię nigdy, dlaczego twoje dziecko tak cąły czas chorowało? Moje owszem, w pierwszym roku przedszkola było 7 x chore (średnia to 6-8), za kazdym razem po kilka dni i za każdym razem 7-10 dni zostawało w domu. W drugim roku było chore 3x, w tym na razie 2 razy. Poza tym jest zdrowe i jakos ani katarków, ani kaszelków, ani przeziębień...

                        > Podobnie u dzieci, wieke
                        > katarkow, kaszelkow i czerwonych gardelek nie powoduje zadnych wiekszych proble
                        > mow, czesto lekko podniesiona goraczke wieczorem pierwszego dnia infekcji.
                        Tak, ale nie oznacza to, że masz prowadzić na organźmie dziecka gospodarkę rabunkową wysyłając je do przedszkola z infekcją. Dla niego to spory dyskomfort i wysiłek.

                        > Nie, to nie syyuacja ekonomiczna smile bo od dawna pracuje w domu a taka wlasnie t
                        > aktyke stosuje i nie nie mialam szczescia ze nie bylo komplikacji tylko tak wla
                        > snie sie dzieje przy odpowiednim postepowaniu.
                        Mylisz się. Zastanawiam się tylko, co Tobą w taki razie powoduje? Wygodnictwo? Brak wiedzy?

                        > Dziwne ze tu gdzie mieszkam dzieci z cieknacymi nosami i kaszelkamk chodza norm
                        > alnie do przedszkoli takze dzieci niepracuajacych matek a sporo ich i zazwyczaj
                        > ich odpornosc rosnie znaczaco po pierwszym sezonie
                        Dokładnie tak samo jak w przypadku dzieci, które są przetrzymywane w domu z infekcją, co pokazują zresztą statystyki. To kwestia ekspozycji na wirusa, wysyłanie chorego dziecka do przedszkola zwiększa tylko ryzyko komplikacji (jak każde nie-oszczedzanie w infekcji), nie zaś jego odporność. Co zreszta widać po Twoim wiecznie zakatarzonym maluchu...

                        > gdzie w klasach zlozonych z
                        > 4-latkow jest 100% prze caly rok szkolny. Dziw e be wg twoje (waszej) teorii p
                        > owinno byc 50% lub mniej.
                        Jak wysyłają chore dzieci do szkoły, to siła rzeczy frekwencja będzie większa...
                        • zdunia1979 Carmita 09.03.13, 19:06
                          Wiesz ja mam wrażenie, że niewiele wiesz o dzieciach. Albo ich wcale nie masz, albo po prostu jesteś egoistką (a znam kilka takich mam). Swoje lenistwo i ignorancję tłumaczą w tak banalny sposób jak w wątkach powyżej.
                          Jestem pewna, że jak Ciebie boli brzuch czy głowa to szukasz sposobu żeby sobie pomóc. łykasz tabletkę czy radzisz sobie w inny sposób. To jest taka ludzka, naturalna reakcja. Jak boli głowa choćby od kataru to unikamy np. hałasu.
                          Tylko, że my dorośli jesteśmy w stanie sami pewne rzeczy sobie wyregulować a dziecko niestety nie. I wrzucanie go chorego do grupy to jest całkowity brak serca i wyrozumiałości. I choć byśmy mieli pewność, że to banalna infekcja to matka powinna zawsze potraktować swoje dziecko z największą dbałością o jego zdrowie i komfort życia. Już pomijam narażanie innych dzieci.
                          No chyba, że Tobą rządzą inne mechanizmy i lubisz się umęczać. Wtedy to by tłumaczyło postępowanie z Twoimi dziećmi.
                          • polaa27 Re: Carmita 09.03.13, 20:00
                            Carmita twój egotyzm i bezmyślność sięga zenitu!

                            Jesli w dupie masz inne dzieci, które zaraża twoje chore dziecko, które przyprowadzasz do przedszkola to pomyśl o samym twoim dziecku. Bo to, ze Wam się do tej pory udawało przechodzić wszystkie infekcje to nie znaczy, że nie spotkają was powikłania, przy takim sposobie chorowania. Czyli wysyłaniem chorego dziecka na dwór, do przedszkola, etc. zamiast wygrzać je w domu przez kilka dni i nie tyle faszerowac lekami jak to nazwałaś, ale zapewnienie mu minimum komfortu - ciepłego wyrka i spokoju.

                            I to Ty będziesz ponosić odpowiedziedzialnosć za powikłania u swojego dziecka, albo mieć na sumieniu zdrowie dzieci, które Twoje dziecko zaraża, a które nie przejdą danej choroby lekko. No ale pewnie to tez masz głęboko gdzieś...
                            • ewela38 Re: Carmita 11.03.13, 18:30
                              Przyznam, że Carmita ma dużo racji
                              1. dziecko zaraża wirusem jeszcze przed wystąpieniem objawów choroby stąd każde posłanie dziecka do przedszkola jest ryzykowne bo rodzice jeszcze nie wiedzą, że dziecko za dwie godziny bedzie chore a już połowę grupy zarazi
                              2. Prawdą jest, że chore dziecko to takie, które ma gorączkę. W innym przypadku przeziębienie najczęściej ustępuje samo bez faszerowania lekami i nie osłabia tak organizmu. Najczęściej bardziej szkodzi leczenie niż sama choroba. Temperatura zbijana powyżej 39 stopni, niższą nie powinno się zbijać organizm najczęściej sam sobie poradzi z problemem
                              3. Przyznam, ze robię tak jak Carmita ale dziecko za miesiąc będzie miało 5 lat, żadnych antybiotyków i innych leków. Przeziębia się to prawda ale tego nie leczę, przechodzi szybko samo. Na początku infekcji do przedszkola nie puszczam
                              4. Moja koleżanka dziecko bardzo chorowite zaczęła traktować tak samo. Po pół roku skończyły się poważne infekcje, dziecko praktycznie nie choruje
                              5. moim zdanie połowa sukcesu to mądry lekarz, i rozsądna matka, którego każdego kaszelku nie leczy chemią
                              Generalnie popieram Carmite
                              • mama-cudownego-misia Re: Carmita 11.03.13, 18:53
                                Następna... uncertain
                                No to po kolei:
                                > 1. dziecko zaraża wirusem jeszcze przed wystąpieniem objawów choroby stąd każde
                                > posłanie dziecka do przedszkola jest ryzykowne bo rodzice jeszcze nie wiedzą,
                                > że dziecko za dwie godziny bedzie chore a już połowę grupy zarazi
                                Zależy od wirusa. Jeśli wirus przenosi się drogą kropelkową, to dziecko będzie zarażać kaszląc i kichając, a więc wtedy, kiedy objawy już ma, nieprawdaż?
                                Poza tym tu chodzi o samo chore dziecko - jak ma infekcję, musi się oszczędzać i potrzebuje komfortu pozostania w domu. Narażanie go na wysiłek czy wychodzenie na mróz zwiększa ryzyko powikłań i zwyczajnie sprawia, że gorzej się czuje.

                                > 2. Prawdą jest, że chore dziecko to takie, które ma gorączkę.
                                Acha, czyli jak ma sraczkę, to nie jest chore? A wymioty? A osłabienie, rwący kaszel i ból głowy bez gorączki (zdziwisz się, też się zdarzają)

                                > W innym przypadku
                                > przeziębienie najczęściej ustępuje samo bez faszerowania lekami i nie osłabia
                                > tak organizmu.
                                Albo sie rozkręca do przeziębienia z gorączką, zaalenia oskrzeli i tym podobnych. tego już nie bierzesz pod uwagę?

                                > Najczęściej bardziej szkodzi leczenie niż sama choroba.
                                Dane poproszę - doniesienia naukowe oparte na statystycznie reprezentatywnej grupie. Ach, nie masz? To obawiam się, ze Twoje stwierdzenie to tylko pozbawione podstaw gadanie.

                                > Temperat
                                > ura zbijana powyżej 39 stopni, niższą nie powinno się zbijać organizm najczęści
                                > ej sam sobie poradzi z problemem
                                Wszyscy znani mi pediatrzy mówia o 38,5, nie 39, może powinnaś zweryfikować swoją wiedzę? Poza tym zatrzymanie dziecka w domu nie oznacza koniecznie zbijania gorączki. Ja nie zbijam poniżej 38,5, czasem nawet leków nie daję, jesli nie są potrzebne, a w domu zatrzymuję. Takiej ewentualności tez nie wzięłaś pod uwagę?

                                > 3. Przyznam, ze robię tak jak Carmita ale dziecko za miesiąc będzie miało 5 lat
                                > , żadnych antybiotyków i innych leków. Przeziębia się to prawda ale tego nie le
                                > czę, przechodzi szybko samo. Na początku infekcji do przedszkola nie puszczam
                                Cóż za dobroć wobec dziecka i wielkoduszność wobec jego kolegów. Przyjmij moje gratulacje. Nie, szczerze. Dobra Pani.

                                > 4. Moja koleżanka dziecko bardzo chorowite zaczęła traktować tak samo. Po pół r
                                > oku skończyły się poważne infekcje, dziecko praktycznie nie choruje
                                Bo może w wyniku ekspozycji na najczęstsze w tej populacji wirusy uodporniło sie na nie? Czy zatrzymasz chore dziecko w domu, czy puścisz je do przedszkola, ekspozycja na wirusa jest taka sama, bo ona już się dokonała. Naprawdę tyle razy to trzeba wyjaśniać?
                                Za to puszczając chore dziecko do przedszkola narażasz je na zmiany temperatur, stres, hałas, konieczność czy też pokusę uczestniczenia w wymagających wysiłku zabawach. Jak myślisz, czemu lekarze tak nawołują w gazetach czy TV, zeby przy grypie, przeziębieniach, paragrypach prowadzić oszczedzający tryb życia (czyli zostać w domu, polegiwać, wygrzac się w łóżku). Dzieci to Twoim zdaniem nie dotyczy?

                                > 5. moim zdanie połowa sukcesu to mądry lekarz, i rozsądna matka
                                No to jeśli trafiłaś na dobrego pediatrę, masz juz całe 25% sukcesu smile
                                • ewela38 Re: Carmita 11.03.13, 21:38
                                  mcm szkoda, że lepiej wychodzi ci obrażanie ludzi niż pogłębianie wiedzy. Wziełas kiedykolwiek pod uwagę, że mozesz czegoś nie wiedzieć lepiej niż inni?
                                  Zależy od wirusa. Jeśli wirus przenosi się drogą kropelkową, to dziecko będzie
                                  > zarażać kaszląc i kichając, a więc wtedy, kiedy objawy już ma, nieprawdaż?
                                  > Poza tym tu chodzi o samo chore dziecko - jak ma infekcję, musi się oszczędzać
                                  > i potrzebuje komfortu pozostania w domu. Narażanie go na wysiłek czy wychodzeni
                                  > e na mróz zwiększa ryzyko powikłań i zwyczajnie sprawia, że gorzej się czuje.
                                  W grupie istnieje tyle zmutowanych wirusów, że aby ustrzec dziecko przed kontaktem z nimi trzeba by co dwie godziny otwierać okna na 15 min i wietrzyć co jest nierealne.
                                  Acha, czyli jak ma sraczkę, to nie jest chore? A wymioty? A osłabienie, rwący k
                                  > aszel i ból głowy bez gorączki (zdziwisz się, też się zdarzają)

                                  ]Mówiłyśmy tutaj o przeziębieniach a nie o sraczkach. Tak z zakatarzonym i kaszlącym dzieckiem wychodzi się na dwór jeżeli nie ma gorączki, zdecydowanie dobrze wpływa to na śluzówkę nosa i często ma przełożenie na kaszel[/
                                  Albo sie rozkręca do przeziębienia z gorączką, zaalenia oskrzeli i tym podobnyc
                                  > h. tego już nie bierzesz pod uwagę?

                                  Zapalenia oskrzeli często są wywołane przez wirusy i nie wymagają podania antybiotyku, który i tak nie pomoże. Fakt każde przeziębienie może się rozkręcić ale trzymanie dziecka w domu przed tym nie uchroni. Zgadzam się, że do przedszkola nie powinno chodzić ale na świeże powietrze jak najbardziej jeżeli oczywiście nie ma gorączki

                                  Wszyscy znani mi pediatrzy mówia o 38,5, nie 39, może powinnaś zweryfikować swo
                                  > ją wiedzę? Poza tym zatrzymanie dziecka w domu nie oznacza koniecznie zbijania
                                  > gorączki. Ja nie zbijam poniżej 38,5, czasem nawet leków nie daję, jesli nie są
                                  > potrzebne, a w domu zatrzymuję. Takiej ewentualności tez nie wzięłaś pod uwagę
                                  > ?

                                  A Ty wiesz po co organizm podnosi temperaturę ciała w ogóle?
                                  Jakbyś sobie zaobserwowała temperaturę 38,7 mierz za chwilę będzie 38,4 za chwilę 38,8 a za chwile 37,7 - i co się dzieje? dziecko najczęściej w taki dzień dużo śpi. Po co w to ingerować? Obniżając temperaturę przedłużasz czas trwania infekcji i nie dajesz szans aby organizm spróbował bronić się sam. Powyżej 39 zgadzam się, że trzeba bo mogą wystąpić drgawki. Oczywiście ja w czasie infekcji spędzam czas przy łóżku dziecka i kontroluje co się dzieje, Ty wolisz dać leki i udzielać jedynych słusznych rad we wszystkich dziedzinach na forum. Różnica- moje dziecko będzie zdrowe następnego dnia, Twoje pochoruje tydzień i powikła się zapalenie oskrzeli
                                  óż za dobroć wobec dziecka i wielkoduszność wobec jego kolegów. Przyjmij moje
                                  > gratulacje. Nie, szczerze. Dobra Pani.
                                  To właśnie jest Twój styl. Dołożę Ci do kotła - śpimy przy 0 stopni z uchylonym oknem w nieogrzewanej sypialni. Przy temp. minusowej okno zamykam. Ponieważ inne pomieszczenia są ogrzewane średnia temperatura w sypialni 16 -18. Super się śpi. Moje dziecko jeździ co roku na trzy tygodnie wiosną albo jesienią nad nasze morze i tapla się w lodowatej wodzie, nie kąpie się, biega po niej. Zimą jemy lody. Już teraz w słoneczne dni nie zakładam dziecku czapki.
                                  Moje 5 letnie dziecko to moje drugie, pierwsze ma 19 lat - jakoś go nie wykończyłam. Nauczyłam organizm bronić się samemu przez co infekcje przechodzą dużo łagodniej.
                                  • mama-cudownego-misia Re: Carmita 12.03.13, 06:21
                                    > mcm szkoda, że lepiej wychodzi ci obrażanie ludzi niż pogłębianie wiedzy. Wzieł
                                    > as kiedykolwiek pod uwagę, że mozesz czegoś nie wiedzieć lepiej niż inni?
                                    Oczywiści, ale akurat wiem lepiej od Ciebie. to naprawdę nie jest żaden wyczyn zreszta, zważywszy te głupoty, które popisałaś...
                                    Ale znowu, po kolei:
                                    > ]Mówiłyśmy tutaj o przeziębieniach a nie o sraczkach.
                                    Nie, po prostu Ty mylisz pojęcia. Przeziębienie oznacza, że zmarzłaś, odporność Ci spadła i Twoje własne bakterie skorzystały z okazji i zafundowały Ci katar/kaszel. Choroba wirusowa oznacza, że złapałaś wirusa, który powoduje konkretne objawy. A wirusy są różne i niekoniecznie wszystkie się ograniczają tylko do układu oddechowego czy pokarmowego. Już miewaliśmy takie, które oprócz kaszlu i kataru powodowały biegunkę czy wymioty.

                                    > W grupie istnieje tyle zmutowanych wirusów, że aby ustrzec dziecko przed kontak
                                    > tem z nimi trzeba by co dwie godziny otwierać okna na 15 min i wietrzyć co jest
                                    > nierealne.
                                    Wiesz, to nie jest tak, ze jak wstawisz w zdanie trudne słowo "zmutowanych", to ono nagle zacznie być mądre.
                                    Jakby było tak, jak piszesz, to wszystkie dzieci by zachorowały, przechorowały, nabrały odporności i do końca roku byłby spokój.
                                    A jest tak, ze co pewien czas jakies dziecko z grupy przynosi nowego wirusa czy bakterię i następuje fala zachorowań (jak duża, zalezy od tego, jak bardzo danywirus jest zakaźny). Wietrzenie niewiele tu zresztą daje, bo jak dziecko kichnie, to jego pole rażenia wynosi 2-3 m.

                                    > Tak z zakatarzonym i kasz
                                    > lącym dzieckiem wychodzi się na dwór jeżeli nie ma gorączki, zdecydowanie dobrz
                                    > e wpływa to na śluzówkę nosa i często ma przełożenie na kaszel[/
                                    Zalezy od temperatury. Wyjście na mróz z chorym dzieckiem może do tejże gorączki doprowadzić.

                                    > Zapalenia oskrzeli często są wywołane przez wirusy i nie wymagają podania anty
                                    > biotyku, który i tak nie pomoże.
                                    Mówimy o przetrzymaniu chorego dziecka w domu lub wysyaniu go do przedszkola, a nie o antybiotyku, Einsteinie.

                                    > Fakt każde przeziębienie może się rozkręcić al
                                    > e trzymanie dziecka w domu przed tym nie uchroni.
                                    No własnie problem w tym, ze uchroni. Wirus prawdziwy tym się różni od komputerowego, ze nie jesteś w stanie przewidzeć, w jakim stopniu choroba sie rozhula. I dlatego oszczędzanie dziecka, pozwalanie mu na wylegiwanie się w łóżku, trzymanie w cieple, odpowiednia dieta mogą je właśnie uchronić przed cięzszym przechorowaniem.

                                    >Zgadzam się, że do przedszkol
                                    > a nie powinno chodzić
                                    A to już postęp

                                    > ale na świeże powietrze jak najbardziej jeżeli oczywiście
                                    > nie ma gorączki
                                    Powtarzam: zależy od temperatury na dwoze. Wiosenny zefirek na katarek nie zaszkodzi. Mróz -14 już może.

                                    > Jakbyś sobie zaobserwowała temperaturę 38,7 mierz za chwilę będzie 38,4 za chwi
                                    > lę 38,8 a za chwile 37,7 - i co się dzieje?
                                    Ano to się dzieje, że masz walnięty termometr.

                                    > dziecko najczęściej w taki dzień du
                                    > żo śpi. Po co w to ingerować?
                                    Czytać ze zrozumieniem też umiesz, czy tylko bezmyślnie klepać w klawiaturę? No, pokaż, co potrafisz: gorączkę zbija się od 38,5, nie powyżej 39. Dotarło?

                                    > dzam się, że trzeba bo mogą wystąpić drgawki. Oczywiście ja w czasie infekcji s
                                    > pędzam czas przy łóżku dziecka i kontroluje co się dzieje,
                                    Ciekawe, bo post wczesniej pisałaś, ze wysyłasz je do pzedszkola, jak Carmita

                                    > Ty wolisz dać leki
                                    Nieee, jednak nie potrafisz czytać smile... Ale nic straconego, możesz się nauczyć smile Co napisałam w poprzednim poscie o dawaniu leków? Daję je, czy nie? W jakich sytuacjach?

                                    > To właśnie jest Twój styl.
                                    A moze Twoim problemem jest to, że dyskutujesz ze swoimi wyobrazeniami, a nie że nie potrafisz czytać ze zrozumieniem? I wydaje Ci się, że matki dzielą się tylko na takie, co posyłają do przedszkola chore dziecko i takie, co przy 38,1 faszerują je antybiotykami i paracetamolem.
                                    Otóż spróbuję Ci streścić ten wątek: nikt tu nie pisze, jak leczyć. Z jednej strony mamy Carmitę, którą tak radośnie poparłaś, a która mimo że siedzi w domu, wysyła chore dziecko do przedszkola, uznając, że cały sezon kaszlu i gila to norma. Z drugiej strony barykady jest cała rzesza oburzonych matek, których dzieci się od takiego chodzacego gila zarażają, a które chore dzieci zatrzymują w domu. Nie zauważyłam, żeby ktokolwiek poza Tobą roztrząsał kwestie leczenia.

                                    > Moje 5 letnie dziecko to moje drugie, pierwsze ma 19 lat - jakoś go nie wykończ
                                    > yłam.
                                    Przykro mi, dwójka to nie jest reprezentatywna grupa kontrolna. Wróc, jak się dorobisz 300. A tak na serio - w zdecydowanej większości przypadków nic się nie stanie nawet jak poślesz do przedszkola dziecko z grypą. Ot, przechoruje, zaraz kilku kolegów i tyle. Ale ryzyko powikłań jest, i nawet jeśli cześć z nich wystąpi u promila chorych, to są one bardzo poważne, ze śmiertelnymi włącznie. I dlatego chore dziecko trzymamy w domu, nawet jeśli nie jest konieczne jakieś szczególne leczenie.
                                    Dotarło wreszcie?
                                    • ewela38 Re: Carmita 12.03.13, 07:39
                                      widzę, ze szkoda czasu na dyskusje z Tobą. Przykład:
                                      Czytać ze zrozumieniem też umiesz, czy tylko bezmyślnie klepać w klawiaturę? No
                                      > , pokaż, co potrafisz: gorączkę zbija się od 38,5, nie powyżej 39. Dotarło?
                                      Ja tego Kobieto sobie nie wymyśliłam, lekarz, który prowadzi moje dzieci pracuje w klinice w Zabrzu, jest ceniony za ogromną wiedzę i podejście do leczenia dzieci. Jest dr n med. To, że lekarze do których Ty chodzisz mówią o 38,5 to jeszcze nie znaczy, że tak jest dobrze. Twoje dziecko przechoruje tydzień, wydasz majątek na leki a oni pojadą na Karaiby.
                                      Ale szkoda czasu na Ciebie. Trochę mi Cię szkoda, chyba komlpeksy sprawiają, że muszisz czuć się ważna i udzielać rad wszystkim we wszystkich tematach jako wszechwiedząca. Pozdrawiam
                                      • mama-cudownego-misia Re: Carmita 12.03.13, 07:59
                                        Kotuś, ale naprawdę spróbuj przeczytać, co napisałam powyżej, to nie zaboli, a może w końcu dotrze do Ciebie, że dyskusja na tym wątku nie dotyczy tego, czy, jak, czym i kiedy leczyć chore dziecko, tylko czy posyłac chore dziecko do przedszkola, czy też zatrzymać je w domu (o leczeniu nie ma tu mowy, zauważ).
                                        A Ty radośnie poparłaś Carmitę, że tak, posyłać. Dotarło wreszcie?
                                        • ewela38 Re: Carmita 12.03.13, 11:37
                                          Żabko, jeżeli taką terminologię zaczynamy stosować, widać, że brakło Ci argumentów i czepiasz się, że niby nie na temat. Spójrz na temat wątku. Ja popieram Carmitę z podejściem do przeziębień i zgadzam się, że dziecko które ma katar i kaszel niezbyt uporczywy a dzieci najczęściej mają ataki kaszlu, nie jest jeszcze chore pod warunkiem, ze nie ma gorączki. Jeżeli ty dziecko z katarem i kaszlem bez temperatury trzymasz w pierzynach to powodzenia. Może wchodzi tutaj też w grę temperament dziecka ale moje z katarem i kaszlem ma sie bardzo dobrze, szaleje po domu i zapewnienie mu spokoju i odpoczynku nie wchodzi w grę. W moim przypadku tego typu infekcje przebiegają bez gorączki. Gorączka jeżeli się pojawia to bez innych objawów, trwa najczęściej jeden dzień i wtedy trzymam dziecko w łóżku i kontroluje co się dzieje "dobrym" termometrem. Za wyjątkiem syropu sinecod ( najczęściej kaszel ma w nocy ) dziecko nie brało jeszcze żadnych leków a jest przedszkolakiem. Nie wykluczam ,że na ten stan rzeczy mają wpływ majowe 3 tygodniowe pobyty nad morzem każdego roku. Pozdrawiam
                                          • mama-cudownego-misia Re: Carmita 12.03.13, 11:51
                                            Ogóreczku, a gdzieś Ty wyczytała, ze "dzieci najczęściej mają ataki kaszlu"? Bardzo mnie to fascynuje, bo mam wrażenie, że zupełnie Ci się mylą dość podstawowe pojęcia. Może spróbujesz najpierw uściślić, czy chodzi Ci o przeziebienie, infekcję wirusową czy atak kaszlu?

                                            I tak, jako odpowiedzialna (za swoje dziecko i jego kolegów) matka trzymam dziecko w domu, jak kaszle i jak ma katar. O, na przykład dzisiaj została w domu - wczoraj szalała w przedszkolu, potem u koleżanki, dwa razy wyszła spocona na dwór, i dzisiaj od rana ma stan podgorączkowy, suchy kaszel i katar. Oczywiście, że zostawiam ją w domu. Po pierwsze nie wiem, czy to na pewno przeziebienie, czy też infekcja wirusowa (a więc czy nie zaraża), po drugie jest osłabiona i marudna, a ja dbam o jej komfort, no i wreszcie wiem, że jeśli pójdzie do przedszkola, to pójdzie też z resztą grupy na dwór, wyszaleje się, prawdopodobnie zgrzeje i choróbsko się rozchula, bez względu na to, czy to przeziebienie, czy infekcja wirusowa.
                                            Jak widzisz nie biegnę po antybiotyk, nie zbijam temperatury, co najwyżej rozmrażam właśnie porcję malin, ale też ponieważ sytuacja zawodowa mnie do tego nie zmusza, nigdy bym nie posłała dziecka w takim stanie do przedszkola. Z poczucia odpowiedzialności...
                                            • ewela38 Re: Carmita 12.03.13, 12:36
                                              Mróweczko:
                                              1. która matka pozwala, żeby spocone dziecko wyszło na dwór?
                                              2. dziecko jest za grubo ubierane na spacery, moje się nie poci na dworze. Ubieram dużo lżej niż siebie bo wiem, że będzie szaleć. A Ty pewnie latasz bez czapki a szalejącemu dziecku lutową czapkę zakładasz.
                                              No masz teraz infekcje dziecka na sumieniu. I to ma być rozsądna matka. Podstawowe błędy.
                                              Aha a przeziębienia to aby wirusy nie wywołują??
                                              Oczywiście dziecko ze stanem podgorączkowym też uważam za chore. I też nie posłałabym go do przedszkola. Tyle tylko, że moje dziecko nie byłoby chore bo własnie jestem rozsądna matka.
                                              • mama-cudownego-misia Re: Carmita 12.03.13, 13:38
                                                Makóweczko droga, no wyobraź sobie, że przeziębienia w przeciwieństwie do infekcji wirusowej nie wywołują wirusy. Już sama nazwa przeZIEBIC, zaZIEBIC powinna Ci dać do myślenia. Przeziębienie tym się różni od infekcji wirusowej, ze jak się zaziębisz, to Twoje własne bakterie korzystają z okazji, żeby porozrabiać. Z kolei atak kaszlu, o którym pisałaś wcześniej, to objaw. Pojedyńczy może być od czegokolwiek, zakrztuszenia, kurzu, i to nie jets powód do niepokoju. Ale powtarzające się, nasilone ataki kaszlu już tak.

                                                I muszę Cię zmartwić - nie da się ubrać dziecka na mroz tak, zeby sie nie spociło. To nawet nie kwestia grubości ubioru, a jego nieprrzepuszczalności. My mamy kurtki z goreteksu z membranami i innymi wynalazkami, a i tak przy wysiłku jesteśmy mokrzy. Dziecko tym bardziej, bo zwyczajnie kurtki, ocieplane spodnie i kombinezony nie wypuszczają wody na zewnątrz.
                                                Ale oczywiście Ty makóweczko wiesz lepiej , jak ja dziecko ubieram czy ile metrów mam z przedszkola do domu smile

                                                Bawi mnie tylko, że przyznajesz tak naprawdę rację nam, a nie Carmicie, bo tak samo zatrzymujesz dziecko w domu (dla niej nawet gorączka czy angina na antybiotyku to nie powód, żeby dziecko zatrzymać w domu)
                                                • mama-cudownego-misia Re: Carmita 12.03.13, 14:01
                                                  Chociaż po namyśle masz rację, przeziębienie może być też wirusowe smile

                                                  A wracając do tematu, czyli do naszej Carmity: to jak to jest, popierasz ją za to, że wysyła dziecko z gorączką czy z anginą w trakcie antybiotykoterapii do przedszkola? UWażasz, ze to normalne, ze dziecku przez cały sezon cieknie z nosa, a rodzic nic z tym nie robi?
                                                • ewela38 Re: Carmita 12.03.13, 14:02
                                                  grypa.mp.pl/przeziebienie/show.html?id=61668
                                                  pl.wikipedia.org/wiki/Przezi%C4%99bienie
                                                  www.choroby.senior.pl/przeziebienie
                                                  Internet to nie autorytet, poczytaj w medycznych książkach.
                                                  A moje dziecko się nie poci jakoś na dworze? Cuda?
                                                  A do wypuszczenia spoconego dziecka na dwór się nie ustosunkowałaś?
                                                  • misiekjasiek ewela38 po raz kolejny 12.03.13, 14:17
                                                    To, że mylisz hartowanie organizmu z tematem głównym, napisałam pod rozwinięciem dyskusji.

                                                    Nie ma różnicy, jakiego rodzaju jest infekcja - wirusowa, bakteryjna, zakaźna, czy jest to przeziębienie czy grypa, zwykła sraczka czy jelitówka.
                                                    Dyskusja dotyczy wysyłania CHOREGO dziecka do przedszkola, gdzie niewątpliwie zaraża inne dzieci i nieważne, czy kichnie raz czy dwa, czy ma gorączkę czy nie ma. Faktem jest, że to, co łaskawie potraktuje jedno dziecko, inne może zmasakrować na dłużej. O tym też napisałam niżej.
                                                    Przerzucanie się argumentami na "lutową czapkę" jest nie na miejscu, bo przegrzane dziecko ma szansę na infekcję niezależnie od tego, czy chodzi do przedszkola czy siedzi w izolacji.
                                                  • misiekjasiek Beata :) 12.03.13, 14:33
                                                    To jest ta panna od "kroplenia antybakteryjnego mleczka mamusiowego do noska/oczek", jaaaaaa, szkoda zdzierać klawiaturę wink)
                                                  • mama-cudownego-misia Justynka :-) 13.03.13, 13:14
                                                    A tak, pamiętam, nawet moje poczucie misji wymięka powoli tongue_out
                                                  • ewela38 Re: ewela38 po raz kolejny 12.03.13, 14:41
                                                    Misiekjasiek ja myślę, że w Twoim przypadku gdy dzieci mają upośledzoną odporność w ogóle nie powinnaś puszczać do przedszkola nawet jeżeli matki będą przyprowadzać tylko zdrowe dzieci. Infekcja wirusowa rozwija się kilka dni i na przykład dwa dni temu jechałam z małą autobusem, do przedszkola dzisiaj poszła zdrowa ale teraz nie wiem być może już tam kicha a jest w przedszkolu. Dla dzieci z osłabiona odpornością to za duże ryzyko.
                                                    Co do lutowej czapki - przegrzewanie to najgorsze co może być i myślę, że jest to w temacie tego wątku, bo wątek nie jest o posyłaniu chorych dzieci do przedszkola ale chorobach przedszkolaków, które wynikają poniekąd z przegrzewania również.
                                                  • misiekjasiek Re: ewela38 po raz kolejny 12.03.13, 14:56
                                                    Idąc Twoim tokiem myślenia powinnam zamknąć je w pokoju, zakluczyć i podawać jedzenie na tacy przez specjalną furtkę w drzwiach. Bo tak samo infekcję może przynieść tata z pracy, babcia z klamki czy dziadek z poręczy autobusowej. (a wystarczyłoby umyć ręce, prawda?)
                                                    Chłopcy mają kontakt z dziećmi w różnym wieku, nastolatkami, dorosłymi i zawsze są to osoby zdrowe. Nie mam możliwości ochronić ich przed infekcją przed wystąpieniem u kogoś objawów - nikt nie ma.
                                                    Zarażanie jest możliwe nie tylko przed, w trakcie ale również po infekcji (nasi lekarze mówią zazwyczaj o 3-4 dniach po ustąpieniu objawów). Przed tym da się ustrzeć, możliwe byłoby również umieszczenie chłopców w małej grupie, gdzie rodzice przestrzegają tej zasady.
                                                    Ale właśnie z powodów tych, o których pisałam w moim pierwszym poście - moje dzieci nie poznają uroków przedszkola, bo niestety nie trafimy w realu na rodziców pokroju mamy-cudownego-misia, poli27, zduni, alicjontka. Większość rodziców myśli tak, jak carmita NIESTETY.
                                                    Ale to prawda, my w sezonie jesienno-zimowym nie wychodzimy z domu, kiedy nie musimy. Odpuszczamy rehabilitację, wszelkie terapie, wyjazdy do szpitali/przychodni. Nie chodzimy po sklepach, nie jeździmy z dziećmi do kina. Mam dosyć kichających, ledwo zipiących pań w kasie supermarketu, bo ja brudny wózek mam sposób - ale na nieodpowiedzialnych ludzi pracujących zamiast leżeć, już nie.
                                                  • mama-cudownego-misia Re: Carmita 13.03.13, 13:13
                                                    Jak juz pisałam wyżej, przeziebienie może być też wirusowe.

                                                    To jak to jest z tą Carmitą? Nadal popierasz babę, która siedzi w domu, a dziecko z gorączką czy na antybiotyku do przedszkola posyła i uważa, że ciągły katar to normalka?
                                                  • carmita80 Re: Carmita 14.03.13, 11:47
                                                    mama-cudownego-misia napisała:

                                                    > Jak juz pisałam wyżej, przeziebienie może być też wirusowe.
                                                    Wow moze byc tez wirusowe. W ponad 90% jest wirusowe, do nadkazen dochodzi rzadziej niz ci sie wydaje i tylko wydaje, bo wiedzy to na ten temat nie masz.

                                                    > To jak to jest z tą Carmitą? Nadal popierasz babę, która siedzi w domu, a dziec
                                                    > ko z gorączką czy na antybiotyku do przedszkola posyła i uważa, że ciągły katar
                                                    > to normalka?

                                                    Wyobraz sobie, ze owszem, u wiekszosci dzieci w pierwszym sezonie przedszkolnym to normalne. Infekcje sa ciagle, bo czasem trudno zauwazyc przerwe miedzy jedna a druga bo jedna sie konczy a druga zaczyna. Najwieksza kuluminacja przypada na kilka miesiecy jesienno-zimowych i to zazwyczaj pierwszy zeson choroby stad te 8-13 infekcji rocznie, ktore sa norma u dzieci przedszkolnych czesto zdarza sie w ciagu kilku miesiecy. Nie widze powodu aby kisisc w domu tygodniami dziecko, ktore nawet majac antybiotyk czuje sie dobrze, nie widza powodu lekarze ani inni rodzice.

                                                    A baby mcm to ty masz w nosie a jesli masz tam co innego to zawsze mozesz skupic sie na wielkanocnychwink
                                                  • mama-cudownego-misia Re: Carmita 28.03.13, 21:03
                                                    Carmita, idź się leczyc, Kobieto. Nie, naprawdę, jesli po tylu naszych postach z tłumaczeniem nie widzisz powodu, żeby chore dziecko na antybiotyku zostawiac w domu i posyłasz je do przedszkola, to nie ma dla Ciebie nadziei na zmądrzenie.
                                      • elipsa.22 Re: Carmita 12.03.13, 08:59
                                        Carmita, nie dyskutuj z idiotą. Taki najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu, a potem pokona doświadczeniem... smile
                                        • polaa27 Re: Carmita 12.03.13, 09:21
                                          elipsa.22 napisała:

                                          > Carmita, nie dyskutuj z idiotą. Taki najpierw sprowadzi Cię do swojego poziomu,
                                          > a potem pokona doświadczeniem... smile

                                          No tak, trzeba być wybitnie mądrym, żeby chore dziecko prowadzać do przedszkola. A niech zaraża inne dzieci, co tam, przecież to nie mój problem. No i wszelkie leki to zuo. Lepiej na pięć zdrowasiek do pieca. A potem obowiązkowo do przedszkola, w końcu grypa czy angina nie zwalnia z niczego. No może tylko rodziców takich dzieci zwalnia. Z myślenia.
    • misiekjasiek ewela38 12.03.13, 11:15
      Piszesz o hartowaniu organizmu i odbiegasz od tematu.
      Nie trafiłaś na forum, na którym siedzą panikujące matki, zatrzaskujące dzieci wiosną w kombinezony, przegrzewające sypialnie, puszczające w upalne lato dzieci na dwór tylko w bawełnianych czapkach. Hartowanie dziecka to świetna rzecz, wietrzenie domu, spanie w optymalnej temperaturze to samo zdrowie. Jak najbardziej jestem za.
      Ale też nie trafiłaś na forum, na którym siedzą matki odpowiedzialne za choroby swoich dzieci.
      Ja, cokolwiek bym nie zrobiła (a uwierz, że robię wiele i też jestem jedną z pierwszych, które w marcu zdejmują czapki) nie jestem w stanie przeskoczyć upośledzenia organizmu, jakim jest głębokie zaburzenie odporności. Pisać o tym można wiele, ja zakończę tylko na tym jednym zdaniu. Myślę, że matki nie mające kontaktu z tego typu chorobami nie są w stanie ogarnąć umysłem pewnych spraw i dla nich wszystko będzie czarno-białe. Ale ja właśnie z powodu takich matek mam zakaz posyłania swoich dzieci do przedszkola, bo nie tyle co zagrożenie stanowią ich rówieśnicy ale właśnie rodzice, którzy nie widzą nic poza czubkiem własnego nosa i własnej wygody i swoje lenistwo usprawiedliwiają właśnie takimi ładnymi powiedzonkami, które tutaj padły. Nieważne. Nie można od prostych ludzi wymagać tak trudnych rzeczy.

      Nie do końca zgadzasz się z Carmitą, bo jak piszesz - nie posyłasz dziecka do przedszkola na początku infekcji. Carmita posyła, ona nie widzi problemu.
      Fajnie się wymądrzacie na temat infekcji wirusowych/bakteryjnych i to tak fajnie teoretycznie wszystko brzmi. Chętnie podeślę Wam na test mojego Michała, który niestety nie pasuje do takiego schemaciku i jest wiele takich dzieci, które po kontakcie z kichającym rówieśnikiem choruje ciężko np. na zapalenie oskrzeli z silną obturacją, niejednokrotnie wymaga podawania tlenu - ups, rówieśnik wcale nie musi mieć gorączki.
      Dla jednych rodziców gorączka stanowi podstawę do nazwania "objawów" chorobą, dla innych kaszel, katar już stanowi zagrożenie i bynajmniej nie jest bagatelizowany.

      Ja rozumiem podejście czarno-białe, które tutaj reprezentujecie. Nie macie innego doświadczenia, nie jesteście w stanie zakumać bardziej skomplikowanych sytuacji i po prostu nie jesteście w stanie myśleć inaczej.

      Odniosę się jeszcze do błędnej wypowiedzi carmity na temat dzieci z zaburzeniami odporności. W sumie napisała tylko co wiedziała - że takie dzieci są pod opieką specjalistów. I to wszystko.
      To, że są pod opieką specjalistów wcale nie oznacza, że to rozwiązuje problem. Nie ma cudownego środka, problem nie znika w momencie zalogowania na oddział immunologiczny. Jeśli jest się zawieszonym w próżni (tak jak my w tej chwili) i wisi się między suplementacją immunoglobulin a czekaniem, czy wyniki się nie poprawią - jest się po prostu rodzicem dziecka, które narażone na kontakt z "lekko przeziębionym, bez gorączki" dzieckiem wyluzowanej matki nie-panikary na 100% zachoruje i istnieje 50% szansa, że ciężko.
      Także, za przeproszeniem, nie pierdolcie o czymś, o czym macie nikłe pojęcie.

      To tyle z mojej strony.

      Dywagowanie na temat gorączki jest debilne, są dzieci latające przy 39 stopniach a są takie, które przy 38 dostają drgawek i konieczne są wlewki.
      Są takie dzieci, które przechorowują gorączki bez problemu i przyjdzie taki dzień, gdy nagle zachoruje na posocznicę i przy 39 stopniach będzie za późno na cokolwiek. Także wsadźcie sobie w tyłek te złote rady. Nikomu oczywiście nie życzę historii, o których czytamy w gazetach ale trzeba mieć wyobraźnię, której wielu matkom brakuje. Wyobraźnia nie boli, nie kosztuje.

      No i sam fakt podnoszony tutaj przez zdrowo myślące dziewczyny, skutecznie ignorowany przez "luzackie" matki - posyłanie dziecka osłabionego do przedszkola jest durne. Trzeba uruchomić wyobraźnię i zastanowić się, jak czuje się człowiek mający katar, kaszel, ból gardła. Czy marzy o przedszkolnych zabawach, czy woli poleżeć w łóżku. Przy zapaleniu ucha też nie zawsze występuje gorączka, przy silnym suchym kaszlu też nie - ale to czy znaczy, że dziecko nie jest chore? No cóż. Współczuję takim maluchom.

      • alicjontko Re: ewela38 12.03.13, 18:37

        Misiekjasiek- no bo widzisz, napisały co wiedziały, jedna mnie od histeryczek powyzywała zanim doczekała się mojej odpowiedzi co mam na mysli pisząc o zaburzeniach odporności...
        Druga każe Ci dzieci zamknąć, mi zapewne też, najlepiej niech siedzą tylko w domu albo w namiocie tlenowym w szpitalu. Szczerze mówiąc to naprawdę strach się bać, ja chyba wolę już nie drążyć co mają w głowach...Łatwo się przerzucać stwierdzeniami jak to się posyła chore dziecko do przedszkola, dziecku nic nie jest, jaki to wspaniały sposób na zwiększanie odporności, huraaa, huraaa, na pewno skorzystam...
        Gdyby tak dało się zwiększać odporność, taką na poziomie zaburzeń głębszych tylko zdejmowaniem czapek jak słońce zaświeci a nawet ledwo na plusie jest, jeść lody w zimie, i olaboga- zgroza- mieć w sypialni 18 stopni!
        Z milą chęcią poinformuję, że w mieszkaniu mam najwyżej 16 stopni, że wg lekarzy zwiekszyło to "odporność" mojego dziecka, kąpiele zimne też lubi, jestem morsem, dla mnie takie rzeczy to nie są jakieś nieprawdopodobne rzeczy.
        Ale niestety, przed hypogammaglobulinemią, przed neutropenią ją to nie uchroniło.
        Wracając do tematu dyskusji- czy to dziwne, że chciałabym żeby moje dziecko chodziło do placówki do ktorej posyłane są dzieci rozsadnych rodziców? Którzy może coś poza swoją pociechą jeszcze widzą? (To są pytania retoryczne).
      • mamosbartos Re: ewela38 28.03.13, 20:33
        Dziewczyny przyglądam się Waszym wypowiedziom i nie wiem co myśleć. Mój synek poszedł do żłobka jak miał 1,5 roczku. Wcześniej właściwie nie chorował. Zaczęło się kiedy poszedł do żłobka. Mówili nam, że tak będzie. Dla lekarzy to norma. Wiadomo 3 dni w przedszkolu, dwa tygodnie w domu i tak w koło. Niestety w żłobku łapał wszystko, a przechodził choroby ciężko. Myślę, że żadna przesada nie jest dobra, ale jednak nie popieram posyłania chorego malucha do przedszkola. Z tych samych powodów co już zostały opisane. Z moim synkiem chodziły dzieci z katarem, z zapaleniem spojówek, z opryszczkami. Mamy kłamały, że u dziecka to nic takiego, załatwiały sobie karteczki od lekarza. W szatni nie pozwalały dzieciom kasłać. W końcu mój synek zaraził się chorobą Bostońską i się posypało. Trafił do szpitala z ciężkim zapaleniem płuc z wysiękiem i poważnym niedoborem odporności. Do jednej z mam, która twierdzi, że takie dzieci są pod okiem specjalistów!!! Są, od momentu rozpoznania, a co przed? Teraz co miesiąc jeździmy do szpitala, nie chodzi do przedszkola, nie powinien kontaktować się z dziećmi, jego dzieciństwo jest pod znakiem zapytania. Tęskni do dzieci, ale jeśli się zarazi to czeka go leczenie w szpitalu. Jego niestety nie da się zahartować. Wręcz przeciwnie trzeba uważać na wszystko, bo niestety jego układ odpornościowy nie działa. Dostaje sztuczną odporność. Kiedy sami jesteśmy chorzy, chcemy najchętniej zostać w łóżku, a nie iść do pracy i męczyć się tam cały dzień. A dzieci? Szkoda tych maluchów. Jeśli nie dla dobra swoich, to przynajmniej cudzych dzieci zostawcie na kilka dni chorego malucha w domu.
    • karro80 Re: choroba goni chorobę 13.03.13, 15:13
      Sorki, wszystkiego nie czytam, więc jakby się powtarzało to nie czytajsmile

      Moje młode z tych rzadko chorujących mimo przedszkola<gil max 3-5 dni> ale jakoś rok temu, jak minęły te duże mrozy złapała jakąś francę i dostała zapalenia "wszystkiego" okołogardłowego<migdały, węzły duuuże, uszy, co prawda nie duże ale "zapalone">plus malownicze zielone gluty.
      Poszedł antybiol i różne insze przydatne leki.
      Gil został i za tydzień czy dwa była powtórka tylko z zielonym uchem. Paskudne, ale dość szybko przegonione - antybiol ofkors, tym razem przycelowany, bo nie wróciło.
      Usiska zdrowe, dziecko po wybraniu antybiola <z 10 dni był, objawy ustąpiły w jakieś 2 dni> poszło do przedszkola(bo pracować czasem też trzeba) gdzie złapało gila.
      Gil w trymiga przeszedł na oskrzela<z czym nie było problemów nigdy tj nigdy po wyjściu ze szpitala w wieku 5 mies>. Antybiol jednak musiał być do inhalacji z mucololvanu bo drka bała się, że może przejść w bakteryjne, bo młoda osłabiona masakrycznie.
      Na szczęście poprawa szybka<a miałam już ciemne wizje z pobytem w szpitalu i że nie oskrzela a płuca, bo dziecię wciągało żebra prawie do kręgosłupa i bardzo płytko oddychała, tudzież nie jadła i nie piła samoistnie - trza było co 15 min po łyżeczce a to wodę, a to serek czy jakąś niemowlęcą papkę pakować>
      Jak wspominałam dziecię ogólnie nie chorujące do tamtej pory(antybiotyki ostatni raz własnie w szpitalu)- z przedszkola przyniosło li tylko i jedynie zapoznawczy katarek<normalny, przezroczysty>, nawet ospy nie przyniosła<szczepiona po prawdzie była> także taka reakcja dziwna, że po tych uszach<no już niech będą te uszy, na coś czasem można zachorowaćwink> przyplątały się oskrzela ze zwykłego kataru.

      Wnioski są dość oczywiste i mało odkrywcze - antybiotyk, a nawet w krótkim czasie dwa na ową francę<nie wiem co to było, bo posiewu niet, ale usiekło pół rodziny po dwakroć- rzucało się "do gardła" - dorosłym uszy ominęło> osłabił na tyle odporność, że zdrowe już dziecko nie było w stanie zwalczyć zwykłego kataru.

      Pewnie u Was jest to samo - zanim odporność się odbuduje młodzież coś łapie, a któraś z infekcji jeśli była bakteryjna mogła się i nie doleczyć. U nas trwało to też łącznie z jakieś dwa miechy, ta cała seria jakoś końca chyba lutego do świąt<nie wiem, kiedy były w zeszłym roku>, bo tuż przed świętami byliśmy u lekarki z oskrzelami.

      Po 3 antybiotyku dałam młodej sambucol<podawaliśmy to albo immunaron przy przeziębieniach> w dawce najwyższej do jej wieku - czyli tak jakby była przeziębiona.
      Brała to przez ok tygodnia od wybrania antybiola - siedziała przez ten tydzień również w domu tj na spacery chodziła <bo nawet z tym zapaleniem ucha siedziała u dziadków w ogródku - się ciepło na ten czas zrobiło, a dziecię mimo ropnego wycieku i dużych węzłów czuło się całkiem nieźle> ale nie w skupiska ludzi i do przedszkola.

      Po tyg od skończenia antybiola poszła do przedszkola biorąc nadal "chorą" dawkę sambucola. Łącznie dwa tygodnie. I git. Zadziałałosmile Wspomogło na tyle odporność, że wróciła płynnie do przedszkola. I się chorowanie skończyło.

      Fakt, że został dziecięciu glut o którym jakiś czas nie wiedzieliśmy, bo zatkany nos lekarze zwalili na powiększony 3 migdał po tych chorobach<migdał był powiększony, ale nie aż takbig_grin, żeby przytkać nos - w każdym razie po przypadkowym udrożnieniu nosa czytaj podziadkowa histeria okazało się że wyleciały dziwne rzeczy i że dziecko jednak nos ma drożny jak mu zlizie co nieco - ale to temat zupełnie już odrębnywink, zielony i dość obszerny hmm...>

      Ja myślę, że trzeba zainwestować w zdrową i kaloryczną dietę na wzmocnienie ogólne, jeśli można z dwa-trzy tyg minimum potrzymać jeszcze w domu, jakieś probiotyki<pytaj lekarza, ja podaję to co każą do antybiola, kiedyś na zaparcia młodej diclofor i taki specjalny dla atopików jak miała problemy ze skórą, ale może jest coś fajnego teraz>, ponoć odpornośc siedzi w jelitach, spacery tak jak pisałaś oczywiście super sprawa.
      I ja bym ten sambucol własnie tuż przed pójściem do przedszkola i na "wejście" podała.

      To jest przeciwwirusowe ze bzu. Szkody nie poczyni. Z moich obserwacji działa<lepsze od dotychczasowego faworyta immunaronu, który również bardzo lubię> na dziecię i na dorosłych przy początkach przeziębienia. A tak właśnie potraktowałam powrót do przedszkola po antybiotyku. Jako początek infekcji wirusowej.
      Może można podać coś inszego przeciwwirusowego<inosine, grioprinosin???> na wejście - nie wiem. Taka strategia przyszła mi do głowy, żeby spytać dochtórkę, gdyby sambucol był za słaby. Ale dało radę i nie podejmowałam już rozmowy na ten temat z pediatrą, bo jej nie widziałam od tamtej porywink

      O czekaj...one 3 lat nie mają jeszcze? to przedszkole mnie zmyliło. To musisz wsio z lekarzem prowadzącym skonsultować - sambucol jest od 3 - pewnie można podać,nasza się zgodziła na immunaron po 2 roku życia.

      Aaa, no i "tran" z rekina dobry jest - młoda bierze od 7 mies życia w okresach zimowych, czasem zmieniam na inne rybie oleje, ale jak na odporność to sentyment do rekiniego mamsmile

      Uczciwie przyznam się, że młoda brała także w tamtym czasie immunotrofinę w ilości łacznej dwóch flaszek jako środek pomocny przy dużych migdałach<jedna lekarka przepisała, reszta kazała dawać i dokupić jeszcze flachę> - zawiera to glukan i argininę, no i jod ofkors. Glukan ponoć na odporność, wiem, że w kosmetyce działasmile a arginina(prekursor tlenku azotu) jako tako dobra sprawa dla każdego chyba<na hipotrofie kobitom dają w szpitalu, pakerom przed siłką i jako damsko-męski środek na potencjęsmile> ale już ją brała jakiś czas jak poszła "po uszach". No i jakoś spektakularnego działania przy infekcjach nie zauważyłam a przy sambucolu widać było efekty.
      Aha młoda po argininie nie przybrała na wadze gdyby ktoś na to liczył.
      Mimo to przyjemny syropekwink


      No i myślę, że jak nie chorowały do grudnia chodząc do przedszkola to słabej odporności nie były - trza przywrócić stan wyjściowy, co jak widać łatwe nie jestsad
      Zdrówka w każdym raziesmile
      • karro80 Re: choroba goni chorobę 13.03.13, 15:16
        Wybaczta podkreślenie - cuś się "wcisło" nie chcący.
        • ewela38 MCM 13.03.13, 20:10
          absolutnie nie złośliwe bo daleka jestem od tego
          A może jakieś kurteczki z flauszu, płaszczyki są dla dziewczynek. Myślę, że w tym dziecko raczej się nie poci o ile ma kilka warstw bawełny pod spodem
          • mama-cudownego-misia Re: MCM 13.03.13, 20:59
            Ach... Chciałabym. Pewnie by ślicznie wyglądała przez... jakieś 10 minut uncertain. Moje dziecię na dworze zachowuje się jak skrzyżowanie kozy z prosiakiem i wiewiórką - skacze w kałużach, tapla się w błocie, łazi po drzewach, tu się wywali, tam zjedzie na zadku z górki... Szkoda mi jej zabraniać, bo w końcu to lepsze niż terapia SI, ale żaden płaszczyk tego nie przeżyje. Moja własna ukochana zamszowa kurtka z MaxMary, prezent od męża, nie przeżyła ataku czułości umorusanej po uszy młodej. Zostają więc "spieralne" kombinezony, kurtki i ocieplane spodnie, tylko one są tak grube, że o "paru warstwach bawełny" nie ma mowy, chyba że przy -10, a tak to jedna cieńka bluzka i na to kombinezon.
            W ogóle ubrania dziecięce to jest problem. Dobrze przynajmniej, że udało się znaleźć traperki idealne - z goreteksu, futerka i skóry - które co sezonu kupujemy w coraz większym rozmiarze, ale goreteksowych czy sensownie ocieplanych kobinezonów nie znajdziesz, tylko takie jak na Syberię.
            • ewela38 Re: MCM 13.03.13, 22:02
              No tak z flauszem to jest problem bo trzeba czyścić. Ja wychodzę z założeni co się wysuszy to się wykruszy i jakoś dajemy radę, kupuje raczej ciemne i nie czyszczę tak często ale to jednak kłopot tym bardziej, ze nie jest tak ciepłe i trzeba ubrać kilka warstw . Nie mniej skóra oddycha i fakt faktem nie zdarzyło mi się, żeby Mała była spocona. Przepraszam za wszystkie złośliwości
              P.S. mleko matki na katar dla niemowlaka super. Poleciła mi to dr Drzewiecka z CZD. Podobnie jak na chorobę lokomocyjną klejenie pępka plastrem. Wydawało mi się, że to totalna bzdura a też działa. Sama stosuje.
              • mama-cudownego-misia Re: MCM 13.03.13, 22:19
                Ja kupuję zwykle kombinezony tchibo - są odrobinkę mniej watowane, niż reszta. Ale to i tak strój w góry bardziej niż do miasta. W ogóle (i tu się z Tobą zgodzę) producenci idą za zapotrzebowaniem rodziców, którzy dzieci koszmarnie przegrzewają. Ostatnio zbierałam żuchwę z podłogi, jak przy temp. -2 zobaczyłam dziecię ubrane w kurtkę, polar, bluzę, bluzkę z długim, rajstopki, ocieplane spodnie, szalik jak na słonia, czapkę, kozaczk i dwie pary rękawiczek (jedne zintegrowane z kurtką, takie bez palców). Podziwiam je za to, ze w ogóle mogło chodzić.

                I też przepraszam za złośliwości, po prostu podręczny arsenał mi się w kieszeni otworzył, jak przeczytałam, że ktoś dziecko z gorączką wysyła do przedszkola mimo że nie musi, bo siedzi w domu i żaden pracodawca go nie zwolni za karę...

                A ludzie o dziwnych poglądach się zdarzają w każdym środowisku, ale powinien dać do myślenia już sam fakt, że ani zalewanie mlekiem zakatarzonego nosa, ani plastrowanie pępka nie są popularnymi metodami polecanymi przez szerokie rzesze pediatrów (a wiele innych naturalnych środków, jak zioła, syrop z malin itd jest). Zawsze w takich wypadkach odnoszę się z dużym sceptycyzmem do samotnych "geniuszy" twierdzących zupełnie co innego, niż reszta.
                A jeśli chodzi o chorobę lokomocyjną, Tobie może pomóc efekt placebo, ale jakby plastrowanie pępka mogło pomóc na zaburzenia SI czy wadę wzroku, które często leżą u jej podstaw, to dawno by to zostało spopularyzowane. Zresztą moja panna z racji przepukliny miała plastrowany pępek cały pierwszy rok życia, co w niczym nie przeszkadzało jej wymiotować na każdym ostrzejszym zakręcie.
                • ewela38 Re: MCM 13.03.13, 23:33
                  Tak ja wiem, ze co po niektórym gazeta pod tyłek w samochodzie też pomaga ale ja miałam bardzo duży problem z Małą jak miała 16 miesięcy, byliśmy z mężem na szkoleniach w Poznaniu 6 miesięcy i zabieraliśmy tak dziecko, Środki typu Locomotiv są od 3 roku życiu i własnie wtedy lekarka poleciła zaklejać ten pępek. U nas się sprawdziło. Na placebo Mała była za mała myślę. Ale pewnie nie u wszystkich dzieci działa. Ona nam tłumaczyła co się dzieje jak ten pępek się zaklei ale nie pamiętam A do nosa to dwie krople tylko co parę godzin tego cycowego mleka a nie zalewanie smile
                  A co do przegrzewania ja nie mogę na to patrzeć jak dzieci są ubierane. Widzę jak matki rozbierają je w przedszkolu gdzie większość dowozi dzieci samochodami ( prywatne, do państwowego się nie dostała ). W przedszkolu nauczycielki chodzą w bluzkach z krótkim rękawkiem bo tak ciepło a dzieci w swetrach. Dla mnie to równoważne z przyprowadzeniem chorego dziecko bo wiadomo, że to też będzie chore.
                  • carmita80 Re:ewela38 14.03.13, 08:53
                    Dzieki za twoje zdanie w temacie. Widze, ze mamy podobne podejscie, szkoda ze tak odosobnio e na tym forum (zreszta nie tylko na tym). Dzis rozpoczal sie osmy dzie infekcji wirusowej u mnie, kicham, kaszle, mam bol glowy, plecow, do wczoraj ani troche lepiej mi sie nie zrobilo, zobaczymy po dzisiejszym dniu. Nie biore zadnych lekow, wyjatkiem byla jedna tabletka paracetamolu wczoraj bo bol glowy i plecow byl zbyt uciazliwy. Ostatnio mialam infekcje ponad 2 lata temu wiec ta jest ok tak dla pobudzenia ukladu immunologicznego wink Dzieci zdrowe, ale one zdazyly sie intensywnie uodpornic. W lozku nie leze, bo to niewykonalne, goraczki nie mam.
                    Przeczytalam twoje wypowiedzi i wyglada na to, ze postepujemy podobnie przy infekcjach ale i nieprzegrzewamy. Tak, temperatura pomieszczeniach tez ma znaczenie, oczywiscie chlodniej to lepiej, ale standardem jest u wielu ponad 22 stoonie czy to w dzien czy w nocy plus dzieci ubrane cieplo czyli rajstopy, spodnie, podkoszulki z krotkim, dlugim, swetry czy polarki uncertain moja zasada - jak lekko sie da, zreszta lekkie wychlodzenie jest mniej szkodliwe niz przegrzanie. Moj 5-latek nie mial rajstop pod spodniami ani razu, on wogole nigdy nie mial rajstop, owszem temp na minusie tez sa wink spodnie nosi cienkie (uniform takie przdwiduje a jeszcze do niedawna obowiazywaly krotkie spodnie caly rok), ma skrpety na nogach, bawelniany polo t-shirt z krotkim rekawem i bawelniany jumper z dlugim i taki stroj nosi przez wieksza czesc dnia plus kurtka na zewnatrz, choc czesto rozpieta albo zdjeta. Czapka to juz na spora zimnice, w praktyce prawie wcale. Mlody ma lekcje plywania raz w tygodniu (prywatne) wlosy dlugie, nigdy ich nie suszymy, a on tak wybiega z mokrymi i popijajac slush (zmielony lod smakowy) biegnie po trawie, zima gdy deszcz i snieg pada albo przymrozi tez i zdrowy jak przyslowiowa rybka. Ja nie nalegam na stroj, wklada co uwaza (wolny czas) jesli idzie np. na rower bez kurtki zima i mu cieplo to w porzadku. Generalnie szczepienia wszystkie wg kalendarza, z infekcjami bez goraczki, wymiotow, biegunki normalnie do przedszkola, szkoly itd (choc od paru lat rzadko cokolwiek lapie, a jesli to przechodzi szybko) zero suplementow, lekow przy wirusowkach, zadnego przegrzewania, mnostwo aktywnosci fizycznej w kazdych warunkach pogodowych, normalna dieta czyli wszystkiego troche, chlodno (tzn. normalnie) w domu. Frekwencja 100% (tak jak u wiekszocsci dzieci w kazdym wieku) i silny, prawidlowo dzialajacy uklad immunologiczny. Warto zmienic podejscie, ale w Polsce na to potrzeba zmiany mentalnosci a to praca dla opieki zdrowotnej, lekarzy przede wszystkim. Pozdrawiam.
                    • misiekjasiek carmita 14.03.13, 11:08
                      Infekcję masz już 8 dzień, może się przegrzałaś? Rajstopy założyłaś, albo czapkę i choroba murowana? Też biegasz z mokrymi włosami po basenie na mrozie - może się nie przebiegłaś w tamtym tygodniu, biedna, trzeba było zrobić rundkę, nie chorowałabyś. Oj, sorry, przecież nie masz gorączki, to nie jesteś w ogóle chora. Kaszel, kichanie i ból głowy to nie jest choroba, więc nie widzę powodu do leżenia w łóżku. Marsz do pracy. Skoro nie masz gorączki, plecy nie mają prawa boleć, przecież dziecko bez gorączki też musi chodzić do przedszkola i nie pytasz go, czy coś boli.
                      Ja jestem za tym, żebyś dziecku w ogóle nic nie zakładała, moim zdaniem jego układ immunologiczny będzie jeszcze bardziej wzmocniony, jak pozbędziesz się wszelkich ubrań. I sobie też nic nie zakładaj, bo siebie rozumiem tak samo hartujesz jak dziecko?
                      Z drugiej strony tak rozwlekle opowiadasz o puszczaniu dziecka do przedszkola podczas infekcji, znasz zależności między grupowym chorowaniem a izolowaniem w domu itd. No a w ostatnim poście piszesz, że dzieciak mało co choruje, od paru lat bardzo rzadko cokolwiek łapie a jak coś już cudem złapie to szybko przechodzi. No to jak to w końcu jest?

                      Śmiejecie się ze skrajności matek przegrzewających ale jest też coś pomiędzy fanatycznym przegrzewaniem i fanatycznym hartowaniem. Jest zdrowy rozsądek.

                      Komentowanie ubioru cudzych dzieci jest baaaardzo popularne na wszystkich forach. Ja również widzę dzieci znajomych, które duszą się w kombinezonach zimowych na ciepłym przedwiośniu ale wiecie co... niech carmita będzie zadowolona ze swojego rusałka pląsającego z rozwianym mokrym włosem, niech zwykła matka będzie zadowolona, że ubiera dziecko adekwatnie do pogody a nie pory roku i niech ta matka, która okuta dziecko w śpiwory i koce też będzie zadowolona. Bo to nie komentujący będą użerać się z chorobami.
                      Druga sprawa, zwracanie uwagi też jest bardzo popularne. Aż gryzie w język, no trzeba powiedzieć tej babie, weź rozbierz dzieciaka... Dajemy sobie takie prawo do komentowania cudzych zachowań bardziej niż swoich smile Ja nie zwrócę uwagi matce przegrzewającej dziecko, bo sama wiem, jak mnie wkurzały uwagi sąsiadek pt. "to dopiero początek kwietnia a chłopcy bez czapki!?!?!?!?"
                      • carmita80 Re: carmita 14.03.13, 11:36
                        misiekjasiek napisała:

                        > Infekcję masz już 8 dzień, może się przegrzałaś? Rajstopy założyłaś, albo czapk
                        > ę i choroba murowana? Też biegasz z mokrymi włosami po basenie na mrozie - może
                        > się nie przebiegłaś w tamtym tygodniu, biedna, trzeba było zrobić rundkę, nie
                        > chorowałabyś. Oj, sorry, przecież nie masz gorączki, to nie jesteś w ogóle chor

                        > a. Kaszel, kichanie i ból głowy to nie jest choroba, więc nie widzę powodu do l
                        > eżenia w łóżku. Marsz do pracy. Skoro nie masz gorączki, plecy nie mają prawa b
                        > oleć, przecież dziecko bez gorączki też musi chodzić do przedszkola i nie pytas
                        > z go, czy coś boli.

                        Widac rozdraznilam kogos i to bardzo big_grin no, taka mentalnosc wlasnie o jakiej napisalam, nawet swiatelka w tunelu nie widac big_grin owszem, moja jedna infkcja raz na dwa lata to pozadana jest, ale przeciez nie pojmiesz, tak samo jak nie do pojecia jest, ze nie trzeba sie zakutac aby nie zachorowac. Jak widac bez lezenia (caly czas funkcjonowalam normalnie, bo fakt goraczki nie mialam wiec ciezko chora nie bylam) i bez kilku(nastu) specyfikow w tym antybiotykow mozna wyzdrowiec - dzis czuje sie duzo lepiej. Uklad immunologiczny dziala. smile
                        Moje dzieci lapaly infkcje wirusowe glownie w pierwszym sezonie jesienno-zimowym w przedszkolu mialy wtedy 12-18 m-cy a pozniej zdarzalo sie sporadycznie dlatego choruja rzadko od kilku lat teraz maja 5.5 i 10 smile widze ze jestes tak zirytowana ze nie dociera do ciebie co czytasz. Spokojnie, wrzuc na luz. Te ciagle straszne maratony chorobowe polskich dzieci maja swoje przyczyny wlasnie w podejsciu. Mity, mity, nieprawdziwe informacje na temat przyczyn infekcji i nie majace nic wspolnego z dowodami medycznymi i zdrowym rozsadkiem na ktory sie powolujesz postepowanie zarowno wiekoszosci rodzicow jak i lekarzy sa powodem takiego a nie innego stanu. Oczywiscie dochodza jeszcze inne czynniki jak zanieczyszczeni srodowiska ale to nie jest glowna przyczyna. O ile nie nastapi zmiana mentalnosci (lekomania, hiopochondria) oraz edukacja (zadanie dla szkol, opieki zdrowotnej) to nic sie zmieni. Lekarze tez czesto sie poddaja wobec zadan przepisania czegos, bo w koncu infekcja musi zniknac, najlepiej od razu. Ja wiem, ze dla wiekszosci wyjscie z basenu w pogode inna nic upal z mokrymi wlosami to hard core, wiem na pewno beda chore zatoki, reumatyzm i wszystko wyjdzie za 20-30 lat wink
                        • misiekjasiek Re: carmita 14.03.13, 18:27
                          Nie rozdrażniłaś, tylko rozśmieszyłaś.

                          Gdyby to wszystko było takie proste, byłoby super smile Niestety nie jest - o czym już pisałam wyżej, więc nie będę tego powielać.

                          Acha. Carmita, jesteś ponoć rodzicem wcześniaka. Powinnaś wiedzieć, że za większość infekcji u takich dzieci odpowiadają poranione płuca, które po dłuższym okresie intubacji dostają porządnie w kość i długo trwa, zanim dojdą do siebie. Tutaj niestety nic nie zależy od podejścia i mitów na temat infekcji, opierasz się tylko na stereotypie "matki polki przegrzewającej" i myślisz bardzo ogólnie.
                          Dlatego na TYM forum nie spotkasz się z poklaskiem na temat swoich poglądów, bo dla większości są po prostu krzywdzące. I powinnaś o tym wiedzieć, że głosisz prawdy nie mające nic wspólnego z rzeczywistością dzieci po BPD, astmatyków, z ZZO. To jest ta subtelna różnica, której zdajesz się nie rozumieć albo nie chcesz zrozumieć.
                          I to próbuje przekazać m.in. alicjontko, którą denerwują takie złote rady. Wybacz carmita, ale u nas wysłanie dzieci tak obciążonych na dwór po basenie = ciężka infekcja leczona w szpitalu i nie ma tutaj nic do rzeczy hartowanie, przegrzewanie, chuchanie i dmuchanie. Tutaj w grę wchodzą zupełnie inne kryteria i trochę się ośmieszasz wmawiając nam, że choroby naszych dzieci to efekt naszego "podejścia". To możesz sugerować matkom z forum małe dziecko czy zdrowie dziecka i tam się licytować, która jest fajniejsza.

                          Och, pomijając fakt, że moje chłopaki niestety nie znają basenu. Baaardzo chciałabym ich zabrać ze sobą - sama regularnie pływam - niestety w naszej okolicy nie ma basenu ozonowanego, są tylko chlorowane. Dziecko z astmą i skłonnością do natychmiastowej obturacji oskrzeli + wilgotna, gorąca szatnia + chlor = kłopoty. Bez znaczenia, czy puszczę w stroju Adama, stroju płetwonurka, w worku lnianym czy futrze z norek.

                          Jestem ciekawa, jakbyś się zachowała mając dziecko, które we wtorek wieczorem jest w 100% zdrowe - po zetknięciu się z przeziębioną osobą - rano w środę ma już zapalenie oskrzeli z obturacją. Bez gorączki! Może iść do przedszkola?
                          • misiekjasiek Re: carmita 14.03.13, 18:28
                            * jak byś
                  • aga-600 Re: MCM 14.03.13, 18:02
                    bylam dzisiaj na spacerze z mala jakies 20 min. pod blokiem spotkalam kominiarza;a mala to nie za lekko ubrana? tak dzisiaj zimno!!!!!obcy facet! wiec ja do niego , ze ona caly czas chodzi a wlasciwie biega(ma prawie dwa latka) wiec lepiej zeby sie nie spocila! a miala czape , szalik , plaszczyk zimowy i spodenki sztruksowe. aj ci ludzie......sada odpukac jest zdrowasmile))
                    • motylk-kk Re: misiekjasiek 15.03.13, 10:16
                      misiekjasiek - masz rację choroba u dzieci wcześniaków rozwija się w szybkim tempie...jakiś czas temu u córeczki początek zapalenia oskrzeli antybiotyk taromentin po którym dostałą skutek uboczny biegunka szpital dwie kroplówki. Po tygodniu ponowny antybiotyk SUMAMED FORTE najsilniejsza dawka jaką można podać dziecku 3-letniemu po ok 18 godz od ostatniej dawki antybiotyku pojawiła się gorączka, oskrzelowe zapalenie płuc 10 zastrzyków po ok dobie od ostatniego zastrzyku zapalenie ucha ponowny antybiotyk.
                      Dzisiejsza poranna rozmowa dwóch mam w przedszkolu moja Hania w nocy miała gorączkę przyprowadziłam ją do przedszkola, jeżeli wychowawczyni zadzwoni że Hania źle się czuję to po nią przyjadę - wcześniej, a tak będzie do 15 - scyzoryk otworzył mi się w kieszeni już miałam odpowiedzieć co o tym myślę, ale jakoś zabrakło mi odwagi...
                      z innej beczki: czy soda oczyszczona + zwykła sól kuchenna do inhalatora na kaszel i katar.
                      • lazy_lou ... 06.04.13, 03:07
                        pozwole sobie sie wtracic, bo chyba sedno tej dyskusji lezy w niedoprecyzowaniu pojec.
                        Carmita mowi o dzieciach zasadniczo zdrowych (bez obciazen) a polaa, alicjatko i misiekjasiek- o dzieciach z niedoborami odpornosci, z dolegliwosciami towarzyszacymi.
                        I to jest niestety zupelnie inna kwestia.
                        Tak jak w boksie- z jakis powodow sa klasy i podzialy wagowe i raczej latwo przewidziec wynik sparringu zawodnika z wagi koguciej z kolesiem z wagi ciezkiej...
                        Chociaz niby zasady te same, to jednak w praktyce jest to nieco inna rozgrywka.

                        I zasadniczo zgadzam sie z carmita i ewela. ZDROWEMU dziecku (zdrowe=bez obciazen) katar czy kaszel raczej nie wyrzadzi krzywdy typu zapasc, smierc, zapalenie miesnia sercowego, obturacyjne ciezkie zapalenie pluc itp. (oczywiscie RACZEJ nie rowna sie NA PEWNO- ale ryzyko jest podobne jak przy przechodzeniu na zielonym swietle- tutaj tez RACZEJ ufamy, ze kierowca sie zatrzyma...)

                        I od jakiegos czasu postepuje tak jak kontrowersyjne dziewczyny: posylam do placowek edukacyjnych z gilem. Warunek (tak, wiem, egoistyczny) ze dziecko ogolnie czuje sie dobrze i chce isc do szkoly. (zasadniczo lubi szkole, wiec licze ze nie sciemnia wink )

                        Na poczatku kariery przedszkolnej zatrzymywalam z kazdym katarem i przy pierwszym kichnieciu. Nic to nie dalo, poza tym ze w drugim roku chodzenia do przedszkola Synu nie znal imion wiekszosci kolegow, bo bywal tam gosciem.
                        Wtedy wyluzowalam, i dziecie zostawalo w domu tylko wtedy, kiedy sygnalizowal zle samopoczucie. Jak dotad dziala. W drugiej grupie chory byl ze dwa razy w ciagu roku. (chory=goraczka, poladanie sie, spanie po 18godz, suchy kaszel)
                        Bardzo mozliwe, ze dolozyly sie do tego leki antyhistaminowe, ktore wtedy zaczal dostawac, nie wiem.
                        Niemniej w tym roku do szkoly (powtarzana zerowka) nie poszedl tylko wtedy, kiedy nam sie nie chcialo wstac wink

                        Aha, oczywiscie z wyraznymi oznakami choroby siedzi w domu. Przerobilismy wirusa Coxackie i przesiedzielismy w domu az do ostatniego "pryszcza" na rekach. (jakies 3 tyg bo uparte bydle nam sie trafilo ;/ )
                        Niemniej gdybym miala zatrzymywac go przy kazdym kichnieciu i katarze, musialabym sie zdecydowac na prywatna edukacje domowa.
                        A na to ani mnie nie stac, ani nie uwazam jej za cos godnego wyboru.



                        ps. poczytajcie o lesnych przedszkolach smile
                        co wrazliwszym radze przedtem zaopatrzec sie w waleriane tongue_out

                        • mama-cudownego-misia Re: ... 06.04.13, 08:28
                          Akurat u Ciebie, Lazy, wysyłanie chorego dziecka do szkoly mnie nie dziwi.

                          Chciałabym tylko zazmaczyć, ze zapalenia mięśnia sercowego po niedoleczonej grypie czy niedosłuch związany z nieleczonym zapaleniem migdałków i wiecznym gilokaszlem zdarzają się właśnie zdrowym dzieciom. O te z obciażeniami ich matki dbają i nie wysyłaja ich jak kretynki do przedszkola, jeśli są chore.
                          I to własciwie tyle w temacie...
                        • eter.nal Re: ... 06.04.13, 09:54
                          poczytałam o leśnych przedszkolach, wcześniej nie słyszałam o nich.

                          myślę, że posłanie lekko przeziębionego dziecka na cały dzień do lasu to pestka w porównaniu z siedzeniem w przeciętnym przedszkolu - tzn gorąco jak na hawajach i duszno, okien się z zasady nie otwiera i na dwór nie wychodzi. wtedy to dopiero się można pochorować, cały dzień kisić się w dusznej sali pełnej smarkających dzieci. to jest hardcore nie dla wrażliwych
                          • eter.nal Re: ... 06.04.13, 09:59
                            a z innej beczki. koleżanka pracuje w przedszkolu i mówi, ze liczba chorujących dzieci bardzo spadła od kiedy wywalili na śmietnik wszystkie pluszaki i inne kurzozbiercze a nowa dyrektorka zarządziła regularne częste pranie dywanów (czego wcześniej raczej nie robili)
                        • misiekjasiek lazy lou 06.04.13, 11:13
                          Tutaj nie chodzi o porównywanie dzieci zdrowych i obciążonych.

                          Chodzi o to, że Ty posyłasz do przedszkola/szkoły chore dziecko (nie widząc w tym nic złego albo inaczej, nie widząc nic poza czubkiem własnego nosa) a moje dziecko nie może iść do tego przedszkola, bo zarazi się od Twojego i chociaż Twoje wyzdrowieje i nie będzie miało żadnych problemów ze zdrowiem, moje może ciężko zachorować. Taka jest różnica. Gdyby do przedszkola chodziły dzieci zdrowe a te z rozwijającą się infekcją byłyby z tego przedszkola zabierane do domu, dzieci obciążone miałyby szansę poznać, co to znaczy przedszkole i grupa rówieśnicza.
                          Nauka czy siedzenie w domu dla jednych może być mało atrakcyjnym wyborem, dla innych jest niestety jedynym wyjściem i głupota innych rodziców jest jedną z przyczyn.

                          Moje dzieci mają styczność z rówieśnikami, są to tylko dzieci zdrowe i okazuje się, że sam kontakt z nimi ich nie zabija - tak więc przedszkole byłoby możliwe, gdyby były spełnione takie warunki. Wydawałoby się, podstawowe ale nie dla wszystkich możliwe do zrozumienia.

                          Acha, "byle kichnięcie czy kaszlnięcie" także zdarzają się u dzieci obciążonych i nie są przyczynkiem rozwoju poważniejszej choroby, mówimy tutaj o typowym przeziębieniu czy poważniejszej infekcji. Kichnąć dziecko może od kurzu, więc to nic strasznego. Gorzej, jak ma gilposampas i rodzic nie robi nic, żeby najpierw wyleczyć a później posłać do przedszkola.
                          • lazy_lou MCM 06.04.13, 20:19
                            A ja bylam ciekawa, Beato, czy bedziesz w stanie wzniesc sie ponad niziny osobistych animozji. Dobrze obstawialam smile


                            Miskujasku, rozumiem twoja zlosc na swiat i pretensje do niego, ze nie jest idealny, niemniej wydaje mi sie ze bedzie trudno ci przekonac caly swiat, by siedzial we wlasnych 4 scianach przy kazdym kichnieciu ktore MOZE zwiastowac rozwijajaca sie infekcje. W okresie jesienno-zimowym kichaja i pratkuja wszyscy dookola, wlaczajac czesto panie wychowawczynie w przedszkolu. Ale jesli to ci jakos uprosci zycie- moge byc ta zlą i winna.
                            • t.tolka Re: MCM 06.04.13, 21:27
                              W szkole, do ktorej chodza moje dzieci rodzic moze uspawiedliwic dziecku 3 dni w ciagu roku. Pozostale nieobecnosci musza byc potwierdzone przez lekarza. A lekarz daje zwolnienie przy temperaturze powyzej 37, i powaznych schorzeniach typu zapalenie pluc. Katar ropny nawet, kaszel to nie powod do zwalniania dziecka. Moze mi sie to nie podobac, ale tego nie zmienie. Mlody ma nawracajace zapalenia krtani, w Pl siedzial w domu, tu chodzi do szkoly. Mam waty - prosze dziecko uczyc w domu - taka jest odp.
                              Nie mam na to wplywu, taki kraj.
                              Mlody jest oczywiscie i tutaj uznany jako dziecko niepelnosprawne, miedzy innymi z kwalifilacja do operacji krtani.
                              Czyli nihil novi. Chore dzieci w szkole sa norma.
                              I zeby nie bylo - rozumiem obawy, bo sama takie mialam. A teraz mieszkam w kraju z swietna opieka zdrowotna i widze jakie maja podejscie do trzymania przeziebionych dzieci w domu. I to nie rodzice posylaja te dzieci do szkoly, tak postepuja lekarze.
                              • t.tolka Re: MCM 06.04.13, 21:40
                                Czyli wychodzi, ze maja w nosie bezpieczenstwo dzieci obciazonych. Ale przeciez swietnie o tedzieci dbaja, zapewniaja prawie wszystko. Czyli co? Nie ma az takiego ryzyka? Nie wiem. Napisalam dla przykladu, ze tak jest i juz.
                                • mama-cudownego-misia Tolka 07.04.13, 08:34
                                  Jak 37 ma być temperaturą graniczną, to prosze bardzo. Pomierz przez parę dni popołudniami temp. swojej rodzinie, założę się, ze większość z nich, mimo że zdrowa, w okolicy 18.00 ma 37,0 albo trochę więcej. Tak naprawdę granica wyznaczona przez Waszego lekarza jest bardzo restrykcyjna i zapewnie każdna najdrobniejsza nawet infekcja wystarczy, zeby ją spełnić.
                                  • t.tolka Re: Tolka 07.04.13, 12:20
                                    Coz wydawalo mi sie, ze precyzyjnie napisalam, ale teraz czytam i jednak nie: temperatura powyzej 37 i zapalenie pluc, zapalenie oskrzeli. Mlody ma zapalenia krtani bez temperatury, nocami sie dusi, czasem podajemy tlen i MUSI chodzic do szkoly, bo lekarz nie widzi przeszkod. dzieci z angina i nizsza temp tez chodza, pierwsza tak chodzila - miala 37,5 i migdaly jak baniaki, katar ropny i slaba byla, lekarz jedynie wypisal zwolnienie z wf, do szkoly musiala isc.
                                    tak z ciekawosci jak bedziemy na kntrolnych w szpitalu to zapytam jakimi kryteriami wobec dzieci obciazonych sie kieruja.
                            • misiekjasiek lazy lou 07.04.13, 11:05
                              Nie, u mnie nie ma złości czy rozgoryczenia, przyzwyczaiłam się do tej sytuacji już dawno. Poza tym nie wymyśliłam sobie z kosmosu tych "żali", to są wytyczne lekarzy wszelkiej maści - do których się stosuję. Lazy jesteś mi obojętna, bo Twoje dziecko nie jest w stanie zarazić moich dzieci (na szczęście), więc jest to dyskusja na poziomie czysto teoretycznym.
                              Być może polscy lekarze są mniej douczeni od tych światowych, ale trudno. Mieszkam w Polsce i to oni mają decydujące zdanie odnośnie leczenia chłopców.
                              Poza tym wystarczy mi historia, która miała miejsce ponad rok temu po naszym okazyjnym pobycie w przedszkolu dwa dni pod rząd. To właśnie ten wirus złapany w przedszkolu spowodował chorobę chłopców, która w późniejszym czasie u Michała była powikłana przez nieudolne działanie lekarzy w szpitalu. Tym się kieruję w swoim postępowaniu i myśleniu - doświadczeniem - a nie sądami "być może", "prawdopodobnie", "a gdyby".
                              • t.tolka Re: lazy lou 07.04.13, 12:25
                                I ja cie doskonale rozumiem. Tyle, ze ta dyskusja dala mi do myslenia. I dlatego, jak napisalam wyzej, zapytam lekarzy.
                                ja po prostu nie mam wyboru - brak szczepienia jakiegokolwiek to zakaz wchodzenia do budynku szkoly. najmlodsza miala specjalna komisje, ktora wstrzymala jej szczepienia, bo istanialo zagrozenie zycia (no tak reaguje), a i tak rodzice w jej klasie musieli wyrazic zgode, aby chodzila z ich dziecmi, bo jest nieszczepiona. Bylo spotkanie z lekarzem i ze mna i wyrazili zgode. Niemniej calosc trwala dlugo. A z drugiej strony chore dzieci chodza do szkoly i nie maja prawa jej opuscic bez zgody lekarza.
                                musze to rozgryzc.
                                • dorkamamakacpra Re: lazy lou 07.04.13, 12:41
                                  hej,ja się tak wtrącę z boku.Tylko w Polsce chyba jest taki chory system,chodzi mi o nfz,bo co chwila słyszę o właśnie takich cudach.Jestem za tym żeby na przykład przynosić zaświadczenia od lekarza że dziecko jest zdrowe i może chodzić do przedszkola ale jak czytam że lekarz rodzinny(pediatra),nie widzi przy zapaleniu oskrzeli lub krtani i wysyła dziecko do szkoły bo nie chce mu się wypisać zwolnienia to mi się włos na głowie jeży.Mam pytanie,w jakim mieście mieszkasz?pytam z czystej ciekawości
                                • misiekjasiek Re: lazy lou 07.04.13, 12:41
                                  Tolka, (pomijając już kwestie które dziecko złapie i jak daleko to zajdzie) takie postępowanie - wydaje mi się - nie jest powodowane dobrem dziecka a za wszelką cenę spełnienia obowiązku szkolnego (?)
                                  Piszesz, że dziecko z anginą posyłane jest przez lekarza do szkoły. Wielokrotnie miałam anginę i ścinało mnie z nóg, nie byłam w stanie jako dorosła osoba funkcjonować, chodzić do pracy. Dwa lata temu w czerwcu miałam anginę, nie byłam w stanie zajmować się chłopcami i tydzień leżałam plackiem.
                                  Powiedz mi, jaka jest jakość nauki chorego dziecka, jak ono się czuje i dlaczego dobro szkoły stawianie jest ponad dobro dziecka? Człowiek chory sam kładzie się do łóżka, czuje się źle, przy takich infekcjach często jest osłabiony. A co dopiero małe dziecko. Już pomijając powikłania po przechodzonej grypie, o których się tak trąbi. Wątpię, że takie powikłania występują tylko w naszym kraju a po przekroczeniu granicy cudownie znikają.
                                  Szczerze mówiąc, jestem przerażona. Jeśli piszesz o Miłoszu, jeśli wymaga tlenu w nocy i poważnie choruje - jestem przerażona tym, że system wypiera zdroworozsądkowe myślenie i nakazuje posłać chore dziecko do szkoły. GŁUPOTA. A co zrobią, jak zostawisz go w domu? Zapłacisz grzywnę, pójdziesz do więzienia czy zostaniesz skazana na prace w kamieniołomach?
                                  Śmieszne to jest i przerażające na przykładzie podejścia do szczepień, o których piszesz. Jedno zaprzecza drugiemu, bo dziecko np. bez szczepienia p/ko pneumokokom nie może wejść do szkoły a dziecko mające zakażenie tego typu musi iść do szkoły? Podobne postępują z ospą i grypą?
                                  • polaa27 Re: lazy lou 07.04.13, 13:05
                                    Tolka, ale czy wszyscy lekarze tak tam uważają? czy tylko Wy trafiliście na jakiegoś bałwana? Bo jeśli wszyscy lekarze tak postępują i przy POWAŻNYCH chorobach nie zatrzymują dzieci w domu to chyba musi być tam dużo wygranych procesów. Bo z katarkiem dziecko moze sobie chodzić. Ale jak przechodzi grypę i będzie miało np. zapalenie mięśnia sercowego i konieczność przeszczepu serca to już współczuje głupoty i lekkomyślnosci lekarzy, no i niestety rodziców, którzy na to się godzą.
                                    • t.tolka Re: lazy lou 07.04.13, 13:34
                                      Pola, ale przy grypie goraczka jest dobijajaca, nie? Wiec dziecko zostaje w domu. Ale juz katar ropny, angina, zapalenie krtani, nie zawsze skutkuja goraczka i dziecko idzie i zaraza.
                                      Ja po prostu nie myslac dostosowalam sie do zasad, bo nie mialam wyboru. A teraz zaczelam myslec (lepiej pozno niz wcale) i zastanawiam sie jak to dziala i dlaczego.
                                      zaskoczona zostalam dopiero ostatnio (moje dziewczyny prawie nie choruja), gdy mlody z kaszlem takim ,ze pluca wypluwal szedl do szkoly. I nikt nie widzial problemu.
                                      bede miala okazje to popytam czy tak jest wszedzie i na jakich podstawach takie ustalenia.
                                      • misiekjasiek Re: lazy lou 07.04.13, 13:50
                                        Przy anginie gorączka też potrafi dobić, nawet długo utrzymujący się stan podgorączkowy jest wyczerpujący. Już nie wspominając o koszmarnym bólu gardła. Rozumiem, że w szkole dziecko otrzymuje od nauczyciela czy higienistki (?) leki, czy samo je sobie podaje?
                                        Tolka, jeździmy po różnych lekarzach i nie ma możliwości, żeby siali propagandę czy trzęśli się niepotrzebnie nad Michałem. Zawsze słyszę jedno: nie ma czegoś takiego jak przechorowanie u dzieci obciążonych, to jest mit - kolejne choroby przyczyniają się do osłabienia organizmu a nie jego wzmocnienia. Czyli im rzadziej chłopcy chorują, tym większe mają szanse na dojście do normalnego stanu. U nas chorują płuca, czyli każda kolejna infekcja dróg oddechowych je obciąża, powoduje większy wysiłek i większe spustoszenie.
                                        Wiem, co to znaczy zapalenie krtani i jak może wyglądać (przechodziliśmy w sierpniu z tow. obturacją oskrzeli) i jeśli macie tlen, to na pewno postać tego zapalenia jest bardzo silna. Dziwię Ci się, że znając zagrożenie, wysyłasz do go szkoły. To nie jest kichnięcie, nie o takich rzeczach tutaj mówimy, jak się niektórym wydaje.
                                        • t.tolka Re: lazy lou 07.04.13, 14:03
                                          Nie kwestionuje decyzji lekarzy w Pl, ba nawet uwazam je za rozsadne. Zreszta sama przez to przechodzilam. Po prostu ta dyskusja i ostatnia choroba mlodego zbiegly sie w czasie i zmusily mnie do zmierzenia sie z problemem.
                                          Tak, w razie koniecznosci dziecko dostaje w szkole leki od pielegniarki.
                                          Nie wyjechalam do raju, wyjechalam jedynie do zwyczajnego kraju, ktory daje mi szanse na normalne zycie, a mlodemu na samodzielnosc. Wszedzie sa absurdy, takie zycie.
                                          a mlody ma problem z krtania, bo on rosnie a krtan ma takie zrosty, ze nie rosnie. trzeba operowac, i oczywiscie bez kolejki natychmiast chca go operowac. Ale neurolog nie wyraza zgody, bo operacja jest obciazona zbyt duzym ryzykiem. Bledne kolo. Zwezona krtan z obturacja oskrzeli (u nas czeste) prowadzi do niedotlenienia, stad podawanie tlenu. Wiosna przyszla, wiec do jesieni mamy spokoj - ja natomiast podraze temat.
                                          I mam prawo nie posylac go do szkoly - skladam wtedy oswiadczenie o nauczaniu domowym i go ucze. W Pl jest tak samo.
                                          Nie zostane ukarana jesli zdecyduje sie uczyc dziecko w domu dla ochrony jego zdrowia, kara spotka nas jesli decydujemy sie na edukacje w szkole i nie stosujemy sie do zasad.
                                          • mamaduo Re: lazy lou 07.04.13, 14:30
                                            hmm Tolka to dziwne co piszesz takie podejscie - bo generalnie moje dzieciaki nawet chore maja niespozyte poklady energii - w wiekszosci wypadkow. Ale sa takie stany, ze niby nic im nie jest, ale spia caly dzien (nic im nie jest w sensie, ze sa przeziebione, a nie np. zapalenie oskrzeli czy ucha) - teoretycznie musialby isc do szkoly? Ostatnio tak bylo - Jakub niby lekkie przeziebienie, ale katar tak podrazanial gardlo, ze mlody kaszlal cale noce, wiec nie spal i odsypial w dzien. Nie mial temperatury. Hmm ciekawe skad takie podejscie, przeciez kaszlace dziecko raz ze sie samo meczy a dwa, ze kaszel przeszkadza w prowadzeniu zajec?
                                            Ja nie mam zalu do smarkajacych i kaszlacych dzieci w pkolu, bo rownie dobrze dziecko moze zlapac cokolwiek wszedzie, swiat sie nie bedzie izolowal, nie mowiac juz o tym, ze nawet zdrowe dziecko czy dorosly moze byc noscicielem bakterii, ktora moje dziecko doprowadzi do choroby.
                                            Bardziej zastanawia mnie posylanie dzieci pod wzgledem ich komfortu i to mi sie nie widzi uncertain
                                            • motylk-kk Re: lazy lou 10.07.13, 21:05
                                              to żadna reklama!!!
                                              Moje dziewczyny nadal chorują determinacja skłoniła mnie (po konsultacji z lekarzem) do podania im Balsam Jerozolimski i efekt rewelacyjny aż trudno to uwierzyć ale 1 dzień i po katarze kaszlu. Czy wy drogie mamy stosujecie ten specyfik, w smaku jest ohydny paskudny, ciężko go przełknąć.
                                              • mama-cudownego-misia Re: lazy lou 10.07.13, 21:39
                                                O ile pamietam, to są po prostu olejki eteryczne z miety, tymianku i czegoś tam jeszcze, przy lekkim katarku mogą zadziałać, ale żadna rewelacja generalnie, ulga raczej chwilowa. Nie nadają się dla mniejszych maluchów i czesto uczulają, więc lepiej ich podanie uzgodnić z pediatrą.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja