przeciecie krocza

16.02.10, 23:30
Czy wszystkie rodzące to mialy? Dlaczego? Jestem rodzącą inie
mialam nacinanego krocza. Nie wyraziłam zgody, chociaz nikt mnie nie
pytał. Nie pekłam, bo nie jestem balonem.

Ale czy to rzeczywiscie jest rutynowe?
W każdym szptialu, miescie?
Rodzilam 3 lata temu w Warszawie.
    • elske Re: przeciecie krocza 16.02.10, 23:40
      Mnie nacięto bez pytania o zdanie 5 lat temu przy pierwszym porodzi.Pozniej
      założono mi 3 szwy i po krzyku.Nie bolało.
      2 lata temu przy drugim porodzie nie pocięto mnie, bo po co. Tak mnie
      rozerwało,ze wyłam z bólu.Lekarz nie wiedział jak mnie pozszywać.
    • kingadaw Re: przeciecie krocza 16.02.10, 23:58
      w niektórych szpitalach rutynowo nacinają 100% pierwiastek i to się dzieje w
      samym środku Europy. Smutne, ale prawdziwe.
    • dzika41 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 00:07
      Rodziłam 3 lata temu w Puławach.
      ie zostałam nacięta tylko i wyłącznie dzięki obecności świetnej położnej.
      Miałam nieziemskie szczęście że na nią trafiłam, gdyby inna była na dyżurze na
      bank zostałabym pocięta.


      Koleżanka urodziła córę 3 dni temu, pierwszy poród, została nacięta.
      Ten sam szpital.
      • pytajska Re: przeciecie krocza 17.02.10, 00:22
        dzika41 napisała:
        >
        > Koleżanka urodziła córę 3 dni temu, pierwszy poród, została
        nacięta.
        > Ten sam szpital.


        Jak to zostala? A język w buzi kolezanka miała? troche mnie ta
        bezwolnośc zadziwia........
        • mniemanologia Re: przeciecie krocza 17.02.10, 10:36
          pytajska napisała:

          > dzika41 napisała:
          > >
          > > Koleżanka urodziła córę 3 dni temu, pierwszy poród, została
          > nacięta.
          > > Ten sam szpital.
          >
          >
          > Jak to zostala? A język w buzi kolezanka miała? troche mnie ta
          > bezwolnośc zadziwia........

          A kto tu pisze o bezwolności? "Została nacięta" i tyle. Nic nie
          wiesz, czy została nacięta na własne życzenie, czy bez pytania, czy
          po konsultacjach, czy w nagłej potrzebie.
        • mgd3 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 14:52
          Jaka bezwolność? Mnie nikt nie pytał czy chcę być nacięta. Leżę sobie, rodzę i w pewnym momencie czuję że mnie nacinają. Na protesty było trochę za późno.
          Może podpisywałam jakąś zgodę przed porodem - nie wiem. W sumie jak mi dali papiery do podpisu to marzyłam tylko żeby jak najszybciej podali znieczulenie i nie wczytywałam się uważnie tongue_out
    • 18_lipcowa1 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 00:13
      W Polsce ponoć rutynowe, ba wszystkie moje koleżanki które rodziły w
      PL są święcie przekonane, że to dobrze, że miały nacięcie bo jak nie
      to by pękły od pępka po łopatki.
      Ja nie miałam i jeśli chodzi o dochodzenie do siebie po porodzie
      byłam zachwycona- zero bólu, problemów z siadaniem itp.
      Ale ja rodziłam w UK
      • rudamarta4 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 00:55
        Ja rodziłam kilka tygodni temu na Inflanckiej w Wawie i nie chciałam
        wyrazić zgody na nacięcie. A, że podetknęli mi pod nos jakieś
        świstki do podpisania prawie już przy partych, to byłam tak wściekła
        na położną, że mało jej nie przywaliłam, jak mi powiedziała, że
        nacinania nie będzie może przy drugim porodzie.
        Gówno prawda z tym, że możesz nie wyrazić zgody na nacięcie. Co z
        tego, że niby jest poród z osobą towarzyszącą, skoro nie chcieli
        wpuścić mojego faceta na salę, bo niby już za późno. Na co za późno??
        Od tego momentu jak chciałam żeby wszedł (przyjechał autem jakieś 15
        min po tym jak przywiozła mnie karetka) do końca porodu minęła
        jeszcze godzina. Nacięcie mimo wszystko bolało, zszywanie też
        bolało, a tego samego dnia kiedy wyszłam ze szpitala puścił mi jeden
        szew i to nie było miłe. Że o zdejmowaniu szwów nie wspomnę...
        • majenkir Naciecie krocza 17.02.10, 03:47

          rudamarta4 napisała:
          > Że o zdejmowaniu szwów nie wspomnę...


          To na Inflanckiej w Wawie nie znaja szwow rozpuszczalnych wink?
          • aurita Re: Naciecie krocza 17.02.10, 07:58
            z tego co wiem to szwow rozpuszczalnych nie zaklada sie na krocze (tylko od
            wewnatrz)

            zdejmowanie tez pamietam... oj taaaaaaaaaaaaaaaaak
            • franczii Re: Naciecie krocza 17.02.10, 08:04
              ja mialam rozpuszczalne na zewnatrz
            • mniemanologia Re: Naciecie krocza 17.02.10, 10:39
              A mnie się wszystko rozpuściło. Może jakieś kwasy wydzielam albo
              co? wink
            • daga_j Re: Naciecie krocza 17.02.10, 13:40
              A ja miałam taką przytomność umysłu, że po porodzie jak mieli mnie zszywać to
              zapytałam jakich użyją szwów, toteż lekarz powiedział "jakie sobie pani życzy"
              to powiedziałam, że rozpuszczalne i takie dostałam smile (przynajmniej o tyle
              dobrze, bo szycie i tak bolało)
            • e_r_i_n Re: Naciecie krocza 17.02.10, 19:49
              8 lat temu nakładano na 'całość'. Nie byłam nacinana, pękłam trochę, wygoiło się
              szybko i dobrze.
          • rudamarta4 Re: Naciecie krocza 17.02.10, 12:57
            W środku były rozpuszczalne, te na zewnątrz nie.
        • edit38 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 06:13
          rudamarta4 napisała:

          Że o zdejmowaniu szwów nie wspomnę...

          Jak to to tam rozpuszczalnych szwów nie zakładają?
          • kammik Re: przeciecie krocza 17.02.10, 10:47
            Zakładają. Ja jednak wolałam zdjęcie po kilku dniach niż wystające nitki.
        • falka32 Re: przeciecie krocza 21.02.10, 01:15
          > Gówno prawda z tym, że możesz nie wyrazić zgody na nacięcie.

          Ja cztery lata temu na Inflanckiej nie wyraziłam zgody smile - na tym formularzu
          dopisałam odręcznie przy "nacięciu", że nie wyrażam zgody na nacięcie krocza z
          wyjątkiem sytuacji, kiedy będzie to niezbędne z przyczyn medycznych, np. poród
          zabiegowy.
          I nie nacięli.
    • franczii Re: przeciecie krocza 17.02.10, 04:02
      bylam niewyobrazalnie szczesliwa ze mi sie udalo za pierwszym razem bez
      naciecia, niemal skrzydel dostalam z tego powodu bo mi naciecie sen z powiek
      spedzalo w ciazy i choc wybralam porodowke gdzie bardzo malo nacinaja to przez
      sluchanie o peknietych odbytnicach (nawet wlasna matka mnie raczyla takimi
      opowiesciami) jakos nie bylam przekonana ze mi sie uda tylek wyniesc w calosci z
      porodu.
      A do druiego porodu na luziku podeszlam, bo tym razem juz mialam niemal 100%
      pewnosci ze naciecia nie bedzie i oczywiscie nie bylo.
    • sueellen Re: przeciecie krocza 17.02.10, 05:56
      Nie bylam nacinana, pekniecie 2 stopnia, prawie nie odczuwalne. Od razu po
      porodzie moglam siedziec i chodzic w spodniach. Zadnego wietrzenia krocza nie
      stosowalam. Nie rodzilam w POlsce.
    • evee1 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 06:09
      > Nie pekłam, bo nie jestem balonem.
      Och, to masz sie czym pochwalic.
      Ja rodzilam dwa razy i tez nie bylam nacinan, ale za kazdym razem
      popekalam (widocznie jestem balonem). Po pierwszym porodzie nie
      moglam przez trzy tygodnie siedziec, przy drugim szwow mialam wiecej
      (syn byl wiekszy niz corka i porod byl baaardzo gwaltowny, choc oba
      porody byly wywolywane), ale za to doszlam do siebie znacznie
      szybciej.
      A, nie rodzilam w Polsce.
    • edit38 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 06:09
      Mnie nikt nie pytał czy chcę być nacięta ale gdybym miała coś przeciwko to myślę
      że uszanowano by moją prośbę. Ja cieszę się że byłam nacięta bo przynajmniej bez
      problemu można było to zszyć. Moja kuzynka popękała w "gwiazdkę" mieli problem
      jak ją pocerować, przez długi czas miała problemy z siadaniem i chodzeniem bo
      odczuwała ból. Gdy przyszła do niej położna środowiskowa to się za głowę
      chwyciła mówiąc że jeszcze czegoś takiego nie widziała.
      • franczii Re: przeciecie krocza 17.02.10, 07:52
        Moja kuzynka popękała w "gwiazdkę" mieli problem
        > jak ją pocerować,

        Oczywiscie, zszywanie pekniecia jest bardziej pracochlonne i biedaczki sie
        musieli natrudzic. Jak natna to zszyja raz dwa i po robocie. A o to, ze takie
        pekniecie sie lepiej goi niz cieta rana to nikt sie nie zainteresuje. Wazniejszy
        komfort jakiegos zaspanego doktorzyny a nie kobiety. Ja mialam pekniecie
        pierwszego stopnia (sama skora) w kilku miejscach i zszywanie rzeczywiscie
        trwalo dosc dlugo ale nikt nie narzekal bo to ich praca ale za to nie ma ani
        sladu, ze byl tam jakikolwiek uraz.
        • edit38 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 08:52
          franczii napisała:

          > Moja kuzynka popękała w "gwiazdkę" mieli problem
          > > jak ją pocerować,
          >
          > Oczywiscie, zszywanie pekniecia jest bardziej pracochlonne i biedaczki sie
          > musieli natrudzic. Jak natna to zszyja raz dwa i po robocie. A o to, ze takie
          > pekniecie sie lepiej goi niz cieta rana to nikt sie nie zainteresuje. Wazniejsz
          > y
          > komfort jakiegos zaspanego doktorzyny a nie kobiety.

          Ale ja pomimo nacięcia czułam się komfortowo a moja kuzynka popękała tak że
          przez dłuższy czas była obolała. Jeśli ktoś pęknie troszeczkę to może nie
          odczuwa takiego bólu ale ona naprawdę cierpiała.
          Mnie nie chodziło o to że położna nigdy nie widziała takiego szycia ale ona
          twierdziła że jeszcze nie widziała kobiety która tak popękała. Dziewczyna jest
          bardzo drobna i szczupła a dziecko było duże najprawdopodobniej to było powodem
          takiego pęknięcia.
          Kuzynka twierdzi że jeśli zdecyduje się na kolejne dziecko to na pewno nie
          będzie się bronić już przed nacinaniem.
    • edit38 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 06:24
      Mnie zastanawia jeszcze jedno. Tak wiele kobiet nie chce nacinania bo to
      nienaturalne/niezgodne z naturą i co tam jeszcze a z drugiej strony tyle jest
      kobiet które gdyby dowolnie wybierać sposób porodu wybrałyby cesarkę bo to ich
      ciało/ich dziecko/ich decyzja i nie widzą w tym nic złego i nienaturalnego.
      Wiem że to nie są te same kobiety ale tak mnie jednak to zastanawia.
      Z drugiej strony naprawdę nie chce mi się wierzyć w to że kobieta która jest
      świadoma że nie chce być nacinana jest nacięta pomimo że nie wyraziła zgody.
      Wydaje mi się ze po prostu kobiety podpisują wszystkie papiery nie czytając ich
      (ja tak robiłam - potem się śmiałam że równie dobrze wyrok zgodę na uśmiercenie
      mnie mogli mi podsunąć) a jeżeli szpital ma podpisany papier to słowa " nie chcę
      aby mnie nacinano" dla szpitala są mało warte.
      • franczii Re: przeciecie krocza 17.02.10, 07:47
        a jeżeli szpital ma podpisany papier to słowa " nie chc
        > ę
        > aby mnie nacinano" dla szpitala są mało warte.

        I tu sie mylisz, zgodnie z przepisami jest obowiazek informowania i uzyskania
        zgody przed poszczegolnymi zabiegami. A na pewno nie maja prawa naciac nie
        informujac o tym. Poza tym, chyba podpisuje sie ogolna zgode i nie jest tam
        wymienione konkretnie nacinanie krocza, ale tego nie jestem pewna bo ja nie
        rodzilam w Pl i nic konkretnego nie podpisywalam.
        • edit38 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 09:04
          franczii napisała:

          > a jeżeli szpital ma podpisany papier to słowa " nie chc
          > > ę
          > > aby mnie nacinano" dla szpitala są mało warte.
          >
          > I tu sie mylisz, zgodnie z przepisami jest obowiazek informowania i uzyskania
          > zgody przed poszczegolnymi zabiegami. A na pewno nie maja prawa naciac nie
          > informujac o tym. Poza tym, chyba podpisuje sie ogolna zgode i nie jest tam
          > wymienione konkretnie nacinanie krocza, ale tego nie jestem pewna bo ja nie
          > rodzilam w Pl i nic konkretnego nie podpisywalam.


          Tak podpisywałam ogólną zgodę na zabiegi które będą przy mnie robione. Jeśli
          ktoś się nie zgadza na nacięcie to jest chyba tego świadomy tego że musi to
          zaznaczyć że zgadza się na wszystko tylko nie nacięcie lub nie podpisuje nic.
          Przecież jeśli pacjentka podpisała zgodę to lekarz nie będzie sobie życia
          utrudniał ryzykując trudne do "cerowania" pęknięcie, poza tym taka pacjentka
          mogłaby skarżyć szpital że ona chciała być nacinana a lekarz naraził ja na
          cierpienie (to że nie wszystkie po pęknięciu cierpią nie oznacza że żadna nie
          cierpi z bólu)
          Nie wiem jak to jest we wszystkich szpitalach ale nie chce mi się wierzyć że
          jeśli kobieta nie wyraża zgody na cięcie to i tak ją tną. Ja pomimo że
          podpisałam zgodę (położna bardzo ogólnikowo streszczała mi co podpisuję a i tak
          wiedziałam że to chodzi właśnie o nacięcie) przed nacięciem byłam poinformowana
          przez lekarza "teraz panią troszkę natnę"
          • a_gurk Re: przeciecie krocza 17.02.10, 23:02
            Ja miałam pisemne oświadczenie, że nie życzę sobie nacinania
            krocza bez wyraźnej medycznej konieczności. Wszyscy lekarze (3) +
            wszystkie położne (8-9- trafiłam na zmianę dyżuru) potraktowały to
            wzruszeniem ramion, komentarzem "nie takie oświadczenia widzieliśmy"
            i informacją, że wszystkie pierwiastki nacinają. Do dzisiaj jestem o
            to nacięcie wściekła, gdyż niemal 5 lat po porodziem muszę miec
            zrobioną plastykę krocza. Nawet częstsze korzystanie z ubikacji
            powoduje ból, otarcie naskórka a nawet drobne krwawienia, nie mówiąc
            o kontaktach seksualnych. Dodam, ze do porodu przygotowywałam sie
            przez cały okres ciaży- gimnastyka, mięsień Kegla, masaz krocza,
            oddechy itp. Urodziłam szybko, małe dziecko z małą głową. I żadne
            szwy nie były rozpuszczalne, 4 tygodnie nie mogłam normalnie
            siedzieć, a pół roku współżyć.
            • sueellen Re: przeciecie krocza 19.02.10, 21:35
              Pozwalas szpital?
              • a_gurk Re: przeciecie krocza 20.02.10, 22:18
                sueellen napisała:

                > Pozwalas szpital?

                Gdyby doktor lub położna podpisali na moim oświadczeniu, że szpital
                nie zgadza się z nim, to pewnie miałabym podstawę. A tak zawsze mogą
                powiedzieć, że wyraziłam zgodę (a co miałam wiać do innego szpitala
                w trakcie akcji porodowej? lub kłócić sie podczas bóli partych?
                opinie męża w ogóle zlekceważyli i zresztą wszystkie szpitale w
                Poznaniu stosowały wtedy podobne praktyki). Z dzisiejszą wiedzą mój
                mąz pewnie dotarłby do dyrekcji szpitala w mojej obronie ....
      • franczii Re: przeciecie krocza 17.02.10, 07:57

        > Mnie zastanawia jeszcze jedno. Tak wiele kobiet nie chce nacinania bo to
        > nienaturalne/niezgodne z naturą i co tam jeszcze a z drugiej strony tyle jest
        > kobiet które gdyby dowolnie wybierać sposób porodu wybrałyby cesarkę

        No toz logiczne, ze to nie moga byc te same kobiety. Co ma jedno z drugim
        wspolnego. To ze jedne chca cc znaczy, ze innym bez zdania racji jak leci trzeba
        cipki okaleczac?
        • edit38 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 09:21
          franczii napisała:

          Co ma jedno z drugim
          > wspolnego.

          Zupełnie nic. Była to taka luźna moja myśl o tym jak skrajne są przypadki

          To ze jedne chca cc znaczy, ze innym bez zdania racji jak leci trzeb
          > a
          > cipki okaleczac?

          No ja akurat nie uważam że zostałam okaleczona. Osobiście nie znam też osoby
          (nie twierdzę że takich przypadków nie ma bo nie wiem) która nie wyrażałaby
          zgody na cięcie a zostałaby pocięta.
          Żadna znana mi kobieta nie żałowała też tego że była nacinana a znam osobę (moja
          kuzynka właśnie) która nie wyraziła zgody na cięcie i tego żałowała. Jest to też
          jedyna znajoma która nie chciała być nacinana.
        • kunegunda32 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 17:46
          Franczi, to chyba tez zależy od porodu, jak przebiega, jak się czuje dziecko i
          czy uda się ochronić krocze, bo czasami się nie udaje. Ja rodziłam na
          Inflanckiej i z kolei bałam się panicznie że popękam jak moja koleżanka, która
          miała 6 szwów zewnętrznych i skierowanie na plastykę. U mnie było tak że położna
          chroniła krocze do ostatniej chwili aż pojawiły się mikropęknięcia, wtedy mnie
          nacięła. Ja miałam 2 szwy i nie mam śladu po nacięciu. Żadnej wyczuwalnej blizny
          i żadnych dyskomfortów. Z tym, że na mnie się wszystko goi jak na psie.
      • daga_j Re: przeciecie krocza 17.02.10, 13:45
        Tak ale jak nie podpisać papieru na "wykonywanie wszystkich niezbędnych zabiegów
        medycznych" - to tak ogólnie brzmi, ale łatwiej to jedno podpisać a nie potem z
        każdą igłą będą przychodzili i z pismem czy się zgadzam na ten zastrzyk,
        wenflon, oksytocynę, nacięcie, zszycie itp co nie. A jak się podpisze tę ogólną
        zgodę to już obejmuje wszystko. Ja tam podpisałam, skoro idę do szpitala to po
        to właśnie by robili wszystko co niezbędne bym wkrótce mogła stamtąd wyjść cała
        i zdrowa, o to przecież chodzi..
        • daga_j Re: przeciecie krocza 17.02.10, 13:55
          Dodam jeszcze o nacięciach, że pytałam moją ginekolog o to przed drugim porodem.
          Wspominałam, że wolałabym nie być nacięta (tak sobie rozmawiałyśmy bo ona nie
          była przy żadnym moim porodzie, akurat na jej dyżur nie trafiłam) na co ona
          odparła, że pacjentki niepotrzebnie myślą o tym, że nacinanie jest rutynowe. Że
          położna też woli nie nacinać, bo wtedy ma oszczędzoną pracę - nie musi szyć. Ale
          jeśli widzi, że krocze może pęknąć to woli naciąć też powiedzmy w celu
          ułatwienia sobie pracy, łatwiej to zszyć niż pęknięcie tak. Według mnie to dość
          logiczny tok myślenia i mogę sobie w niego wierzyć smile
          Przy drugim porodzie powiedziałam położnej przed partymi, że jak nie będzie
          trzeba żeby nie nacinała, jednak ona mi potem powiedziała, że musiała trochę
          naciąć bo blizna po pierwszym porodzie nie byłą elastyczna i t5rzeba było, ale
          faktycznie nacięcie było mniejsze i mniej dotkliwe. Chyba dobrze mnie zszywali
          (choć boleśnie) bo nie mam problemów w tej materii teraz.
          • mojamalakoza Re: przeciecie krocza 18.02.10, 06:33
            daga_j napisała:

            > Dodam jeszcze o nacięciach, że pytałam moją ginekolog o to przed drugim porodem

            że pacjentki niepotrzebnie myślą o tym, że nacinanie jest rutynowe. Że
            > położna też woli nie nacinać, bo wtedy ma oszczędzoną pracę - nie musi szyć.

            Jednego nie rozumiem do końca, Was nacinała i szyła położna? Mnie na 100% szył
            lekarz co do nacinania to nie wiem dokładnie ale mój mąż twierdzi że też lekarz.
            W sumie całą robotę jeśli chodzi o odebranie porodu odwaliła położna ale
            nacięcie i szycie to "sprawka" lekarza.
            Ja nie żałuję że byłam nacięta, bardziej bałam się że popękam.
            • franczii Re: przeciecie krocza 18.02.10, 07:44
              Ja przy moim porodzie w ogole lekarza nie widzialam, ani przy pierwszym ani przy
              drugim. I dobrze tak wlasnie chcialam.
            • daga_j Re: przeciecie krocza 18.02.10, 13:59
              Tak na pewno nacinała położna. Na pewno raz szyła położna a drugi raz.. nie no
              też położna. Lekarz był na początku przed przyjęciem na porodówkę zbadał i
              stwierdził, że to poród, a potem na sam koniec siedział i patrzył z boku smile
              Wszystko robiły położne wraz z podaniem oksytocyny przy pierwszym porodzie w 2
              jego fazie gdy stwierdziły, że mam za słabe skurcze parte. Być może
              skonsultowały to z lekarzem, nie pamiętam, bo wokół łózka były te dwie kobiety
              położne i mój mąż, więcej nie widziałam.
          • franczii Re: przeciecie krocza 18.02.10, 08:01
            trudno naprawde nie myslec ze jest rutynowe jak nacinaja ponad polowe a nawet
            blisko 100%. To az samo sie nasuwa. Co ty bys myslala?

            >Że położna też woli nie nacinać, bo wtedy ma oszczędzoną pracę - nie musi szyć.
            To nieprawda. Porod z ochrona trwa troche dluzej i wymaga umiejetnosci oraz
            postarania sie. Do tego najczesciej krocze jednak lekko peka, jest pekniecie 1
            stopnia wiec i tak trzeba zszywac, przy czym nalezy sie postarac bo pekniecie
            troche trudniej sie zszywa. Takze to ze woli nie nacinac to bzdura bo latwiej
            jest szybko ciachnac, zacerowac i zapomniec o calej sprawie. To kobieta sie
            potem bedzie uzerac z bolem i papraniem.

            >Ale jeśli widzi, że krocze może pęknąć to woli naciąć też powiedzmy w celu
            ułatwienia sobie pracy, łatwiej to zszyć niż pęknięcie tak.

            Oczywiscie Daga, ze to prawda. Naciecie o wiele szybciej sie szyje i latwiej.
            Ale czy naprawde satysfakcjonuje cie takie rozwiazanie? Pozwolilabys zeby zadali
            ci bol i skazali na kilka tygodni gojenia tylko po to, zeby ktos mial wygodniej,
            zeby mogl 5 minut wczesniej robote skonczyc i sie przy szyciu nie napracowac?
            Toz takie podejscie to kompletny brak szacunku dla cudzego ciala i zdrowia. Ale
            jak tam wolicie, ja nie zamierzam poswiecac swojej cipki dla cudzej wygody.
            • daga_j Re: przeciecie krocza 18.02.10, 14:03
              Ale franczii, jak można ocenić (zwykła kobieta, która właśnie idzie rodzić i nie
              jest w stanie sobie zajrzeć w krocze i ocenić elastyczności tkanek) czy to
              nacięcie jest konieczne czy nie? Wystarczy, że położna Ci powie po fakcie, że
              musiała naciąć bo coś tam i jaki będziesz miała kontrargument? Natomiast jeśli
              wyrazisz przed porodem zdecydowany sprzeciw to proszę bardzo, nie natną Cię i
              dopiero wtedy powiesz czy było warto się sprzeciwiać, jak nie pękniesz to
              będziesz mówiła "bardzo dobrze zdecydowałam, walczcie kobiety o porody bez
              nacinania!" a jeśli pękniesz i to bardzo to będziesz być może żałować.. To można
              ocenić dopiero po przeżyciu porodu. Ja oceniam w porządku i tyle - moją sytuację.
              • franczii Re: przeciecie krocza 18.02.10, 14:36
                ale nie z tym, co wlasnie napisalas ja polemizowalam a z bzdurnym argumentem
                majacym przemawiac na korzysc nacinania, ze naciecie latwiej zszyc niz
                pekniecie. Bo w skali waznosci moje cialo zajmuje bardzo wysoka pozycje na pewno
                o wiele wyzsza niz wygoda poloznej, ktora ma latac moje rany. Nie mialabym
                zaufania do poloznej, ktora przekonuje do ciecia bo jej sie lepiej bedzie
                zszywac.
                Czy polozna natnie slusznie czy nieslusznie nie mnie oceniac bo nie mam
                mozliwosci nawet gdybym byla w stanie sobie sama zajrzec w krocze. Ale moge
                sobie wyrobic opinie na podstawie ilosci naciec praktykowanych w danej porodowce
                i to mi w zupelnosci wystarczy.
                Ja sie nie sprzeciwialam na porodowce a grzecznie przypomnialam poloznej jak mi
                zalezy na ochronie, polozna powiedziala, ze w moim przypadku nie bedzie
                potrzebne naciecie i naderwalam sie przy obu porodach (1 stopien) a przy
                pierwszym porodzie nawet w kilku miejscach na te slawetna gwiazdke, ktorej
                zszywanie trwalo chwile ale po ktorej slad zaden nie zostal, co potwierdza
                regule, ze pekniecia sie lepiej goja.
              • mniemanologia Re: przeciecie krocza 19.02.10, 10:16
                Dago, wybacz dosłowność, ale pewnym wskaźnikiem elastyczności tkanek
                może być, hm, fisting.
                • daga_j Re: przeciecie krocza 19.02.10, 13:07
                  wink Ale zagłębianie się - kto zatem powinien i kiedy to sprawdzić, tę
                  elastyczność? Już w ciąży, tuż przed porodem, sama kobieta, jej partner a może
                  położna? Nie musisz odpowiadać, w sumie to mnie nie interesuje bo jestem po
                  porodach.
    • gryzelda71 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 07:08
      Miałam 2 razy.Nikt mnie nie pytał,ale za bardzo byłam skupiona na parciu,żeby
      wojować w kwestii nacięcia.12 i 7 lat temu.
      Zszywanie było najgorszym przeżyciem z całego porodu,zwłaszcza jak lekarka
      pytała,czego pani tak się trzęsie...
      Chodzić i siedzieć mogłam od razu.
      A i tez nie jestem balonemsmile
    • miska_malcova Re: przeciecie krocza 17.02.10, 08:22
      urodziłam w grudniu 2009 w Krakowie w Szpitalu Żeromskiego. Nacięli mnie,
      zapytali o zgodę, zgodziłam się i dobrze, bo dziecko urodziło się duże. Szwy
      rozpuszczalne, niestety długo się goiły, bo mam problem z gojeniem się ran.
      Nacięli mnie dosyć mocno uncertain Na całe szczęście wszystko ładnie się zagoiło,
      chociaż długo.
      • patrytka Re: przeciecie krocza 17.02.10, 08:51
        rodziłam osiem lat temu,mialam 20 lat,polożna nacięła mnie jakos tak
        nie do konca w szczycie skurczu co zabolalo mnie jak cholera,przyszedl
        pan doktor do zszycia i jakos nie mial checi poczekac az znieczulenie
        zacznie dzialac,czulam kazde wbicie igly,kazde przeciagniecie,to bylo
        gorsze niz sam porod,dodatkowo zrobil to niezbyt dokladnie co do dzis
        wyczuwam i co potwierdzil moj gin na wizycie po porodzie...przy drugim
        porodzie nie bylam nacinana,zobaczymy co bedzie teraz za jakies osiem
        tygodni-nie bede rodzila w Polsce
        • gabi683 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 08:58
          Teraz rodziłam bez nacięci poprzednie porody z nacięciem .Za kazdym razem
          dostwałam znieczulenie do szycia nikt mnie nie szył bez znieczulenia.Pozatym
          miałam przy sobie swojego męża który pilnował mnie więc za bardzo polożne nie
          miały pola popisu.
      • koralik12 Re: przeciecie krocza 20.02.10, 13:51
        > urodziłam w grudniu 2009 w Krakowie w Szpitalu Żeromskiego. Nacięli mnie,
        > zapytali o zgodę, zgodziłam się i dobrze, bo dziecko urodziło się duże.
        Mnie tez pytali, powiedziałam że tylko jakby była bezwzględna konieczność, nie
        nacięli mnie, urodziłam czterokilowego kloca, nie pękłam, już kilka godzin po
        porodzie czułam się jakbym nie rodziła, chociaż sam poród bolał koszmarnie.
    • ivaz Re: przeciecie krocza 17.02.10, 09:03
      ja miałam nacięcie, ale przezyłam goiło się szybko , zadnego
      dyskomfortu nie czułam z tego powodu, dwa szwy i po tygodniu
      wszystko sie wygoiło.
      Moja siostra niestety nie miała i bardzo nieszczęśliwie popękała
      bo aż po sam odbyt, ze przez kilka miesięcy po porodzie miała
      problem ze zwieraczem, to był koszmar, i do tej pory odczuwa
      dyskomfort, (rodziła 9 lat temu), ciągnie ja olbrzymia blizna,
      wcale nie uniknęła szwów
    • gku25 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 09:21
      W Szczecinie w byłym Miejskim cięcie było rutynowe i bezdyskusyjne. Tak jak
      wyciskanie dziecka z mojego brzucha przy kilku wskazaniach do cesarki. Mimo
      nacięcia miałam nałożone kilkanaście szwów, goiło się długo i bardzo boleśnie.
    • kamelia04.08.2007 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 09:36
      to masz szczęście, że trafiłaś na mądry szpital (położną), bo jest to nadal
      rutynowe i ciachają wszystkie jak leci zupełnie bez potrzeby.

      Oczywiście kobiety się na to godzą, bo je straszą dobrem dziecka, sa i takie co
      się cieszą, że zostały nacięte, bo im ktoś powiedział, ze popękają (a one w to
      uwierzyły).

      We FR położna mówiła, ze nacinają ok. 40% przypadków., mnie nie nacięli, mimo że
      użyto kleszczy
    • martishia7 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 09:39
      Żeby nie było, nie rodziłam jeszcze. Zgłębiłam na razie tonę literatury wink na
      ten temat, bo sama też obawiam się nacięcia i ewentualnych komplikacji z tym
      związanych. Rozmawiałam też z zaprzyjaźnionym, co prawda młodym <ale zawsze>
      lekarzem, na ten temat.
      Pierwszy wniosek jaki mi się nasuwa, to taki, że niektóre panie przeczytały
      tylko artykuł firmowany przez Rodzić po ludzku, że "nacięcie jest be", ale nie
      wgłębiły się dalej w to, co nawet sama fundacja ma do powiedzenia na ten temat.
      Z pewnością "be" jest rutynowe nacinanie, czyli cięcie z defaulta. To jest
      największy problem tak naprawdę. Celem tej akcji jest wyrobienie, przede
      wszystkim w środowisku położniczym zmiany nastawienia - z założenia NIE tniemy,
      dopiero wtedy jak są ku temu wskazania. A wskazania niestety bywają.
      Generalnie niewielkie pęknięcie jest mniej bolesne, lepiej się goi, pozostawia
      mniejsze ślady niż nawet najbardziej minimalne nacięcie. Natomiast jest taki
      poziom pęknięcia, przy którym już nacięcie byłoby lepszym, bo kontrolowanym. Tak
      naprawdę tylko wprawne oko doświadczonego personelu jest w stanie ocenić czy w
      danym przypadku zachodzi konieczna potrzeba cięcia, czy też nie. Wpływa na to
      wiele czynników. Chociażby szybkość akcji porodowej - im poród bardziej
      gwałtowny, tym mniejsze szanse na to, że obejdzie się bez cięcia/pęknięcia.
      Elastyczność tkanek rodzącej też jest nie bez znaczenia. Można być herod babą z
      rozłożystymi biodrami, wprost stworzoną do rodzenia wink, a jeżeli tkanki miękkie
      będą mało elastyczne, to i tak się nie obejdzie.
      Wydaje się więc, że optymalnym rozwiązaniem, jest poznać wcześniej swoją
      położną, żeby jej zaufać i wierzyć w to, że to co ona nam doradza jest dobre dla
      nas <obojga wink >.
      Nie ma sensu się nastawiać przed jazdą na porodówkę, że "chociażby się waliło i
      paliło, nie dam się naciąć", albo "na pewno mnie natną, mam przechlapane". Wiem,
      że z tym bywa ciężko, ale chyba trzeba dobrze wybrać szpital i położną, nawiązać
      kontakt i mieć troszkę wiary w to, że robią tak, żeby było najlepiej.

      Do autorki wątku:
      Nie podoba mi się Twój post, ani postawienie sprawy. Jest wiele kobiet, które
      fakt, że nie "udało" im się urodzić bez nacięcia traktują jak swoją porażkę, że
      to im coś się w życiu nie udało, że nawaliły. Chociaż nie było wyjścia, albo po
      prostu mimo protestów zostały źle potraktowane przez personel <co się niestety
      zdarza>. Twoje pogardliwe Nie wyraziłam zgody, chociaz nikt mnie nie pytał.
      Nie pekłam, bo nie jestem balonem.
      to tylko nieprzyjemność i nabijanie się
      przez sytego z głodnego, że tak powiem.
      Jeżeli jesteś ciekawa danych statystycznych, to wejdź na stronę fundacji Rodzić
      po ludzku, tam przy wielu szpitalach podane są statystyki nacięć <osobno
      generalne i u pierwiastek>. Z tamtąd się dowiesz.
      • fajnyjagodka88 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 09:58
        byłam nacinana choć mówiłam, że wolę żeby tego nie robili, dziecko nie było duże 3330, obwód główki 33 cm. Bolało jak cholera, bo nie było na skurczu cięte, męża wyprosili do szycia. Do tej pory czuje ból tej blizny przy stosunku, miałam niemałe problemy z sexem przez to. Przy następnym się nie zgodzę na żadne cięcie
      • denea Re: przeciecie krocza 17.02.10, 10:24
        Martishia, zgadzam się co do zasady, z tym że chyba wększość kobiet
        ma rozsądne podejście do sprawy i nie kozakuje na porodówce
        strasznie krzycząc "nie, bo nie - w żadnym wypadku" wink
        Niedługo ma wejść w życie rozporządzenie Min. Zdrowia w spr
        standardów opieki okołoporodowej - w konsultowanym obecnie projekcie
        nacięcie zaczyna być na cenzurowanym, można je wykonać tylko wtedy,
        jeśli personel stwierdzi, że są ku temu wskazania. Ja wiem, że teraz
        wskazania widać zawsze, rodziłam w szpitalu powiatowym, w którym
        pierwszy poród uznawany jest za taką patologię, która w 100% wymaga
        nożyczek, a w historii porodówki była JEDNA pierworódka oceniona na
        tak elastyczną, że jej nie ciachnęli... Z drugiej strony to
        delikatna materia i nie wiem, jak możnaby inaczej ująć sprawę,
        której po prostu nie da się raz na zawsze odgórnie uregulować, bo
        każdy poród jest inny. Więc dobrze, że chociaż tyle. Będzie
        podkładka, która nakazuje personelowi unikać zbędnej medykalizacji
        jeśli to tylko możliwe - zobaczymy, jak to zafunkcjonuje.


        Chociażby szybkość akcji porodowej - im poród bardziej
        > gwałtowny, tym mniejsze szanse na to, że obejdzie się bez
        cięcia/pęknięcia.

        Wobec powszechności zalewania pacjentki oksytocyną, żeby się nie
        opitalała, tylko rodziła raz-dwa to niestety mało powszechne w Pl sad
        • gabrielle76 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 10:45
          2 razy miałam nacinane krocze, przy trzecim porodzie nie miałam ale sama troszke
          pękłam wink szczerze mówiąc nie widze tragedii w nacinaniu krocza
          • zoofka Re: przeciecie krocza 17.02.10, 14:41
            Bo tragedii w tym żadnej nie ma big_grin
            ale wieeesz - jesteś niemodna! Bo teraz jest w modzie nie zgadzać
            się na nacięcie krocza big_grin
            bawią mnie te dyskusje
            • denea Re: przeciecie krocza 17.02.10, 16:21
              No, dla mnie to też lajcik był tongue_out Nacięcia nie czułam, goiło się
              świetnie, mogłam swobodnie chodzić, siedzieć, a nawet skorzystać z
              ubikacji smile Ba, do szycia nawet dostałam znieczulenie, bo
              przyniosłam swoje smile
              Tylko patrzę trochę dalej niż tylko we własną cipkę i nigdy nie
              zapomnę, jak dziewczyna z tej samej sali 5 dni po prawidłowym,
              fizjologicznym porodzie ze łzami błagała lekarza, żeby jej jeszcze
              nie wypisywał, bo ona sobie nie da rady w domu. Nie mogła nic, ani
              siedzieć, ani stać, wyła nawet na leżąco. Z tego co wiem pierwsze
              szwy jej zdjęli i założyli od nowa, nawet nie wiem, czy nie kroili
              tego, co się zdążyło podgoić.
              Co to w ogóle za argument jest ? Jak to w życiu, jeden ma więcej
              szczęścia, drugi mniej. Czy to, że mnie się fuksnęło oznacza, że
              można dowolnie szafować zbędnym, bolesnym zabiegiem - jeżeli nie ma
              takiej rzeczywistej konieczności ??!
              Jak Wam się uda wyjść bez szwanku z kolizji, to będziecie twierdzić,
              że ktoś, kto doznał urazu kręgosłupa podczas podobnego zdarzenia
              pieści się ze sobą i przesadza, bo nie da się ucierpieć podczas
              durnej stłuczki ?
              No prooooszęę indifferent
              • mojamalakoza Re: przeciecie krocza 18.02.10, 06:40
                denea napisała:


                > Tylko patrzę trochę dalej niż tylko we własną cipkę i nigdy nie
                > zapomnę, jak dziewczyna z tej samej sali 5 dni po prawidłowym,
                > fizjologicznym porodzie ze łzami błagała lekarza, żeby jej jeszcze
                > nie wypisywał, bo ona sobie nie da rady w domu. Nie mogła nic, ani
                > siedzieć, ani stać, wyła nawet na leżąco. Z tego co wiem pierwsze
                > szwy jej zdjęli i założyli od nowa, nawet nie wiem, czy nie kroili
                > tego, co się zdążyło podgoić.
                > Co to w ogóle za argument jest ? Jak to w życiu, jeden ma więcej
                > szczęścia, drugi mniej. Czy to, że mnie się fuksnęło oznacza, że
                > można dowolnie szafować zbędnym, bolesnym zabiegiem - jeżeli nie ma
                > takiej rzeczywistej konieczności ??!

                Zgadzam się z Tobą, uważam że jeśli nie ma takiej konieczności to nie powinni
                nacinać. Problem tylko w tym że żadna z nas nie ma pewności czy to nacięcie było
                konieczne czy nie. Nikt nie wie jak czułaby sie ta dziewczyna gdyby popękała,
                nie wiemy nawet czy popękałaby gdyby jej nie nacinano to wie tylko osoba która
                nacinała bo ona wie czy było to konieczne.
                • denea Re: przeciecie krocza 18.02.10, 09:03
                  Masz rację, oczywiście. Zadna z nas sama nie jest w stanie ocenić
                  sytuacji, zresztą nie od tego jest rodząca, hehe wink
                  Nie pyszczyłabym, gdyby był cień szansy, że ktoś rzucił okiem na
                  krocze pod tym kątem. W kwestii tniemy, czy nie.
                  Ale jak szpital ma oficjalnie wskaźnik nacięć 100%, to dochodzę do
                  wniosku, że to po prostu nikogo nie interesuje.

                  P.S. Sprawdziłam teraz, jak po kilku latach wyglądają dane szpitala,
                  w którym rodziłam: odsetek nacięć to obecnie tylko 89%, w szoku
                  jestem bo widać beton pomału kruszeje big_grin
                  Odsetek naćpanych dolarganem pacjentek z 70% spadł do 30%
                  Jak rany, jeszcze ze dwadzieścia lat i znieczulenie będzie można
                  sobie kupić smile
                  • martishia7 Re: przeciecie krocza 18.02.10, 09:25
                    big_grin
                    Wiesz, zmiany na lepsze naprawdę są. Widać, że szpitale po prostu chcą ze sobą
                    konkurować i zaczynają oferować to, czego rynek (czyli rodzące) się domagają.
                    Propaganda w mediach i w środowisku to jedno, a czysty żywy rachunek ekonomiczny
                    to drugie. Porodówki to jedne z nielicznych oddziałów, które są na siebie w
                    stanie zarobić. Poza tym dają duże pole do zarobków "na boku" (vide św Zofia w
                    Wawie) za usługi ponadstandardowe. W Wawie w przeciągu najbliższych 3-5 lat
                    powstaną dwa nowe szpitale prywatne, z czego przynajmniej jeden ma w planach
                    porodówkę i kontrakt z NFZ. Pozostali będą się musieli dostosować, jeżeli będą
                    chcieli dostać kawałek z tego tortu rodzących.
        • martishia7 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 11:03
          Zgadzam się z Tobą oczywiście. smile Też myślę, że kobieta rodząca nie jest w
          kondycji do kozaczenia. Właśnie o to mi chodzi i z tym się zgadzam, że nacięcie
          powinno być "na cenzurowanym", że to personel ma się tłumaczyć dlaczego ciął.
          Ale to jest ogromna zmiana - bo mentalna i pokoleniowa, dlatego powolna. Ale ja
          uważam, że być może powoli, ale ona nastąpi. Z przyczyn banalnych - finansowych.
          Porodówki są akurat tymi oddziałami, które są dla szpitali względnie dochodowe.
          Już dzisiaj kobiety "głosują nogami", waląc drzwiami i oknami do szpitali, które
          mają dobrą opinię <np. nie medykalizują niepotrzebnie porodu>. Lekarze i położne
          nie są głąbami - jak zobaczą, że ich koledzy, którzy odchodzą od takich praktyk,
          mają się lepiej, bo do nich pacjentki walą - to zmiękną. Wierzę w wolny rynek
          smile Im większy tym bardziej konkurencyjny.
          Co do wspomnianej przez Ciebie oksy - to jest kolejna rzecz z którą należy
          walczyć, może nawet bardziej niż z samym nacięciem. Z doświadczenia rodzących
          dookoła mam na to tylko jedną dobrą metodę - maksymalnie długo siedzieć w domu
          big_grin Jeżeli nic się złego nie dzieje, rzecz jasna.
      • mniemanologia Re: przeciecie krocza 17.02.10, 10:58
        Otóż to. Ja wiem, że jestem mało elastyczna i spodziewałam się
        nacięcia.
    • gagunia Re: przeciecie krocza 17.02.10, 10:45
      Mnie nikt o zdanie nie pytał, ale gdyby pytali to i tak wyraziłabym
      zgodę. Dziecko ważyło 4470, miało duży obwód głowy i nie mogłam go
      urodzić. Nacięcie było bezbolesne, usłyszałam tylko "chrupnięcie".
      Zagoiło się szybko i bezproblemowo. Ale ból po zejsciu znieczulenia
      był koszmarny. Przez kilka dni ledwo się poruszałam.
    • dynema Re: przeciecie krocza 17.02.10, 10:46
      A ferie u Ciebie sie koncza za tydzien?

      Chyba sie gdzies zabunkruje do tego czasu...
    • aniazm Re: przeciecie krocza 17.02.10, 12:41
      nacięli mnie (bez informowania) przy pierwszym porodzie, żadnego dyskomfortu
      potem nie miałam. przy drugim lekko popękało mi krocze, ale szybko się zagoiło,
      przy trzecim nic nie było.
    • tosterowa Re: przeciecie krocza 17.02.10, 13:15
      Mnie też nikt o zgode nie pytał, nacięcia nawet nie zauważyłam, ale jakby mnie
      ktoś wtedy, przy porodzie, zapytał, czy wyrażam zgodę, to bym krzyknęła, że mogą
      mnie nawet do gardła rozcinać, byleby szybciej wyszło;p
      • tosterowa Re: przeciecie krocza 17.02.10, 13:15
        W sensie: teoria teorią...
        • joanna266 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 13:29
          4 razy rodziłam .nie byłam nacieta ani razu.pierwszym razem bo sie
          na to nie zgodziłam,potem poniewaz miałam prywatna połozna i w
          kontrakcie zaznaczałam ze ma byc bez naciecia.po porodach w zasadzie
          od razu mogłam tanczyc twistasmilekobiety nacina sie dlatego ze tak
          połoznym wygodniej.,szyciej ,sprawniej.moim zdaniem kazda kobieta
          która tylko mysli i słucha połoznej podczas parcia jest w stanie
          urodzic bez naciecia.no chyba ze dzieko ma 6 kg a połozna tak zna
          sie na swym fachu jak swinia na gwiazdach.
          [/b]
          • femke81 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 13:43
            A o co Wam chodzi?ze to niby wygodniej nacinac?
            A co z dobrem dziecka?pomyslcie troche kobitki! mnie akurat w czasie porodu nie
            krazyly mysli po glowie - nacinaja, gola, robia lewatywe...Tylko zeby sie
            dziecko zdrowe urodzilo, zeby sie glowka zmiescila i nie zlamali barku...
            Ehhh - no i nacieto mnie w bardzo humanitarnej Holandii...
            I co, i nic?traumy nie mam...wszystko sie zagoilo...
            • majenkir Re: przeciecie krocza 17.02.10, 15:17

              femke81 napisała:
              > A o co Wam chodzi?

              Tez mnie dziwi ta cala dyskusja. Widac tu brak podstawowego zaufania
              do lekarza/poloznej, traktowanie ich jak leni i cwaniakow. Nie
              wyobrazam sobie rodzenia w sytuacji, gdzie podejrzewam, ze personel
              med. chce mnie oszukac czy skrzywdzic(!).
    • mondovi Re: przeciecie krocza 17.02.10, 13:51
      >Nie pekłam, bo nie jestem balonem.

      ja pękłam. jestem balonem?
      • zoofka Re: przeciecie krocza 17.02.10, 14:44
        najwyraźniej hehehe smile
        pełno tu balonów między nami
    • hexe28 Re: przeciecie krocza 17.02.10, 14:53
      Rodziłam prawie 3 lata temu w Międzylesiu i nacięli mnie nie pytając
      o zgodę. W sumie nie żałuję. Szwy były zrobione nićmi wchłanialnymi
      więc nie było żadnego zdejmowania. Nic mnie nie bolało i byłam
      zadowolona. Niedługo znów rodzę i będę chciała nacięcie (pod
      warunkiem szwów wchłanialnych).
      Jeśli chodzi o pęknięcia, to przyjaciółka rodziła rok temu i mimo, że
      chciała nacięcia, nie zrobiono jej go. Pękła strasznie (3stopień) i
      bardzo cierpiała.
      Więc co osoba to inne zdanie
      • lullanka07 Re: hexe 18.02.10, 09:20
        ja tez rodzilam w Miedzylesiu prawie 3 lata temu smile w jakim miesiacu rodzilas?
        smile
        • lullanka07 Re: naciecie krocza 18.02.10, 09:24
          rodzilam 7 lat temu na Karowej i prawie 3 latatemu w Miedzylesiu.
          przy obu porodach bylam nacieta,przy pierwszym na tyle kiepsko ze do zdjecia szwow ledwo chodzilam.
          przy drugim tak super ze na drugi dzien moglam kucac a szwy same sie rozpuscily.

          nie rozumiem o co ten szum ja tam wole byc nacieta niz peknac w gwiadke jak ktos pisal.
          ani naciecie nie boli,ani zszywanie,ew zdjecie szwow tez nie (no nie tak zeby to bolem nazwac)
          • gryzelda71 Re: naciecie krocza 18.02.10, 13:37
            > ani naciecie nie boli,ani zszywanie,ew zdjecie szwow tez nie (no nie tak zeby t
            > o bolem nazwac)

            Zszywanie było najgorszym i najboleśniejszym etapem porodu.
        • hexe28 Re: hexe 18.02.10, 13:30
          dokładnie 2 czerwiec 2007
          • lullanka07 Re: hexe 20.02.10, 08:54
            to sie minelysmy bo ja 16 lipiec 2007 smile
    • renatkaija Re: przeciecie krocza 18.02.10, 11:58
      Myślę dziewczyny że to chyba wszystko zależy od doświadcenia i
      wiedzy położnej, podczas porodu swojej położnej powiedziałam że
      jeśli takiej konieczności nie będzie to nacięcia nie chce i ona że
      ok i obyło się bez, pęknięcie lekkiego stopnia wystarczyło kilka
      szwów rozpuszczalnych, szybko się zagoiło i nie mam żadnych
      dolegliwości a jeśli chodzi o wage dziecka to mój mały miał 4 kilo i
      ogromną głowę więc to też chyba o niczym nie przesądza (ja raczej
      drobna), kolężanka z sali rodziła z tą samą położną która jej
      powiedziała że troche naciąć musi ale zapytała!!! wszystko też goiło
      się dobrze, wniosek trzeba mieć szczęście do położnej i zaufać jej
      doświadczeniu.
    • epb3 Re: przeciecie krocza 18.02.10, 13:51
      polozna przy porodzie jest po to zeby chronic krocze.
      z dobra polozną nie ma opcji albo naciecie albo pekniecie.
      Wiec bez sensu jest gadanie w stylu "chce lub nie chce nacięcia", albo "wolałam
      naciecie niz pękniecie".
      Dobra polozna natnie jesli trzeba. Tylko ze poród to naturalna rzecz. Stąd bez
      zadnych badan mozna smialo postawic tezę ze 90% nacięc to duze naduzycie.
      • a_gurk Re: przeciecie krocza 19.02.10, 02:15
        Dodam ze swojego mizernego doswiadczenia (cóż tylko 2 porody), ze
        przy pierwszym (wzmianka powyżej) uparcie podnosiłam siedzenie
        wyżej do pozycji siedzącej przy porodzie, a połozne uparcie chciały,
        żebym leżała płasko (a i tak wygrałam). Przy takim podejsciu do
        rodzenia siłami natury nie dziwią pęknięcia po odbyt(a gdzie inne
        pozycje do rodzenia np. kuczna?).
        • monnap Re: przeciecie krocza 19.02.10, 03:45
          Wiekszosc z rodzacych zgadza sie na naciecie pod wplywem presji i
          zastraszania peknieciem. Widac, ze malo ktora rodzaca ma
          jakiekolwiek pojecie o ochronie krocza. Jak rodzi sie na lezaco to
          pewnie ze ciezko jest urodzic i mozna fajnie popekac, ale przy
          porodzie w pozycji pionowej raczej nie ma takiej opcji. W POlsce
          poloznym sie nie chce ani nie umieja prawidlowo zabrac sie do
          ochrony krocza. Umieja za to straszyc kobiety peknieciem po same
          pachy. Troche logiki i samozaparcia by sie przydalo. Nie rozumiem
          stwierdzen, ze niby czemu tle szumu wokol naciec. Wiele kobiet wrecz
          sie temu poddaje jakby byla to najlepsza rzecz podczas porodu - a
          jest to zwykle okaleczanie, z reguly w ogole nie potrzebne.
          Nigdy nie bylam nacieta - syn wazyl ponad cztery kilo a ja do
          olbrzymow nie naleze.Nikomu nie przyszlo do glowy leciec do mnie z
          nozyczkami, a faze parta odbylam w pozycji kucznej najbardziej
          sprzyjajacej porodom.
          Nie dajcie wiec sobie wmawiac glupot ze jak nie bedzie naciecia to
          bedzie pekniecie. Szukajcie doswiadczonych poloznych, a nie lewusow,
          ktorym nie chce sie wysilic.
        • pani_z_zarostem Re: przeciecie krocza 19.02.10, 12:30
          a_gurk napisała:

          > Dodam ze swojego mizernego doswiadczenia (cóż tylko 2 porody), ze
          > przy pierwszym (wzmianka powyżej) uparcie podnosiłam siedzenie
          > wyżej do pozycji siedzącej przy porodzie, a połozne uparcie
          chciały,
          > żebym leżała płasko (a i tak wygrałam). Przy takim podejsciu do
          > rodzenia siłami natury nie dziwią pęknięcia po odbyt(a gdzie inne
          > pozycje do rodzenia np. kuczna?).


          Trafiłas w sedno!! POZYCJA RODZENIAM A OGROMNE, PRZEOGROMNE,
          nieocenione znaczenie. Jesli lezysz na 100% musi peknąc, nie moze
          dziecko wyjśc czy czuje sie dyskomfort. Na siedzaca, badz "w kucki"
          jest o niebo lepiej. Sma blagalam polozna, zebym mogla ukucnac-
          czulam to intuicyjnie, a ona NIE.
          Tak wiec miałam male, drobne pekniecie, a moglo odbyć sie bezsad
          • donkaczka Re: przeciecie krocza 19.02.10, 19:49
            plus pompowanie oksytocyna, ktora wzmacnia skurcze tak, ze i krocze nie wytrzymuje

            ja urodzilam trojke wiadroglowych dzieci, obwody 37-38 i nie bylam nacieta ani
            razu, mialam powierzchowne otarcia i minimalne pekniecia nie wymagajace szycia
            • a_gurk Re: przeciecie krocza 20.02.10, 22:30
              Oksytocyna. Zaraz po wejściu do pokoju porodowego przystawiono mi
              kroplówę, wsadzono wenflon i nawet nie poinformowano, co to jest.
              Zresztą natychmiast położna znikła wracając, gdy woreczek się
              opróżnił. My po całej nocce na nogach wierzyliśmy, że to standardowa
              procedura, jakieś sole lub tp. Teraz domyślam się, że prawdopodobnie
              podano mi oksytocynę (po co?- przyjechałam na oddział z regularnymi
              skurczami, 6 cm rozwarciem i zanikiem szyjki macicy), gdyż niedługo
              potem skurcze stały się znacznie boleśniejsze i mocniejsze. A
              kilkanaście chwil wcześniej podpisałam kartę praw pacjenta, gdzie
              jest napisane, że wszelkie zabiegi muszą się odbywać za zgodą
              pacjenta .... Szczerze mówiąc do dzisiaj żałujemy, że posłuchaliśmy
              wtedy rady znajomego i nie zatrudniliśmy prywatnej położnej do
              porodu (on twierdził, że to korupcja i nieuczciwość).
          • falka32 Re: przeciecie krocza 21.02.10, 01:39
            Też się pod tym podpiszę, że przy rozmowach o nacięciach rzadko się bierze pod
            uwagę to, że pękanie krocza jest bardzo związane z pozycją porodu i że pozycja
            leżąca i półsiedząca są najbardziej kontuzjogenne dla krocza i stąd się biorą
            pęknięcia po łopatki - wiekszość pacjentek wystarczyłoby spionizować do ostatnie
            fazy porodu, żeby nic nie popękało. Ale pionizacja to jest dopiero wyzwanie dla
            położnej - trzeba się schylić, kucnąć, pokombinować.
            Idę o zakład, że jak wejdą te nowe standardy, gdzie jest przede wszystkim
            szczególne wskazanie i zalecenie na pozycje wertykalne przy porodzie, plus
            ochrona krocza, to nagle spadnie odsetek tych popękanych po odbyt.
    • grace.4 Re: przeciecie krocza 19.02.10, 04:09
      2 porody,zero naciec,zero pekniec, rodzinna elastycznosc. dodam,ze nikt
      nawet nie pytal, choc gdyby zaszla potrzeba,jak u kolezanki,to by
      powiadomili.nie tykaja niczego,jesli nie musza
Inne wątki na temat:
Pełna wersja