córcia ma prawie 16 m-cy, od 9 m-ca wali na nocnik, od m-ca woła na
nocnik i na nr 1 i na nr 2
problem to spacery. zachcialo jej sie dzisiaj w środku lasu mocno nr
2 i po 5 probach wysadzenia na rekach odpuscilismy sobie i gnalismy
czem predzej, na sygnale oczywiscie brzmiacym jako "ee" przerywany
nerwowym krzykiem, do samochodu, gdzie byl nocnik, bo go ze soba
celowo nie wzielismy do wózka, zeby nauczyc ja w koncu zalatwiania w
terenie. pomyslelismy, ze jak ja przycisnie, to zrobi i koniec. ale
nie zrobila. posadzona na nocnik po ok. pol godziny od 1 ee zrobila
kupe w trymiga. to nie byly pierwsze proby, wczesniej tez tak
probowalismy, tez w lesie.....
no i lipa. pręzy się na rekach, wyrywa, próbowałam ja, myslałam, że
źle trzymam, spróbował mąż. to chyba jednak jest kwestia czegoś
innego.
napiszcie kiedy Wasze pociechy zaczęły załatwiać sie w ten sposób?
póki co musze jednak wozic nocnik, w cholere to miejsca zajmuje, ale
co zrobic?