sweet.joan
20.06.07, 21:22
Witajcie!
Dziś będzie bez przechwałek, dziś żalę się i pytam o radę.
Opis sytuacji:
Byłam po przedszkolu z Młodym na placyku. Najpierw ładnie bawił się z jedną z
koleżanek z przedszkola, potem dołączyła druga dziewczynka - wszystko ładnie,
sprawnie, elegancko. Później doszli bracia (jeden też z grupy Młodego, drugi
jakiś rok-dwa starszy). W pewnym momencie ktoś zwrócił uwagę, że Młody jest
najmniejszy z nich, więc musi być najmłodszy, ktoś podchwycił, że to maluch,
że dzidziuś... i już poszło lawinowo. Śmichy-chichy, że dzidziuś, że pewnie ma
dwa latka albo roczek, że pewnie nosi pieluszkę i pełza. Przekrzykiwały się
dzieciaki, kto głośniej, kto śmieszniej.
Młody najpierw próbował coś tam mówić, ale nawet go słychać nie było, potem
widać było, że się zdenerwował, zaczął wołać, że ich nie słyszy i w końcu
stwierdził, że idzie do domu i wyszedł z placyku.
Faktem jest, że młody do dużych i wysportowanych nie należy, jest cichy i
spokojny w porównaniu z innymi dziećmi. Ale wiadomo też, że nie o to tak
naprawdę chodzi. dzieci potrafią być brutalne i zawsze znajda coś, do czego
można by się przyczepić: za mały, za duży, rudy, piegowaty czy cokolwiek bądź
innego - to nie ma znaczenia. I nie każdego małego się uczepią - czy raczej
nie każdy mały/rudy na to pozwoli.
No i ja się teraz pytam, co robić? Jak nie dopuścić, żeby Młody pozwolił robić
z siebie takie pośmiewisko? Czego go uczyć? Co mu mówić? Jak pomóc?
Chcę, żeby umiał sobie radzić w takich sytuacjach. Obawiam się, żeby sytuacje
takie jak ta nie zaważyły w jakiś sposób na jego dalszych stosunkach w grupie
rówieśniczej.
Pomocy!