Dodaj do ulubionych

przyjaźń mamy z bezdzietną

12.10.09, 01:21
Witam Was Mamy i Przyszłe Mamy. :-]

Zdecydowałam się napisać tu post, bo po prostu chciałabym poznać
drugi punkt widzenia. Bardzo proszę nie traktować mojej wypowiedzi
jako złośliwego ataku bądź prowokacji, bo nie to mam na celu. Bardzo
proszę też nie wchodźmy w dyskusje kto dokonał w życiu lepszego
wyboru , komu czego brakuje etc. Nie taki jest cel mojego pytania.

Może się przedstawie: mam lat 28, żyję sobie, pracuje w reklamie,
robie wiele innych rzeczy... mamą nie jestem i być nie chcę. Nie
planuję i praktycznie za bardzo się nigdy nad macierzyństwem nie
zastanawiałam, było jakąś tam rzeczą poza moim horyzontem.
Wszystko się zmieniło kiedy moja bardzo dobra przyjaciółka od czasów
podstawówki Zuza zaszła w ciąże i urodziła, w tej chwili już roczną
córkę.

Ogólnie czuję się strasznie zagubiona w tej chwili i nie wiem co
dalej robić. Do tej pory walczyłam o przyjaźń ...ale czuję się coraz
bardziej bezsilna i coraz bardziej smutno mi gdzieś tam "w środku".
Oddalamy się od siebie coraz bardziej. Ja oczywiście patrze na to z
mojej perspektywy : wszystko się zaczęło gdy zaszła w ciąże i
pogłębia się coraz bardziej.

Nie wiem dokładnie gdzie leży początek a gdzie koniec tej historii.
Ostatnio jestem już zupełnie zrezygnowana. Ja wkładałam wiele
wysiłku w tą przyjaźń i w wiele innych spraw...ale teraz widze, że
było to jednostronne.

W chwili obecnej dzieli nas bardzo duża odległość ( Anglia -
Polska). Dla mnie nie jest to problem. Mam drugą przyjaciółkę,
ciągle w zagranicznych rozjazdach, z którą w miarę zwiększania się
dystansu kilometrowego, zacieśnia się między nami więź. Tu telefon,
tu skype, tu gadu, to facebook, tu ja przyjade tam ona a gdzie
indziej się spotkamy w połowie drogi.

Pierwszy "zgrzyt" z Zuzą miałam na początku jej ciąży. Ja znalazłam
się w bardzo ciężkiej sytuacji życiowej, rozważałam opcję wyjazdu do
Anglii. Ponieważ dysponowałam ograniczonym środkami finansowymi,
zapytałam się, czy mogę się u nich na jakiś czas zatrzymać. Nie było
to nic nadzwyczajnego, tym bardziej, że po kolei ściągali do Anglii
swoich znajomych. Jedni mieszkali u nich 5 miesięcy, inny kolega
ponad rok... ja usłyszałam po prostu "NIE".
Byłam w lekkim szoku...ale zaczęłam sobie tłumaczyć: eh, hormony i
zacisnęłam zęby.

Potem raptem ucichły telefony z jej strony, gadu, skype czy też inne
formy komunikacji. To ja ciągle pisałam, wydzwanialam z pytaniem jak
tam, jak się czuje,, czy chłopiec czy dziewczynka, co z jej
zapaleniem migdałków... bardzo często nie dostawałam żadnej
odpowiedzi, jakbym pisała w próżnię. I tak jest do dziś. Kontakt
jednostronny.

W pewnym momencie dość spontanicznie wziełam ze sobą mojego
ówczesnego chłopaka i postanowiłam ich odwiedzić. Usłyszałam : "
Eeee.... no dobra, mieliśmy wyjechać na weekend ale trudno".

Ciągle sobie tłumaczyłam: hormony, ciąża...

Potem były inne rzeczy jak zapomnienie o moich urodzinach, działy
się w ich życiu ważne rzeczy i nic mi o tym nie było wiadomo,
podczas gdy inni znajomi wiedzieli wszystko. Jak miała problem to
rozmawiała z kumpelą z pracy a nie ze mną...

W ostatniej chwili zrezygnowali z przylotu na Święta Wielkanocne,
powiedziałam, że jest mi bardzo przykro, że ich nie zobacze bo
zaplanowałam to i tamto.. w odpowiedzi usłyszałam :" Przestań
zrzędzić, teraz musimy wybierać co najlepszego dla Małej, nam też
nie jest łatwo".

Jakoś sobie wszystko tłumaczyłam. Ale w pewnym momencie coś pękło.
Może zaczęło się to w moje urodziny , kiedy zadzwoniła a ja
szczęsliwa, że chce mi życzenia złożyć oklapłam totalnie, bo prosiła
o poszukanie w polskich księgarniach książki o niemowlakach. Okej,
nachodziłam się, w końcu zamówiłam w Empiku i wysłałam. Dwa miesiące
ciszy. W końcu pytam się - Czy doszła? - Tak. - Dlaczego nawet nie
napisałaś? - Trzeba było się zapytać.

Ogólnie sytuacja w tej chwwili wygląda tak, że to ja ciągle
podtrzymuje kontakt. Ale ja też mam swoje życie. I wiele rzeczy i
dobrych i złych się w nim dzieje. Ostatnio jest mi cięzko bo stoje
przed paroma ważnymi decyzjami( min wyjazd na kontrakt do Szwecji i
biopsja tarczycy). Też chciałabym, żeby zadzwoniła i sie po prostu
zapytała: hej, co u Ciebie, co się dzieje?

Nie wiem co się stało, nie wiem też dokładnie kiedy. I nie wiem
dlaczego. Kiedyś było inaczej. Zuza to wspaniała dziewczyna. Teraz
chyba najbardziej mnie boli ta cisza z jej strony. Jakby oczekiwała,
że tylko nią się trzeba interesować. Że to do niej teraz trzeba
przylecieć.

Nie wiem po czyjej stronie leży wina. Ja oczywiście obarczam nią jej
nową sytuację życiową i dziecko. Nie chce się ze mną przyjaźnić?
Woli inne w jej sytuacji również mamy?

A może to moja wina... może to ja daje jej do zrozumienia w jakiś
sposób, że gardze jej macierzyństwem, bo już ani z nią na piwo ani
do kina ani nigdzie?

Mam po prostu dość. Mam dość bycia clownem do wynajęcia albo
służącą.

Wie, że jestem dość emocjonalną osobą i prędzej zanim pomyśle to coś
chlapne, jak np poddałam w wątpliwość wybór imienia dla dziecka. Nie
było to złośliwe, po prostu pytanie: czy jesteś pewna? ( a wierzcie
mi, imie było jak z kosmosu). Jej reakcja? - To mój wybór, nie życze
sobie kometarzy.

Nie wiem co robić. Wycofać się, odpuścić, przeczekać? A może problem
leży gdzie indziej?

Będe wdzięczna za wszelkie opinie, sugestie etc.

Po prostu chcę poznać punkt widzenia "drugiej strony".
Obserwuj wątek
    • sueellen Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 01:35
      Wszystko wskazuje na to, że koleżanka czuje, że z jakichś tam powodów jesteś
      namolna i robi co może by zwiększyć dystans.

      Najlepiej zrobisz jak odpuścisz. Zamilknij. Jak się odezwie, to się odezwie, a
      jak nie to już będziesz wiedziała że to koniec przyjaźni.

      Odkąd jestem w stałym związku i poza pracą zawodową mam w brzuchu dziecko,
      sprzątanie, pranie, gotowanie, zakupy też jakoś mi przeszła ochota na imprezki i
      ploty. Z resztą z niedzieciatymi po mału kończą się tematy. Mozemy pogadać o
      pracy, pogodzie i polityce, ale punkty widzenia nawet w tych tematach się zmieniają.

      Jak bezdzietna singielka mieszkająca z rodziacmi mówi: super pogoda, to myśli
      pojedźmy nad wodę, zróbmy grilla itp a ja myślę: super - wreszcie umyję okna i
      wyplewię ogródek. Już nie te planety, różne priorytety i inne punkty widzenia.
      • nolita Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 01:40
        Zawsze mi się wydawało, że można to jakoś przejść. Co prawda z
        jakimiś perturbacjami po drodze, ale można.

        Ja mam inne priorytety, ona też. Ale chcę się interesować "jej
        priorytetami" bo wiem, że to dla niej ważne. Dlaczego nie
        funkcjonuje to w obie strony?


        ps. Ja nie mieszkam z rodzicami, też piorę i gotuję ;-]
      • kicia031 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 10:25
        > Jak bezdzietna singielka mieszkająca z rodziacmi mówi: super
        pogoda, to myśli
        > pojedźmy nad wodę, zróbmy grilla itp a ja myślę: super - wreszcie
        umyję okna i
        > wyplewię ogródek. Już nie te planety, różne priorytety i inne
        punkty widzenia.
        >

        Hmm, ja jestem matka od 17 lat i dla mnie piekna pogoda oznacza
        wciaz wypad nad wode, a nie mycie okien. Prawde mowiac, nie
        pamietam, kiedy mylam okna...
    • parasol-ka Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 03:18
      U mnie bylo dokladnie odwrotnie, kiedy ja zaszlam w ciaze, to mojej
      bezdzietnej kolezance odechcialo sie ze mna utrzymywac kontakt. A
      staralam sie, tez byly e-maile, gadu-gadu, Skype itd. W koncu dalam
      sobie spokoj i tobie radze tak samo. Nic na sile.
      • nolita Re: ważne dopowiedzenie do tematu. 12.10.09, 06:45
        Hmmm... no właśnie.

        Być może jest tak, że ona tak samo jak ja teraz , siedzi tam i mówi,
        że odkąd ma dziecko wszyscy znajomi co są bezdzietni się od niej
        odsunęli. Być może z jej punktu widzenia wszystko jest ok. Czy
        faktycznie w okresie ciąży i perwszych miesięcy jest się tak
        emocjonalnie rozwarstwionym a potem aż tak zabieganym, że można nie
        dostrzegać takich sytuacji ? Albo po prostu nie mieć czasu ... a ja
        tutaj wszystko wyolbrzymiam.

        Zapomniałam dodać chyba bardzo wazną rzecz: pomimo tej całej
        sytuacji zostałam poproszona o zostanie MATKĄ CHRZESTNĄ. :-\

        Więc już ogólnie... nic nie rozumiem.
        • tabakierka2 Re: ważne dopowiedzenie do tematu. 12.10.09, 07:24
          wiesz, nie wydaje mi się, żeby fakt posiadania/nieposiadania
          potomstwa miał tutaj jakiekolwiek znaczenie. Ja tutaj widzę jakąś
          zawiść/złość/żal/zazdrość <?> Twojej przyjaciółki w stosunku do
          Ciebie. Może nie układa jej się po jej myśli, może szczęście, które
          miało jej dać dziecko nie jest takie, jak sobie wyobrażała? może
          jest inaczej niż zaplanowała (często chyba wyobrażenia
          macierzyństwa zderzają się z rzeczywistością i trochę czasu potrzeba
          na 'ogarnięcie się'). Nie widzę w Twoim zachowaniu niczego
          niestosownego. Nie odzywaj się do niej, nie dzwoń, nie dąż do
          kontaktu - niech teraz ona pokaże czy zależy jej na Waszej przyjaźni.
          I ponownie podkreślam, że nie wydaje mi się, żeby sam fakt
          dzietności/bezdzietności miał wpływ na Waszą relację.
        • leli1 Re: ważne dopowiedzenie do tematu. 12.10.09, 07:32
          bardzo późno w moim życiu pojawiło się dziecko, więc siłą rzeczy większość koleżanek była juz dzieciata. I co?....nic to nie zmieniło. Nasze przyjaźń/koleżeństwo trwało i trwa dalej. Jakoś nasze punkty widzenia w tym momencie nie były całkiem od siebie odległe, dalej tematy były, dbalismy wzajemnie o siebie (choc wiem, że w tamtym momencie mysmy "dawali wiecej" z siebie, ale doskonale to rozumiałam - ona miała na głowie wiecej niz ja.......teraz oni "to odrabiają" smile) mając juz duze dzieciaki, podczas gdy my malucha w domu.

          Przystopuj/nie zabiegaj/nie narzucaj sie.
          Jesli zalezy Ci na przyjaźni to poczekaj-niech sie kobieta nacieszy macierzynstwem, jak wyluzuje, to pewnie "przypomni" sobie o swoim poprzednim zyciu i ze oprocz dziecka sa tez inni.
        • kropkacom Re: ważne dopowiedzenie do tematu. 12.10.09, 07:44
          > faktycznie w okresie ciąży i perwszych miesięcy jest się tak
          > emocjonalnie rozwarstwionym a potem aż tak zabieganym, że można nie
          > dostrzegać takich sytuacji ? Albo po prostu nie mieć czasu

          Można. To tak jakbyś dostała nową pracę kompletnie inną od poprzedniej a w
          dodatku ci na niej BARDZO zależy smile No i to praca która nie kończy się po 15 czy
          17 tongue_out

          Moim zdaniem poczekaj. Wszystko się samo wyklaruje.
    • deodyma Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 08:53
      tak naprawde to Ty robisz wszystko, zeby ta przyjazn podtrzymac, bo
      ona nie robi nic i wyglada na to, ze jej na tym w ogole nie zalezy.
      na Twoim miejscu bym sobie odpuscila i dala spokoj na jakis czas.
      zreszta masz swoje zycie, swoje sprawy i moze juz najwyzszy czas,
      zebys skupila sie na nim, nie na zyciu swojej
      "przyjaciolki"?
      • echtom Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:10
        Czasem po prostu coś się kończy. Miałam dobrą koleżankę jeszcze z
        czasów studenckich (jest chrzestną mojej najstarszej córki), eks też
        bardzo ją lubił. Założyła rodzinę 6 lat później niż ja, ale przez
        cały czas utrzymywałyśmy kontakt. Rozmył się nam bez konkretnej
        przyczyny 5 lat temu, skontaktowaliśmy się z nią w zeszłym roku w
        dramatycznej dla niej sytuacji życiowej, proponowaliśmy pomoc, ale
        nie chciała jej przyjąć. Ostatni raz zjawiła się na 18 urodziny
        swojej chrześniaczki, miała się odezwać, od prawie roku milczy. Dla
        mnie jest to sygnał, że po prostu coś się skończyło i nie ma sensu
        się narzucać. Szkoda, bo fajna dziewczyna, ale tak czasem w życiu
        bywa.
      • redowoman Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 13.10.09, 15:47
        deodyma napisała:

        > tak naprawde to Ty robisz wszystko, zeby ta przyjazn podtrzymac, bo
        > ona nie robi nic i wyglada na to, ze jej na tym w ogole nie zalezy.
        > na Twoim miejscu bym sobie odpuscila i dala spokoj na jakis czas.
        > zreszta masz swoje zycie, swoje sprawy i moze juz najwyzszy czas,
        > zebys skupila sie na nim, nie na zyciu swojej
        > "przyjaciolki"?

        dokładnie.. z twojego opisu wynika, że to Ty o to zabiegasz, a ona nie; tym
        bardziej, ze sama wspomniałaś, że z innymi się dzieli swoimi przeżyciami a z
        Tobą nie.
        odpuść sobie i zajmij się swoim życiem.
        na pewno kwestia dzieci nie ma tutaj żadnego znaczenia
    • broceliande Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:04
      Ja jestem osobą, która w razie czego potrafi odpuścić kontakt. To
      bardzo przykre odzywać się, dopytywać, interesować bez wzajemności i
      na pewno dałabym spokój.
      Oczywiście dziecko ma tu ogromne znaczenie, bo dziecko zmienia
      wszystko.
      Okres niemowlęctwa dzieci (rok po roku) mojej przyjaciółki
      przeczekałam nie narzucając się.

      Kiedy sama urodziłam dziecko, moje spotkania z bezdzietnymi
      przyjaciółmi trochę się ograniczyły, bo już nie miałam ochoty
      siedzieć w pubach.

      Piszesz, że inni znajomi wiedzieli więcej od Ciebie. To by mnie
      właśnie skłoniło do machnięcia ręką na tę przyjaźń, bo czy to
      jeszcze przyjaźń...
    • triss_merigold6 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:05
      Przestań się narzucać. Kobieta ma życie osobiste ułożone, ciężar
      kontaktów towarzyskich przeniosła zapewne na koleżanki z dziećmi z
      którymi ma wspólne tematy do rozmowy. Przy niemowlaku i to pierwszym
      wcale jej się nie dziwię. Twój ewentualny kontrakt w Szwecji ma dla
      niej zerowe znaczenie w porównaniu z ząbkowaniem.
      Spontaniczne odwiedziny w weekend? Są osoby bardzo otwarte
      towarzysko, ja akurat kompletnie nie i też bym nie była zachwycona.
      • ally Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 15:56
        > Spontaniczne odwiedziny w weekend? Są osoby bardzo otwarte
        > towarzysko, ja akurat kompletnie nie i też bym nie była zachwycona.

        ja bym była wściekła. ale za kupno książki to laska mogła chociaż podziękować.
        pomiędzy przyjaźnią a la dziewczynki w I klasie podstawówki a chamskim olewaniem
        kogoś jest ocean możliwości wink
        • nolita Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 16:17
          ally napisała:

          > > Spontaniczne odwiedziny w weekend? Są osoby bardzo otwarte
          > > towarzysko, ja akurat kompletnie nie i też bym nie była
          zachwycona.
          >
          > ja bym była wściekła.


          Chyba nie napisałam wcześniej, że te spontaniczne odwiedziny zostały
          oznajmione 3 tygodnie przed faktem. Spontaniczne to one były dla
          nas "Lecimy? No to lecimy". Ale Zuza z mężem wiedzieli 3 tygodnie
          przed faktem.
    • szyszunia11 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:21
      wszystko zależy od osoby. ze mną było zupełni einaczej, tzn. w ciązy i teraz, w okresie niemowlęctwa mojego dziecka, bardzo potrzebuję kontaktu "niedzieciowego". Czasem słyszę w rodzinie dobre rady, żeby spotkac się z dzieciatymi koleżankami - tak, to bardzo fajne powymieniać doświadczenia i ma swoje dobre strony, ale często też potrzebuję zupełnie innych rozmów. Spotykam sie, gadam z bezdzietnymi, chodzę na te spotkania z dzieckiem i bez, gadamy o wszystkim. Nie czuję żeby się coś zmieniło w naszych kontaktach z powodu tego, że mam dziecko. Koelżanki zawsze o dziecko zagadną i to bardzo miłe, ale żadna ze stron nie czuje presji, żeby tylko o nim gadać. Jest ok, bo te osoby życzliwie odnoszą się do dziecka, do kwestii macierzyństwa, nei ma tu cienia pogardy, bo tego bym raczej nei tolerowała. Ja uważam, ze nawet z malutkim dzieckiem można utrzymywać kontakty towarzyszkie, może nei w tej samej formie, ale można!
      Kiedyś zdarzyło mi się coś podobnego, co Tobie - zerwała ze mną kontakt osoba, z którą chciałam przysłowiowe "konie kraść" i przyjaźnić się. Miałyśmy razem wyjechać do pracy zagranicę, potem przypadkiem dowiedziałam się, że ona już tam jest... jakiś czas później zrozumiałam, ze powazne problemy rodzinne mocno na nią negatywnie wpłynęły.
    • brak.slow Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:22
      cóż skonczyla jej się wolność, być może zazdrości jej Tobie? Ty sie realizujesz,
      kontrakty w szwecji a ona zmienia kolejną pieluchę.,.unika CIe jak moze, bo juz
      nie daje rady znieść sluchania o kolejnym beztroskim popoludniu, imprezie,
      podwyzce czy premii w pracy. big_grin

      moze też byc tak, jak czesto w tego typu przyjaźniach bywa...
      jedna ze stron jest oddanym przyjacielem, a druga jest zwyczajną pijawką, ktora
      korzysta ile się da, aby nic nie dać w zamian. wiem jak się czujesz mialam
      identyczną sytuację. i urwanie kontaktow wynikalo wlasnie z tego co opisalam na
      poczatku postu.
      polowa studiow, ona wpadla, koniec nauki, przerwala studia na 2 lata, koniec
      imprez, wolności itd, urwala kontakt z większością bezdzietnych kolezanek.
      żaluję, ze tyle włożyłam do tej znajomości. dobrze zrobisz jak ją olejesz i nie
      napiszesz więcej ani jednego slowa. w innym wypadku będziesz się źle czula z
      tym..ta zuza to pieprzona egoistka
      przy rocznym dziecku da się wyskrobać kilka zdan w mailu..
      • tabakierka2 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:24
        brak.slow napisała:

        > cóż skonczyla jej się wolność, być może zazdrości jej Tobie? Ty
        sie realizujesz
        > ,
        > kontrakty w szwecji a ona zmienia kolejną pieluchę.,.unika CIe jak
        moze, bo juz
        > nie daje rady znieść sluchania o kolejnym beztroskim popoludniu,
        imprezie,
        > podwyzce czy premii w pracy. big_grin

        ja odnoszę podobne wrażenie.
        • kropkacom Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:29
          No pewnie zawsze chodzi o zazdrość wink Czy wam się nigdy przyjaźnie nie
          pourywały? To naturalne że coś się kończy i zaczyna. Takie życie i nie koniec
          świata. A nie rozpamiętywać że się wysilało a teraz klapa.
          • tabakierka2 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:34
            kropkacom napisała:

            > No pewnie zawsze chodzi o zazdrość wink Czy wam się nigdy przyjaźnie
            nie
            > pourywały? To naturalne że coś się kończy i zaczyna. Takie życie i
            nie koniec
            > świata. A nie rozpamiętywać że się wysilało a teraz klapa.

            niestety bardzo czesto podłożem tego 'końca' była właśnie zazdrość -
            o faceta, o studia, o pracę <?!> o życie małżeńskie. Tyle, że 'trawa
            u sąsiada zawsze wydaje się bardziej zielona' i ta zazdrość bardzo
            często dotyczyła raczej 'wizji' tego, co ma ta druga niż tego, co
            faktycznie ma.
            • kropkacom Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:36
              > niestety bardzo czesto podłożem tego 'końca' była właśnie zazdrość -
              > o faceta, o studia, o pracę <?!> o życie małżeńskie.

              Poważnie? Nie zazdroszczę wobec tego ludzi których spotkałaś.
              • tabakierka2 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:39
                kropkacom napisała:


                > Poważnie? Nie zazdroszczę wobec tego ludzi których spotkałaś.

                Ludzie jak ludzie. Jak jest sie na tym samym etapie, to jakoś nie ma
                problemu. Jak wyszłam za mąż i nie chciałam jeździć na babskie
                wakacje (bez męża w sensie) to jakoś te koleżanki singielki się
                zaczęły wykruszać, jedna tylko powiedziała, że jej ciężko nas
                odwiedzac, bo widzi, że ja jestem szczęśliwa, że mam męża, a ona
                sama jak palec i nie zanosi sie na zmianę...
                • kropkacom Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:43
                  Mam warzenie że ludzie nie potrafią zaakceptować że się innym życie zmienia. A
                  co do ciebie tabakierko, to Twoje koleżanki singelki pewnie mówią że im
                  zazdrościsz wolności i dlatego z nimi się nie widujesz smile Widzisz już błąd w
                  takim myśleniu?
                  • tabakierka2 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:49
                    kropkacom napisała:

                    > A
                    > co do ciebie tabakierko, to Twoje koleżanki singelki pewnie mówią
                    że im
                    > zazdrościsz wolności i dlatego z nimi się nie widujesz smile Widzisz
                    już błąd w
                    > takim myśleniu?

                    smile
                    ja im mówię wprost, że nie wyjadę z nimi na wakacje, bo wyjeżdżam z
                    mężem i nie chcę bez niego jechaćtongue_out więc mają dość jasny obraz
                    sytuacjitongue_out a ponadto jak powiedziałaś, niektórym trudno zaakceptować
                    fakt, że innym ludziom się życie zmienia.
                    • kropkacom Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:59
                      Zazdrosna jesteś na pewno tongue_out Wszyscy są o wszystko zazdrośni. I jak tu żyć? smile

                      > fakt, że innym ludziom się życie zmienia.

                      Zmienia się bo już nie jesteśmy nastolatkami, czy singelkami gotowymi zawsze na
                      pogaduchy i wyjazdy.
                  • triss_merigold6 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:52
                    No dokładnie. W studencko-singielskich czasach łaziłam po pubach i
                    klubach z koleżankami, teraz wolę z aktualnym wieczorem pogadać czy
                    obejrzeć film. Życie towarzyskie singli mnie zwyczajnie wali, nie
                    mam z tym nic wspólnego.
                    • angazetka Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 14:44
                      > Życie towarzyskie singli mnie zwyczajnie wali, nie
                      > mam z tym nic wspólnego.

                      Skoro nie chcesz mieć znajomych innych niż mąż...
                      • triss_merigold6 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 14:52
                        Konkubent jeśli już. Innych znajomych mam ale widuję się z nimi
                        bardzo sporadycznie, kontakt telefoniczny już częściej. I też są to
                        głównie kobiety z rodzinami na stanie, bo możemy porozmawiać na
                        tematy interesujące obie strony. Czasu na chlanie w pubach mi
                        szkoda, wolę się wyspać a jesli już mam weekend child free to wolę
                        spędzić wieczor na mieście z facetem niż z koleżanką.
        • embeel Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:37
          Przyjaznie czasem sie wypalaja, nawet od czasow podstawowki, bo
          wybieramy bardzo rozne drogi i coraz mniej nas laczy, coraz mniej
          mamy sobie do powiedzenia.
          Moze fakt zostania mama uwypuklil tylko te roznice, ktore przez lata
          sie nawarstwialy? Moze trzeba spojrzec prawdzie prosto w oczy i
          uznac, ze to koniec a przynajmniej, ze juz nie bedzie tak jak kiedys
          i zadac sobie pytanie, czy chcesz pielegnowac te przyjazn na innych
          zasadach czy nie?

          Mialam nieco podobny przypadek z przyjaciolka wlasnie od pierwszej
          klasy podstawowki - oddalalysmy sie coraz bardziej od siebie,
          wybralysmy calkiem inne drogi "kariery", ja kilka razy zmienialam
          miejsce pobytu w Polsce, teraz mieszkam za granica, ona od zawsze w
          tym samym miescie, tej samej dzielnicy.
          Paradoksalnie - odkad jestesmy mamami na nowo mamy lepszy kontakt,
          ale nasze rozmowy ograniczaja sie tylko i wylacznie do tematow
          dzieciecych.
          Utrzymuje kontakt choc wiem, ze cos sie mimo wszystko skonczylo,
          ale biore pozytywna strone medalu - zaczelo sie cos innego.


        • jagabrysia2 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:40
          Przyjaźń należy podtrzymywać, ale nic na siłę. Nie obrażaj się. Oczywiście
          odzywaj się do niej, ale nie tak często i nie chciej ani spontanicznie jej
          odwiedzać z chłopakiem ani nakłaniać do przyjazdu i spotkań z Tobą. Ona naprawdę
          może teraz nie mieć czasu, ochoty i po prostu siły na utrzymywanie tej
          przyjaźni. Jeśli przyjaźń jest prawdziwa, przetrwa tę próbę.
          Ja odkąd mam dziecko (ma teraz niespełna pięć miesięcy) też przerwałam większość
          kontaktów przyjacielsko-towarzyskich. Jestem zmęczona i kiedy nawet mam jakieś
          wolne kilka godzin, to wolę po prostu sobie pobyć sama i się pozajmować sobą, a
          nie słuchać o ich problemach w pracy, flirtach i innych sprawach. To
          przejściowe. Ona, kiedy sobie poukłada swoje sprawy, a dziecko będzie
          samodzielniejsze, na pewno chętnie wznowi kontakty z Tobą.
        • echtom Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 10:19
          Za dużo psychologizujecie, dziewczyny smile Kobieta po prostu weszła na
          inną orbitę i niespecjalnie ją interesuje kontakt z poprzednim
          życiem.
      • triss_merigold6 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:28
        Błagam tylko bez tekstów o zazdrości. Znam z autopsji, bo mój
        rodzony ojciec jest święcie przekonany, że zazdroszczę mojej
        siostrze bezdzietnej singielce wyjazdów, szkoleń i kontraktów
        zagranicznych. Qrde nigdy nie chciałam wyjeżdżać za granicę w celach
        zawodowych lub edukacyjnych, na myśl o pracy w międzynarodowym
        środowisku robi mi się słabo i rytm życia pobudka-przedszkole-8-16-
        zakupy-przedszkole-obiad-sprzątanie-bajka etc. bardzo mi odpowiada.
        • tabakierka2 triss 12.10.09, 09:37
          ja tam nie wiem, ale jak słyszę teksty ztyranych rodziców, jacy to
          my jesteśmy szczęsliwi, że nie mamy dziecka,że możemy chodzić do
          kina/teatru/gdziekolwiek bez martwienia sie z kim dziecko zostawić,
          że my to możemy jeździć sobie na wakacje kiedy chcemy i dokąd
          chcemy, bo nie mamy dziecka itp. itd, to odnosze wrażenie, że jednak
          jakiś żal/zazdrość tutaj się pojawiatongue_out nic, ze my byśmy chcieli mieć
          taki 'problem' który się zowie dzieckiemtongue_out ale to już inna para
          kaloszytongue_out
          • triss_merigold6 Re: triss 12.10.09, 09:41
            To, że ktoś czasem narzeka, bo jest zmęczony i czasu brakuje, nie
            oznacza, że chciałby się zamienić.
            • tabakierka2 Re: triss 12.10.09, 09:50
              triss_merigold6 napisała:

              > To, że ktoś czasem narzeka, bo jest zmęczony i czasu brakuje, nie
              > oznacza, że chciałby się zamienić.

              twierdzą, że chcielibytongue_out
              • triss_merigold6 Re: triss 12.10.09, 09:54
                Byc może nie zdążyli poszaleć w młodości. Ja zdążyłam, życia
                nocnego, wyjazdów, facetów, miałam do wypęku i nie odczuwam
                niedosytu.
                • tabakierka2 Re: triss 12.10.09, 10:04
                  triss_merigold6 napisała:

                  > Byc może nie zdążyli poszaleć w młodości. Ja zdążyłam, życia
                  > nocnego, wyjazdów, facetów, miałam do wypęku i nie odczuwam
                  > niedosytu.

                  ja równieżtongue_out
                  dodatkowo przez pierwszy rok małżeństwa dość sporo podróżowaliśmy,
                  chyba wyszaleliśmy sie już wystarczającotongue_out para wspomniana zaszła w
                  ciążę miesiąc po ślubietongue_out a dwa miesiące po skończeniu dość
                  absorbujacych studiów.
              • kropkacom Re: triss 12.10.09, 10:04
                > twierdzą, że chcielibytongue_out

                Oj, jak to trza uważać co się mówi smile Mi tam pewnie siostrze zdarzyło się
                powiedzieć że zazdroszczę że może spać do oporu w weekend. Ale za Chiny nie
                znaczyło to że chciałabym być ciągle singlem i pozbyć się dzieci tongue_out
                • tabakierka2 Re: triss 12.10.09, 10:07
                  kropkacom napisała:

                  > > twierdzą, że chcielibytongue_out
                  >
                  > Oj, jak to trza uważać co się mówi smile Mi tam pewnie siostrze
                  zdarzyło się
                  > powiedzieć że zazdroszczę że może spać do oporu w weekend. Ale za
                  Chiny nie
                  > znaczyło to że chciałabym być ciągle singlem i pozbyć się dzieci tongue_out

                  tzn. oni (ta para) generalnie ma syndrom męczęnnika w małżeństwie i
                  jako rodzice. Więc wierzę,że mogliby chcieć zmienić życie na
                  singielskietongue_out
                  • embeel Re: triss 12.10.09, 10:09

                    pewnie tylko tak gadaja...
        • nolita Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:40
          No ale halo...przecież nie rozmawiacie ciągle o pieluszkach,
          kupkach i ząbkowaniu ? Chociażby po postach na tym forum widać, jaka
          różnorodna jest tematyka. Jak to "przeżuciła się towarzysko" na inne
          matki z dziećmi, żeby mieć wspólne tematy?

          Tess, czy naprawde uważasz, że mama jest w stanie powiedzieć
          koleżance " słuchaj, schowaj się z tym guzem tarczycy... moja mała
          ząbkuje, to jest dopiero problem?". No chyba nie...nie wyobrażam
          sobie czegoś takiego. :-[ To jest wręcz brutalnie- nie ludzkie.
          Albo...i brutalnie pawdziwe ???
          • triss_merigold6 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:48
            Nie, bo mam pięciolatka i jestem na etapie muzeów, teatrzyków oraz
            organizacji urodzin więc ząbkowanie mniej mnie interesuje.P
            Normalnie - inne matki mają podobny rytm funkcjonowania i podobne
            tematycznie problemy. Jako bezdzietna do 30-tki funkcjonowałam
            inaczej i znajomych miałam głównie bezdzietnych, bo byli
            dyspozycyjni imprezowo i wyjazdowo.
            Oczywiście, rozmawiam na milion tematów pozadziecięcych, mam dość
            intensywną pracę, która jest dla mnie ważna, stałego partnera etc.
            ale wiele kontaktów przestałam podtrzymywać, bo mi się zwyczajnie
            nie chce.
            Nie musi nic mówić, wasze drogi życiowe się rozeszły i Twoje
            problemy przestały ją interesować na tyle, żeby podtrzymywać
            kontakt. Welcome to the real world.
          • broceliande Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 10:25
            nolita napisała:

            > No ale halo...przecież nie rozmawiacie ciągle o pieluszkach,
            > kupkach i ząbkowaniu ? Chociażby po postach na tym forum widać,
            jaka
            > różnorodna jest tematyka. Jak to "przeżuciła się towarzysko" na
            inne
            > matki z dziećmi, żeby mieć wspólne tematy?


            Może raczej, żeby porozmawiać z ludźmi, którzy to rozumieją. To
            znaczy bycie rodzcem. Ja bardzo wyraźnie czuję przepaść między mną a
            osobami bezdzietnymi i między mną - matką a mną - bezdzietną przez
            całe 8 lat małżeństwa.

            >
            > Tess, czy naprawde uważasz, że mama jest w stanie powiedzieć
            > koleżance " słuchaj, schowaj się z tym guzem tarczycy... moja mała
            > ząbkuje, to jest dopiero problem?". No chyba nie...nie wyobrażam
            > sobie czegoś takiego. :-[ To jest wręcz brutalnie- nie ludzkie.
            > Albo...i brutalnie pawdziwe ???


            Ja też sobie nie wyobrażam.
    • laminja Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 09:38
      ciąża i macierzyństwo nie mają tu nic do rzeczy. Owszem dziecko może wprowadzić
      zamieszanie, odebrać matce czas, ale bez przesady.

      Odpuść zanim kompletnie się do niej zniechęcisz. Bywa, że drogi się rozchodzą,
      ale może za kilka lat się zejdą.
    • kawka74 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 10:15
      Mnie moja ciąża jakoś niespecjalnie przeszkadza w przyjaźni z bezdzietnymi.
      Z drugiej strony priorytety mi się zmieniły i moja własna ciąża obchodzi mnie bardziej, niż cudze problemy, co nie oznacza, że nie chcę słuchać niczego, co nie dotyczy tejże ciąży. Powiem więcej - częstokroć jest to dla mnie miła odmiana smile
      Być może Twoja koleżanka ma dokładnie takie samo poczucie, jak Ty - że nie interesujesz się nią i jej dzieckiem w takim stopniu, w jakim by sobie tego życzyła. Może oczekuje, że w ogóle nie będziesz mówić o sobie. Może wydaje się jej, że nie ma co z Tobą rozmawiać o dziecku, bo i tak nie zrozumiesz. Może po prostu nic poza dzieckiem jej nie obchodzi. Może, może, może.
      Jeśli uważasz, że zrobiłaś wszystko, żeby podtrzymać tę przyjaźń, to sobie teraz odpuść. Szkoda, bo, jak rozumiem, przyjaźniłyście się długo, ale przyjaźnie się - bywa - rozpadają i trzeba przejść nad tym do porządku dziennego, chociaż smutno.
    • olamka1 To poprostu NIE przyjaźń a TYLKO koleżeństwo... 12.10.09, 10:17
      Zastanów się nad definicją słowa przyjaciel... i wszystko będzie jasne smile Z
      przyjacielem nie ma BARIER jakie widzę w tej znajomości. Otóż z przyjacielem po
      prostu momentalnie porozmawiałabyś o pierwszym problemie w znajomości, nie
      dopuściłabyś do narośnięcia tych zachowań, tych zgrzytów , tych bolączek. Wiesz,
      ja mam PRAWDZIWĄ przyjaciółkę i ona jest bezdzietna z wyboru. Każde
      nieporozumienie, każde słowo jakie mnie "zaboli" w jej postępowaniu natychmiast
      na bieżąco wyjaśniamy. Mówimy natychmiast co nam leży na wątrobie. To między
      WAMI to NIE przyjaźń. To zwykłe koleżeństwo. Z prawdziwą przyjaciółką nie
      miałabyś takich problemów. W przyjaźni niemożliwe jest np. milczenie 2 miesiące
      po otrzymaniu książki... smile No co Ty... . To po prosty TYLKO Twoja BYŁA dobra
      koleżanka... . Ot co!
      • semijo Re: To poprostu NIE przyjaźń a TYLKO koleżeństwo. 12.10.09, 12:27
        Nie wiem na ile ważna jest ta przyjażń dla Ciebie, jeśli bardzo
        zależy Ci na kontaktach to napisz do niej jakiegoś dlugiego e-maila.
        Zapytaj sie wprost dlaczego Cie unika, czy coś sie stalo itp. Ja
        stawiam na szczerość w takich sytuacjach. Jesli napisze że Ci się
        wydaje, albo inne tego typu farmazony to odpuść temat. Będzie co ma
        być , a Ty nie bęziesz mieć juz sobie nic do zarzucenia.
    • phoney Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 12:45
      Jeśli jesteś wolnego stanu, aktywna zawodowo, zapewne zadbana, a
      mamausie wiadomo jakie są, tylko zupki, kupki, to stanowisz dla niej
      realne zagrożenie, że jej mąż Cię bzyknie. Z tej przyjaźni nic nie
      będzie.
      Pozdrawiam
      • nolita phoney 12.10.09, 13:00
        eeee....no bez przesady. To jest bardzo ładna i wciąż zadbana
        dziewczyna. Muszę przyznać, że macierzyństwo ją "wydorośliło" ( bo
        to taka do tej pory dziewczynka delikatna była...a nie dorosła
        kobieta z wyglądu rzecz jasna).

        Jest zgrabniejsza ode mnie i ładniejsza.

        A z mężem mam a raczej miałam świetny kontakt, bo też się skumaliśmy
        i polubiliśmy.
        • joxanna Re: phoney 12.10.09, 13:07
          Ja muszę przyznać, że jako matka to raczej ja ograniczam kontakty z bez
          dzietnymi, bo boję się, że będzie im przeszkadzać gadanie, przerywanie w pół
          słowa, żeby pójść układać klocki, mamo wytrzyj mi nos, spotkanie max 2 godziny,
          bo dziecko kota dostanie, a wieczorem trzeba kłaść spać itp. Dzieci małe póki
          co, bardzo absorbujące i liczę na to, że za parę lat odnowię kontakty, ale boję
          się, że to bezpowrotnie wygasa.

          Interesuję się różnymi rzeczami, ale w naturalny sposób mam mniej czasu, no i
          zmieniła mi się perspektywa.

          Inna sprawa, że w moim środowisku nastąpił zbiorowy wysyp, więc bezdzietnych
          niewielu zostało, a ci, co zostali to raczej typy starające się, albo już
          zrezygnowane.
          • angazetka Re: phoney 12.10.09, 14:47
            A spotkać się bez dziecka nie możesz czy nie chcesz?
          • madzioreck Re: phoney 13.10.09, 20:38
            joxanna napisała:

            > Ja muszę przyznać, że jako matka to raczej ja ograniczam kontakty z bez
            > dzietnymi, bo boję się, że będzie im przeszkadzać gadanie, przerywanie w pół
            > słowa, żeby pójść układać klocki, mamo wytrzyj mi nos, spotkanie max 2 godziny,
            > bo dziecko kota dostanie, a wieczorem trzeba kłaść spać itp.

            Wtrącę się jako bezdzietna mająca dzietnych znajomych. Widzisz, napisałaś coś,
            czego częściowo nie rozumiem i jest mi przykro, kiedy dzietni znajomi nie chcą
            do mnie przyjść, mimo, że ich zapraszam z dziećmi, mówię wyraźnie, że nie
            przeszkadza mi to i tamto, i raczej wiem, co robię, zapraszając znajomych z
            dwoma małymi tajfunami smile
            Miałam kiedyś koleżankę, która odwiedzała mnie z 2-letnim synkiem, strasznie
            fajny chłopczyk. Ja mu wysypywałam na dywan furę zabawek (mam ze względu na
            małych siostrzeńców), i fajnie było patrzeć, jak cieszy się widząc furę
            nieznanych rzeczy. A ona tylko: "Zostaw to! Nie ruszaj! Słyszysz?! Usiądź!
            Narobiłeś bałaganu i teraz ciocia się pogniewa!!!" Ręce opadają. To, co mi
            przeszkadzało, to jej ciągłe podenerwowanie, a nie jej bawiące się dziecko.
            Napisałam, że "częściowo nie rozumiem", bo wiem też, że wiele osób z uprzejmości
            nie powie "tak, przeszkadza mi to", i ściemniają, że nie przeszkadza. O ile nie
            dziwi mnie to tak bardzo w kontaktach między osobami, które słabo się znają, o
            tyle dziwi mnie, że przyjaciółka nie słucha, że naprawdę mi nie przeszkadza
            sajgon w dużym pokoju ani wycieranie nosa, bo chcę się z nią zobaczyć sad
            Przyjaźń też się powoli rozsypała, bo ze mną jako bezdzietną nie miała o czym
            porozmawiać, ale to już oboczny temat.

            Dzieci małe póki
            > co, bardzo absorbujące i liczę na to, że za parę lat odnowię kontakty, ale boję
            > się, że to bezpowrotnie wygasa.

            Niestety, tak jest. Trudno po kilku latach odbudować kontakty. Wydaje mi się, że
            przyjaźń jest ważniejsza niż to, że dziecko narobi bałaganu czy przerywa
            rozmowę. Jeśli jestem czyimś przyjacielem, to akceptuję przyjaciela z dzieckiem
            czy bez.
        • phoney Re: phoney 12.10.09, 13:12
          nolita napisała:
          > A z mężem mam a raczej miałam świetny kontakt, bo też się
          skumaliśmy
          > i polubiliśmy.


          Sama widzisz


          Moja siostra, też samotna, nie ma ani jednej zamężnej
          koleżanki/przyjacióki, oprócz mnie rzecz jasna.
          Daj sobie spokój i nie narzucaj sie.
        • anek130 Re: phoney 12.10.09, 13:13
          wiesz, ja Cię bardzo dobrze rozumiem. NIe miałam podobnej sytuacji,
          ale wystarczy, że przyjaciółka nie odzywa sie dłuższy czas to ja się
          zaczynam martwić, że coś się stało z naszą przyjażnią, że juz nie
          chce sie ze mną spotykać itp. Przykro było czytać to, o czym
          piszesz, nieładnie Cię traktuje Twoja przyjaciółka, lekceważy. Wiem,
          ze macierzyństwo zmienia wiele, ale przecież nie PRZYJAZŃ.
          A to, ze poprosiła Cię na matkę chrzestną?...hmmm, może nie ma w
          ogóle już nikog innego "pod ręką". Też bym na Twoim miejscu przez
          jakiś czas się nie odzywała, albo wprost przeciwnie: napisałabym do
          niej list, gdzie wszystko bym ubrała w słowa, Twoje odczucia i w
          milczeniu już poczekała na jej reakcję....a jeśłli by takowa nie
          nastąpiła dałabym sobie spokój.

          Ania
          • triss_merigold6 Re: phoney 12.10.09, 13:23
            Jak dziewczynki w podstawówce "psze pani, bo ona nie chce ze mną
            siedzieć...".
            Kobiecie się lifestyle dość mocno zmienił i pewnie przestały ją
            interesować cudze opowieści o wyzwaniach w pracy czy spontaniczne
            odwiedziny.
            • angazetka Re: phoney 12.10.09, 14:50
              Gdyby to była przyjaźń, lifestyle nie miałby tu nic do rzeczy. Sorry, ale ważne
              sprawy w życiu przyjaciół są ważne zawsze i po prostu. Chyba że ktoś w momencie
              slubu/narodzin potomka dochodzi do wniosku, że najbliższa rodzina to wszystko,
              czego trzeba do życia.
              • madzioreck Re: phoney 13.10.09, 20:45
                angazetka napisała:

                > Gdyby to była przyjaźń, lifestyle nie miałby tu nic do rzeczy. Sorry, ale ważne
                > sprawy w życiu przyjaciół są ważne zawsze i po prostu. Chyba że ktoś w momencie
                > slubu/narodzin potomka dochodzi do wniosku, że najbliższa rodzina to wszystko,
                > czego trzeba do życia.

                Przykre jest sprowadzanie przyjaźni do chlania w pubie i plot, nie chce mi się
                teraz szukać fragmentów do zacytowania, ale tego typu określenia tu padły.
                Zgadzam się, że ząbkowanie dziecka jest ważniejsze od chlania w barze, ale w
                przyjaźni chyba nie o to chodzi...? Wychodzi na to, że przed dzieckiem była
                przyjaciółka, a teraz tylko towarzyszka plot?
    • jakostak5 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 13:32
      Nolita mysle ze nie chodzi to o dzietnosc i bezdzietnosc. U mnie
      podobnie porobilo sie z bliska kolezanka, moze nie przyjaciolka od
      lat. Poznalysmy sie i zaprzyjaznilysmy jako jeszcze bezdzietne, ja
      niedlugo zaszlam w ciaze. Ona nie rozumiala wielu rzeczy zwiazanych
      z ciaza, potem dzieckiem, ale ja tez bylam wyrozumiala bo sama nie
      rozumialam kiedys nawet zdawaloby sie oczywistych spraw. Kontakt
      ciagle byl, spotkania, rozmowy jednym slowem bardzo dobra, bliska
      znajomosc zeby nie powiedziec przyjazn. Potem ona zaszla w ciaze i
      urodzila. W tej chwili praktycznie kontaktu nie ma, ostatnie
      spotkanie bylo bardzo dziwne. Nie lubie niezakonczonych spraw
      napisalam do niej maila, ktorego nie moge jakos na razie wyslac.
      Trudno mi, bo jest szczery i raczej bedzie definitywnym koncem
      znajomosci. Nie bede pisac o szczegolach, domyslam sie po czesci
      powodow jej postepowania i juz tym bardziej nie mam ochoty na dalsza
      znajomosc. Chce jednak to wyjasnic, a nie tak po prostu przestac sie
      odzywac, chociaz pewnie byloby prosciej. Ale ciezko jest, zrobie to
      w koncu z duzo przykroscia niestety, bo ja lubilam bardzo. Mysle, ze
      nasze sytuacje sa troche analogiczne. Jesli masz ochote pogadac
      napisz na maila.
    • jakostak5 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 13:45
      A wiesz, jeszcze jedno, choc to chyba ciebie nie dotyczy. Niektore
      moje bezdzietne kolezanki ktorych juz jest niewiele, nie rozumieja
      ze ja nie moge teraz i juz wyjsc sobie po prostu, ze moge chciec
      spedzic weekend z dzieckiem i mezem a nie na wyjsciu poza domem.
      Wychodze czasem potrzebuje tego tez, ale nie jest to cos co mam
      ochote robic co tydzien. Nie rozumieja ze ja nie mam na rozne rzeczy
      czasu i jak wpadna pogadac na kawe to ja sobie przy tym gadaniu chce
      poprasowac czy cebule pokroic bo szkoda mi czasu potem. Takie osoby
      tez sa i sie dziwia, ze juz z tymi dzieciatymi to jakos ciezko sie
      dogadac. Moze i tak jest. Ale jednak z niektorymi sie dogaduje i
      chociaz moze nie rozumieja do konca, to biora moj punkt widzenia pod
      uwage.
      • phantomka Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 13:54
        Mysle, ze to zadna przyjazn, skoro kolezanka zachowywala sie w taki
        sposob. Tego nie tlumacza zadne hormony.
        Mam znajomych bezdzietnych, mam tez przyjaciolke bezdzietna. Czesc
        znajomych wykruszyla sie (mysle, ze ich waskie horyzonty zakladaly,
        ze mozna z nami porozmawiac juz tylko o pieluchach, wiec krzyz na
        droge) Ja moge smialo powiedziec, ze umiem rozdzielac role mamy od
        tego, jak sie zachowuje i co mowie posrod znajomych. Moja
        przyjaciolka (mam nadzieje) to czuje. Dlatego nasze relacje, mimo
        odleglosci (wczesniej ona w Anglii, ja w Polsce. Teraz ona w Wawie,
        ja w Gdansku) nadal sa bardzo silne, jestesmy jak siostry, bez
        wzgledu na stan posiadaniasmile
      • joanna_marta Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 14:12
        Dokładnie jest tak, jak piszesz. Ludzie nie rozumieją, że:
        1. Po pracy CHCĘ zobaczyć dziecko i męża, a nie iść na piwo/na kręgle/na zakupy
        ciuchowe
        2. Wieczorami JESTEM zmęczona i CHCĘ się wyspać, odpocząć, poczytać, wyciszyć
        się, a nie pić piwo, zarywać noce itd.
        3. Chętnie spotkam się ze znajomymi, ale w godzinach popołudniowych, a nie
        wieczornych - dla mnie przekaz jest jasny - zbieram dziecko do kąpania, imprezy
        koniec, chyba że WYRAŹNIE ZAZNACZĘ, że jest inaczej
        4. Nie mam ochoty/siły i czasu słuchać o problemach singli z romansami, z pracą
        itd, chyba, że WYRAŹNIE ZAZNACZĘ, że chcę posłuchać
        5. Bardzo chętnie pogadam o książkach, filmach, muzyce, pójdę do kina itd, ale
        niestety, nie regularnie 3 razy w tygodniu
        6. Nie cierpię spóźniania się, bo nie mam na nie czasu
        7. Nie chcę pić, bo nie mam ochoty (to chyba najtrudniej wytłumaczyć, mam
        wrażenie;/)

        Wiem, że to brzmi może egoistycznie, ale niestety - nadchodzi taki moment w
        życiu człowieka, kiedy ustalają mu się priorytety i wówczas staje się on
        większym egositą.
        Najlepiej czuję się wśród ludzi, którzy nie wywierają żadnej presji na
        spotkania/przyjaźnie, którzy są spontaniczni, elastyczni i również wiedzący,
        czego od życia chcą.
        Aha i jeszcze - bardzo nie lubię toksycznych "przyjaźni" - czyli takich, w
        których jedna strona wisi na drugiej, zwierza się bez ustanku, radzi, zarzuca
        swoimi problemami i ciągle oczekuje uwagi, a sama nie umie nawet słuchać.
        • anek130 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 14:19
          ale w tym przypadku nie chodzi o wspólne wypady na kawe czy zakupy
          ze względu na odległosć, więc przyjaciółka nie może się obawiac
          ciągłych wizyt i nic nie tłumaczy jej, ze nie jest w stanie wysłac
          maila czy wykonać telefonu chociaż raz w miesiącu do przyjaciółki w
          Polsce.
          Ania
          • triss_merigold6 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 14:27
            Może po prostu z jej perspektywy nie ma o czym z dawną przyjaciółką
            rozmawiać a kurtuazyjnie już się jej nie chce.
            • anek130 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 14:32
              no właśnie, więc ja bym jej już nie nazywała PRZYJACIÓŁKĄ.

              Ania
              • s.lonko Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 19:29
                Hm, lifestyle... z tego co rozumiem, Nolita nie narzeka, że Zuza nie chce z nią noc w noc chlać po klubach (swoją ścieżką, ja w czasach panieńskich też musiałam spać po nocach, sprzątać itd.). A oprócz wyzwań w pracy dziewczyna ma podejrzenie guza... gdyby moja _przyjaciółka_ miała w planach biopsję tarczycy to raczej by mnie to obeszło bez względu na aktualny lifestyle. Jak ktoś jest przyjacielem to mu się nie daje do zrozumienia: wiesz, może i masz biopsję, ale ja mam teraz MĘŻA (DZIECKO) więc zjeżdżaj bo mam cię gdzieś. To chyba nie jest przyjaźń i tyle, tylko takie sobie kumplowanie, które można było z braku ciekawszych zajęć dotychczas utrzymywać, a teraz przestało być atrakcyjne. Albo taki typ kobiety, że ułożone życie = chłop (i dziecko), a reszta w odstawkę bo już niepotrzebne. Przykre, wiem bo sama utratę takiej "przyjaźni" przechodziłam, ale trzeba sobie odpuścić po prostu.
                • nolita Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 22:01
                  s.lonko napisała:

                  > Hm, lifestyle... z tego co rozumiem, Nolita nie narzeka, że Zuza
                  nie chce z nią
                  > noc w noc chlać po klubach (swoją ścieżką, ja w czasach
                  panieńskich też musiał
                  > am spać po nocach, sprzątać itd.). A oprócz wyzwań w pracy
                  dziewczyna ma podejr
                  > zenie guza... gdyby moja _przyjaciółka_ miała w planach biopsję
                  tarczycy to rac
                  > zej by mnie to obeszło bez względu na aktualny lifestyle. Jak ktoś
                  jest przyjac
                  > ielem to mu się nie daje do zrozumienia: wiesz, może i masz
                  biopsję, ale ja mam
                  > teraz MĘŻA (DZIECKO) więc zjeżdżaj bo mam cię gdzieś. To chyba
                  nie jest przyja
                  > źń i tyle, tylko takie sobie kumplowanie, które można było z braku
                  ciekawszych
                  > zajęć dotychczas utrzymywać, a teraz przestało być atrakcyjne.
                  Albo taki typ ko
                  > biety, że ułożone życie = chłop (i dziecko), a reszta w odstawkę
                  bo już niepotr
                  > zebne. Przykre, wiem bo sama utratę takiej "przyjaźni"
                  przechodziłam, ale trzeb
                  > a sobie odpuścić po prostu.



                  Czasami tak się czuję i tak odbieram jej brak zainteresowania moim
                  życiem : spadaj, bo ja mam teraz ważniejsze sprawy. Według mnie one
                  nie są wazniejsze. Są po prostu inne. Ja też bym mogła powiedzieć:
                  spadaj mamuśka , zamknęłaś się w 4 ścianach jak jakaś kur(w)a
                  domowa, nie mam o czym z Tobą gadać.

                  Ale ja chcę w jej życiu uczestniczyć,chcę je poznać i się razem z
                  nią nim cieszyć. Jasne, nie wytrzymam ciągłęgo rozmawiania o
                  przysłowiowych zupkach, ale Zuza nadal chodzi do kina ( wezmą nianię
                  na 3 godziny) czy do teatru. Tak samo jak ja. Czyta dużo, ja też. Do
                  tej pory o tym rozmawiałyśmy.Lubi podróżować. W te wakacje
                  podrzucili Małą dziadkom i wyjechali do Portugalii. Jasne, że byłam
                  ciekawa jak było...więc się pytałam jak tam, czy mają jakieś zdjęcia
                  etc.

                  Ja natomiast w końcy pojechałam do Mokswy którą zawsze chciałam
                  zobaczyć. Wiedziała o tym. Żadnego jak było, kiedy wróciłam, co
                  robiłam...nic.


                  Nie wie co mnie cieszy a z jakiego powodu płacze. Mam wrażenie, że
                  po prostu nie chce żebym uczestniczyła w jej życiu. Jestem fajna na
                  piwo raz na rok, bo zabawna, rubaszna, z dużym dystansem do samej
                  siebie. Można się ze mną pośmiać i zapomnieć o codzienności. I na
                  tym koniec. Czy ja nie mam prawa mieć ciężkich dni i też chcieć się
                  komuś w rękaw wypłakać?

                  Przyznałam się wcześniej i przyznam się teraz , że czasami
                  bezwiednie zdarzło mi się coś chlapnąć w stylu :" To Ty wychodzisz
                  na piwo?" , może uważa, że się z niej nabijam, że jest matką, może
                  czuje się przy mnie niekonfortowo, może się obraziła, może unika,
                  żeby nie usłyszeć znowu coś takiego...może, może, może....


                  Czasami mam ochote wyłożyć kawe na ławe, ale boje się, że usłyszę:
                  Ty nie wiesz co to znaczy mieć małe dziecko, jaka to
                  odpowiedzialność etc.
        • triss_merigold6 Bingo 12.10.09, 14:21
          Bingo!
          Tej pani serdecznie dziękuję za precyzyjne ujęcie tematu.
          Kwestia czasu i priorytetów po prostu.
        • joanna_marta ps 12.10.09, 14:29
          Żeby nie było - rozumiem, na czym polega przyjaźń i potrafię się przyjaźnić -
          ale za prawdziwego przyjaciela uważam człowieka, który nie strzeli focha i nie
          wypomni mi przy każdej nadarzającej się okazji, że ze mną to już nawet się napić
          nie można ;/
          • kawka74 Re: ps 12.10.09, 15:09
            I, oczywiście, działa to w obie strony.
            Mnie się zmieniają priorytety, ale jednocześnie pamiętam, że przyjaciółce priorytety się nie zmieniły. I albo dostosujemy się do siebie, albo nara. Jeśli mi zależy, staram się dostosować, oczywiście w granicach rozsądku i tego samego oczekuję od drugiej strony.
            O telefonie ze zwykłym 'dziękuję' po zakupie i przesłaniu książki już nie wspominam, bo braku wychowania zmiany w priorytetach raczej nie usprawiedliwiają.
            • joanna_marta Re: ps 12.10.09, 15:15
              Oczywiście, że tak - jeśli mi na przyjaźni zależy - priorytety przyjaciółki są
              dla mnie równie ważne, jak moje. I da się wtedy wszystko ułożyć i dotrzeć - bo
              na tym polega PRZYJAŹŃ.
              Ja zresztą nie staram się nie szafować tym słowem.

              A tak w ogole, to całkiem temat z pierwszego postu się rozmył, więc już nie
              dywaguję.
        • angazetka Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 14:53
          > 2. Wieczorami JESTEM zmęczona i CHCĘ się wyspać, odpocząć, poczytać, wyciszyć
          się, a nie pić piwo, zarywać noce itd.

          Bezdzietni też tak mają. Nie zyją w innej galaktyce.

          > 4. Nie mam ochoty/siły i czasu słuchać o problemach singli z romansami, z
          pracą itd, chyba, że WYRAŹNIE ZAZNACZĘ, że chcę posłuchać

          Jasne. Przyjaźnić się, ale nie słuchac o problemach i radościach przyjaciół.
          Boskie.
          • joanna_marta Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 14:58
            Angazetka, napisałam PS, przeczytaj proszę.
            Jeśli piszę, że nie mam ochoty wysłuchiwać problemów singli, to znaczy dosłownie
            to, co napisałam, a nie, że zlewam moich przyjaciół.
            • zonkastonka Re: to naturalne... 12.10.09, 15:34
              ...że podobne szuka podobnego. Wśród swoich dość licznych znajomych zauważam
              podział na singli i nie-singli. Ci pierwsi jeżdżą razem na wakacje, ci drudzy
              również, przy czym jeśli mają dzieci to dobierają się jeszcze "dzieciowo". Ja
              miałam taki przypadek, że rozeszła się po kościach dość dobra znajomość (nosząca
              może nawet znamiona przyjaźni) z moją koleżanką - był czas że się umawiałyśmy na
              kawę i gadałyśmy o facetach (nawet jak już byłam mężatką, ale bezdzietną). Po
              czym się po prostu rozeszło i żadna nie ma o to pretensji - składamy sobie nawet
              życzenia urodzinowe smile
              Jak czasami słyszę o jej kolejnych wyjazdach służbowych czy wakacyjnych (więcej
              jej nie ma niż jest) to sobie myślę: też bym pojechała tu czy tam. A z drugiej
              strony wiem, że ona by dwie takie prace oddała jak ma za męża i dziecko (ma 32
              lata).
              Ostatnio otrzymaliśmy od niej zaproszenie na parapetówkę do nowego mieszkania.
              Impreza na 19.00. W pierwszym odruchu pomyślałam, że chyba niepoważna jest. O
              tej godzinie to ja dziecko kąpię. Ale potem otrzeźwiałam: 90% osób zaproszonych
              to single byli przecież. O tej godzinie wychodzą z domu dopiero smile Na imprezie
              byliśmy, i co? W zupełnie naturalny sposób usiedliśmy obok...drugiego znajomego
              małżeństwa, które się również pozbyło dzieci na ten wieczór.
              Ja na miejscu autorki bym tak nie walczyła o tę przyjaźń. Zrobiłaś co mogłaś.
        • bracialwieserce Re do joanna_marta 13.10.09, 19:34
          No sorry i kto tu ma problemy. To znaczy, że interesuje Cię tylko Twoja opcja i
          inni mają się dopasować no łaskawie mogą..... A co Ty języka w buzi nie masz aby
          np. komuś powiedzieć, że nie masz ochoty etc. To, że się ma dziecko - {które ma
          i Tatusia, który może zostać z nim} nie oznacza, że teraz to już tylko jedna
          opcja. Strasznie narzekasz na innych - w końcu przestaną zapraszać {być może do
          tego dążysz}, kto oprócz nie tęgiej miny {język ciała też dużo mówi} chciałby
          się non stop dopasowywać - przeczytaj Swój post i spojrzyj z dystansem
          chciałabyś kumplować się z taką osobą jaką "widzisz" z tego postu?
          • triss_merigold6 Re: Re do joanna_marta 13.10.09, 19:54
            Wyjasnij mi z jakiego powodu miałabym często i chętnie zostawiać
            dziecko, które widuję popołudniami i w część weekendu, z kimkolwiek
            (bo tatuś nie zawsze jest dostępny w weekendy) po to, żeby iść do
            klubu czy pubu? Mogę nie odczuwać teraz takiej potrzeby? Jesli
            pracuję i wstaję codziennie przed 6 rano to 21 jest godziną pójścia
            spać a nie wyjścia z domu w celach towarzyskich.
            • angazetka Re: Re do joanna_marta 13.10.09, 20:29
              Możesz nie odczuwać potrzeby, pewnie - skoro konkubent ci wystarcza
              do szczęścia, to spoko.
              Tylko nie rozumiem, skąd założenie, że bezdzietni nic tylko zarywają
              noce - oni nie pracują? nie mają domów?
              • nolita Re: Re do joanna_marta 13.10.09, 21:10
                Hm , ano właśnie. Ja też piorę, gotuję a nie stołuję się ciągle w
                kanjpach i cateringu firmowym, posprzątać też muszę i na ładną
                pogode czekam żeby okna umyć. Zakupy też musze zrobić i też w
                Rossmanie biore gazetke żeby zobaczyć jaki szampon jest w promocji.

                Przepraszam ,ale mam wrażenie, że niektóre z Was patrzą na
                singli/bezdzietne jako na ciągłę puszczalskie co chcą Was dzień w
                dzień zasypywać informacjami z kim tej nocy się przespała . A skoro
                nie mamy dzieci to pieniądze wydajemy na pewno na służącą , żeby móc
                dzień w dzień biec do pubu.

                Porażka.
              • triss_merigold6 Re: Re do joanna_marta 13.10.09, 21:12
                Skąd założenie....hm... bo byłam bezdzietna do 31 roku życia i
                pamięć mi dopisuje? Bo widzę jak funkcjonuje moja siostra bezdzietna
                wielkomiejska singielka i jej koleżanki również bezdzietne
                wielkomiejskie singielki? No problem, żeby skonczyć pracę o 18
                zamiast o 16, prosto z pracy coś zjeść na miesćie, do domu przebrać
                się i umówić np. o 21. Nie gotują na co dzień, nie robią często
                prozaicznych zakupów spożywczych typu włoszczyzna+ porcja rosołowa
                i mieszkając same mogą sprzątać lightowo raz na dwa tygodnie, bo
                nikt im nie syfi. Nie twierdzę, że wciąż zarywają noce tylko, że
                mają czas i możliwości na bardziej intensywne życie towarzyskie.
                • angazetka Re: Re do joanna_marta 13.10.09, 21:40
                  Znam masę singielek wielkomiejskich, ale takiego stylu życia nie
                  znam. Do pubu czy na kawę się chodzi raz na miesiąc, bo każdy jest
                  zajęty i zapracowany (tak, single i bezdzietni też pracują). Zakupy
                  się robi i się gotuje na co dzień.
                  Ale może ja mam dziwne towarzystwo, które nawet za lat szczenięcych
                  znało rozrywki inne niż chlanie w pubie wink
            • bracialwieserce Re: triss_merigold6 14.10.09, 14:51
              Matko jedyna to był przykład. Co za paranoiczne przekonanie pokutuje w wielu
              osobach, ze jak jesteś singielką/singlem/samotnikiem/samotną osobą to non stop
              szlajasz sie po klubach, opowiadasz koleżankom o "wyrkowych" sprawach albo co 5
              min. masz innego kochasia? Straszne! Doprawdy paranoja jakaś - mnie to nigdy nie
              obchodziło, poza tym uważam, że jest to w złym guście. Oczywiście, że możesz nie
              odczuwać potrzeby co by gdzieś iść obojętne czy masz familię czy też nie - to
              był przykład. Pani Joanna przegięła w drugą stronę co wyraźnie napisałam w swoim
              poście!
    • lineczkaa Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 14:01
      To przyjaciółka do dupy, a nie kwestia posiadania dziecka. Jam
      dzieciata i mam przyjaciółki bez dzieci i jakoś świetnie sobie
      radzimy. Moja ukochana kuzynka też nie ma dzieci, dzieli nas sporo
      kilometrów, a widujemy się często, moje dziecko nigdy nie było
      problemem.
      Czas zaproponować przyjaciółce zjazd do boxu wink.
    • ik_ecc Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 15:01
      Wg mnie to nie jest czysta kwestia mama-bezdzietna, tylko jakies inne
      sprawy miedzy Wami.
      Bylam w podobnej sytuacji, tylko z drugiej strony. Bylysmy sobie dwie
      niedzieciate i z lekka antydzieciowe przyjaciolki i nagle ja zaszlam
      w (nieplanowana) ciaze. Byla to ciezka proba dla naszej przyjazni,
      ale obie bardzo, bardzo sie staralysmy. Nas rowniez dzieli odleglosc
      (ocean). Wymagalo to bardzo duzo zrozumienia z obu stron, nie wiem
      ktorej z nas bylo ciezej. Ja przez jakis czas stracilam zupelnie
      zainteresowanie sprawami, ktore nas wczesniej laczyly (bardzo
      konkretne hobby) co bylo dla niej tudne - ja czulam sie
      niezrozumiana, ona czula sie jakostam zdradzona. Ale rozmawialysmy o
      tym. Odwiedzilysmy sie kilka razy (ja juz z dzieckiem bylam).
      Szczerze sobie poplakalysmy. Odwiedziny byly na prawde fajne - obie
      bardzo sie staralysmy polaczyc dziecko i nasze hobby i wg mnie na
      prawde nam to dobrze wyszlo. Ale nie bylo to juz to co wczesniej. W
      ktoryms momencie pogodzilam sie z tym, ze juz tak samo nigdy nie
      bedzie - tez o tym rozmawialysmy, tak zeby zadna strona nie miala
      wyrzutow do drugiej. Bardzo, bardzo nad tym pracowalysmy, bardzo
      chcialysmy zeby to sie nie skonczylo jakos kwasno-gorzko.

      Nie wiem jak by sie to dalej potoczylo - bo skonczylo sie na tym, ze
      przyjaciolka tez zaszla w ciaze. Znow bylo ciezko, chociaz z innych
      wzgledow. Teraz obie mamy dzieci i nie bede ukrywac ze radykalnie
      pomoglo to naszej przyjazni, ale mysle, ze i bez tego jakostam bysmy
      przetrwaly - lub rozstalybysmy sie pokojowo. Taka przynajmniej mam
      nadzieje.

      Nie wiem co Ci poradzic. Albo szczera z nia rozmowe, ale rozluznienie
      kontaktow. Kto wie jakie sa przyczyny jej zachowania, moze nie ciaza
      a emigracja, a moze cos zupelnie innego. Ja niedawno stracilam inna
      przyjaciolke w podobny sposob (kontakty byly tylko z mojej strony,
      przyjaciolka zachowywala sie dziwnie) a nie bylo w tym ani ciazy ani
      nic inego na co latwo byloby zrzucic wine. Bylo to bolesne - ale
      trudno, bylo, minelo, staram sie zachowac tylko dobre wspomnienia.
      • kasia191273 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 17:20
        uwielbiam moje bezdzietne kolezanki i spotkania z nimi

        wlasnie dlatego, ze moge wreszcie NIE mowic o dziecku i czuje sie
        soba, a nie tylko tworem sprowadzonym do roli matki, jak mnie widzi
        wiekszosc ludzi, zwlaszcza rodzina. Po urodzeniu corki nie ma juz
        innych tematow, nikt mnie nie zapytal, co robie, czym sie pasjonuje,
        a w miedzyczasie skonczylam drugie studia, caly czas pracuje i sie
        'rozwijam'. Dom i dziecko to wazna sfera zycia, ale sa inne, bez
        ktorych nie wyobrazam sobie funkcjonowania.

        I te moje bezdzietne, choc nie singielki, to jedyne osoby, ktore
        interesuje cos wiecej poza katarami, anginami, nieprzespanymi
        nocami. Faaaajne sa! Kiedys mnie przepraszaly, ze ani razu nie
        zapytaly o dzieckowink))) A ja wcale nie mam za zle, przeciwnie-
        odpoczywam, nie bedac zmuszona ciagle relacjonowac swojego zycia
        jako matki.
    • anina-1 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 17:21
      a może poprzedni lokatorzy dali jej ostro w kość i już więcej nie chcą nikogo
      przyjmować?
    • agatracz1978 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 20:42
      Wiesz, są w życiu sytuacje które pokazują kto faktycznie jest naszym
      Przyjacielem a kto tylko przyjacielem. Ja mam pierwsze dziecko.
      Bardzo absorbujące. Macierzyństwo wygląda zupełnie inaczej niż sobie
      wyobrażałam. Mam bezdzietną przyjaciółkę mieszkającą w Paryżu.
      Kiedyś gadałyśmy godzinami przez telefon, siedziałyśmy na gg i maile
      słałyśmy sobie bez przerwy. Kiedy zaszłam w ciążę kontakt osłabł bo
      źle się czułam i czasm nie miałam ochty na rozmowy. Zwyczajnie. Ale
      powiedziałam jej szczerze, że tak jest. Zrozumiała. Po urodzeniu
      dziecka czasu mam jeszcze mniej. Zrozumiała. Ale staram się zawsze
      coś napisac na gg czy wysłac maila. Nawet kiedy jest 3 nad ranem -
      wiem że odbierze dnia następnego i będzie jej miło że pamiętam.
      Rozmawiamy rzadko, ale nie ograniczamy się tylko do mojej córy ale
      ja też interesuję się jej życiem. Zwyczajnie kiedy komuś na kimś
      zależy to znajduje czas żeby jakoś podtrzymac kontakt. A co do
      zazdrości - nie wyobrażam sobie żeby między prawdziwymi
      Przyjaciółkami było miejsce na takie uczucia. Ja odpuściłam sobie
      tylko kontakt z bezdzietnymi koleżankami, które wciąż mi opowiadały
      o kolejnych miłosnych podbojach, randkach i perypetiach łóżkowych.
      Nie moja bajka już. Ja się wyszalałam i teraz jestem na innym etapie
      życia.
      • ledzeppelin3 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 21:19
        Protestuję przeciwko tytułowi wątku. Zwyczajne szufladkowanie. Tytuł watku
        powinien brzmieć: "Przyjaźń kobiety z idiotką". Idiotą się jest bez względu na
        ilość dzieci. Może przedtem nie widziałaś idiotyzmu, albo widziałaś ale się sama
        oszukiwałaś, a tu się zdarzyła piękna okazyjka, żeby idiotyzm wyjąć i
        zaszufladkować. Bo to na pewno przez ta ciążę. Na pewno.
        • ledzeppelin3 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 21:19
          Oczywiście ta cała Zuza to ciężka idiotka, jakby się kto nie domyślił.
        • nolita Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 21:45
          Ależ skąd... nigdzie nie napisałam, że to na pewno przez ciąże.
          Tylko sie pytam czy tak jest czy może powód leży gdzie indziej.
    • asica74 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 21:43
      Przeczytalam twoj post... i chyba wsadze kij w mrowisko.
      Moim zdaniem, to nie kolezanka ma problem ale ty. Wisisz na niej. W
      tej relacji jestes ta wazniejsza osoba, ktora jest na poszkodowanej
      pozycji. Bo kolezanka osmielila sie miec swoje zycie, a twoje
      urodziny, etc nie interesuja jej dostatecznie. Tak?
      Te przyklady, ktore przytoczylas, z wyjazdem do niej: czy ja dobrze
      rozumiem, ze chcialas wpakowac sie na glowe dziewczynie w ciazy? Ja
      ja dobrze rozumiem: po mieszkaniu miesiacami z owymi goscmi, mysle,
      ze dziewczyna po prostu odetchnela i postanowila, ze nigdy wiecej!

      Napisalas tez: > Mam po prostu dość. Mam dość bycia clownem do
      wynajęcia albo służącą. < A czemu masz byc w tej relacji clownem?
      I gdzie jestes sluzaca?

      Moim zdaniem - odpusc. Ale nie jej, tylko sobie. Zacznij zyc swoim
      zyciem i ciesz sie chwila.
      • verdana Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 22:04
        Znamy tylko Twoja relacje. Podejrzewam, ze Twoja ex-przyjaciółka nie
        chce już się dalej przyjaźnić. Dlaczego/ To tylko Ty mozesz do tego
        dojść.
        problem, jaki wyraxnie widac - to fakt, ze Ty wlasciwie nie
        zaakceptowalas do konca, ze gdy przyjaciółka ma wlasna rodzine, to
        musisz zejść na drugi plan. Sama mialam taka sytuacje - bezdzietna
        przyjaciółka uznała, ze powinnam dla niej miec zawsze czas i
        przejowac sie bardzo calym jej zyciem. Wytrzymalam pewien czas,
        potem ialam dość. nie jestem Matką Teresą, mam sporo wlasnych
        klopotow i ograniczony czas - a ona zabierala mi czas, ktory
        chciałam przeznaczyc na inne zajecie, dla dzieci, dla męża.
        Obawiam się, ze nie akceptujesz tego, ze w tej sytuacji będziesz dla
        przyjaciółki już zawsze osoba drugoplanową - nigdy Twoje problemy
        nie będa rownie wazne co problemy dziecka i męża. A mam wrazenie, ze
        to Cię drazni i moze być przyczyna dosyć chamskich wystąpień Zuzy.
        • angazetka Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 22:19
          > problem, jaki wyraxnie widac - to fakt, ze Ty wlasciwie nie
          > zaakceptowalas do konca, ze gdy przyjaciółka ma wlasna rodzine, to
          > musisz zejść na drugi plan.

          To jest naturalne. Nienaturalna jednak jest sytuacja, kiedy dawna przyjaciółka schodzi na plan dziesiąty. Moim zdaniem sytuacje w stylu olania podejrzenia raka u przyjaciółki są niewybaczalne. Naprawdę bywają sytuacje, kiedy codzienne problemy męża i dziecka nie muszą być najwazniejsze. Chyba że komuś na przyjaxni już nie zależy.
      • nolita Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 22:06
        asica74 napisała:

        > Przeczytalam twoj post... i chyba wsadze kij w mrowisko.
        > Moim zdaniem, to nie kolezanka ma problem ale ty. Wisisz na niej.
        W
        > tej relacji jestes ta wazniejsza osoba, ktora jest na
        poszkodowanej
        > pozycji. Bo kolezanka osmielila sie miec swoje zycie, a twoje
        > urodziny, etc nie interesuja jej dostatecznie. Tak?
        > Te przyklady, ktore przytoczylas, z wyjazdem do niej: czy ja
        dobrze
        > rozumiem, ze chcialas wpakowac sie na glowe dziewczynie w ciazy?
        Ja
        > ja dobrze rozumiem: po mieszkaniu miesiacami z owymi goscmi,
        mysle,
        > ze dziewczyna po prostu odetchnela i postanowila, ze nigdy wiecej!
        >
        > Napisalas tez: > Mam po prostu dość. Mam dość bycia clownem do
        > wynajęcia albo służącą. < A czemu masz byc w tej relacji
        clownem?
        > I gdzie jestes sluzaca?
        >
        > Moim zdaniem - odpusc. Ale nie jej, tylko sobie. Zacznij zyc swoim
        > zyciem i ciesz sie chwila.
        >


        Nie wiszę na niej. Odzywałam się raz na tydzień. Czasami raz na
        dwa. Nie co godzine i setki smsów z wyrzutami czemu się nie
        odzywasz.

        Wpakować się ? Ja po prostu byłam na krawędzi w życiu...
        potrzebowałam pomocy, więc naturalne, że człowiek się najpierw
        kieruje w stronę najbliższych.
        • asica74 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 13.10.09, 15:54
          Emocjonalnie na niej wisisz. A to ogromna roznica. Czekanie na
          odzew. Zal za nieodezwanie sie na twoje urodziny. To jest wlasnie
          emocjonalne wiszenie na kims.
          NIe odpowiedzialas o co ci chodzi z byciem klaunem i sluzaca?
          • angazetka Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 13.10.09, 20:26
            > Emocjonalnie na niej wisisz. A to ogromna roznica. Czekanie na
            > odzew. Zal za nieodezwanie sie na twoje urodziny. To jest wlasnie
            > emocjonalne wiszenie na kims.

            Nie, to jest oczekiwanie gestów typowych dla przyjaciółki.
    • katka_tk Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 22:19
      To ja mam dokładnie odwrotną sytuację. Ja mieszkałam w Anglii, zaszłam w ciążę i
      miałam bezdzietną koleżankę z czasów podstawówki.
      Wróciłam do kraju i sytuacja wygląda tak, że robiłam wszystko żeby się dopasować
      do jej planu dnia/tygodnia. W końcu to on zabiegana a ja w domu całe dnie. Od
      lutego tylko raz znalazła dla mnie czas, a mieszka...w bloku naprzeciwko! Mojej
      córki jeszcze nie widziałasad
      Ostatnio zagadnęłam ją po raz kolejny i obiecałam sobie, że ostatni. Luźna
      rozmowa co słcyhać, a w porządku i tyle. Już nawet nie pytałam, kiedy ma czas
      dla mnie...
      • grzalka Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 12.10.09, 23:09
        moja przyjaciółka jest bezdzietna, ale mam wrażenie, że to raczej pomaga w
        naszej przyjaźni niż przeszkadza
    • ahhna Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 13.10.09, 01:28
      A moim zdaniem to nie jest przeciwstawienie dzietna-bezdzietna,
      tylko egoistka-nieegoistka (nieegoistką ty jesteś, oczywiście). Jak
      każdy dzietny byłam kiedyś bezdzietna. To prawda, że dziecko zmienia
      wszystko i bezdzietny nigdy tego nie pojmie, a na pewno nie pojmie w
      100 %. To prawda, że rozmawiając z bezdzietnym, którego problemem
      jest spędzenie najbliższego wkndu, podczas gdy moim - odespanie, jak
      już tylko dziecko wyzdrowieje, wkurzam się w duchu i niecierpliwię
      albo słucham jednym uchem. Ale inną prawdą jest też to, że jako była
      bezdzietna wiem, że nie może być inaczej, tzn bezdzietny jest po
      prostu na innym etapie swojego życia niż ja i nie zrozumie wielu
      rzeczy, póki sam przez nie nie przejdzie. Jako dzietna mogę więc
      wykazać się minimum dobrej woli i wziąć na ten fakt poprawkę.
      Twoja "przyjaciółka" chyba nie ma tej dobrej woli.

      Ja wiele lat byłam tą dzietną w mojej przyjaźni. Dziecko miałam już
      w wieku 23 lat. Moja przyjaciółka kończyła w tym czasie studia
      etnologiczne w Londynie. Nasze światy rozjechały się dość
      drastycznie. I kiedy ja jej opowiadałam o chorym dziecku w szpitalu,
      że razem z lekarzem kombinujemy, co mu jest, próbując kolejnych
      leków, ona pisała mi teksty w stylu: słuchaj, ale dlaczego ON tak
      spojrzał? a o co mu chodziło, że zadzwonił wtedy, kiedy zadzwonił, a
      nie wtedy, kiedy mówił, że zadzwoni? Itd. Tylko że ja świetnie
      rozumiałam stan umysłu bezdzietnej dwudziestoparolatki, bo nią byłam
      chwilę wcześniej, a ona młodej matki - nie. I choć jej dylematy mnie
      na moim etapie trochę śmieszyły, to starałam się dotrzymać im kroku
      i cierpliwie wysłuchiwałam. Ona za to cierpliwie i współczująco
      łykała wszelkie narzekania na teściów, męża i kolejną chorobę
      dziecka smile
      Teraz i ona ma męża i dziecko. I napisała mi niedawno: wiesz, jak to
      możliwe, że tak cierpliwie słuchałaś tych głupot..? A pamiętasz, jak
      przyjechałam, jak urodziłaś dziecko: po godzinie wizyty miałam
      ochotę uciekać gdziekolwiek na fajkę... co ja wtedy rozumiałam...
      itd. A ja na to: byłaś na innym etapie. Co ci miałam gadać, jaka to
      kolosalna różnica, skoro byłam za szybą, którą ja widziałam, ale ty
      nie.
      Teraz gadamy o teoriach wychowawczych różnicach w położnictwie i
      pediatrii w Polsce i w Anglii smile Oczywiście nie tylko o tym.

      Konkluzja jest taka: jeśli jest dobra wola, to dzieciate bezdzietnym
      i na odwrót nie straszne. Więc olej "przyjaciólkę" - nie ma w niej
      woli przyjaźni z tobą. Niestety.
      • mozambique Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 13.10.09, 15:34
        bo oczywiste jest ze problemy tej drugiej osoby są zawsze GŁUPOTAMI
        z porownaniu z problemami "naszymi" , czymkolwiek by one nie były -
        ząbkowaniem dziecka, podjrzeniem nwowotworu czy zakupem nopwego
        spioszka. Nasze sparwy ZAWSZE sa najważniejsze i najistotoniejsze,
        sparwy innych - to przeciez głupoty

        tylko potem zdizwienie i płacz ze sie jako dziwnie długoletnie
        przyjaźnie rozjeżdżają
        • ahhna Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 13.10.09, 19:00
          No ale moja się wlłaśnie nie rozjechała, bo nie uznałam, że problemy
          z chłopakiem to głupoty, nawet w porównaniu z moim dzieckiem w
          szpitalu, choć wobec choroby dziecka problemy innych są dla mnie
          irytujące. Napisałam tylko, że dziecko zmienia wszystko (do twoich
          dotychczasowych kłopotów dochodzą te wszystkie związane z dzieckiem
          plus odpowiedzialnośc 24 godziny na dobę za kogoś) i bezdzietny ma
          prawo tego nie rozumieć.
    • gryzelda71 Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 13.10.09, 20:02
      Pierwsze dziecko urodziłam jak miałam 26 lat.Moja przyjaciółka jak miała lat
      37.Ciągle jesteśmy przyjaciółkami,choć nawet miejsce zamieszkania nas dzieli.
    • madzioreck Re: przyjaźń mamy z bezdzietną 13.10.09, 21:12
      Może to wcale nie jest kwestia dzietna-bezdzietna? Jestem w stanie zrozumieć, że
      zostając rodzicem doświadcza się drastycznego skurczenia wolnego czasu i że inne
      rzeczy są najważniejsze, ale jeśli ktoś ma w tyłku Twoją poważną chorobę,
      pamięta za to o Tobie,m kiedy potrzebuje jakąś książkę, która w dzisiejszych
      czasach można zwyczajnie znaleźć i kupić w necie, to raczej taka osoba nie jest
      Twoim przyjacielem, i może nigdy nie była.
      Piszę, mimo, że nie mam dzieci, mam za to znajomych i przyjaciół, którzy mają. Z
      niektórymi kontakt się urwał - mieli czas tylko dla innych rodziców, a na próbę
      pogadania o czymkolwiek poza ich dziećmi robili pobłażliwe miny mówiące "Ech,
      urodzisz, to zobaczysz, że to wszystko, o czym tu gadasz, to pierdoły".
      Ale mam też bliższych i dalszych znajomych oraz przyjaciół z dziećmi, z którymi
      kontakt jest świetny. Może dlatego, że obie strony chcą współpracować - ja i mój
      mąż rozumiemy, że ktoś chce mieć czas tylko dla rodziny - my też chcemy, że
      chore dziecko to absolutny priorytet i plany spotkania czy imprezy biorą w łeb.
      Podobnie jak choroba moja czy męża. Samo życie.
      Da się to pogodzić, tylko trzeba chcieć, musi zależeć obu stronom. Jeśli zależy
      tylko jednej, to raczej nic nie zrobisz. To, co możesz zrobić, to napisać jej w
      mailu to wszystko, co napisałaś tutaj. Jeśli nie będzie reakcji albo będzie
      reakcja "Nie masz dzieci, będziesz miała, to zrozumiesz" - nie pozostanie Ci nic
      innego, jak życzyc jej wszystkiego najlepszego.
      • nolita Kilka odpowiedzi 14.10.09, 22:27
        Chyba parę razy zostałam wywołana do tablicy więc:

        1) emocjonalnie "wiszenie" :

        Wcale na niej nie wisze. Wisiałabym, gdybym ciągle jej wypominała,
        że się nie odzywa, miała ciągłe pretensje o brak życzeń na urodziny
        na Boże Narodzenie itad. Wypominała i jęczała. Nigdy czegoś takiego
        nie zrobiłam.
        Raz tylko zapytałam się że czuję się że coś się zmieniło, jakby nie
        chciała ze mną rozmawiać. Była zaskoczana, udawała, że nie wie o co
        chodzi, przecież wszystko jest po staremu. Więc sobie dałam spokój.
        Jeżeli kogoś tym męcze, to co najwyżej samą siebie.


        2) Byćie służącą.

        To chyba jasne: kup ksiązkę, podeślij polski odpowiednik takiego a
        takiego leku etc.

        3) Bycie clownem

        Taka już jestem: wesoła, z całą masą zabawnych historii w głowie,
        spontaniczna, umiejąca śmiać się z samej siebie.
        Zuza się ze ną spotyka od czasu do czasu żeby z tego po prostu
        skorzystać. Pośmiać się, mieć towarzystwo do piwa, a jak mnie
        zaprasza to własnie po to, żeby odetchnąć. Ja mam być beztroska,
        wesoła i ją rozerwać.Ale jak juz zacznę się zwierzać ze swojego
        życia...to źle bo nie mam prawa, ona to dopiero ma prawdziwe
        problemy.
        Dlatego czuję się jak clown. Nigdy poważnie nie traktowany.
        Raz na rok wynajęty a potem żegnaj.

        • asica74 Re: Kilka odpowiedzi 14.10.09, 22:46
          1 -nie chodzilo mi o to, ze masz pretensje. Ale o to, ze gdzies w
          tobie siedzi zal/zlosc/niepotrzebne skleslic/ ze owa relacja nie
          jest po twojej mysli. Chodzi mi o to, ze masz oczekiwania, ktorych
          ona wyraznie nie spelnia i przez to czujesz sie, tak jak sie
          czujesz.
          A co do twego pytania: wiesz co, bo moze byc tak, ze ona
          rzeczywiscie sie nie zmienila i stad bylo jej zdziwienie. I wcale
          nie musiala udawac. A moglas sie zmienic ty. Twoje oczekiwania co do
          twojej znajomosci.

          2. Dla mnie to nie jest jasne smile dlatego zapytalam. Intryguje mnie
          natomiast to, ze przeciez ona cie nie zmusza do kupienia ksiazki,
          czy lekarstwa. Ty sie na to godzisz? Dlaczego?

          3. Wiesz, co, ale to tez nie jest do konca tak. To ty wybralas role
          klowna, bo ci sie kiedys oplacala (chocby po to, by utrzymac
          zainteresowanie innych na sobie). Prawde mowiac, trudno jest
          powaznie kogos traktowac, skoro on sam wybiera dla siebie taka role.

          Nolita - ja ci wcale nie chce dopiec. Po prostu interesuje mnie
          dynamika ludzkich kontaktow. I wierz mi, ze sama bylam klownem,
          sluzaca, wisialam na innych. Ale mi sie wiele rzeczy
          przewartosciowalo i obecnie patrzac z dystansu, widze nieco inna
          perspektywe.
          • nolita Re: Kilka odpowiedzi 14.10.09, 23:15
            asica74 napisała:

            > 1
            > A co do twego pytania: wiesz co, bo moze byc tak, ze ona
            > rzeczywiscie sie nie zmienila i stad bylo jej zdziwienie. I wcale
            > nie musiala udawac. A moglas sie zmienic ty. Twoje oczekiwania co
            do
            > twojej znajomosci.

            Tak, to prawda, coś we mnie siedzi. Moje oczekiwania się też
            zmieniły...ale czy niesłusznie? Czy nie mam prawa być traktowana na
            serio? Ja sobie takiej roli nie wybrałam, taka po prostu jestem na
            co dzień. Co nie znaczy, że nie mam też problemów. Moje życie to nie
            sama beztroska.
            Przykro mi tylko, że Zuza nie dostrzega nic poza tym.
            Mam wrażenie, że się nie zmieniłam. Ciągle jestem taka sama. Czy się
            mylę.(?)
            >
            > 2. Dla mnie to nie jest jasne smile dlatego zapytalam. Intryguje mnie
            > natomiast to, ze przeciez ona cie nie zmusza do kupienia ksiazki,
            > czy lekarstwa. Ty sie na to godzisz? Dlaczego?

            Z wielu powodów: bo przyjaciele sobie pomagają , bo moge to zrobić,
            bo mam na to czas...
            >
            >
        • angazetka Re: Kilka odpowiedzi 14.10.09, 22:52
          Nolita, powiem ci to, co już powiedziało tu parę osób. Daj sobie z
          nią spokój. Relacja, w której czujesz się jak służąca i klaun, tylko
          Ci szkodzi. Nie warto tracić na nią życia. Wiem, że to jest przykre
          i że może boleć w zasadzie tak samo, jak zerwanie z facetem. Ale tak
          będzie lepiej.
          Przechodziłam przez to dwa razy i żyję. Dziś na myśl o
          tych "przyjaciółkach" nawet nie jest mi przykro.
    • nolita decyzja. 15.10.09, 18:13
      Myślę, że wątek moge uznać za zamknięty.
      Dziękuję wszystkim za wypowiedzi a Ci co jeszcze chcą się dopisać
      zawsze mile widziani.

      Zdecydowałam się na rozwiązanie. Długo się zastanawiałam i z kłuciem
      w serduchu...oficjalnie ODPUSZCZAM.
      Ja swojej strony robiłam wiele gestów... nie wiem czy mile czy nie
      mile widzianych, to już nie ważne.

      Zastanawiałam się nad szczerą rozmową..ale w tej chwili to chyba nie
      ma sensu, myslę, że nawet by nie miała na to czasu i że jest tak
      zaaferowana swoją nową sytuacją w życiu, że nawet nie widzi problemu.

      Poczekam.

      Być może sama się odezwie.

      Być może się odezwie z pretensją "dlaczego się nie odzywam" i to ja
      będe tą "złą". To jedyna sytuacja, kiedy jednak podejme szczerą
      rozmowe.

      Być może potrzebuje czasu i upajania się dzieckiem..a za rok jak
      dziecko już nie będzie potrzebować tyle jej uwagi, ona wróci do
      pracy...sama odnowi kontakt.Albo i nie.

      I jeszcze prośba: drogie i przyszłe mamy... miejcie na uwadze
      uczucia bezdzietnych przjaciółek. Czasami wystarczy powiedzieć:
      Słuchaj, teraz się trochę zmieni. Daj mi ten czas, bo pewnie będe na
      rzęsach chodzić.

      Na pewno zrozumieją, a oszczędzi to wiele nieporozumień.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka