wojna z czterolatkiem

05.06.09, 11:01
To mój pierwszy post tutaj - normalnie nie udzielam się na forach dziecięcych,
ale dzisiejsza poranna akcja mojego syna przeważyła szalę i muszę się przed
kimś wygadać, a że nie mam przed kim na żywo, to zwymiotuję mentalnie tutaj.
Czy to normalne, że w tym wieku dzieci prowadzą wojnę nerwów z rodzicami? Ja
dzisiaj pękłem, musiałem wyjść na chwilę i głęboko pooddychać, żeby nie
zdzielić go przez łeb tak, żeby się nogami nakrył.
Ma cztery lata, a zachowuje się, jakby miał czternaście. Wszystko jest na nie
- wieczorem CODZIENNIE jest awantura, żeby położył się spać, rano CODZIENNIE
jest awantura przy wstawaniu. Bo on "nie fce, nie wyśpił się, on nie fce do
przeszkola (chociaż uwielbia tam chodzić i codziennie po południu opowiada, że
było super)". Codziennie wchodzę do jego pokoju z pozytywnym nastawieniem -
słoneczny poranek, tata przychodzi obudzić synka do przedszkola. Cholerna
sielanka. A potem w minutę dziesięć nastrój się zmienia o sto osiemdziesiąt
stopni. Najpierw jest chwila przekomarzania - wstawaj, śpiochu itp. On się
uśmiecha, droczy, chowa pod kołdrę, udaje że śpi. Ja stopniowo poważnieję,
mówię "dobra, pobawiliśmy się i wystarczy, wstawaj". I on też wtedy
poważnieje, a droczenie i zabawa przechodzi w wojnę nerwów - kto pęknie
pierwszy. Nie wie kiedy sobie odpuścić, nawet kiedy nie ma już żadnych pozorów
zabawy, a ja stanowczo każę mu wstać i iść do łazienki. Żadne argumenty nie
przemawiają - że się spóźnimy do przedszkola, że musimy iść do pracy. W końcu
muszę go siłą wyciągnąć z łóżka i zapędzić do łazienki, gdzie oczywiście wojna
trwa dalej. Obaj jesteśmy już wk...wieni - a przynajmniej ja, mówię za siebie.
I każdy kolejny krok jest okupiony groźbami, szantażami, nerwami. Najpierw,
żeby poszedł się wysikać. Potem, żeby trzymał siusiaka w ręku - bo czasami w
geście protestu potrafi w trakcie sikania puścić i obsikuje sedes i wszystko
dookoła, włącznie ze sobą. Potem, żeby nie zatrzymywał złośliwie sikania w
połowie, tylko wysikał się do końca. Potem, żeby poszedł umyć ręce, otworzył
usta do mycia zębów, itd, itd. Oczywiście w trakcie ZAWSZE ja nie wytrzymuję i
zaczynam na niego wrzeszczeć, on wtedy zaczyna ryczeć i się obsmarkiwać, co
mnie rozwściecza jeszcze bardziej, i tak się spirala nakręca. Ale oczywiście
na tym nie koniec, bo trzeba się jeszcze ubrać - a w tym stanie syn nagle
dostaje niedowładu wszystkich kończyn, i tak jak normalnie ubiera się szybko i
sprawnie, tutaj siada na łóżku i jedną ręką usiłuje niezdarnie naciągać na
nogę np majtki skotłowane w kłąb, albo koszulkę. A jak ja się drę, żeby
przestał robić focha i się ubrał, bo jest coraz później, to on siedzi jak
klocek, smarka i powtarza tylko "Ale ja nie wiem jak", co mnie już rozpala do
białości.
Do tego dzieciak w ogóle nas nie słucha. I nie chodzi o posłuszeństwo, ale
samo słuchanie. Słuch ma dobry, bo często zauważa jakieś cichutkie dźwięki,
nawet takie, których my sami nie słyszymy. Ale kiedy się do niego mówi, to
jest przysłowiowe "jak do ściany". Zero reakcji, totalne odłączenie narządu
słuchu. A oczywiście jak się krzyknie głośniej, to płacze i zawodzi "Nie ksyc
na mnie!". Czasami dochodzi do tego, że kucam przed nim, patrzę mu w oczy i
mówię coś, kończąc zdanie pytaniem "Co powiedziałem?", a on, chociaż patrzył
mi w oczy cały czas, odpowiada "Nie wiem".

To jest jakiś dramat. Dochodzi do tego, że zaczynam NIE LUBIĆ własnego
dziecka. To jakaś paranoja - kocham go i życie bym za niego oddał bez wahania,
ale jednocześnie go nie lubię, drażni mnie jego towarzystwo, chwila odebrania
go z przedszkola to ten "przykry moment dnia", oddech znów następuje, kiedy
mały idzie spać. Czarę goryczy przepełnia fakt, że mały chyba jakoś to wyczuwa
i swoje uczucia przenosi na babcię, która mieszka blisko i którą często
odwiedza - a babcia, jak to babcia, składa się głównie z pobłażliwości i
wyrozumiałości, pozwala mu na wszystko i go rozpieszcza - nic więc dziwnego,
że jak ma tam luz, a w domu rygor i wrzaski, to dom zaczyna mu się kojarzyć
źle. Wczoraj w przedszkolu było przedstawienie dla rodziców, dzieci rozdawały
rodzicom zrobione przez siebie upominki, a nasz syn, zapytany, dla kogo jest
jego upominek, powiedział "Dla babci" i nie chciał go dać żonie ani mnie. To
była dla nas obojga ogromna przykrość - tym bardziej, że sami widzimy tu swoją
winę, nie dogadujemy się z nim i pewnie dużo rzeczy robimy źle, ale nie
potrafimy wykrzesać z siebie cierpliwości i ciepłych uczuć dla kogoś, kto
dzień w dzień robi wszystko, żeby nas doprowadzić do furii - i to w sytuacjach
już przewidywalnych, kiedy i on, i my wiemy, jak się ta walka skończy.

Wylewam tu swoje frustracje, ale gdzieś muszę. Czytam Wasze wypowiedzi,
zachwycacie się swoimi dziećmi, piszecie, że wniosły w Wasze życie radość i
szczęście - a ja tego u siebie nie widzę, syn mnie męczy i drażni, zabawy z
nim są nudne i odmóżdżające, nie mam dla niego cierpliwości... Brzmi to
okrutnie, ale tak jest, i tak ja to też odbieram - bo nie był efektem wpadki,
to była przemyślana decyzja i teraz czuję, że jestem za niego odpowiedzialny,
wiem, że muszę go kochać i okazywać czułość, żeby odwzajemniał się tym samym,
ale nie umiem - zawsze kiedy robię sobie mocne postanowienie, że będę twardy,
że będę dobrym tatą, że będzie fajnie i jak na filmie, tata i synek, on
potrafi to postanowienie skruszyć w pięć minut, doprowadzając mnie znów do
frustracji i zgrzytania zębami.
    • sommer08 Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 11:18
      Ech, nic Ci chyba nie doradze, bo u nas b.podobne poranne wojny z 6-latkiem
      prowadzimy (wlasciwie to prowadze). I niedosluch jakis gleboki tez mu sie
      przyplatal smile
      Strasznie chce byc niezalezny, decydowac sam chyba...
      Powinnam byc oceanem spokoju i cierpliwosci, dobrze zorganizowanym, zeby dzielic
      czas miedzy nim a jego 10-miesieczna siostra, dawac dobry przyklad, nie
      "dyskutowac" z mezem przy dzieciach no i on (maz) tez powinien wiele rzeczy...
      Chetnie poczytam co inni Ci odpisza smile
    • jagabaga92 Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 11:20
      A komu, kto ma służbę do dyspozycji, chciałoby się coś robić (w tym myśleć).
      Może jeszcze trzeba by mu potrzymać tego siusiaka w ubikacji, a nie tylko
      przypominać, że ma go sam trzymać?

      Ignorowanie jego zachowań to jedyne rozwiązanie. Ustawić zegarek i powiedzieć,
      że do wydzwonienia ma czas na ubranie się i przygotowanie do wyjścia. Jeśli nie
      uszykuje się, to najzwyczajniej w świecie zacząć "wychodzić" z domu. Mój syn,
      gdy widzi, że ubieramy się do wyjścia i nie przejmujemy się tym, że on jest
      nieubrany, jest gotowy w minutę!
      • jagabaga92 Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 11:32
        no i oczywiście CHWALENIE pozytywnych zachowań, przejawów samodzielności oraz
        dopingowanie do samodzielności
    • ga-ti Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 11:23
      Miałam wrażenie, że czytam o moim synu!
      Ma już 4 i pół, co z dumą podkreśla, ale przerabialiśmy i przerabiamy nadal takie zachowania. Teraz może w taki sposób zachowuje się żadziej, "wycwanił sie" i wie, kidy mu się to opłaca, a kiedy lepiej, dla niego oczywiście, spasowac. Z wielu "akcji" po prostu wyrósł. My też troche zmieniliśmy do niego nastawienie (mniej krzyczymy, więcej chwalimy, ale i konsekwentni jesteśmy). Rozumiem Cię, że tracisz cierpliwośc, a czasami mały potrafi wkurzyc na maksa, "rozwalic" wszystko, co naprawdę fajnie się zapowiadało.
      Trudno co kolwiek doradzac. Wysyłam słowa wsparcia i zrozumienia!
      • rybalon1 Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 12:29
        też mam 4,5 latka smile
        ja bym zrobila tak :
        - delikatnie go budzić , chwile się powygłupiać (dokladnie tak jak
        piszesz) potem zarzadzić kategoryczny koniec i ubieranie się i
        mycie - jeśli nie che zacząć się samemu szykować do wyjście ,
        uprzedzić raz jeszcze , że zostanie sam poczym zakluczyć drzwi i
        wyjść na klatke i postać .
        U nas ten drastyczny sposób zawsze działa ja trzeba , wtedy jest
        ubrany i umyty w 3 minuty smile.
        Byłam zmuszona zastosować to ze 2 razy może ale efekt był
        piorunujący.
        Zauważyłam , ze w takich sytuacjach proszenie i głaskanie tylko
        pogarsza sprawę - tu potrzeba terapii szokowej.
        On musi zdac sobie sprawę , że jeśli ciebie nie posłucha i nie
        zacznie sie szykować do wyjścia ty zrobisz to i "wyjdziesz" bez
        niego.
        Co do sikania i nietrafiania , mojemu tez sie czasem rano zdarza
        wyniak to chyba z porannego zaspania ale specjalnie czyli złośliwie
        to nigdy tego nie zrobił.
        Jak robi złośliwie to daj szmatę niech powyciera ....... zobaczy jak
        to fajnie siuśki sprzątać.
        • rybalon1 Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 12:51
          jeszcze jedno zacznijcie spędzać z nim więcej czasu max co się da i
          to NIE w domu , pojedzcie na wycieczke rowerową, na spacery jakieś
          często z nim chodżcie , do piaskownicy jak chce , na plac zabaw -
          niech kojarzy wasze przyjście do domu i pobyt z wami z czymś miłym ,
          nawet z wygłupami na łóżku jak pogoda nie dopisuje.
          Do babci może troszke ograniczyc wyjścia i spedzać z nim ciekawie
          czas w domu i poza domem tak aby poczuł, że jest ważnym członkiem
          Waszej rodziny i że nie jest tylko niesfornym dzieciakiem który nie
          daje odpocząć Rodzicom po pracy.
          Niestety wiem , że po pracy chciałbyś odpocząć w spokoju ale z 4,5 -
          latkiem zazwyczaj sie nie da bo jemu się najzwyczajniej w swiecie
          nudzi ( a jak jest jednynakiem jak mój to wiem jak to jest)
          zapisz go na jakis basen, karate - nie wiem co go interesuje i
          idzcie razem w tygodniu tak , zeby miał na co czekać i żeby go to
          mobilizowało do dobrych zachowań.
    • bri Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 13:08
      Zaproponuj mu coś takiego: robicie tablice z naklejkami. Naklejka
      jest nagrodą za sprawne wyszykowanie się rano do przedszkola. Zrób
      mi rysunkowy spis czynności (siku, mycie, ubieranie itd.). Obiecaj
      nagrodę na koniec tygodnia, jeśli uzbiera 4 naklejki. Uzgodnij z
      nim, co będzie tą nagrodą.

      Na moją córkę ostatnio działa też zabawa w wykonywanie rozkazów -
      wybieramy się na wakacje jachtem i uczymy ją, że na jachcie trzeba
      bezwzględnie i bezwłocznie wypełniać rozkazy kapitana. Mówię do
      niej "majtku", udaję, że atakują nas piraci, itd. Może opowiedz
      synkowi jak to jest w wojsku/na obozie harcerskim itd.?

      Rano córka potrzebuje więcej czasu, i biorę to pod uwagę. Specjalnie
      wstaję wcześniej, żeby mieć czas na dobudzenie jej i żeby mogła się
      ubierać w swoim tempie. Kiedy ona zaczyna zakładać ubranie ja
      dopiero wchodzę pod prysznić - tym sposobem jesteśmy gotowe w tym
      samym czasie.

      Jeśli już naprawdę tracę cierpliwość i jestem bliska krzyku to
      mówię, stopniowo podnosząc głos do naprawdę donośnego "Jestem
      strasznie zła, jeśli natychmiast nie założysz skarpetek to zmienię
      się w straszliwego potwora i Cię zjem" i zaczynam się do niej
      zbliżać z rozcapierzonymi palcami. Ona oczywiście traktuje to jako
      zabawę, ale takie rozładowanie atmosfery dobrze robi nam obu.

      Powstrzymuj się od awantur na rzecz perswazji. Tak milej i szybciej.

      Przykro słyszeć, że nie lubisz odbierać synka z przedszkola. Dla
      mnie to jedna z milszych chwili dnia.
    • ata99 Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 13:12
      Czytam Twój post z wielkim bólem. Żal mi i Ciebie i dziecka. Ciebie
      bo nie masz czasu dla siebie i syna, nie rozumiesz, że posiadanie
      dziecka wymusza "zwolnienie tempa". Filmy i reklamy nie pokazują
      normalnych relacji międzyludzkich. Tego trzeba się nauczyć w
      rodzinnym domu. Cierpliwości, pobłażliwości, zrozumienia, że są w
      życiu rzeczy ważne i ważniejsze. Boli mnie kiedy cytujesz b. obrazowo
      synka i w taki sposób jakbyś miał do niego żal, że nie jest dorosłym
      facetem. Dziecko 4-letnia tak właśnie mówi, obsmarkuje się, buntuje.
      Pomyślałeś, jak on się czuje? Sądzisz, że po prostu robi Ci na złość?
      Wybacz proszę, wiem, że jest Ci b. źle i nie chcę żebyś czuł się
      krytykowany. Spójrz na sytuację oczami dziecka (jeśli potrafisz).
      Moim zdaniem pomógłby Ci dobry, doświadczony psycholog, ale obawiam
      się, że potraktujesz moją radę jak zniewagę.
      • symmetryisall Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 13:51
        Sądzisz, że po prostu robi Ci na złość?

        No właśnie takie mam wrażenie, że robi na złość, bo jaka jest inna odpowiedź?
        Przecież wie, że MUSI wstać i nie ma takiej możliwości, żebym powiedział "No
        dobra, to śpij sobie, nie wstawaj" - nigdy jeszcze nie postawił na swoim, ile
        nerwów musimy stracić, żeby wreszcie to do niego dotarło? Zresztą to nie jest
        tylko nasza opinia - panie z przedszkola też mówią, że nie wie, kiedy przestać,
        kiedy zabawa przestaje być zabawą, kiedy sobie odpuścić.

        Nie wymagam od niego, żeby się zachowywał jak dorosły, ale mam dość tego, że
        każdy poranek musi się skończyć awanturą, że mały nie może po prostu wstać,
        wysikać się i ubrać.

        Psycholog może by i pomógł, sam o tym myślałem, ale prawdę mówiąc nie mam
        wielkiej wiary w psychologów, bo raz, że trochę o psychologii wiem, dwa, że
        sporo ich znam osobiście. Żaden psycholog tak naprawdę nie wymyśli nic ponad "To
        jest pana dziecko i musi się pan poświęcić mu więcej czasu", a ja to wiem i bez
        100zł za godzinę.

        Dziękuję wszystkim, którzy się tu wypowiedzieli, to, że nie ja jeden mam takie
        problemy naprawdę podniosło mnie na duchu - tak jak pisałem, chodziło mi głównie
        o to, żeby to z siebie wyrzucić i pomogło smile
        • ata99 Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 14:04
          Sądzisz, że po prostu robi Ci na złość?
          No właśnie takie mam wrażenie, że robi na złość, bo jaka jest inna
          odpowiedź?
          Wg mnie synek po prostu ma Was za mało. Wszystko szybko, na tempo,
          zabawy wspólne nudne. Babcia ma dla wnuka czas i okazuje się, że to
          ona jest wyróżniona. Na pewno boli, ale sam znasz przyczynę.Czy Ty
          też masz takie dni, że jesteś "cały dla dziecka"? Nie jestem
          zwolenniczką rozpuszczania dziecka do granic wytrzymałości. Moim
          zdaniem wasze dziecko chce (paradoksalnie) spędzać więcej czasu z
          rodzicami. Wieczorne zaganianie do łóżka-dzieci często nie chcą spać,
          bo to jedyny czas kiedy mogą pobyć z rodzicami, kiedy oni
          teoretycznie nigdzie się nie śpieszą. Niestety rodzice zmęczeni
          czekają z utęsknieniem na ten moment, kiedy dziecię zaśnie i będą
          wolni i swobodni. Tworzy się mechanizm błędnego koła. Pomyśl, że za
          parę lat Twój syn nie będzie już tak bardzo Cię potrzebował, a za parędziesiąt lat role się odwrócąwink.Pozdrawiam serdecznie.
        • mama-ola psycholog 05.06.09, 23:55
          > Psycholog może by i pomógł, sam o tym myślałem, ale prawdę mówiąc
          nie mam
          > wielkiej wiary w psychologów, bo raz, że trochę o psychologii
          wiem, dwa, że
          > sporo ich znam osobiście. Żaden psycholog tak naprawdę nie wymyśli
          nic ponad "T
          > o
          > jest pana dziecko i musi się pan poświęcić mu więcej czasu", a ja
          to wiem i bez
          > 100zł za godzinę.

          Psycholog jest o tyle dobry, że zanim się do niego pójdzie, warto
          wszystko dokładnie przemyśleć - własnie po to, aby rozsądnie wydać
          tę stówę. Myśmy tak zrobili jesienią. Sporo rozmawialiśmy i
          myślelismy z mężem o sytuacji w domu i jak poszliśmy do psychologa,
          to już właściwie wszystko wiedzieliśmy, co, jak i dlaczego tak.
          Pozdrawiam smile
    • kania_kania Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 13:15
      Ja bym proponowala siegnac pamiecia wstecz. Krok po kroku przeanalizowac jak to
      sie zaczelo (obstawiam bunt dwulatka). I tutaj poszukac bledu. Bo jakis blad
      ewidentnie sie pojawil.

      Na tu i teraz. Mozna wziac Mlodego posadzic na krzesle i powiedziec, jasno i
      wyraznie, bez ogrodek i w sposob przystepny dla dziecka, ze nie podoba Ci sie
      to, jak on sie zachowuje (matka dziecka powinna miec taka sama opinie). Opiosac
      kazde zachowanie, jakie wedlug Ciebie jest niedopuszczalne i poprosic, zeby
      Mlody powiedzial, jak je zmieni.

      Zmieniaj po jednym zachowaniu w okreslonym czasie. Np przez ten tydzien
      cwiczycie wyjscie z lozka w ciagu 5 minut od obudzenia. Umawiacie sie na zegarek
      z budzikiem. Jak zegarek zadzwoni Mlody ma sam juz wyjsc z lozka i zajac sie
      swoim ubieraniem.

      Ustalacie rowniez nagrode za poprawne zachowanie. Najlepiej ujac to w skale
      tygodnia (zrobcie tabelke na papierze i przyczepcie do drzwi, kazdy 'poprawny'
      dzien to narydowany samochodzik, kazdy 'niepoprawny' to smutna czarna buzka). Na
      koniec tygodnia razem ogladacie kartke i sie zastanawiacie co bylo OK a co nie.

      Pamietaj, ze dziecko potrzebuje zelaznej konskwencji, bo to daje mu poczucie
      bezpieczenstwa. Zna granice i wie, gdzie one sa. WEie, jak Ty sie zachowasz i na
      co moze liczyc.

      Jesli babcia wprowadza brtak dyscypliny to z nia nalezy porozmawiac, pokazac
      jakie sa problemy i jak nalezy postepowac, zeby ich nie bylo. Jesli nie bedzie
      chcioala sie dostosowac, wiem, to przykre, ale ogranicz wtedy na jakis czas
      intensywnosc kontaktow.

      To Wy wychowujecie swoje dziecko, a nie babcia.

      I jeszcze jedno, z kazdym dzieckiem, nawet tym najmlodszym trzeba ROZMAWIAC.
      Rozmowa polega na przedstawieniu swojego zdania (swojego, czyli 'ja lubie/nie
      lubie' a nie wypominaniu 'bo ty') i wysluchaniu drugiej osoby. A nastepnie
      nalezy zlozyc te dwie opinie w calosc i nadac jej wyglad decyzji. Pamietaj, ze
      to rodzicie decyduja, ale dzieci w niektorych kwestiach powinny miec
      przynajmniej mozliwosc wypowiedzenia sie. Polecam kurs asertywnosci, to duzo
      daje i uczy szacunku dla emocji drugiej osoby.

      Kania
    • mama-ola Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 13:22
      Symmetryisall - u nas jest prawie identycznie.

      Jagabaga - u nas to nie działa, co piszesz. Nie działa nastawianie
      budzika, nie działa straszenie, ze wyjdziemy bez niego - możemy
      sobie wyjść, budzik może się wydzwonić, my możemy sobie wyjść i nic.
      Uwielbia chodzić do przedszkola, więc kiedyś nastraszyliśmy, że jak
      się nie ubierze na czas, to nie pójdzie. I nie poszedł. Dla kogo
      kara? Chyba dla mnie - cały dzień dwójka dzieci na głowie, mały
      zamiast się rozwijać w przedszkolu siedzi ze mną w domu i nudzi się
      i denerwujemy się na siebie.

      Symmetryisall - opis poranka niemal identyczny jak u mnie.
      Syn jakby niemocy jakiejś doznał. Spowolniał strasznie w domu. W
      przedszkolu potrafi się szybko ubrać i rozebrać, w domu nie.
      Co robię? - ubieram go sama. Wkładam mu majtki, skarpetki,
      spodnie... jaki to regres po tym, gdy w wieku 2 lat było
      wszystko "ja sam!"
      Ale wkładam i mi z tym wygodnie, bo jest szybciej i prościej niż
      popędzać i wymagać, by sam zrobił.
    • mama-ola Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 13:31
      Mój syn na propozycję "nastawię budzik" reaguje wielkim "nie!!!!" i
      ryczy, jakbym mu zaproponowała wyrywanie rąk i nóg.

      Z mojego punktu widzenia to wygląda tak, jakby on _n i e_ _b y ł_
      _w_ _s t a n i e_ tego zrobić, co ma zrobić - ubrać się, sprzątnąć.
      Mówię: sprzątnij klocki do pudełka, bo zaraz wjeżdżam z odkurzaczem.
      Antek rozumie i mówi, że sprzątnie. Odkurzacz chodzi, odkurzam
      najpierw inne pokoje (szum odkurzacza chyba brzmi przypominająco?),
      potem wchodzę do jego pokoju - i klocki są znów na podlodze. Ryk:
      nie!!!! Mówię: wrzuć klocki do pudełka, to nie odkurzę. Odpowiada:
      dobra. Daję mu parę minut. I nic. Włączam odkurzacz, ryk: nie!!!!
      I co byście zrobili? Odkurzyli te klocki? Ale to jakieś masakrycznie
      drogie zapewne było (lego z milionem klocków wielkości paznokcia, z
      których można zbudować wozy strażackie i remizę) i w dodatku prezent
      od chrzestnego. Niby groźbę się spełnia, ale ja nie odkurzyłam.
      Pozbierałam razem z nim te klocki...
      • rybalon1 Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 13:57
        błąd , że nie odkurzyłaś .......ja kiedys juz odkurzylam i
        wyrzuciałam do smietnika lego/bionicle w częsciach ......na
        szczęście w smietniku nie było jeszcze smieci a klocki jakie
        wciągnełam potem wyjęłam z odkurzacza umyłam ( było tam troche
        syfku akurat i młody widział naocznie co sie z nimi stało - ryk był
        wielki jak je wciągnęłam ale potem ulga , ze jednak mama wyjmie no i
        chyba oczy sie otworzyły , że mama naprawde To zrobi i jak mowi ,
        żeby sprzątnąć to trzeba to zrobic.
        Teraz chociaz zgarnie na jedną kupke żebym mogła choc troche
        poodkurzac a kupke z klockami wtedy omijam smile no i chwalę, że
        ladnie zgarnął te klocki smile)
        • rybalon1 Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 13:59
          no ale do zapełnionego całkiem odkurzacza tez bym ich nie wciągnęła
          no bo wez to potem powyjmuj (!!!) może bym schowała i powiedziała ,
          że wciągnęłam smile))
          • moofka Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 19:32
            rybalon1 napisała:

            > no ale do zapełnionego całkiem odkurzacza tez bym ich nie wciągnęła
            > no bo wez to potem powyjmuj (!!!) może bym schowała i powiedziała ,
            > że wciągnęłam smile))

            nie zal czasu?
            i nerwow?
            nawet sprzatanie klockow mozna zmienic w zabawe
            siadam z pilnikiem i paznokciami
            synek dostaje zadania na przyklad takie
            znajdz i zbierz wszystkie zabawki drewniane
            a teraz zielone,
            a teraz okragle
            a teraz te, ktore zyja naprawde

            albo puszczam plyte z ulubionymi piosenkami
            do konca kazdego z utorow ma zakonczyc okreslony etap
            dziecko ma frajde i satysfakcje z samodzielnie wykonanego zadania
            ja czysty pokoj gotowy do odkurzenia
            poranne grzebanie malucha mozna ukrocic zabawa w strazaka wzywanego do pozaru
            jednoczesnie odbywa sie wszystko nie w atmosferze przymusu i strasznego rodzica stojacego nad biednym dzieckiem
            ktore faktycznie moze sie nakrecac coraz bardziej i coraz nizej spuszczac gile
            a przyjemniej jest
            da sie


            do autora,
            rozumiem, ze szlag cie trafia
            ale jednoczesnie smutna prawda jest taka, ze w dziecku mozemy sie przejrzec jak w lustrze
            oczywiscie - kazde dziecko czasem potrafi dac do pieca
            kto z nas rodzicow nie ma czasem dosc
            ale codzienne sparingi i wrzaski normalne nie sa
            skarzysz sie, ze dziecko nie slucha - dla mnie to komunikat ze zle nadajesz

            polecam ksiazke "jak mowic, zeby dzieci nas sluchaly, jak sluchac zeby do nas mowily" (moglam pokrecic)
            a czasem warto nawet z czterolatkiem ponegocjowac
            nie stracisz swojego autorytetu
            zyskasz szacunek, a zaprzyjaznic sie ze swoim dzieckiem mozesz juz teraz

            dawaj jasne i proste komunikaty czego od niego oczekujesz
            proste, nie ogolne abstrakcyjne
            bedzie mu latwiej spelnic twoje oczekiwania
            formuluj je w sposob prosty dla czterolatka
            nie ubierz sie

            tylko wloz konkretnie - to i to
            po czym pochwal i daj kolejna rzecz do ubrania
            nie sprzatnij
            a te klocki wloz do tego pudelka
            i kazda spelniona prosbe nagradzaj

            cztero-pieciolatki zadnego buntu nie przechodza
            przedszkolaki sa w tej fazie rozwoju, kiedy chca byc bardzo blisko doroslych
            robic to, co oni i tak jak oni, spedzac z nimi czas, wspolpracowac
            czuc sie "grzecznymi"
            ulatw to synkowi
          • frestre odkurzanie małych elementów ;) 05.06.09, 20:18
            jest taki fajny sposób na NIEGRZEBANIE w worku
            odkurzaczowym...nałożyć kolanówkę (taką cienką) na rurę. Wcisnąć
            trochę do środka tworząc siteczko i zatknąć szczotkę!
            efekt będzie, bo klocki wciągnie, ale zostaną w kolanówce (lub
            odciętej rajstopie)
            POLECAMsmile)))
      • kowalikm Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 14:05
        No ja co prawda mam dopiero 3 latka, ale przedszkolnego od dawna i problemy są
        zupełnie podobne.
        Ja też poszłabym na skróty - rozumiem, że jesteście ambitni i konsekwentni i
        skoro dzieci są samodzielne to trzeba od nich tego wymagać, ale to tylko dzieci...
        W końcu dość małe. Wierzcie mi, że dla mnie chodzenie na 7 do szkoły było
        koszmarem - po prostu jestem "nocnym stworzeniem" i zdecydowanie lepiej mi się
        pracuje wieczorem niż rano.
        Mimo wszystko w życiu dorosłym trzeba się dostosować...

        Ja bym też ubrała malucha rano - a nóż którego dnia bez awantury, sam znowu ze
        chce powtórzyć "rytuał".
        Ja rano zawsze gilgoczę młodego, słysząc że się chicha i uwielbia takie poranne
        pieszczoty wiem, że będzie mu troszkę łatwiej wstać.
        Później jak dobrowolnie nie siądzie na nocnik (o sikaniu w łazience mowy nie ma)
        siciągam go dosłownie "za nogi" z wyrka. Jest to oczywiście delikatne, ale
        czasem nie ma innego wyjścia.

        Kolejny koszmar to ubieranie. Mimo, że jest na początku drogi nauki
        samodzielności z pewnością nie mam co marzyć o porannym samodzielnym ubieraniu
        się - chyba, że budziłabym go godzinę wcześniej.
        Rano wybieram np. 2 koszulki z jakąś wyrazistą aplikacją, albo majteczki i pytam
        "dziś idziesz w majteczkach z autkiem czy wolisz drugie", albo dziś bluzka z
        małpką czy rybką itp.
        Dziecko dzięki temu otwiera mi oczy wink.

        A tak wogóle to dla własnego i młodego komfortu włączam mini mini dzięki czemu
        młody nie ma czasu na marudzenie. Wie, że jak ma buty na nogach TV do widzenia.
        Zabiera ze sobą jeszcze "maskotkę dnia" i ot cały ceremoniał.

        Moim zdaniem z rana ma bardzo nie pedagogiczne i nie wychowawcze podejście do
        dziecka, ale ja akurat wiem doskonale co moja latorośl czuje. Gdyby nie kawa,
        którą rano ratuje mnie mąż...leżakowałabym w pracy wink

        Każdy jest inny, ale moim zdaniem nie ma co się wściekać na dziecko. Pomyśl
        sobie (może to troszkę brutalne), ale jak będziesz koło 70 a Twój syn będzie
        miał z Tobą dobre stosunki, idziecie razem, jemu się spieszy do spraw życia
        codziennego, a Ty nie masz siły...
        Dziś to Ty jesteś jego oparciem - może pytaj z rana w czym mu pomóc, albo to ja
        założę Ci spodenki, pójdę po kurtki a Ty w tym czasie
        wkładaj skarpetki...

        p.s. co do odwzajemniania czułości - nie licz na to - możesz się ostro zawieść.
        Dla mnie najbardziej miłe momenty są wtedy kiedy czułości się totalnie nie
        spodziewam. Podobnie jeśli moje dziecko nie ma ochoty mnie przytulić nie obrażam
        się nań. Ja też nie zawsze miałam ochotę uściskiwać innych kiedy by to
        "wypadało", wręcz budzi to we mnie niesmak (nawet jeśli chodzi o najbliższych).
    • alabama8 Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 14:07
      1. Pomysł z tablicą, naklejkami i nagrodami jest interesujący.
      Spróbuj, może zadziała. To oczywiście nie znaczy że będzie w 100%
      skuteczny na zawsze.
      2. CIERPLIWOŚCI - nauczcie się panować nad sobą i nie wybuchać.
      Codziennie rano powtarzaj sobie, że dziś nie wybuchniesz.
      3. Możesz poranne wstawanie usiłować zamienić w zabawę, wyścigi kto
      pierwszy się wysika, kto pierwszy założy skarpety. Z humorem.
      4. Możesz bawić się w żołnierzy, w marynarzy ... im więcej śmiechu
      tym wstawanie będzie bardziej przyjemne. Może umówić się, że jeśli
      szybko i sprawnie rano się ogarnie to będzie mógł otworzyć kluczami
      drzwi do samochodu albo zapalić silnik, albo po drodze kupić w
      kiosku mambę albo lizaka.
      Kusić, kusić i nie tracić cierpliwości.

    • moninia2000 Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 14:48
      Jedyne co mi sie nasuwa to pojscie po pomoc oczywiscie, pomoc kogos
      dosiwadczonego, bo po zachowaniu synka widac, iz nie potraficie byc
      moze wychowac go, szanowac i ...lubic?
      Mozna zrozumiec Twoja frustracje o tyle, o ile w zyciu kazdego
      rodzica zdarzaja sie czasem takie scenki, czesto dziec nas moze
      wkurzyc, ale sek w tym, ze piszac o nim jako o 14 latku wyglada na
      to jakbys...wymagal od niego jak od 14latka..
      A to tylko 4 latek..
      Byc moze rzeczywiscie nie chce isc do tego przedszkola (mimo, iz
      pozniej jest zachwycony), dzieci to nie maszynki, nie grzesza
      konsekwecjasmile
      Moze potrzebuje wiecej czasu?
      Moze te zabawy, ze sie chowa, nie wstaje, a Ty akceptujesz na
      poczatku, przechodzac potem w stan maksymalnego wkurw.. myla mu?
      Moze nie jestescie konsekwenti, ale i wyrozumiali??
      Byc moze brak ci cierpliwosci?
      Tyle mi sie nasuwa.
      A klopotow z dzieckiem ZAWSZE szukam najpierw w...sobie.
      • moninia2000 Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 14:55
        I najwazniejsze: nie staraj sie spedzac z nim wiecej czasu.
        Ty spedzaj z nim wiecej czasu!!!!
        Zrob to, niech Wasze zabawy nie beda nudne, jak piszesz, niech beda
        wesole, ciekawe.
        Potraktuj to jako wyzwanie, jesli chcesz, daj dziecku szanse, daj ja
        sobie, bo z czasem bedzie tylko gorzej.
        Strasznie sie robi czytajac taki post, wyobrazajac sobie zycie tego
        maluszka, twoje podejscie do Niego i cala Wasza frustracje...
    • ez-aw Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 17:06
      Moje dziecko jest mniejsze, więc ciężko mi się wypowiadać o czterolatku. Piszesz
      że wasze zabawy są nudne - polecam forum gry i zabawy. Ja tam znalazłam
      inspirację jak spędzać z dzieckiem czas.
      forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=576
      Mam nadzieję że się przyda. Cierpliwości życzę.
    • dorotamakota1 Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 17:28
      Nie wiem czy to CIę pocieszy ale mam to samo razy dwasmile z moim 5 i 6 latkiemsmile.
    • szarsz Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 17:46
      Imho Twojemu dziecku brakuje czułości. I rozpaczliwie się o to
      upomina, tak jak umie. On nie jest złośliwy, jest nieszczęśliwy.

      Może idź na ukad - w tygodniu pomagasz mu się ubierać, w weekendy -
      ubiera się sam. Wchodź do pokoju i przytulaj, miejcie już
      przygotowane ubranie, wtedy ściąganie piżamki i zakładanie majtek
      może być okazją do dodatkowych czułości.

      Jeśli chodzi o poranne zrobienie siku, był czas, kiedy ja NOSIŁAM
      moje prawie czteroletnie dziecko do toalety. Potrzebował tego i nie
      zepsuło go to, a czuł się dopieszczony i najważniejszy, a w
      przedszkolu tak nie jest...

      Naprawdę nic się nie stanie, jak mu w tygodniu trochę popuścisz.


      > Cholerna sielanka. A potem w minutę dziesięć nastrój się zmienia o
      > sto osiemdziesiąt stopni. Najpierw jest chwila przekomarzania -
      > wstawaj, śpiochu itp. On się uśmiecha, droczy, chowa pod kołdrę,
      > udaje że śpi.

      No i super. A jak nie chce wstać - to zamień to w zabawę: "zaraz
      przyjdzie potwór podkołderny i Cię wyciągnie za nogę!!!" i
      rzeczywiście go za tą nogę wyciągnij, weź na kolana, poprzytulaj.
      Niech mu się wstawanie kojarzy z zabawą i przyjemnością smile

      "Potwór" może gonić do łazienki, może (przepraszam bardziej wrażliwe
      osoby big_grin) grozić "zaraz wypiję twoje siki, nie sikaj do
      ubikacji!!!" wink
      • mama-ola Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 23:58
        > No i super. A jak nie chce wstać - to zamień to w zabawę: "zaraz
        > przyjdzie potwór podkołderny i Cię wyciągnie za nogę!!!" i

        Zastosowałm coś podobnego, choc bardziej w gust Antosia: skarpetki
        ze zsoba rozmawiały, przekomarzały się itp. Był osuper, a ja
        zachwycona. Jeden dzień. Następnego okazało się, ze mam mówić
        s ł o w o_ w _s ł o w o_ tak samo jak poprzedniego dnia. Koszmar.
    • szarsz Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 17:52
      I jeszcze o zabawach - to zawsze musi być kompromis.
      Twoje dziecko na pewno uwielbia wiele różnych rzeczy - czytanie
      książeczek, wypadki autkami, lepienie z ciastoliny, malowanie...

      Wybierz sobie na początek jedną rzecz, którą lubisz robić i Ty, i
      on. Może kopać piłkę, może rower, może hulajnogę, może czytanie o
      dinozaurach? Może Twoja żona lubi coś innego? W końcu nie chodzi o
      to, żebyście robili wszystko, ale o to, żeby zaspokoić jego
      potrzeby. Możliwe, że da się wybrać coś, co robisz bez wstrętu smile

      Ja na przykład organicznie nie znoszę jeżdżenia autkami, zabaw w
      policję, wypadków i tego nie robię. Młody nawet o to już nie prosi.
      Ale nigdy nie odmówię układania torów, czytania książeczek czy
      wyjścia na dwór, bo na dworze stanowczo wygrywają ze mną koledzy i
      koleżanki smile
    • iza9919 Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 18:17
      boże jakbym o moim dziecku czytała, też ma cztery lata i zachowania typu
      ,,nie''w zasadzie na każdą nasza prośbę i nakaz, foch przy byle okazji, problem
      z ubieraniem, jedzeniem...i uciekanie na dworze. Nie pomogła tabelka z
      naklejkami, karanie w różny sposob, nawet psyholog nie pomogl-stwierdzil ze
      dziecko jest niezwykle inteligentne i bedzie nas tak urabiało jeszcze dlugo a
      nasze kary niewiele daja bo on znajdzie inny sposob na nassad
      a życie toczy się dalej...też jestem zniechecona swoim dzieckiem( a w zasadzie
      jego zachowaniem)
      Moze wspólnie bedziemy wymyslac jakies sposoby na,,ujazmienie'' niesfornych
      czterolatkowwink
      • myelegans Re: wojna z czterolatkiem 05.06.09, 19:05
        Moj 4.5-latek tez jest w poprzek i tez mu rogi wyrastaja, ale ja
        zauwazylam, ze zawsze jest to czyms powodowane, najczesciej jest to
        glod, nadchodzace przeziebienie, albo zmeczenie. Jak wieczorem
        zaczyna wydziwiac, marudzic, byc na "nie" tzn. ze przegapilismy pore
        kaldzenia spac i jedzie na adrenalinie i pozniej jest juz po
        spirali. Pokrzykiwanie i proba sil, to tylko eskalacje i w
        rezultacie wszyscy sa zli i nakreceni i powarkuja na siebie.
        Jak musicie go rano budzic, to dla mnie to znak, ze on jest po
        prostu niewyspany i zmeczony. Jak sie czujesz, jak ktos wyrywa Cie
        ze snu i kaze sie ubierac, myc zeby, sikac, itd. mnie rogi wyrastaja
        i robilam dokladnie to samo w tym wieku. Pamietam jako 4-latka bylam
        budzona o 6, i bylam na wejsciu zla, i wszystko bylo zle i wszystko
        nie pasowalo i karalam za to rodzicow..
        Jakby sie SAM budzil, dlatego, ze bylby wyspany, poranki moze
        wygladalyby inaczej.
        Poza tym dzieci lubia rytualy, moj budzi sie o 6:30, pozniej dostaje
        kakao i tosta jeszcze w pizamie, troche mu poczytamy, ogladnie 10
        min bajki, pozniej daje mu ubranie i albo ubiera sie raz, dwa, a jak
        sie guzdra, to go doubieram, bo wiem, ze jak zaczne pokrzykiwac i
        poganiac to efekt jest odwrotny. Z domu wychodzi o 7:30, wiec mamy
        te godzine dla siebie rano.

        Ja mysle, ze twoje dziecko po prostu potrzebuje Twojej uwagi i
        dostaje ja za.... zle zachowanie, bo za dobre by nie dostal.

        4 latki to zupelnie fajny wiek, i zupelnie wiele mozna wynegocjowac.
        Ja czesto uciekam sie do przekupstwa, ale tez nagradzam dobre
        zachowania.
        Jak nie lubisz durnych zabaw z autkami lub klockami, to wciagnij go
        w to co robisz, ja z moim gotuje, pieke, zabieramy na wycieczki
        krajoznawcze w poszukiwaniu skarbow, gramy w pilke, albo on jezdzi
        na rowerze po podworku, a ja parkuje na lezaku i czytam.

        A jak wychowanie syna wplywa na Twoje malzenstwo?
        • carriegirl Re: wojna z czterolatkiem 06.06.09, 11:12
          myelegans napisała:


          > Jak nie lubisz durnych zabaw z autkami lub klockami, to wciagnij
          go
          > w to co robisz, ja z moim gotuje, pieke, zabieramy na wycieczki
          > krajoznawcze w poszukiwaniu skarbow, gramy w pilke, albo on jezdzi
          > na rowerze po podworku, a ja parkuje na lezaku i czytam.

          Dokładnie tak. Ja swojego 3-latka co prawda, ale też wciągam do
          swoich spraw. Uwielbia pomagać, czuje się ważny i dorosły.
          Pomyśl co dla Ciebie jest interesujące i jak możesz synka w
          to "wciągnąć".
          Mąż po powrocie z pracy też czasami średnio ma ochotę na zabawy.
          Więc bawią się w to co sprawia im obu przyjemność-samolotami. Mąż
          interesuje się lotnictwem, więc daje swoje "skarby" do zabawy,
          budują lotnisko itp. W weekendy lub popołudniami (szczególnie teraz
          gdy długo jest jasno) jadą na Okęcie (mieszkamy pod Warszawą). I
          mają przednią zabawę, każdy ze swoją lornetką wypatrują samoloty.
          Skutek? Synek jak tata wraca z pracy "przykleja się" do niego
          (stale dopytuje się czy to sobota, bo w sobotę tata nie pracuje) i
          obaj mają z tego radochę smile Wiesz myslę, że warto się postarać, bo
          później staje się to przyjemnością. Wiem to po sobie, gdy zaangażuję
          się w zabawę, wyluzuję to staje się przyjemnościa. Spędzaj z nim
          więcej czasu.
          Życzę powodzenia i pomysłowości.
    • aniusia-75 Re: wojna z czterolatkiem 06.06.09, 08:02
      Witam ja tez odnioslam wrazenie ze czytam o moje 4,9 letniej
      coreczcesmileto taki wiek nam sie z mezem wydaje mala potrafi dac w
      kosc tez myslalam ze nieraz oszaleje albo reka mi sie omsknie jak
      ktorys raz z kolei slyszalam nie nie nie...smileteraz jeszcze od paru
      dni doszla sprawa ze ja czyli mama nie moze nigdzie wyjsc bo
      coreczka z nikim tylko z mama chce byc do przdszkola nie bo tam
      mamusi nie masmileitp...nerwy flustracja to dla doroslego czlowieka
      chyba norma jakos trzena to przecierpiec i pomyslec ze w kosc to nam
      nasze skarby dadza jak do szkoly pojda i jak bede nastolatkamismile
      pozdrawiam serdecznie i zycze mnostwo pozytywnej energismile
      cierpliwoscismilei czego tam jeszcze smile...
    • symmetryisall Re: wojna z czterolatkiem 25.06.09, 11:54
      Minęło trochę czasu i przyszła pora, żeby podziękować wszystkim, którym chciało
      się wczuć w moją sytuację i podzielić swoimi spostrzeżeniami.

      Wyszło aż śmiesznie - jakby to, że wyrzuciłem z siebie frustracje i dostałem "po
      łbie" kilkoma rzuconymi przez Was uwagami całkowicie mnie otrzeźwiło i zmieniło.

      Relacje z synkiem zrobiły się super. Skończyły się awantury przy wstawaniu i
      kładzeniu spać - wprowadziłem system słoneczek i księżyców, którym synek
      domalowuje uśmieszki za każdy grzeczny poranek i wieczór - przez te kilka
      tygodni "zarobił" tylko jedno smutne słonko i księżyc. Rewelacja! Przy czym
      właściwie nie upomina się nawet o nagrody pod koniec tygodnia - wystarcza mu
      samo rysowanie, a przejął się do tego stopnia, że najmniejsza sugestia smutnego
      słoneczka działa na niego jak wiadro zimnej wody.

      Do tego nie wiedzieć skąd znalazłem w sobie pokłady cierpliwości i odkryłem, że
      każdego, nawet najgorszego focha i histerię da się uśmierzyć w minutę dziesięć
      zagadując delikwenta albo go rozbawiając - co jest pod każdym względem o niebo
      lepsze niż wrzaski. Czasami można też uciec się do małego przekupstwa,
      oczywiście nie za często.

      Reakcja małego na moją zmianę też jest niesamowita - zrobił się wręcz
      archetypicznym "słodkim chłopaczkiem", jest super grzeczny i rozkoszny - choć
      oczywiście być może to kwestia mojego zmienionego postrzegania.

      Tak czy inaczej, bardzo Wam wszystkim dziękuję. Czy raczej - obaj dziękujemy smile
      • lilith888 Re: wojna z czterolatkiem 25.06.09, 12:39
        Jesteś naprawdę mądrym, z poczuciem humoru facetem, który bardzo kocha swojego
        syna - stąd apel na forum. Życzę Wam samych radosnych poranków i spokojnych
        wieczorów.
      • ata99 Re: wojna z czterolatkiem 25.06.09, 13:04
        smile)) cieszymy się razem z Wami! Dzięki, że napisałeś.
        • ruiza Re: wojna z czterolatkiem 25.06.09, 13:33
          ode mnie dla Ciebie też uśmiechnięte słoneczka: po pierwsze za to, że napisałeś
          tak szczerze i odważnie o całej sytuacji (nie wyłączając swoich negatywnych
          emocji), a po drugie, że znalazłeś siłę i chęci, żeby rozwiązać problemsmile Brawo!!!
          Muszę wziąć z Ciebie przykład, bo problem mam oczywiście identycznysmile
          • myelegans Re: wojna z czterolatkiem 25.06.09, 14:40
            No to super!!! Pewnie nie raz jeszcze Cie sfrustruje i rece Ci
            opadna, ale przynajmniej przerwales pasmo negatywizmu i zaczales
            cieszyc sie ojcostwem. Sa momenty dla ktorych warto zyc, prawda?

            Ja sie jeszcze czesto lapie na tym, ze przykladam wlasna, dorosla
            miarke do wlasnego dziecka, a to bylo, nie bylo 4 latek i poziom
            emocjonalny taki na poziomie meduzy. Musze sie od czasu do czasu
            zresetowac i popatrzec na swiat i jego problemy tymi 4.5-letnimi
            oczami.

Inne wątki na temat:
Pełna wersja