W lutym urodziłam drugiego syna (ma teraz 7 m-cy), starszy ma 3
latka i od września ropoczął przedszkole. Dosyć niefortunnie,
ponieważ po 3 dniach złapał paskudną infekcję, która przeniosła się
na młodszego syna oraz na mnie. Dziś pediatra pytała czy koniecznie
muszę pracować, czy nie dałoby się jeszcze z rok posiedzieć z
dziećmi, zeby młodszy syn nabrał trochę odporności. Jesli straszy
będzie chodził do przedszkola takich sytuacji nie unikniemy, wręcz
przeciwnie będzie ich bardzo wiele i będą się kończyć tak jak teraz.
Lubię swoją pracę, ale po powrocie z urlopu macierzyńskiego
wiele rzeczy się zmieniło. Wróciłam na 1/2 etatu- pracuję po 4 godz
dziennie i w tym czasie starszy synek jest w przedszkolu (5 godz).
Zostałam pozbawiona możliwosci dorobienia dodatkowych pieniędzy -
premii oraz mam umowę do konca tego roku i żadnej gwarancji, ze
zostanie ona przedłużona. Zarabiam praktycznie na opiekunkę, z którą
zostaje młodszy synek oraz dojazdy do pracy. Sama nie wiem już co
robic...sytuacja na rynku pracy staje się coraz gorsza...ale z
drugiej strony...czy warto tak ryzykować? NIe chcę zeby to się w
jakikolwiek sposób odbiło na dzieciach. Organizacyjnie poradziłam
sobie doskonale...praca od 8.00-12.00, potem od 12.30 jestem dla
dzieciaków. Mam czas na pranie,gotowanie, sprzątanie, zabawę z
maluchami. Niby wszystko o.k, ale jakoś mam wyrzuty sumienia po tej
rozmowie z lekarzem

Może faktycznie lepiej zrezygnować i jeszcze
przez jakiś czas zostać w domu i uchronić Młodszego od chorób?
Zgłupiałam juz całkiem