Nie, nie chodzi mi tu o te osoby, dla których jest pusty talerz
Idziemy na Wigilię do teściów (to znaczy potem jedziemy jeszcze do
moich rodziców na Wigilię, ale nie to jest tematem). Będzie tam też
brat męża, rodzicom swoim zapowiedział, że przyjdzie z dziewczyną.
Brat męża jest rozwodnikiem, bezdzietnym. Trzy lata temu i dwa lata
temu też na Wigilię przyprowadził ówczesną dziewczynę (to były
jedyne okazje, kiedy ją widziałam).
Aha, tej "nowej" nikt nie zna, nikt też nie łudzi się, że zapowiedzą
swoje zaręczyny czy coś. Teściowie są lekko sfrustrowani tą sytuacją.
Mój mąż jest wściekły na brata. Bo tak się nie robi. Wigilia to nie
jest wesele, że przychodzi się ot tak "z osobą towarzyszącą".
W dodatku - z punktu widzenia tej dziewczyny, to albo ona sobie też
lekceważy znaczenie rodzinnych świąt, albo odwrotnie - właśnie
powaznie to traktuje, bo żywi co do brata męża jakieś nadzieje (no
fakt, facet sytuowany, dobrze zarabiający; fakt też, że ja się
dziwię, bo wg mnie to nic szczególnego, ale ja mam inny gust
widocznie) - ale jeśli on ją traktuje tak, jak tę poprzednią, no to
dupek jest po prostu. Bo, jak pisałam, jakoś nam się nie wydaje,
żeby to było coś poważnego, no sorry. Może się mylimy.
Jak coś to teściowie powinni zaoponować, prawda? W końcu to ich
impreza. Ale my im nie będziemy ustawiać listy gości w głowach. Bo w
końcu to ich impreza.
Weźcie mi powiedzcie, czy przesadzamy czy nie? Bo może faktycznie
przejmujemy się bez sensu, a na Wigilię to można ot tak kogoś
przyprowadzić. No ja rozumiem, że można, wiecie, jak na przykład
osoba jest studentem z Armenii i nie miała jak pojechać na święta
czy cóś

Czy właśnie jest tak, ze jak się kogoś na Wigilię
przyprowadza, to oznacza coś poważniejszego niz takie ot "chodzenie
ze sobą".