nimi
03.02.04, 01:45
Mam już dość mojej sytuacji. A nie wiem zupełnie. co mogę i co mam zrobić.
Żyję w związku na kocią łapę z facetem, mamy 2 letnią córką. Między nami jest
bardzo źle. Codzienne kłótnie, krzyki, codzień wysłuchuję, jaka jestem
beznadziejna i codzień mówię mu, jak go nienawidzę. Cierpię już tak od dawna
i wiem, że najbardziej cierpi nasza córka. Padają wyzwiska (z obu stron choć
z mojej częściej), parę razy oberwałam w kłótni (boję się oddawać, choć
czasem mam ochotę, ale on jest silniejszy), padaję obustronne groźby o
zabraniu dziecka do dziadków. Każda nawet najspokojniej rozpoczęta rozmowa
kończy się kłótnią i on potem robi wszystko na złość. Proponowałam rozstanie,
tak na spokojnie - on nie chce. Proponowałam mediatora psychologa - też nie.
On nie chce się rozstać, ale też nie chce nic naprawiać.
A ja już nie wytrzymuję.
Wszystko ciągnę sama - on nie pracuje, niby zostaje z dzieckiem, ale nie
opiekuje się nim dobrze, na opiekunkę się nie zgodził, sprząta sporadycznie,
nie gotuje, na zakupy też nie wyjdzie, na spacer z małą też. Jedyne źródło
utrzymania to moi rodzice i stypendium naukowe.
Za 9 godzin mam egzamin (studiuję) i nie będę w stanie pójść.
Każda rozmowa to rzucanie grochem o ścianę.
A jeśli mam jakiś problem, jakieś zarzuty, to wg niego jest zawsze moja wina,
ja prowokuję jego samą obecnością.
Chcę odejść.
A boję się rozstania z dzieckiem, nie wiem jak to prawnie załatwić, skoro on
się nie zgadza.
Co mam zrobić????
Asia