Dodaj do ulubionych

granice poświęcenia się

10.10.09, 22:35
W dobie wszelkich "terrorów" i presji do bycia superrodzicem
poświęcanie się w imię wyższej idei jest prawdopodobnie na porządku
dziennym każdej z matek. Jakie są wasz granice poświęcenia? Ile
jesteście w stanie znieść, a kiedy definitywnie mowicie NIE, nawet,
jeśli SUPERMATKA POWINNA to zrobić?
Przykładowo - karmienie piersią w nieskończoność mimo głębokiego
zmęczenia, czy nie? Spacer w ulewie żeby dziecko mogło poskakać w
kaloszach dla zdrowia, czy nie? Zabawa z dzieckiem w sklep zaraz po
pracy, czy nie?
Jak daleko się poświęcacie dla szeroko i ogólnie pojętego dobra
dziecka?
Obserwuj wątek
    • ik_ecc Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 02:46
      Ja z tych "poswiecajacych sie" (wedlug Twojej definicji) bo np.
      karmilam piersia az sie corka sama odstawila, nie tresowalam zeby
      spala sama tylko sie budzilam, nosilam kiedy chciala, itd. Tyle, ze
      nigdy nie widzialam tego jako poswiecania sie i powinnosci, tylko
      jako cos naturalnego - jesli niemowlak/male dziecko ma taka potrzebe,
      to znaczy ze taka potrzebe ma i sie szarpac z kodem genetycznym nie
      mam zamiaru w imie mojej osobistej "wygody". Chwilami bylo ciezko,
      ale nie jakos tragicznie. Teraz powyzsze mam z glowy, dalej nie
      rozpatruje tego w kategoriach nadludzkiego wysilku. Nikt mnie do
      niczego nie zmuszal. Dla mnie to byly 2-3 lata ciezszej pracy, dla
      corki podstawy na reszte zycia. Jak dla mnie wybor byl prosty.

      Teraz. Na spacery chodze kiedy mi sie chce, a ze lubie byc na dworze,
      to czesciej niz rzadziej, a ze lubie deszcz, to czesto i w deszcz.
      Dla mnie poswiecenie sie to siedzenie w domu i na glowe dostaje kiedy
      musze.

      Natomiast bawie sie corka (4 lata) z oporem i rzadko - bo uwazam, ze
      od bawienia sie sa dzieci, nie rodzice. Robimy z corka duzo ciekawych
      rzeczy, chodzimy w ciekawe miejsca, wciagam ja w moje zajecia - ale
      bawic sie (lalkami, bo to jest na topie) nie znosze i bawie sie z nia
      rzadko (natomiast czesto zapraszamy do nas inne dzieci wink ).

      • kropkacom Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 08:07
        > nie tresowalam zeby spala sama tylko sie budzilam, nosilam kiedy chciala,

        Też tak robiłam. Było to dla mnie naturalne więc nie traktuje tego jako
        poświecenia.
    • kropkacom Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 08:04
      > Przykładowo - karmienie piersią w nieskończoność mimo głębokiego
      > zmęczenia, czy nie? Spacer w ulewie żeby dziecko mogło poskakać w
      > kaloszach dla zdrowia, czy nie? Zabawa z dzieckiem w sklep zaraz po
      > pracy, czy nie?

      Trzy razy nie. Ale wychodziłam w bardzo gorące dni na spacery mimo że mi się nie
      chciało tongue_out No i nie zostawiam moich sześciolatków samych w domu nawet na chwile
      mimo że pewnie gro mam tak robi i na przykład zakupy bez nich są szybsze.
    • deela Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 08:15
      ja sie wcale nie poswiecam, zachowuje doskonala rownowage miedzy dziecmi a soba
      dzieki czemu jestem zdrowa psychcznie, nieumeczona, mam do dzieci cierpliwosc itd
      jedynym poswieceniem jest faktycznie poswiecanie dzieciakom calego dnia, b na
      razie meza calymi dniami nie ma
      a tak mi sie silownia marzy, ale nie mam jak indifferent
      ale poza tym ok
      nie lubie karmic piersia? nie karmie
      nie chce mi sie isc na spacer? nie ide
      nie chce mi sie rysowac malowac itd - masz dziecko dyspense pograj na kompie a
      ja pocywam sobie z godzinke
      nie jestem super matka dzieki i nie odczuwam presji smile
      • miruka Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 09:01
        nie poświęcam się, nie lubię placów zabaw, uważam że dziecku
        wystarczy jeśli chodzi w przedszkolu - są tam te same zabawki co na
        innych, podziwiam matki, które ubierając dziecko do wyjścia z
        przedszkola jeszcze zabierają je na plac, staram się nie bawić bo
        nie lubię, chociaż dziecię próbuje mnie wciągać, wtedy coś wymyślam -
        wczoraj byłam inspektorem nadzoru budowlanego i ze dwa razy wpadłam
        sprawdzić czy dom z klocków jest budowany prawidłowo, śmiechu trochę
        było, jak widzę że się córcia nudzi wciągam w swoją robotę, czytam
        jej lub gramy w gry, nie potrafię skupic sie na zabawie lalkami czy
        w figurki bo wtedy zawsze się zamyślam nad swoimi sprawami i to
        tylko stres dla nas obu, niestety jak mi opowiada idąc jakieś
        historie to też zdarza mi sie zamyśleć, a ona zadaje pomocnicze
        pytania, więc czasem trudno wybrnąć wink
    • sanrio Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 09:24
      1) nie- jak tylko zaczęło to być dla mnie uciążliwe to przestałam bo nie dałam
      rady pracować i wstawać na 7iw nocy non toper nie spać
      2)oczywiście, że nie
      3)nie, najpierw obiad, mycie, przebranie, trochę odpoczynku a nie zabawa
      Ja tam mówię "nie" bardzo często i nie mam z tego powodu bycia złą matkabig_grin
    • triss_merigold6 Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 09:43
      3x nie.
    • fabryka.lodow.napatyku Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 11:05
      ja sie nie poswiecam, zyje dla wlasnej wygody
      moge zrobic uprzejmosc mezowi, kiedy widze, ze on bezinteresownie mi w czym "usluzy"
      ale rozmawialam dzisiaj z kobieta, po 40', ona pracuje w soboty do 2, 3 , 4
      rano, w niedziele musi wstac o 7 rano, aby zrobic sniadanie dla meza i dwoch
      synow (cos okolo 8 i 12 lat)
      i nijak nie moge tego pojac
      dyskusja nasza trwala dlugo, jej argumenty:bo oni sami sobie nie zrobia
      -ja-z glodu nie umra do 11 jak pospisz
      a bo ty nie wiesz jak to jest
      - niech maz im zrobi
      oj, ty nie wiesz jak to jest
      nie chce mi sie zreszta przytaczac dyskusji, ktora byla bez sensu
      malo rzeczy mnie dziwi, a tutaj(tymbardziej, ze znam babke i jej
      charakter)--szczyt poswiecenia
      a i jeszcze o braku szacunku do samej siebie jej walnelam, ale ona nie wiedziala
      o co mi chodzi
      • czar_bajry Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 11:14
        Ja się nie poświęcam ani dla męża ani dla dzieci- kocham ich więc jeżeli coś dla
        nich robię to dla tego że chcę i sprawia mi to przyjemność a nie z miną
        cierpiętnicy.
        Jak nie mam na coś ochoty to mówię i tyle.
        Czasami spaceruję w deszczu i też to lubię oboje z synem wkładamy kalosze i jest
        świetna zabawatongue_out
        Dlatego uważam że lepiej nie mieć rodziny niż się dla niej poświęcać.
    • inguszetia_2006 Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 11:41
      Witam,
      Ja jestem typ wyrodnej. Nie dość, że pracuję na etacie, to jeszcze
      dbam o siebie;-D Wczoraj zasnęłam nad książką o 17 i obudziłam się
      przed 19.
      Cały dom na palcach chodził, bo Ingu śpi. Miło było.
      Co do spacerów to dla mnie nie jest poświęcenie, mam zwyczajnie
      motor w d..., więc bez spaceru rozniosłabym wszystko. To ja
      wszystkich terroryzuję, bo "chcę pobiegać".
      Pzdr.
      Inguszetia
    • aandzia43 Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 11:49
      Nie wiem, czy to można nazwac poświęcaniem się, ale robiłam dla
      mojego dziecka mnóstwo rzeczy, których bym nie robiła z własnej woli
      dla nikogo. Chyba nawet dla siebie też. Leniwa jestem straszliwie.
      Gdybym miała kierowac się tylko tym swoim lenistwem, moje dizecko
      rosłoby jak perz i nie wyrosłoby na ładną, silną roślinkę.
      Starałam się tylko oddzielac potrzeby i zachcianki dziecka ważne od
      tych bardziej błahych. Mam nadzieję, że dokonany przeze mnie podział
      był właściwym.
      • aandzia43 Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 12:59
        Aha, udaje mi się nie wypominacwink Dziecko już dorosłe.
        Wypominanie zasług i poświęceń nie jest moim zdaniem nijak związane z
        rzeczywistym wysiłkami i wyrzeczeniami matki. To raczej kwestia charakteru
        wypominającej. Tendencje do manipulowania rodziną, ustawianie się w pozycji
        roszczeniowej dziewczynki, mielenie jęzorem co ślina i emocje na język przyniosą
        - taka babska głupota ogólna, nie rzeczywiste, czasem upierdliwe wysiłki.
    • karra-mia Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 11:55
      ale co znaczy poświęcać sie?
      dziecko się samo na świat nie pchało, jestesmy dorosłymi,
      odpowiedzialnymi ludźmi, zdecydowaliśmy się na dziecko, więc się nim
      zajmujemy i tyle. Czasem wysiadam, mam dość, ale nie zamieniłabym
      tego i już.
      Wkurza mnie to haslo POŚWIĘCENIE dla dziecka. Moja mama własnie sie
      dla mnie "poświęciła" i nie zapomina mi tego przypominac od czasu do
      czasu... wrrrrr
      • joanna_marta Wyjaśniam "poświęcić się" 11.10.09, 12:23
        Pisząc "poświęcic się" mam na myśli robienie mnóstwa rzeczy kosztem
        siebie, zdrowia, nerwów itd mimo, że się albo nie widzi dla tego
        uzasadnienia, albo nie ma na to ochoty, bo TAK TRZEBA - przecież
        wiecie chyba, o co mi chodzi - te wszystkie zalecenia, porady,
        nakazy dla rodzicow - ciągłe musisz, powinnaś, należy.
        Ja też wychodzę z założenia, że dziecko zmienia wszystko i wiadomo,
        że mnostwo rzeczy w swoim trybie życia zmieniam pod nie, ale
        zastanawiam się, gdzie jest ta granica - wszak w kółko czyta się o
        wielkiej rozpaczy jak matka ma odstawić chociażby dziecko od piersi,
        BO nie będzie pełnowartościową matką, widać cierpiętnicze miny
        rodziców w piaskownicach itd. A po wielu wielu latach - no właśnie,
        zaczyna się wypominanie , na zasadzie "bo ja to się dla ciebie TAK
        poświęciłam".
        • karra-mia Re: Wyjaśniam "poświęcić się" 11.10.09, 12:30
          no i dlatego tez ja wychodze z założenia, ze przede wszystkim ma nam
          być wygodnie i ma nam się dobrze wspólnie żyć.
          Nie karmiłam piersią, bo nie chciałam. mały nie ucierpiał, ja nie
          dramatyzowałam z tego powodu. Ja szczęsliwsza i spokojniejsza, jemu
          się udzieliło.
          Ja idę na spacer, ale jak nie chce mi się iść na plac zabaw - nie
          idę. Wymyslam co innego. Ja szczęśliwsza, młody szczęśliwy i już.

          PO sobie wiem, ze takie wypominaqnie rodziców, ile to dla mnie mama
          poświęciła, źle się odbija na moim życiu, nawet teraz, gdy jestem
          dorosłą kobietą, powinnam sama myśleć, sama robić, sama kochać, a tu
          wisi nade mną ta moja mama, która tyle dla mnie poświęciła i ...
          która jeszcze tyle może poświęcic, ale skoro jestem tak to..
          nie cierpię tegouncertain
        • broceliande Re: Wyjaśniam "poświęcić się" 11.10.09, 12:42

          A nie, to ja nie robię nic "bo tak trzeba".
          Karmiłam długo i wspominam to bardzo dobrze (nie pracowałam wtedy),
          natomiast nie mam zamiaru nic wypominać, ale to zobaczymy.
          Zawsze dobrze zastanowić się, czy jest sie dobrym rodzicem i jak
          oceni nasze rodzicielstwo dziecko, kiedy dorośnie.
        • ik_ecc Re: Wyjaśniam "poświęcić się" 11.10.09, 14:02
          joanna_marta napisała:

          > Pisząc "poświęcic się" mam na myśli robienie mnóstwa rzeczy kosztem
          > siebie, zdrowia, nerwów itd mimo, że się albo nie widzi dla tego
          > uzasadnienia, albo nie ma na to ochoty, bo TAK TRZEBA

          Wedlug tej definicji nie poswiecalam sie i sie nie poswiecam. Nie
          robie nic bez wewnetrznego przekonania zeby robic tak jak robic.
          Naciski, jesli juz, czulam wlasnie na to zeby przestac robic rzeczy
          uznane za "ciezkie" - odstaw od piersi, utresuj zeby spala sama, itd.
          Nie odstawialam i nie tresowalam, bo nie chcialam i na pewno nigdy
          nie wrzuce tego w kategorie "bo ja sie tak dla ciebie poswiecilam".
    • broceliande Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 11:56
      2 razy tak.
      Może z dwa razy pomyslałam, że jednak mnie to trochę męczy.
      Jakieś takie naturalne to było.
      Tak, że karmiłam ponad 2 lata, deszcz lubię, z tą zabawą po pracy
      jednak gorzej. Wolę bajkę puścić, no chyba, że chce sie poprzytulać,
      połaskotać.
      To tak.
    • aluc Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 15:24
      nie poświęcam się dla dziecka, robię to, co uznaję za słuszne, o ile
      nie sprawia mi to przykrości

      karmiłam tak długo, jak nie miałam dość, nie wychodzę na dwór, jeśli
      pogoda przyprawiała mnie o obrzydzenie, nie bawię się z dziećmi, bo
      tego szczerze nie znoszę

      znoszę ciągły hałas emitowany przez pięcio i ośmiolatka - to jest
      właśnie granica mojego poświęcenia
    • asia_i_p Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 17:23
      Piersią karmiłam do trzeciego roku życia z czystego egoizmu - wolałam poczekać,
      kiedy odstawianie od piersi nie będzie traumatycznym przeżyciem dla całej
      rodziny. Spacer w ulewie - owszem, kiedy mam na to ochotę. Zabawa z dzieckiem -
      różnie, raz się przełamię, kiedy jestem zmęczona, raz nie. Córka ma już cztery
      lata i przez te cztery lata się nauczyłam, że jeśli się wypoświęcam za bardzo i
      niebezpiecznie zbliżę do ideału, to potem marudzę albo wybucham złością o byle
      pierdołę, więc lepiej dla dziecka, jeśli się mniej poświęcam, a robię coś, co
      nam obu sprawia przyjemność.
      • redowoman Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 17:41
        żyję wg zasady: moje dziecko jest ważne, ale ja też
        nie patrzę na ogólnie przyjęte systemy, nie robię czegoś "bo tak wszyscy robią"
        czy " bo tak wypada"

        nie karmiłam piersią, z własnego wyboru: dziecko żyje, nie choruje i ma się dobrze

        wychodzę na spacery czasami i 6x dziennie a czasami wogóle bo mnie się nie chce

        itd itp

        moje dziecko jest szczęśliwe i ja też
      • slonko1335 Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 17:49
        Nie wiem czy się poświęcam chyba tak, nawet dość często według Twojej definicja,
        według mojej robię po prostu mnóstwo rzeczy przy dzieciach których wcale ochoty
        nie mam robić ale nie mam wyjścia czasami. Przykłady? nie sprawia mi szczególnej
        frajdy wyciąganie gilów z nosa ani zapieranie obsranych czy obrzyganych
        bodziaków, bez chwili wahania zrezygnowałabym z przewijania dziecka. Z chęcią
        nie wstawałabym w nocy ale wstaję żeby ukoić ból, żal, przytulić, zapewnić, że
        to był tylko koszmar. Nie siedzę z dziką radością w domu od tygodnia bo nie mam
        jak wyjść gdyż dzieciak chory, no mogę go zabrać nic że gorączkuje i źle się
        czuję więc poświęcam się bo tego nie robię a szlag mnie w tym domu już trafia...
    • kruk51 Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 18:45
      Jeżeli to o czym piszesz nazywasz poświęcaniem się, to nie powinnaś
      decydować się na macierzyństwo ! Nic z tego nie będzie ! A życie ciągłą
      udręką !
    • an_ni Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 19:37
      bron boze nie! krotko mowiac ja dziecko wychowuje tzn ustawiam pod
      siebie, nie ma spelniania wszelkich zachcianek, dlugie karmienie
      piersia i wolanie mamy w nocy co chwile tez jest zachcianka a nie
      potrzeba wymagajaca bezwzglednego spelnienia
    • piegowata9 Re: granice poświęcenia się 11.10.09, 22:35
      Z perspektywy czasu "poświęciłam się" dzieciom dwa razy. Przy czym
      poświęcenie rozumiem tu jako coś, czego przy trzecim już robić nie
      będę.
      Przy pierworodnej było to 11 karmień nocnych piersią (nasz absolutny
      rekord), bo dałam sobie wmówić, że podanie wieczorem butli 7 mies.
      dziecku jest dla niego szkodliwe. Nie jest. Jest szkodliwe dla matki.
      Przy drugim poświęcenie również dotyczyło karmienia piersią. Tu
      problemem było zapalenie piersi. Konkretnie zaś 7 zapaleń,
      przeskakujących z piersi na pierś. Położna, która ściągała mi z
      piersi pokarm wymieszany z ropą niemal u nas mieszkała i przy każdym
      nawrocie powtarzała z niedowierzaniem, że z takim przypadkiem spotyka
      się po raz pierwszy... Ja się darłam z bólu i heroicznie podawałam
      dziecku zdrową pierś, w myśl zasady, że dam radę i teraz już to
      ostatni raz, a karmienie piersią dobrem najwyższym i dziecka i matki.
      Teraz nie boję się kolejnej cesarki ani połogu, tylko tej cholery,
      która piersi dopada. Jeśli dopadnie - ja dopadnę butlę szybciej niż
      położna zadzwoni.
      Cała reszta to kwestia normalnego wychowania dziecka. Bawię się,
      jeśli mam czas i ochotę - jeśli nie, proponuję formy zastępcze. Nie
      musi to być komputer lub tv, choć też się zdarza - ku zadowoleniu obu
      stron.
    • alabama8 Re: granice poświęcenia się 12.10.09, 08:04
      A ja się "poświęcam", jeżeli trzeba już to tak nazywać smile Robię z
      potomkiem rzeczy, których samej by mi się nie chciało robić i
      sprawia mi to przyjemność. Cały czas pamiętam że potomek lada chwila
      wyfrunie z gniazda, na razie ma 6 lat, za rok, dwa, trzy wyjście na
      dwór z mamusią to będzie obciach. Już sobie w piłe nie pogramy, na
      rowerach nie pojeździmy. Trzeba chwytać to co jeszcze zostało bo za
      chwilę ważniejsi będą koledzy, a nie mamusia wink
      • joanna_marta Re: granice poświęcenia się 12.10.09, 08:20
        Nadmierne poświęcanie się, i to bardziej w imię IDEI, a nie dziecku jako
        dziecku, zawsze odbija się jakąś frustracją, depresją czy czymś w tym rodzaju.
        Może powinnam była w tym wątku napisać "zmusić się do czegoś", niż "poświęcić",
        bo widzę, że samo określenie wywołało kontrowersje.
        Ja te granice mam bardzo daleko przesunięte, i wielokrotnie, zamiast palnąć się
        w łeb i po prostu odpuścić, robiłam różne rzeczy przy dziecku "bo tak trzeba", w
        imię wszelkich podręcznikowych terrorów.
        Za jedną z takich rzeczy uważam absurdalne zasuwanie na spacery 2 razy dziennie
        (jak jeszcze nie pracowałam) w deszcz, śnieg itd (mimo, że żadne z nas nie miało
        ochoty, a już na pewno na to drugie wyjście), żeby łącznie wyszły ze 3-4 godziny
        BO TAK TRZEBA.
        Odtsawienie od piersi też okupiłam walką ze sobą i to wcale nie dlatego, że nie
        chciałam karmić, tylko po prostu takie były wskazania - a i tak miałam
        wątpliwości, czy dobrze robię, no bo przecież mleko, piersi, więź itd.
        • blekitny.zamek Re: granice poświęcenia się 12.10.09, 08:50
          serio gdzieś piszą,że dziecko musi mieć codziennie 3-4 godziny spaceru?
          jak dobrze,że nie czytałam żadnych podręczników,tylko starałam się robić,co mi
          intuicja podpowiadała smile
          Ja też wychodziłam z moim dzieckiem codziennie na spacer(nawet w deszczu)ale to
          dlatego,że inaczej bym pie...a dostała. Uwielbiam chodzić,natomiast
          alergicznie reaguje na zabawy z dziećmi,typu siedzenie na ziemi i układanie
          klocków.Przy starszym się poświęcałam,przy młodszym już nie.Na szczęście
          potrafił się bawić sam.
        • franczii Re: granice poświęcenia się 12.10.09, 08:58
          Ja sie zmuszalam do wizyt na placu zabaw bo kiedy moj syn nie chodzil jeszcze do
          przedszkola, to na placu zaspakajal swoje potrzeby towarzyskie, oczywiscie nie
          siedzialam caly dzien przy piaskownicy bo bym zglupiala ale nawet poltorej
          godziny sie dluzylo niemilosiernie, jednak nie moglam tego dziecku odmowic bo
          ewidentnie potrzebowalo towarzystwa rowiesnikow a dzien ma wiecej niz 1,5h big_grin
          Co do spacerow to najczesciej wychodze bez zmuszania sie i dzieci ruch na
          swiezym powietrzu maja, ja mam i chodze w takie miejsca, zeby bylo interesujaco
          i dla mnie i dla dzieci. Zdarza sie, ze nie mam ochoty sie ruszyc ale z drugiej
          stony wiem, ze jak juz wyjde i sie umorduje to potem bede z tego bardziej
          zadowolona niz z gnusnienia w domu, wiec najczesciej wychodze. To tak samo jak z
          pojsciem na fitnes, niby mi sie nie chce ale jak juz si zmobilizuje do russzenia
          tylka to potem jestem przeszczesliwa.
          Przy karmieniu piersia mialam taka chwile walki ze soba, kiedy moj starszy syn w
          wieku 5 mcy juz sie nie najadal i pediatra poradzila rozszerzanie diety a ja tak
          strasznie chcialam sie dostosowac do zalecen who i karmic tylko piersia do
          6miesiaca. Ale zdrowy rozsadek wzial goresmile
    • jowita771 Re: granice poświęcenia się 12.10.09, 09:45
      Ja z tych poświęcających się umiarkowanie. Karmiłam dziecko aż się samo
      odstawiło, ale to był przypadek, bo miałam w planach karmić do około roku, a
      dziecko się odstawiło dwa tygodnie przed terminem. Nie nosiłam na rękach, tylko
      odkładałam po jedzeniu, ale nie dziecku to nie przeszkadzało. Czasami brałam ja
      sobie na kolana i gapiłyśmy się na siebie albo jej śpiewałam, ale to nie z
      poświęcenia, tylko miałam ochotę. Na dwór przeważnie chodzę, nawet jak pada, mam
      ubranie na deszcz, ale traktuję to jak inwestycję w zdrowie dziecka. Kiedy jest
      ciepło, żeby się nie nudzić przez trzy godziny na placu zabaw, biorę książkę.
      Nie wyobrażam sobie robienia coś całkiem wbrew sobie, tak, żeby się męczyć,
      miałabym dość macierzyństwa.
      • milena247 Re: granice poświęcenia się 13.10.09, 11:25
        Dla mnie nie jest poświeceniem się przebywanie z dziećmi na placu
        zabaw bo ja lubie tam chodzić -zawsze dzieci sie mogą pobawic ze
        soba a ja moge sobie pogada cz ich mamusiami. na spacery tez lubie
        chodzic . z tego wzgledu ze mamy dzialke w centrum miasta dzieciaki
        caly czas siedzialy na dworzu od rana do wieczora do domu tylko na
        siku. jedlismy na dworzu itp.maly nawet kimal . nawet teraz kiedy
        juz chlodno sie robi siedzimy na dzialce i dzieciaki minimum 2 godz
        na dworzu- nienawidze siedzenia w bloku wiec dopoki mroz nie
        przypierdzieli bedziemy na dzialce.

        mala karmilam do 1.5 roku i nie bylo to poswiecaniem sie ale dluzej
        karmic juz nie chcialam , malego karmilam tylko przez miesiac bo
        glodomorek byl i by wiecznie wisial przy cycu (wyrzuty mialam ) a
        maly zyje, nie choruje za bardzo i rosnie . z dzieciaczkami lubie
        sie bawic , ale jak nie mam ochoty to tego nie robie. a co do
        wstawania to decyduja c sie na dzieci wiedzialam ze dzieci sie budza
        w nocy bo glodne czy zeby pieluche zmienic bo sie wylewa i wstawalam
        glownie ja i wyrzutow z tego powodu dzieciom nie bede robic co
        najwyzej mezowi.
    • soffia75 Re: granice poświęcenia się 12.10.09, 14:26
      Gdybym traktowała macierzyństwo w kategoriach "poświęcania się", to pewnie nigdy bym się na nie nie zdecydowała. Oczywiście, nikt nie mówił, że będzie łatwo, bywają też trudniejsze momenty, ale do poświęcania się ciągle daleko. Wyraźnie odgraniczam rzeczy, które muszę zrobić, bo nikt inny mnie nie zastąpi oraz, bo jestem dziecku w tym czy w tamtym potrzebna, od rzeczy, które "powinnam zrobić, bo tak trzeba" w imię jakiegoś bliżej niezidentyfikowanego dobra ludzkości.

      Clou mojej rodzicielskiej filozofii niech będzie sygnaturka znaleziona u jednej z "gazetowych" forumowiczek: "Mama szczęśliwa to mama trochę leniwa." Nigdy nie będę (i nie chcę być) jakąś Super-Matką-Polką, idealną, nie do zdarcia, służącą, kucharką i jasnowidzem w jednym. Wolę, żeby moja córka miała świadomość moich ograniczeń (w końcu wszyscy je mamy): bywam zmęczona, nie lubię niektórych zabaw i mam prawo mieć gorszy dzień - ale mimo to kocham ją najbardziej na świecie i zawsze może liczyć na moje wsparcie.
    • magdalenka77 Za daleko ... 12.10.09, 15:46
      Poświęcam się sad

      Zawsze uważałam, że "moje dzieci=mój problem", więc proszenie o
      pomoc w opiece/gotowaniu itp. traktuję jako zachowanie poniżej mojej
      godności.

      Rano wstaję, robię śniadanie, gotuję obiad, szykuję się do pracy.
      Wracam późnym popołudniem (pełny etat+dojazdy) i jestem tak
      padnięta, że mam ochotę tylko zwinąć się na kanapie i spać.
      Mąż tez pracuje, do tego wstaje w nocy do dzieci.

      Uważam też niestety, że dbanie o bezpieczeństwo, zdrowie i szczęście
      dzieci to obowiązek (!!!) rodziców, więc chodzę na te spacery,
      gotuję zdrowo, bawię się klockami i samochodzikami. I wiem, że jak
      sama sobie dam zgodę na odpuszczenie od czasu do czasu, to będe
      odpuszczać ciągle. Bo jestem zmęczona - i tu koło się zamyka...

      Więc dla dobra moich dzieci (teraz 2 i 4 lata) się poświęcam.
      Psycholog nie potrafił mi pomóc, a ja tylko liczę dni, miesiące,
      lata, aż nie będą tak bardzo potrzebować mojej osobistej opieki i
      obecności (bo koledzy itp.)
    • margerytka69 Re: granice poświęcenia się 12.10.09, 17:25
      Po pierwsze nie ma żadnej "doby WSZELKICH terrorów" .

      Poswięcanie się jest, owszem na porządku dziennym matek, które maja
      w dupie dzieci i rodzine i o nią nie dbają.

      NORMALNY człowiek się nie poświęca, a jak się poświęca, to powinien
      pójść do psychiatry i mieć zakaz wychowywania ludzi.

      Nie jestem supermatką, bo przypuszczam, ze dzieci by ze mna nie
      wytrzymały, mąż też. Jestem NORMALNĄ matką.

      Co do Twoich przykładów - karmiłam dzieci piersią ponieważ to im
      dobrze robiło i mnie to nie męczyło. Dzięki temu nie chorowały, a ja
      miałam zawsze w mocy gotowy pokarm bez podgrzewania, przygotowywania
      itp. Przyjemne z pożytecznym.

      Spacer w ulewie to CZYTSA PRZYJEMNOŚĆ. Kocham deszcz. Potrafię pójśc
      na rower w trakcie deszczu.
      Dzieci tez chodziły na spacery w różną pogodę.

      Zabawa z dziećmi po pracy - NIE!
      Po pracy nie było na to czasu/byłam zmęczona.

      Dzieci nie rządziły u nas w domu, nie dyktowały nam stylu zycia, to
      raczej my, jako rodzice panujemy nad dziećmi, wprowadzamy zasady
      współżycia, uczymy je, wychowujemy, bo to MY JESTEŚMY RODZICAMI, a
      nie one.


    • bacha1979 Re: granice poświęcenia się 13.10.09, 11:37
      No ja akurat nie traktuje w kategorii poświęcania sie. Lubie spędzać czas z
      Mala tak by i ona była szczęśliwa, np. chodząc po kałużach czy zjedzając ze
      zjeżdzalni albo tarzając sie po podłodze. A piersią karmiłam równe 7 miesięcy,
      potem Młoda sama sie odstawiła.
    • kobraluca Re: granice poświęcenia się 13.10.09, 18:57
      "poswiecam sie" i zamierzam robic tak samo z drugim dzieckiem

      Uwazam,ze zabawa jest bardzo waznym elementem, ktory zbliza rodzicow i dzieci, pomaga zbudowac zaufanie i laczy,wiec zawsze jestem chetna, no chyba ze naprawde nie mam sily,albo mam cos bardzo waznego do zrobienia. Chce zeby moje dzieci wiedzialy,ze sa wazniejsze niz sprzatanie, pranie, telefony do przyjaciol. Jesli dziecko prosi mnie o moj czas, zazwyczaj nie odmawiam.
    • nupik Re: granice poświęcenia się 14.10.09, 09:02
      nie poświęcam się. swiadomie miałam dzieci, trudno zebym teraz była zdziwiona.
      po prostu z nimi jestem. radzę autorce postu wyjść z tego rozumowania. dziecko
      nie wymaga poświęcen tylko miłości i swiadomego wychowywania. tyle.
    • bszalacha Re:to bardzo ważne zagadnienie 15.10.09, 12:29
      Jestem psychologiem i wiem,że termin "poświęcenie się"jest zawsze
      związany z negatywnymi emocjami/tak,jak pisze autorka/.Dziecko ma
      miec PRZEZ CIEBIE wyznaczone granice.Weż za to odpowiedzialność,to
      jest lekcja dyscypliny,za którą odpowiada
      dorosły.dziecko "testuje"dokąd może sie posunąć ale to Ty musisz
      znać odpowiedż na te próby i przekazać dziecku.Podobnie z kaloszami.
      Pamiętajcie,że dobrem dziecka jest poczucie bezpieczeństwa.Ma
      wiedzieć,że nie musi samo eksperymentować życiem i zdrowiem,że jest
      pod opieką kogos,kto je chroni,kto jest na to wystarczająco
      mądry.Dziecko samotne i nieszczęsliwe totakie,które nie ma nalezytej
      opieki/także dyscypliny/.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka